Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

W kilku opiniach pojawia się porównanie do rozmaitych tytułów poświęconych historii Czech, co jest o tyle niesłuszne, że „Dobry den” traktuje przecież przede wszystkim o stereotypach, jakimi posługujemy się względem południowych sąsiadów. Z drugiej strony, jak na książkę o tak – bądź co bądź – lekkim temacie autor poświęca zaskakująco dużo miejsca dziejom swojego kraju, skupiając się na nich punktowo, tak by wpasowały się lub wyjaśniały dane zagadnienie. Rozumiem, że może to przytłaczać (sam miałem przez chwilę takie odczucie), dla mnie jednak przede wszystkim uwiarygadniało przedstawiane tezy, ukazywało pracę włożoną w dzieło i nadawało pozycji nieco popularnonaukowego sznytu.

Tytuł składa się z kilku rozdziałów, a każdy poświęcony jest innemu stereotypowi… Choć ów stereotyp zwykle jest głównie pretekstem do opisu szerszych zjawisk wiążących się z danym hasłem. Istotnie każda część jest swoistym esejem meandrującym tak, by dotknąć tematów pokrewnych, przez co książka jest przekrojowo znacznie bogatsza niż wynikałoby to ze spisu treści. Nie będąc czechofilem (pewną ciekawość względem tego państwa jednak zdradzając), miałem prawo wpadać w znużenie, lecz o dziwo autor dość stabilnie utrzymywał moją uwagę, opisując mentalność, zwyczaje, a nawet historię Czechów.

W kilku opiniach pojawia się porównanie do rozmaitych tytułów poświęconych historii Czech, co jest o tyle niesłuszne, że „Dobry den” traktuje przecież przede wszystkim o stereotypach, jakimi posługujemy się względem południowych sąsiadów. Z drugiej strony, jak na książkę o tak – bądź co bądź – lekkim temacie autor poświęca zaskakująco dużo miejsca dziejom swojego kraju,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Książka napisana zbyt prostym, swobodnym językiem, jakby istotnie wzięto pamiętnik przypadkowej osoby i bez większego pomysłu wydano. Równie dobrze więc można czytać posty zamieszczane na „nostalgicznych” profilach w sieciach społecznościowych – to mniej więcej ten sam poziom literacki. Rozbrajające są też tutaj przypisy tłumaczące oczywiste albo jasno wynikające z kontekstu pojęcia. Na plus to, że odniesień do życia nastolatków tamtych czasów jest bardzo dużo. Często każde zdanie przynosi nową wspominaną rzecz, lecz przez to nie są zwykle głębiej opisywane czy podawane jakiejś refleksji. To tylko takie migawki z przeszłości, żaden poważny reportaż.

Książka napisana zbyt prostym, swobodnym językiem, jakby istotnie wzięto pamiętnik przypadkowej osoby i bez większego pomysłu wydano. Równie dobrze więc można czytać posty zamieszczane na „nostalgicznych” profilach w sieciach społecznościowych – to mniej więcej ten sam poziom literacki. Rozbrajające są też tutaj przypisy tłumaczące oczywiste albo jasno wynikające z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Czarny sakrament. Prawdziwe historie opętań i egzorcyzmów. David M. Kiely, Christina McKenna
Ocena 7,2
Czarny sakrament. Prawdziwe historie opętań i egzorcyzmów. David M. Kiely, Christina McKenna

Na półkach:

Książka zaskoczyła mnie różnorodnością opisywanych przypadków. Przeczytawszy tytuł, przekonany byłem, że raz za razem przedstawiane mi będą do bólu podobne sceny: z egzorcystą oraz leżącym na łóżku opętanym. Bałem się monotonii przy czytaniu, tymczasem zbiór wcale nie traktuje wyłącznie o demonicznych nękaniach, a jeśli już – trudno znaleźć dwie podobne historie. Obok diabłów są tutaj duchy, inkuby, tabliczki ouija, tajemnice domostw, wiarygodnie opisane podróże astralne, okultyzm, a nawet krzywdy ludzkie na tle seksualnym. Jak widać, pisze się w tym tomie dość szeroko o strasznych bytach czy zjawiskach, i to pisze się w naprawdę dobrym fabularyzowanym stylu. Poza dziesięcioma przypadkami, stanowiącymi główną treść, dodano kilka dodatków, tj. modlitwy oraz raczej niespecjalnie wartościowe historyczne spojrzenie na egzorcyzm w formie luźnego artykułu. Sceptyczny byłem również z powodu wydawcy, czyli katolickiej Frondy, lecz zupełnie niesłusznie. Uważam, że to jedna z lepszych pozycji tego typu.

