
Pojutrze. O miastach przyszłości

- Kategoria:
- reportaż
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2017-11-09
- Data 1. wyd. pol.:
- 2017-11-09
- Liczba stron:
- 349
- Czas czytania
- 5 godz. 49 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788308064481
Klucz do przyszłości człowieka ukryty jest w miastach.
Od naszej wyobraźni zależy, czy go odnajdziemy.
Nowa książka Pauliny Wilk.
Przyszłość należy do miast. Już teraz żyje w nich połowa ludzkości, a one wciąż się rozrastają. Równolegle z dynamicznym wzrostem w miastach zachodzi wiele innych procesów – metropolie, próbując sprostać nowym wyzwaniom i oczekiwaniom mieszkańców, muszą się zmieniać. Niektóre chcą być miastami sprawiedliwymi, ucieleśniającymi idee równości, inne inwestują w ekologię i nowe technologie, są też takie, i to najczęstsze przypadki, które rozwijają się chaotycznie, bez żadnego planu.
Miasta na naszych oczach stają się doświadczalnymi poligonami, na których ścierają się rozmaite urbanistyczne wizje, filozoficzne idee, marzenia i utopie. Politycy, aktywiści, czasem szaleni miliarderzy przeprowadzają w nich eksperymenty o trudnych do odgadnięcia konsekwencjach.
Paulina Wilk postanowiła zmierzyć się z ogromem i fenomenem miasta. Zabiera czytelnika w podróż do dziewięciu metropolii, w których przeszłość i teraźniejszość odważnie spotykają się z przyszłością. Dubaj, Bombaj, Kampala, Songdo, Singapur, Lima, Masdar, Seul, Kopenhaga.
Do kogo należą miasta? Czy możliwe jest miasto idealne? Jak będą wyglądały wielkie metropolie za dziesięć, dwadzieścia, pięćdziesiąt lat?
Pojutrze. O miastach przyszłości to literacki reportaż, dziennik z podróży, pobudzający intelektualnie esej i przede wszystkim popis wyobraźni. Paulina Wilk zestawia to, co widzi, z filozoficznymi koncepcjami, futurystycznymi wizjami i szuka odpowiedzi na pytanie nie tylko o przyszłość miast, ale i o przyszłość człowieka.
Kup Pojutrze. O miastach przyszłości w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Pojutrze. O miastach przyszłości
Poznaj innych czytelników
1266 użytkowników ma tytuł Pojutrze. O miastach przyszłości na półkach głównych- Chcę przeczytać 868
- Przeczytane 378
- Teraz czytam 20
- Posiadam 78
- 2018 17
- Chcę w prezencie 11
- 2019 7
- Literatura faktu 6
- Reportaż 6
- Architektura 5






































OPINIE i DYSKUSJE o książce Pojutrze. O miastach przyszłości
Osobista i szczera, skupiająca się na punktach widzenia pomijanych w mediach. i różnych obliczach tytułowych Miast. Pełna ciekawostek i dykteryjek, które składają się na nagie akty - nieraz przerażające, zawsze fascynujące. Chce więcej!
Osobista i szczera, skupiająca się na punktach widzenia pomijanych w mediach. i różnych obliczach tytułowych Miast. Pełna ciekawostek i dykteryjek, które składają się na nagie akty - nieraz przerażające, zawsze fascynujące. Chce więcej!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSłaba próba zrobienia z reportażu arcydzieła literatury. Wyszło ani dzieło, ani reportaż.
Żeby nie było, ja nie mam nic przeciwko literackiemu stylowi pisania. Czytałam ostatnio "Rekina z parku Yoyogi" Joanny Bator i tam zabawa językiem pozwoliła uchwycić rzeczy wymykające się konwencjonalnym opisom. Natomiast w "Pojutrze" to jest jakiś nielogiczny strumień świadomości i wcale nie pomaga lepiej zrozumieć opisywanych miast. Zakładam, że celem było uchwycenie "klimatu", ale przydługawe opisy mało istotnych z punktu widzenia literatury faktu rzeczy więcej zdradzały o potrzeganiu samej autorki, niż tego, CO postrzegała. W oczy rzucała się romantyzacja biedy i nieufność wobec nowoczesnych, rozwiniętych społeczeństw.
