-
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytelnicy wybrali Książki Roku 2025. Oto zwycięzcy
LubimyCzytać99 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 13 marca 2026
LubimyCzytać512
Biblioteczka
2026-01-08
2026-01-01
W ogólnym rozrachunku to sięgnęłam po tę książkę, żeby odpocząć od innych, bardziej wymagających, które ostatnio czytałam i pod tym względem spełniła swoje zadanie.
Jednak męczyłam się okropnie. Realia XIX w. Londynu, bieda, szczury, napady i morderstwa... niby dużo rzeczy ale nie porywa, wszystko jest banalne i przewidywalne. Sporo stereotypów, na które choć nie uważam bym była przewrażliwiona to jakoś mnie raziły. Wiadomo, że ten zabieg w przypadku Salomona tylko uwydatnił tamtejsze realia i nastroje wśród społeczeństwa, ale nie uważam, by aż tyle tego było potrzebne...
Na plus kreacje Angeli i Karola, które swoją drogą były wzorowane na prawdziwych postaciach. Również świetny jest styl autora, lekki i z humorem. Chyba dzięki temu tak szybko dotarłam do końca.
Teraz pora zabrać się za Świat Dysku, który chyba wszyscy znają i kochają, a ja jakoś tyle czasu nie miałam okazji przeczytać 😅
W tym przypadku nie umiem określić czy polecam czy nie polecam, bo jest to książka w porządku, nie razi błędami, ma swój rytm, warsztatowo przyjemna ale... przy ilości dostępnych książek można jednak swój czas spędzić przy czymś lepszym 🫣
W ogólnym rozrachunku to sięgnęłam po tę książkę, żeby odpocząć od innych, bardziej wymagających, które ostatnio czytałam i pod tym względem spełniła swoje zadanie.
Jednak męczyłam się okropnie. Realia XIX w. Londynu, bieda, szczury, napady i morderstwa... niby dużo rzeczy ale nie porywa, wszystko jest banalne i przewidywalne. Sporo stereotypów, na które choć nie uważam...
Mam wrażenie, że każda trylogia musi mieć tę jedną spokojniejszą część, w której postać ma szansę rozwinąć się, odkryć pewne rzeczy, które pozwolą jej w następnym tomie iść na żywioł. I właśnie ta książka taka jest (a przynajmniej tak obstawiam, bo 3 tom dopiero przede mną, więc zobaczymy czy ta teoria się potwierdzi 😅).
Historia snuje się niespiesznie, niby dość sporo rzeczy się dzieje, bo poznajemy rodzinę Bory od strony matki, spotykamy starych przyjaciół, wyruszamy w daleką podróż po kolejny pradawny artefakt. Jednak nie jest to dynamiczna akcja, a przynajmniej ja jej tak nie odczułam. Czuć przemianę bohaterów, przeżyta wojna na każdym odcisnęła swoje piętno i nadała głębszego charakteru.
Teraz krótka przerwa i lecę z kolejnym tomem 🖤
Mam wrażenie, że każda trylogia musi mieć tę jedną spokojniejszą część, w której postać ma szansę rozwinąć się, odkryć pewne rzeczy, które pozwolą jej w następnym tomie iść na żywioł. I właśnie ta książka taka jest (a przynajmniej tak obstawiam, bo 3 tom dopiero przede mną, więc zobaczymy czy ta teoria się potwierdzi 😅).
Historia snuje się niespiesznie, niby dość sporo...
2025-12-25
Na początek krótkie info: en temat z Titanic to marny chwyt marketingowy 》który na mnie zadziałał 🤣《 ale jeśli uwielbiasz tę historię i sięgasz po tę książkę, bo myślisz, że coś więcej tu o tym będzie to... nie. Jedno, może dwa zdania przez całą książkę. W ogóle nie rozumiem po co taką wstawkę dodano w opisie tej książki, skoro faktycznie to bale i balet wiodą tu prym.
