-
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytelnicy wybrali Książki Roku 2025. Oto zwycięzcy
LubimyCzytać97 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 13 marca 2026
LubimyCzytać512
Biblioteczka
2026-01-13
2026-01-11
Od kilku dobrych lat słyszałam peany o tym, jak genialna i wybitna jest „Tajemna historia” Donny Tartt. Książkę miałam na półce od dawna, aż w końcu, korzystając z kilku wolnych dni postanowiłam dać jej szansę. Po raz kolejny internetowy hit nie porwał mnie tak, jak obiecywano.
Nie mogę powiedzieć, że to rozczarowanie, bo historia naprawdę jest ciekawa, a język, jakim została napisana, przepiękny: poetycki, bogaty i pełen opisów. Już dawno nie czytałam powieści stworzonej z takim kunsztem. Ale nie wkręciłam się. Czytałam bardziej z czystej ciekawości rozwiązania intrygi niż z jakiegokolwiek emocjonalnego zaangażowania.
To klasyczna dark academia: elitarna uczelnia, grupa znajomych i splot zdarzeń, który przeradza się w mroczną intrygę. Dawno nie czytałam książki z taką ilością antypatycznych bohaterów banda zadufanych w sobie, wiecznie naćpanych i zapitych egoistów, pozorantów uważających się za lepszych od innych. Jedynym, którego w miarę tolerowałam, był Richard, narrator. Myślę, że taki był zamysł autorki w kontekście fabuły te odpychające osobowości sprawdziły się idealnie.
Największy minus? Rozwleczenie. Ta książka spokojnie mogłaby być o 100–150 stron krótsza. Momentami miałam wrażenie, że czekam w nieskończoność na wyjaśnienie pewnych sytuacji — do tego stopnia, że zaczęłam przeskakiwać akapity, bo nużyło mnie czekanie na jakikolwiek rozwój akcji. Skrócenie książki nadałoby jej większą dynamikę i czytałoby sie ja z większym zaangażowaniem.
Jeśli lubicie rozbudowane, mało dynamiczne powieści i macie czas na 600 stron spróbujcie. Dla reszty: czytacie na własne ryzyko. Myślę, że część osób może zrobić DNF.
Od kilku dobrych lat słyszałam peany o tym, jak genialna i wybitna jest „Tajemna historia” Donny Tartt. Książkę miałam na półce od dawna, aż w końcu, korzystając z kilku wolnych dni postanowiłam dać jej szansę. Po raz kolejny internetowy hit nie porwał mnie tak, jak obiecywano.
Nie mogę powiedzieć, że to rozczarowanie, bo historia naprawdę jest ciekawa, a język, jakim...
2026-01-02
Pierwsza książka przeczytana w 2026 roku za mną i muszę przyznać, że to bardzo dobry start czytelniczy. "Rota"Grzegorza Brudnika okazała się dla mnie sporą niespodzianką i to bardzo pozytywną.
To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Początkowo wkręcałam się dość ostrożnie musiałam przyzwyczaić się do jego stylu, który momentami jest wręcz poetycki. Brudnik operuje dużą ilością porównań i metafor, co w kryminałach nie zdarza się często. Ale gdy już „zaskoczyło" przepadłam.
Bywają, zwłaszcza w pierwszej połowie, momenty lekkiego spowolnienia, jednak autor doskonale to równoważy gdyż wystarczy kilka stron, by nagle wydarzyło się coś, co sprawia, że czytasz rozdział za rozdziałem, nie zauważając upływu czasu.
Zagadka kryminalna jest świetnie skonstruowana, wciągająca i co dla mnie bardzo ważne dobrze rozwiązana. Finał jest logiczny, dokładnie wyjaśniony i uzasadniony, bez pójścia na skróty.
Ogromnym atutem są bohaterowie. Inspektor Katarzyna Łezka i Komisarz Michał Gazda to dwie bardzo wyraziste, mocne postacie. Różni ich właściwie wszystko, a jednak tworzą kapitalny duet. Choć bardzo polubiłam Łezkę, to jednak minimalnie większą sympatią obdarzyłam Michała Gazdę.
Nie spodziewałam się, że aż tak wkręcę się w tę historię. A ostatnie zdanie książki wbiło mnie w fotel! Siedziałam kilka minut z otwartymi ustami, łącząc kropki i analizując to, co właśnie się wydarzyło.
Jedno jest pewne kolejny tom na 100% przede mną i to bardzo szybko. A jeśli seria utrzyma ten poziom, to Grzegorz Brudnik ma spore szanse wskoczyć na listę moich ulubionych autorów kryminałów.
Pierwsza książka przeczytana w 2026 roku za mną i muszę przyznać, że to bardzo dobry start czytelniczy. "Rota"Grzegorza Brudnika okazała się dla mnie sporą niespodzianką i to bardzo pozytywną.
To moje pierwsze spotkanie z tym autorem. Początkowo wkręcałam się dość ostrożnie musiałam przyzwyczaić się do jego stylu, który momentami jest wręcz poetycki. Brudnik operuje dużą...
2025-12-28
Czytanie tej książki to był dla mnie prawdziwy hatereading. Serio. Mordowałam ją strona po stronie. I po raz kolejny potwierdza się moja teoria, że zdecydowana większość wszystkich hitów wydawniczych i bestsellerow polecanych jednogłośnie w internetach, w moim przypadku kończy się rozczarowaniem, a nie zachwytem.
„Pomoc domowa” była dla mnie zwyczajnie durna. Główna bohaterka głupia jak but. Zero instynktu samozachowawczego. Od pierwszej minuty wie, że coś jest nie tak z tym domem, pracą, ludźmi, a mimo to brnie w to bo pieniążki kuszą. I oczywiście już na wejściu jedyny proces myślowy, jaki zachodzi w jej głowie, to jaki mega przystojny jest pan domu 🤦♀️
Pierwsza część była dla mnie katorgą. Kilka razy byłam gotowa do rzucenia książką i zrobienia DNF. Sama nie wiem, jakim cudem przez to przeszłam. Druga część, minimalnie lepsza. Minimalnie, bo kiedy zaczynało robić się ciekawiej, fabuła robiła sie tak absurdalna, że poziom mojej żenady wychodził poza skalę.
Jeszcze jednym minusem bylo to, ze na początku ksiazka bardzo kojarzyla mi sie z „Pod kluczem” Ruth Ware i niestety dla mnie to nie był komplement.
Czy sięgnę po kolejną część? Może… jeśli kiedyś najdzie mnie ochota na masochizm, to posłucham jako audiobook, żeby bolało trochę mniej. O dziwo chyba jestem ciekawa ekranizacji, moze film wyjdzie lepszy niz książka
Czytanie tej książki to był dla mnie prawdziwy hatereading. Serio. Mordowałam ją strona po stronie. I po raz kolejny potwierdza się moja teoria, że zdecydowana większość wszystkich hitów wydawniczych i bestsellerow polecanych jednogłośnie w internetach, w moim przypadku kończy się rozczarowaniem, a nie zachwytem.
„Pomoc domowa” była dla mnie zwyczajnie durna. Główna...
2025-12-15
Już dawno mie byłam tak bardzo zła na jakiegos autora jak na Rebeccę Yarros, a to przez druga część serii o Violet Sorrengail – „Iron Flame”.
„Fourth Wing” połknęłam w kilka dni. Gruba, intensywna, pełna akcji, wprost nie mogłam jej odłożyć. Byłam zachwycona i z automatu sięgnęłam po kontynuację i tu nastąpiło brutalne zderzenie z "syndromem drugiego tomu".
Nie wiem, jak można z tak wciągającej historii zrobić coś nudnego, oklepanego i sztampowego. Bohaterowie zostali kompletnie obedrani z charakteru, fabuła rozwleczona do granic wytrzymałości, a jedynym elementem, który wciąż miał sens, były smoki.
Violet stała się podręcznikowym przykładem „wybranej”: odkrywa, że jest w jakis sposób ważna, więc poświęca się dla wszystkich i wszystkiego, a całe jej otoczenie istnieje wyłącznie po to, by ratować jej życie, bo tylko ono się liczy.
Najbardziej boli mnie jednak to, co autorka zrobiła z postacią Xadena. W pierwszym tomie był wyrazisty, z charakterem, z pazurem. W drugim? Jego osobowość sprowadza się do: martwienia się o Violet, chronienia Violet, oddychania Violet.
Do tego dochodzi jeszcze relacja Violet i Xadena, która w „Iron Flame” jest już wręcz parodią romansu. Im dalej w książkę, tym bardziej miałam wrażenie, że wszystko kręci się w kółko: te same rozmowy, te same pretensje, te same dramy. Zero rozwoju, zero świeżości. A szkoda, bo po „Fourth Wing” naprawdę liczyłam na coś dużo lepszego
Całość jest zdecydowanie za długa, mnóstwo wątków można było skrócić albo całkiem wyrzucić. Czytanie było męczące do tego stopnia, że w połowie przerzuciłam się na audiobook i nawet on mnie nużył. Gdyby nie to, pewnie w ogóle bym nie dotrwała do końca.
Jestem naprawdę zła i rozczarowana, bo dawno tak dobrze nie bawiłam sie jak na pierwszej części serii, natomiast druga część spowodowała, ze nie wiem kiedy zabiorę się za trzecią część.
Już dawno mie byłam tak bardzo zła na jakiegos autora jak na Rebeccę Yarros, a to przez druga część serii o Violet Sorrengail – „Iron Flame”.
„Fourth Wing” połknęłam w kilka dni. Gruba, intensywna, pełna akcji, wprost nie mogłam jej odłożyć. Byłam zachwycona i z automatu sięgnęłam po kontynuację i tu nastąpiło brutalne zderzenie z "syndromem drugiego tomu".
Nie wiem, jak...
2025-11-29
Muszę przyznać, że "Bestis" było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Choć kojarzyłam Zocharett z YouTube’a, nigdy wcześniej nie sięgnęłam po jej książki, miałam wrażenie, że to raczej literatura młodzieżowa, nie do końca w moim klimacie. Aż przypadkiem wpadła mi w ręce jej najnowsza powieść i jestem pod naprawdę dużym wrażeniem.
Intensywna akcja, mocne plot twisty i świetnie poprowadzone postaci sprawiły, że czytałam ją z ogromnym zaangażowaniem. Momentami nawet nie zauważałam, kiedy przewracam kolejne strony.
Co ważne, to książka wartościowa nie tylko dla dorosłych, ale szczególnie dla młodszych czytelników. Pokazuje, jakie zachowania w relacjach rówieśniczych są krzywdzące, jak łatwo nie dostrzec ich skutków i jak ogromne konsekwencje mogą przynieść w przyszłości. "Bestis" bardzo dobitnie uwidacznia, jak takie działania potrafią zniszczyć komuś życie i zostawić głębokie traumy u osób dręczonych czy prześladowanych. W pewnym sensie potwierdza też odwieczną zasadę, że najlepszą metodą na toksyczne osoby bywa po prostu całkowite odcięcie się od nich.
Oczywiście, książka nie jest pozbawiona wad, ale to, z jak ogromnym zaangażowaniem śledziłam losy bohaterów, całkowicie rekompensuje drobne niedociągnięcia fabularne. Jestem szczerze pozytywnie zaskoczona i mam nadzieję, że autorka będzie kontynuować pisanie w tym kierunku. Moje pierwsze spotkanie z jej twórczością okazało się naprawdę świetne.
Muszę przyznać, że "Bestis" było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Choć kojarzyłam Zocharett z YouTube’a, nigdy wcześniej nie sięgnęłam po jej książki, miałam wrażenie, że to raczej literatura młodzieżowa, nie do końca w moim klimacie. Aż przypadkiem wpadła mi w ręce jej najnowsza powieść i jestem pod naprawdę dużym wrażeniem.
Intensywna akcja, mocne plot twisty i świetnie...
2025-11-09
„Fourth Wing” – Rebecca Yarros
Nie pamiętam, kiedy ostatnio sięgnęłam po fantastykę ale minęło pewnie z pięć, może sześć lat. Po kilku cięższych tytułach potrzebowałam czegoś lżejszego, więc sięgnęłam po „Fourth Wing”. I w życiu bym nie pomyślała, że aż tak się wciągnę!
Czytało mi się ją lekko i przyjemnie. Na początku czułam w niej delikatny klimat Harry’ego Pottera - nowe miejsce, odkrywanie mocy przez Violet, pierwsze przyjaźnie. Potem akcja sie rozwineła, a w momencie gdy pojawiły sie smoki, przepadłam zupełnie.
Wątek romantyczny też bardzo mi się podobał według mnie relacja Violet i Xadena rozwijała się w bardzo naturalny i niewymuszony sposób.
Biorąc pod uwagę, że to fantastyka, kompletnie nie zwracałam uwagi na żadne nieścisłości czy niedociągnięcia. Chciałam po prostu zatopić się w tej historii i dobrze bawić i dokładnie to dostałam. Dla mnie to czysta rozrywka, która spełniła moje oczekiwania z nawiązką.
Bawiłam się rewelacyjnie! Miejscami naprawdę nie mogłam się oderwać. Gdybym miała więcej wolnego czasu, skończyłabym ją pewnie tydzień wcześniej. Od razu zaopatrzyłam się w kolejne tomy i miałam zrobić sobie przerwę przed „Iron Flame”, ale… po takim zakończeniu? Nie było szans. Zaczęłam od czytać od razu.
„Fourth Wing” – Rebecca Yarros
Nie pamiętam, kiedy ostatnio sięgnęłam po fantastykę ale minęło pewnie z pięć, może sześć lat. Po kilku cięższych tytułach potrzebowałam czegoś lżejszego, więc sięgnęłam po „Fourth Wing”. I w życiu bym nie pomyślała, że aż tak się wciągnę!
Czytało mi się ją lekko i przyjemnie. Na początku czułam w niej delikatny klimat Harry’ego Pottera -...
2025-11-05
2025-10-24
2025-10-21
Omerta” – Mario Puzo
Kolejna książka autora kultowego "Ojca chrzestnego" tym razem z akcją głownie Stanach Zjednoczonych.
Lubię styl Puzo jest prosty, ale bardzo płynny i wciągający. Autor potrafi w lekki sposób opisać brutalny świat mafii, a nawet dodać do tego odrobinę humoru. Dzięki temu czyta się go naprawdę dobrze.
Na początku trochę myliły mi się nazwiska i postacie ale wystarczyło się trochę „wgryźć” w historię i później poszło już gładko.
Fajne jest to, że autor z dystansem pokazuje, jak działa struktura mafii, że dla nich zabicie kogoś czy ryzyko śmierci to po prostu część „zawodu”. Brzmi brutalnie, ale opisane jest to w bardzo ciekawy, niemal lekki sposób.
"Omerta" nie jest to może "Ojcem chrzestnym", ale i tak czytało się ja przyjemnie. Na półce już czekają kolejne książki Puzo o rodzinach mafijnych i wiem, że na pewno po nie sięgnę.
Omerta” – Mario Puzo
Kolejna książka autora kultowego "Ojca chrzestnego" tym razem z akcją głownie Stanach Zjednoczonych.
Lubię styl Puzo jest prosty, ale bardzo płynny i wciągający. Autor potrafi w lekki sposób opisać brutalny świat mafii, a nawet dodać do tego odrobinę humoru. Dzięki temu czyta się go naprawdę dobrze.
Na początku trochę myliły mi się nazwiska i postacie...
2025-10-19
Jakub Małecki znów to zrobił. Sprawił, że książkę przeczytałam jednym tchem, a ostatnie strony kończyłam we łzach. Nie wiem, jak on to robi, że jedno zdanie, jedno słowo potrafi wywołać we mnie tyle emocji. Nie chodzi nawet o konkretną scenę, ale o ten jeden szczegół, który trafia prosto w serce.
„Obiekty głębokiego nieba” to Małecki w absolutnie najlepszej formie - ciepły, poruszający, pełen empatii wobec ludzkich słabości. To opowieść o relacjach, o miłości w wielu odcieniach i o stracie. Autor odważnie sięga też po kontrowersyjny wątek, który staje się osią całej historii i robi to z niezwykłą wrażliwością. Niezwykle ujęło mnie to, jak pięknie Jakub Małecki pisał o zwierzętach. Z czułością, szacunkiem i ogromną wdzięcznością.
Nie wiem, czy kiedykolwiek przestanę zachwycać się twórczością autora, ale jestem przekonana, że "Obiekty głębokiego nieba" zostaną ze mną na długo.
Jakub Małecki znów to zrobił. Sprawił, że książkę przeczytałam jednym tchem, a ostatnie strony kończyłam we łzach. Nie wiem, jak on to robi, że jedno zdanie, jedno słowo potrafi wywołać we mnie tyle emocji. Nie chodzi nawet o konkretną scenę, ale o ten jeden szczegół, który trafia prosto w serce.
„Obiekty głębokiego nieba” to Małecki w absolutnie najlepszej formie -...
2025-10-19
To była… dziwna książka. Naprawdę dziwna. Na początku ciężko było mi się w nią wkręcić, nie mogłam złapać klimatu, ani do końca wdrożyć się w historię. Kilka razy miałam ochotę odłożyć ją na bok i zrobić DNF. Ale na szczęście tego nie zrobiłam.
Podczas ostatnich lotów samolotem odpaliłam e-booka i przepadłam. Wciągnęła mnie tak, że skończyłam ją w dwa loty.
To bardzo niepokojąca, „brudna” i naturalistyczna książka. Pełna bohaterów, których nie da się lubić. Może tylko główna bohaterka wzbudza odrobinę sympatii, choć i to nie zawsze. Obraz małego amerykańskiego miasteczka, w którym wszyscy coś wiedzą, ale nikt nic z tym nie robi, był dla mnie szokujący i niewyobrażalny.
Na ostatnich 50 stronach tempo nagle bardzo przyspiesza, a rozwiązanie zagadki naprawdę mnie zaskoczyło. Miałam przeczucia, ale do końca nie chciałam w nie wierzyć, że tak właśnie moze byc.
„Ostre przedmioty” to historia, która nie daje się łatwo zapomnieć. Mroczna, nieprzyjemna, ale hipnotyzująca. Po skończeniu zostaje w głowie dziwny niepokój i refleksja, jak wiele zła może kryć się pod pozorami zwyczajności. Nie była to łatwa lektura ale zdecydowanie warto było ją dokończyć.
To była… dziwna książka. Naprawdę dziwna. Na początku ciężko było mi się w nią wkręcić, nie mogłam złapać klimatu, ani do końca wdrożyć się w historię. Kilka razy miałam ochotę odłożyć ją na bok i zrobić DNF. Ale na szczęście tego nie zrobiłam.
Podczas ostatnich lotów samolotem odpaliłam e-booka i przepadłam. Wciągnęła mnie tak, że skończyłam ją w dwa loty.
To bardzo...
2025-10-22
Po "Zgiń, kochanie" sięgnęłam bardzo spontanicznie. Wystarczyło kilka kadrów z nowej ekranizacji i wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
I choć sama nie mam dzieci, ta historia głęboko mnie poruszyła. To opowieść o młodym małżeństwie, w którym kobieta zmaga się z depresją poporodową i zaburzeniami psychicznymi. Autorka w niezwykle sugestywny sposób pokazuje jej lęki, paranoje i zachowania, które sprawiają, że trudno uwierzyć, jak wiele kobiet mierzy się z podobnymi doświadczeniami.
Chwile, które powinny być pełne szczęścia i miłości po narodzinach dziecka, zamieniają się w walkę o przetrwanie. Najbardziej wstrząsnęły mną fragmenty, gdzie przez chorobę matki dziecku działa się krzywda czytanie tego było naprawdę bolesne.
To jedna z tych książek, które dsja do myślenia. Choć przeczytałam ją kilka dni temu, wciąż o niej myślę.
Tym bardziej jestem ciekawa filmowej adaptacji z Jennifer Lawrence i Robertem Pattinsonem.
Po "Zgiń, kochanie" sięgnęłam bardzo spontanicznie. Wystarczyło kilka kadrów z nowej ekranizacji i wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
I choć sama nie mam dzieci, ta historia głęboko mnie poruszyła. To opowieść o młodym małżeństwie, w którym kobieta zmaga się z depresją poporodową i zaburzeniami psychicznymi. Autorka w niezwykle sugestywny sposób pokazuje jej lęki,...
2025-10-06
Mało brakowało, a kupiłabym tę książkę… i w sumie cieszę się, że tego nie zrobiłam. Ostatecznie zdecydowałam się na audiobooka i dobrze, bo „Jak gorzka pomarańcza” zupełnie mnie nie porwała.
Historia, choć miała potencjał, została przedstawiona w sposób, który mnie znużył. Było ponuro, posępnie i nawet przepiękna Sycylia, gdzie miała miejsce fabuła nie pomogła. Do tego postacie o imionach, które co chwilę mi się mieszały.
Nie mogę powiedzieć, że to zła książka – ale dla mnie była męcząca, rozwlekła i raczej nijaka. Myślę, że zapomnę o niej szybciej, niż się spodziewam.
Mało brakowało, a kupiłabym tę książkę… i w sumie cieszę się, że tego nie zrobiłam. Ostatecznie zdecydowałam się na audiobooka i dobrze, bo „Jak gorzka pomarańcza” zupełnie mnie nie porwała.
Historia, choć miała potencjał, została przedstawiona w sposób, który mnie znużył. Było ponuro, posępnie i nawet przepiękna Sycylia, gdzie miała miejsce fabuła nie pomogła. Do tego...
2025-10-06
Szczerze? Zupełnie nie wiem, jak to się stało, że sięgnęłam po tę książkę ani jak na nią trafiłam. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a dostałam… powieść erotyczną.
Czyta się ją bardzo lekko i szybko. Fabuły jest tu niewiele, choć muszę przyznać, że gdyby odpowiednio dopracować treści inne niż opisy scen erotycznych, mogłaby z tego wyjść całkiem ciekawa historia. Same opisy zbliżeń wywoływały u mnie głównie dwa odruchy: śmiech i solidny cringe.
Temat gorącego romansu między księdzem a parafianką jest kontrowersyjny, ale wiedząc, na co się piszę, nie czułam się ani wstrząśnięta, ani obrażona.
To zupełnie nie mój klimat i nie mój styl literatury. Ostatni raz sięgnęłam po coś takiego chyba w czasach premiery „50 twarzy Greya”. „Priest” nic nie wniósł do mojego życia i szybko o nim zapomnę. Ale też go nie potępiam – po prostu to nie jest książka dla mnie.
Szczerze? Zupełnie nie wiem, jak to się stało, że sięgnęłam po tę książkę ani jak na nią trafiłam. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a dostałam… powieść erotyczną.
Czyta się ją bardzo lekko i szybko. Fabuły jest tu niewiele, choć muszę przyznać, że gdyby odpowiednio dopracować treści inne niż opisy scen erotycznych, mogłaby z tego wyjść całkiem ciekawa historia....
2024-06-10
Chyba już wszystkie przeczytali "Chłopki. Opowieść o naszych babkach", a mnie dopiero teraz naszła na nią ochota.
Skończyłam ją jakiś tydzień temu, ale do tej pory nie mogę przestać o niej myśleć i wyrzucić z głowy niektórych fragmentów. Autorka zrobiła kawał niesamowitej roboty, zbierając materiały do tego reportażu. Ale dla mnie największą wartością książki jest to, że czytając ją doceniłam to co mam, jakich czasach żyję, w jakim miejscu mieszkam i z jakiej rodziny pochodzę. Myślę, że nie jestem jedyna osoba, którą naszły takie refleksje czytając "Chłopki".
Chyba już wszystkie przeczytali "Chłopki. Opowieść o naszych babkach", a mnie dopiero teraz naszła na nią ochota.
Skończyłam ją jakiś tydzień temu, ale do tej pory nie mogę przestać o niej myśleć i wyrzucić z głowy niektórych fragmentów. Autorka zrobiła kawał niesamowitej roboty, zbierając materiały do tego reportażu. Ale dla mnie największą wartością książki jest to, że...
2025-08-10
Od zawsze bardzo lubiłam książki z uniwersum Igrzysk Śmierci i choć ta książka była dobra, to muszę przyznać, że najmniej mnie porwała. Momentami trochę mi się dłużyła — akcja zwalniała, a opisy były zbyt szczegółowe. Trzeba jednak przyznać, ze Suzanne Collins znów rewelacyjnie oddała brutalność Kapitolu i to, jak bezlitośnie odbiera ludziom nadzieję, wolność i człowieczeństwo.
Haymitch nigdy nie był moją ulubioną postacią, ale po poznaniu jego przeszłości zrozumiałam dlaczego był taki jakiego go poznaliśmy, w pierwszych częsciach serio. Kapitol odebrał mu niewinność i dobroć tak samo, jak wszystkim trybutom zmuszonym do walki na arenie. Ostatnie rozdziały były wstrząsające i łamiące serce.
Ciesze ale, że autorka zdecydowała się na przedstawienie przeszłości bohaterów serii w spin-offach — dzięki temu możemy lepiej zrozumieć postacie, które do tej pory znaliśmy tylko z głównej serii. Mam nadzieję, że Collins jeszcze kiedyś zabierze nas do tego okrutnego, ale fascynującego uniwersum.
Od zawsze bardzo lubiłam książki z uniwersum Igrzysk Śmierci i choć ta książka była dobra, to muszę przyznać, że najmniej mnie porwała. Momentami trochę mi się dłużyła — akcja zwalniała, a opisy były zbyt szczegółowe. Trzeba jednak przyznać, ze Suzanne Collins znów rewelacyjnie oddała brutalność Kapitolu i to, jak bezlitośnie odbiera ludziom nadzieję, wolność i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-08-16
Od kilku lat sięgam po książki Jolanty Kosowskiej i zawsze lubiłam w nich to, że akcja toczyła się w miejscach, w których byłam lub do których chciałabym się wybrać, a opowiedziane historie były czymś więcej niż tylko romansem czy zwykłą obyczajówką. Tym razem wybór padł na "Wyspę Luzu" i choć na Kos jeszcze nie byłam, to wkrótce lecę na inną grecką wyspę, więc klimat książki wydawał mi się idealny.
Niestety, tym razem się rozczarowałam. To dla mnie najsłabsza z przeczytanych dotąd książek autorki. Akcja – bardzo naiwna i przewidywalna. Dialogi chwilami wręcz żenująco proste. Postępowanie bohaterów trudne do zrozumienia, a wrecz często nielogiczne, a ciągłe powtarzanie, że „na wyspie trzeba być wyluzowanym”, zamiast mnie odprężyć, wywoływało irytację.
Ta powieść nie wniosła do mojego czytelniczego świata nic nowego, a nawet nie zachęciła szczególnie, by odwiedzić wyspę Kos. Zwyczajny, lekki romansik – i niestety, nic więcej.
Od kilku lat sięgam po książki Jolanty Kosowskiej i zawsze lubiłam w nich to, że akcja toczyła się w miejscach, w których byłam lub do których chciałabym się wybrać, a opowiedziane historie były czymś więcej niż tylko romansem czy zwykłą obyczajówką. Tym razem wybór padł na "Wyspę Luzu" i choć na Kos jeszcze nie byłam, to wkrótce lecę na inną grecką wyspę, więc klimat...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-09-02
Druga część serii zrobiła na mnie zdecydowanie większe wrażenie niż „Czerwień”. Zagadka kryminalna była bardziej wciągająca, a cała atmosfera mroczniejsza i intensywniejsza.
Podobało mi się też, jak autorka rozwinęła tło obyczajowe i psychologiczne postaci dzięki temu historia nabrała głębi i mocniej trzymała w napięciu.
Druga część serii zrobiła na mnie zdecydowanie większe wrażenie niż „Czerwień”. Zagadka kryminalna była bardziej wciągająca, a cała atmosfera mroczniejsza i intensywniejsza.
Podobało mi się też, jak autorka rozwinęła tło obyczajowe i psychologiczne postaci dzięki temu historia nabrała głębi i mocniej trzymała w napięciu.
To było moje pierwsze czytelnicze spotkanie z twórczością Michała Śmielaka i… poprzeczka została postawiona bardzo, bardzo, ale to bardzo wysoko. Skończyłam czytać tę książkę wczoraj, a od tamtej pory nie mogę przestać o niej myśleć. Cały czas gdzieś mam ją z tyłu głowy.
To jeden z lepiej skonstruowanych kryminałów, jakie od dawna czytałam. Świetnie nakreślone postacie, bardzo dobrze poprowadzony wątek kryminalny, intrygująca tamejnica i niezwykle wstrząsający wątek obyczajowy, który zrobił na mnie największe wrażenie.
Autor pokazuje w nim, jak może wyglądać życie w rodzinie z osobą uzależnioną od alkoholu. Nie jest to łatwa lektura. Sceny i sytuacje, o których czytałam, były dla mnie wręcz niewyobrażalne. I właśnie ten wątek najbardziej mnie poruszył i wstrząsnął. Mam poczucie, że ta książka może otwierać oczy, na to jakie dramaty dzieją się w rodzinach.
Sam wątek kryminalny, jak to w kryminałach bywa, zawiera pewne naciągnięcia czy mniej prawdopodobne zbiegi okoliczności, ale całościowo jest naprawdę bardzo dobrze poprowadzony. Wszystkie wątki zostały jasno i logicznie rozwiązane, bez chaosu i niedopowiedzeń.
Jak wspomniałam na początku to moje pierwsze spotkanie z książką pana Michała Śmielaka, ale z całą pewnością nie ostatnie. Jeśli pozostałe jego powieści choć trochę dorównują „Śnieg przykryje”, to myślę, że autor bardzo szybko trafi do mojej topki ulubionych twórców kryminałów.
Zdecydowanie polecam.
To było moje pierwsze czytelnicze spotkanie z twórczością Michała Śmielaka i… poprzeczka została postawiona bardzo, bardzo, ale to bardzo wysoko. Skończyłam czytać tę książkę wczoraj, a od tamtej pory nie mogę przestać o niej myśleć. Cały czas gdzieś mam ją z tyłu głowy.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jeden z lepiej skonstruowanych kryminałów, jakie od dawna czytałam. Świetnie nakreślone postacie,...