Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
888628 czytelników
2034 dyskusji
125493 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] W powietrzu - wygraj książkę „Nikt nie idzie" z autografem autora!

W powietrzu - wygraj książkę „Nikt nie idzie" z autografem autora!

Po tym, jak Olga zobaczyła go po raz pierwszy, uporczywie wracał do niej w myślach. Tajemnicza postać z kolorowymi balonami. Ni to mężczyzna, ni to dziecko. Ona samotna, on osobny i zamknięty we własnym świecie. Ich losy przetną się ponownie na skrzyżowaniu ulic w chwili tragicznego zdarzenia. Małecki prowokuje czytelnika, by na podstawie rozsypanych wspomnień stopniowo odkrywał prawdziwy bieg zdarzeń. Gdzieś są słowa niewypowiedziane, niespełnione relacje oraz gesty zawieszone między dwojgiem bliskich i obcych sobie ludzi. Wielkie miasto wypełniają miłość i samotność.

"Nikt nie idzie" to subtelna opowieść, w której buzują wielkie emocje. Napiszcie krótką historię o splatających się losach dwójki bohaterów, nawiązującą do tytułu pierwszego rozdziału książki - „W powietrzu”. W treści wykorzystajcie tytuł powieści, wyróżniając go DUŻYMI LITERAMI. Czekamy na Wasze interpretacje.

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki z autografem Jakuba Małeckiego.

