Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , , , , ,

Przeczytałem Zieloną milę, abym mógł o niej opowiedzieć na mojej prezentacji z literatury amerykańskiej. Pamiętałem, jak kiedyś oglądałem film, który bardzo mi się spodobał, dlatego wiedziałem, że książka też będzie dobra. Okazała się o wiele lepsza, niż przypuszczałem. Tak jak nigdy, wsiąknałem w historię. Było smutno i szokująco.

Nie zabrakło w tej powieści niczego. Jeśli miałbym być czepliwy, jest jeden element, który nie pasuje mi do całości. Jest to ostatni rozdział opisujący rok 1956. Myślę, że nic on nie zmienia, a element który wyjaśnia jest niepotrzebny (albo ma większe znaczenie, niż mi się wydaje). Jest to jednak tylko szczegół, bo nic nie psuje.

Do Stephena Kinga przylgnął tytuł mistrza horroru, ale potrafi też pisać wspaniałe historie bez straszaków. Pokochałem Dolores Claiborne, pokochałem Zieloną Milę. Nie dostrzegajmy w Kingu tylko i wyłącznie "tego gościa od horrorów". 10/10.

Przeczytałem Zieloną milę, abym mógł o niej opowiedzieć na mojej prezentacji z literatury amerykańskiej. Pamiętałem, jak kiedyś oglądałem film, który bardzo mi się spodobał, dlatego wiedziałem, że książka też będzie dobra. Okazała się o wiele lepsza, niż przypuszczałem. Tak jak nigdy, wsiąknałem w historię. Było smutno i szokująco.

Nie zabrakło w tej powieści niczego....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Wyszczególniłbym moje dwa najistotniejsze osobiste odczucia.
Pierwszym z nich jest nostalgia. Uwielbiam takie ciche, żyjące swoim życiem miasteczka jak Salem. Jako dziecko wychowywałem się w takiej wiosce, dlatego czułem szczególną więź z mieszkańcami Salem.
Drugim odczuciem jest mój ulubiony motyw w mrocznych powieściach - byli sobie ludzie, lecz im dłużej trwa fabuła, tym mniej ich pozostaje przy życiu, aż pozostaje pustka i wrażenie, że jest się jednym z ostanich przy życiu ludzi na świecie.

Ogólnie powieść była świetna i dobrze mi się ją czytało, ale nie jestem pewien, czy zasłużona ocena to 7 czy 8 gwiazdek. Niektóre wydarzenia wydawały się... płytsze w porównaniu do innych. Były to oczywiście wydarzenia realistyczne, które miałyby prawo się wydarzyć w naszym świecie, ale mamy tutaj do czynienia z powieścią fantastyczną. Są nadprzyrodzone motywy. W pewnych miejscach można się było pokusić na nieco więcej. Na szczęście nie było tego zbyt wiele, dlatego myślę, że 7 gwiazdek to solidna ocena. Dałbym 8 z czystej sympatii do twórczości Stephena Kinga, ale pozostanę obiektywny.

Wyszczególniłbym moje dwa najistotniejsze osobiste odczucia.
Pierwszym z nich jest nostalgia. Uwielbiam takie ciche, żyjące swoim życiem miasteczka jak Salem. Jako dziecko wychowywałem się w takiej wiosce, dlatego czułem szczególną więź z mieszkańcami Salem.
Drugim odczuciem jest mój ulubiony motyw w mrocznych powieściach - byli sobie ludzie, lecz im dłużej trwa fabuła, tym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Po przejściu gier przyszedł czas, aby przeczytać książki. Z pewnością jest to zła kolejność, jednak niestety to o grach dowiedziałem się wcześniej. Czy coś na tym straciłem? Nie sądzę. Gry wprowadziły mnie do tego, co przeczuwam, że będzie cudownym doświadczeniem. Póki co mam za sobą pierwszy tom z serii o Wiedźminie i chętnie sięgnę po więcej.

Myślę, że największym atutem Wiedźmina są postacie. Wydarzenia rozgrywają się w fantastycznym świecie, gdzie wszędzie są potwory, magia, rasy nie będące ludźmi, a mimo to wszystko się wydaje takie prawdziwe. To wszystko przez to jak bohaterowie ze sobą rozmawiają. Gdyby wykluczyć wszystko co nadprzyrodzone, otrzymalibyśmy książkę, w której bohaterowie mówią naszą mową. Nie znalazłem tutaj żadnych fałszywych lub napompowanych postaci. Jaskier może i jest poetą, ale nawet i on brzmi jakby nie był wyłącznie fikcyjną postacią z opowiadań. Ogromny plus dla Andrzeja Sapkowskiego.

Kolejny plusy lecą za zbudowanie interesującego świata. Po prostu chce się w to brnąć i odkrywać kolejne lokacje, potwory posługujące się czystym instynktem, nieludzkie istoty posiadające świadomość ludzkopodobną, a nawet politykę monarchów, ich relację z czarodziejkami i ich decyzje mające wpływ na świat.

Chcę więcej. Nie żałuję, że kupiłem wszystkie tomy w czarno.

Po przejściu gier przyszedł czas, aby przeczytać książki. Z pewnością jest to zła kolejność, jednak niestety to o grach dowiedziałem się wcześniej. Czy coś na tym straciłem? Nie sądzę. Gry wprowadziły mnie do tego, co przeczuwam, że będzie cudownym doświadczeniem. Póki co mam za sobą pierwszy tom z serii o Wiedźminie i chętnie sięgnę po więcej.

