Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach

Okładka książki Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach autorstwa Jakub Medek
Jakub Medek Wydawnictwo: MANDO reportaż
352 str. 5 godz. 52 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2025-09-24
Data 1. wyd. pol.:
2025-09-24
Liczba stron:
352
Czas czytania
5 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788327746320
Czy Czesi naprawdę nie wierzą w nic poza piwem i hokejem?
Czy śmieją się z Polaków, czy raczej z całego świata, w tym z samych siebie?
Czy faktycznie wybrali komunizm z własnej woli?

Książka Dobrý den to błyskotliwa, zaskakująca podróż przez najbardziej rozpowszechnione stereotypy, jakie Polacy mają na temat Czechów. Jakub Medek – autor, Czech z urodzenia, polski dziennikarz z wyboru, twórca popularnego podcastu Czechostacja – z humorem i historyczną precyzją bierze pod lupę uproszczone sądy, odsłaniając ich źródła w przeszłości, kulturze i codziennym życiu naszych sąsiadów.

Z barwnych anegdot, osobistych doświadczeń i obserwacji tworzy „słownik czeskich mitów”, by następnie skonfrontować je z faktami, tworząc portret narodu, który zamiast wielkich słów wybiera uśmiech spod wąsa, a zamiast patosu – kufel złocistego napoju w dobrym towarzystwie.

To nie tylko przewodnik po czeskiej mentalności, historii i społeczeństwie, ale też zaproszenie do spojrzenia w swoiste zwierciadło, bo wiele z opisanych zjawisk mówi równie dużo o nas samych, co o Czechach.

Dla miłośników Czech, podróżników i ciekawskich… Po prostu czeski film!
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach



1379 930

Oceny książki Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach

Średnia ocen
7,1 / 10
323 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach

avatar
186
49

Na półkach:

Bardzo ciekawa.

Bardzo ciekawa.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
149
60

Na półkach:

Bardzo lubię i cenię podcast pana Jakuba Czechostację, dlatego też sięgnęłam po książkę. I chociaż wiele wątków tu poruszanych już poznałam z audycji, to i tak czytałam z zainteresowaniem.
Ta książka, to takie kompendium wiedzy o Czechach, o tym, co różni naszych południowych sąsiadów od nas, o historii, społeczeństwie, religii.
Uważam, że to bardzo dobra lektura przybliżająca nam obraz Czech, wykraczająca poza schematy i stereotypy :)

Bardzo lubię i cenię podcast pana Jakuba Czechostację, dlatego też sięgnęłam po książkę. I chociaż wiele wątków tu poruszanych już poznałam z audycji, to i tak czytałam z zainteresowaniem.
Ta książka, to takie kompendium wiedzy o Czechach, o tym, co różni naszych południowych sąsiadów od nas, o historii, społeczeństwie, religii.
Uważam, że to bardzo dobra lektura...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
768
145

Na półkach:

Jeśli sięgniecie po tę książkę z myślą, że Was ona rozśmieszy, to prawdopodobnie się rozczarujecie. To nie komedyjka. To rzeczowe i przekrojowe eseje, dające rzetelny wgląd w historyczne, społeczne, polityczne i kulturowe przyczyny wytworzenia się w naszej świadomości pewnych stereotypów na temat Czechów. Lektura niełatwa i dobrze jest mieć do niej pewne przygotowanie (jak znajomość historii, geopolityki czy chociażby przemian społecznych).

Na pewno do niej wrócę, bo jest w niej tyle informacji, że po jednej lekturze nie ma szans, bym zapamiętała więcej niż ułamek treści.

Jeśli sięgniecie po tę książkę z myślą, że Was ona rozśmieszy, to prawdopodobnie się rozczarujecie. To nie komedyjka. To rzeczowe i przekrojowe eseje, dające rzetelny wgląd w historyczne, społeczne, polityczne i kulturowe przyczyny wytworzenia się w naszej świadomości pewnych stereotypów na temat Czechów. Lektura niełatwa i dobrze jest mieć do niej pewne przygotowanie (jak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

908 użytkowników ma tytuł Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach na półkach głównych
  • 489
  • 373
  • 46
140 użytkowników ma tytuł Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach na półkach dodatkowych
  • 43
  • 29
  • 22
  • 14
  • 14
  • 9
  • 9

Czytelnicy Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach przeczytali również

