Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/11492/wierze-w-przebudzenie

Wierzę w przebudzenie

3 wartościowy tekst

„Sonia” to nie tylko opowieść o latach 80. w Polsce, czasach komunizmu i tęsknoty za lepszym, amerykańskim życiem, lecz także o polskiej religijności i ukształtowanej na niej mentalności, która nie pozwala rodzicom uwierzyć w słowa dziecka, a każe wierzyć w świętych: mężczyzn, ojców, księży. Magdalena Louis mówi o problemach społecznych i pilnej potrzebie edukacji.

W 1979 roku dziewięcioletnia Sonia i piętnastoletnia Maria spędzają ostatnie rodzinne święta Bożego Narodzenia. Ojciec porzuca córki i żonę i wyjeżdża z inną kobietą do Ameryki. Jego nagłe odejście załamuje całą konstrukcję rodziny Hamerów, w której psują się nie tylko stosunki między siostrami, lecz także dochodzi do tragedii. 

Sonia dopiero po ucieczce z domu wskazuje prawdziwego sprawcę wielokrotnych gwałtów i aktów przemocy, jakich była ofiarą, jednak najdroższe jej osoby – mama i siostra – odwracają oczy i milczą. Co jeszcze musi się wydarzyć, żeby dorośli uwierzyli w krzywdę, jaką wyrządzono dziecku? 

W tej samej rodzinie na drugim końcu Polski dochodzi do morderstwa, któremu można było zapobiec, gdyby rozpaczliwa prośba dzieci o pomoc dotarła do tych, którzy mieli je chronić. 

W powieści „Sonia” nie następuje rozliczenie sprawców czynów pedofilskich, winą i karą obarczeni są najbliżsi ofiary, to od nich zaczyna się jeszcze większe zło.

Zofia Prudens*: Dlaczego napisała Pani powieść dotykającą problemu pedofilii?

Magdalena Louis: Ponieważ w Polsce zatrważająco niski jest poziom świadomości na jej temat. Szczególnie wśród rodziców, którzy nie potrafią wyjaśnić tego niebezpieczeństwa swoim dzieciom ani ustrzec ich przed zagrożeniami przychodzącymi z bliska, nie z daleka.

Rodzice nie widzą realnych zagrożeń?

Ci, którzy zagrażają nam i naszym najbliższym, funkcjonują w najbliższym otoczeniu. Rozejrzyjmy się. Chciałabym, aby matki, szczególnie one, zwracały uwagę na te znaki, sygnały rozpaczy, jakie wysyłają molestowane dzieci, a średnio licząc, problem dotyczy czworga na dziesięcioro dzieci. Nie ma na ten temat edukacji, nie ma kampanii społecznych, filmów, nawet książek jest mało, są tylko nagłówki brukowców krzyczące, że pedofil znów zaatakował.

Powieść poprzedzają słowa: „Do napisania tej książki pełnej prawdziwych historii sprowokowali mnie wszyscy ci, którzy zobaczyli, a nie uwierzyli”. Czyli kto?

Dwa wydarzenia z 2012 roku wznieciły we mnie pożar i potrzebę napisania „Soni”. Sprawa molestowania małych dziewczynek przez ich ojczyma (w powieści to Laura i Róża) – sytuacja, z którą miałam do czynienia zawodowo, pracując dla policji w Anglii, oraz sprawa „otrzęsin” w gimnazjum salezjańskim w Lubinie. Dla przypomnienia powiem, że ksiądz dyrektor Kozyra siedział na schodach w samych majtkach, a uczennice w ramach zabawy „otrzęsinowej” pełzały na kolanach po schodach i zlizywały z kolan rozkraczonego księdza pianę.

Rodzice, uczniowie i absolwenci stanęli w obronie księdza. Tego rodzaju otrzęsiny były ich zdaniem wieloletnią tradycją.

Najbardziej wstrząsająca dla mnie była właśnie reakcja matek tych dziewczyn, które nie widziały nic złego w takiej zabawie. Krzyczały do kamery telewizyjnej, że to tradycja, że ksiądz jest dobry, a telewizja zła, żeby się odczepić. Totalna ohyda. Poniżające praktyki przy pełnej aprobacie rodziców. Nie ma większego znaczenia to, że był to ksiądz – to był dorosły mężczyzna, a dziewczyny nieletnie.