Książka zaskoczyła mnie różnorodnością opisywanych przypadków. Przeczytawszy tytuł, przekonany byłem, że raz za razem przedstawiane mi będą do bólu podobne sceny: z egzorcystą oraz leżącym na łóżku opętanym. Bałem się monotonii przy czytaniu, tymczasem zbiór wcale nie traktuje wyłącznie o demonicznych nękaniach, a jeśli już – trudno znaleźć dwie podobne historie. Obok...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Obawiałem się nieco, że literatura odległa zarówno geograficznie, jak i czasowo okaże się mało interesująca, a ja odpadnę, nim w ogóle na dobre zacznę. Wytrwałem, z przyjemnością wytrwałem, choćby dlatego że – jak zresztą jesteśmy informowani w przedmowie – autor czerpał garściami z twórczości europejskich klasyków na tyle, że niektóre utwory można wręcz określić japońskimi adaptacjami Poego i innych. Edgara Alana czytałem pewnie pół życia temu, toteż wyczułem jedynie zbieżność klimatu czy podobieństwa w prowadzeniu narracji, same fabuły kolejnych opowiadań zaś śledziłem bez poczucia deja vu, a być może nawet z powiewem pewnej świeżości wynikłej z obcowania z orientalnymi realiami.

Obawiałem się nieco, że literatura odległa zarówno geograficznie, jak i czasowo okaże się mało interesująca, a ja odpadnę, nim w ogóle na dobre zacznę. Wytrwałem, z przyjemnością wytrwałem, choćby dlatego że – jak zresztą jesteśmy informowani w przedmowie – autor czerpał garściami z twórczości europejskich klasyków na tyle, że niektóre utwory można wręcz określić japońskimi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Mimo iż autorką jest Koreanka, spodziewałem się klimatu wprost ze znanej mi „niepokojącej” literatury japońskiej, lecz jest on tutaj nieco inny i jedynie może ostatnie opowiadanie (rozgrywające się w Polsce, co miłe) miało ów nastrój. Głównie narrację prowadzi się w tej książce bardziej baśniowo (np. „Władca Wiatru i Piasku”) albo bardziej groteskowo („Głowa”). Najpierw mi to odrobinę przeszkadzało, później jednak przestroiłem się po prostu na coś nieznacznie innego. Początek nie był łatwy także z innego powodu: nie uważam, by tytułowe opowiadanie było odpowiednie na otwarcie zbioru – mnie zniechęciło, jawiąc mi się swoistą opowiastką. Zasadniczo pomysły na historie są tutaj ciekawe, ale prowadzone – jak na mój gust – zbyt swobodnie pod względem wiarygodności, nawet jeśli słusznie uznamy tę antologię za przedstawicielkę nurtu niesamowitości. Motywem przewodnim zbioru według autorki jest samotność bohaterów. Przyznam, że nie odczułem tego jakoś wyjątkowo podczas czytania, może właśnie dopiero w trakcie ostatniego utworu, tj. „Ponownego spotkania”.

Mimo iż autorką jest Koreanka, spodziewałem się klimatu wprost ze znanej mi „niepokojącej” literatury japońskiej, lecz jest on tutaj nieco inny i jedynie może ostatnie opowiadanie (rozgrywające się w Polsce, co miłe) miało ów nastrój. Głównie narrację prowadzi się w tej książce bardziej baśniowo (np. „Władca Wiatru i Piasku”) albo bardziej groteskowo („Głowa”). Najpierw mi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Książka ta jest zbiorem krótkich opowiadań. Są one co prawda samodzielne, lecz nawiązują do siebie delikatnie, czasem jedynie wzmiankując o czymś, co dopiero przeczytaliśmy, a innym razem głębiej, na przykład czyniąc pierwszoplanowego bohatera poprzedniej historii drugo- lub trzecioplanową postacią innej opowieści. Zabieg ten jest dość popularny w tego typu literaturze, a ja oceniam go pozytywnie, bo tworzy się przez to swoisty osobny utwór, "nadutwór".

W tym konkretnym przypadku jest to wartość o tyle, że pojedyncze opowiadania bywają mało satysfakcjonujące. Napisałem co prawda, że są one samodzielne, z tą samodzielnością niektóre jednak sobie nie radzą, oferując otwarte zakończenie ujęte jakimś jednym, w założeniach zapewne mocnym, zdaniem. Autorka pisze zręcznie, chce się to czytać, w dużej części dzięki temu spokojnemu, odprężającemu wręcz, japońskiemu klimatowi, lecz trudno nie odnieść wrażenia, że niektóre historie nie zmierzają nigdzie, a samej pisarce po prostu na koniec zabrakło pomysłu. Gdzie indziej jednak ten pomysł jest, bo nie brak tutaj ciekawych bohaterów (kobieta z sercem poza klatką piersiową) albo nieoczywistych wydarzeń.