Dług. Reportaże spod kreski Aleksandra Gałka-Reczko
Dług. Reportaże spod kreski
Aleksandra Gałka-Reczko
Konsumpcjonizm nauczył nas chcieć. Kapitalizm sprawił, że wielu z nas nie ma jak tych potrzeb zaspokoić. Pokolenie transformacji dostało jeszcze jedną lekcję: oszczędzanie nie zawsze ma sens. Inflacja potrafi zjeść wszystko. Ludzie latami odkładali na książeczkach mieszkaniowych i kończyli z kwotą, która nie wystarczała nawet na jeden mebel. Trudno się dziwić, że dziś łatwiej wziąć kredyt, mieć coś od razu i martwić się później. „Dług” o reportaż o ludziach, którzy wpadli w spiralę zadłużenia. Nie o „nieudacznikach”, tylko o zwykłych ludziach. Każdy rozdział to inna historia i inna droga do tego samego miejsca. Czasem zaczyna się od jednej decyzji. Zakup na raty. Chwilówka na szkolną wycieczkę dla dziecka. Niezapłacony mandat. Potem dochodzi kolejna rzecz i jeszcze jedna. I nagle nie ma już jak cofnąć. Najmocniejsze w tej książce jest to, że odbiera nam wygodę oceniania. Za każdym dłużnikiem stoi historia. Czasem głupie decyzje, czasem brak wiedzy, czasem pech. Najczęściej wszystko naraz. Prawda jest taka, że to nie jest problem „jakichś ludzi”. To jest coś, co może spotkać każdego. I jest jeszcze jedna rzecz. My nie umiemy rozmawiać o pieniądzach. To nadal temat tabu. Udajemy, że problem nie istnieje, zamiast uczyć się podstaw ekonomii i wyciągać wnioski. A brak edukacji finansowej mści się bardzo konkretnie. Nie wszyscy bohaterowie budzą współczucie. Są granice. Dla mnie taką granicą są długi alimentacyjne. Tutaj nie ma miejsca na tłumaczenia. „Dług” to książka niewygodna i bardzo potrzebna. Nie daje łatwego pocieszenia. Zostawia z myślą, że cienka jest granica między „nimi” a „nami”. I to jest jego najwieksza sila.
mamalgosia - awatar mamalgosia
oceniła na719 dni temu
Nie dopytuj się. Historie z Bieszczadów. O kobietach, lesie i wężu w dolinie Sanu Anna Kamińska
Nie dopytuj się. Historie z Bieszczadów. O kobietach, lesie i wężu w dolinie Sanu
Anna Kamińska
Książka na pewno warta przeczytania, chociaż moim zdaniem , wyraźnie słabsza od " Simony" . Jest przede wszystkim opowieścią o dwóch niezwykłych kobietach, które " uciekły " w Bieszczady : Zofii Komedowej i Joannie Hasiorowej. Wbrew informacji na obwolucie - Maria Kownacka występuje tylko epizodycznie ( jej bieszczadzkiej przygodzie poświęcono jeden rozdział , w którym na dodatek znacznie ciekawszą , jak dla mnie, postacią jest nauczyciel - pasjonat Kazimierz Garstka) . Trochę sztucznie " doklejona " jest opowieść o Julii , matce Andy Warhola . Po pierwsze, pochodziła z Beskidu Niskiego , a nie Bieszczadów. Po drugie, to sytuacja biegunowo odmienna od pozostałych bohaterek, Julia opuściła swój beskidzki matecznik i wyrusza do wielkiego świata. Dodam w tym miejscu, że w książce jest drobny błąd rzeczowy - Łupków leży na wschód , a nie na północ od Medzilaborce. Polecam odwiedzenie muzeum Andy Warhola w tym miasteczku ( byłem, zwiedziłem) , to największa w Europie ( a druga na świecie ) kolekcja dzieł najsłynniejszego twórcy pop-artu i artefaktów z nim związanych . Jeśli ktoś turystycznie przebywa w polskiej części Beskidu Niskiego i interesuje się sztuką , to wycieczka do Medzilaborce jest obowiązkowa ( przejeżdżamy granicę niedaleko Komańczy na Przełęczy Radoszyckiej, przez którą w 1939 r. sprzymierzone z III Rzeszą wojska słowackie wjechały do Polski). Po polskiej stronie granicy stosunkowo blisko leży Sanok, gdzie w miejskim muzeum można zobaczyć największy w Polsce zbiór dzieł Zbigniewa Beksińskiego oraz bardzo dużą kolekcję ikon.
Boka - awatar Boka
oceniła na619 dni temu
Aglo. Banką po Śląsku Zbigniew Rokita
Aglo. Banką po Śląsku
Zbigniew Rokita