Na zakończenie autorka postanowiła zabawić się w Yuval Noah Harari'ego (a jakże! pojawił się nawet w bibliografii) i powieszczyć, że homo sapiens zrobił to, teraz zrobi tamto... Identyczny styl pisania wskazujący na wyraźne wzorowanie się.
Mam wrażenie, że ta książka to była próba naśladowania stylu pisania innych, zakończona porażką. Szkoda, bo temat miał ogromny potencjał.
Słaba próba zrobienia z reportażu arcydzieła literatury. Wyszło ani dzieło, ani reportaż.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻeby nie było, ja nie mam nic przeciwko literackiemu stylowi pisania. Czytałam ostatnio "Rekina z parku Yoyogi" Joanny Bator i tam zabawa językiem pozwoliła uchwycić rzeczy wymykające się konwencjonalnym opisom. Natomiast w "Pojutrze" to jest jakiś nielogiczny strumień świadomości i...
Dla mnie ta książka była refleksją nad tym dokąd zmierzamy. Wizja rozrastających się miast, nowych technologii, stref biznesu i ułuda lepszego świata. A wśród nich zwykli często biedni ludzie, których zdanie jest mało znaczące. Coraz więcej sztucznego jedzenia, gdy te naturalne jest najzdrowsze. Coraz większy wpływ kapitalizmu i rządzących na powstawanie betonowych miast i nakazy jak ludzie mają żyć. Książka nie zawiera opisu tylko bogatych miast, jak Seul, Dubaj, Singapur. Są też wielomilionowe miasta pełne biedy jak Bombaj, Kampala, Lima.
Mnie osobiście, książka wciągnęła, choć wymagała skupienia. Cieszę się, że mam ją z autografem autorki.
Dla mnie ta książka była refleksją nad tym dokąd zmierzamy. Wizja rozrastających się miast, nowych technologii, stref biznesu i ułuda lepszego świata. A wśród nich zwykli często biedni ludzie, których zdanie jest mało znaczące. Coraz więcej sztucznego jedzenia, gdy te naturalne jest najzdrowsze. Coraz większy wpływ kapitalizmu i rządzących na powstawanie betonowych miast i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka o zmarnowanym potencjale.
Choć temat szalenie ciekawy, jak większość osób już tu wspomniała, nie jest to w zasadzie ani reportaż ani książka dla fanów urbanistyki, ale zbiór dziwnych esejów/impresji autorki na temat odwiedzanych przez nią miast oraz jej mieszkańców. Przed lekturą zapoznałam się z recenzjami i byłam na to przygotowana, ale nic mnie nie przygotowało na absolutnie koszmarny styl pisania autorki. Na siłę w każdym zdaniu wciska dziwne “poetyckie” opisy oraz metafory, ale efekt jest przeciwny do zamierzonego, bo tekst wypada przez to co najwyżej komiczne.
Póki autorka trzyma się opisów miast książka jest nawet znośna, natomiast zaczyna robić się dziwnie, gdy zaczyna przechodzić do opisów mieszkańców. Z książki momentami przebijają rasistowskie komentarze. Szczególnie wybija się w to w drugim rozdziale o Seulu. Od samego początku autorka opisuje Koreańczyków jako niemożliwych do rozróżnienia: “W pierwszych dniach zdawało mi się nawet, że mam do czynienia nie z ludzmi, a jedną, multiplikowaną w nieskończonosć postacią. Prawdopodobnie zostali pozbawieni, lub dobrowolnie zrzekli się, wrodzonej różnorodności.” (?!). Brnie w tym opisie niemal dwie strony określając ich jako bezduszne cyborgi (lub jak sama napisała “biologiczne kostiumy”). Jej opis Seulu to tendencyjny obrazek “szalonej Azji” z koncertami hologramów oraz wizji ludzi jako bezdusznej armii klonów po operacjach plastycznych.
Autorka wydaje się być uosobieniem kompleksu “white saviour”. Fascynują ją miasta “z prostymi ludźmi” takie jak Kampala, Mumbaj czy Lima. Płacze nad losem rodzin zamieszkujące slumsy, tylko po to by rozdział wcześniej krytykować Singapur za bycie nadopiekuńczym miastem, poprzez takie opresyjne zabiegi jak państwowe budownictwo mieszkań. Cały rozdział o Singapurze z resztą jest bardzo dziwny. Autorka kreśli metaforę mieszkańców Singapuru jako ptaki w złotej klatce rodem z roku 1984 Orwella. A jeżeli zapytacie czym przejawia się ta nadopiekuńczość państwa, to autorka jako przykłady wymienia rozmieszczone w metrze naklejki o nie zaśmiecaniu, informacje o ustąpieniu miejsca osobom potrzebującym czy komunikaty o niezbliżaniu się do krawędzi peronu. Miasta nowoczesne takie jak Dubaj, Masdar czy wspomniany Singapur budzą w niej fascynację, a jednocześnie widoczną niechęć. Zastanawiające, że autorka decydując się napisać książkę o miastach przyszłości zdaje się ich tak bardzo nie lubić.
Innym dziwnym elementem książki są same zachowania autorki w książce. Pisze o tym jak dzwoni sama do siebie do domu z budki telefonicznej; w Songdo wyobraża sobie, że jest pionkiem na grze planszowej, po mieście porusza się z kostką do gry, w losowych momentach nią podrzuca i wyznacza nią dalszy kierunek trasy; mówi na zdrowie kichającemu budowlańcowi znajdującym się kilkanaście pięter nad nią i dziwi się że jej nie odpowiada; przykłady można mnożyć….
Podsumowując, książka to jedna wielka strata czasu. Nie ma też żadnej konkluzji czy ciekawego komentarza w jakim kierunku rozwoju miast zmierzamy. Do tego okropny egzaltowany styl autorki uniemożliwia czytanie tej książki z przyjemnością.
Książka o zmarnowanym potencjale.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChoć temat szalenie ciekawy, jak większość osób już tu wspomniała, nie jest to w zasadzie ani reportaż ani książka dla fanów urbanistyki, ale zbiór dziwnych esejów/impresji autorki na temat odwiedzanych przez nią miast oraz jej mieszkańców. Przed lekturą zapoznałam się z recenzjami i byłam na to przygotowana, ale nic mnie nie przygotowało...
odczas ostatnio wysłuchanego podcastu Skądinąd Tomasza Stawiszyńskiego (@tomaszstawiszynski) o zetknęłam się z osobą Pauliny Wilk, reporterki, podróżniczki i pisarki. Odcinek poświęcony był między innymi wrażeniom zawartym w książce "Pojutrze. O miastach przyszłości" oraz był próbą oceny kierunku, w którym zmierza współcześnie podróżowanie.
Zaintrygowana tematem orbitującym wokół jednych z moich ulubionych dziedzin - poznawania świata oraz futurologii - sięgnęłam po ten tytuł. Oczekiwania miałam wysokie. Czy zostały jednak spełnione? Nie zaprzeczam, nie potwierdzam.
Książka pani Wilk najpierw zaskakuje - językiem, rozbudowanymi metaforami, nagromadzeniem epitetów, porównań, nieco egzaltowanymi spostrzeżeniami. Nie ukrywam, wgryzienie się w jej specyficzny styl zajęło mi trochę czasu, a początkowa niechęć i poczucie typowego przerostu formy nad treścią powoli przeistaczało się w zrozumienie i akceptację. To spiętrzenie określeń - nacechowanych i od razu oceniających - może drażnić, ale jednocześnie w niezwykle obrazowy i plastyczny sposób oddaje charakter opisywanych miejsc. Choć niekiedy warsztatowo pewne sformułowania zgrzytały między zębami, ostatecznie to właśnie ten oryginalny styl pozwala tej książce wyróżnić się na tle innych o podobnej tematyce.
Rozumiem jednak negatywne opinie wobec tego tytułu, zwłaszcza jeśli ktoś spodziewał się po tej książce klasycznego reportażu. Jest to raczej coś pomiędzy literackim dziennikiem z podróży i esejem, podnoszącym wątki filozoficzne, społeczne, kulturalne, obyczajowe. Szczególnie doceniam fragmenty będące swoistymi interludiami pomiędzy relacjami z poszczególnych miast - wniosły one do tej książki ład i nadawały jej rytm.
Czy pisarka odpowiada jednak na to główne pytanie - o to, jak będą wyglądały miasta przyszłości? Bezpośrednio - nie. Co więcej, myślę, że ta książka niekoniecznie powstała właśnie w tym celu. W moich oczach służy ona przede wszystkim uzmysłowieniu sobie, w jakich realiach widzielibyśmy naszą i naszych bliskich przyszłość oraz rozważeniu kroków, które należałoby podjąć, by dany cel osiągnąć.
odczas ostatnio wysłuchanego podcastu Skądinąd Tomasza Stawiszyńskiego (@tomaszstawiszynski) o zetknęłam się z osobą Pauliny Wilk, reporterki, podróżniczki i pisarki. Odcinek poświęcony był między innymi wrażeniom zawartym w książce "Pojutrze. O miastach przyszłości" oraz był próbą oceny kierunku, w którym zmierza współcześnie podróżowanie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaintrygowana tematem...
Temat książki szalenie ciekawy, natomiast realizacja nijak się do niego ma. Reportaż? napisany bardzo poetyckim językiem, w tak dziwnej formie, że niektóre rozdziały były nieczytelne (Bombaj),niektóre fajne, ale nie dowożą tematu. W wielu temat się rozmywa i trzeba dużo samozaparcia żeby go dostrzec. Dziwnie się czyta książkę o przyszłości pisaną przeszłym językiem.
Temat książki szalenie ciekawy, natomiast realizacja nijak się do niego ma. Reportaż? napisany bardzo poetyckim językiem, w tak dziwnej formie, że niektóre rozdziały były nieczytelne (Bombaj),niektóre fajne, ale nie dowożą tematu. W wielu temat się rozmywa i trzeba dużo samozaparcia żeby go dostrzec. Dziwnie się czyta książkę o przyszłości pisaną przeszłym językiem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie będę ukrywać, że głównym powodem, dla którego sięgnęłam po książkę Pauliny Wilk „Pojutrze. O miastach przyszłości”, była chęć przeczytania zaledwie dwóch jej rozdziałów poświęconych miastom Korei Południowej. Ku swemu wielkiemu zaskoczeniu, po lekturze całości, stwierdziłam, że ta książka ma czytelnikowi o wiele więcej do zaoferowania, niż przypuszczałam. Paulina Wilk opisuje tu miasta, które istnieją od bardzo dawna i wraz z nieustannym rozwojem próbują dostosować się do wciąż nadchodzącej przyszłości, czyli tytułowego pojutrza, a także miasta, które zaczęły być tworzone i powstały tylko i wyłącznie z myślą o czasie, który dopiero przed nami. Autorka czyni to w bardzo umiejętny i niezwykle atrakcyjny sposób. Perspektywę historyczną i obiektywną łączy z tą w pełni subiektywną związaną z podróżami, dzięki którym sama, bezpośrednio, naocznie, poznała zaprezentowane w książce miasta i – myślę, że można tak powiedzieć - doświadczyła ich. Opisy są przy tym bardzo interesujące literacko i językowo. Styl Pauliny Wilk wydaje się nie do podrobienia, nie jest prosty i oczywisty. Można domniemywać, że jest przeznaczony dla czytelnika zaangażowanego, niespiesznie delektującego się słowem pisanym i skrywaną za nim treścią. Autorka pisze o dziewięciu miastach z różnych obszarów kulturowych oraz różnych szerokości geograficznych. Tę miastową opowieść rozpoczyna od Dubaju, w którym znajduje się jeden z najdroższych fragmentów lądu na Ziemi, a mianowicie Palma Dżumajra – sztucznie stworzona wyspa usypana z piasku wyłowionego z dna mórz. Dubaj to przepych, perfekcja, fałszerstwo i marnotrawstwo w jednym. Autorka nazywa go „beniaminkiem doby urbanizacji” oraz „ostateczną destynacją ludzkości”. Oprócz Dubaju, zaprezentowane jest tu także inne miasto Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jest to Masdar, miasto eksperymentalne, w którym mieszkają głównie studenci, pracownicy naukowi, inżynierowie i biznesmeni. Nie rozwija się on jednak zgodnie z oczekiwaniami twórców, może dlatego, że ma to być pierwsze na świecie miasto eko i smart, a nie wszyscy są na to gotowi. Masdar ma być miastem dla pieszych, z dużą ilością baterii słonecznych. Jako pierwsze na świecie ma wytwarzać znacznie więcej energii, niż zużywa. Podobają mi się porównania stosowane przez autorkę, według niej znajdują się tu wieżowce „w stylu petrodolarowego baroku” i można się tu poczuć jak „jedna z postaci laboratoryjnej sagi”. Są to jednak tylko dwa przykłady wyrwane z kontekstu. Klimatu językowego nie sposób opisać, by go poczuć, książkę tę po prostu trzeba przeczytać. Kolejnym miastem zaprezentowanym w „Pojutrze” jest Kampala, stolica Ugandy, skąd właśnie zabiera się do innego świata między innymi piasek oraz wycięte drzewa. Jest to miasto, w którym mieszka około dwóch milionów mieszkańców, wszechobecna jest tu korupcja i naprawianie odpadów z reszty świata. Ludzi zabija malaria, AIDS, nowotwory i smog, a mimo to jedna Ugandyjka rodzi średnio siedmioro dzieci. Co za kontrast wobec wspomnianego Dubaju i Masdaru. Nie inaczej jest w Bombaju, gdzie czuć „opary dengi i dyzenterii zmieszane ze słodyczą jaśminu i krwawych plwocin”, a także w Limie, gdzie są ludzie z ulicy, recydywiści, narkomani, bezdomni i chorzy psychicznie. Oni też chorują, na nieuleczalną odmianę gruźlicy odporną na antybiotyki. Zupełnie inaczej jest w Kopenhadze, która uchodzi za najszczęśliwsze miasto świata, gdzie jest stosunkowo ciszej, zdrowsze powietrze i pitna woda w kranach. Jak pisze Paulina Wilk, „Nibylandia”, „uniwersalny symbol najlepszego miejsca do życia”. Spośród miast przywołanych przez autorkę, najbliżej Korei Południowej znajduje się Singapur, miasto – państwo, który stał się niepodległą republiką dopiero w 1965 roku. W „Pojutrze” czytamy, że tutaj ludzie nie znają upadków, biedy, konfliktów i niepewności. Nie ma dyskryminacji, łapówek i oszustw, jest za to bardzo surowe prawo uwzględniające nawet karę śmierci. Nie ma kryzysu mieszkaniowego, ceni się edukację, a mimo to dzieci rodzą się tu najrzadziej na całym świecie, co bez wątpienia podyktowane jest brakiem swobód obywatelskich oraz koniecznością zachowania bezwzględnego posłuszeństwa. Prawdziwą ucztą, którą pozostawiłam na sam koniec, są tu jednak dla mnie rozdziały dotyczące dwóch południowokoreańskich miast – Seulu i Songdo. Przybliżając czytelnikowi Seul, Miasto Specjalne, Paulina Wilk zwraca uwagę na ogromne podobieństwo większości Koreańczyków do siebie nawzajem. Pisze o nich jako o „jednej, multiplikowanej w nieskończoność postaci”, co w bezpośredni sposób wiąże się z wszechobecnymi w Korei operacjami plastycznymi. Koreańczycy dostosowują się do ogólnie przyjętej „matrycy”, usuwając sobie podwójne powieki, wyszczuplając żuchwę, prostując nosy i wydłużając kończyny. Brak tu różnorodności, co sprawia, że autorka odważa się nazwać Seul „królestwem skoordynowanego podobieństwa”. Jest za to niespotykana synchronizacja, ludzka miniaturyzacja i urbanistyczna maksymalizacja. Granice miasta wciąż się rozrastają, sprawiając wrażenie, że przestają istnieć. Mieszka tu już około dwudziestu pięciu milionów ludzi. Pisząc o Seulu, Paulina Wilk dużo miejsca i uwagi poświęca technologizacji, w tym rozwojowi sztucznej inteligencji, co istotnie pozwala uznać Seul za prawdziwe miasto przyszłości. Są tu holokoncerty z hologramami muzyków, ludzie i maszyny przenikają się, tworząc niemal jeden organizm. Straszna jest ta wizja, w której przecież już od jakiegoś czasu żyjemy, w której urządzenia zastępują ludzi, obojętność wobec drugiego człowieka zastępuje zaś czułość względem inteligentnych przedmiotów. To „pojutrze” jest bardzo przewrotne, bowiem taka jest już nasza codzienność. Ludzie, choć mogą być blisko siebie, oddalają się za pośrednictwem używanych urządzeń. Podprogowo odczytuję tu głos przestrogi, ostrzeżenia i przebudzenia, którym autorka chciałaby otworzyć oczy ślepym na rzeczywistość, a otwartym na wirtualność. Przywołuje awatara T.me i tworzoną przez niego iluzoryczność świata. Urządzenia spełniają wszelkie potrzeby i zachcianki człowieka, który w tym idealnym świecie technologii ma pozostawać niemal w bezruchu, „przemieszczanie się to ostateczność”. Taki Seul to świat samotności, bezsenności i przyszłości obecnej już teraz, czego najlepszym przykładem i dowodem zdaje się być Dongdaemun Design Plaza. Jeszcze bardziej smutny obraz wyłania się z opisu Songdo, w którym prawie nikogo nie ma. Jest pełna infrastruktura, są ulice, domy, sklepy, place zabaw, brak tylko mieszkańców, którzy w choć minimalnym stopniu użyliby tego miasta. Wszystko wygląda jak nienaruszone. W teorii Songdo ma być wielofunkcyjnym i międzynarodowym miastem przyszłości, nie do życia i przebywania, lecz do prowadzenia interesów. Budynki są ogromne, podkreślając południowokoreańskie pragnienie wielkości i uświadomienie ludziom ich małości, głównie przyjezdnym z zagranicy. Gigantyczne ma być nie tylko to miasto, ale także cały ciąg miast, bo wszystko wskazuje na to, że z czasem Inczhon, Songdo i Seul staną się niemal jednym żywym miejskim tworem. Autorka spaceruje po tym mieście przyszłości niczym pionek po planszy gry i rzucając kostką, wyznacza dalszy kierunek zwiedzania. Chyba najbardziej urzekła mnie znajdująca się w tym mieście budka z półkami wypełnionymi książkami oraz kawiarnia, na której szklanej witrynie napisane zostały słowa: „Nie martw się, wszystko będzie wspaniale.” Z tymi słowami chciałabym pozostać po lekturze książki na długo. Chciałabym, by trafiły one także do wielu innych czytelników, dlatego bardzo polecam „Pojutrze”. Dla mnie ta książka okazała się bardzo dużym pozytywnym zaskoczeniem, tym bardziej, że przeczytałam ją niemal przez przypadek. Życzę sobie znacznie więcej takich przypadków.
https://www.facebook.com/literackakorea/posts/pfbid02aUubFmjpH597AoMe4mny8QVEajS5N9ZgdknPmf6zbxkLYSCQ1gPMMgnXTuTtAgQal
Nie będę ukrywać, że głównym powodem, dla którego sięgnęłam po książkę Pauliny Wilk „Pojutrze. O miastach przyszłości”, była chęć przeczytania zaledwie dwóch jej rozdziałów poświęconych miastom Korei Południowej. Ku swemu wielkiemu zaskoczeniu, po lekturze całości, stwierdziłam, że ta książka ma czytelnikowi o wiele więcej do zaoferowania, niż przypuszczałam. Paulina Wilk...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietnie napisana książka pokazująca problemy, zagrożenia i możliwości miasta
Świetnie napisana książka pokazująca problemy, zagrożenia i możliwości miasta
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka dającą wiele do myślenia.
Książka dającą wiele do myślenia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałam i nie wiem co autorka chciała przekazać poza luźnymi refleksjami o podróżach w konkretne miasta. Miało być futurystycznie a wyszło mocno pretensjonalnie z dużą dozą egzaltacji.
Przeczytałam i nie wiem co autorka chciała przekazać poza luźnymi refleksjami o podróżach w konkretne miasta. Miało być futurystycznie a wyszło mocno pretensjonalnie z dużą dozą egzaltacji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to