Książka ta jest zbiorem krótkich opowiadań. Są one co prawda samodzielne, lecz nawiązują do siebie delikatnie, czasem jedynie wzmiankując o czymś, co dopiero przeczytaliśmy, a innym razem głębiej, na przykład czyniąc pierwszoplanowego bohatera poprzedniej historii drugo- lub trzecioplanową postacią innej opowieści. Zabieg ten jest dość popularny w tego typu literaturze, a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jesienią szukam niebeletrystycznych historii o nadnaturalnych zjawiskach, przez co trafiam na najróżniejsze, a do tego coraz mniej popularne książki. „Opowieści z biura duchów” dają nadzieję wysokimi ocenami, z drugiej strony przy tej ich liczbie średnia może być niemiarodajna. Postanowiłem to sprawdzić, nie uchroniwszy się jednak przed wyższymi niż zwykle oczekiwaniami. Trudno byłoby inaczej, skoro tytuł ten stanowią przekazy zwykłych ludzi z całej Polski (i spoza niej) zrzeszonych wokół bloga autorki. Samo to jest już w sobie poniekąd lepsze od jakichś starych legend albo reportaży z podobno nawiedzonych kilkadziesiąt lat temu miejsc. Jak każdy, słyszałem wiele strasznych opowieści od znajomych i czegoś podobnego spodziewałem się dostać tutaj. Po części tak się stało.

Po części, bo książka nie podejmuje tylko tematu ujawniania się dusz w naszym rzeczywistym świecie. Jest o tym zdaje się zaledwie jeden rozdział, a i w tym przypadku mówimy bardziej o znakach we śnie. Najwięcej jest w „Opowieściach z biura duchów” reinkarnacji: jeden rozdział poświęcony relacjom opuszczania zaświatów i schodzenia na ziemię, a inny – wspomnieniom dzieci ze swojego poprzedniego życia. Duża kolejna część wydawnictwa to przypadki śmierci klinicznej oraz tego, jaki wpływ miała na nią doświadczonych. Książkę wieńczą fenomeny związane z samym umieraniem i momentem odchodzenia jak zatrzymujące się zegary albo przeczucia czyjejś śmierci itp. Muszę też jasno podkreślić, że w tym tytule nie ma grozy ani nawet napięcia. To zupełnie nie ten typ reportażu, więc jeśli oczekujesz tutaj dreszczyku – zawiedziesz się. Treść bardziej kojarzy się z artykułami z czasopism jak „Nieznany Świat” albo prędzej „Wróżka” (nigdy nie czytałem, ale jakoś mi pasuje).

Cieszę się, że autorka po prostu przekazuje dalej to, co napisali do niej ludzie. Są oczywiście ciekawsze historie i te mniej ciekawe; jedne wiarygodniejsze, inne naiwniejsze. Jak zawsze w przypadku tego typu pozycji, można w to wierzyć albo nie, niemniej czytelnik zdaje sobie sprawę, że opowiadający mówią to, co uważają za prawdę. Bardzo często nie są to zresztą przypadki ciężkiego kalibru, żeby w nie powątpiewać. W końcu każdy z nas przeżył coś, co mógłby podciągnąć pod paranormalność, choćby tylko był to półproroczy sen. Autorka poza komentowaniem na bieżąco kolejnych przekazów (co często jest niepotrzebne i spowalnia czytanie) wprowadza nas w temat kolejnych rozdziałów, a na ich zakończenie robi krótkie podsumowanie. Mnie się ta książka dłużyła, odłożyłem ją na wiele tygodni gdzieś w środku rozdziału o reinkarnacji, mając dość kolejnych podobnych (także stylem) relacji.

Jesienią szukam niebeletrystycznych historii o nadnaturalnych zjawiskach, przez co trafiam na najróżniejsze, a do tego coraz mniej popularne książki. „Opowieści z biura duchów” dają nadzieję wysokimi ocenami, z drugiej strony przy tej ich liczbie średnia może być niemiarodajna. Postanowiłem to sprawdzić, nie uchroniwszy się jednak przed wyższymi niż zwykle oczekiwaniami....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Bliźniaczy, z czym nikt się nie kryje, do „Pragnienia” zbiór opowiadań, który równie dobrze – a pewnie nawet lepiej – mógłby stanowić z nim jedno czterystustronicowe zwarte wydawnictwo, choć wtedy zyski ze sprzedaży byłyby pewnie niższe. Historii jest tutaj pięć, z czego w dwu występuje motyw obecny także w „Pragnieniu”. Mnie się on już trochę przejadł, zwłaszcza że obie książki czytałem jedna po drugiej, jednak poza tym nie mam większych uwag do tych opowiadań. Kolejny utwór czytelnik może już znać, „Samotność” bowiem została wcześniej wydana osobno. Pozostałe dwie opowieści trzymają dobry poziom i są dość zróżnicowane. Jest „Mglisko” osnute wokół przeklętego miejsca i są „Białe dziury”, które na początku dają nadzieję na coś zupełnie odmiennego, lecz końcem upodabniają się do większości utworów z tych dwu antologii. Do warsztatu Kariki trudno się przyczepić, a zdecydowanie można go docenić za próby nadania głębi swoim fabułom. No, czasami jest tutaj może za dużo filozofowania. Nie jest to pisarstwo wybitne, ale warte polecenia.