Istnieją książki, które się czyta — i są też takie, które się zamieszkuje. Aglo. Banką po Śląsku autorstwa Zbigniew Rokita należy do tej drugiej kategorii: nie tyle opowiada o miejscu, ile pozwala wejść w jego puls, jego oddech, jego pamięć. To nie jest reportaż w klasycznym sensie. To raczej topografia doświadczenia — rozpisana na głosy, niedopowiedzenia i pęknięcia. Rokita prowadzi czytelnika przez Śląsk nie jak przewodnik, lecz jak ktoś, kto sam wciąż szuka odpowiedzi. „Aglo” staje się tu nie tylko przestrzenią geograficzną, ale stanem świadomości: zawieszeniem między tym, co było, a tym, co dopiero próbuje się nazwać. Najbardziej poruszające w tej książce jest to, że autor nie próbuje niczego „domknąć”. Śląsk nie zostaje wyjaśniony — zostaje odsłonięty. W fragmentach. W języku, który nieustannie balansuje między reporterską precyzją a poetyckim drżeniem. To właśnie język jest tu bohaterem równorzędnym z ludźmi i miejscami: czasem twardy jak węgiel, czasem miękki jak wspomnienie wypowiedziane półgłosem. Czytając, miałem wrażenie, że Rokita pisze o przestrzeni, która istnieje nie tylko na mapie, ale i w ciele — w pamięci pokoleń, w akcentach, w gestach. „Banka po śląsku” to nie tylko metafora zamknięcia czy odrębności, lecz także delikatna bańka pamięci, którą łatwo naruszyć, ale której nie sposób zignorować. To książka o tożsamości, która nie chce być jednoznaczna. O miejscu, które nie zgadza się na uproszczenia. O człowieku, który próbuje opowiedzieć świat, wiedząc, że każda opowieść jest tylko przybliżeniem. Jako czytelnik i jako autor, odnalazłem w tej książce coś szczególnie bliskiego: odwagę pisania „pomiędzy”. Pomiędzy gatunkami, pomiędzy językami, pomiędzy historią a teraźniejszością. To przestrzeń ryzykowna — ale właśnie tam rodzi się literatura, która zostaje z nami na długo. „Aglo” nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Ona trwa — w pytaniach, które zostawia. W ciszy, którą po sobie zostawia. W tym nieuchwytnym poczuciu, że dotknęło się czegoś prawdziwego, choć nie do końca nazwanego.
Jakub Jagiełło - awatar Jakub Jagiełło
ocenił na101 dzień temu
Drugie życie Czarnego Kota Stanisław Łubieński
Drugie życie Czarnego Kota
Stanisław Łubieński
Wspaniała poetycka proza ukazująca kolaż przyrody, ludzi, zachowań i emocji jakie na siebie wywierają. Wielokrotnie opisy doznań wywołanych kontaktem z przyrodą poszerzane są o kontekst historyczny - ten dalszy i bliższy ukazujący przekształcenia Warszawy. Sytuacja przyrody miejskiej ukazywana jest z odniesieniami do stanu w innych krajach, co poszerza świadomość czytelnika. Choć czułem wcześniej że kwestie przyrody nie są mi obojętne, książka pozwoliła mi dostrzec miasto przez pryzmat nieznany mi dotąd. Czuję jakby przedefiniowała moje rozumienie przyrody - poszerzyła pojmowanie natury o to wszystko co dzieje się w mieście. Flora i fauna, większa, mniejsza i maleńka - wszystkie są zazwyczaj niezauważane przez ludzi w zurbanizowanym otoczeniu. Książka będąca zbiorem doświadczeń i spostrzeżeń Autora z wypraw dalszych i bliższych “w stronę przyrody” obrazuje codzienność natury która nie musi być spektakularna by urzekać. Tekst unaocznia dużą nieświadomość ludzi urządzających przestrzeń wokół siebie - wiele działań podejmowanych jest bez refleksji na temat ich niszczacego wpływu na przyrodę. Autor reprezentuje bardzo interdyscyplinarne podejście pozwalające spojrzeć na przyrodę z różnych perspektyw. W książce, co wydało mi się ciekawe, umieszczonych zostało kilka opisów przeżyć luźniej związanych z przyrodą jaką poznaliśmy na wcześniejszych kartach książki. Wielokrotnie łapałem się na tym, że powtarzałem w głowie, by zapamiętać, sformułowania Autora. Opisy zjawisk, zachowań, rzeczy - tak zwyczajnych, a ujętych w zupełnie niezwyczajne frazy częstokroć zaskakują. Książka do polecenia każdemu, kto chciałby poznać Warszawę z nieco innej perspektywy, miłośnikom przyrody, a nawet tym, którzy jeszcze nie wiedzą, że się nimi staną. Po przeczytaniu dostrzegam wokół siebie więcej niż przedtem.
Michał - awatar Michał
ocenił na912 dni temu
Hjem. Na północnych wyspach Ilona Wiśniewska
Hjem. Na północnych wyspach
Ilona Wiśniewska
10 kwietnia zaczynam czytać reportaż i co za zbieg okoliczności, to data symboliczna, wtedy przylatują mewy do domu Bjørk za kołem podbiegunowym w północnej Norwegii niedaleko Tromsø. Na mewy wołają krysie- po norwesku tak to czule brzmi. Ale to nie tylko opowieść o Bjørk i jej mewie. Potem przychodzi lato, czyli połowa czerwca i najjaśniejsze dni w roku. Okoliczne wyspy przeżywają najazd turystów, którzy uciekają od upałów Południa. Okazuje się, że turyści jak mewy też nie są tam mile widziani, brudzą, zostawiają odchody. Mewy to też symbol imigrantów, którzy próbują się zagnieździć w północnej Norwegii (w Tromso jest 150 narodowości),ale nie pozwalają kolce: lodowatego