-
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Wielkanoc z książką i nie tylko – czytelnicze oraz kreatywne pomysły na prezent
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2
Biblioteczka
2024-08-09
2025-07-05
2024-12-29
Budownictwo w Polsce bazuje na idei równania w dół. Coraz mocniej ograniczający nas budżet to jedno. Jednak bardziej niepokojący jest praktyczny brak możliwości egzekwowania chociaż tej podstawowej jakości. Chciwi ludzie istnieli i będą istnieć, to nie jest szokujące. Jednakże po to mamy państwo, żeby przymuszało tychże chciwych ludzi do zachowywania minimum przyzwoitości. Z reportażu wynika, że deweloper zachowa przyzwoitości li tyle, ile mu się będzie chciało. A że branża ta przyciąga jak magnes ludzi, którzy dla pieniędzy posuną się do każdej nikczemności, to biada temu, kto próbuje kupić mieszkanie.
Budownictwo w Polsce bazuje na idei równania w dół. Coraz mocniej ograniczający nas budżet to jedno. Jednak bardziej niepokojący jest praktyczny brak możliwości egzekwowania chociaż tej podstawowej jakości. Chciwi ludzie istnieli i będą istnieć, to nie jest szokujące. Jednakże po to mamy państwo, żeby przymuszało tychże chciwych ludzi do zachowywania minimum przyzwoitości....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-28
Słaba próba zrobienia z reportażu arcydzieła literatury. Wyszło ani dzieło, ani reportaż.
Żeby nie było, ja nie mam nic przeciwko literackiemu stylowi pisania. Czytałam ostatnio "Rekina z parku Yoyogi" Joanny Bator i tam zabawa językiem pozwoliła uchwycić rzeczy wymykające się konwencjonalnym opisom. Natomiast w "Pojutrze" to jest jakiś nielogiczny strumień świadomości i wcale nie pomaga lepiej zrozumieć opisywanych miast. Zakładam, że celem było uchwycenie "klimatu", ale przydługawe opisy mało istotnych z punktu widzenia literatury faktu rzeczy więcej zdradzały o potrzeganiu samej autorki, niż tego, CO postrzegała. W oczy rzucała się romantyzacja biedy i nieufność wobec nowoczesnych, rozwiniętych społeczeństw.
Na zakończenie autorka postanowiła zabawić się w Yuval Noah Harari'ego (a jakże! pojawił się nawet w bibliografii) i powieszczyć, że homo sapiens zrobił to, teraz zrobi tamto... Identyczny styl pisania wskazujący na wyraźne wzorowanie się.
Mam wrażenie, że ta książka to była próba naśladowania stylu pisania innych, zakończona porażką. Szkoda, bo temat miał ogromny potencjał.
Słaba próba zrobienia z reportażu arcydzieła literatury. Wyszło ani dzieło, ani reportaż.
Żeby nie było, ja nie mam nic przeciwko literackiemu stylowi pisania. Czytałam ostatnio "Rekina z parku Yoyogi" Joanny Bator i tam zabawa językiem pozwoliła uchwycić rzeczy wymykające się konwencjonalnym opisom. Natomiast w "Pojutrze" to jest jakiś nielogiczny strumień świadomości i...
2023-03-01
Mogło by się wydawać, że w ciągu 3 lat od kryzysu pandemicznego tyle się wydarzyło, że nie warto już sięgać po książkę z 2020. Okazało się, że punkt widzenia Bhakadiego od początku był tak logiczny i spójny, że dzisiejsze fakty jedynie potwierdzają, kto miał rację. Kto wydawał sądy na podstawie wiedzy o epidemiach, a kto na podstawie jedynego słusznego eksperta rządowego. Kto faktycznie chciał chronić najsłabszych, a kto tylko pokazowo robił lockdowny, by działania były "widoczne". Kto chciał skutecznie zarządzać kryzysem, a kto chciał siać panikę i ją bez ustanku podżegać. Koniec końców informacje o zmienianiu definicji pandemii, końca pandemii i obchodzeniu przepisów o lekach, po to tylko by móc siać panikę i zmusić wszystkich do przyjęcia nowego preparatu - napawają smutną refleksją.
Mogło by się wydawać, że w ciągu 3 lat od kryzysu pandemicznego tyle się wydarzyło, że nie warto już sięgać po książkę z 2020. Okazało się, że punkt widzenia Bhakadiego od początku był tak logiczny i spójny, że dzisiejsze fakty jedynie potwierdzają, kto miał rację. Kto wydawał sądy na podstawie wiedzy o epidemiach, a kto na podstawie jedynego słusznego eksperta rządowego....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-05-19
Świetny reportaż nie tylko dla fanów biegania. Czemu tak uważam? Bo to jest podobna rzecz, co czytanie biografii sławnych ludzi, którzy coś osiągnęli w życiu. Chcemy się dowiedzieć czegoś o ich podejściu do życia i najlepiej wyciągnąć z tego dla siebie jakąś naukę. Tu natomiast mamy opowieść, jak to się stało, że ubogi mieszkaniec afrykańskiej wioski bije na głowę biegaczy z bogatych zachodnich państw? Czyż nie chcemy dowiedzieć się, co może być ważniejsze niż pieniądze i dostęp do najnowszych technologii?
Dowiemy się, że samo "bycie Kenijczykiem" jeszcze nie sprawia, że automatycznie będziesz dobrze biegać. W swojej książce autor krok po kroku relacjonuje jak poznawał realia obowiązujące w Kenii - każda strona to kolejne ciekawostki, które razem zebrane pomagają zrozumieć fenomen kenijskich biegaczy. Dodatkowo żywe opisy Afryki sprawiają, że aż ma się ochotę jechać do Kenii zobaczyć to na własne oczy.
Książkę bardzo przyjemnie się czyta - nie ma żadnych dłużyzn, a autor ma bardzo lekki styl pisania. Polecam!
Świetny reportaż nie tylko dla fanów biegania. Czemu tak uważam? Bo to jest podobna rzecz, co czytanie biografii sławnych ludzi, którzy coś osiągnęli w życiu. Chcemy się dowiedzieć czegoś o ich podejściu do życia i najlepiej wyciągnąć z tego dla siebie jakąś naukę. Tu natomiast mamy opowieść, jak to się stało, że ubogi mieszkaniec afrykańskiej wioski bije na głowę biegaczy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2019-02-18
Ciekawy reportaż, otwiera oczy na problemy mocno przemilczane po naszej stronie kuli ziemskiej. Kto by się tam przejmował ciałami niewolników wyrzucanych z kutra prosto do morza gdzieś pod Tajlandią, skoro zgodnie z kierunkiem wytyczonym przez mass media jedyne problemy ograniczają się do Europy i USA.
Odejmuję gwiazdki za irytujący styl pisania. Praktycznie każdy rozdział rozpoczyna się od nieposiadającej kontekstu historii, żeby na kolejnej stronie dopiero wytłumaczyć o co chodzi. Wygląda to na jakąś uniwersalną metodę na napisanie wstępu w reportażu, powielaną co parę stron. Poza tym w mojej opinii niepotrzebnie był akcentowany sensacyjny wydźwięk. Wydaje mi się, że opisy handlu ludźmi są już wystarczająco szokujące, aby darować sobie zdania przypominające clickbaity.
Ciekawy reportaż, otwiera oczy na problemy mocno przemilczane po naszej stronie kuli ziemskiej. Kto by się tam przejmował ciałami niewolników wyrzucanych z kutra prosto do morza gdzieś pod Tajlandią, skoro zgodnie z kierunkiem wytyczonym przez mass media jedyne problemy ograniczają się do Europy i USA.
Odejmuję gwiazdki za irytujący styl pisania. Praktycznie każdy...
2018-11-04
W świetle będących ostatnio na czasie dyskusji o uchodźcach i islamie, reportaż ten stanowi świetny opis kraju muzułmańskiego z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca. Książka ta to praktycznie sama krytyka islamu, lecz napisana przez osobę, która dobrowolnie przeszła na islam i jeszcze z własnej woli zamieszkała na stałe w Egipcie. Temat jest zatem naprawdę dobrze obadany przez autora - nie jest to materiał oparty na starannie wyselekcjonowanych filmikach z internetu.
Autor zarzeka się, że kocha Egipt, ale jego książka jakoś nie zaraziła mnie tą miłością. Na podstawie tej książki Egipt pukałby u mnie w dno listy miejsc, które chciałabym odwiedzić.
Powyższe budzi we mnie BARDZO BARDZO dziwne uczucia. Po prostu nie rozumiem, jak można być zdrowym na umyśle i specjalnie związywać się z miejscem, w którym królują problemy, które jeśli u nas były, to od jakichś 500 lat są już rozwiązane, a tam takie oczywistości to wielki problem i konspiracja. Przychodzą mi do głowy dwa logiczne wytłumaczenia - albo jest coś nie tak z tym "zdrowym na umyśle", albo autor tak w rzeczywistości jedynie stworzył kreację pozwalającą na wnikliwą eksplorację Egiptu i arabskiej myśli. Nawet dam radę wytłumaczyć przyjęcie islamu jakąś chwilową fascynacją, a docelowo lepszym przyjęciem przez Egipcjan. Ale przynajmniej dla mnie, nawet pokusa obwieszczenia światu prawdziwego oblicza kraju muzułmańskiego nie może się mierzyć z zakładaniem tam rodziny. W nocie biograficznej przeczytałam, że syn autora nosi arabskie imię. Jak można swoje dziecko pakować w sam środek tego, co krytykuje się w książkach? Żeby syn był otoczony szkołami o żenującym poziomie edukacji, kolegami którym wpaja się brak szacunku do kobiet, wreszcie obrzezanymi kobietami? Ciekawe co to ma mu ułatwić i w jaki sposób dążyć do tego by dzieci miały lepiej od rodziców? Może właśnie przez irracjonalność myślenia autor poczuł, że w Egipcie trafił na swoich?
Jeśli ktoś ma jakieś wywiady z autorem czy inne dodatkowe materiały pomagające rozwiać moje wątpliwości, proszę o podesłanie w wiadomości na LubimyCzytac.
W świetle będących ostatnio na czasie dyskusji o uchodźcach i islamie, reportaż ten stanowi świetny opis kraju muzułmańskiego z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca. Książka ta to praktycznie sama krytyka islamu, lecz napisana przez osobę, która dobrowolnie przeszła na islam i jeszcze z własnej woli zamieszkała na stałe w Egipcie. Temat jest zatem naprawdę dobrze obadany...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-09-04
Jak tylko zobaczyłam w księgarni, że jest nowa książka o Hiszpanii w formie reportażu, koniecznie chciałam ją przeczytać. Miałam tylko obawę, że będzie napisana stylem popularnonaukowym. Ale nic z tego, gdyż tak jak żywiłam nadzieję, to jest książka powstała z fascynacji innym krajem, koncentrująca się na aspektach, które dla zwykłych przewodników pozostają nieuchwytne. Tworzy taki klimat, że ciężko się od niej oderwać. Wszystko to napisane tak lekko i zajmująco, że aż ciężko uwierzyć, iż dla autora był to debiut literacki.
Uważam że ta książka świetnie poszerza horyzonty, będzie doskonała dla każdego kto jest ciekawy świata i ludzi. Polecam zabrać się za nią jak najszybciej, gdyż jest póki niezwykle aktualna - niektóre odniesienia dotyczą wydarzeń sprzed zaledwie kilku miesięcy.
Jak tylko zobaczyłam w księgarni, że jest nowa książka o Hiszpanii w formie reportażu, koniecznie chciałam ją przeczytać. Miałam tylko obawę, że będzie napisana stylem popularnonaukowym. Ale nic z tego, gdyż tak jak żywiłam nadzieję, to jest książka powstała z fascynacji innym krajem, koncentrująca się na aspektach, które dla zwykłych przewodników pozostają nieuchwytne....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2013-07-05
W naszej kulturze Japonia uchodzi za mityczną krainę, o której wiedzę czerpiemy z szokujących migawek z TV i plotek o spotykanych tam dziwactwach.
Reportaż "Rekin z parku Yoyogi" jest o tyle ciekawy, że stara się naprostować te wszystkie niestworzone historie o gejszach i automatach na używane majtki. Dzięki temu odnoszę wrażenie, że dowiedziałam się cokolwiek o tym jak faktycznie wygląda życie w Japonii. Eseje są mocno nakrapiane osobistymi przemyśleniami (prosto od kulturoznawczyni) i literackim językiem - dzięki temu obrazy w głowie stają się naprawdę żywe. Rozdziały mają przeciętnie po ok. 5 stron, nie są ze sobą mocno powiązane i każdy przedstawia jakąś twarz Japonii. Niesamowicie podobał mi się zabieg stworzenia jednego rozdziału w formie mangi. To tylko potwierdza wszechstronność ujęcia tematu.
Wydaje mi się, że reportaże Joanny Bator mogą mocno pomóc wyrobić sobie właściwe wyobrażenie o współczesnej Japonii, aby po prostu uniknąć rozczarowania podczas podróży (co ponoć dość często się zdarza). Ja planuję taką podróż na przyszły rok i dlatego z chęcią sięgnę jeszcze po "Japoński wachlarz".
W naszej kulturze Japonia uchodzi za mityczną krainę, o której wiedzę czerpiemy z szokujących migawek z TV i plotek o spotykanych tam dziwactwach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toReportaż "Rekin z parku Yoyogi" jest o tyle ciekawy, że stara się naprostować te wszystkie niestworzone historie o gejszach i automatach na używane majtki. Dzięki temu odnoszę wrażenie, że dowiedziałam się cokolwiek o tym jak...