Myśli Pani, że te matki przeczytają powieść i zorientują się, że to również ich historia? O nich?

Pisząc, myślałam o matkach, o tych wszystkich kobietach, które MUSZĄ czuwać nad bezpieczeństwem swoich dzieci, bo nikt inny tego za nie nie zrobi. Wożenie na balet i lekcje angielskiego jest ważne, karmienie kaszą bio, modne ciuchy, egzotyczne wakacje, wszystko jest ważne, ale nie tak jak czuwanie nad bezpieczeństwem dziecka. Tych zagrożeń jest sporo, ważne więc jest wczesne uświadamianie, kontrola, czujność. Nie jest okej, kiedy pijany wujek bierze małą dziewczynkę na kolana i pod pretekstem łaskotek, pakuje jej łapy pod sukienkę, a rodzice patrzą i się śmieją. Nie jest okej, kiedy młode dziewczynki liżą dyrektora szkoły po kolanach.

Które wątki powieści są prawdziwe, zaczerpnięte z otoczenia lub Pani doświadczeń?

Prawie wszystkie wątki to non-fiction, odpowiednio udramatyzowane. Wspomnienia z lat pracy w policji w Anglii to dla mnie niewyczerpane źródło inspiracji. Pierwszy raz sięgnęłam jednak po osobiste wspomnienia z mojego pobytu w USA oraz podróży Batorym.

Dlaczego?

Chciałam, aby smutna historia miała jaśniejszą stronę i jest nią wątek amerykański. W swojej prozie niewiele wymyślam. Po prostu nie muszę. Przeżyłam kawał życia, mieszkając w trzech krajach, spotkałam setki ludzi, odbyłam tysiące rozmów, a wyobraźnia dorobiła „łączniki” pomiędzy wątkami.

„Sonia” to – w pierwszej warstwie – opowieść o rozbitej rodzinie. Piętnastoletnia Marysia, dziewięcioletnia, tytułowa Sonia oraz ich matka Teresa zostają porzucone przez ojca. Dlaczego?

Mężczyźni porzucają żony dla innych kobiet. Od zawsze. Banalna historia z tragicznymi konsekwencjami.

Dlaczego Marysia i Teresa nie dostrzegają krzywdy, jakiej doświadcza Sonia?

Ponieważ łatwiej jest nie widzieć, nie słyszeć i nie reagować.

Kobiety nie widzą lub nie chcą widzieć krzywdy innych kobiet, zwłaszcza tej zadawanej im przez mężczyzn?

Widzę, ale co ja mogę zrobić? Widzę, ale jak zareaguję, to wszystko się zmieni, a ja tego nie chcę. Widzę, ale mam wątpliwości. Widzę, ale to nie moja sprawa. Widzę, ale nie mam na to siły.

Teresa, matka Soni i Marysi, to kobieta, która nie ma prawdziwego kontaktu z samą sobą, z córkami, mężem. Żyje wiarą, a raczej religijnością, jej świat kręci się wokół domowych obowiązków i tego, co powiedzą ludzie, co wypada, a czego nie. Może z własnej woli, a może z powodu kultury i presji otoczenia uważa kobiety za podległe mężczyznom. Bezkrytycznie przyjmuje patriarchalny model, choć nie jest w nim szczęśliwa. Dlaczego?

To były lata 80., wtedy ten model trzymał się mocno w każdym bloku i w każdej chałupie, jak kraj długi i szeroki. Większość matek moich koleżanek taka była. Kobiety typu „Co ludzie powiedzą?”, kobiety słabe i silne, ale po kokardę zanurzone w bajorku społeczności, w którym żyją, poświęcając mnóstwo, aby tylko zyskać akceptację „swoich”. Kobiety mają silniejszą niż mężczyźni potrzebę bycia lubianymi, chwalonymi, bardziej im zależy na opinii innych niż na własnych wartościach i potrzebach.

Polski komunizm i emigracja są ważnym tłem powieści. Dorabianie się, american dream, którym zachłysnęli się i do realizacji którego dążyli polscy emigranci… Czy to wszystko sprawiło, że zapomnieli o potrzebach i wartościach innych niż materialne? Amerykański kapitalizm zrobił z bohaterów „Soni” wydrążonych ludzi?

Lubię lata 80., to były „moje” czasy i chętnie do nich powracam w swoich książkach. W Ameryce spędziłam dwa lata, przyjrzałam się z bliska losom Polaków, którzy zamienili Polskę na american dream, i zrobiłam wtedy mnóstwo notatek. Teraz się przydały.