wiatru, słońca, które nie zachodzi od maja, kolce milczenia, samotności. Bo tu za zimno na słowa. Hjem to dom, przygnębiający, ale i niezwykle ciekawy w swej dzikości i surowości ów północny obszar Norwegii. Autorka potrafi poetycko oddać tę surowość, tak, że przyciąga ona jak magnes. Stajemy oko w oko z dziką przyrodą, a ona wzbudza paradoksalne odczucia. Zarówno czułość, bo na pierwsze bazie po norwesku mówi się gąski, a na mewy krysie, przyjaźnie kojarzą się renifery i łosie, ale smutek jak lodowaty wiatr z fiordu Balsfjord przenika każdego, nawet tu urodzonych. Dla Ilony Wiśniewskiej od lat Tromsø to hjem, niegdyś zasypana śniegiem mieścina na dalekiej północy Norwegii, dziś szybko rozwijające się miasto, trzecie co do wielkości w Arktyce. Milion osób rocznie przybywa tu, by obserwować zorzę. „Miasto, które wchłania albo izoluje, daje perspektywy albo nie daje wyboru. I to dotyczy nie tylko ludzi, ale także zwierząt.” Lato jest tam jak jedno długie zdanie. Reszta jest milczeniem, które zostaje w głowie. Teraz krysie będą dla mnie symbolem Norwegii. A wyobraźnia podążać będzie za wzrokiem Amundsena. Polecam.
I_wonka_kulturalna - awatar I_wonka_kulturalna
oceniła na813 dni temu
Nie czekam na szklankę wody. O świadomej niedzietności Katarzyna Tubylewicz
Nie czekam na szklankę wody. O świadomej niedzietności
Katarzyna Tubylewicz
W swojej książce Katarzyna Tubylewicz stara się w nieco reportażowy, a nieco eseistyczny sposób opisać zjawisko świadomej bezdzietności. Dzięki swojej formie książkę czyta się szybko; choć w moim przypadku wyjątkowo w grę wchodziło przesłuchanie audiobooka, to uważam, że przeplatanie się osobistych doświadczeń poszczególnych kobiet z refleksjami i danymi zadziałało na poziomie przystępności. Autorka opowiada o skali bezdzietności, odnosząc się głównie do perspektywy kobiet, które decydują się nie mieć dzieci z różnych powodów: emocjonalnych, społecznych, ekonomicznych czy klimatycznych. I właśnie to jest jedną z największych wartości książki: autorka nie przyjmuje jednej właściwej tezy, a oddaje głos różnym osobom w postaci “chórów kobiet”. Tym samym treść wypełnia kalejdoskop zbieżnych perspektyw, ukazując w ten sposób złożoność zjawiska, dając poczucie autentyczności, a równocześnie unikając moralizowania. Nie można natomiast powiedzieć, aby książka wyczerpywała temat. Pełni raczej funkcję otwierającą, będąc dobrym punktem wyjścia do refleksji, mogących prowadzić nawet do zadania sobie niełatwych pytań. Ponadto trafia w niewątpliwie istotny i aktualny społecznie temat, bowiem dotyczy realnego zjawiska demograficznego i kulturowego, które pokazuje zmianę myślenia o rodzinie, kobiecości i spełnianiu się. Tym, co przykuwa uwagę w tej publikacji, jest odniesienie się do faktu, że w języku polskim brakuje neutralnych określeń dla osób bezdzietnych, a ponadto ujawnia językowe i kulturowe schematy, przez które osoby bezdzietne są marginalizowane. Dodatkowo Tubylewicz decyduje się podważyć narrację, wedle której życie bez dzieci jest uboższe czy gorsze, a bezdzietność jest równoznaczna z egoizmem lub niedojrzałością. W tym kontekście wykonano przysłowiowy kawał dobrej roboty, przez co dochodzi do nieśmiałego zredefiniowania przyjętych norm. Nieśmiałego, bowiem autorka pozostaje w roli obserwatorki. I chociaż nie unika kontrowersyjnych perspektyw (sam temat bezdzietności należy do takich),to rzadko tworzy mocniejsze, bardziej wyraziste tezy. Ponadto Tubylewicz nie wchodzi w potencjalne konflikty (np. społeczne czy ideologiczne); tym samym książka jest wyważona, ale niekiedy brakuje jej pazura. Dodatkowo kuleją odniesienia do kontekstu społecznego, co oznacza, że w małym stopniu zostały poruszone kwestie systemowe, takie jak polityka rodzinna czy rynek pracy, a książka pozostaje na poziomie doświadczeń jednostek. Mimo to nierówny jest poziom samych historii: niektóre są poruszające, inne wydają się mniej reprezentatywne lub zbyt skrótowe, by naprawdę wybrzmieć. Trzeba pamiętać, że autorka wzięła na warsztat zjawisko budzące silne emocje. I być może właśnie to czyni z niej ważny głos w debacie społecznej, który może pomóc wielu osobom poczuć się mniej osamotnionymi w swoich wyborach.
placebetweenpages - awatar placebetweenpages
ocenił na716 dni temu