Nikt nie idzie - Jacek Skowroński

Nikt nie idzie

Autor: Jakub Małecki

Jakub Małecki, autor bestsellerowych „Dygotu” i „Rdzy” oraz nominowanych do Nike „Śladów”, w zupełnie nowej odsłonie. „Nikt nie idzie” to subtelna opowieść, w której buzują wielkie emocje. Po tym, jak Olga zobaczyła go po raz pierwszy, uporczywie wracał do niej w myślach. Tajemnicza postać z kolorowymi balonami. Ni to mężczyzna, ni to dziecko. Ona samotna, on osobny i zamknięty we własnym świecie. Ich losy przetną się ponownie na skrzyżowaniu ulic w chwili tragicznego zdarzenia. Małecki prowokuje czytelnika, by na podstawie rozsypanych wspomnień stopniowo odkrywał prawdziwy bieg zdarzeń. Gdzieś są słowa niewypowiedziane, niespełnione relacje oraz gesty zawieszone między dwojgiem bliskich i obcych sobie ludzi. Wielkie miasto wypełniają miłość i samotność. „Nikt nie idzie” to powieść, która hipnotyzuje delikatnie, sącząc czułe i ledwo wyczuwalne tony. Zostaje w pamięci na długo.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 28 listopada do 5 grudnia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
  • Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - Wydawnictwu Sine Qua Non. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
  • Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 2102
LubimyCzytać
28-11-2018 15:16
Nikt nie idzie Nikt nie idzie
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 470
Mili
29-11-2018 10:37
Jak rozumiem, w tekście należy wykorzystać jedynie tytuł książki, a do słów "w powietrzu" tylko nawiązać?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 470
Mili
28-11-2018 20:23
- Dzięki Bogu, to ostatni lot w miesiącu - westchnął Robert, przeciskając się przez terminal lotniska, gdzie pracował jako pilot.
Kochał pracę pełnym sercem, ale obecnie nie miało ono siły bić.
- Masz serce jak dzwon - powiedział kardiolog na ostatnich badaniach.
Tylko, że ból, jaki odczuwał niewiele miał wspólnego z wydolnością krążenia.
Zadała go ona, kiedy jak ostatni głupiec, do bólu ściskał w kieszeni pierścionek, jednocześnie słuchając jej mowy pożegnalnej.
- Chyba się nie łudziłeś, że będziemy ze sobą zawsze. Naiwny jesteś, nie spędzę życia z kimś, dla kogo szczytem marzeń jest dom i gromada bachorów.
Miłość do Izy, roztrzaskała się wraz z meblami, w jego mieszkaniu, kiedy puściły mu emocje.
- Robert, dobrze że jesteś - powitał go drugi pilot - zanim przejrzysz plan lotu, poznaj nową stewardessę.
- Witam kapitanie - kobieta, o ujmującym uśmiechu podała mu dłoń, a on stał jak wmurowany,  wpatrując się w kopię Izabeli.
- Iza? - zapytał.
- Och nie, jestem Anna, ale  mam siostrę bliźniaczkę o tym imieniu, niestety nie utrzymujemy kontaktu.  Miło poznać jej przyjaciela.
- Przyjaciela. - powtórzył jak echo, Robert i ignorując jej wyciągniętą dłoń, udał się do łazienki, z nadzieją że lodowata woda przywróci mu zdrowy rozsądek.
- Przepraszam za niego - powiedział drugi pilot do skonsternowanej dziewczyny - ale ostatnio cierpi z jakiegoś powodu.
Bierzmy się do pracy, najpierw odprawa, a gdy bedziesz pewna że na pokład już NIKT NIE IDZIE, rozpocznij procedury bezpieczeństwa.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 87
Szyszka
29-11-2018 09:23
W POWIETRZU unosił się duszny zapach kurzu, który leniwie niesiony wiatrem przesuwał się po ulicy. Pomimo szczerego pola dookoła i jednego, jedynego drzewa dającego skąpy cień zdawało się, że ptaki dają koncert życia. Było w tym coś aż nienaturalnego, jakby ktoś nastawił za dużą głośność i zupełnie nie pasowała do otoczenia. Niespokojnie rozejrzała się dookoła, czy NIKT NIE IDZIE i kolejny raz zerknęła na zegarek, a następnie na horyzont, gdzie niknęła droga, bo autobus spóźniał się już 15 minut. Już nawet przestała ocierać łzy, które bez ustanku spływały po jej wychudzonej twarzy dodatkowo podkreślając błękit jej oczu.
Nagły ruch za jej plecami sprawił, że odwróciła się gwałtownie, a uścisk na skórzanej rączce jej jedynej walizki stał się niczym zacisk. Obawiała się, że to on, że ją znalazła i horror zacznie się od nowa. Ale to nie był on. Zakrwawiona twarz, eleganckie, ale teraz brudne i podarte ubrania oraz przestraszone oczy, to były pierwsze rzeczy, które zauważyła. Nieznajomy stękną coś niezrozumiale, co brzmiało jak błaganie o pomoc. Zrobiła krok w jego stronę i w tej chwili usłyszała warkot nadjeżdżającego autobusu. Zawahała się, ale instynkt był silniejszy. W tym momencie czuła, że po prostu muszą zniknąć z tego miejsca, z tego przystanku. Delikatnie chwyciła go pod ramię i pomogła wsiąść do autobusu. Zignorowała pytający wzrok kierowcy i ciekawskie spojrzenia innych pasażerów i pomogła mu usiąść z tyłu, z dala od tych wszystkich wścibskich osób. Płacąc za dwa bilety wiedziała, że tak należy zrobić, ale z niepokojem spojrzała do swojej portmonetki, której zawartość i tak już była mocno nadszarpnięta. Pomyślała, że teraz ma inne sprawy na głowie, kwestią pieniędzy zacznie się martwić później. Teraz była wolna i ta myśl sprawiła, że łzy ponownie napłynęły jej do oczu. Wróciła do nieznajomego i z oczami pełnymi łez delikatnie opatrywała mu twarz. Jeszcze nie wiedzieli, że to był początek ich wspólnej podróży.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 341
Grzesiek
29-11-2018 11:12
No gdzie on jest. Już powinien tu być. Nigdy się nie spóźnia. Zdenerwowany Szafir podrapał się za uchem i cicho zaskomlał. Nie mogąc usiedzieć w miejscu po raz kolejny pobiegł do przodu zobaczyć czy NIKT NIE IDZIE. Ścieżka nadal była pusta. W parku o tej porze dnia panowała cisza. Jedynie wiatr szarpał liśćmi w nierównym tańcu. W POWIETRZU dało się odczuć, że cieplejsze dni już raczej w tym roku nie wrócą. Ale Szafir nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Z nosem przy ziemi nerwowo węszył starając się uchwycić choćby najcieńszą nić zapachu swojego Pana. Zrozpaczony usiadł na skraju ścieżki nie wiedząc co robić. Cierpliwie czekać w miejscu czy wybiec jeszcze dalej na spotkanie? A co jeśli Tomek przyjdzie z drugiej strony? Ale przecież zawsze wracał tą drogą. Kiedyś na spacerze, gdy siedzieliśmy akurat na ławce, drapiąc mnie po głowie, wspominał, że to jego ulubiona trasa. Coś musiało się wydarzyć. Ale to na pewno nic groźnego. Jednorazowy incydent, o którym Tomek opowie przy śniadaniu, po powrocie do domu. Zachowaj spokój i czekaj. Waruj. Wszystko jest w porządku. Nagle za zakrętu wyłoniła się jakaś sylwetka. Szafir z impetem zerwał się do biegu. Po kilku susach rozpoznał osobę. To nie był jego Pan. To była Zosia, przyjaciółka jego Pana.
- Cześć Szafir, dobra psina, czekasz na Pana, tak, kochany piesek. Twój Pan powiedział, że tu będziesz, choć zabiorę Cię do niego. Tomek miał mały wypadek, ale chyba wyliże się z tego. Musi, nie ma innego wyjścia. Nie ma. Po prostu nie ma.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 154
