Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/12581/caly-ogrom-milosci-wywiad-z-gabriela-gargas

Cały ogrom miłości. Wywiad z Gabrielą Gargaś

  wartościowy tekst

Swoją najnowszą powieść napisała zainspirowana postacią własnej babci, która jako dziecko przeżyła wojnę. O tym, jak kształtują nas trudne wydarzenia i wybory, o miłości i przyjaźni, która nadaje koloru naszemu życiu, oraz o alternatywnym tytule, jaki mogłaby nosić jej książka, rozmawiamy z Gabrielą Gargaś, autorką „Kiedyś się odnajdziemy”.

Janka ucieka z ogarniętego wojną Wołynia i musi zostawić młodszą siostrę u obcej rodziny. Obiecuje, że po nią wróci, lecz w tamtym czasie każde pożegnanie może być już na zawsze. I wtedy los stawia na jej drodze inną małą dziewczynkę, która została na świecie zupełnie sama. Czy Janka pokocha ją jak własną siostrę?
W Warszawie Tadek poznaje Annę, w której niebieskich oczach można się zatracić. Rodzące się uczucie wystawi na próbę więź łączącą go z najlepszym przyjacielem. Jaką cenę zapłaci za podjęte decyzje?
Po latach drogi Janki i Tadka się połączą. Tych dwoje doświadczyła wojna, ale przed nimi jeszcze całe życie…
„Kiedyś się odnajdziemy” to opowieść o miłości, która potrafi przetrwać największe cierpienie, o stracie, której nie można przeboleć, i błędach, które trudno wybaczyć.

Ewa Cieślik: „Kiedyś się odnajdziemy” to niełatwa książka. Akcja przenosi czytelników na Wołyń, później do powstańczej Warszawy. Skąd decyzja, by powieść, po którą pewnie niejedna osoba sięgnie, oczekując miłej, odprężającej lektury, powiązać z tragicznymi wydarzeniami z polskiej historii?

Gabriela Gargaś: O napisaniu tej książki myślałam już kilka lat. Jej początek, dziecięce lata głównej bohaterki, są inspirowane historią mojej babci, która przeżyła na Wołyniu gehennę. Moja śp. babcia była osobą pogodną, ciepłą, pełną miłości. Zawsze zastanawiałam się, skąd w niej taka siła, skoro tyle w życiu przeszła. Po śmierci babci coraz częściej słyszałam w mojej głowie głos, który podszeptywał mi, bym jako tło historyczne w książce wykorzystała okres wojenny. Sądzę, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni nie tylko czekają na lekkie książki, ale także na te opowieści, które zmuszą nas do zastanowienia się nad wydarzeniami z przeszłości, a także nad tym, aby nie dopuścić do tego, by pewne rzeczy się powtórzyły. Napisałam w książce: „Ludzie nie dzielą się na Ukraińców, Polaków, Niemców, Żydów. Podział na narodowości nie jest istotny. Istotne jest to, jakim kto jest człowiekiem. Bo ludzie są dobrzy i źli”.

W książce tej czytelnik znajdzie nie tylko ból i cierpienie – jest w niej cały ogrom miłości, zabarwionej różnymi odcieniami, a także przepięknie ukazana przyjaźń i oddanie drugiej osobie. To jest książka, która daje nadzieję.

Jak wyglądał proces researchu do książki? Na końcu publikuje pani bibliografię i listę podziękowań dla osób, które pani pomogły w przygotowaniach. Nie brak na niej historyków.

Do napisania tej pozycji przygotowywałam się solidnie ładnych kilka miesięcy. Przeczytałam kilkadziesiąt publikacji, obejrzałam kilkanaście dokumentów, rozmawiałam z osobami, które przeżyły wojnę, a także konsultowałam się z historykami i za ich pomoc jestem dozgonnie wdzięczna. Gdyby nie oni, zapewne popełniłabym w książce kilka znaczących błędów.

„Jest wojna, głupie czasy nastały. W takich momentach człowiek musi działać szybciej, kochać jakoś tak mocniej” – mówi w okupowanej stolicy zakochany Tadek do Anny. Dużo czytała pani o miłości w czasie powstania warszawskiego?

Ba, nie tylko czytałam, oglądałam też dokumenty, a także wysłuchałam jednej przepięknej opowieści pewnej starszej pani, która stała się zaczątkiem historii Tadka i Anny. Kiedy pisałam o ich miłości, sama niejednokrotnie się wzruszałam. Opowieść tej znajomości jest taka subtelna, niekiedy melancholijna, a zarazem spełniona. Tym dwojgu dane było spędzić ze sobą tych kilka niezapomnianych, intensywnych chwil. A ponoć dla chwil żyjemy…

Na słowa popa, że muszą uciekać z terenu Wołynia, 10-letnia Janeczka myśli: „Przecież tu jest nasz dom”. Czy dom jest tam, gdzie budynek, w którym mieszkamy? A może o tym decydują nasze korzenie? Czy łatwo można stworzyć dom w nowym miejscu?

Sądzę, że zawsze jest trudno. Trudno zacząć od nowa, bez względu na okoliczności. Janka była małą dziewczynką, kiedy opuszczała swój rodzinny dom, miejsce, które znała, gdzie się wychowała, dodatkowo zostawiała na Wołyniu wszystko to, co kochała. Dom jest tam, gdzie jest nasze serce. To nie miejsce zamieszkania – to ludzie, którzy go tworzą. 

Euzebia, matka Janeczki, powtarza jej: „Miłość jest najważniejsza w życiu”. Ale pani pokazuje, że miłość może też niszczyć. A może chodzi tu o to, że czasem nie pozwalamy sobie podążać tam, gdzie kieruje nas serce?