Bliźniaczy, z czym nikt się nie kryje, do „Pragnienia” zbiór opowiadań, który równie dobrze – a pewnie nawet lepiej – mógłby stanowić z nim jedno czterystustronicowe zwarte wydawnictwo, choć wtedy zyski ze sprzedaży byłyby pewnie niższe. Historii jest tutaj pięć, z czego w dwu występuje motyw obecny także w „Pragnieniu”. Mnie się on już trochę przejadł, zwłaszcza że obie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kto lubi Josefa Karikę, ten polubi i ten niewielki zbiór, bo jest tutaj wszystko to, czym się ów pisarz charakteryzuje, na czele ze słowackimi górami oczywiście. Tytuł składa się z jedynie trzech autonomicznych opowiadań, choć lekko powiązanych ze sobą pewnym motywem (odwiecznego zła, by tak rzec, wiele nie zdradzając) oraz miejscem akcji – górą Czebrat wraz z jej okolicą, gdzie leży także rodzinne miasto autora, Rużomberk.

Najlepsza z opowieści to ta środkowa, najdłuższa. I to nie dlatego najlepsza, bo pozostałe są kiepskie; to naprawdę kawał dobrej roboty, a historia lepsza niż choćby ta z książki „Ciemność”. Zapewne nie tylko mnie opowiadanie to przypominało powieść „Strach”, zresztą nawet sam autor wspomina ją w tym kontekście w częstych wtrąceniach, którymi poprzekładane są kolejne części nowelki.

Najmniej podobał mi się pierwszy utwór, być może dlatego, że w praktyce niewiele w nim horroru, a dużo po prostu z thrillera. Gdyby był lepszy, cały zbiór oceniłbym gwiazdkę wyżej. Z kolei ostatnie opowiadanie zaczyna się niepozornie, lecz ewoluuje w ciekawą opowieść, a zarazem klamrę, która spina dwie poprzednie.

Kto lubi Josefa Karikę, ten polubi i ten niewielki zbiór, bo jest tutaj wszystko to, czym się ów pisarz charakteryzuje, na czele ze słowackimi górami oczywiście. Tytuł składa się z jedynie trzech autonomicznych opowiadań, choć lekko powiązanych ze sobą pewnym motywem (odwiecznego zła, by tak rzec, wiele nie zdradzając) oraz miejscem akcji – górą Czebrat wraz z jej okolicą,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Bardzo lubię tę serię. Właściwie przeczytałem już wszystkie interesujące mnie „Krótkie historie” – za część się nie zabrałem, uznawszy, że albo dana dziedzina nie jest na tyle ciekawa, albo nie jest na tyle rozległa, by sprawdzić się w formacie krótkich, pobieżnych rozdziałów mających dać jakieś rozeznanie, lecz nie zanudzić wchodzeniem w szczegóły. Z tych powodów nie sięgałem po recenzowaną książkę, tym bardziej iż pewną wiedzę informatyczną posiadam.

Moja obawa była poniekąd słuszna, bo uważam, że kilka rozdziałów stanowią wypełniacze. Czy rozwojowi edytorów tekstu należał się osobny rozdział? A arkuszom kalkulacyjnym? A encyklopediom internetowym? Dla mnie te zagadnienia kontrastują z zupełnie uzasadnionymi oraz ważniejszymi kwestiami jak poszczególne klasy komputerów, języki programowania, teoria informatyki itp. Można było lepiej zaplanować zakres tematyczny, pewne problemy opisać dokładniej (np. samą istotę działania komputerów jak choćby bramki logiczne), a inne w ogóle poruszyć (zabrakło m.in. cyberbezpieczeństwa, kart graficznych i grafiki jako takiej).

Dla mnie znacznie lepsza była pierwsza połowa książki (ta konkretniejsza skupiona na sprzęcie, programowaniu i systemach operacyjnych), ale „Krótkie historie” mają to do siebie, że czyta się je dobrze nawet mimo gorszych rozdziałów. Niejednokrotnie zresztą podczas lektury przypominałem sobie to, co pamiętam z dzieciństwa, i zionął wtedy z kart taki nostalgiczny klimat. A to, czego pamiętać nie mogę, autor przywoływał ze swojej młodości, co też ma swoją wartość. „Krótka historia informatyki” to dobry tytuł, ale jestem pewien, że znajdziecie lepszą popularnonaukową pozycję na ten temat.