Ach te bale... to jest tak cudowna powieść, że można przepaść. Autorka świetnie oddała klimat lat dwudziestych, kiedy to społeczeństwo rwało się do zabawy, byle oderwać się od wspomnień wojny. Głównym bohaterem jest początkujący malarz, który zatraca się bez reszty w tajemniczej baletnicy, którą ujrzał podczas jednego z tych niezwykłych przyjęć. Staje się ona jego muzą, dzięki której jego kariera nabiera rozpędu, choć on sam zaczął czuł się coraz bardziej zdruzgotany nie mogąc odkryć, kim ona jest...
I tak wchodzimy w tę historię pełną pięknych opisów, emocji i baletu.
Stron 391 ale czyta się raz dwa. Rozdziały są krótkie + historia dzieje się na przestrzeni lat ale opisy są głównie z zim, więc jest dynamicznie.
Minus? Zakończenie. Jak dla mnie to spłycone mocno, oczekiwałam więcej od postaci Rotbarta.
Jak dla mnie świetna książka, godna uwagi i polecania dalej, tak więc - polecam 🩶
Na początek krótkie info: en temat z Titanic to marny chwyt marketingowy 》który na mnie zadziałał 🤣《 ale jeśli uwielbiasz tę historię i sięgasz po tę książkę, bo myślisz, że coś więcej tu o tym będzie to... nie. Jedno, może dwa zdania przez całą książkę. W ogóle nie rozumiem po co taką wstawkę dodano w opisie tej książki, skoro faktycznie to bale i balet wiodą tu prym....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-21
Wszystko fajnie, ale szkoda, że okładka została wygenerowana przez AI. Chyba tylko dlatego jakoś bardzo serducho mi nie pękło, gdy podczas krótkiej nieuwagi Prosiaczka opędzlowała cały dół...
Ale skupmy się na samej treści, bo jest to książka warta uwagi, choć opis wydawcy w najmniejszym stopniu nie przygotował mnie na to, co się wydarzyło w życiu Ashera, Lily i Olivii, choć jest to mega spory plus. Pierwsze 300 stron jest tak emocjonalne, tak wciągające, że gdyby nie obowiązki to bym nockę całą dla tych stron zarwała 😅 Później z kolei wpada taki wątek, którego w życiu się nie spodziewałam ale super, że się pojawił i ile informacji wokół niego dodano. Mam wrażenie, że to znacząco poszerzyło moje spojrzenie na... aktualną rzeczywistość (?). W sumie waham się czy wchodzić głębiej w szczegóły ale wiedząc jaki szok przeżyłam, chyba nie chciałabym tego psuć przyszłym czytelnikom tej książki 😉
Dodatkowo pokochałam tę książkę za liczne wstawki o pszczołach, o ciekawostkach ze świata. Oprócz czystego odpoczynku przy lekturze, miałam też takie miłe poczucie, że przy okazji karmię swoją głowę wartościowymi rzeczami.
Jakieś minusy? Pewnie, zawsze się znajdą 😅 Jak dla mnie akcja na samym końcu to jest jakieś nieporozumienie. Jakby cały proces Ashera był na marne, bo... "nie zawsze mamy do czynienia z przestępstwem, gdy zdarza się coś złego. Nie każde przestępstwo można osądzić ani nie każda rozprawa kończy się wyrokiem skazującym. A wyrok skazujący nie musi być równoznaczny z więzieniem, bez względu na oczekiwania rodziny ofiary... niektóre złe rzeczy dzieją się przypadkiem". Niby ok, coś w tym jest ale po 496 stronach walki o sprawiedliwość pada taki tekst, to się ma poczucie... niesprawiedliwości. Jakby, przypadkowe spowodowanie śmierci powinno być bezkarne bo jest w końcu... przypadkowe.
Wszystko fajnie, ale szkoda, że okładka została wygenerowana przez AI. Chyba tylko dlatego jakoś bardzo serducho mi nie pękło, gdy podczas krótkiej nieuwagi Prosiaczka opędzlowała cały dół...
Ale skupmy się na samej treści, bo jest to książka warta uwagi, choć opis wydawcy w najmniejszym stopniu nie przygotował mnie na to, co się wydarzyło w życiu Ashera, Lily i Olivii,...
2025-12-21
Sięgnęłam po tę książkę głównie dlatego, że nie jest związana z postacią Harrego Holy'ego (nie żebym coś do niego miała! Po prostu jeszcze nie zdążyłam całej serii przeczytać 😅) i akcja osadzona jest w Ameryce, a po przeczytaniu "Człowieka nietoperza" i byciu oczarowaną jak świetnie autor opisał Australię, podobnej sytuacji spodziewałam się tu z Ameryką.
Niestety bardzo szybko miałam wrażenie, że może i nie ma tu Harrego, ale jednak postać Boba Oza bardzo mi go przypominała. Podobne problemy życiowe i metody radzenia sobie z nimi.
Pomimo tego, to jest bardzo dobra książka. Miałam wrażenie, że ciut za długo się rozkręca ale jednak zakończenie wybroniło się na tyle, że jest to wybaczalne.
Oprócz wątku kryminalnego, godny uwagi jest tu wątek psychologiczny o samotności i zemście. Sprytny zabieg, dzięki któremu postawienie osądu wcale nie było takie proste.
Sięgnęłam po tę książkę głównie dlatego, że nie jest związana z postacią Harrego Holy'ego (nie żebym coś do niego miała! Po prostu jeszcze nie zdążyłam całej serii przeczytać 😅) i akcja osadzona jest w Ameryce, a po przeczytaniu "Człowieka nietoperza" i byciu oczarowaną jak świetnie autor opisał Australię, podobnej sytuacji spodziewałam się tu z Ameryką.
Niestety bardzo...
2025-11-16
Pora pochwalić się książką kupioną tak o. Bez polowania, bez wcześniejszego researchu. Po prostu człowieki z Wydawnictwa Zysk umieją w rozmowy i polecanie dobrych książek, zawsze na targach trafiam na świetne rzeczy od nich i tak poznałam Jeleni Sztylet autorstwa Marty Mrozińskiej.
Główny atut tej powieści? Nasze wąpierze, strzygi i inne zmory z mitologii słowiańskiej! Serio, to robi taki swojski klimat, że olaboga - cudo! Akcja rozgrywa się w Awandii, w realiach na styl średniowiecza, gdzie wciąż rycerstwo broni króla, a sama główna bohaterka pragnie zostać najemniczką.
Bora to całkiem fajna postać. Ma tam swoje przywary, czasem mądrością nie grzeszy (ale jest też bardzo młoda, dopiero wkracza w świat dorosłych, więc to wszystko na plus - taka ma być!) ale ma twardy tyłek i dzielnie walczy o swoje. Wychowuje się w ciężkim świecie, który nie ma dla niej litości, a mimo to wciąż stara się być po stronie dobra.
Jest to pierwszy tom trylogii i na tej części nie zamierzam poprzestać. Wkrótce zamawiam drugi tom, a to już chyba mówi samo za siebie - polecam mocno, to był miło spędzony czas i chcę więcej! 🩶
Pora pochwalić się książką kupioną tak o. Bez polowania, bez wcześniejszego researchu. Po prostu człowieki z Wydawnictwa Zysk umieją w rozmowy i polecanie dobrych książek, zawsze na targach trafiam na świetne rzeczy od nich i tak poznałam Jeleni Sztylet autorstwa Marty Mrozińskiej.
Główny atut tej powieści? Nasze wąpierze, strzygi i inne zmory z mitologii słowiańskiej!...
2025-11-16
Cieszę się, że są takie książki jak "Ogrody na popiołach" Sabiny Waszut, dzięki którym można poznać długo ukrywane karty naszej historii. Historii, o której nawet w szkole nie mówiono. Wiadomo - o Auschwitz wiedzą wszyscy, ale o czasach powojennych, które były również bardzo okrutne, już nie ma tak wielu informacji.
Ale też świadkowie długo milczeli. Chcieli żyć. Chcieli zapomnieć. Nie chcieli obciążać bliskich. Byli zmuszeni do milczenia, bali się temu sprzeciwić.
Śląsk jest mi nieznany. Nie mam tam rodziny, nie był to nigdy mój kierunek urlopowy, jednak mam nadzieję, że się to będzie zmieniało, bo są to ziemie, które skrywają bardzo bogatą historię, którą chciałabym poznać i lepiej zrozumieć.
Autorka porusza tu bardzo trudne tematy, jak wyzwolenie przez Armię Czerwoną, relacje polsko-niemieckie, powojenne realia. Poruszyła mnie do żywego tym jak łatwo było karać ludzi za pochodzenie, za język jakim się posługiwali a nie za ich czyny. Wiele osób zostało straconych za niewinność i to w straszliwy sposób. Totalna niesprawiedliwość, która po wszystkim była tuszowana a kaci mogli dożyć spokojnej starości. Boli mnie ta niesprawiedliwość dlatego tym bardziej powinniśmy znać te historie i o nich pamiętać, zwłaszcza żeby nigdy nie zaginęła pamięć o tych ofiarach.
Dawno nie przeczytałam książki za jednym zamachem. Pomimo porannej zmiany zarwałam dla niej nockę. Rozerwała mi serce ale też skłoniła do wielu trudnych refleksji. Koniecznie sięgnij po tę książkę i poznaj historię niemieckiego później komunistycznego obozu pracy "Zgoda".
Cieszę się, że są takie książki jak "Ogrody na popiołach" Sabiny Waszut, dzięki którym można poznać długo ukrywane karty naszej historii. Historii, o której nawet w szkole nie mówiono. Wiadomo - o Auschwitz wiedzą wszyscy, ale o czasach powojennych, które były również bardzo okrutne, już nie ma tak wielu informacji.
Ale też świadkowie długo milczeli. Chcieli żyć. Chcieli...
2025-11-16
Uwielbiam książki Katarzyny Zyskowskiej.
Co prawda, to dopiero trzecia, którą przeczytałam ale po raz kolejny przepadłam bez reszty. Choć no dobra, epilog trochę mnie rozczarował, ale też biorąc pod uwagę w jakim czasie autorka osadziła akcję, to czy mogłoby być inaczej?
Warto wiedzieć, że to powieść i n s p i r o w a n a prawdziwymi wydarzeniami.
Ale ten klimat 🩶 Zakopane w latach międzywojennych, bezlitosne góry i Mira. Mira Hoffmanowa, postać o której każdy mówił, a której nikt nie znał. Kobieta tak brutalnie potraktowana przez życie, a mimo to tak zawzięcie dążąca do swojego. Ale od niektórych rzeczy nie da się uciec.
Bardzo zaangażowałam się w terapię Hoffmanowej, sama próbowałam odgadnąć co się faktycznie wydarzyło pod tą Lodową Przełęczą i jestem skłonna uwierzyć w jedną z wersji, która pada w książce ale... później pojawia się coś, co mi to psuje... cóż, to już zawsze będzie zagadką.
Warto sięgnąć po tę książkę. A teraz jeszcze jest odświeżone wydanie z taką piękną okładką, że och i ach! 🤍 Choć ta stara też ma swój urok. Pasuje do fragmentów artykułów z gazet, które są zamieszczone w książce.
Polecanko 😉
Uwielbiam książki Katarzyny Zyskowskiej.
Co prawda, to dopiero trzecia, którą przeczytałam ale po raz kolejny przepadłam bez reszty. Choć no dobra, epilog trochę mnie rozczarował, ale też biorąc pod uwagę w jakim czasie autorka osadziła akcję, to czy mogłoby być inaczej?
Warto wiedzieć, że to powieść i n s p i r o w a n a prawdziwymi wydarzeniami.
Ale ten klimat 🩶...
2025-11-16
Gdybym miała jednym słowem opisać tę książkę to byłoby to r o z c z a r o w a n i e.
Dawno się tak nie zawiodłam.
Oczarowana wieloma opiniami, o tym jak ta książka otula, jaka jest cudowna na tę jesienną szarówę, jak pokazuje dojrzałe emocje, spokojnie rozkręcający się romans... och i ach normalnie, a tu takie coś...
Redakcja leży i kwiczy. Ja nie wiem jak to mogło pójść do druku. Postać Cliffa jest tu moją największą bolączką, która zepsuła mi całą książkę. Typ jest totalnie nierealny i niepoważny jako przedsiębiorca, jako dojrzały mężczyzna, samotny ojciec dwóch dziewczynek, nie umie w poważne tematy i ciągle chichocze. Nie śmieje się. Nie żartuje. On średnio co parę zdań c h i c h o c z e jak głupi do sera.
200 stron nic się nie dzieje. Pod sam koniec coś tam drga ale człowiek jest już tak zmęczony, że się po prostu przelatuje przez tekst, byleby tylko dotrzeć do upragnionego końca.
Na pewno kojarzycie te sztampowe filmy romantyczne na netflixie. Ona pracoholiczka, ucieka z wielkiego miasta na wieś bo zmusza ją do tego życie, jakaś akcja spadek po rodzinie, albo chce się wyciszyć po ciężkim rozstaniu czy co tam sobie wymyślimy. On dobry chłopak z sąsiedztwa, fajny, zaradny, zawsze w pobliżu gdy ona potrzebuje pomocy. Niby nic odkrywczego, niby wszyscy wiemy jak to się potoczy, ale nawet w tych gniotach czasem trafi się coś takiego, że brniesz w to dalej. Oglądasz i jest to relaksujące.
Ta książka opiera się na dokładnie tym samym schemacie tylko, że... nie wciąga. Jest irytująca. Może zmarnowany potencjał, bo w sumie poza tym Cliffem myślę, że wszystkich pozostałych bym polubiła, ale autorka w ogóle nie stworzyła żadnych sytuacji, by tę resztę postaci lepiej poznać. Jest tylko on i ona, Cliff i Michelle, i choć każde z nich ma swoje rozdziały w pierwszoosobowej narracji, to i tak ich nie poznajemy, nie ma tam żadnej głębszej myśli czy historii, wszystko może sobie wymyślić czytelnik i nawet się nie dowie, czy trafił czy nie, bo autorka serio na tych ponad 400 stronach nic nie zamieściła oprócz tego, że on piecze ciastka, a ona dobrze ogarnia pensjonat.
Dramat. Czuję się oszukana tym wszechobecnym pozytywem o tej książce.
Gdybym miała jednym słowem opisać tę książkę to byłoby to r o z c z a r o w a n i e.
Dawno się tak nie zawiodłam.
Oczarowana wieloma opiniami, o tym jak ta książka otula, jaka jest cudowna na tę jesienną szarówę, jak pokazuje dojrzałe emocje, spokojnie rozkręcający się romans... och i ach normalnie, a tu takie coś...
Redakcja leży i kwiczy. Ja nie wiem jak to mogło...
2025-10-21
Już od pierwszych stron bardzo polubiłam Jerzego, jego przypadkowe spotkanie po latach z żoną, która myślała że on nie żyje, totalnie chwyciło mnie za serducho. Ciągle wiszące pytanie, czy młodzieńcza miłość może się odrodzić po tylu latach rozłąki?
W międzyczasie Jerzy dowiaduje się, że ma córkę, która przebywa w więzieniu. Do tego w tle mamy wplecione trochę realiów w Polsce po wojnie, w czasie komuny, powstania Solidarności, choć im dalej tym akcja bardziej przeskakiwała w czasie, za dużo polityki się pojawiało. I chociaż w tej książce oprócz wątku miłosnego, był też bardzo ważny wątek przyjaźni między Jerzym a Olkiem i Feliksem, których życia również dobrze poznajemy, więc ta ilość politycznych wstawek miała tam jakiś sens jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Feliks był z polityką mocno związany i przez to jaką ważną rolę pełnił on w życiu Jurka to się to pojawiało.
Jednak po jakimś czasie miałam wrażenie, że autorka za mocna poszła w stronę pobocznych wątków, spłycając historię Jurka, jego poznawania nowej miłości. Z rozsądnego, dojrzałego mężczyzny, który okazał się świetnym ojcem i kochającym dziadkiem, który również całe życie spędził samotnie i wydaje się być taką bardzo poczciwą, spokojną osobą, nagle wchodzi w relację z seksuolożką, która ma problem z okazywaniem uczuć ale za to na nowo rozpala w nim erotyzm. Nie dowiadujemy się, czemu pomimo tak sporych różnic charakteru jednak się z nią związał, gdy przez całe życie nie potrzebował takich relacji.
Liczyłam, że idąc za tytułem, "Miłość rano, miłość wieczorem" poznam poranną miłość, jako tę młodzieńczą i szaloną, a miłość wieczorna będzie tą dojrzałą, idealną, harmonijną. A tak zakończyłam tę książkę... z nawet odwrotnym wnioskiem...
Jednak jako książka na podróż sprawiła się doskonale. Taka lekka, dynamiczna. To był dobrze spędzony czas, podczas którego można było liznąć wiele ciekawych wątków, jak Powstanie Warszawskie, życie Powstańców po wojnie, ich różne spojrzenia na ojczyznę, męska przyjaźń. Zauroczył mnie też sposób ukazania relacji ojca i córki po tak trudnym początku, powrotu do korzeni. Trochę brakowało mi emocjonalnego rozwoju kilka kwestii ale i tak gorąco polecam tę książkę 😊
Już od pierwszych stron bardzo polubiłam Jerzego, jego przypadkowe spotkanie po latach z żoną, która myślała że on nie żyje, totalnie chwyciło mnie za serducho. Ciągle wiszące pytanie, czy młodzieńcza miłość może się odrodzić po tylu latach rozłąki?
W międzyczasie Jerzy dowiaduje się, że ma córkę, która przebywa w więzieniu. Do tego w tle mamy wplecione trochę realiów w...
2025-10-21
Los zwierząt nie jest mi obojętny. Tak samo jak i ludzi, jednak fakt, że to właśnie my - jako ludzie - jesteśmy szczególnie odpowiedzialni za cierpienie zwierzaków jest okropny ponad wszelką miarę.
Brigitte Bardot zna chyba każdy, jednam mam wrażenie, że wciąż większość kojarzy ją przez jej młodzieńcze życie, częste romanse i porzucenie syna i nie ukrywam, że sama sięgnęłam po tę książkę z nadzieją, że i te kwestie wyjaśni i właściwie po trochę to tu otrzymałam. Jednak czy w to wierzę to wciąż inna kwestia. W każdym razie Brigitte to osoba o wielkim sercu dla zwierząt. Korzystając ze swojej sławy i majątku podjęła się wielu akcji, których celem była ochrona zwierząt dzikich i towarzyszących, przez co obdarzam ją ogromnym szacunkiem.
Książka choć wydaje się obszerna, to jest do przeczytania w ciągu jednego dnia. Brak tu jakiś zawiłych formuł prawnych, jest to po prostu "pamiętnik" Bardot przez dekady jej życia, w prostej i zwięzłej formie opowiada o początkach swojej walki o prawa zwierząt, jej trwaniu i trochę też już końcu, bo jednak swoje lata ma, jednak wie, że nawet po jej odejsciu, jej inicjatywy będą kontynuowane, dopóki tylko zwierzęta będą tego potrzebować. Porusza wiele tematów, jak polowanie na dzikie zwierzęta, mordowanie młodych, o fermach futrzarskich, o bezdomności i porzucaniu zwierząt domowych, o nielegalnych hodowlach, o całym przemyśle mięsnym, o wpływie kulturowym i religijnym na sposób w jaki traktujemy zwierzęta, o transporcie żywych "towarów" i właśnie o clou całej sprawy - że pomimo XXI wieku wciąż odbieramy zwierzętom prawo do odczuwania. Że wciąż chcemy by były produktami, rzeczami gorszegp sortu, zamiast traktować je jak pełnoprawne czujące istoty żyjące w pełni zasługujące na szacunek.
Z perspektywy obecnych wydarzeń w Polsce, ciekawym doświadczeniem jest poznanie francuskiej perspektywy Brigitte, która o prawa zwierząt walczy już od 1973 roku. Szmat czasu. I choć widać zmiany... to wciąż jest ich za mało. A sam przemysł mięsny poszedł nawet w gorszą stronę niż był...
Los zwierząt nie jest mi obojętny. Tak samo jak i ludzi, jednak fakt, że to właśnie my - jako ludzie - jesteśmy szczególnie odpowiedzialni za cierpienie zwierzaków jest okropny ponad wszelką miarę.
Brigitte Bardot zna chyba każdy, jednam mam wrażenie, że wciąż większość kojarzy ją przez jej młodzieńcze życie, częste romanse i porzucenie syna i nie ukrywam, że sama...
Skusiłam się na tę książkę tylko dzięki "Krwi aniołów" autorstwa Nalini Singh, którą czytałam kilkanaście lat temu i wciąż miło wspominam. Choć po "Niewoli zmysłów" muszę chyba zrobić reread i się przekonać, czy wciąż tak będzie mi się podobać, ponieważ ta historia PSI i zmiennokształtnych mocno mnie zawiodła.
Ona pochodzi od PSI, czyli rasy wyzutej z emocji ale za to ultra silnej dzięki zdolnościom telepatycznym. Oczywiście czuje, że jest z nią coś nie tak, ale nie wie co, ale że jej matka należy do najważniejszej rady, to się z tym kryje i tak... dostaje zlecenie nadzorowania prac przy współpracy z zmiennokształtnymi i przy okazji spróbować jak najwięcej się o nich dowiedzieć.
I tu oczywiście poznaje samca alfę panter. Typ w brutalny sposób osierocony w dzieciństwie, nie chce wchodzić w relację miłosną, żeby znów nie zostać zranionym ale dla niej traci głowę, bo szybko ogarnia że ona jest inna niż reszta PSI. Z racji tego, że jest pół-człowiekiem a pół-panterą, to ma tam różne zwierzęce zachowania, do tego choć to pantera to żyje w stadzie i kontakt fizyczny z nimi jest dla niego bardzo ważny, biega po lesie, ma dom na odludziu i tak ogółem czasem ma vibe jak ze Zmierzchu ale... Zmierzch jest tylko jeden 😅
W międzyczasie wychodzą na jaw sekrety, że rasa idealna jednak nie jest taka do końca, że nasza główna bohaterka w sumie jest całkiem uzdolnioną babką, i ogółem czyta się szybko i lekko ale przez niektóre akcje pojawia się takie mocne zażenowanie, że się człowiek serio zastanawia po co to czyta. On jest zaborczym typem, w poważaniu mającym jej zdanie a ona na to leci, bo wreszcie czuje się zaopiekowana i przynależna do jakiejś grupy. W przeciągu kilku dni znika jej wychowanie, wpojone zasady, wszystko. Nie ma to logiki żadnej, a uczucie między nimi jest tak toksycznie przedstawione, że naprawdę pozostaje tylko łapanie się za głowę i myślenie "jak ona mogła na to polecieć?", a przecież powinno być och i ach, i pragnienie przeżycia podobnej przygody czy coś, a tu nic z tych rzeczy.
5/10 to dość łaskawa ocena, bo czuję, że powinno być niżej ale jest też tyle gorszych książek, że na ich tle ta wypada całkiem całkiem. Jako lekki tasiemiec w ramach przerwy między lepszymi książkami, to jest całkiem ok.
Skusiłam się na tę książkę tylko dzięki "Krwi aniołów" autorstwa Nalini Singh, którą czytałam kilkanaście lat temu i wciąż miło wspominam. Choć po "Niewoli zmysłów" muszę chyba zrobić reread i się przekonać, czy wciąż tak będzie mi się podobać, ponieważ ta historia PSI i zmiennokształtnych mocno mnie zawiodła.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOna pochodzi od PSI, czyli rasy wyzutej z emocji ale za to...