
Richard Bachman
Amerykański powieściopisarz, głównie literatury grozy. W przeszłości publikował pod pseudonimem Richard Bachman, raz jako John Swithen.
Mistrz horroru. Eksperymentator internetowy. Rzemieślnik i artysta. Jeden z najbogatszych pisarzy świata (zarabia rocznie średnio 50 mln dolarów). Każda jego książka trafia natychmiast po premierze na szczyty list bestsellerów, a zanim powstanie, wytwórnie filmowe biją się o prawa do jej ekranizacji. Jest przy tym kochany przez rodaków jak mało który literat: jego kariera to odzwierciedlenie amerykańskiego mitu sukcesu - od pucybuta do prezydenta. A w tym przypadku - od pracownika miejskiej pralni do króla literatury popularnej.
Stephen Edwin King, drugi syn Donalda Edwina Kinga i Nellie Ruth Pilsbury King, urodził się 21 września 1947 roku w Portland w stanie Maine. Niedługo cieszył się życiem w pełnej rodzinie - jego ojciec niespodziewanie porzucił dom, kiedy Stephen był jeszcze małym chłopcem. Po kilkuletniej wędrówce po Stanach Zjednoczonych, związanej z podejmowaniem pracy w przeróżnych miejscach, Nellie King osiadła z synami w Durham w Maine, gdzie zaopiekowała się swoimi schorowanymi rodzicami. Stephen miał wtedy 11 lat, a za sobą pierwsze próby pisarskie. Historie fabularne fascynowały go odkąd nauczył się czytać. Pochłaniał komiksy, namiętnie oglądał filmy i zapisywał ich akcję w formie opowiadań. Za namową matki zajął się tworzeniem własnych historii. To od niej otrzymał na Gwiazdkę swoją pierwszą maszynę do pisania - marki Royal. Na tym sprzęcie wystukał opowiadanie, które w 1960 roku wysłał do wydawcy. Co prawda nie otrzymał żadnej odpowiedzi w sprawie tekstu, ale rozpoczął w ten sposób uporczywe, regularne dostarczanie wydawcom i redakcjom czasopism swoich utworów. Jako pierwsze ukazało się drukiem opowiadanie "Byłem nastoletnim rabusiem grobów", które wydawca Mike Garret opublikował w swoim fanzinie pod zmienionym tytułem - "W półświecie grozy". Wydrukowanie tekstu było dla nastoletniego autora wielkim wydarzeniem. Znacznie częściej wydawcy odsyłali teksty załączając odmowy lub nie odpowiadali wcale. Kolekcja negatywnych opinii rosła, co jednak nie zniechęcało młodego pisarza. Wkrótce ambitny nastolatek postanowił wydać swoją pierwszą książkę. Sam ją napisał (była to prozatorska adaptacja horroru "Studnia i wahadło"),sam złożył matrycę, wydrukował i rozkolportował ją wśród swoich kolegów ze szkoły jako prywatne wydawnictwo V.I.B. (Very Important Book - Bardzo Ważna Książka). Kolejne lata nauki upływały pod znakiem prowadzenia gazetki szkolnej "Bęben", pisania relacji z imprez sportowych dla lokalnej gazety "Weekly Enterprise" oraz pracy zmianowej w fabryce włókienniczej. W domu się nie przelewało - matka po śmierci dziadków pracowała jako pomoc w maglu, kucharka, a później gospodyni w ośrodku dla umysłowo chorych. By uchronić syna przed wojskiem i wysłaniem na wojnę w Wietnamie, namówiła Stephena na studia na University of Maine at Orono. King ukończył je w 1970 roku jako wykwalifikowany nauczyciel angielskiego, a rok później wziął ślub z Tabithą Spruce, do dziś swoim pierwszym czytelnikiem, krytykiem i wierną towarzyszką życia. Pierwsze lata małżeństwa okazały się niełatwe pod względem finansowym. King znalazł zatrudnienie najpierw w pralni przemysłowej, później zaś jako nauczyciel literatury w szkole średniej. I pisał. Wciąż pisał - codziennie po kilka godzin tkwił przy maszynie do pisania, a opowiadania sprzedawał magazynom dla panów. Jednak dochody jego i żony często nie wystarczały nawet na opłacenie bieżących rachunków. Los państwa Kingów odmieniła dopiero powieść "Carrie"...
Początkowo miało to być opowiadanie dla jednego z męskich pism, ilustrowane zdjęciami nagich nastolatek. Pomysł opowieści o brzydkiej, zaniedbanej dziewczynie obdarzonej niezwykłymi zdolnościami psychokinetycznymi przerósł jednak rozmiary zwykłego opowiadania. King zamierzał nawet zrezygnować z pisania tego tekstu, gdyż zapowiadało się na zbyt długą formę, a on sam nie potrafił obdarzyć głównej postaci sympatią. Do kontynuowania pracy nad powieścią namówiła pisarza żona, której spodobał się kontrowersyjny pomysł fabularny. Maszynopis trafił do wydawnictwa Doubleday, w ręce Billa Thompsona, tego samego, który jakiś czas później odkrył kolejną gwiazdę literatury popularnej - niejakiego Johna Grishama. Tuż przed premierą "Carrie" zmarła matka Kinga. Od kilku lat cierpiała na nowotwór. 10 lat później powstanie powieść fantasy, dziś zaliczana do klasyki gatunku, o dwunastolatku, który poszukuje talizmanu mogącego ocalić życie matce cierpiącej na raka. "Carrie" ukazała się w 1974 roku, a wkrótce potem znalazła wydawcę wersji paperbackowej. Kontrakt opiewał na sumę gigantyczną jak na debiutującego na rynku książkowym autora - 400 tys. dolarów. King mógł wreszcie porzucić pracę w szkole i zająć się wyłącznie pisaniem. Wkrótce ukazały się jego kolejne powieści: "Miasteczko Salem" (1975),"Lśnienie" (1977),"Bastion" (1978),"Strefa śmierci" (1979),"Podpalaczka" (1980),"Cujo" (1981). Praktycznie od 1977 roku King publikuje minimum jedną książkę rocznie. Nie zawsze pod własnym nazwiskiem (od 1977 roku wydał około dziesięciu tytułów pod pseudonimem Richard Bachman). Kolejne utwory były już murowanymi bestsellerami: cykl "Mroczna wieża", "Christine" (1983),"Smętarz dla zwieżąt" (1983),"Talizman" (1984),"To!" (1986),"Oczy smoka" (1987),"Misery" (1987),"Gra Geralda" (1992),"Dolores Claiborne" (1993),"Zielona mila" (1996),"Worek kości" (1998),"Pokochała Toma Gordona" (1999) i setki opowiadań z rewelacyjnymi "Sercami Atlantydów" (1999) na czele doczekały się wielomilionowych nakładów, tłumaczeń na przeszło 30 języków, a na całym świecie można znaleźć ponad 300 milionów egzemplarzy książek z nazwiskiem Stephena Kinga na okładce.
Autor wstrząsających powieści grozy żyje przykładnie z rodziną w Bangor w stanie Maine. Regularnie wspiera Amerykańskie Towarzystwo Walki z Rakiem, sponsoruje różnorodną działalność charytatywną i funduje stypendia dla uczniów szkół średnich. Dzięki pomocy rodziny wykaraskał się z alkoholizmu i narkotyków, a zniewolenie człowieka przez nałogi uosobił w bohaterce powieści "Misery": zaborczej, szalonej pielęgniarce Annie Wilkes, jednej z najpotworniejszych postaci wykreowanych mocą swojej wyobraźni. Z żoną Tabishą doczekał się trójki dzieci noszących imiona Naomi Rachel, Joe Hill i Owen Phillip. Tylko raz zawiesił swoją działalność pisarską. Przerwa była spowodowana wypadkiem samochodowym, któremu pisarz uległ w 1999 roku. Bolesna i długotrwała rehabilitacja sprawiły jednak, że King powrócił do pisania. Niestrudzenie tworzy fabuły, które zadomowiły się nie tylko na kartach książek.
Wiele jego powieści i niejedno opowiadanie doczekały się przeniesienia na taśmę filmową. A trzeba przyznać, że, jak mało który pisarz, King ma szczęście do wybitnych ekranizacji swoich utworów. Takie filmy, jak "Carrie" Briana de Palmy, "Lśnienie" Stanleya Kubricka z genialną rolą Jacka Nicholsona, "Misery" Roba Reinera z fantastyczną kreacją Kathy Bates, "Skazani na Shawshank" z Timem Robbinsem czy "Zielona mila" z Tomem Hanksem weszły do kanonu światowej kinematografii. Sam pisarz niejednokrotnie brał udział w procesie produkcji filmów powstających na podstawie swoich książek jako scenarzysta i producent. Kolejnym wyzwaniem stała się dla Kinga realizacja amerykańskiej wersji "Królestwa" Larsa von Triera.
Zobacz stronę autora
OPINIE i DYSKUSJE o książce Wielki Marsz
🚶♂️🪖 Wielki Marsz autorstwa Richarda Bachmana, czyli Stephena Kinga chowającego się jeszcze pod pseudonimem, to powieść mroczna, niepokojąca i niezwykle sugestywna. Richard Bachman tworzy historię osadzoną w niejasnej, dystopijnej rzeczywistości Stanów Zjednoczonych, w której jednym z najważniejszych wydarzeń jest brutalny konkurs zwany Wielkim Marszem. Już sam pomysł na fabułę budzi niepokój, ponieważ zamiast zwykłej rywalizacji otrzymujemy walkę o przetrwanie, gdzie zwycięzca może być tylko jeden. Atmosfera tej opowieści od pierwszych stron jest ciężka i pełna napięcia.
🚶♂️🪖 W centrum historii znajduje się stu nastoletnich chłopców, którzy wyruszają w długą, wyczerpującą wędrówkę. Zasady są proste i jednocześnie przerażające: uczestnicy muszą utrzymywać określone tempo marszu, a każde zwolnienie kończy się ostrzeżeniem. Trzy ostrzeżenia oznaczają eliminację. Richard Bachman nie skupia się jednak wyłącznie na samej rywalizacji, lecz przede wszystkim na psychice bohaterów. W miarę jak marsz trwa, zmęczenie, ból i strach zaczynają odgrywać coraz większą rolę.
🚶♂️🪖 Jednym z największych atutów powieści Richarda Bachmana jest sposób przedstawienia uczestników marszu. Choć bohaterów jest wielu, czytelnik stopniowo poznaje ich historie, marzenia oraz powody, dla których zdecydowali się wziąć udział w tym okrutnym wydarzeniu. W chwilach rozmów i krótkich momentów wytchnienia widać w nich zwykłych chłopców, którzy tęsknią za domem, wspominają rodzinę i próbują znaleźć sens w tym, co robią. To właśnie te fragmenty nadają historii emocjonalnej głębi.
🚶♂️🪖 W trakcie lektury Wielkiego Marszu szczególnie mocno odczuwalny jest narastający niepokój. Richard Bachman buduje napięcie stopniowo, pokazując, jak każdy kolejny kilometr drogi odbiera bohaterom siły i nadzieję. Marsz staje się czymś więcej niż tylko konkursem – przypomina metaforę życia, w którym człowiek musi nieustannie iść naprzód, nawet gdy jest wyczerpany i pełen wątpliwości. Ten symboliczny wymiar sprawia, że książka może być interpretowana na wiele różnych sposobów.
ㅤ
🚶♂️🪖 Warto również zwrócić uwagę na surowy styl, którym posługuje się Richard Bachman. Opisy nie są przesadnie rozbudowane, lecz dzięki temu historia nabiera realizmu i dynamiki. Czytelnik niemal odczuwa ból zmęczonych nóg bohaterów, słyszy monotonny rytm kroków i czuje napięcie wiszące nad całą sytuacją. Autor pokazuje, jak cienka jest granica między odwagą a desperacją oraz jak łatwo w ekstremalnych warunkach ujawniają się prawdziwe emocje.
ㅤ
🚶♂️🪖 Wielki Marsz to powieść niezwykle poruszająca i pozostawiająca wiele refleksji. Richard Bachman stworzył historię, która jest jednocześnie brutalną wizją przyszłości oraz opowieścią o dojrzewaniu, strachu i ludzkiej wytrzymałości. To książka, która potrafi wciągnąć czytelnika i sprawić, że do samego końca kibicuje bohaterom, zastanawiając się, kto przetrwa najdłużej. Mimo prostego pomysłu fabularnego historia ta okazuje się zaskakująco głęboka i długo pozostaje w pamięci.
🚶♂️🪖 Wielki Marsz autorstwa Richarda Bachmana, czyli Stephena Kinga chowającego się jeszcze pod pseudonimem, to powieść mroczna, niepokojąca i niezwykle sugestywna. Richard Bachman tworzy historię osadzoną w niejasnej, dystopijnej rzeczywistości Stanów Zjednoczonych, w której jednym z najważniejszych wydarzeń jest brutalny konkurs zwany Wielkim Marszem. Już sam pomysł na...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Wielki marsz” to moje kolejne spotkanie z twórczością Stephena Kinga, tym razem piszącego jako Richard Bachman — i znów mam wrażenie, że wchodzę w literacki świat, który nie tylko się czyta, ale przede wszystkim przeżywa. „Wielki marsz” to książka, która wciąga, wdziera się do psychiki i zostaje tam na długo, zostawiając ślad, którego nie sposób wymazać.
Już sam punkt wyjścia jest niepokojący. Stu chłopców, jeden marsz, jedna zasada: iść. Bez zatrzymania, bez słabości, bez chwili zawahania. Nagroda? Życie. Kara? Śmierć. Proste, brutalne, pozbawione złudzeń. A jednak to, co na pierwszy rzut oka wydaje się jedynie dystopijną wizją, bardzo szybko zamienia się w coś znacznie głębszego — w opowieść o człowieku, jego granicach i tym, co kryje się pod powierzchnią codzienności.
King (a właściwie Bachman) udowadnia tutaj swój kunszt w sposób absolutnie bezdyskusyjny. Tworzy historię, której odkrywanie staje się literacką podróżą — nie tyle przez świat przedstawiony, co przez ludzką psychikę. Każdy krok bohaterów to kolejna warstwa emocji, kolejna myśl, kolejna refleksja. Czytelnik nie idzie obok nich. Czytelnik idzie razem z nimi. Czuje zmęczenie, strach, napięcie. Słyszy własne myśli odbijające się echem w rytmie kolejnych kroków. To właśnie w tej pozornej prostocie tkwi największa siła „Wielkiego marszu”. Bo przecież fabuła nie jest skomplikowana. Nie ma tu wielowątkowych intryg, nagłych zwrotów akcji czy spektakularnych scen. Jest droga. Jest tempo. Jest nieustanna presja. A jednak napięcie rośnie z każdą stroną, zaciska się wokół czytelnika jak pętla. To nie jest historia, którą się „śledzi”. To historia, którą się odczuwa — niemal fizycznie.
Autor z niezwykłą precyzją buduje relacje między bohaterami. W świecie, gdzie każdy jest potencjalnym zwycięzcą i jednocześnie skazanym, rodzą się przyjaźnie, które są równie kruche, co prawdziwe. Rozmowy chłopców — czasem banalne, czasem poruszające — stają się jednym z najważniejszych elementów tej opowieści. To w nich kryje się człowieczeństwo, które próbuje przetrwać w nieludzkich warunkach.
Nie sposób nie docenić kreatywności autora w stworzeniu tej historii. To nie jest tylko dystopia. To alegoria. To opowieść o społeczeństwie, które potrzebuje spektaklu, o mechanizmach władzy, o bezwzględności systemu. Ale przede wszystkim to opowieść o człowieku — o jego sile, słabości, nadziei i desperacji. O tym, jak cienka jest granica między wytrzymałością a załamaniem.
Podczas lektury wielokrotnie łapałem się na tym, że próbuję odpowiedzieć sobie na jedno, bardzo niewygodne pytanie: jak długo ja bym wytrzymał? I czy w ogóle chodzi o fizyczną wytrzymałość? A może o coś znacznie bardziej skomplikowanego — o psychikę, o wolę przetrwania, o sens dalszego kroku? „Wielki marsz” działa właśnie na tym poziomie. Nie daje odpowiedzi. Zmusza do zadawania pytań. I to takich, które nie znikają po zamknięciu książki. Bo ta powieść nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Ona zostaje. Wraca w najmniej oczekiwanych momentach. Przypomina o sobie wtedy, gdy wydaje się, że już dawno została odłożona na półkę.
Styl Kinga w tej książce jest surowy, oszczędny, ale jednocześnie niezwykle sugestywny. Nie ma tu zbędnych ozdobników. Każde zdanie ma swoje miejsce i znaczenie. Narracja prowadzona jest w sposób, który potęguje wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach. Czytelnik nie jest obserwatorem — jest uczestnikiem tego marszu. To właśnie ten styl sprawia, że historia tak głęboko wdziera się do naszej psychiki. Nie atakuje nagłymi zwrotami akcji. Nie epatuje tanim dramatyzmem. Zamiast tego buduje napięcie powoli, konsekwentnie, nieubłaganie. I kiedy już wciągnie nas całkowicie, nie ma odwrotu.
Nie bez powodu mówi się, że Stephen King jest mistrzem opowiadania historii. „Wielki marsz” jest tego najlepszym dowodem. To książka, w której nie znajdziemy klasycznego horroru, a mimo to towarzyszy nam nieustanne poczucie zagrożenia. Strach nie wynika tu z nadprzyrodzonych zjawisk, ale z samej rzeczywistości — tej wykreowanej i tej, która niebezpiecznie przypomina naszą.
To również jedna z tych powieści, które redefiniują pojęcie „rywalizacji”. Bo tutaj nie chodzi o zwycięstwo w klasycznym sensie. Tutaj chodzi o przetrwanie. O kolejny krok. O kolejną minutę. I może właśnie dlatego ta historia jest tak przejmująca — bo pokazuje, jak niewiele potrzeba, by sprowadzić człowieka do najbardziej podstawowych instynktów.
Nie mam wątpliwości, że „Wielki marsz” zasługuje na szczególne miejsce wśród przeczytanych przeze mnie książek. To lektura, która nie tylko angażuje, ale też zostawia po sobie coś więcej — emocjonalny ślad, który pozostaje w czytelniczej psychice na długo. Dlatego bez wahania umieszczam tę powieść na półce NIK — Najlepszych Interesujących Książek. To tytuł, który nie tylko wzbogaca czyt-NIKową biblioteczkę, ale też przypomina, czym naprawdę może być literatura. Nie tylko rozrywką. Nie tylko historią. Ale doświadczeniem. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji wyruszyć w ten marsz — przygotujcie się. To droga, z której nie da się zawrócić.
„Wielki marsz” to moje kolejne spotkanie z twórczością Stephena Kinga, tym razem piszącego jako Richard Bachman — i znów mam wrażenie, że wchodzę w literacki świat, który nie tylko się czyta, ale przede wszystkim przeżywa. „Wielki marsz” to książka, która wciąga, wdziera się do psychiki i zostaje tam na długo, zostawiając ślad, którego nie sposób wymazać.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż sam punkt...
Posępna metafora ludzkiego życia i śmierci. Wybitna pozycja w dorobku autora, która zostawia czytelnika z niepokojącą ciszą, bezlitośnie obnażając granice ludzkiej psychiki.
Posępna metafora ludzkiego życia i śmierci. Wybitna pozycja w dorobku autora, która zostawia czytelnika z niepokojącą ciszą, bezlitośnie obnażając granice ludzkiej psychiki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie trafiam ostatnio na dobre książki. I ta niestety, też dobra nie jest, chociaż całkiem zła także nie. Wydaje się jakby to była niedokończona historia. Pomysł jest fajny, świeży, ciekawy ale autor nie poświęcił czasu na nawet szczątkowy opis świata, w którym osadził fabułę oraz powodu, dlaczego marsz cieszy się taką popularnością lub w ogóle jest organizowany. Pozostawił więc w czytelnikach niedosyt i niepewność, ale może taki był cel? Plusy: jest klimatycznie, można wczuć się w sytuację bohaterów. Minusy: brakuje informacji, aby kogoś polubić, aby naprawdę komuś kibicować, fabuła nie jest osadzona w żadnym świecie.
Nie trafiam ostatnio na dobre książki. I ta niestety, też dobra nie jest, chociaż całkiem zła także nie. Wydaje się jakby to była niedokończona historia. Pomysł jest fajny, świeży, ciekawy ale autor nie poświęcił czasu na nawet szczątkowy opis świata, w którym osadził fabułę oraz powodu, dlaczego marsz cieszy się taką popularnością lub w ogóle jest organizowany. Pozostawił...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo moja pierwsza książka Stephen King (piszącego też jako Richard Bachman) i niestety trochę się zawiodłam. Sięgnęłam po Wielki marsz z dużym zapałem, bo bardzo lubię dystopie, a sam pomysł z marszem jest naprawdę świetny. Niestety książka dość szybko mnie znudziła, a najbardziej zabrakło mi wyjaśnienia, dlaczego ten świat tak wygląda i skąd wzięły się zasady marszu.
To moja pierwsza książka Stephen King (piszącego też jako Richard Bachman) i niestety trochę się zawiodłam. Sięgnęłam po Wielki marsz z dużym zapałem, bo bardzo lubię dystopie, a sam pomysł z marszem jest naprawdę świetny. Niestety książka dość szybko mnie znudziła, a najbardziej zabrakło mi wyjaśnienia, dlaczego ten świat tak wygląda i skąd wzięły się zasady marszu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo przeczytaniu Wielki Marsz Stephen King mam raczej umiarkowanie pozytywne wrażenia. Pomysł samego marszu jest ciekawy i można go traktować jako alegorię, np. wyścigu szczurów, ale nie prowadzi to do jakichś szczególnie głębokich wniosków.
Styl momentami nie przypomina typowego Kinga, pojawiają się pojedyncze „kingowe” fragmenty, ale całość jest mniej wyrazista. Atmosfera też jest inna niż w jego znanych książkach. Zamiast budowania napięcia mamy raczej jednostajne, klaustrofobiczne poczucie ciągłego marszu.
Najciekawsza jest warstwa psychologiczna, zmęczenie bohaterów i nagłość śmierci wypadają dość realistycznie. Mimo to książka nie robi dużego wrażenia i nie "kręci się po głowie" po skończeniu.
Po przeczytaniu Wielki Marsz Stephen King mam raczej umiarkowanie pozytywne wrażenia. Pomysł samego marszu jest ciekawy i można go traktować jako alegorię, np. wyścigu szczurów, ale nie prowadzi to do jakichś szczególnie głębokich wniosków.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStyl momentami nie przypomina typowego Kinga, pojawiają się pojedyncze „kingowe” fragmenty, ale całość jest mniej wyrazista. Atmosfera...
Idziesz… albo umierasz.
Stu nastolatków rusza w morderczy marsz. Tylko jeden dotrze do końca. Każde złamanie zasad to ostrzeżenie. Trzy — i dostajesz kulkę.
„Wielki marsz” to powieść drogi, dosłownie. Przez całą książkę towarzyszymy uczestnikom w tej makabrycznej wędrówce.
Dlaczego? To marsz samobójców. Tylko jeden przeżyje. Reszta zginie. Wystarczy zwolnić albo zejść z trasy — dostajesz ostrzeżenie. Masz tylko jedną opcję: iść przed siebie.
Sam pomysł bardzo mi się podoba, ale nie został w pełni wykorzystany. Zabrakło mi historii tych chłopaków, tego, co zmusiło ich do wystartowania w wyścigu. Dostajemy tylko strzępki informacji — dla mnie to za mało.
Z drugiej strony autor skupił się mocno na walce z samym sobą. Ten element jest świetnie pokazany — cierpienie fizyczne i psychiczne naprawdę tu wybrzmiewa. Rozmowy o trudach marszu. Kontuzje. Załamania psychiczne. To dla mnie najmocniejszy punkt książki.
Jest też jedna rzecz, która mocno mnie irytowała. Rozmowy chłopaków o seksie są niesmaczne i dziecinne. W sumie trudno się dziwić, skoro mamy do czynienia z nastolatkami. Zupełnie zbędny wątek.
„Wielki marsz” to książka przegadana, momentami wręcz nudna. Jest dobry pomysł, ale w mojej opinii zupełnie nie wykorzystany. Tym razem 5/10 – chyba najsłabsza powieść Kinga, jaką czytałem. Mimo wszystko mam ochotę sprawdzić ekranizację.
Idziesz… albo umierasz.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStu nastolatków rusza w morderczy marsz. Tylko jeden dotrze do końca. Każde złamanie zasad to ostrzeżenie. Trzy — i dostajesz kulkę.
„Wielki marsz” to powieść drogi, dosłownie. Przez całą książkę towarzyszymy uczestnikom w tej makabrycznej wędrówce.
Dlaczego? To marsz samobójców. Tylko jeden przeżyje. Reszta zginie. Wystarczy zwolnić albo zejść z...
Ciekawa historia i koncepcja. Fabuła moim zdaniem rozwija się nierówno. 3/4 książki to powolny rozwój, zagłębianie się w relacje bohaterów i ich historie, natomiast końcówka szybka i "zbita". Polecam przeczytać i wyrobić własne zdanie, bo myślę, że każdy może odebrać tę historię na swój własny sposób.
Ciekawa historia i koncepcja. Fabuła moim zdaniem rozwija się nierówno. 3/4 książki to powolny rozwój, zagłębianie się w relacje bohaterów i ich historie, natomiast końcówka szybka i "zbita". Polecam przeczytać i wyrobić własne zdanie, bo myślę, że każdy może odebrać tę historię na swój własny sposób.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to244 strony
244 strony
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa historia to tak naprawdę opowieść o brutalnym konkursie, w którym bierze udział stu nastoletnich chłopców maszerujących bez przerwy przed siebie, w którym zwycięzca może być tylko jeden.
Uczestnicy muszą utrzymywać określoną minimalną prędkość marszu. Każde zwolnienie oznacza ostrzeżenie, a po trzech ostrzeżeniach zawodnik zostaje wyeliminowany przez żołnierzy pilnujących wydarzenia. Marsz trwa tak długo, aż przy życiu pozostanie tylko jeden chłopiec, który otrzymuje dowolną nagrodę, o jakiej tylko zamarzy.
Tyle z fabuły…
Autor, w tym wypadku piszący pod pseudonimem, równie tajemniczo opowiada nam historię osadzoną w świecie, o którym nie wiemy za dużo. Wiemy jednak, że jedną z głównych rozrywek „lokalsów” jest właśnie tytułowy marsz.
Książka ta, to taka trochę opowieść o dojrzewaniu. Chociaż poznając bliżej bohaterów powieści można zauważyć, że nie brakuje im męskości i odwagi.
Chwilami jednak widać w nich po prostu dzieci. Są to chwilę zwątpienia, tęsknoty za pozostawionymi daleko za nimi bliskimi i mocno dokuczającego bólu fizycznego i tego trudniejszego do wyleczenia – kryjącego się w ludzkim umyśle.
Czytając „Wielki marsz” wielokrotnie łapałem się na tym, że zaczynam kibicować uczestnikom. I to uczucie niepewności i ekscytacji towarzyszyło mi aż do końca.
Tradycyjnie muszę wspomnieć po raz kolejny o genialnym retro wydaniu. Ta książka po prostu prezentuje się genialnie.
Polecam gorąco
Ta historia to tak naprawdę opowieść o brutalnym konkursie, w którym bierze udział stu nastoletnich chłopców maszerujących bez przerwy przed siebie, w którym zwycięzca może być tylko jeden.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUczestnicy muszą utrzymywać określoną minimalną prędkość marszu. Każde zwolnienie oznacza ostrzeżenie, a po trzech ostrzeżeniach zawodnik zostaje wyeliminowany przez żołnierzy...