-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać386 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać13 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać12
Biblioteczka
2026-02-28
2026-01-13
2025-09-13
2025-09-01
2025-06-24
2025-06-22
2025-05-26
2025-05-22
2025-05-05
2025-03-29
2025-03-19
2024-02-05
Bajki i baśnie czy inne opowieści zazwyczaj kojarzą się z czymś miłym, zabawnym i dla dzieci jednak po przeczytaniu, przepięknie ilustrowanych, Baśni Barda Beedle'a autorstwa J.K. Rowling trudno jest mi stwierdzić czy aby na pewno wszystkie opowiastki tego typu są skierowane do tych najmłodszych.
Każda z pięciu baśni: Czarodziej i skaczący garnek, Fontanna Szczęśliwego Losu, Włochate serce czarodzieja, Czara Mara i jej gdaczący pieniek, Opowieść o trzech braciach, porusza inne problemy i ukazuje różnych bohaterów, jednak trzeba zwrócić uwagę, że wycinanie serca, zabijanie innych ludzi czy popełnianie samobójstw jest tutaj czymś normalnym i wszystko otoczone jest magią również ta złą. Elementem wzbogacającym i równocześnie wyjaśniającym są komentarze Albusa Persiwala Wulfryka Briana Dumbledore'a.
Z wszystkich tych opowieści bez wątpienia, tą która najbardziej przypadła mi do gustu jest Opowieść o trzech braciach. Choć znałam ją już wcześniej z filmu Harry Potter i Insygnia Śmierci, gdzie ma cudowną animację ale dlatego, że wydaje się być zupełnie inna w porównaniu do pozostałych. Nie porusza ona tylko konsekwencji tego, że ktoś chciał być kimś albo nie mieć uczuć, a cały ciąg przyczyn i skutków wynikających z przechytrzenia Śmierci.
Biorąc pod uwagę fakt, że Baśni Barda Beedle'a były pierwszą książką od Rowling, którą miałam okazję przeczytać to była to dość szybka, przyjemna i idealna do długich godzin w pociągu lektura, mimo to nie jestem wstanie stwierdzić czy sięgnę po inne dzieła tej autorki.
Bajki i baśnie czy inne opowieści zazwyczaj kojarzą się z czymś miłym, zabawnym i dla dzieci jednak po przeczytaniu, przepięknie ilustrowanych, Baśni Barda Beedle'a autorstwa J.K. Rowling trudno jest mi stwierdzić czy aby na pewno wszystkie opowiastki tego typu są skierowane do tych najmłodszych.
Każda z pięciu baśni: Czarodziej i skaczący garnek, Fontanna Szczęśliwego...
2023-08-09
"Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę." Tym razem zawędrowałam do trzeciego tomu trylogii Gołąb i wąż Shelby Mahurin czyli do Bogowie i potwory. Muszę przyznać, że jest mi przykro z faktu, iż to ostatnia część bo na prawdę polubiłam te serię i aż dziwne jak bardzo na samym początku byłam sceptycznie nastawiona.
Po wydarzeniach z La Mascarade des Crânes, które odbiły się na wszystkich i zbyt wielkim zaufaniu do Dame Rouge bohaterowie nadal wędrują w głąb królestwa uciekając przed łowcami i w poszukiwaniu zemsty jednak w tym wszystkim to Louise toczy samotną walkę. Próbuje dojść do siebie i przede wszystkim być sobą co wcale nie jest proste bo potrzebuje pomocy czego początkowo nie dostrzegają jej towarzysze. W końcu zauważają różnice w zachowaniu, która nie jest wynikiem żałoby, a czegoś zupełnie innego. Jak tylko jest to możliwe próbują jej pomóc. Wyruszają, więc do L'Eau Mélancolique, które może być jedynym lekarstwem na to co przeżywa Louise.
Sposób zachowania bohaterów, a raczej różne zmiany w nich zachodzące, które są następstwami podejmowanych działań sprawimy, że mój stosunek był jak sinusoida. Louise Le Blanc w zasadzie przez pewna część książki jej praktycznie nie ma ale kiedy już wraca jest nie mniej irytująca jak wcześniej. Beau i Coco ta dwójka jest dość ciekawa i cały czas pozostaje taka sama choć dostrzegalne jest przyciąganie się między nimi. Reid Diggory... zasadniczo nie wiem co o nim myśleć bo był gorszy jak w poprzedniej części choć czasem miał swoje pięć minut.