Uważam, że miłość zawsze jest piękna, to my, ludzie, potrafimy zniszczyć najpiękniejsze uczucie. Miłość niekiedy pojawia się w nieodpowiednim czasie, o jedną decyzję za późno albo za wcześnie, kiedy nie jesteśmy jeszcze gotowi, by tę miłość przyjąć. Ale zawsze ma swój niepowtarzalny urok, smak, zabarwienie. Nie należy jej mylić z zauroczeniem, które z miłością ma niewiele wspólnego.

Bardzo często, podobnie jak bohaterowie książki, podążamy za głosem tego rozentuzjazmowanego serca, czasami nieźle się przy tym raniąc. Ale czy zawsze należy słuchać racjonalnego rozumu?

Bohaterowie książki czasami nie są w stanie udźwignąć ciężaru swoich uczuć. Wiedzą, że wraz z nimi przyjdzie zmiana, to, co nowe i nieznane, a ponadto odpowiedzialność, może także cierpienie. Czasami boimy się tego, czego jednocześnie pragniemy?

Jestem zdania, że zazwyczaj boimy się tego, czego tak mocno pragniemy. Usłyszałam kiedyś takie cudne zdanie: „Pragniemy tego, czego się boimy, boimy się tego, czego pragniemy”.

Obawiamy się swoich pragnień, bo gdyby okazało się, że nie jest tak, jak myśleliśmy, że to nie jest to, czego tak naprawdę chcieliśmy, to wszystkie nasze wyobrażenia rozsypałyby się w drobny pył. Paraliżuje nas też strach, który jest złym doradcą. A co jeśli ulegnę pragnieniom i stracę to, co do tej pory zbudowałam/zbudowałem?

Pisząc „Kiedyś się odnajdziemy”, zdecydowała się pani na ciekawy zabieg – w niektórych rozdziałach prowadzi pani narrację z perspektywy dziecka. Co zdecydowało o tym, by właśnie w ten sposób ukazać okropieństwa wojny?

Przede wszystkim opowieści mojej babci, która właśnie opowiadała mi o tych strasznych czasach z perspektywy dziecka. Zawsze mi powtarzała, że ona tak wojnę zapamiętała, ten strach o najbliższych był strachem małej dziewczynki, która to wszystko widziała, przeżywała i odczuwała.

W książce portretuje pani również takie osoby, jak pan Matuszak, przed wojną profesor, po wojnie sprzedawca warzyw na bazarze. Czy umieszczając takie postaci w swej książce, „niezłomnych bohaterów dnia codziennego”, chciała pani oddać im hołd?

Tak, pan Matuszak jest jedną z osób, której uwieczniając na kartach mojej książki, oddałam hołd. Mimo jego zasług dla kraju, dla nauki, po wojnie nie znalazł miejsca na żadnej uczelni. Naukowiec, którego sytuacja zmusiła do sprzedaży warzyw na bazarku. Ilu było w tamtych czasach takich cichych bohaterów dnia codziennego?

„Powinność i pragnienie” – czy ta książka mogłaby mieć taki tytuł?

Cudowny tytuł, adekwatny do tego, co zawiera treść. Że też wcześniej nie przeprowadziłyśmy tej rozmowy! (śmiech) Ile razy bohaterowie mojej książki stają przed dylematami między tym, co powinni zrobić, a tym, czego pragną. Niektórzy rzucają się w wir swoich pragnień, inni wybierają, jako jedyną słuszność, powinność. Ludzie bardzo często wybierają to, co powinni, zamiast tego, co czują.

Powieść kończy się niespodziewanie, mam zatem nadzieję, że czytelniczki mogą liczyć na kontynuację tej historii. Czy może pani zdradzić, jakie ma plany na przyszłość?

Tak, będzie dalsza część tej historii, właśnie zbieram do niej materiały. W zamyśle mam dwa kolejne tomy. Jest na co czekać, a i emocji nie zabraknie!

Powiązane treści:
W pisaniu chodzi o szczerość. Nie tworzę pod publiczkę czy dla kasy – wywiad z W. Chmielarzem

„Żmijowiskiem” rozbił bank nagród literackich. Publikując nową książkę pt. „Rana”, zdecydował się na odważny krok – stworzył bowiem nie tylko wciągający kryminał, lecz także trudną opowieść o przemocy w rodzinie. Pisząc, Wojciech Chmielarz mówi do czytelnika: „tutaj widzę problem. Co ty o tym sądzisz?”.



więcej
Patronaty tygodnia (19-25.08.2019)

Spora dawka wzruszeń płynących z historycznej sagi rodzinnej czy porcja sensacyjnych wrażeń od Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander? A jeśli latem wolicie sięgnąć po bardziej wymagającą lekturę, polecamy zapis rozmów z tymi, którzy podczas II wojny światowej walczyli o naszą wolność. Oto książki, nad którymi w tym tygodniu objęliśmy patronat medialny. 



więcej
5 nieoczywistych pisarzy na lato

„Utarł się pogląd, że latem najlepiej sięgać po książki lekkie, łatwe i przyjemne, kryminały i czytadła, które pozwolą błogo się odprężyć. Nigdy nie rozumiałem tej filozofii” – pisze Tomasz Pindel. Jakich więc pięciu pisarzy publicysta poleca na lato?



więcej

Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  Ewa |  wypowiedzi: 2  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 156
Ewa
21-08-2019 10:54
Zapraszam do dyskusji.
książek: 3626
czytamcałyczas
21-08-2019 13:54
Jakieś tam,książki autorki.S ą w mojej bibliotece.Jak będę to,z jedną wezmę.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Nim stałyśmy się wasze

Ciekawa historia. Niestety nie czyta się szybko,historia młodej Rill ciekawsza i lepiej opisana niż współczesność. Kolejny raz można się przekonać, że...

zgłoś błąd zgłoś błąd