Myślę, że największym atutem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , , ,

Oczekiwania miałem nieco inne, jednak skłamałbym, gdybym powiedział, że się zawiodłem. Jak na pierwszą powieść, to przyznam, że nieźle się autorka spisała. Dałbym ocenę 6,5/10, ale że nie można, to z dobrego serca zaokrąglę do wyższej noty.

Klasycznie zacznę od wytknięcia tego, co mi się nie podobało.

- Postacie. Chyba jedyną najprawdziwszą postacią jest Suzette. Być może dlatego, że o niej wiemy najwięcej. Znamy jej dzieciństwo, jaka była kiedyś, jaka jest obecnie i jaką osobą chce być. Znamy jej marzenia i obawy. Jej reakcje są wiarygodne. Nie można tego powiedzieć o pozostałych postaciach. Chociaż nie wszystkie są, to wydają się jednowymiarowi. Hanna - kocha tatę, nienawidzi mamy. Alex - wierzy tylko w to, co widzą jego własne oczy, chociażby cały świat był przeciwko niemu. Pozostali bohaterowie, którzy przejawiają się okazjonalnie w trakcie trwania fabuły - przemili aż do bólu, zawsze chętni do pomocy (może taka mentalność jest rzeczywiście w Stanach, a może to po prostu wyidealizowani ludzie, żeby zaznaczyć kontrast między nimi, a wyzwaniami jakimi wymierzała im Hanna).
- Zakończenie. Nie chcę zbyt wiele pisać, żeby nie wprowadzać spoilerów, ale zakończenie wyglądało tak, jakby nagle z rozdziału na rozdział przemieszały się dwie rzeczywistości. Nie zrozumiałem, co się wydarzyło. Jakie prawdziwe emocje odczuwali główni bohaterowie? Czy to było pozytywne, czy negatywne zakończenie? Całkowicie mnie to zbiło.
- Zło Hanny. Tu też ciężko się wypowiedzieć bez spoilerów. Jest to najważniejszy motyw powieści, a mimo to, czegoś tu zabrakło. Jakiegoś definitywnego objaśnienia. Lub może wręcz przeciwnie. Być może zbyt dużo zostało powiedziane. Czytałem zagraniczne recenzje i tam szczególnie zwracali na to uwagę.

To teraz pozytywy.

- Podział narracji. Podoba mi się to, że mogliśmy widzieć tą samą historię z dwóch różnych punktów widzenia, matki i córki.
- Suzette. Wspomniałem, że była najlepszą bohaterką. Gdy zaczynałem czytać, byłem gotowy, skupić się głównie na Hannie, bo to przecież ona jest tą, która miała napędzać akcję. To ona chce zaszkodzić mamie i chcemy zobaczyć, jak to będzie wyglądać. Tymczasem narracja z punktu widzenia Suzette była o wiele bardziej interesująca. Poznałem ją bardzo dobrze, przez co polubiłem ją.
- Historia ogólnie. Ciekawy pomysł zrealizowany pomyślnie. Nie nudziłem się podczas czytania, chociaż przyznaję, że niekiedy wydarzenia jakby się powtarzały. Nie odczułem tego negatywnie. Poza tym raz nawet miałem ochotę zapłakać ze wzruszenia. Myślę, że to bardzo pozytywna reakcja. Być może to dzięki temu nie jestem w stanie ocenić ją poniżej 7.

To była dobra książka, ale ciężko powiedzieć, czy byłbym w stanie ją komuś polecić. Nie dla wszystkich osób byłaby to łatwa lektura, szczególnie dla osób bardzo rodzinnych (dzieci mieć nie chciałem przed przeczytaniem, a po przeczytaniu tym bardziej nie chcę). Poza tym jest to raczej przeciętniak. Z nieco lepszej półki, ale wciąż przeciętniak.

Oczekiwania miałem nieco inne, jednak skłamałbym, gdybym powiedział, że się zawiodłem. Jak na pierwszą powieść, to przyznam, że nieźle się autorka spisała. Dałbym ocenę 6,5/10, ale że nie można, to z dobrego serca zaokrąglę do wyższej noty.

Klasycznie zacznę od wytknięcia tego, co mi się nie podobało.

- Postacie. Chyba jedyną najprawdziwszą postacią jest Suzette. Być...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , , ,

To była długa podróż, a zarazem nie aż taka długa, gdy pomyślę o wydarzeniach, które się tam działy. Bez wątpienia wiele wątków zostaje poruszonych - historie siedmiorga protagonistów, antagonistów, postaci drugoplanowych, opisy przeszłości i miejsc. Być może właśnie przez to, że Stephen King chciał opowiedzieć o tych wszystkich elementach bardzo szczegółowo, książka (w wersji, którą czytałem) przebiła 1100 stron. Z jednej strony można to nazwać zaletą, ponieważ gdy coś nam się podoba, chcemy tego chłonąć jak najwięcej. Z drugiej strony otrzymujemy powieść przepełnioną wątkami, które niekiedy mogą być albo nudne, albo niepotrzebne. To właśnie przez to zdecydowałem się odjąć jeden punkt od perfekcyjnego 10/10. W pewnym momencie przyłapałem się na tym, że czytam bez zrozumienia i musiałem przeczytać stronę jeszcze raz. Okazało się to niepotrzebne, ponieważ dalej nie rozumiałem tego, co przeczytałem. Nie wiem czy to wina moja, tłumacza czy autora. Obwinię autora, ponieważ chociaż taka sytuacja zdarzyła się tylko raz, to były też inne momenty, które już określiłem jako nudne.