Mam dość mieszane uczucia bo z jednej strony zakończenie bardzo mi się podobało ale miałam wrażenie, że fabuła odrobinę się wlekła i przez większą część nic się nie działo. Oczywiście były drobne zwroty akcji i nieoczekiwani towarzysze czy pomoc ze strony dobrych ludzi, jednak czegoś mi tutaj brakowało.
"Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę." Tym razem zawędrowałam do trzeciego tomu trylogii Gołąb i wąż Shelby Mahurin czyli do Bogowie i potwory. Muszę przyznać, że jest mi przykro z faktu, iż to ostatnia część bo na prawdę polubiłam te serię i aż dziwne jak bardzo na samym początku byłam sceptycznie nastawiona.
Po wydarzeniach z La Mascarade des Crânes, które odbiły się na...
2023-06-27
Dobrze jest po długiej przerwie wrócić do czegoś dobrego... czy aby na pewno?
Powrót do świata A’landi ukochanego państwa Mai Tamarin czyli po prostu do cyklu Krew Gwiazd, a w tym wypadku do tomu drugiego Snując zmierzch jak mi się wydaje okazał się ciekawą wycieczką ale nie ma co uprzedzać faktów.
Zadanie jakie dostała od Lady Sarnai czyli uszycie sukien ze słońca, księżyca i gwiazd okazało się wyzwaniem za wysoka cenę. Własną duszę. A’landi stoi na skraju wojny, a Maia kolejny raz musi włożyć przebranie. Tym razem nie mężczyzny, a kobiety. W dodatku prowadzi walkę sama ze sobą aby nie poddać się demonowi Bandurowi. Chce ocalić swoją rodzinę, kraj i siebie, jednak to nie wszystko bo w jej planie jest jeszcze chęć odnalezienia ukochanego Edana. Wszystko utrudnia przemiana, która postępuje i sprawia, że z każdym dniem staję się mniej ludzka ale póki może chce walczyć o to co kocha.
Choć przez całą książkę z Maią dzieje się dość sporo w tym sama przemiana to nie zmienia faktu, że w niektórych momentach była lekko irytujący, a zwłaszcza kiedy kilkukrotnie i bez sensu zmieniała zdanie. Ammi była na prawdę urocza i jak taka typowa przyjaciółka zawsze chciała ponoć, a w dodatku była w stanie wyjaśnić wszystko. Równie ciekawy był brat samej Mai Keton, który choć trochę nieporadny chciał walczyć i widział trochę pozytywów w beznadziejnej sytuacji. A i oczywiście mój faworyt Lord Czarodziej znaczy się Edan, który bardzo chciał zrobić wszystko żeby skończyło się dobrze i w dodatku był bardzo ogromnym wsparciem dla Mai.
Kiedy książka stoi już na półce, a emocje po lekturze już opadły muszę stwierdzić, że była ona dobra choć nie jestem w stanie stwierdzić jak się ma do pierwszego tomu tak czy siak nie uważam aby czas jej poświęcony był zmarnowany.
Dobrze jest po długiej przerwie wrócić do czegoś dobrego... czy aby na pewno?
Powrót do świata A’landi ukochanego państwa Mai Tamarin czyli po prostu do cyklu Krew Gwiazd, a w tym wypadku do tomu drugiego Snując zmierzch jak mi się wydaje okazał się ciekawą wycieczką ale nie ma co uprzedzać faktów.
Zadanie jakie dostała od Lady Sarnai czyli uszycie sukien ze słońca,...
2023-05-08
Wszystkie Thory, Avengersy i nawet kawałek serialu obejrzane, a teraz w ręce wpadło mi takie coś jak Loki. Gdzie zaległy kłamstwa. Nie ukrywam, że postać jaką jest Loki to mój ulubiony bohater z produkcji Marvela.