Cytaty z książki Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach

Więcej

Reinhardowi Heydrichowi, nazistowskiemu protektorowi Czech i Moraw, szefowi urzędu bezpieczeństwa Rzeszy, przypisuje się zdanie, że „Czesi to śmiejące się bestie".
Wypowiedział je człowiek, który zmarł na sepsę wywołaną przez końskie włosie, wbite w jego wątrobę przez odłamek granatu, którym nie trafił w niego czeski cichociemny po tym jak jego słowackiemu koledze zacięła się broń. Czyż nie brzmi to jak jedna z przygód Járy Cimrmana?

Reinhardowi Heydrichowi, nazistowskiemu protektorowi Czech i Moraw, szefowi urzędu bezpieczeństwa Rzeszy, przypisuje się zdanie, że „Czesi t...

Rozwiń
Jakub Medek Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach Zobacz więcej

Czeski dystans do Kościoła jest nie tyle efektem duchowego lenistwa, ile raczej po prostu wielowiekowego doświadczenia - upartego dążenia do prawa, by wierzyć po swojemu.

Czeski dystans do Kościoła jest nie tyle efektem duchowego lenistwa, ile raczej po prostu wielowiekowego doświadczenia - upartego dążenia do...

Rozwiń
Jakub Medek Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach Zobacz więcej

Dla Polaków interesującym kontrastem może być kwestia feminatywów. W czeskim są one podstawowym elementem systemu językowego. Kobieta nie może pracować jako učitel („nauczyciel"),tylko učitelka; nie ředitel (,dyrektor"),a reditelka. Zawody, funkcje, tytuły mają obowiązkową formę żeńską. W Czechach to oczywiste: język powinien odzwierciedlać płeć osoby, do której się odnosi. Forma żeńska nie obniża też prestiżu - prezidentka, primátorka czy ministryně to tytuły oficjalne, obecne w dokumentach państwowych i wypowiedziach medialnych.

Dla Polaków interesującym kontrastem może być kwestia feminatywów. W czeskim są one podstawowym elementem systemu językowego. Kobieta nie mo...

Rozwiń
Jakub Medek Dobrý den. Chmiel, tożsamość i luz. Polskie mity o Czechach Zobacz więcej
Więcej