Co wyniknęło z tej zamiany?

To były czasy, kiedy w Polsce zarabiało się 25 dolarów miesięcznie, tyle co w Ameryce dziennie, więc nie dziwmy się, że ludzie oszaleli na tym punkcie. Tak, to było szaleństwo zarabiania pieniędzy, które w nad Wisłą przekładały się na niewyobrażalny dobrobyt. Ale w pakiecie emigranci dostawali rozwody, tęsknotę, „wewnętrzną porażkę”. Ja też miałam różne dylematy, mieszkając w Nowym Jorku. Ostatecznie postanowiłam wrócić do Polski, przemierzyłam więc ocean jak Marysia Hamera.

Ważnym wątkiem „Soni” jest religijność i Kościół katolicki. Pokazuje Pani obłudę, zakłamanie, zło, które kryją się pod płaszczykiem dobra, przykrywane frazesami z Biblii. Księża i ludowa religijność są dla wielu bohaterek powieści pierwszą instancją. To melodia przeszłości polskich lat 80. czy wciąż realny problem?

Ta melodia gra raz głośniej, raz ciszej, zależy, gdzie ucho przystawić. Duże miasta, duże osiedla, duże społeczności nie są już tak zafascynowane Kościołem jak kiedyś, są bardziej krytyczne, sceptyczne, nie lękają się i nie żegnają dziesięć razy dziennie. Przyjmują do wiadomości fakt, że wśród duchownych jest pewien procent pedofilów, powiedzmy 6%, i domagają się, aby tych przyłapanych na czynach pedofilskich nie traktować ulgowo. Niestety, z dala od Warszawy sprawy mają się po staremu. Ksiądz jest figurą świętą, nie podlega prawu, osądom ludzkim, a już na pewno nie ulega ludzkiej słabości, czy raczej instynktowi. Wszystko, co powie się krytycznego „na księdza”, to jakby się powiedziało na Pana Boga. Kościół katolicki, według arcybiskupa Ratzingera – przez chwilę papieża – musi się oczyścić, od Kościoła musi się odkleić władza i bogactwo, ale ten proces jeszcze się nie zaczął. Ludzie z Kościoła uciekają, żaden – jak to nazwał Szymon Hołownia – „fetysz liczbowy” tego nie zmieni. Kościół niczym partia polityczna patrzy na malejące gwałtownie słupki popularności, a przecież nie o to chodzi.

Co było najtrudniejsze przy tworzeniu „Soni”?

Zachowanie równowagi między tragizmem opowiedzianych historii a lekkością języka. Uważam, że o trudnych sprawach powinno się pisać prostym i swobodnym językiem, historia nie powinna się dławić słowami. Dlatego wplotłam wątek amerykański i wprowadziłam na scenę Elę Srebro, a potem to rozbudowałam, żeby opowieść nie była zbyt gęsta, żeby czytelnik miał czas odetchnąć.

„Sonię” można uznać za powieść społecznie zaangażowaną. Wierzy Pani w to, że literatura ma moc sprawczą, że może zapobiec tragediom, przebudzić ludzi, zmienić ich?

Gdybym tak nie myślała, nie napisałabym tej książki. Mam sygnały od osób, które już przeczytały „Sonię”. Piszą, że historia otworzyła im oczy, uświadomiła pewien problem, uczuliła, uwrażliwiła. Wierzę w przebudzenie. Jeszcze 5, 10 lat temu pedofilia to był u nas temat z czarnego marginesu, a teraz się mówi, pisze, rozumie, ostrzega. Wprawdzie więcej jest straszenia niż edukacji, ale zawsze to jakiś początek. Wiele lat pracy dla policji pozwala mi tak właśnie mówić – można tragediom zapobiec i większość ofiar przestępstw zna sprawców. To jest fakt.

___

* Zofia Prudens – dziennikarka, freelancerka.


Pokaż wszystkie aktualności
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 1  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 2159
LubimyCzytać
20-02-2019 11:18
Zapraszamy do dyskusji.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Immunitet

Z Joanna i Kordianem nie można się nudzić. Nie polubiłam Chyłki alkoholiczki z poprzedniej części. Cieszę się, że tym razem jej umysł częściej pracuje...

zgłoś błąd zgłoś błąd