Gdybym miał się przyczepić do jeszcze jednej rzeczy, to byłby to zmarnowany potencjał jednej postaci drugoplanowej. Nie chcę pisać o kogo chodzi, żeby oszczędzić spoilerów. Powiem tylko, że zapowiadało się bardzo dobrze, że moja wyobraźnia podsuwała pewne początkowo spodziewane wydarzenia związane z tą postacią, a okazało się, że praktycznie miała aż takiego wpływu na fabułę. Zastanawiam się nawet, czy czasem bez tej postaci powieść byłaby tak samo dobra jak z nią. Jest to możliwe.

To by się tyczyło negatywnej strony "Tego". Z największych zalet - "kingowy" styl narracji, który doceniam we wszystkich jego powieściach; ciekawi bohaterowie, wszyscy inni od drugich i na tyle realistyczni, że wierzę, że moglibyśmy ich spotkać w prawdziwym życiu; wciągająca fabuła poprowadzona od początku do końca; satysfakcjonujące zakończenie (chociaż i przy nim mógłbym wytknąć pewien element, który mnie nie zadowolił, ale bez spoilerów nie mogę tego zrobić, więc zostawię to właśnie tak).

Większość powieści stanowią wydarzenia z dzieciństwa bohaterów i chyba to ta rzecz najbardziej mnie cieszyła podczas czytania. Spotkania protagonistów, ich zabawy w Barrens, budowanie tamy, budowanie domku klubowego, własny język, opowiadane żarty. Poprzypominały mi się pewne historie z czasów, kiedy sam byłem dzieciakiem biegającym ze znajomymi na zewnątrz i bawiącym się w lesie albo między blokami. Ta powieść zaserwowała przyjemny dopalacz nostalgii. Cieszę się tylko, że chociaż ja i moi znajomi mieliśmy jakieś potwory, których się baliśmy, to nie stawały się one rzeczywistością i nie mordowały nikogo w wiosce mojego dzieciństwa.

To była długa podróż, a zarazem nie aż taka długa, gdy pomyślę o wydarzeniach, które się tam działy. Bez wątpienia wiele wątków zostaje poruszonych - historie siedmiorga protagonistów, antagonistów, postaci drugoplanowych, opisy przeszłości i miejsc. Być może właśnie przez to, że Stephen King chciał opowiedzieć o tych wszystkich elementach bardzo szczegółowo, książka (w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , , , ,

Zastanawiałem się nad wadami „Dolores Claiborne”, ale nie potrafię żadnych wymienić. Szkoda, że ta powieść Kinga nie zyskała większego uznania.
Początek jest bardzo intrygujący, Dolores chce opowiedzieć swoją historię od nieco innej strony, niż policja od niej oczekuje. Dość szybko przyznaje się do morderstwa, ale kiedy opowiada o tym, jak do tego doszło, jakie motywy popchnęły ją do popełnienia zbrodni, nie potrafimy jej nienawidzić, a nawet jej współczujemy. Dolores mówi o swojej pracy u Very Donovan, o swoim małżeństwie i relacji z dziećmi. Spójnie skacze pomiędzy datami i nie ukrywa żadnych faktów. Chce wyjawić wszystko.
Była do bardzo smutna powieść. Wszystkie poruszone motywy zostały wyjaśnione, a zakończenie było satysfakcjonujące. Zasłużone 10/10.

Zastanawiałem się nad wadami „Dolores Claiborne”, ale nie potrafię żadnych wymienić. Szkoda, że ta powieść Kinga nie zyskała większego uznania.
Początek jest bardzo intrygujący, Dolores chce opowiedzieć swoją historię od nieco innej strony, niż policja od niej oczekuje. Dość szybko przyznaje się do morderstwa, ale kiedy opowiada o tym, jak do tego doszło, jakie motywy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Czy można sobie wyobrazić bardziej przerażający świat od tego, który przedstawił nam Orwell w ,,Roku 1984"? Żyć dla samego życia. Bez marzeń, bez radości, bez wolności. Od narodzin aż do śmierci być kontrolowanym przez byt, który narzuca własne reguły funkcjonowania rzeczywistości. Nawet nasze własne umysły i ich intymne przemyślenia są dzielone z policją, która nieustannie czuwa na tą jedną, negatywną myśl przeciwko Wielkiemu Bratu. A później czeka nas już tylko zguba. A może zgubą było już same narodzenie się w takim świecie?

Czy można sobie wyobrazić bardziej przerażający świat od tego, który przedstawił nam Orwell w ,,Roku 1984"? Żyć dla samego życia. Bez marzeń, bez radości, bez wolności. Od narodzin aż do śmierci być kontrolowanym przez byt, który narzuca własne reguły funkcjonowania rzeczywistości. Nawet nasze własne umysły i ich intymne przemyślenia są dzielone z policją, która nieustannie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Czy powinniśmy bać się przyszłości? Technologie stale się rozwijają i pomagają ludzkości w coraz to mniejszych aspektach życia codziennego. A co gdyby nawet wyzbyć się wszystkich zmartwień i w pełni oddać się przyjemnościom, których nam nieustannie zbyt mało? Kuszące. Nawet bardzo. Szkoda tylko, że jakaś część naszego człowieczeństwa przy tym umiera.

Moja lektura obowiązkowa na studiach na zajęciach z literatury angielskiej. Prawdopodobnie gdyby nie to, to bym nigdy o niej nie usłyszał, jako że praktycznie nie sięgam po klasyki z własnej woli.
Pierwsza lektura od lat, którą przeczytałem od początku do samego końca, a to bardzo dobry znak jak na książkę z serii ,,masz przeczytać, bo tego od ciebie wymagamy".

Czy powinniśmy bać się przyszłości? Technologie stale się rozwijają i pomagają ludzkości w coraz to mniejszych aspektach życia codziennego. A co gdyby nawet wyzbyć się wszystkich zmartwień i w pełni oddać się przyjemnościom, których nam nieustannie zbyt mało? Kuszące. Nawet bardzo. Szkoda tylko, że jakaś część naszego człowieczeństwa przy tym umiera.