Bardzo lubię tę serię. Właściwie przeczytałem już wszystkie interesujące mnie „Krótkie historie” – za część się nie zabrałem, uznawszy, że albo dana dziedzina nie jest na tyle ciekawa, albo nie jest na tyle rozległa, by sprawdzić się w formacie krótkich, pobieżnych rozdziałów mających dać jakieś rozeznanie, lecz nie zanudzić wchodzeniem w szczegóły. Z tych powodów nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Uwielbiam rzekomo prawdziwe historie niesamowite. Według mnie opisywanie ich sprawdza się najlepiej w krótkiej formie, tj. na kilkunastu lub dwudziestu kilku stronach, bo interesują mnie fakty, a nie filozofowanie autora. Tutaj jest inaczej, bo dostajemy wprowadzenie, potem właściwą treść dość (może nawet zbyt) dokładnie opisaną, a na końcu jeszcze próbę wyjaśnienia i dywagacje. O dziwo, tym razem mi to tak bardzo nie przeszkadzało… kiedy już udało mi się wejść w lekturę, bo muszę przyznać, że czytając pierwszy rozdział, odrzuciłem ten tytuł aż na rok.

Dobór poruszanych tematów uważam za dobry, zaznaczając, iż nie każdy traktuje o czymś nadnaturalnym. Dla przykładu mamy tutaj historię zaginionego człowieka albo opis internetowego fenomenu Slender Mana. Są oczywiście i bardziej niezwykłe przypadki, jak UFO czy duchy. Ważne, że autor nie leci po banałach, a czytelnik z większością treści zetknie się pierwszy raz. Nie są to też jakieś tam legendy albo zasłyszane nieweryfikowalne historyjki – to duże, udokumentowane sprawy, w które znacznie łatwiej uwierzyć.

Same dywagacje autora także były dla mnie akceptowalne – były taką szczyptą literatury popularnonaukowej, która całkiem nieźle wkomponowała się w całość. Oczywiście, można zadać pytanie, czy te próby wytłumaczenia nie odchodziły zbytnio od omawianego tematu, bo czasami miałem takie wrażenie.

Uwielbiam rzekomo prawdziwe historie niesamowite. Według mnie opisywanie ich sprawdza się najlepiej w krótkiej formie, tj. na kilkunastu lub dwudziestu kilku stronach, bo interesują mnie fakty, a nie filozofowanie autora. Tutaj jest inaczej, bo dostajemy wprowadzenie, potem właściwą treść dość (może nawet zbyt) dokładnie opisaną, a na końcu jeszcze próbę wyjaśnienia i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Znając Blackwooda z opowiadań, wiedziałem, czego oczekiwać, a jednak przeceniłem swoje siły i pomęczyłem się z tą niedługą książką. To, co było dla mnie akceptowalne w krótkich formach, na stu pięćdziesięciu stronach było już zanadto nudne.

Opowieść jest jednowątkowa, choć i ten wątek trudno nazwać pełnoprawnym. Jeśli przeczytacie opis wydania, to właściwie wiecie już wszystko, bo nic więcej się nie wydarza. Bohater jest po prostu tylko coraz bardziej „oczarowany” lasem. Kropka. Są nad tym wszystkim oczywiście blackwoodowskie siły natury, domniemanie czegoś pierwotnego czy nieznanego, jest także klimat weird fiction… i tak cały czas bez wyraźnego progresu w fabule. Nie muszę chyba dodawać, że brak przy tym wszystkim wyraźnego zakończenia? Żeby nie było tak negatywnie: podobało mi się obserwowanie (he-he) „akcji” oczami zmartwionej i kochającej żony, która codziennie zauważa, jak w jej mężu jest coraz mniej miłości do niej, a coraz więcej do lasu.

Żałuję, że to nieokreślone coś, to rzekome zło, które pełni rolę antagonisty, nie było bardziej mięsiste. Nie oczekiwałem jakiegoś potwora – nic w tym stylu, oczekiwałem tylko wyraźniejszych manifestacji, jakiegoś choćby zarysu tego fenomenu.

Znając Blackwooda z opowiadań, wiedziałem, czego oczekiwać, a jednak przeceniłem swoje siły i pomęczyłem się z tą niedługą książką. To, co było dla mnie akceptowalne w krótkich formach, na stu pięćdziesięciu stronach było już zanadto nudne.

Opowieść jest jednowątkowa, choć i ten wątek trudno nazwać pełnoprawnym. Jeśli przeczytacie opis wydania, to właściwie wiecie już...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nazywanie tej książki zbiorem opowiadań sci-fi jest nieco mylące. Sam spodziewałem się – znając jedynie tytułową historię – twardej fantastyki naukowej, tj. robotów, statków kosmicznych itd. W istocie przydział gatunkowy nie jest tak prosty, o czym czytelnik przekonuje się już na początku, przenosząc się do… starożytnego Babilonu, gdzie poznaje interpretację mitu o Wieży Babel. Pokazuje to, że mamy do czynienia z czymś – z braku lepszego słowa – nieco eksperymentalnym, a autora doceniamy w pierwszej kolejności za pomysłowość. I to pomysłowość co się zowie.

Weźmy choćby właśnie tytułowe opowiadanie, znane z ekranizacji. Wizyta kosmitów nie sprowadza się tutaj do banalnego podboju, lecz do problemu komunikacji z organizmami nie tyle nawet zupełnie obcymi, co w ogóle postrzegającymi rzeczywistość inaczej. Zamiast laserów, mamy semiotykę, zamiast uprowadzeń - lingwistykę. Właściwie każdy utwór ma na siebie intrygujący pomysł. W jednych jest więcej sci-fi, w innych praktycznie nie ma go wcale. Przykładem może być ciągle mocno osadzona w nauce historia badaczki, która odkrywa, że matematyka nie ma sensu, co wywodzi się – trywializuję – z problemu niemożliwości dzielenia przez zero. Czasami i samej nauki jest mniej, jak w przypadku opowiadania o aniołach czyniących cuda. To zresztą niejedyne nawiązanie do religii w zbiorze. Z pożytkiem dla zbioru.

Nie lubisz fantastyki naukowej? Nic nie szkodzi. Nie ona jest tutaj najważniejsza. Najwyżej zmrużysz oczy i odbierzesz wszystko jak jakiś realizm magiczny czy inną poetyckość, a autora weźmiesz po prostu za dobrego twórcę krótszych form literatury pięknej.

Nazywanie tej książki zbiorem opowiadań sci-fi jest nieco mylące. Sam spodziewałem się – znając jedynie tytułową historię – twardej fantastyki naukowej, tj. robotów, statków kosmicznych itd. W istocie przydział gatunkowy nie jest tak prosty, o czym czytelnik przekonuje się już na początku, przenosząc się do… starożytnego Babilonu, gdzie poznaje interpretację mitu o Wieży...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Zbiór to kolejny przedstawiciel, całkiem częstych w literaturze grozy tego typu, opowiadań bez zakończenia. Można oczywiście powiedzieć, że jest ono otwarte, lecz w niektórych przypadkach wymagałoby to naprawdę wiele dobrej woli, ponieważ nie ma nawet wyraźnego punktu kulminacyjnego. Dla mnie zawsze jest to zagwozdka, czy autor wybrał taką kompozycję intencjonalnie, czy zaledwie miał zalążek pomysłu, z którym nie potrafił zrobić nic więcej.

Często takim utworom wiele się wybacza, bo są bardzo dobrze napisane – i tak też jest tym razem. Poza zakończeniami nie brak tutaj niczego, a warsztat pisarski stoi na wysokim poziomie. Głęboko (jak na opowiadania) zarysowani bohaterowie – są; wiarygodny i ciekawy świat przedstawiony – jest; gęsty i mroczny klimat – jeszcze jak; pomysłowość samych historii – no chyba. Symboliki albo jakiejś głębi też nie jest mało, trzeba tylko dać sobie chwilę po przeczytaniu utworu.

Ja bawiłem się nieźle, wiele wyobrażonych scen pozostanie ze mną na dłużej, choć nierzadko byłem zawiedziony tym, że zamiast wyczekiwanego rozwiązania akcji widzę tytuł kolejnego opowiadania.

Zbiór to kolejny przedstawiciel, całkiem częstych w literaturze grozy tego typu, opowiadań bez zakończenia. Można oczywiście powiedzieć, że jest ono otwarte, lecz w niektórych przypadkach wymagałoby to naprawdę wiele dobrej woli, ponieważ nie ma nawet wyraźnego punktu kulminacyjnego. Dla mnie zawsze jest to zagwozdka, czy autor wybrał taką kompozycję intencjonalnie, czy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie miałem wielkich oczekiwań po tej książce – potrzebowałem po prostu krótkiej i lekkiej lektury, której być może uda się mnie wyrwać z czytelniczej niemocy. Patrząc na ten tytuł w tym kluczu, jestem dość usatysfakcjonowany. Zakładałem, że mogę nie dowiedzieć się niczego nowego o Stanach (w końcu wszyscy całkiem dużo o nich wiemy), byłem jednak w małym błędzie. Nie jest to oczywiście literatura podróżnicza z najwyższej półki; bardziej przypomina ona relację koleżanki po powrocie z zagranicy - dużo tutaj samej autorki, a opowieść jest odrobinę chaotyczna.

Nie miałem wielkich oczekiwań po tej książce – potrzebowałem po prostu krótkiej i lekkiej lektury, której być może uda się mnie wyrwać z czytelniczej niemocy. Patrząc na ten tytuł w tym kluczu, jestem dość usatysfakcjonowany. Zakładałem, że mogę nie dowiedzieć się niczego nowego o Stanach (w końcu wszyscy całkiem dużo o nich wiemy), byłem jednak w małym błędzie. Nie jest to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

To zaledwie moja druga powieść Michelle Paver, ale przez pewne podobieństwa do „Cieni w mroku” mam wrażenie, że pisze ona dość schematyczne utwory. Być może dlatego „Przepaść” nie dostarczyła mi już tyle rozrywki, a podczas czytania odczuwałem lekką nudę. Ostatecznie jednak nie żałuję lektury tej książki, bo po pierwsze na porę zimową była ona jak znalazł, a po drugie osadzona została w interesującym miejscu, jakim są Himalaje i to nie tylko w sensie geograficznym, lecz także kulturowym, pisarka bowiem wypełnia je miejscowym folklorem i ludnością. Sama fabuła także jest dość zgrabna, bohaterowie zaś nakreśleni są wiarygodnie. Mimo narzekań następnej zimy zapewne znów wrócę do pani Paver.

To zaledwie moja druga powieść Michelle Paver, ale przez pewne podobieństwa do „Cieni w mroku” mam wrażenie, że pisze ona dość schematyczne utwory. Być może dlatego „Przepaść” nie dostarczyła mi już tyle rozrywki, a podczas czytania odczuwałem lekką nudę. Ostatecznie jednak nie żałuję lektury tej książki, bo po pierwsze na porę zimową była ona jak znalazł, a po drugie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Niech mnie dziobią tytułowe Ptaki, jeśli to nie jest świetny zbiór! Przyznam, że to właśnie one skłoniły mnie to sięgnięcia po tę pozycję (nie oglądałem filmu), a w swej literaturoznawczej ignorancji błędnie spodziewałem się, iż będzie to najlepszy utwór tutaj – jest zaś jedynie najbardziej znanym.

Właściwie „Ptaki”, choć dobre, są najprymitywniejsze, jeśli chodzi o dobór środków wyrazu; to po prostu prosty jak drut, choć zgrabnie napisany thriller z ciekawym punktem wyjścia. Na mnie największe wrażenie zrobiła chyba „Jabłonka”, w której to istnieje swoisty związek między zmarłą, nielubianą przezeń żoną głównego bohatera a starym drzewem owocowym. Piękna symbolika, bez dwóch zdań. Wspaniały był „Prowincjonalny fotograf”, umiejętnie łącząc napięcie zakazanego romansu z wglądem w psychikę głównej bohaterki, znudzonej markizy, łaknącej męskiego dotyku na tyle, by zabawiać się (z) miejscowym kaleką. „Monte Verità” doceniam przede wszystkim za ciężki, mglisty klimat; ten oniryzm wprost przywodzi na myśl prozę weird fiction. Bardzo blisko horroru, acz podanego delikatnie, stoi również „Pocałuj mnie jeszcze raz”, w którym pewna tajemnicza dziewczyna pozwala się odprowadzić na cmentarz.

Podsumowując, pani Daphne du Maurier ma do zaoferowania znacznie więcej niż pierwowzór ekranizacji Hitchcocka, czytelnik zaś niech nie obawia się przestarzałej, zbyt naiwnej lub zbyt grzecznej na dzisiejsze czasy prozy.

Niech mnie dziobią tytułowe Ptaki, jeśli to nie jest świetny zbiór! Przyznam, że to właśnie one skłoniły mnie to sięgnięcia po tę pozycję (nie oglądałem filmu), a w swej literaturoznawczej ignorancji błędnie spodziewałem się, iż będzie to najlepszy utwór tutaj – jest zaś jedynie najbardziej znanym.

Właściwie „Ptaki”, choć dobre, są najprymitywniejsze, jeśli chodzi o dobór...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wypatrzyłem tę książkę jeszcze zanim została wydana na polskim rynku i już niemal zabierałem się za czytanie jej po angielsku, kiedy w sam raz na Halloween pojawiło się tłumaczenie. Oczekiwania miałem spore – nie udało się ich spełnić w całości.