Marcin
29-11-2018 15:14
Rozglądała się czujne, patrząc w lewą i prawą stronę alei, lustrując ścieżkę czy NIKT NIE IDZIE. Niestety obracając swoją głową niezliczoną ilość razy, czuła coraz większe rozczarowanie.
- Czyżby mnie wystawił?! - pomyślała Laura.
Był jej ostatnią nadzieją na szczęście - podczas ich spotkań unosiła się w powietrzu, a otaczający ją świat znikał niczym kamfora.
Zrezygnowana Laura wstała z ławki i zaczęła się kierować w stronę swojej celi - wynajętego pokoju w południowej części miasta. Gdy w pewnym momencie podniosła głowę, ujrzała w oddali znajomą sylwetkę i tą charakterystyczną czapkę z niebieskim pomponem - którego szczególnie nie znosiła.
Rzuciła się biegiem, przywarła do Patryka niemal go nie przewracając i już wiedziała, że to początek nowego rozdziału. Samotność zabierze swoje lepkie łapska.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 80
wilk
29-11-2018 18:25
Przez ostatnie dni Anna czuła się wymięta i wyprana z emocji, zupełnie jakby ktoś wyciągnął z niej wnętrzności i pozostawił tylko pustą powłokę; tak lekką, że mogłaby unosić się w powietrzu. Miała ochotę odlecieć, zostawiając to wszystko za sobą.
Zamrugała, kiedy ceny pod urnami zaczęły rozmywać się przed jej oczyma.
- Chyba się zdecydowałam – powiedziała wreszcie, ale nikt nie odpowiedział. Obejrzała się, aby zobaczyć, czy NIKT NIE IDZIE, ale jej jedynymi towarzyszami pozostawały trumny i urny. – Halo?
- Chyba mają nas w nosie – mruknął w odpowiedzi jakiś chłopak. Anna drgnęła, bo nie wiedziała, że tu jest.
- Przepraszam.
- Niby za co? – Mężczyzna nawet na nią nie patrzył.
Anna się zmieszała.
- Nie wiem.
Nieznajomy spojrzał na nią i dziewczyna zobaczyła przekrwione oczy, jakby długo pracował przy komputerze. Jeszcze bardziej poczuła się pusta, miała wrażenie, jakby zaraz miała unieść się pod sufit – widok chłopaka tylko to spotęgował.
Przez chwilę milczeli, w powietrzu unosił się zapach drewna sandałowego.
- Najgorsze jest to, że nawet mi nie żal, że on umarł – powiedział nagle nieznajomy, odwracając wzrok. – To chyba źle, prawda?
Anna poczuła gulę w gardle, mimo to wydukała:
- Nie, wcale nie. Codziennie umierają setki ludzi, ale na ogół o tym nie myślimy.
- To chyba nie to samo.
Anna szukała odpowiednich słów, ale zanim cokolwiek wpadło jej do głowy, podszedł do nich sprzedawca.
- Przepraszam, że musieliście czekać.
Nieznajomy uśmiechnął się i wskazał Annę.
- Ta pani już się zdecydowała.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 161
InBook
30-11-2018 12:50
Po ulicy dał się słyszeć gwar ludzi przechodzących przez zatłoczone miasto oraz stukot uderzającej laski dla niewidomych. Dziewczyna z okularach przeciwsłonecznych idzie przez świat wcale go nie widząc, jest potrącana przez innych przechodniów, a ci zamiast przeprosić jeszcze odwarkują żeby uważała.
On się temu przygląda, zauważa że dziewczyna podchodzi do krańca chodnika i bada jego wysokość. Momentalnie podchodzi do niej i oferuje pomoc a wielkim uśmiechem na twarzy, którego ona nie widzi ale wyczuwa W POWIETRZU. Chłopak bierze jej dłoń i delikatnie przeprowadza przez drogę.
Gdy Doszli na drugą stronę, rozstając się ona także się uśmiechała. Skierowała się w swoją stronę, a mając nadzieję że nie ostatni raz mocniej ścisnął jej dłoń i powiedział że, NIKT NIE IDZIE możesz bezpiecznie iść gdzie chcesz, a ja poczekam na Ciebie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 172
Happy
30-11-2018 20:47
Moje ciało balansowało na drążku. Lekka jak piórko znajdowałam się w powietrzu wykonując kolejne figury akrobatyczne. Trener był ze mnie dumny. Co chwila klaskał w dłonie i uśmiechał się pokrzepiająco. Zrobiłam ostatni piruet lądując z gracją tuż przed nim.
-Brawo- powiedział -Jesteś gotowa.
Zawody odbywały się następnego dnia. Od kilku tygodni starannie się przygotowywałam. Radość wypełniała moje serce na myśl o pokazaniu się światu, byłam wniebowzięta. Z torbą na ramieniu przemierzałam ulice chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu. Podskakiwałam wchodząc na nierówną powierzchnię opuszczonych torów. NIKT NIE IDZIE, nic nie jedzie. Jeszcze tylko kawałeczek. Na szyny upadł mi odtwarzacz Mp3. Bałam się, że jest uszkodzony, więc podniosłam go powoli. Reszta działa się bardzo szybko. Wiatr we włosach, niekontrolowany upadek, świst, turkot, plask i...cisza.
Mój krzyk.
John był zwyczajnym chłopakiem z sąsiedztwa, niczym się nie wyróżniał. Czasami machałam mu ze zwykłej grzeczności, był bardzo zamknięty w sobie. Słyszałam, że nie miał zbyt wielu znajomych, ale rodzice naprawdę go kochali. Mijaliśmy się w szkole, poprawiał nerwowo swoje okulary i w połowie lekcji znikał. Teraz leżał na torach zmiażdżony przez pociąg. Płakałam. Nawet nie wiedziałam co lubił robić, a oddał za mnie życie. Dlaczego?
Wiem, że te zawody wygrałam dla niego, również następne i olimpiadę. Miałam przed oczami jego twarz, chciałam pokazać, że byłam tego warta, że jego śmierć nie poszła na marne.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3
Mateusz
01-12-2018 04:15
Stan nieważkości nie został osiągnięty dzięki skrzydłom. To nie one umożliwiły zdobyć przestworza. Miłość otwarła przestworza i skierowała do siebie dwójkę bohaterów. Przybyli z całkiem innych światów. Jeden z nich jeszcze krwawił zostawiając swój wynaturzony i chory dom. Drugi został napełniony miłością otaczających go ludzi.
Oboje zatracili się w przestworzach, nie potrafili odnaleźć żadnego punktu odniesienia. Powietrze odrzucało przeszłość, nie przechowywało śladów. Gdy ona swobodnie podziwiała świat kierując się własną ciekawością, on brnął przed siebie usiłując uciec od wszystkiego. Ona straciła się w świecie marzeń on zapomniał już przed czym ucieka.
- Co mamy teraz ze sobą zrobić? – spytała go, gdy już spokojnie spoczęła w jego silnych ramionach.
- Widzisz kogoś? NIKT NIE IDZIE i nikt nie przeszedł. Jesteśmy tylko my, ale niedługo. Za krótki czas pozwolimy na to, aby nasi ukochani stracili się w tym pięknym miejscu – na jego słowa zaczerwieniła się, ale nie powiedziała ani słowa. Chmury zaczerwieniły się zachodzącym Słońce oraz ogniem ich miłości. Nikt nie przeszedł ich drogi. Stali się własnym celem, drogą i punktem wyjścia.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 561
niewidzialne_miasta
02-12-2018 10:57
Stojąc obok sprzedawcy, dziewczynka wyjaśniła ze śmiertelną powagą, że ten balon to Donatello, a wszyscy wiedzą, że Donatello jest najfajniejszy, i zobacz mamusiu, jaką ma ładną ban... bad... banda... Szarfę! Fioletową! I jest taki mądry! Alicja dowiedziała się też, że pozostałe żółwie są fajne, ale nie tak, jak Donatello. I że Donatello jest wynalazcą, i mamusiu...?