Moja lektura...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Wizja przyszłości przedstawiona w ,,Modyfikowanym węglu'' jest zarówno ekscytująca jak i przerażająca. Oszukać śmierć i żyć tyle, ile się pragnie? Piękna sprawa. Szkoda tylko, że niosąca ze sobą wiele zła, jeżeli ktoś o niekoniecznie dobrych zamiarach nie planuje odejść ze świata żywych zbyt prędko.
Podczas czytania odnosi się wrażenie, że zostały poruszone takie wątki, które się ze sobą w żaden sposób nie łączą. Im jednak dłużej siedzimy w fabule, tym bardziej elementy układanki łączą się. Zostało to napisane w taki sposób, że nie potrafię się przyczepić do żadnego motywu. Wszystko zostało rozwiazane i to w sposób sprawiedliwy dla czytelnika.
Gdybym miał na coś narzekać, to byłby to przekaz informacji. Mamy bohaterów o imionach niekiedy kłopotliwych do zapamiętania. Mamy wiele nowych pojęć technologicznych. Wiele wątków, ktore łatwo pomieszałem i których nie byłem pewny dopóki nie przeczytałem książki do końca (być może to celowy zabieg autora). Jedna scena wydała mi się nawet tak losowa, że musialem czytać rozdział od nowa, bo nie potrafiłem zrozumieć jak doszło do przedstawionych wydarzeń. Jedną postać raz całkowicie pomyliłem z inną, bo zapomniałem, że to dwie różne osoby (pomimo tego, że ich nazwiska nie były podobne). Być moze wynikało to z mojego roztrzepotania lub czasem późnych godzin, w których czytałem.
Pomimo takiego zamieszania, świetnie mi się czytało. Nie mogę się doczekać drugiego tomu.

Wizja przyszłości przedstawiona w ,,Modyfikowanym węglu'' jest zarówno ekscytująca jak i przerażająca. Oszukać śmierć i żyć tyle, ile się pragnie? Piękna sprawa. Szkoda tylko, że niosąca ze sobą wiele zła, jeżeli ktoś o niekoniecznie dobrych zamiarach nie planuje odejść ze świata żywych zbyt prędko.
Podczas czytania odnosi się wrażenie, że zostały poruszone takie wątki,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Bardzo mi się spodobała ta książka. Wsiąknąłem w historię pomimo tego, że zazwyczaj nie czytam takich powieści. Nie raz się uśmiałem. Przywiązałem się do niektórych bohaterów (szczególnie do McMurphiego).
Grafika z Jackiem Nicholsonem na okładce ciągle zaburzała moje wyobrażenie o McMurphim i w głowie miałem chodzącą hybrydę Nicholsona z Michaelem Cudlitzem, co stale mnie bawiło.
Początkowo zakończenie wywołało u mnie złość. Po przetrawieniu całości dochodzę do wniosku, że jednak było to chwilowe uczucie i obecnie pozostaje smutek. Niestety jestem takim masochistą, że jak coś się kończy dla mnie smutno, to zaczynam to kochać jeszcze bardziej. Czerpię radość ze smutnych powieści. To straszne.

Bardzo mi się spodobała ta książka. Wsiąknąłem w historię pomimo tego, że zazwyczaj nie czytam takich powieści. Nie raz się uśmiałem. Przywiązałem się do niektórych bohaterów (szczególnie do McMurphiego).
Grafika z Jackiem Nicholsonem na okładce ciągle zaburzała moje wyobrażenie o McMurphim i w głowie miałem chodzącą hybrydę Nicholsona z Michaelem Cudlitzem, co stale mnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Podobno najlepsza powieść Stephena Kinga. Spotkałem wiele pozytywnych opinii zarówno od nieznanych mi osób w internecie, jak i od bliższych. Zdecydowanie musiałem się temu przyjrzeć.
Pomysł wydaje się bardzo prosty. Bum, wrzucamy do powieści 100 bohaterów, jednych rozwiniętych fabularnie bardziej, innych stanowiący tylko liczbę w tle. Niech idą przez Stany Zjednoczone. Teraz należy tylko opisać to tak, aby było ciekawie i wciągająco. O rety, było. Im bliżej końca, tym większe emocje nam towarzyszą. Marsz się zbliża ku końcowi i po prostu nie można się oderwać. Chce się poznać zakończenie jeszcze wiele stron przed jego nadejściem.
Co najbardziej jest interesujące, to przedstawione granice ludzkiej wytrzymałości. Na początku powieści poznajemy chłopców, którzy chcą rywalizować i zdobyć najwspanialszą nagrodę, jaką można sobie wyobrazić. Im dłużej trwa Wielki Marsz, tym coraz bardziej priorytety się zmieniają. Nagroda powoli przestaje mieć aż takie znaczenie, chociaż wciąż mają nadzieję na jej zdobycie. Siła fizyczna, po wielogodzinnej podróży, zaczyna zamierać. Po niej upada psychika. A czytelnik ma to przed swoimi oczami i jest w stanie bardzo wyraźnie dostrzec przemiany u bohaterów, niekiedy wczuć się w ból, który odczuwają.
Zakończenie nie jest jednoznaczne. Można odnieść wrażenie, że zostało tak stworzone, aby każdy wybrał sobie najwygodniejszą dla siebie wersję i dopowiedział, co się wydarzyło dalej. Zazwyczaj nie lubię takich zakończeń, ale w tym przypadku chyba to zaakceptuję. Nie jest aż tak otwarte, więc autor nie poszedł całkowicie na łatwiznę zrzucając na nas ciężar główkowania nad niewiadomo czym.
Z chęcią bym ocenił tę powieść na 10, jednak odczuwam, że czegoś mi brakuje. W tym momencie nie wiem czego, jestem świeżo po przeczytaniu i z pewnością będę myślami wracać co jakiś czas do tego utworu. Może wówczas dostrzegę co jest źródłem tego niedosytu.

Podobno najlepsza powieść Stephena Kinga. Spotkałem wiele pozytywnych opinii zarówno od nieznanych mi osób w internecie, jak i od bliższych. Zdecydowanie musiałem się temu przyjrzeć.
Pomysł wydaje się bardzo prosty. Bum, wrzucamy do powieści 100 bohaterów, jednych rozwiniętych fabularnie bardziej, innych stanowiący tylko liczbę w tle. Niech idą przez Stany Zjednoczone....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Widząc tytuł "Księga jesiennych demonów" od razu pomyślałem, że może to być coś w klimatach Wiedźmina (bez większego powodu, ot pierwsza myśl). Gdzieś tam biegające demony w lasach i opuszczonych budynkach w czasach średniowiecznych. Jak się okazuje, nie ma polowania na żadne zjawy ani tym bardziej średniowiecznych klimatów. Otrzymujemy natomiast lata współczesne i przykrości ludzkie, które są wywoływane przez zjawy chowające się w złocistych kolorach jesieni. Przynoszą chwile szczęścia, aby później odebrać je człowiekowi ze zdwojoną siłą. Zupełnie jak jesień, która na początku jest przepiekna, ale im dłużej ona trwa, tym coraz bardziej kolory natury stają się wyblakłe.
Otrzymujemy 5 różnych opowiadań, których nie potrafię posortować od najlepszego do najgorszego. Wszystkie stały na równi, przez co przy każdym nowym opowiadaniu nie czułem znudzenia, ani rozczarowania.
Opowiadania wydają się być ze sobą połączone. Są to jedynie drobne elementy, ale jednak odnosi się wrażenie, że jedno ma coś do drugiego. Uważam to za ogromny plus, bo dodaje smaczku podczas czytania. Zawsze lubiłem powroty do kiedyś poruszanych motywów.
Chociaż wiedziałem, że w każdym opowiadaniu jakaś nadnaturalna istota i magia, domyślałem się jak wszystko może się zakończyć, a mimo to brnąłem dalej i dalej podekscytowany.
Chętnie chwycę jeszcze po twórczość Jarosława Grzędowicza. Pisze w sposób ciekawy i przyjemnie się czyta.

Widząc tytuł "Księga jesiennych demonów" od razu pomyślałem, że może to być coś w klimatach Wiedźmina (bez większego powodu, ot pierwsza myśl). Gdzieś tam biegające demony w lasach i opuszczonych budynkach w czasach średniowiecznych. Jak się okazuje, nie ma polowania na żadne zjawy ani tym bardziej średniowiecznych klimatów. Otrzymujemy natomiast lata współczesne i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Lubię dziwne tytuły, a "Mechaniczna pomarańcza" to z pewnością intrygujący tytuł, który jest dodatkowo połączony z okładką, na której osoba wygląda, jakby przechodziła jakiegoś rodzaju tortury. Następnie przeczytałem opis na tylnej okładce: "... pełna makabra zaczyna się, gdy sąd i policja biorą sprawę bandytów i zapewniają im bezkarność". No po tym zdaniu moje serce zostało kupione, jako że jestem miłośnikiem takich motywów. Jak bardzo się rozczarowałem.
Od pierwszej po ostatnią stronę nie znalazłem ani razu przypadku, w którym jakikolwiek policjant lub jakikolwiek sędzia stawał po stronie przestępców. Tylko tępić, tępić, tępić, walka z przestępczością i czekanie na idealny moment, żeby aresztować kogo trzeba. Nigdzie nie znalazłem momentu, w którym wymiar sprawiedliwości stał po stronie tych złych. Chociaż ten minus nie dotyczy powieści, tylko osoby która wymyśliła opis na okładkę. Tak czy inaczej rozczarowałem się.
Nie oznacza to jednak, że uważam to za złą powieść. Była w porządku, chociaż bez szału (horror szołu, hyhy). Nie ukrywam, że najbardziej podobała mi się pierwsza część, w której to czuć ten klimat działań młodocianych przestępców. Później atmosfera zamiera i nie czułem już aż takiej satysfakcji podczas czytania.
Warto wspomnieć o języku, który jest przecież najbardziej uwydatnioną cechą Mechanicznej pomarańczy. Muszę przyznać, że wymyślony slang był dosyć oryginalny i ciekawy. Mieszanka wulgarności z kurtuazją. Tutaj braciszek, tutaj "drużek", a jak trzeba to i można kogoś "skurwlem" obrzucić. Czasami było ciężko to czytać i musiałem przerywać, by sprawdzić w słowniczku co autor miał na myśli. Swoją drogą słowniczek okazał się bardzo przydatny. Taki strazny język, że cenzura z nim walczyła przez lata, a w sumie nie ma tutaj nic strasznego poza "horror szoł" poziomem kreatywności. Mi się podobało.
Ogólnikowo źle nie było. Czasem nudno i odrobinę się rozczarowałem przez ten okładkowy opis, ale przebrnąłem.

Lubię dziwne tytuły, a "Mechaniczna pomarańcza" to z pewnością intrygujący tytuł, który jest dodatkowo połączony z okładką, na której osoba wygląda, jakby przechodziła jakiegoś rodzaju tortury. Następnie przeczytałem opis na tylnej okładce: "... pełna makabra zaczyna się, gdy sąd i policja biorą sprawę bandytów i zapewniają im bezkarność". No po tym zdaniu moje serce...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Gdzieś wyczytałem, że Annie Wilkes to jedna z najbardziej przerażających postaci wykreowanych przez Stephena Kinga. Dowiadując się o tym, nie byłem w stanie tego zignorować.

Po przeczytaniu "Gry Geralta" byłem zadziwiony, że można napisać ciekawą powieść mającą ponad 300 stron i nie znudzić się czytaniem o głównej bohaterce, która od początku do końca jedynie leży w łóżku. Bum, "Misery", Paul Sheldon jest uziemiony w pokoju w domu Annie Wilkes na ponad 400 stron i wciąż nie jestem jego losami znudzony. Bo chociaż miejsce akcji to głównie dom antagonistki, to wydarzenia, które mają tam miejsce, nie pozwoliły zgasić mojego zainteresowania.

W tej powieści działo się tak dużo, że jednocześnie chciałem wiedzieć co tym razem strzeli do głowy Annie, a także bałem się, bo w istocie ta kobieta jest chora! A to ogromny plus w tym przypadku.

Cieplutko polecam!

Gdzieś wyczytałem, że Annie Wilkes to jedna z najbardziej przerażających postaci wykreowanych przez Stephena Kinga. Dowiadując się o tym, nie byłem w stanie tego zignorować.

Po przeczytaniu "Gry Geralta" byłem zadziwiony, że można napisać ciekawą powieść mającą ponad 300 stron i nie znudzić się czytaniem o głównej bohaterce, która od początku do końca jedynie leży w łóżku....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Nie było to to, czego się spodziewałem. Może dlatego, że nie przykułem zbytniej uwagi do opisu. Sięgnąłem po tą książkę ze względu na okładkę. Urzekła mnie i pomyślałem, że dam jej szansę.

To pierwszy raz kiedy sięgnąłem po tego typu literaturę, zwykle nie przepadam za takimi gatunkami. Nie oznacza to jednak, że się kompletnie rozczarowałem. Przeciwnie. Jako że nie miałem żadnych konkretnych wymagań, czytałem to jako swobodną historię. Chociaż tematyka nie jest wcale taka lekka.

Postać głównego bohatera, Jacka, miała być zagadką dla wszystkich innych bohaterów mniejszych lub większych tej powieści. Jacek był zagadką nawet dla mnie, chociaż miałem przed oczami wypisane wszystkie jego przemyślenia. Z jednej strony nawet go lubiłem, z drugiej był często irytujący. Nie spodobało mi się jego podejście do wielu kwestii, ale niekiedy przyznawałem mu rację.

Inni bohaterowie również nie zrobili na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Spodobały mi się przede wszystkim negatywne postacie. Pasowały do tego świata i czuć było od nich tę negatywną energię.

Drażniły mnie też czasem zbyt długie wywody Jacka. Coś, co można było opisać krócej, rozwodziło się na kilka stron. A że w większości były to właśnie te wkurzające spostrzeżenia, no to zdarzało mi się męczyć czytaniem.

Powieść ma swoje dobre strony. Jestem człowiekiem, który żyje beztrosko. Czytając o tym, jakie przerażające rzeczy mogą dziać się w Warszawie czy innych miastach w Polsce, zacząłem powątpiewać w rzeczywistość jaką dostrzegam. Wiadomo, że powieść to fikcja, ale nie jest wykluczone, że mroczne wydarzenia tam przedstawione, nie dzieją się naprawdę.

Nie było to to, czego się spodziewałem. Może dlatego, że nie przykułem zbytniej uwagi do opisu. Sięgnąłem po tą książkę ze względu na okładkę. Urzekła mnie i pomyślałem, że dam jej szansę.

To pierwszy raz kiedy sięgnąłem po tego typu literaturę, zwykle nie przepadam za takimi gatunkami. Nie oznacza to jednak, że się kompletnie rozczarowałem. Przeciwnie. Jako że nie miałem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , , ,

Sięgając po tę książkę, nie mierzyłem wysoko. Leżała wśród wielu innych książek w przecenie za 2 euro, a dodatkowo chciałem przećwiczyć swoją znajomość języka angielskiego. Powiedziałem sobie "czemu nie?"

Początek był trudny, ponieważ pojawił się motyw, którego bardzo nie lubię - kilkadziesiąt stron historii życia głównej bohaterki. Rozumiem, że te wspomnienia są bardzo ważne, wręcz kluczowe dla pozostałych wydarzeń, ale czemu są wciśnięte jedne po drugich przez chyba 100 stron?

Kiedy już się przemęczyłem, zabawa się zaczęła. Reszta fabuły popłynęła szybko, ponieważ mamy tutaj zestaw ciekawych bohaterów o różnych osobowościach oraz intrygujące wydarzenia. Nie zabrakło również jednego czy dwóch momentów, kiedy zrobiło się bardzo smutno, co wywołało jeszcze większą sympatię do bohaterów głównych.

Podczas czytania nie wiedziałem jakiego mam się spodziewać zakończenia, dlatego kiedy ono nadeszło, byłem nawet usatysfakcjonowany. Prawdą jest, że niektóre wydarzenia były nieco naciągane, dużo zbiegów okoliczności, ale nie było to nic na tyle szczególnego, żeby popsuło czytanie.

Oceniam 7/10, podobała mi się ta powieść, a jakieś ostatnie 100 stron całkowicie mnie pochłonęło.

Sięgając po tę książkę, nie mierzyłem wysoko. Leżała wśród wielu innych książek w przecenie za 2 euro, a dodatkowo chciałem przećwiczyć swoją znajomość języka angielskiego. Powiedziałem sobie "czemu nie?"

Początek był trudny, ponieważ pojawił się motyw, którego bardzo nie lubię - kilkadziesiąt stron historii życia głównej bohaterki. Rozumiem, że te wspomnienia są bardzo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Kiedy spojrzałem na ocenę ogólną czytelników, obawiałem się, że dostanę coś niesatysfakcjonującego, że moje odczucia będą podobne jak po przeczytaniu "Mrocznej Połowy" również Stephena Kinga. Dobrze że stało się inaczej.

Człowiek sprawdza ilość stron i dostrzega liczbę 300. Pojawia się pytanie - w jaki sposób 300-stronicowa historia o kobiecie przykutej do łóżka ma mnie utrzymać i nie znudzić? Musiałem to sprawdzić.
Dobrym posunięciem ze strony autora okazało się użycie rozmów Jessie z głosami wewnątrz jej głowy. Wtedy nie tylko bohaterce czas płynie łatwiej, ale i czytelnikowi. Chociaż Jessie jest sama, to rozmowy z jej innymi osobowościami nadają wręcz wrażenia, jakby więcej osób było również przykutych do swoich łóżek i prowadzą między sobą konwersację.
Stephen King podrzuca nam również kilka retrospekcji dotyczących życia Jessie, poznajemy jej historię przez co ja osobiście, polubiłem tę bohaterkę jeszcze bardziej.

O Stephenie Kingu mówi się, że to "król horroru". Zanim przeczytałem Grę Geralda, raczej nie czułem jakiegoś konkretnego strachu, może niewielki niepokój, ale to bardziej z powodu martwienia się o bohaterów. Jednak to co dostaliśmy w tej powieści, wreszcie wywołało u mnie tę emocję, której mi brakowało. Mówię tutaj o postaci ukrytej w mroku, którą widziała Jessie. Ten opis oraz moje wyobrażenia wystarczyły, abym poczuł mocniejsze bicia serca i uczucie strachu.

Nie zabrakło również momentu wzruszającego. Co prawda im dalej czytałem, tym bardziej się okazało, że źle zinterpretowałem scenę, ponieważ potoczyło się to inaczej, niż się spodziewałem (a po tym jak autor opisywał scenę, już się martwiłem, że skoczyć się to może tylko w jeden sposób). Przysięgam, że podczas czytania tego jednego fragmentu aż słyszałem w głowie powolną muzykę graną na pianinie mówiącą "to co się wydarzy, już nie będzie można cofnąć".

Do pewnego momentu chciałem dać tej powieści pełne 10/10, jednak im bliżej końca, tym bardziej się zacząłem zawodzić na minimalnych sytuacjach. Daję więc szczere 8 gwiazdek.

Kiedy spojrzałem na ocenę ogólną czytelników, obawiałem się, że dostanę coś niesatysfakcjonującego, że moje odczucia będą podobne jak po przeczytaniu "Mrocznej Połowy" również Stephena Kinga. Dobrze że stało się inaczej.

Człowiek sprawdza ilość stron i dostrzega liczbę 300. Pojawia się pytanie - w jaki sposób 300-stronicowa historia o kobiecie przykutej do łóżka ma mnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , , ,

Grzechem jest być fanem Stephena Kinga, a nie przeczytać jego pierwszej powieści.
Książka krótka i nawet jak czytałem ją głównie podczas 15-minutowych przerw pomiędzy zajęciami na uczelni, zdołałem ją pochłonąć bardzo szybko.
Żałuję, że najpierw obejrzałem najnowszą ekranizację, a dopiero potem przeczytałem (ale obejrzałem ją jeszcze kiedy nie znałem Kinga i nie wiedziałem, że to on jest twórcą Carrie, więc chyba można mi wybaczyć).
No i ta okładka. Wszędzie w księgarniach spotykałem okładki z promowaniem najnowszej ekranizacji. Tak szczerze, to nie podoba mi się ona. Dlatego przeszukałem internet, aby zdobyć tą boską okładkę z piękną, mroczną Carrie, której bordowe oczy świecą z lekkim promyczkiem, a dłonie ociekają krwią. Jedna z wielu okładek Prószyńskiego i S-ki, którą po prostu pokochałem.

Telekineza. To właśnie ta umiejętność wyróżnia Carrie ponad wszystkich innych ludzi. Moc potężna i wystarczająca, by narobić sporo bałaganu. No i czemu by jej nie wykorzystać, skoro istnieje, a nasi szkolni gnębiciele robią wszystko, aby tylko nam utrudnić życie? Na początku bardzo współczułem Carrie. Sam w gimnazjum byłem nieco poniżany. Może nie do takiego stopnia jak Carrie, ale rutynowe wyzwiska pod moim adresem nie poparte żadnymi argumentami spowodowały, że podczas czytania potrafiłem zrozumieć uczucia bohaterki. Potrafiłem również zrozumieć motywy jej działania. Ale czy posunąłbym się do tego, czego dokonała Carrie?
To jest ta smutna część horroru, w jakim czytelnik bierze udział. Obserwowanie tego jak ofiara staje się oprawcą. Jest to okrutne, niewybaczalne, ale przede wszystkim smutne. I chociaż ludzie życzyli, aby w piekle smażyła się Carrie White, polubiłem ją od samego początku. Carrie została opisana przez Stephena Kinga jako naprawdę piękna dziewczyna. Nie miała takiej budowy ciała jak większość dziewcząt z jej szkoły, miała typowy dla jej wieku trądzik, ubierała się w średniowieczną modę narzuconą przez jej matkę fanatyczkę. Ale była piękna i można było to wyczuć. Z charakteru miła, ale bojaźliwa przez otaczających ją ludzi. Utalentowana szwaczka, której kreacji można pozazdrościć. Była idealnym "materiałem"(że tak brzydko ujmę) na przyjaciółkę, na ukochaną dziewczynę być może dla jakiegoś szczęśliwca. Jednak nie dano jej tej możliwości. Ani ze strony rodziny, ani ze strony szkolnego środowiska.
Jedni z silną wolą zignorują swoich prześladowców, inni zamkną się w sobie i odizolują się od świata, jeszcze inni w krytycznym punkcie odbiorą sobie życie, a ci z najbardziej skrzywdzonym umysłem i sercem staną się jeszcze gorsi od swoich oprawców wszystkich razem wziętych.

Grzechem jest być fanem Stephena Kinga, a nie przeczytać jego pierwszej powieści.
Książka krótka i nawet jak czytałem ją głównie podczas 15-minutowych przerw pomiędzy zajęciami na uczelni, zdołałem ją pochłonąć bardzo szybko.
Żałuję, że najpierw obejrzałem najnowszą ekranizację, a dopiero potem przeczytałem (ale obejrzałem ją jeszcze kiedy nie znałem Kinga i nie wiedziałem,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Sięgnąłem po tę książkę z jednego powodu. Zastanawiałem się "jak wyglądałaby apokalipsa zombie w Polsce, w której mamy ograniczone środki do walki niż w takiej Ameryce?". Zazwyczaj kiedy jest mowa o zombie, akcja rozgrywa sie w Stanach, gdzie nikt nie ma problemu ze znalezieniem broni palnej. Ale Polska? Po prostu musiałem to sprawdzić.

Przyznaję, że szybko sie czytało chociaż tak naprawdę zbyt dużo akcji nie wyczułem. Jedynie im bliżej końcówki, tym ciekawiej się robiło. Na tyle ciekawie, że chętnie przeczytam drugi tom, aby odkryć przyszłe losy poznanych bohaterów.

Schemat zombie z którymi sie spotykamy, jest przerysowany z tego co juz do tej pory nam zaoferowaly takie produkcje jak na przykład The Walking Dead. Przez co reakcje bohaterów wydawały mi się niedorzeczne. Znają termin "zombie", ale są w wielkim szoku, że ktoś kto umarł nagle wstaje. I wiele inych sytuacji. W takim razie chyba jednak nie wiedzą czym jest zombie.

Z wyjątkiem tych kilku przypadków, książka była dobra. Polubiłem bohaterów, ich różnorodność charakterów i stopniowe zmiany w rozumowaniu im dłużej walczyli o przetrwanie.

Raczej nie przeczytam drugi raz, ale chętnie sięgnę po tom drugi, aby uzupełnić rozpoczęta juz historię.

Sięgnąłem po tę książkę z jednego powodu. Zastanawiałem się "jak wyglądałaby apokalipsa zombie w Polsce, w której mamy ograniczone środki do walki niż w takiej Ameryce?". Zazwyczaj kiedy jest mowa o zombie, akcja rozgrywa sie w Stanach, gdzie nikt nie ma problemu ze znalezieniem broni palnej. Ale Polska? Po prostu musiałem to sprawdzić.

Przyznaję, że szybko sie czytało...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Jak to u mnie zwykle bywa, duży plus za okładkę. Nie dość, że mogłem sobie łatwiej wyobrazić główną bohaterkę podczas czytania, to jeszcze uważam, że świetnie dobrano wizerunek. Bo chociaż Kick jest niebezpieczna i wie jak się bronić przed wszelkim zagrożeniem, potrafi być urocza i trudno jej nie polubić.

Postać Kick bardzo mi się spodobała. Popierałem jej wszelkie przemyślenia i czyny, jej pogląd na ludzi - tych bliskich i tych obcych.

Fabuła początkowo również wyglądała zachęcająco, wciągnąłem się i nie było momentów, w których bym się nudził.

Negatywne strony mogę zacząć wytykać przy końcowej części fabuły. Początkowo wszystko szło bardzo interesująco, szczegółowo, ale im głębiej brnęliśmy, tym bardziej można było zauważyć, że autorka chyba się już nudzi i chce bardzo przyspieszyć akcję. Wszystkie wcześniejsze wydarzenia (chociażby wtedy, gdy Kick i Bishop przeszukują dom) były opisane na długie strony. A ostatnie ważniejsze fabularnie momenty od odkrycia tożsamości antagonisty? Miało się wrażenie, jakby cała akcja potoczyła się w przeciągu kilku minut. Tu jakiś plan nagle gotowy, tu nagle genialnie za pierwszą próbą wyszło wszystko, tam nagle znikąd przyszedł poszukiwany wróg numer jeden, który nie chciał się ujawnić przez całą historię, ale zdecydował wreszcie "dobra, koniec zabawy, panie i panowie, pora wyjść, bo czas mnie nagli". Tak trochę zniesmaczony się poczułem przy ostatnich rozdziałach.

Mimo wszystko była to dobra książka, przy której się nie nudziłem i z pewnością sięgnę po kolejne tomy przygód Kick :)

Jak to u mnie zwykle bywa, duży plus za okładkę. Nie dość, że mogłem sobie łatwiej wyobrazić główną bohaterkę podczas czytania, to jeszcze uważam, że świetnie dobrano wizerunek. Bo chociaż Kick jest niebezpieczna i wie jak się bronić przed wszelkim zagrożeniem, potrafi być urocza i trudno jej nie polubić.

Postać Kick bardzo mi się spodobała. Popierałem jej wszelkie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to