Tytuł zabiera nas w podróż po USA, a my po tej podróży skłonni jesteśmy oczekiwać wiele, bo przecież większość historii o duchach, które oglądaliśmy na ekranie, pochodzi właśnie stamtąd. Piszę o filmach nieprzypadkowo, bo część obiektów opisywanych w książce czytelnik może znać właśnie z dziesiątej muzy, jak np. dom pani Winchester. Warto od razu podkreślić, że na tapet nie są brane tylko budynki prywatne, lecz także gmachy publiczne czy też większe obszary miejskie, a nawet całe miasta (Detroit i Czerwony Karzeł). Na duży plus zasługuje kompleksowe podejście do tematu i tak w przypadku choćby szpitala psychiatrycznego autor zapoznaje nas z całym tłem problemu osób psychicznie chorych w dawnych czasach, po czym próbuje dociec genezy strasznych historii z nim związanych. Znacznie więcej tutaj „ratio” niż romantycznej wiary w tzw. nieznane.

Kłopotliwy był dla mnie styl, w jakim książka została napisana. Lektura mało mnie ekscytowała, być może za sprawą zbytniego teoretyzowania albo wgłębiania się w to, co dla mnie jest interesujące na płytszym poziomie. Przechodziło mi nawet przez głowę przerwanie tej amerykańskiej podróży, ale ostatecznie dotarłem do jej końca i chyba nie żałuję.

Wypatrzyłem tę książkę jeszcze zanim została wydana na polskim rynku i już niemal zabierałem się za czytanie jej po angielsku, kiedy w sam raz na Halloween pojawiło się tłumaczenie. Oczekiwania miałem spore – nie udało się ich spełnić w całości.

Tytuł zabiera nas w podróż po USA, a my po tej podróży skłonni jesteśmy oczekiwać wiele, bo przecież większość historii o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Zaświaty. Historie prawdziwe Ed Warren, Lorraine Warren, Cheryl A. Wicks
Ocena 6,7
Zaświaty. Historie prawdziwe Ed Warren, Lorraine Warren, Cheryl A. Wicks

Na półkach:

Kolejny zbiór paranormalnych historii Warrenów. W porównaniu do dwu pierwszych pozycji z serii: „Nawiedzeń” i „Opętań” jest tutaj więcej (na ile pamiętam) teoretyzowania i wprowadzania w kulisy profesji autorów, a nawet ich życia prywatnego. Książka ma zresztą formę wykładu, albo inaczej – składają się na nią spisane wystąpienia Warrenów podczas prelekcji. Tytuł kojarzył mi się przez to z „Demonologami”, choć tamta pozycja jest i straszniejsza, i lepsza.

W „Zaświatach” przypadków jest dziewięć. Podzielone są one na trzy części, które można z grubsza nazwać: duchy, opętania, inne tajemnice. W skład tego ostatniego wchodzi sprawa Wielkiej Stopy i musimy przyznać, że tego Warrenowie jeszcze nie grali. Poza tym czytelnik znajdzie choćby rozdział o Amityville, a i reszta jest całkiem interesująca. Są także osobne części poświęcone autorom oraz badaniu zjawisk paranormalnych.

Kolejny zbiór paranormalnych historii Warrenów. W porównaniu do dwu pierwszych pozycji z serii: „Nawiedzeń” i „Opętań” jest tutaj więcej (na ile pamiętam) teoretyzowania i wprowadzania w kulisy profesji autorów, a nawet ich życia prywatnego. Książka ma zresztą formę wykładu, albo inaczej – składają się na nią spisane wystąpienia Warrenów podczas prelekcji. Tytuł kojarzył mi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Od utworów Agathy Christie oczekiwalibyśmy, że nawet pomimo paranormalnego zabarwienia na samym końcu wytłumaczenie ich intryg okaże się w stu procentach racjonalne – i w części opowiadań faktycznie tak się dzieje, a dekonstrukcja naszych spirytystycznych czy ezoterycznych złudzeń przynosi dużo radości. Całkiem wiele jest w antologii jednak historii od początku do końca niewytłumaczalnych (i niewytłumaczonych, jak choćby ta o upiornej lalce), które będą gratką dla miłośników horrorów, nawet jeśli twardej grozy tutaj nie uświadczą. Czytając „Śmierć…” miałem również wrażenie, że składają się na nią utwory często nieco „brudniejsze” albo po prostu lekko odstające/uwolnione od tego, do czego przyzwyczaiła nas królowa kryminału. Tak czy inaczej, bardzo dobrze się bawiłem, czytając ten zbiór.

Od utworów Agathy Christie oczekiwalibyśmy, że nawet pomimo paranormalnego zabarwienia na samym końcu wytłumaczenie ich intryg okaże się w stu procentach racjonalne – i w części opowiadań faktycznie tak się dzieje, a dekonstrukcja naszych spirytystycznych czy ezoterycznych złudzeń przynosi dużo radości. Całkiem wiele jest w antologii jednak historii od początku do końca...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to