Siadamy ramię w ramię i piszemy – wywiad z Iloną Andrews

Gaba_Okey
29.05.2019

Na swoim koncie mają wielotomowe serie z ogromną ilością bohaterów i rozbudowanym światem. Ilona Andrews – a właściwie Ilona i Andrew Gordon – to mocne nazwisko w świecie fantastyki. W kwietniu premierę miał siódmy tom cyklu o Kate Daniels, a już jesienią możemy spodziewać się kolejnego. Jak udaje im się pisać razem? Czy zmieniliby jakiś istotny wątek w życiu bohaterki? Te i inne pytania zadała autorom Gabriela Rutana.

„Magia niszczy”, Ilona Andrews

Jako towarzyszka Władcy Bestii była najemniczka Kate Daniels ma na barkach więcej, niż jest w stanie unieść. Nie dość, że próbuje utrzymać swoją agencję detektywistyczną, to jeszcze musi zająć się sprawami Gromady. Czas przygotować ludzi na atak Rolanda – okrutnego, starożytnego czarownika z boskimi mocami.
Jego cień wisi nad Kate, gdy zostaje wezwana na spotkanie przywódców nadnaturalnych frakcji w Atlancie. Jeden z Panów Umarłych został zamordowany przez zmiennokształtnego, a Kate dostaje niecałe dwadzieścia cztery godziny, żeby wytropić zabójcę. Jeśli zawiedzie, rozpęta się wojna, która zniszczy wszystko, co jest jej drogie…

Gabriela Rutana: W jednym z wywiadów zdradziliście, że macie ułożony plan na całą serię. Czy zdarzyło się jednak, że pod wpływem chwili dosyć drastycznie zmieniliście bieg wydarzeń?

Ilona AndrewsTak. W przypadku „Sapphire Flames” pisaliśmy początek dobre cztery razy i za każdym razem wywalaliśmy go do kosza. Po prostu się nie kleiło albo któremuś z nas coś nie pasowało. W końcu udało się napisać taki, że obojgu podpasował. Pewnego razu wysłaliśmy jedną z książek serii o Kate do naszej redaktor – a potem uświadomiliśmy sobie, że jest do kitu i błagaliśmy ją, żeby nam pozwoliła pozmieniać. Zaplanowaliśmy ją na nowo i przepisaliśmy od zera w bodajże trzy, może cztery tygodnie. Ale przeważnie dajemy radę utrzymać się w ramach oryginalnego planu.

Który z tomów z serii o Kate uważacie za najbardziej przełomowy dla losów bohaterki?

„Magia uderza”. Jej relacja z Curranem zmienia się, a ona sama zaczyna budować wokół siebie ekipę – nie tylko w walce, ale też w życiu.

Małżeństwo pracujące przy jednej książce – z pewnością musicie mieć swój określony i wypracowany system. Jak dzielicie się pracą? I czy początki były proste i zgodne, czy jednak pojawiały się różnice zdań?

Siadamy ramię w ramię i piszemy. Spisujemy dialogi scen akcji razem. Jeśli coś jest w książce, to znaczy, że uzgodniliśmy to i napisaliśmy razem. Dzielimy się tylko dialogami – Ilona odpowiada za Kate, Nevadę i inne kobiety, ja mówię i myślę za mężczyzn. Robimy to, aby nasze postaci były jak najbardziej prawdziwe.

Kate to postać silnej kobiety, która potrafi walczyć o siebie i swoich bliskich. Jednak początkowo była lekkomyślna i nie chciała się do nikogo przywiązywać. Zmiana tej postaci jest ogromna – czy pomysł na Kate kiełkował w waszych głowach już przy pierwszej części, czy jednak rodził się wraz z pisaniem książek i tym, jak czytelnicy reagowali na poszczególne tomy?

Nie planowaliśmy niczego poza może dziesięcioma tomami. Kate zaczęła się jako pomysł i może zarys fabuły, a potem ewoluowała wraz z fabułą – a fabuła rozwijała się przy niej. Adoptowanie Julie, relacja z Curranem, wszystko to były kamienie milowe w jej życiu, a my chcieliśmy wraz z biegiem serii obserwować jej rozwój.

W każdej części pojawia się odniesienie do mitologii, co prawdopodobnie wymaga dobrego researchu. Przyznam, że wielokrotnie po skończeniu książki z ciekawości doczytywałam o wspominanych bogach, wierzeniach czy legendach. Z jakich źródeł czerpiecie wiedzę? I czy lubicie tę część pracy przy książce?

W młodości oboje fascynowaliśmy się mitologią i legendami. Zaczęliśmy od mitologii antycznej, potem przeszliśmy do legend i baśni innych kultur. Ilona z racji swych rosyjskich korzeni jest dobrze obeznana w mitologii słowiańskiej, ja z kolei badałem mity celtyckie. Właśnie tę wiedzę i fascynację przelaliśmy na pierwsze książki z serii o Kate. Kiedy decydujemy się na wykorzystanie mitów określonej kultury, sporo czasu poświęcamy na kwerendę – świetnym źródłem informacji są antykwariaty i biblioteki, mamy też całe półki książek o mitach świata. Moją ulubioną pozycją jest pięknie ilustrowana mitologia hinduska z tymi cudownymi grafikami.

Możecie cofnąć się w czasie i zmienić istotny wątek w życiu Kate. Co to będzie i dlaczego?

Nie jestem pewien czy w ogóle cokolwiek. Napisaliśmy ją tak, a nie inaczej, i zmiana jednej rzeczy pociągnęłaby za sobą reakcję łańcuchową. Gdybyśmy mogli cofnąć czas i napisać pierwszą książkę, wiedząc to, co wiemy teraz, to pewnie byłaby lepsza… No ale byliśmy młodzi, więc napisaliśmy ją najlepiej, jak potrafiliśmy – tak jak i każdą kolejną.

Roland to postać legenda – szukam go w każdym tomie z wielkim napięciem i ciekawością. Co było główną inspiracją w tworzeniu tego bohatera? Rycerz Roland, „Mroczna Wieża” Stephena Kinga czy jeszcze coś innego?

Myślę, że wzięło się to początkowo z „Pieśni o Rolandzie”, gdzie protagonista jest ucieleśnieniem cnót rycerskich i poświęca się dla celu wyższego. Dokładnie tak postrzega siebie nasz Roland. Szczerze mówiąc, to nie mieliśmy dla niego planu poza tym, że jest ojcem Kate, jest stary i potężny. Potem zdecydowaliśmy, że będzie Nimrodem, biblijnym budowniczym wieży… Podobnie jak i sama Kate, ewoluował wraz z serią.

Nie skupiacie się tylko na Kate, ale również cały czas rozwijacie historie innych bohaterów, nawet w całkiem odrębnych książkach czy opowiadaniach. Jak wygląda praca nad kreowaniem postaci i czy już od początku wiecie, kto z nich dostanie więcej miejsca w serii?

A to zależy. Bohaterowie przeważnie dostają swoją własną opowieść, jeśli tylko dojdziemy do wniosku, że jest ona potrzebna. Na przykład musieliśmy napisać „Gunmetal Magic” przed podejściem do kolejnej książki o Kate, żeby całość miała sens i składała się w jedno. Czasami zaczyna się to jako żart, jak chociażby seria „The Iron Covenant”, w której bohaterem jest Hugh D’Ambray – to miał być żart na prima aprilis! Pokazaliśmy okładkę nieistniejącej książki i okazało się, że fani tak się zapalili do pomysłu, że musieliśmy ją napisać. Potrzebowaliśmy też innego punktu widzenia na D’Ambraya, żeby ładnie rozwinąć linię fabularną książki o Kate. A czasami robimy to dla zabawy, jak z opowieściami o Jimie i Dali.

Jesteście znani z wielotomowych historii, z rozbudowanym światem, dużą ilością bohaterów, dodatkowymi opowiadaniami – gdyby to wszystko złączyć w całość, to wyszłaby potężna dawka informacji. Czy nie tęsknicie za jednoczęściową książką, która zaczyna się w pierwszym rozdziale i definitywnie kończy w ostatnim, czy jednak pisanie serii to wasz pisarski konik?

Tak, ale wszystkie zaczynają się jako jednostrzałówki. Nie planowaliśmy serii o Kate na dziesięć tomów! Pomysł miał być z założenia jednym tomem. Ale tak, faktycznie. Czasami zdarza nam się myśleć o jednotomówce, która nie ma reguł ani nie wiąże się z niczym innym. „Innkeeper Chronicles” miał taki być, ale się nie udało i teraz to tetralogia. Może któregoś dnia wyciągniemy z szuflady ten koszmarny pomysł o hobbitach ninja i zrobimy z niego jakieś solo.

Jaki jest czas pracy nad jedną książką i czy podczas pisania następuje całkowite odcięcie od świata?

Zabrzmi to ogólnikowo, ale – zależy. Czasami potrzeba mało czasu i przychodzi łatwo. „Iron and Magic” było łatwe, „Sapphire Flames” zajęło już dłużej. Sumarycznie więcej czasu zajęła nam seria o Kate, bo – jako się rzekło – musieliśmy trzymać się ustalonych reguł i fabuły. Nie, nie odcinamy się od świata. Poświęcamy czas dzieciom, czasami wypełzamy z naszej piwnicy na zakupy, na kolację albo wypad do kina. Wydaje mi się, że książce wychodzi to na lepsze, jeśli od czasu do czasu zrobić sobie wolne od pisania. Więc czytamy, oglądamy telewizję, chodzimy na spacery. Jeśli człowiek ukrywa się przed światem albo odcina od niego, to w końcu się wyjałowi i nie będzie miał o czym pisać.

Pytanie o ulubioną książkę to jak pytanie, które dziecko kocha się najbardziej. Jednak ośmielę się i spróbuję: czy macie swoje ukochane tytuły, do których wracacie najczęściej?

Moja ulubiona to „Magia uderza” i „Księżyc nad Rubieżą”. Ilona mówi, że najbardziej lubi tę, nad którą właśnie pracujemy – no cóż, ma smykałkę do poprawności politycznej. Gdybym musiał zgadywać za nią, to „Sweep in Peace” i „Burn for Me”.

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
650
101
30.05.2019 13:25

Hobbit ninja?? Chciałabym to przeczytać, bo nijak nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić :P


1075
164
02.06.2019 11:16

Mam tak samo! Myślę, że cały czas miałabym przed oczami Frodo :D


650
101
03.06.2019 10:01

Albo taki Bilbo :D


1075
164
29.05.2019 11:12

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd