-
Artykuły
„Ostatni smrek” Marii Gąsienicy-Zawadzkiej trzyma w napięciu do ostatniej strony
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów, ale jesteśmy na to podatni
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Gdy prawdy powiedzieć nie możesz, a kłamać nie chcesz
FioletowaRóża1 -
Artykuły
Sportowa opowieść o sile dziecięcego charakteru – „Akademia Piłkarska. #1 Gra się zaczyna”
LubimyCzytać2
Biblioteczka
2026-03-17
2026-02-18
Zasmucający traktat o tym, co rdzennym społecznościom Afryki i Australii przyniósł "zapach białego człowieka". Opowieść rozciąga się na wiele wątków - historyczne koncepcje teorii ras, historia osadnictwa kolonialnego, w końcu dzieje terroru - snując ponury obraz Europy, która pijana krwią Czarnych nigdy do końca nie otrząsnęła się ze zbójeckiego poczucia supremacji - legitymowanej brutalną siłą.
Szczególnie mocno oddziaływała na mnie druga część książki, zadedykowana Aborygenom. Opisy moralnej samowolki "wysłanników imperium" na "Terra Nullius" oraz ich bezkarność w rozliczeniu historycznym są przygnębiające, prowokując pytania o odpowiedzialność pokoleniową.
Pióro Lindqvista łączy cechy literatury pięknej, reportażu i książki historycznej; najlepiej jednak wychodzą mu dwa ostatnie, bowiem pasaże quasi-poetyckie są raczej redundantne.
Zasmucający traktat o tym, co rdzennym społecznościom Afryki i Australii przyniósł "zapach białego człowieka". Opowieść rozciąga się na wiele wątków - historyczne koncepcje teorii ras, historia osadnictwa kolonialnego, w końcu dzieje terroru - snując ponury obraz Europy, która pijana krwią Czarnych nigdy do końca nie otrząsnęła się ze zbójeckiego poczucia supremacji -...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-01-21
Smutny w ogólnym wydźwięku zbiór opowiadań traktuje o dwóch perspektywach - z początku Marsjan a później już tylko Ziemian. Jest tutaj nadzieja na lepsze jutro, szowinizm, idealizm, ekspansjonizm, współczucie i pycha: jednak przede wszystkim z oczu i poczynań wyłania się cicho pustka, wypełzając spod uśmiechów i chromowanych rakiet.
Jest w tej obserwacji pana Bradbury'ego pewna uzasadniona gorycz, rozczarowanie homo consumens, który przez samą swoją ilość zakrzykuje nielicznych cywilizowanych. To poczucie władzy i płytka brawura, definiowana przez namiętności i prawo siły, odbiera ludzkości samostanowienie, tworząc samospełniającą się przepowiednię.
"Są ludy, co dojrzały do śmierci / z rąk ludów, niedojrzałych do życia"
J. Kaczmarski
Smutny w ogólnym wydźwięku zbiór opowiadań traktuje o dwóch perspektywach - z początku Marsjan a później już tylko Ziemian. Jest tutaj nadzieja na lepsze jutro, szowinizm, idealizm, ekspansjonizm, współczucie i pycha: jednak przede wszystkim z oczu i poczynań wyłania się cicho pustka, wypełzając spod uśmiechów i chromowanych rakiet.
Jest w tej obserwacji pana Bradbury'ego...
2026-01-11
Historia wciąga coraz bardziej z każdą następną stroną (zrazu nieco sztywno, później już płynniej), plącząc losy chłopców w dramat o gorzkim finale. Całość, bogata we frapujące koncepcje, uderza z opóźnionym zapłonem, zostając w myślach jako potężna - niemal mitologiczna - miniatura, studium Pierścienia Gygesa, prymitywnych Żądz, które wbijają sztych prosto w mit szlachetnego dzikusa.
Historia wciąga coraz bardziej z każdą następną stroną (zrazu nieco sztywno, później już płynniej), plącząc losy chłopców w dramat o gorzkim finale. Całość, bogata we frapujące koncepcje, uderza z opóźnionym zapłonem, zostając w myślach jako potężna - niemal mitologiczna - miniatura, studium Pierścienia Gygesa, prymitywnych Żądz, które wbijają sztych prosto w mit...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-01-01
Bardziej osobisty list miłosny Autora do awifauny, niż książka przyrodnicza per se. Często chaotyczna, popadająca chorobliwie we wszelakie dygresje narracja potrafi męczyć, pozbawiona jest bowiem większej dyscypliny; za to na równoważny plus poczytuję przepiękne zdjęcia zdobiące karty książki, gigantyczną wiedzę pana Karczewskiego i czułość, z jaką opowiada o świecie ptaków.
Bardziej osobisty list miłosny Autora do awifauny, niż książka przyrodnicza per se. Często chaotyczna, popadająca chorobliwie we wszelakie dygresje narracja potrafi męczyć, pozbawiona jest bowiem większej dyscypliny; za to na równoważny plus poczytuję przepiękne zdjęcia zdobiące karty książki, gigantyczną wiedzę pana Karczewskiego i czułość, z jaką opowiada o świecie ptaków.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-21
Ostatnia książka profesora, wydana pośmiertnie. Zwięzła (ale nie oszczędna!) formuła jest przystępna, pozwalając różnym argumentom Autora wybrzmieć, ale pozostawia także oddech na refleksję dla Czytelnika. Pozytywnie odbiera się także wrażenie, że pan Hawking okazuje się całkiem ludzki i humanistycznie dojrzały; prezentuje się bowiem przystępnie - pomimo świadomości swojego naukowego statusu umie uzasadnić swoją ciekawość świata bez popadania w samozachwyt (mówi to coś panu, panie Dragan?).
Mikro-wykłady przybierają momentami grząski wyraz. Specjalność Autora, fizyka odmieniana przez naręcze przypadków jest tu i tam rozkładana "przy kawie" na czynniki pierwsze, toteż idzie się czasem naprawdę pogubić. Okolicznością łagodzącą jednak ten kaliber omawianej materii jest elegancja, z jaką skromność idzie u Hawkinga pod rękę z erudycją.
Ostatnia książka profesora, wydana pośmiertnie. Zwięzła (ale nie oszczędna!) formuła jest przystępna, pozwalając różnym argumentom Autora wybrzmieć, ale pozostawia także oddech na refleksję dla Czytelnika. Pozytywnie odbiera się także wrażenie, że pan Hawking okazuje się całkiem ludzki i humanistycznie dojrzały; prezentuje się bowiem przystępnie - pomimo świadomości swojego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-05
Czuć, że to literacki debiut. Językowo i w dialogach dynamika potyka się tu i ówdzie, jednak robi to w dość uroczy sposób.
Bohaterowie są nakreśleni dość prosto, ale wiarygodnie; postać Księcia Mgły przypomina hybrydę starej baśni z antagonistą pewnej książki Kinga. Najlepszymi momentami książki w mojej opinii jednak są fragmenty dotyczące Jacoba Fleischmanna i jego rodziny - tutaj naprawdę w wakacyjne ciepło czuję, jak wkrada się gotycki dreszcz...
Jak na dość pretekstową, młodzieżową nowelę Zafon stara się pisać subtelnie i wrażliwie - i udaje mu się to. Gracias!
Czuć, że to literacki debiut. Językowo i w dialogach dynamika potyka się tu i ówdzie, jednak robi to w dość uroczy sposób.
Bohaterowie są nakreśleni dość prosto, ale wiarygodnie; postać Księcia Mgły przypomina hybrydę starej baśni z antagonistą pewnej książki Kinga. Najlepszymi momentami książki w mojej opinii jednak są fragmenty dotyczące Jacoba Fleischmanna i jego...
2025-10-27
Wybitnie wciągająca historia. Niestety - zachwyt mój, wzrastający miarowo ze zrozumieniem dla statusu Limes Inferior w polskim kanonie XX wiecznej fantastyki naukowej osłabł pod koniec; samo zakończenie zdaje mi się urwane, kompletnie nie pasując do reszty utworu. Najbardziej jednak smuci, jak ta oryginalna i nowatorska projekcja techno- i socjologicznej przyszłości w dobie automatyzacji ustępuje w ostatnim akcie dosyć topornej analogii do relacji powojennej Polski z ZSRR, stając się dość mocno zawężającym i niewyszukanym uproszczeniem dla tak ciekawej wizji.
Zatem tak długo, jak pozostajemy przy eksploracji życia półświatka, uchylając się wraz ze Sneerem przed aparatem służb - krążąc po barach, kabinach hotelowych i bocznych uliczkach między lifterami, punkciarzami, pijanymi bezrobotnymi, frustratami, tajniakami i prostytutkami - fabuła nie daje nam się oderwać. Pan Zajdel poza interesującymi pytaniami, wszytymi co prawda w mało wyszukany język, potrafi zachwycić - przede wszystkim przemyślanym projektem miasta łączącego w sobie PRL-owski proto-cyberpunk i fascynującą dystopię, w której nic nie jest takim, jakie się wydaje.
Czerwone każdemu po równo, zielone według zaszeregowania, żółte za pracę.
Wybitnie wciągająca historia. Niestety - zachwyt mój, wzrastający miarowo ze zrozumieniem dla statusu Limes Inferior w polskim kanonie XX wiecznej fantastyki naukowej osłabł pod koniec; samo zakończenie zdaje mi się urwane, kompletnie nie pasując do reszty utworu. Najbardziej jednak smuci, jak ta oryginalna i nowatorska projekcja techno- i socjologicznej przyszłości w dobie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-10-16
Pan Chittka z wyjątkową płynnością wprowadza nas dość kompleksowo w świat pszczołowatych, przechodząc w uporządkowany sposób przez świat zmysłów, zachowań społecznych aż po budowę mózgu i kwestie jednostek - ich osobowości i świadomość.
Informacji jest dużo, ale pod względem wykładania treści jest to perfekcyjna książka popularnonaukowa. Prowadzi czytelnika pewnie po różnych eksperymentach, badaniach i koncepcjach, dodając ważny rys historyczny, a jednocześnie udanie unika znacznych uproszczeń.
Po posłowiu, smutny stanem obecnej antropopresji, padam na kolana przed pięknem natury i naszych małych, sprytnych sióstr. Zdecydowanie polecam.
Pan Chittka z wyjątkową płynnością wprowadza nas dość kompleksowo w świat pszczołowatych, przechodząc w uporządkowany sposób przez świat zmysłów, zachowań społecznych aż po budowę mózgu i kwestie jednostek - ich osobowości i świadomość.
Informacji jest dużo, ale pod względem wykładania treści jest to perfekcyjna książka popularnonaukowa. Prowadzi czytelnika pewnie po...
2025-09-23
Nadal urzeka, mimo noszenia wyraźnych znamion upływu czasu. Pod skąpym szkieletem sztywnej opisowości i teatralnych dialogów spogląda ukradkiem na nas najczystsza esencja ducha przygody i co miło zaskakujące, mimo że wyraźnie staroświecka - jest tu także humanistyczna doza uszanowania różnorodności rasowej i kulturowej. Howgh!
Nadal urzeka, mimo noszenia wyraźnych znamion upływu czasu. Pod skąpym szkieletem sztywnej opisowości i teatralnych dialogów spogląda ukradkiem na nas najczystsza esencja ducha przygody i co miło zaskakujące, mimo że wyraźnie staroświecka - jest tu także humanistyczna doza uszanowania różnorodności rasowej i kulturowej. Howgh!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-08-25
Chylę czoła wobec światotwórczej i fabularnej dyscypliny, tworzącej udany duet prowadzący do naprawdę zgrabnie przemyślanego finału.
Na minus poczytuję technicyzujący język, szczególnie w rozmowach z Telesforem, który przekroczył granicę Lema bardzo szybko - stając się technologicznym bełkotem, wytrącającym nowelę z rytmu.
Ostatecznie, metaforyczne wielości w istocie spoczywają gdzieś pod powierzchnią Katedry i jest to wartość dodana, nawet jeśli Autor nie potrafił właściwie jej wyeksponować.
Chylę czoła wobec światotwórczej i fabularnej dyscypliny, tworzącej udany duet prowadzący do naprawdę zgrabnie przemyślanego finału.
Na minus poczytuję technicyzujący język, szczególnie w rozmowach z Telesforem, który przekroczył granicę Lema bardzo szybko - stając się technologicznym bełkotem, wytrącającym nowelę z rytmu.
Ostatecznie, metaforyczne wielości w istocie...
2025-08-21
Bezsilność, ciemność i mróz. Studium kilku międzyklasowych kadrów z plagi głodu, który nawiedził Finlandię w 1867 roku. Kameralna i przejmująca, ciasno zszyta mikro-odyseja, brudna od krwi, szarego kleiku i śmierci.
Bezsilność, ciemność i mróz. Studium kilku międzyklasowych kadrów z plagi głodu, który nawiedził Finlandię w 1867 roku. Kameralna i przejmująca, ciasno zszyta mikro-odyseja, brudna od krwi, szarego kleiku i śmierci.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-08-20
Książka promieniuje wręcz od ciepła słońca i miłości do świata naszych braci mniejszych. We wspaniały sposób obrazuje niewinność a jednocześnie bezlitosność świata przyrody, nie popadając w infantylizm.
Nie ukrywam, że wybitnym elementem charakterystycznym jest na wskroś post-Tolkienowski język: narracja bowiem nie tylko używa wielu nazw własnych (jest mapa i słowniczek), ale także sposób opowiadania, który w inherentny sposób jest osadzony w umyśle kotka.
Podsumowując, pan Williams staje z rozmysłem na granicy między baśnią a fantasy, dając jedną z najbardziej uroczych historii, jakie czytałem od dawna. Nre'fa-o, Cu'nre!
Książka promieniuje wręcz od ciepła słońca i miłości do świata naszych braci mniejszych. We wspaniały sposób obrazuje niewinność a jednocześnie bezlitosność świata przyrody, nie popadając w infantylizm.
Nie ukrywam, że wybitnym elementem charakterystycznym jest na wskroś post-Tolkienowski język: narracja bowiem nie tylko używa wielu nazw własnych (jest mapa i słowniczek),...
2025-07-21
Autor, będący ciekawym świata fotografem i zapalonym przyrodnikiem w zwięzły (acz nie skąpy) sposób oprowadza Czytelnika po archipelagu na końcu świata z właściwą sobie poczciwością i swoistym „wujaszkowym” urokiem osobistym.
To piękny (bo szczery i „namacalny”) dzienniczek podróży: informatywny, przyziemny a chwilami wręcz po ludzku wrażliwy. Co ważne - książeczka nie dłuży się, opowieść pana Andrzeja trzyma dobre tempo, jest pozbawiona zadęcia i na deser raczy nas owocami zerwanymi z kliszy.
Autor, będący ciekawym świata fotografem i zapalonym przyrodnikiem w zwięzły (acz nie skąpy) sposób oprowadza Czytelnika po archipelagu na końcu świata z właściwą sobie poczciwością i swoistym „wujaszkowym” urokiem osobistym.
To piękny (bo szczery i „namacalny”) dzienniczek podróży: informatywny, przyziemny a chwilami wręcz po ludzku wrażliwy. Co ważne - książeczka nie...
2025-07-01
<westchnięcie w języku binarnym>
Jasne - czytamy o świecie, gdzie zmutowani ludzie, kosmiczne elfy i orki krzyczące WAAGH! walczą w oparach demonicznego opętania - ale pióro pana Grahama wymaga ostrzenia. Fatalne dialogi - pretekstowe, pozbawione substancji; chaotyczne opisy miejsc i wydarzeń, większość postaci płaska jak blacha cięta z metra (Dalia i jej menażeria), no i ta cholerna, wieczna e k s p o z y c j a, odbierająca przyjemność samodzielnego rozumowania.
Nie wszystko jest fatalne, bowiem wątek Rycerzy z Taranis (i w mniejszym stopniu Legio Tempestus) jest na tyle ciekawy, że ostatecznie idzie przeboleć festiwal lania wody... prowadzący do gorzkiego końca Wojny Domowej na Marsie, który po tym 400-stronowym tango z narratorem jest napisany w miarę zręcznie.
PS. Osobna rózga należy się wydawnictwu Copernicus, które mimo pięknej okładki zrobiło tyle błędów korekcyjnych, że głowa mała. Pozjadana interpunkcja, literówki i inne cuda występują w wydaniu z 2017 r. w nagminnej ilości. Ludziska, no tak się nie robi.
<westchnięcie w języku binarnym>
Jasne - czytamy o świecie, gdzie zmutowani ludzie, kosmiczne elfy i orki krzyczące WAAGH! walczą w oparach demonicznego opętania - ale pióro pana Grahama wymaga ostrzenia. Fatalne dialogi - pretekstowe, pozbawione substancji; chaotyczne opisy miejsc i wydarzeń, większość postaci płaska jak blacha cięta z metra (Dalia i jej menażeria), no i...
2025-06-20
Świadectwo cierpienia, dobitnie przypominające o tym jak odległą jeszcze wizją jest posthumanizm. Lista wyliczanych niezmordowanie danych, milionów ciał zrzucanych z komór gazowych pod nóż albo na przemiał jest niewyczerpana, w przeciwieństwie do empatycznych zasobów Autora i czytelnika w mojej osobie.
Lektura trudna, a choć napisana umiejętnie i lekkim piórem, prowadzi nas za wystraszonymi i bezbronnymi zwierzętami przez jądro ciemności, skąd wychodzimy już samotni i nadzy w tej okrutnej prawdzie. Zaprawdę, straszny los zgotowaliśmy naszym braciom i siostrom.
Świadectwo cierpienia, dobitnie przypominające o tym jak odległą jeszcze wizją jest posthumanizm. Lista wyliczanych niezmordowanie danych, milionów ciał zrzucanych z komór gazowych pod nóż albo na przemiał jest niewyczerpana, w przeciwieństwie do empatycznych zasobów Autora i czytelnika w mojej osobie.
Lektura trudna, a choć napisana umiejętnie i lekkim piórem, prowadzi...
2025-06-04
Surrealistyczny opis sytuacji bez wyjścia, który kryje w sobie wielką wrażliwość. Melancholijne arcydzieło, prowadzące nas pod płaszczykiem zwięźle prowadzonej historii przepoczwarzenia komiwojażera w toń społecznej alienacji, dojmującej samotności i istoty... depresji.
Surrealistyczny opis sytuacji bez wyjścia, który kryje w sobie wielką wrażliwość. Melancholijne arcydzieło, prowadzące nas pod płaszczykiem zwięźle prowadzonej historii przepoczwarzenia komiwojażera w toń społecznej alienacji, dojmującej samotności i istoty... depresji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-05-30
Różnorodny przegląd małych przemyśleń fascynującego leśnika z Hummel, który ujmuje nie tylko swoją wiedzą i łagodnością - ale przede wszystkim autentycznością i sercem do przyrody. Krótkie rozdziały, sprawne pióro - wszystko utrzymane w luźnej acz informatywnej formie, bez lania wody i stroszenia piórek. Idąc za klasykiem: Pan Wohlleben to jednak fachowiec jest.
Różnorodny przegląd małych przemyśleń fascynującego leśnika z Hummel, który ujmuje nie tylko swoją wiedzą i łagodnością - ale przede wszystkim autentycznością i sercem do przyrody. Krótkie rozdziały, sprawne pióro - wszystko utrzymane w luźnej acz informatywnej formie, bez lania wody i stroszenia piórek. Idąc za klasykiem: Pan Wohlleben to jednak fachowiec jest.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-04-14
Otrzymana w prezencie historia osadza mojego ulubionego gwiezdnego stratega w nowym kanonie Gwiezdnych Wojen. Na ile jego stwórcy - wspaniałemu T. Zahnowi udało się odtworzyć magię, którą osnuta jest trylogia Dziedzica Imperium?
Częściowo.
Na plus jako stary nerd i były padawan świata Star Wars poczytuję:
- Znakomicie wykreowany klimat militarno-politycznej intrygi osadzony na odległych światach niczym w starym dzikim Expanded Universe;
- Lekkie pióro, dzięki któremu 600 stron mija niespodziewanie szybko
- Świetnie poprowadzone, ciekawe i interesujaco umotywowane postaci - Mitth'raw'nuruodo, Vanto, Nocny Łabędź (jego intelektualny pojedynek z Thrawnem przez strony powieści to naprawdę wciągająca lektura) a nawet panna Pryce, która z tego co widzę, nie zaskarbiła sobie zbyt wielu sympatyków - ale nie trzeba jej lubić, żeby nie docenić kunsztu stworzenia takiej postaci.
Na minus, żeby zachować lakoniczność muszę niestety wyliczyć dwie rzeczy.
Po pierwsze: dialogi i sposób narracji - są jedynie z rzadka czymś więcej niż ekspozycja z lekkim smaczkiem, sam wokabularz często jest drętwy i opisowy (kwestia tłumaczenia?). Najgorzej wypada to w wielu opisach pomniejszych intryg, które wypadają chaotycznie i momentami wręcz niezrozumiale.
Po drugie: stawka emocjonalna książki jest raczej przygnębiająco niska, co poczytuję za efekt umiejscowienia akcji w na tyle sztywno upakowanym kanonie Disneya (przeładowanym od treści w okresie Imperialnym i prowadzącym ku katastrofalnej w skutkach fabularnych trylogii VII - IX), że pomimo usilnych starań Autora, zorientowany w lore Czytelnik raczej połączy fakty i znając wektor wydarzeń na lata do przodu z góry wie, co się powiedzie, a co nie.
- - -
Czy polecam? Ostatecznie tak, ale raczej tylko fanom dobrze zorientowanym w uniwersum, z uwagi na hermetyczny język i mnóstwo fan-serwisu.
Otrzymana w prezencie historia osadza mojego ulubionego gwiezdnego stratega w nowym kanonie Gwiezdnych Wojen. Na ile jego stwórcy - wspaniałemu T. Zahnowi udało się odtworzyć magię, którą osnuta jest trylogia Dziedzica Imperium?
Częściowo.
Na plus jako stary nerd i były padawan świata Star Wars poczytuję:
- Znakomicie wykreowany klimat militarno-politycznej intrygi...
2025-04-04
Silnie oniryczny dramat o erotycznym zabarwieniu, ale przede wszystkim odbieram go jako gorączkową opowieść o przemocy i samotności. Tragedia Yeong-hye ma wiele warstw, wpisanych organicznie w post-konfucjański patriarchalny ryt społeczny Korei Południowej - akcja książki koncentruje się na granicy między jednostką, rodziną i człowieczeństwem. Całość jest raczej szorstka i przygnębiająca, ale bezsprzecznie kryje w sobie odpryski melancholijnego piękna.
Silnie oniryczny dramat o erotycznym zabarwieniu, ale przede wszystkim odbieram go jako gorączkową opowieść o przemocy i samotności. Tragedia Yeong-hye ma wiele warstw, wpisanych organicznie w post-konfucjański patriarchalny ryt społeczny Korei Południowej - akcja książki koncentruje się na granicy między jednostką, rodziną i człowieczeństwem. Całość jest raczej szorstka i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Gorzki melodramat ze szczyptą gotyku. Wrzosowiska pod Gimmerton grzmią od pasji, zaplątane w dwupokoleniową historię trzech rodzin. Bohaterowie spod pióra pani Brontë tworzą niezwykłą galerię skrzywdzonych serc, które jawią się podczas lektury jak żywe - świadectwo świetnego warsztatu Autorki.
Gorzki melodramat ze szczyptą gotyku. Wrzosowiska pod Gimmerton grzmią od pasji, zaplątane w dwupokoleniową historię trzech rodzin. Bohaterowie spod pióra pani Brontë tworzą niezwykłą galerię skrzywdzonych serc, które jawią się podczas lektury jak żywe - świadectwo świetnego warsztatu Autorki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to