Trochę jeszcze się podroczyła: czy na pewno Donatello jest najfajniejszy, czy może jednak, skoro już tak bardzo chcesz balona, to wolałabyś jednorożca, albo samolot, może jeszcze coś innego?

Sprzedawca, który miał nie tylko wszystkie balonowe żółwie ninja, ale i sporo innych wzorów łopoczących na wietrze, uśmiechał się coraz szerzej.

- Nie! Chcę Donatella! - mała omal nie tupnęła nogą, po czym zerknęła spod przydługiej grzywki na mamę i się zreflektowała. - Poproszę Donatella, mamo.

Poszły dalej, a wniebowzięta pięciolatka ściskała w garści wstążeczkę, na której uwiązany był wymarzony Donatello. Balon był wypełniony helem, wstążka długaśna, ale trudności logistyczne przy zwiedzaniu wynagradzała Alicji z nawiązką radość jej córki.

Trzy godziny później, zmęczona dziewczynka potknie się o kostkę brukową i puści wstążeczkę – tę samą, której po zjedzeniu lodów w kawiarni na Starym Mieście nie zawiązały z powrotem dookoła jej nadgarstka. Alicja nie zdąży dobiec.

W powietrzu zawiśnie, uniesie się – wyżej i wyżej – uśmiech córki i spokój ducha. o, zaraz minie czubek kolumny Zygmunta.

- Może pójdziemy do zoo? Tam też są żółwie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd