Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz
Okładka książki Palermo. Epicka historia miasta Andrew Edwards, Suzanne Edwards
Ocena 6,1
Palermo. Epicka historia miasta Andrew Edwards, Suzanne Edwards

Na półkach:

Byłam na Sycylii kilka razy, ale nigdy w Palermo – i zawsze towarzyszyło mi poczucie, że coś istotnego mi umyka. Jakby obraz tej wyspy w mojej głowie był niekompletny, brakowało mu jednego, kluczowego elementu. Książka Andrew i Suzanne Edwardsów zapełniła tę lukę – nie tylko faktograficznie, ale też emocjonalnie.

Autorzy opowiadają o Palermo przez pryzmat pewnego hotelu, który staje się osią narracyjną całej opowieści. To przez zmieniające się wnętrza, epoki, zarządców i nastroje obserwujemy przekształcające się miasto – jego życie kulturalne, społeczne i polityczne. Układ książki, podzielonej na epoki, nadaje jej płynność, a styl pisania Edwardsów łączy dokładność z lekkością, bez popadania w nadmiar akademickiego tonu.

W trakcie lektury czułam się tak, jakbym przemierzała Palermo z kimś, kto zna nie tylko architekturę i historię, ale też oddech miasta – jego światło, rytm i ukryte napięcia. Szczegółowość opisu nie nuży, wręcz przeciwnie – pogłębia odbiór. Autorzy potrafią pisać o miejscach tak, że niemal czuć strukturę muru, zapach kurzu na schodach i dźwięki miasta za oknem.

To książka, która nie tylko przybliża Palermo, ale pozwala go doświadczyć – z fotela, z wyobraźni, z potrzeby poznania czegoś autentycznego. Jeśli nie byliście w tym mieście, ta lektura może obudzić w Was jego echo. A jeśli już tam byliście – pomoże Wam spojrzeć na nie jeszcze raz, z nową wrażliwością.

Polecam wszystkim, którzy w podróżach – tych rzeczywistych i literackich – szukają czegoś więcej niż widokówek. Palermo. Epicka historia miasta to książka o miejscu, ale jeszcze bardziej o pamięci, która się z niego wyłania.

Byłam na Sycylii kilka razy, ale nigdy w Palermo – i zawsze towarzyszyło mi poczucie, że coś istotnego mi umyka. Jakby obraz tej wyspy w mojej głowie był niekompletny, brakowało mu jednego, kluczowego elementu. Książka Andrew i Suzanne Edwardsów zapełniła tę lukę – nie tylko faktograficznie, ale też emocjonalnie.

Autorzy opowiadają o Palermo przez pryzmat pewnego hotelu,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie jestem wielką fanką poradników. Zwykle odstrasza mnie w nich przekonanie, że jeśli dostosuję się do zawartych tam wskazówek, moje życie nagle zmieni się o 180 stopni (choć obawiam się raczej przemiany o 360, czyli powrotu do punktu wyjścia). Dlatego z przyjemnością odkryłam, że Moc Przyjaźni Lane Moore to zupełnie inny typ poradnika.

Autorka pisze lekko, z humorem, swobodnie odwołując się do popkultury – seriali, filmów, ikon przyjaźni znanych z ekranu. Ale przede wszystkim dzieli się szczerą, osobistą refleksją. Nie daje gotowych recept ani nie kreśli schematów, które mają działać zawsze i wszędzie. Dzieli się własnym doświadczeniem – czasem zabawnym, czasem bolesnym, zawsze prawdziwym. Dzięki temu lektura staje się nie tyle zbiorem porad, ile zaproszeniem do rozmowy o tym, czym naprawdę jest przyjaźń.

Lane Moore pokazuje przyjaźń w wielu odsłonach: tę bliską i codzienną, tę przelotną, na odległość, z pracy, z rodziną czy… z ukochanym zwierzakiem. Pisze też o końcach – o wypaleniu relacji, o rozczarowaniach i o tym, że przyjaźnie – jak ludzie – dojrzewają, zmieniają się, czasem znikają.

Bardzo doceniam, że Moc Przyjaźni rozprawia się z popkulturowym mitem idealnych, hollywoodzkich przyjaźni. Zamiast tego proponuje nam coś cenniejszego: akceptację dla zmian i elastyczność w budowaniu relacji. Bo może nie chodzi o to, by odtworzyć perfekcyjny wzorzec z serialu, ale by uważnie słuchać i odpowiadać na to, co ludzie naprawdę mogą nam dać – tu i teraz.

Jak pisze autorka:
„Przyjaźń to prawdziwy dar, jaki ofiarowujesz sobie samemu, a także drugiej osobie.”
I ta książka jest dokładnie takim darem.

Nie jestem wielką fanką poradników. Zwykle odstrasza mnie w nich przekonanie, że jeśli dostosuję się do zawartych tam wskazówek, moje życie nagle zmieni się o 180 stopni (choć obawiam się raczej przemiany o 360, czyli powrotu do punktu wyjścia). Dlatego z przyjemnością odkryłam, że Moc Przyjaźni Lane Moore to zupełnie inny typ poradnika.

Autorka pisze lekko, z humorem,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Sięgacie czasami po powieści historyczno - przygodowe? Lubicie wątki marynistyczne w literaturze?
Ja ostatnio miałam okazję pożeglować na statku Batavia w stronę Indii.
Czytelniczo była to niezwykle udana podróż. Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, pełna przygód chwilami mrożących krew w żyłach, pełna niebezpieczeństw, bitew morskich, spisków, dzikich lądów, tubylców, klątw, zdrad i zgubnych żądz.
To opowieść o czarnych, czarniejszych i najczarniejszych charakterach epoki, wiodących życie pod sztandarem zdrad, zemst, zazdrości i ogólnie wszystkiego co złe. Mało zostaje tu miejsca na uczciwość, dobro, prawdziwą miłość.
Autor z ogromnym rozmachem przedstawia losy Batavii, dbając skrupulatnie o tło historyczne epoki, odmalowując z wielką szczegółowoscią realia podróży morskich w XVII wieku i detale brutalnej marynarskiej rzeczywistości. Wreszcie dba o stworzenie bohaterów pełnych sprzeczności, wahajacych się wciąż pomiędzy wyborem mniejszego lub większego zła.
Znajdziecie tu mnóstwo zwrotów akcji, które sprawiają, że kartki przewracają się same - gwarantuję, że ta pozycja nie pozwoli Wam się nudzić ani przez moment, a to wszystko okraszone barwnym i plastycznym językiem. Ja sama, a niech mnie i na "obwisłe cycki meduzy!" tak się zaczytałam, że znowu przypaliłam obiad 😁
Niezwykle brutalna, mroczna, ale porywająca historia - absolutny pewniak dla fanow gatunku jak i dla tych, którzy od czasu do czasu chcą się wybrać w fascynującą podróż literacką na odległe i egzotyczne literacko lądy :)
Kto zatem wsiada na Batavię, żeby poznać sekrety diabolicznej postaci aptekarza Korneliusza? Kto chce stanąć pomiędzy skłóconymi dowódcami statku? Kto zapłacze nad smutnym losem Lukrecji, którą ta podróż zmieniła już na zawsze? Kto bedzie trzymał kciuki za dzielnego wojaka Wiebbego Hayesa, który szuka zemsty za marny los swej rodziny? I wreszcie, kto chce się przekonać, czy Batavia dopłynęła do wyznaczonego celu? :)

Bardzo Wam tę książkę polecam! Rozpoczynając lekturę, wypływacie na niezwykle wzburzone ale i pełne przygód morze :)

Sięgacie czasami po powieści historyczno - przygodowe? Lubicie wątki marynistyczne w literaturze?
Ja ostatnio miałam okazję pożeglować na statku Batavia w stronę Indii.
Czytelniczo była to niezwykle udana podróż. Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, pełna przygód chwilami mrożących krew w żyłach, pełna niebezpieczeństw, bitew morskich, spisków, dzikich lądów, tubylców,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Dziewczyna, która klaszcze" to opowieść o dwójce przyjaciół (Adam i Mirek), ktorzy odwiedzają wioskę, w której Adam odziedzczył stary dom po biologicznej matce. Wyprawa do swoich korzeni zaprowadzi go do miejsca, gdzie od lat czai się zło i zemsta i z którego w praktyce nie ma ucieczki.
Oględnie rzecz ujmując i nieco kolokwialnie no zwyczajnie nie zabanglało między mną a klaskajacą dziewczyną :)
Powiem Wam, ze przedziwna sytuacja, bo ta książka składa się z wielu narawdę dobrych elementów (ciekawy prolog, pomysł na fabułę, elementy kryminału, thrillera, nieszablonowy humor, elementy gotyckiej powieści, intertekstualne nawiązania do kina grozy, całkiem w porządku zakończenie), ale zabrakło takiego powiedzmy "literackiego glutenu", który by te wszystkie składowe połączył w naprawdę dobrą całość.
Długo myślałam, co sprawiło, ze "Dziewczyna..." mnie nie porwała i doszłam do 3 wniosków. Po pierwsze nie pasuje mi "połamana" konwencja. Ni to horror, ni to komedia. I nie mam nic przeciwko łączeniu tych 2 elementów, zeby było jasne, ale w tej książce groteskowość pewnych scen zabija grozę innych, powodując, ze nie wiadomo czy się śmiać czy płakać czy uciekać (ze strachu oczywiście ;)). Druga rzecz to swego rodzaju powtarzalność fabularna i nie mówię tu tylko o motywie klaskania. Zachowania Adama i Mirka są do bólu przewidywalne i powtarzalne. Ciekawą akcję nakręcają natomiast fragmenty, gdzie autor skupia się na historii "dobrego doktora", jego rodziny i samego domu (przy opowieści pani Henryki nie raz zdarzyło mi sie pomyśleć: o wow jakie to epicko gotyckie!). A trzeci aspekt to te "mityczne", budzące wszem i wobec grozę oklaski :) przed lektura nastawiłam się, ze będzie to kluczowy, symboliczny i rzeczywiście przerażajacy motyw, a w sumie to klaskanie szybko sie oklaskało i zamiast grozą zaczęło pobrzmiewać nudą.
Oczywiście widzę też plusy książki, co sprawiło, że przeczytałam ja od poczatku do konca i nie żałuję :) Podobało mi się umieszczenie akcji poza miejscem i troche poza czasem. Na plus próba pokazania siły przyjaźni. Fajnie ujęte konsekwencje pewnych działań, uniwersalne presłanie o tym, ze krzywda wyrządzona innym nigdy nie popłaca i zemści sie wcześniej czy później i na winnych i rykoszetem na postronnych. Zakończenie? - nie wyobrażam sobie innego jakkolwiek psychodeliczne by nie było :)
Czy sięgne po kolejne książki autora? Jak najbardziej! Widzę w "Dziewczynie" spory potencjał i wierzę, że autor jeszcze nie raz zaskoczy mnie poztywnie w przyszłości :)

"Dziewczyna, która klaszcze" to opowieść o dwójce przyjaciół (Adam i Mirek), ktorzy odwiedzają wioskę, w której Adam odziedzczył stary dom po biologicznej matce. Wyprawa do swoich korzeni zaprowadzi go do miejsca, gdzie od lat czai się zło i zemsta i z którego w praktyce nie ma ucieczki.
Oględnie rzecz ujmując i nieco kolokwialnie no zwyczajnie nie zabanglało między mną a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Zbiór sześciu opowiadań różnej długości w tym jedno ze świata fantasy a reszta z obszaru science fiction.
Książka dla wszystkich tych, którzy lubią i cenią: raz krótkie formy literackie takie jak opowiadania, dwa szeroko pojętą tematykę fantastyki naukowej.
Zbiór krótkich opowiadań pana Adama Ostaszewskiego urzekł mnie wieloma aspektami.
Po pierwsze kreacją przedstawionego świata w wymiarze fantastycznym. Miejsca, postacie, innowacyjne rozwiązania i techniki - to wszystko przedstawione jest niezwykle skrupulatnie, ale przede wszystkim pomysłowo. Ta właśnie pomysłowość i obrazowość opowiadań przenosi czytelnika w świat fantastyki, którego można niemalże dotknąć.
Po drugie doceniam świetne przedstawienie natury ludzkiej z jej wszelkimi zaletami i wadami. W każdym opowiadaniu poznajemy bohaterów jedynie przez wycinek chwili, ale miałam pełne przekonanie, że to postacie z krwi i kości aż kipiące czymś co definiujemy ludzką naturą. Doskonale zagrało tu moim zdaniem zestawienie fantastycznej wizji świata przyszłości z tak dobrze nam znanym na codzień ludzkim pierwiastkiem.
Po trzecie, mimo iż każde opowiadanie było inne, to podczas czytania towarzyszyło mi odczucie swego rodzaju wspólnego mianownika - człowiek ze swoimi walorami i słabościami stający naprzeciw wielkich często nie do końca wyjaśnionych spraw/teorii/spisków.
Świat przedstawiony przez pana Adama jest niezwykle barwny, przeciekawy, fascynujący, futurystyczny, ale człowiek pozostaje dobrze znajomy niezależnie od tego, czy próbuje skolonizować Marsa czy też poznaje nowe cywilizacje na tajemniczej Arkadii. To trochę takie "odbicie" nas samych w totalnie innej rzeczywistości.
Opowiadania są krótkie i narracja dosłownie wrzuca nas często w środek akcji, a mimo to fabuła nie rwie się, a bohaterów można poznać od różnych stron. Na pewno każde z opowiadań jest świetnym punktem wyjścia do nadbudowy przedstawionego świata i mam szczerą nadzieję, że autor pokusi się kiedyś o napisanie wciągającej powieści science fiction :)
Ciężko jest mi wskazać faworytów jeśli chodzi o opowiadania, bo wszystkie mimo iż nieco podobne, są całkiem inne - ot paradoks :) Gdybym miała jednak wybrać, to 2 zrobiły na mnie szczególne wrażenie: "Misja Aresa" i "Irak 2035". Nie wiem czy chodzi o to, że wydają mi się najbardziej realne czy o przedstawienie emocji w zderzeniu człowieka z nowym/nieznanym.
To co mnie totalnie rozczarowało to... okładka :) Zwyczajnie nie podoba mi się i nie współgra mi jakoś absolutnie z naprawdę świetnym kontentem literackim opowiadań.
Bardzo Was namawiam na lekturę "Odbicia" tym bardziej, że to tylko trochę ponad 100 stron, a opowiadania mogą naprawdę porwać Was w wir fantastycznej wizji przyszłości i z pewnością umilą Wam kilka czytelniczych wieczorów :)

Zbiór sześciu opowiadań różnej długości w tym jedno ze świata fantasy a reszta z obszaru science fiction.
Książka dla wszystkich tych, którzy lubią i cenią: raz krótkie formy literackie takie jak opowiadania, dwa szeroko pojętą tematykę fantastyki naukowej.
Zbiór krótkich opowiadań pana Adama Ostaszewskiego urzekł mnie wieloma aspektami.
Po pierwsze kreacją przedstawionego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Łuszczyca - choroba, która w kilku słowach - może dać w skórę, w stawy, ale najbardziej daje w kość, wszystkim tym, którzy są na nią skazani.
Wokół łuszczycy, która jest w skrócie mówiąc chorobą wizualnie brzydką, narosło wiele mitów. Najuciążliwszy z nich to ten o jej zaraźliwości. Łuszczycą nie można się w żaden sposób zarazić, to choroba uwarunkowana genetycznie a wywoływana przez czynniki środowiskowe.
Ale do rzeczy, co z tą ksiązka i opowieścią o cierpiącym na mocną postać skórna łuszczycy Łukaszu Wilku? Łukasz to młody chłopak, który łuszczycę (zreszta bardzo trafnie) nazywa "wulgarną suką". Pobyty w szpitalu, problemy z samoakceptacją, trudności w znalezieniu pracy a wreszcie i fajnej, wartościowej dziewczyny to codzienność Łukasza. Dodatkowo Łukasz jest bardzo wrażliwą osobą, a praktycznie na każdym kroku musi się mierzyć z niezrozumieniem, ludzką ignorancją a nierzadko również arogancją. Czy Łukasz mimo przeciwności losu ułoży sobie życie na przekór złośliwej łuszczycy? Koniecznie przeczytajcie, zeby sie przekonać :)
Dlaczego namawiam Was na przeczytanie "Psoriasis Vulgarna"? Nie chodzi o samą historię, bo ta jednemu sie spodoba, innemu nie, chociaż przyznaje, że ja z zainteresowaniem śledziłam losy Łukasza i ciekawa bylam zakończenia książki. Tak naprawdę to swego rodzaju kopalnia wiedzy o samej łuszczycy, jej leczeniu oraz jej konsekwencjach z naciskiem na te społeczne. Jednakże polecam ją nie tylko "łuszczykom" :) Przede wszystkim jest to bardzo wartościowa lektura ze względu na jej konkretne przesłanie. Otwiera ona oczy na świat osób dotkniętych łuszczycą, pokazuje ich trudności, wręcz woła o empatię i zrozumienie, którego w naszym społeczeństwie tak bardzo brakuje. Nie powielajmy mitów na temat tej choroby, nie utrudniajmy zycia osobom chorym na łuszczyce (juz i tak maja za swoje), poszerzajmy nasze horyzonty (również medyczne). Drugie przesłanie książki skierowane jest do osób chorujących i w skrócie brzmi ono: "Łukasz Wilk nie daje się baranom" :)
Warto bowiem zawalczyć o siebie, o swoją przyszłość mimo choroby i kłód rzucanych z wszelakich stron pod nogi.
To co bardzo mnie urzekło w historii Łukasza Wilka to jej prawdziwość. Łukasz to chłopak, którego spotkać możecie w pracy, w sklepie lub w parku. A druga rzecz, którą bardzo cenię, to jej pozytywny wydźwięk i wiara w to, że dzięki własnej determinacji można przezwycięzyć wiele trudności.
Słyszałam, ze w październiku ma się ukazać kontynuacja losów Łukasza. To bardzo dobra wiadomość, bo ciekawa jestem, jak potoczyły się jego dalesze losy :)
Jeśli nie czytaliście, to bardzo Wam polecam!

Łuszczyca - choroba, która w kilku słowach - może dać w skórę, w stawy, ale najbardziej daje w kość, wszystkim tym, którzy są na nią skazani.
Wokół łuszczycy, która jest w skrócie mówiąc chorobą wizualnie brzydką, narosło wiele mitów. Najuciążliwszy z nich to ten o jej zaraźliwości. Łuszczycą nie można się w żaden sposób zarazić, to choroba uwarunkowana genetycznie a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kontynuacja bestsellerowych "Smażonych zielonych pomidorów" zrodziła się jak sama autorka powieści przyznaje z...... tęsknoty :) Któż bowiem nie tęsknił za trochę szalonymi, nieco ekscentrycznymi a już na pewno niepowtarzalnymi bohaterami z Whistle Stop?
Mnie osobiście urzekły "Smażone zielone pomidory" i ogromnie ciekawa byłam kontynuacji historii. Cóż ciekawego mogło się zadziać, gdzieś daleko w Alabamie, kiedy to kawiarnia Idgie i Ruth przestała działać, a w Whistle Stop nie przypomina już tego samego miejsca, co wiele lat temu.
Okazuje się, że autorka zaplanowała dla czytelników kolejną iście smakowitą ucztę literacką! 
Poznajemy losy syna Ruth - Buddiego Threatgoode'a, który po latach pragnie wrócić do miasteczka swej młodości. Jego zaginięcie wywoła lawinę zdarzeń, która w swe wiry wciągnie dobrze nam znanych bohaterów i ich rodziny. Pojawią się też zupełnie nowe postacie, ale na scenie nie zabraknie miejsca dla mojej ulubionej bohaterki Evelyn Couch, która to kontynuuje swoją niesamowitą metamorfozę zapoczątkowaną w pierwszej książce Fannie Flagg o Whistle Stop. Będą tajemnice i zupełnie nowe fakty o starych dziejach :) Jednym słowem będzie się działo🙂 a lokalna dziennikarka Dot Weems znów zjednoczy mieszkańców Whistle Stop.
A to wszystko to okraszone  narracją, przez którą się płynie, która pełna jest trafnych przemyśleń o naturze człowieka - przemyśleń podanych z humorem czasem gorzkim, ale niezwykle trafnym i mądrym.
Tak jak w poprzedniej części autorce udało się i tutaj bardzo trafnie zobrazować społeczeństwo z wszystkimi wadami i zaletami jakie niosą ze sobą różni ludzie. To ponownie opowieść o miłości, przyjaźni, poświeceniu, poszukiwaniu siebie w świecie, ale też o poszukiwaniu własnych korzeni, własnej tożsamości oraz  o tęsknocie za miejscem, gdzie spędziło się najpiękniejsze chwile.
Książkę czyta się rewelacyjnie szczególnie jeśli kojarzy się bohaterów i miejsca z poprzedniej części. Uświadamia ona jak ważne są ponadczasowe wartości w zderzeniu z pędzącym dookoła światem.
Jak dla mnie pozycja obowiązkowa dla fanów pióra Fannie Flagg ale też dla wszystkich, którzy lubią niezwykłe i wzruszające powieści obyczajowe. Bardzo Wam polecam sentymentalną podróż do Whistle Stop :)

Kontynuacja bestsellerowych "Smażonych zielonych pomidorów" zrodziła się jak sama autorka powieści przyznaje z...... tęsknoty :) Któż bowiem nie tęsknił za trochę szalonymi, nieco ekscentrycznymi a już na pewno niepowtarzalnymi bohaterami z Whistle Stop?
Mnie osobiście urzekły "Smażone zielone pomidory" i ogromnie ciekawa byłam kontynuacji historii. Cóż ciekawego mogło się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Czy istnieje idealny przepis na smażone zielone pomidory? Nie wiem :) ale wiem, że istnieje przepis na idealnie wyważoną powieść obyczajową w wykonaniu Fannie Flagg.
Opowieść o silnych kobietach z miasteczka Whistle Stop w Alabamie mimo upływu lat nie traci na aktualności. Autorka stworzyła bowiem świat postaci, których uczucia, przeżycia i rozterki są niezwykle uniwersalne mimo iż to saga rodzinna z początku ubiegłego wieku.
Autorka w historii rodziny Threatgoode zawarła mnóstwo wątków, które aktualne były zarówno ponad wiek temu, jak i współcześnie. Pozycja kobiet w społeczeństwie, stereotypy, dyskryminacja, rasizm, problemy społeczne i rodzinne to tylko kilka ważnych tematów, jakie znajdziecie w tej powieści, która jest wielowarstwowa i wielowątkowa. Oprócz tego miasteczko Whistle Stop kryje mnóstwo tajemnic o czym przekonacie się sięgając po książkę.
To kolejna powieść lustro, w której każdy czytelnik odnajdzie coś dla siebie i cząstke siebie :). 
Bardzo polubiłam wyrazistych i charakternych bohaterów na czele z Idgie i Ruth. To ich kawiarnia w Whistle Stop stanowi oś opowieści. I nie chodzi tu tylko o smakowite dania serwowane przez pania Simpsy :) Moją ulubioną bohaterką jest zdecydowanie Evelyn Couch - to ona stanowi inspirację do snucia opowieści o Whistle Stop i jego mieszkańcach, to ona przechodzi niesamowitą przemianę i to ona udowadnia, że życie nie musi być zawieszone w pół wśród mnóstwa czekoladowych batoników ;)
"Smażone zielone pomidory" to opowieść o przyjaźni, o miłości, o trudach życia ale przede wszystkim w moim odczuciu o poszukiwaniu samego siebie niezależnie od przeciwności, jakie stawia na drodze przewrotny los. 
Nie zrażajcie się początkowym chaosem narracyjnym, w którym mozna się lekko zagubić - z czasem ta opowieść Was wciągnie, wzruszy, zachwyci i na pewno pozostanie w Waszej czytelniczej pamięci na długo :)

Czy istnieje idealny przepis na smażone zielone pomidory? Nie wiem :) ale wiem, że istnieje przepis na idealnie wyważoną powieść obyczajową w wykonaniu Fannie Flagg.
Opowieść o silnych kobietach z miasteczka Whistle Stop w Alabamie mimo upływu lat nie traci na aktualności. Autorka stworzyła bowiem świat postaci, których uczucia, przeżycia i rozterki są niezwykle uniwersalne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kto czuje się znużony psychopatycznymi mordercami, krwawymi zabójstwami i skomplikowanymi zagadkami kryminalnymi, niech koniecznie sięga po "Biały pył" Krzysztofa Koziołka. Ta pozycja jest absolutnie fenomenalna dla wszystkich miłośników stopniowania napięcia i swego rodzaju grozy oraz dla miłośników gór w szczególności tych wysokich🙂 Niewątpliwie jest to thriller, ale bardzo niesztampowy. Tutaj największym zagrożeniem dla człowieka jest siła natury i drzemiące głęboko w każdym z bohaterów pobudki/instynkty/dążenia.
Już na samym początku zdziwić może ilość bohaterów - osób dramatu. Poznajemy bowiem całą polska ekipę, która pod dowództwem starszego już kierownika wyprawy, ma zdobyć zima niedostępna górę K2.
Stopniowo autor odkrywa przed czytelnikiem charakterystyki i tajemnice poszczególnych osób, wysuwając na plan pierwszy duet Krzysztofa Gardy (mniej doświadczonego pod katem Himalajów dziennikarza) oraz Zuzanny Niskiej (doświadczonej himalaistki obarczonej bagażem prześladującego ją pecha). To Garda i Niska wydaja się najbardziej zaangażowanymi członkami wyprawy. Czy w związku z tym to oni mają szansę jako pierwsi stanąć zimą na K2 czy też niespodziewany ciąg wydarzeń sprawi, że losy wyprawy potoczą się zupełnie inaczej?
Jestem absolutną góro-maniaczką i w książce Krzysztofa Koziołka podobało mi się dosłownie wszystko. Różnorodni bohaterowie na czele z samą górą, ciekawie stopniowane napięcie, które rośnie z każdą stroną i z każdym zdobywanym w górę metrem, bardzo dokładne, ale wcale nie nużące opisy funkcjonowania wyprawy, cała masa detali, które sprawiają, że czytelnik czuje się jakby był częścią ekspedycji, ciekawe anegdoty i opowieści nawiązujące do realnych wypraw najwybitniejszych himalaistów.
Ogromnie podobało mi się tło psychologiczne postaci, uwypuklenie ich wad i zalet, zobrazowanie motywacji, pokazanie prawdziwych wewnętrznych pobudek, które sprawiają, ze bez wahania, nie bacząc na nic, ludzie decydują się na wielomiesięczne, niezwykle ryzykowne próby podboju najwyższych szczytów świata.
Napięcie w powieści rośnie wprost proporcjonalnie do odkrywania sekretów, tajemnic i wzajemnych relacji członków wyprawy. Mierzą się bowiem oni nie tylko z K2 ale może i przede wszystkim z soba samymi, ze swoimi decyzjami i wyborami. A przecież te wybory mogą nie tylko zadecydować o losie wyprawy, ale tez o życiu każdego z nich z osobna.
Książka niesamowicie wciąga, daje szeroką wiedzę o wyprawach wysokogórskich, jest niezwykłą przygodą. Napisana jest tak sugestywnym językiem, ze momentami miałam wrażenie, ze czuje ten sam dojmujący chłód, co bohaterowie :) Ogromnie ją polecam nie tylko fanom gór, ale też wszystkim tym, którzy uwielbiają wciągające i całkiem nietypowe thrillery :)

Kto czuje się znużony psychopatycznymi mordercami, krwawymi zabójstwami i skomplikowanymi zagadkami kryminalnymi, niech koniecznie sięga po "Biały pył" Krzysztofa Koziołka. Ta pozycja jest absolutnie fenomenalna dla wszystkich miłośników stopniowania napięcia i swego rodzaju grozy oraz dla miłośników gór w szczególności tych wysokich🙂 Niewątpliwie jest to thriller, ale...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Przeczytałam "Matnię" Przemysława Piotrowskiego i mam mętlik w głowie🙂Lubić czy nie lubić o to jest pytanie :D
Autor zaserwował nam historię nader naiwnej Zuzanny Krupy, która wyszedłszy z poprzedniego nieudanego związku z milionowym długiem i ciążą bliźniaczą, wikła się w kolejny związek z mężczyzną, o którym w zasadzie nic nie wie.  Nie przeszkadza jej to jednak wyjechać z nim do przygranicznej wsi Toporzyce na koncu swiata. W Toporzycach Zuza zostaje sama, bo jej wspaniały Marek musi wyjechać na kontrakt do Niemiec. I wszystko byłoby dobrze, ale w Toporzycach ludzie wydają się dosłownie i w przenośni nie z tej ziemi..... Od początku widać, ze są do Zuzy uprzedzeni, zachowują się skrajnie dziwnie i nie można ich rozgryźć. Czy Zuzanna i jej nienarodzone dziewczynki mogą czuć się w Toporzycach bezpiecznie? Czy gdyby cos groziło im ze strony mieszkańców tej dziwnej wioski, to Marek przybędzie, aby im pomóc?
Szczerze mówiąc, gdybym nie wiedziała, kto jest autorem książki, to na bank nie wytypowałabym, że jest to Przemysław Piotrowski🙂 Książka jest totalnie inna w klimacie niż trylogia z Igorem Brudnym. Przede wszystkim nie ma tu żadnej szalonej akcji a wręcz przez 2/3 książki leciutko powiewa nudą.... Dzień Zuzanny w Toporzycach przypomina bowiem trochę Dzień Świstaka - śniadanie, weranda, obiad, Netflix, zasłanianie okien, spanie. Z tą monotonią na szczęście kontrastuje zachowanie sąsiadów Zuzy i kolejne kartki przewracają się z intencją odkrycia ich dziwactw i tajemnic. Ten kontrast bardzo mi się podobał.
Widziałam już wiele opinii o Zuzannie, że jest irytująca, głupia i nie da jej się lubić. Jest z pewnością ekstremalnie naiwna, ale ja nie oceniałabym jej w tak negatywny sposób. Jej zachowanie jakkolwiek irracjonalne wynika z dość logicznych przesłanek. Wychowana w domu dziecka, oszukana, zostawiona z koszmarnym długiem i dwójką maluchów w drodze na świat bezkrytycznie łapie się szansy, którą jak myśli zesłał jej los. Bardziej od przemyśleń mniej lub bardziej racjonalnych, jakie rodzą się w głowach głównych bohaterów, przeszkadzało mi ich przedstawienie. Jeśli miał to być rzeczywiście thriller psychologiczny, to chyba położyłabym nacisk  psychologiczne uwiarygodnienie a nie kreowałabym ich na super bohaterów - boginek o idealnych kształtach i herosów gdzie mamy 101% mężczyzny w mężczyźnie.
Niewątpliwie plusem powieści jest jej klimat. Mgliste Toporzyce, jezioro Wiedźmie (gdzie podobno topiono czarownice), tajemniczy cmentarz z dziecięcymi grobami, czujne oczy sąsiadów zza firanek, kot jeżący się ni stad ni zowąd w obecności pewnych ludzi. Zakończenie fajne🙂 Akcja mocno przyspiesza, dużo się dzieje🙂 Nie ukrywam jednak, że trochę domyślałam się finału i będę się upierać, że to nie tyle zasługa mojego detektywistycznego zmysłu, co "wina" autora, bo dał mi za dużo czasu  i możliwości na przejrzenie intrygi😉 Za to epilog wynagradza wszystko🙂 i fani pióra pana Przemysława absolutnie nie powinni być zawiedzeni. Ja zresztą tez nie jestem - bardzo cenię sobie pisarzy, którzy przełamują schematy, z którymi są kojarzeni🙂 no i oczywiście czekam na kolejna książke autora :)

Przeczytałam "Matnię" Przemysława Piotrowskiego i mam mętlik w głowie🙂Lubić czy nie lubić o to jest pytanie :D
Autor zaserwował nam historię nader naiwnej Zuzanny Krupy, która wyszedłszy z poprzedniego nieudanego związku z milionowym długiem i ciążą bliźniaczą, wikła się w kolejny związek z mężczyzną, o którym w zasadzie nic nie wie.  Nie przeszkadza jej to jednak wyjechać...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Kiedy sięgam po kolejny thriller z kolei, oczekuję, że w jakiś sposób będzie on przełamywał schematy gatunku, narracji, tematyki. Potrzebuję czegoś, co nie będzie boleśnie wtórne.

Takie własnie miałam oczekiwanie, sięgając po „Lipcowe dziewczyny”. Nie zawiodłam się. Schemat fabularny absolutnie wymyka się tutaj jakiekolwiek wtórności.

Phoebe Locke przedstawia nam rodzinę – niepełną – ojciec i dwie dorastające córki, z których jedna matkuje drugiej. Od początku wiadomo, że w tej rodzinie jest cos bardzo nie tak. Relacje pomiędzy ojcem a córkami są niezwykle napięte. Dziewczyny boja się ojca, gdy więc młodsza Addie przypadkiem odkrywa, że ojciec może być zamieszany w zabójstwo kobiety, która zaginęła w Londynie w dniu zamachów w metrze, sytuacja robi się skrajnie dziwna i podejrzana. Czarę goryczy przelewa fakt, że zaginięcie Olivii jest kojarzone z seryjnym mordercą o pseudonimie Sroka, który rok w rok 7 lipca pozbawia życia jedną kobietę. Czy ojciec Jessie i Addie jest Sroką?

Jak widzicie na samym początku dostajemy jakby na tacy głównego podejrzanego, bowiem wszystko świadczy na niekorzyść ojca dziewczynek. Pozostaje w zasadzie odkryć jego motywacje, ale czy na pewno?

Na uwagę zasługuje ciekawy schemat budowania napięcia –  akcja„Lipcowych dziewczyn” raz po raz przyspiesza, by potem raptownie wyhamować. Można powiedzieć, że napięcie nie jest budowane w sposób ciągły a niejako skokowo, co jest ciekawym zabiegiem fabularnym, utrzymującym uwagę czytelnika przy jednoczesnym wykorzystaniu potencjału thrillera psychologicznego. Mamy tu bowiem sporo ciekawie podanego tła psychologicznego. Narracja jest pierwszoosobowa z punktu widzenia młodszej Addie. Poznajemy jej bieżące rozterki i motywacje, niepowodzenia na tle społecznym, lęki, wreszcie wiele mówiącą przeszłość. Poznajemy relacje między siostrami - niezwykle zażyłe a jednoczesnie oparte na kłamstwach i niedopowiedzeniach. Każdy element układanki jest ważny i tworzy ciekawe studium dysfunkcjonalnej rodziny.

Dobrym zabiegiem jest rozbicie akcji na lata – w ten sposób poznajemy nie tylko szerszy kontekst sytuacji, ale też proces dojrzewania Addie, która jest nie tylko narratorką, ale też powiedziałabym główną osią tej powieści.

Zakończenie – jest zdecydowanie zaskakujące, choć pewne aspekty można przewidzieć wcześniej, śledząc skrupulatnie fabułę i narrację.

Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po „Lipcowe dziewczyny” – dostałam dokładnie to co mi obiecano 😊 Ciekawy, oryginalnie skonstruowany thriller psychologiczny z zaskakującym ale logicznym wytłumaczeniem. Polecam :)

Kiedy sięgam po kolejny thriller z kolei, oczekuję, że w jakiś sposób będzie on przełamywał schematy gatunku, narracji, tematyki. Potrzebuję czegoś, co nie będzie boleśnie wtórne.

Takie własnie miałam oczekiwanie, sięgając po „Lipcowe dziewczyny”. Nie zawiodłam się. Schemat fabularny absolutnie wymyka się tutaj jakiekolwiek wtórności.

Phoebe Locke przedstawia nam rodzinę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Czy wierzycie w przeznaczenie?
Jeśli tak, to nie mam dla Was najlepszych wieści......  Piotr Ander w swojej książce "Mroczny rewers" udowadnia bowiem, ze Przeznaczenie jakkolwiek byśmy je nazywali potrafi się pomylić ("Wystarczy jedna zgubiona sekunda. Spojrzenie w prawo zamiast w lewo. Krok w tył zamiast w przód").
Nie zdradzę Wam za wiele szczegółów fabuły, bo to po prostu trzeba przeczytać. Zarys jest taki, że pod kołami rozpędzonego samochodu ginie makler giełdowy Adam Berg. Chociaż ginie to w tym przypadku za wiele powiedziane. Na jego ciele bowiem nie ma żadnych oznak zderzenia z rozpędzonym autem, a kierowca choć był w stanie mocno nietrzeźwym podczas wypadku, upiera się że przed maską widział nie Adama Berga a najprawdziwszego na świecie Anioła..... Do wyjaśnienia sprawy zostaje przydzielony jeden z najlepszych policjantów w mieście - Hank Zaborski. Czy uda mu się rozwikłać zagadkę śmierci bez obrażeń i na ile ta historia wciągnie w swój wir jego samego? Autor w niezwykle ciekawy sposób splata losy różnych postaci: policjanta, który, kiedyś nie zdążył na czas, aby uratować ludzkie życie, cynicznego maklera giełdowego i porzuconej przez niego dziewczyny oraz profesora - alkoholika, który uwikłał się w toksyczną relację, niszcząc tym samym swoja rodzinę i siebie. Poznajemy szereg postaci pobocznych, które pojawiają się czasami tylko po to, by zaraz zniknąć, ale nawet jeśli poznajemy je tylko przez chwilę, to są tak przedstawione, że wiemy o nich bardzo dużo - to ogromna umiejętność autora w kreowaniu wyrazistych bohaterów, którzy tworzą doskonałe tło dla Przeznaczenia. Wszystko to autor serwuje nam pod osłoną mrocznych skrzydeł miasta NYX, które niczym motyl nocy oplata bohaterów i determinuje ich losy. Jak więc widzicie oprócz bardzo ciekawych i złożonych postaci czytelnik otrzymuje też dość nietypowych bohaterów - obezwładniające i pochłaniające mroczne miasto i Bezimienną pod postacią upiornej kobiety, przechadzającą się po miescie i zabierającą ludzi w nicość, gdy nadejdzie ich czas. NYX absolutnie mnie urzekło - jest niezwykłe i choć duszne, mroczne i oblepiające, to też pełne różnych tożsamości, narodowości, kultur, splątanych losów. Metropolia wymarzona dla Przeznaczenia z determinacją zbierającego swoje żniwo. Miasto symbol egzystowania ludzi we współczesnym świecie. To, co jest niezwykle istotne w tej powieści, to piękno języka , jakim jest napisana. Wypisałam sobie z niej kilka cytatów, co ogólnie zdarza mi się niezwykle rzadko. Czytając "Mroczny rewers", zanurzycie się w ogrom porównań, metafor, wyszukanych i adekwatnych określeń - język tutaj jest siecią, która oplata NYX i doskonale pasuje do jego klimatu.
Na obwolucie zobaczyłam, że książka zaklasyfikowana jest jako thriller metafizyczny. Zgadzam się jest metafizyczna, nawet bardzo, ale nie nazwałabym jej thrillerem. W ogóle niezwykle ciężko ja zaklasyfikować jednoznacznie z powodu jej konstrukcji, wielowarstwowości, oryginalności. Dla mnie to powieść dystopijno - metafizyczno - egzystencjalna z wątkiem kryminalnym w tle.
Czytając, miałam obawę czy autor poradzi sobie z wątkiem metafizycznym/paranormalnym, który dość mocno przenika wykreowany świat. I tu kolejne zaskoczenie na ogromny plus. Te dwie warstwy przenikają się idealnie, żadna nie ciąży, żadna nie dominuje. Każdy przedstawione wydarzenia może zinterpretować na swój sposób - dla jednych będą one bardziej nierzeczywiste, a inni znajdą logiczne potwierdzenie, na to co się wydarzyło.
Jak dla mnie jest to rewelacyjny debiut literacki. Niezwykle ciekawy, złożony, oryginalny, wart każdej poświęconej na czytanie minuty, zostający na długo w głowie i zmuszający do refleksji w temacie świata i Przeznaczenia, ale także złożoności ludzkiej egzystencji - pragnień, oczekiwań, rozczarowań, radości, smutków, przebaczania i zapominania. Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak często nasze wybory te mniejsze i te większe determinują przeznaczenie a nie odwrotnie.

Czy wierzycie w przeznaczenie?
Jeśli tak, to nie mam dla Was najlepszych wieści......  Piotr Ander w swojej książce "Mroczny rewers" udowadnia bowiem, ze Przeznaczenie jakkolwiek byśmy je nazywali potrafi się pomylić ("Wystarczy jedna zgubiona sekunda. Spojrzenie w prawo zamiast w lewo. Krok w tył zamiast w przód").
Nie zdradzę Wam za wiele szczegółów fabuły, bo to po...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Lubicie baśnie braci Grimm? :) 
Ja uwielbiam, choć znam je w wersji mocno ocenzurowanej. Tak naprawdę bracia Grimm nie wymyślili historii o Jasiu czy Małgosi czy też o Czerwonym Kapturku. Spisali oni tylko ustne podania przekazywane z pokolenia na pokolenie. Historie te były mroczne, krwawe i okrutne a przy tym pełne magii, czarów i fascynujących stworzeń. Niosły ze sobą naukę o funkcjonowaniu świata, o wiecznym starciu między dobrem a złem, o różnie pojmowanej moralności. Były symboliczne i fascynujące. Nawet w wersji ocenzurowanej wciąż wyczuwa się w nich element niewypowiedzianej grozy. 
"Czerwony wilk" Jen Williams mocno odwołuje się nawet nie tyle do baśni braci Grimm co właśnie do tych prastarych ustnych podań pełnych mroku i tajemnic. 
Młoda dziennikarka Heather przybywa po latach do rodzinnego domu w związku z samobójczą śmiercią swojej matki. Dziewczyna w pustym domu odkrywa plik dziwnych listów. Okazuje się, że matka większość życia korespondowała z seryjnym mordercą kobiet o pseudonimie Czerwony Wilk. Michael Reave od lat siedzi w więzieniu tymczasem po latach pojawiają się kolejne ofiary rytualnych morderstw Czerwonego Wilka. Czy Reave ma z tym coś wspólnego? Kim jest jego naśladowca? Co wiedziała matka Heather? Dziewczyna spróbuje odkryć prawdę o tym, co się wydarzyło kiedyś i o tym co dzieje się teraz. Stanie oko w oko nie tylko z przeszłością z rodzinnymi sekretami, ale także z samą sobą.
Sama książka uwiodła mnie okładką. Jest naprawdę świetna. Co do wnętrza... jest to jedno wielkie woooow :) choć wcale się tego nie spodziewałam :)
Jen Williams stworzyła spójną, niesamowicie wciągającą historię pełną nawiązań do baśni, pełną symboli, mroczną i wielu aspektach nieprzewidywalną. Ciekawi, różnorodni bohaterowie (szczególnie Reave i jego niejednoznaczność w roli seryjnego mordercy). Miejsca wypełnione potężną, pierwotną energią, niepokojąca historia Skrzypkowego Lasu, tajemnice rodzinne. Świetna perspektywa narracyjna, gdzie teraźniejszość przeplata się z przeszłością i tym samym rzuca coraz więcej światła na to, co dzieje się przed oczami czytelnika, a dzieje się naprawdę dużo :) Dodam jeszcze sylwetkę Czerwonego Wilka, który niczym legendarny barghest (mityczny pies-goblin wywodzący się z legend z północnej Anglii szczególnie w Yorkshire) poluje na kobiety, by dosłownie przywrócić je ziemi..... W sumie otrzymujemy rewelacyjny thriller trzymający w napięciu do ostatniej strony. 
Ja osobiście znajduję w niej pewne echa "Milczenia owiec" oraz "Schroniska" Sama Lloyda. Choć oczywiście fabularnie jest to całkowicie inna historia.
Gdybym miała się do czegoś przyczepić, to byłby to moim zdaniem słabo wykorzystany motyw kobiety w czerwonym płaszczu. Widzę w jej symbolice dużo większą potencjalną rolę do odegrania :) Kto przeczyta, będzie wiedział o co chodzi :)
Podsumowując, ogromnie polecam wszystkim miłośnikom mrocznych thrillerów. To zdecydowanie jedna z lepszych pozycji w tym gatunku, jakie ostatnio czytałam.

Lubicie baśnie braci Grimm? :) 
Ja uwielbiam, choć znam je w wersji mocno ocenzurowanej. Tak naprawdę bracia Grimm nie wymyślili historii o Jasiu czy Małgosi czy też o Czerwonym Kapturku. Spisali oni tylko ustne podania przekazywane z pokolenia na pokolenie. Historie te były mroczne, krwawe i okrutne a przy tym pełne magii, czarów i fascynujących stworzeń. Niosły ze sobą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

To co przydarzyło się kiedyś Olivii (wcześniej nazywającej się Arden) wciąż ma na nią niebagatelny wpływ.  Zmiana nazwiska, zerwanie relacji z matką, przeprowadzka i nowa praca niestety nie są wystarczającym zabezpieczeniem przed demonami przeszłości. A te dopadają Olivię w najmniej oczekiwanej chwili - po śmierci matki. Zbliża się bowiem rocznica niezwykłych wydarzeń, które miały miejsce 20 lat temu. Lunatykująca wówczas 6 letnia Arden została porwana przez wzburzone po ulewie wody i na długie 3 dni utknęła w systemie kanalizacyjnym miasteczka Widow Hills. Cudem ocalona przez przypadkowego przechodnia stała się symbolem dla zapomnianego miasteczka, żerem dla dziennikarzy i ciekawostką dla ludzi. Teraz po 20 latach znów przytrafiają się jej się epizody lunatykowania, a podczas jednego z nich natyka się na zamordowanego w pobliżu jej domu człowieka. Jaki ma to wszystko związek z przeszłością?
"Dziewczynka z Widow Hills" to nie jest powieść z zawrotną akcją. Tutaj główny wątek rozwija się powoli uzupełniany przez wycinki prasowe z przeszłości. Napięcie w książce Megan Mirandy budowane jest dzięki sylwetkom bohaterów. Tutaj każdy jest inny i każdy jest na swój sposób dziwny. Ich relacje, powiązania wzajemne kontakty podszyte są niepokojem. To własnie postacie i ich specyfika kreują klimat tej powieści i nadają jej cechy thrillera z krwi i kości. Początek może nie wbija w fotel, ale nie rezygnujcie z czytania - z każdą stroną ta książka wciągnie Was coraz bardziej w zagmatwane relacje i niejasne wydarzenia.
Pierwszoosobowa narracja i poznawanie wydarzeń z perspektywy Olivii każe ciągle kwestionować, czy to co się dzieje, to element spisku na dziewczynę, czy też projekcja jej trwającej traumy z dzieciństwa. Wzbogacenie narracji wycinkami prasowymi wcale nie uwierzytelnia przedstawionych wydarzen, a podsuwa jeszcze więcej pytań i wątpliwości.
Bardzo dobrym zabiegiem było wplecenie w fabułę wątku o lunatykowaniu. Świetnie komponuje się on z całością akcji i stanowi mocna podporę dla konstrukcji thrillera, a ponieważ nie jest to wątek mocno wyeksploatowany, to wprowadza powiew świeżości fabularnej.
Do tego dołącza dobrze skonstruowana główna bohaterka z mocnym rysem psychologicznym, ciekawy wątek kryminalny i mamy idealny thriller trzymający w napięciu do ostatniej strony. Bardzo polecam wszystkim, którzy lubią tropić mroczne i na pozór nieodgadnione tajemnice :)

To co przydarzyło się kiedyś Olivii (wcześniej nazywającej się Arden) wciąż ma na nią niebagatelny wpływ.  Zmiana nazwiska, zerwanie relacji z matką, przeprowadzka i nowa praca niestety nie są wystarczającym zabezpieczeniem przed demonami przeszłości. A te dopadają Olivię w najmniej oczekiwanej chwili - po śmierci matki. Zbliża się bowiem rocznica niezwykłych wydarzeń,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Czy po książkowy debiucie Nataschy Lusenti spodziewałam się tego co dostałam? Absolutnie nie! I absolutnie nie jestem tym faktem rozczarowana :) Urzekła mnie nie ukrywam pastelowa okładka, obiecująca nieco zwariowaną i pozytywną powieść obyczajową... nic bardziej mylnego :) "Wszystkie barwy marzeń" to osadzona w rzeczywistości metafora ludzkiej kruchej natury. To pastelowy plaster na wszelakie smutki. To opowieść o kolorach, które determinują naszą codzienność, a które tak rzadko zauważamy. To historia o poszukiwaniu siebie, o popełnianiu błędów, o naprawianiu tego co nie działa, o potrzebie przyjaźni i miłości, o walce z depresją, o relacjach pomiędzy dorosłymi a dziećmi, o relacjach sąsiedzkich, o inności, o białej i różowej wacie cukrowej, o samotności, o stracie, o bańkach mydlanych i o miłości do kotów :)
Ale przede wszystkim to książka o tym jak, dlaczego i kiedy doceniać małe codzienne sprawy.
Ja jestem tą książką zachwycona! Jest tak pełna kontrastów. Z jednej strony lekka jak chmurka, z drugiej pełna gorzkich refleksji i trudnych przemyśleń. Tak rzeczywista i tak ulotna zarazem.
Świetnie prowadzona narracja, na którą sklada się nie tylko trzecioosobowa opowieść o Emilii, ale także jej wspomnienia i historie, które pisze.
Dla mnie to taka książka lustro, w ktorej każdy może odnaleźć cząstkę siebie, pełna cytatów zapadajacych w pamięć.
Z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnych książek Nataschy Lusenti.
A Wy macie ochotę poznać nieco ekscentryczną Emilię, która wraz z dwoma kotami wprowadza się do nowej kamiennicy i chce nawiązać relacje z sąsiadami, pisząc dla nich różne historie i umieszczając je na wspólnej tablicy ogłoszeń? Chcecie dowiedzieć się, co sprawiło, że Emilia skrywa się za długą, czarną grzywką? A może jesteście ciekawi, czy przyjaźń z kilkuletnim Nicolą sprawi, że Emilia otworzy się ns nowe barwy życia i zastąpią one dominującą do tej pory czerń i biel? :)

Czy po książkowy debiucie Nataschy Lusenti spodziewałam się tego co dostałam? Absolutnie nie! I absolutnie nie jestem tym faktem rozczarowana :) Urzekła mnie nie ukrywam pastelowa okładka, obiecująca nieco zwariowaną i pozytywną powieść obyczajową... nic bardziej mylnego :) "Wszystkie barwy marzeń" to osadzona w rzeczywistości metafora ludzkiej kruchej natury. To pastelowy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Czy macie ochotę przenieść się w fantastyczną rzeczywistość carskiej Rosji? Macie ochotę na liczne i wciągające przygody w towarzystwie księżniczki koronnej posiadającej nadprzyrodzone umiejętności władania ludzką krwią i sprytnego przestępcy z mrocznego półświatka? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to koniecznie przeczytajcie "Dziedzictwo krwi" Amelie Wen Zhao.
Anastazja niesłusznie została oskarżona o zabicie swojego ojca wladcy Cyrilli. Skazana na śmierć, ukrywa się w lasach tajgi, szukając sposobu na oczyszczenie się z zarzutów. Jedyną osobą, ktora może jej pomóc to przestępca Ramson Złotousty. Ana musi go wydostać z więzienia a później razem muszą stawić czoła licznym niebezpieczenstwom w skorumpowanym świecie, w którym bezlitośnie wykorzystuje się powinowatych (ludzi obdarzonych nadprzyrodznymi umiejętnościami).
W zasadzie to książka do pochłonięcia w dwa wieczory. Fabuła nie jest zanadto skomplikowana (człek nie gubi się, nie główkuje, tylko płynie wraz z nurtem opowieści:)), akcja toczy się szybko, bohaterowie są ciekawie przedstawieni. Schematy, ktorymi posługuje się autorka są może już znane, ale wykorzystane w taki sposób, że budują ciekawą i wciągającą czytelnika opowieść.
Dwie główne postacie (Anastazja i Ramson) nie są nudne, w trakcie swoich przygód zmieniają się, dojrzewają. Zdecydowanie należą do kategorii bohaterów, którym się kibicuje :) Ogromny plus dla autorki, że nie przytłamsiła ich nachalnym wątkiem romansowym :) 
To, co mnie osobiście w tej książce ogromnie się podobało, to klimat z dawnych rosyjskich bajek. Cyrilia, w której toczy się akcja pełna jest kolorowych budynków o fantazyjnej architekturze, zimnne lasy tajgi kryją mnóstwo pułapek, lodowate rzeki niosą śmierć, a ludzie z utęsknieniem czekają na pierwszy śnieg i towarzyszące mu bale i kiermasze.
Opowieść ta ma jeszcze jeden plus - jest bardzo uniwersalna w odbiorze. Spodoba się zarówno nastolatkom jak i starszym czytelnikom. Niesie ze sobą wartościowe przesłanie o tym, że kształtuje nas nie to jacy się rodzimy, ale to jakich wyborów dokonujemy. Na świecie i w życiu nie ma czerni i bieli a ludzie balansują na wszystkich odcieniach szarości.
Mnie ta książka bardzo się podobała i serdecznie ją Wam polecam:)

Czy macie ochotę przenieść się w fantastyczną rzeczywistość carskiej Rosji? Macie ochotę na liczne i wciągające przygody w towarzystwie księżniczki koronnej posiadającej nadprzyrodzone umiejętności władania ludzką krwią i sprytnego przestępcy z mrocznego półświatka? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to koniecznie przeczytajcie "Dziedzictwo krwi" Amelie Wen Zhao.
Anastazja...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Po "Miasto Mosiądzu" sięgnęłam właściwie z kilku powodów. Po pierwsze bardzo lubię klimaty skandynawskie, a tym razem szukałam dla odmiany czegoś na zupełnie przeciwległym biegunie - fantastyki opartej na egzotycznych podaniach, wierzeniach, symbolice. Po drugie już od dawna poszukiwałam fantastyki, która klimatem zbliżałaby się mocno do "Basni z Tysiąca i Jednej Nocy". Czy "Miasto Mosiądzu" sprostało moim oczekiwaniom? Tak i to z nadwyżką :) Oprócz otoczki w pełni egzotycznego świata (akcja dzieje się w krainach leżących nieopodal Kairu) otrzymałam całe spektrum fantastycznych postaci i stworzeń, latających dywanów, wschodnich obrzędów. Świat wykreowany przez Shannon Chakraborty jest niezwykle misternie utkany z wielu elementów, jest kompletny jest barwny, bogaty i jest wspaniały w odbiorze. Wciąga mnogością detali, zachwyca kolorami, dosłownie przenosi czytelnika w tę fantastyczna krainę.
"Miasto Mosiądzu" to historia dziewczyny - sieroty Nahri, która w Kairze trudni się uzdrawianiem ludzi, a dorabia drobnymi kradzieżami. Marzy o studiowaniu medycyny, ale wciąż brak jej na to środków. Życie Nahri przewraca się do góry nogami w chwili, gdy przypadkiem przywołuje wiekowego dżina - Darę. Odkrywa on, że Nahri jest potomkinią wymarłego rodu uzdrowicieli (Nahidów) i zobowiązuje się zabrać ją do legendarnego Dewabadu (Miasta z Mosiądzu), które było królestwem jej przodków.
Książka zasadniczo dzieli się na 2 częsci. Pierwsza z nich oparta jest na motywie podróży, drogi. Nahri i Dara, podróżując przez rozległe pustynie, mają mnóstwo przygód czasem i takich mrożących krew w żyłach🙂 Oprócz wielu fantastycznych postaci, czytelnicy mogą głębiej zajrzeć do wykreowanego świata, poznać nieco jego historię i zamieszkałe w nim istoty (dżinów czystej krwi, demony żywiołów, szafitów (potomków dżinów i ludzi). W drugiej części akcja toczy się już głownie w Dewabadzie, gdzie po wielu perypetiach przybywają nasi bohaterowie. Okazuje się, że miasto, mimo że piękne, kryje óstwo pułapek i niebezpieczeństw. Na arenę wkraczają dworskie intrygi, spory między dżinami a szafitami. Nahri musi odnaleźć się w tej podstępnej rzeczywistości. Udaje jej się zaprzyjaźnić z młodszym synem władcy Dewabadu, Alim. Ich przyjaźń niestety będzie poddana ciężkim próbom na tle pałacowych intryg .
Ogromnym plusem książki są jej główni bohaterowie. Ciekawi, zmienni, niejednoznaczni. Do końca pierwszego tomu nie poznacie ich wszystkich tajemnic. Co oczywiście zapowiada świetną kontynuację historii :), na którą ja osobiście czekam z wielką niecierpliwością🙂
Jedyna rzecz, na którą muszę zwrócić Waszą uwagę, to fakt, że nie jest to książka super łatwa w odbiorze. To historia, która wymaga skupienia, żeby nie pogubić się w wielu wątkach, w konfliktach między kastami dżinów a także w relacjach pomiędzy dżinami i szafitami, w licznych dworskich intrygach, polityce i obrzędach Dewabadu. To książka, która wciągnie Was w barwny wir niezwykłych przygód, odwdzięczy Wam się wspaniałą rozrywką, jeśli tylko poświęcicie jej odpowiednią ilość uwagi i skupienia. Wtedy gwarantuje Wam, ze ciężko będzie się od niej oderwać :)

Po "Miasto Mosiądzu" sięgnęłam właściwie z kilku powodów. Po pierwsze bardzo lubię klimaty skandynawskie, a tym razem szukałam dla odmiany czegoś na zupełnie przeciwległym biegunie - fantastyki opartej na egzotycznych podaniach, wierzeniach, symbolice. Po drugie już od dawna poszukiwałam fantastyki, która klimatem zbliżałaby się mocno do "Basni z Tysiąca i Jednej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Długo zastanawiałam się czy "Dama z blizną" Izabeli Szylko to będzie lektura dla mnie. To, co miało zdecydowany wpływ na moje wahanie, to oparcie fabuły na wątku politycznym. Nie ukrywam, ze polityka, to nie jest świat, który mnie jako szczególnie fascynuje.
Nie żałuję jednak ani trochę, ze finalnie przeczytałam tę książkę, ponieważ dostarczyła mi ona wielu emocji w obszarach, gdzie w ogóle bym się tego nie spodziewała.
Nie chcę Wam zdradzać za wiele z fabuły, bo od samego początku w powieści dzieje się dużo. Poznajemy młodego, ambitnego polityka Marka, który niespodziewanie staje się czarnym koniem w wyścigu o fotel prezydenta. Poznajemy jego piękną, utalentowaną i do tego skromną żonę Adelę. Mamy wątek seryjnego mordercy psychopaty, mamy wątek zabójstwa prawdopodobnie na tle politycznym, wreszcie mamy prawego policjanta z prawdziwego zdarzenia a to wszystko zawieszone w sieci polityczno - medialnych uwikłań. Nie obawiajcie się jednak, że wątki polityczne Was zdominują. Stanowią one tylko zgrabny i budujący tło dodatek do wielu innych treści, które niesie ze sobą ta powieść. Polityka pokazana jest niezwykle zgrabnie i z pewną dozą ironii i sarkazmu. Wiele razy to tło polityczne, którego się obawiałam, rozśmieszyło mnie podczas czytania. Autorka ma bardzo trafne i adekwatne spostrzeżenia, co do działań polityków i stojących za nimi ludzi.
Najmocniejszą jednak stroną powieści jest konstrukcja bohaterów oraz ich podbudowa psychologiczna. Postacie są świetnie zarysowane ze wszystkimi swoimi wadami, zaletami. Nie są jednoznaczne. Wręcz przeciwnie - stanowią nie lada zagadkę i wyzwanie dla czytelnika. Szczególną postacią jest Adela Dobosz - dawno nie spotkałam w książce tak doskonale odmalowanej bohaterki. Na jej podstawie można by spokojnie napisać referat o psychologii postaci. Uwielbiam taką niejednoznaczność literackich charakterów, gdzie w zasadzie nie wiadomo czy kogoś lubić czy nienawidzić czy komuś współczuć czy raczej się go bać. "Dama z blizną" zdecydowanie zmusza czytelnika do refleksji nad motywacja ludzkich działań.
Książka pełna jest nieoczekiwanych zwrotów akcji i nawet jeśli przed finałem domyślicie się kto jest w tej historii najczarniejszym (choć nie wiem czy tak do końca najczarniejszym ;)) bohaterem, to na pewno nie zabierze Wam to radości z lektury.
Izabela Szylko udowadnia, ze nie trzeba epatować wulgarnością czy skrajna przemocą, żeby stworzyć dla czytelników doskonałą rozrywkę. "Dama z blizną" to niesztampowy, oryginalny kryminał, który polecam wszystkim, którzy chcą na chwile odpocząć od utartych schematów literackich.

Długo zastanawiałam się czy "Dama z blizną" Izabeli Szylko to będzie lektura dla mnie. To, co miało zdecydowany wpływ na moje wahanie, to oparcie fabuły na wątku politycznym. Nie ukrywam, ze polityka, to nie jest świat, który mnie jako szczególnie fascynuje.
Nie żałuję jednak ani trochę, ze finalnie przeczytałam tę książkę, ponieważ dostarczyła mi ona wielu emocji w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Dziewczyna z Neapolu" to pełna emocji i życiowych dylematów opowieść o młodej włoszce Rosannie, która ma ogromny talent muzyczny i marzy o karierze śpiewaczki operowej. Jej marzenia zrealizowałyby się inaczej i szybciej, gdyby planów Rosanny nie pokrzyżowała toksyczna miłość. Pod jej wpływem Rosanna dokonuje pewnych wyborów sprzecznych z rozsądkiem, raniących jej bliskich i wreszcie zgubnych dla niej samej. Czy Rosanna otrząśnie się w porę, zakończy destrukcyjną dla niej relację i zrealizuje swoje marzenia? Oczywiście nie zdradzę Wam tego - przeczytajcie sami🙂 A po książkę naprawdę warto sięgnąć. Dlaczego? Oparcie fabuły na wątku związanym z operą i kulisami jej działania jest naprawdę ciekawe. Bohaterowie są dobrze wykreowani, charakterystyczni, pełni emocji, mierzący się z różnymi problemami a czasami po prostu z samymi sobą. Jak zwykle u Lucindy Riley świetnie wykreowane są postacie drugoplanowe (Abi i Luka), które niczym nie ustępują tym głównym i niezwykle ubarwiają opowieść. Autorka ma ogromną łatwość w przedstawianiu ludzkich uczuć i problemów, tworząc tym samym bohaterów, którzy pozostają bliscy czytelnikom. Historia Rosanny nie ma wielu tajemnic przed czytelnikiem, a mimo wszystko czyta ja się z ogromnym zainteresowaniem i z niecierpliwością czeka się na finał losów Rosanny i Roberta. A finał jest trzeba przyznać dość nieoczywisty🙂
Mnie osobiście urzekło osadzenie częściowo akcji w moim ukochanym Neapolu a później w Mediolanie.
Bardzo polecam tę książkę, jeśli lubicie ciekawe i pięknie napisane powieści obyczajowe.

"Dziewczyna z Neapolu" to pełna emocji i życiowych dylematów opowieść o młodej włoszce Rosannie, która ma ogromny talent muzyczny i marzy o karierze śpiewaczki operowej. Jej marzenia zrealizowałyby się inaczej i szybciej, gdyby planów Rosanny nie pokrzyżowała toksyczna miłość. Pod jej wpływem Rosanna dokonuje pewnych wyborów sprzecznych z rozsądkiem, raniących jej bliskich...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Płonę" to swego rodzaju fabularny majstersztyk. Autor stworzył zaskakujący ciąg przyczynowo - skutkowy zdarzeń. Eee co ja mówię ciąg, Wojciech Magiera stworzył istną i dosłowną pętlę przyczynowo skutkową, która wiruje (mimo iż samej akcji własciwej nie ma dużo) i przybiera raz po raz nieoczekiwany obrót.
Historia zdaje się być prosta: samobójstwo popełnia znana i ekscentryczna artystka posługująca się pseudonimem M. Jej śmierć mimo, że powinna stanowić koniec, na przekór stanowi początek serii dziwnych i niepokojących zdarzeń dla ludzi z jej bliskiego otoczenia. Zmarła M i jej tajemniczy dziennik z bulwersującymi zapiskami wciągają osoby, ktore M poznały lepiej lub gorzej, w zaskakującą i niebezpieczną grę. To M i jej dziennik paradoksalnie rozdają karty na arenie ludzkich słabości, obsesji i perwersji.
Kto wyjdzie zwycięsko z tej rozgrywki i czy w ogóle będzie jakiś zwycięzca?
Wierzcie mi, że do końca nie będziecie pewni, dokąd autor Was prowadzi krętymi ścieżkami najmroczniejszych ludzkich instynktów. To, co ogromnie mi się podobało, to fakt, że z tak zawiłej całości i z tak powiązanych relacji i pogmatwanych zależności autor wychodzi zupełnie obronną ręką, serwując czytelnikom logiczne i spójne wyjaśnienia. Ogromne uznanie dla autora za łatwość tworzenia tak przewrotnej fabuły. Tu nic nie jest napisane na siłę, tu wątki jakkolwiek pogmatwane, płynnie przechodzą do zaskakujacego aczkolwiek bardzo sensownego rozwiązania.
To historia głęboko mroczna i nie mam tu na myśli przedstawienia drastycznych scen, a o ujęcie ludzkiej duszy mi chodzi.  Autor zachęci Was do refleksji nad istotą ludzkiej natury. Bohaterowie płoną potrzebą bycia kimś innym. Są aktorami na scenie życia, hipokrytami, oszustami z wieloma maskami na twarzy. Czy kazdy człowiek skrywa swoją mroczną naturę? Kiedy jesteśmy tak naprawdę sobą?. Czy jedno życie, jakie wiedziemy, może się przeplatać z zupełnie innym? I wreszcie, co jest prawdą w życiu, a co jest fałszem? Wydźwięk tego ostatniego pytania podkreśla fakt, że w kontekście samej fabuły też do końca nie będziecie pewni, co jest prawdą, a co jest ułudą, ale na pewno nie zaburzy Wam to w żaden sposób odbioru powieści.

Do tego dochodzi idealnie wyważony język, który nie przeszkadza, nie narzuca się, a pozwala płynąć swobodnie przez kolejne strony.
Oczekiwałam bardzo dobrej książki- otrzymałam książkę świetną (!) i taką, która na długo została w mojej świadomości.Tym samym wrzucam na czytelniczy celownik zarówno "Fragmenty zdarzeń" jak i "Ukryty cel".

"Płonę" to swego rodzaju fabularny majstersztyk. Autor stworzył zaskakujący ciąg przyczynowo - skutkowy zdarzeń. Eee co ja mówię ciąg, Wojciech Magiera stworzył istną i dosłowną pętlę przyczynowo skutkową, która wiruje (mimo iż samej akcji własciwej nie ma dużo) i przybiera raz po raz nieoczekiwany obrót.
Historia zdaje się być prosta: samobójstwo popełnia znana i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to