Książka autorstwa Mackenzi Lee opowiada o młodości księcia z Azgardu, który przyjaźni się z czarodziejką Amorą. Razem są psotliwi i ciekawi co doprowadza ich aż do poważnego występku, a to do poniesienia konsekwencji swoich czynów. Loki zostaje zesłany na Ziemie do XIX-wiecznego Londynu gdzie ma nawiązać współpracę z tajemniczym stowarzyszeniem SHARP, które bada sprawę mającą związek z magią.
Loki. Wszyscy go znają. Nikt mu nie ufa, a on tak bardzo chcę po prostu znaleźć swoje miejsce i zostać zauważonym. Książka ta idealnie pokazuje jego motywację ale i to, że tak na prawdę w całe nie jest ani zły ani dobry, a to jaki się stał zostało na nim wymuszone przez ludzi i otoczenie.
Po zamknięciu książki i odłożeniu jej na półkę nie do końca wiem co mam myśleć. Z pewnością było to nawet lekkie i przyjemne choć akcja rozwijała się naprawdę powoli i dało się niektóre elementy przewidzieć to jednak czegoś mi tutaj brakowało.
Wszystkie Thory, Avengersy i nawet kawałek serialu obejrzane, a teraz w ręce wpadło mi takie coś jak Loki. Gdzie zaległy kłamstwa. Nie ukrywam, że postać jaką jest Loki to mój ulubiony bohater z produkcji Marvela.
Książka autorstwa Mackenzi Lee opowiada o młodości księcia z Azgardu, który przyjaźni się z czarodziejką Amorą. Razem są psotliwi i ciekawi co doprowadza ich aż...
2023-02-27
Kiedy potrzebujesz się oderwać od rzeczywistości to raczej sięga się po książki z gatunku, który się preferuje, jednak tym razem wzięłam do ręki coś zupełnie innego od czego raczej trzymam się z daleka, a mianowicie romans.
Miało być lekko, łatwo i przyjemnie ale było zupełnie przeciwnie, gdyż Pan perfekcyjny autorstwa Jawel E. Ann opowiadający historię prawnika, samotnie wychowującego syna, imieniem Harrison, Flinta Hopkinsa, który pewnego dnia wynajmuje lokal w swoim budynku Ellen Rodgers. Kobieta okazuje się być muzykoterapeutką co sprawia, że prowadzone przez nią zajęcia są niezwykle głośne, a to przeszkadza właścicielowi, który postanawia ją wyrzucić. Spraw jednak się komplikuje kiedy okazuje się, że syn prawnika nawiązał z nią bardzo dobry kontakt, a on sam zaczyna ją lubić. Może nawet więcej jak lubić... opowieści ta jest naprawdę straszna.
Choć prolog jest zachęcający do czytania to im dalej w las tym gorzej. Postęp akcji jest porównywalny do prędkości ślimaka co niemal zanudził mnie na śmierć, a narracja choć jest z pierwszej osoby była dla mnie straszna i w ogóle nie mogłam się do niej przyzwyczaić przez co czytanie tej książki zajęło mi bardzo dużo czasu.
Głowni bohaterowie, to znaczy, Ellen i Flint są tak irytujący, że sami nawet do siebie nie przekonują, byli nudni, zachowywali się jak dzieci, a zwłaszcza ona. Jedyna osoba, która jakoś się ratowała i mimo wszystko była jakaś choć nie miała żadnych emocji to Harrison. Tak czy siak nie było tam ani jednego bohatera czy bohaterki, których bym polubiła.
Tylko jedno stwierdzenie przychodzi mi do głowy, a mianowicie, że nie mam zdania na temat tej książki. Podczas czytania tylko raz na coś zareagowałam bo jedna sytuacja wydała mi się bardzo osobista, a tak to to zupełnie nic w dodatku była strasznie przewidywalna. Romanse tego typu chyba nie są dla mnie.
Kiedy potrzebujesz się oderwać od rzeczywistości to raczej sięga się po książki z gatunku, który się preferuje, jednak tym razem wzięłam do ręki coś zupełnie innego od czego raczej trzymam się z daleka, a mianowicie romans.
Miało być lekko, łatwo i przyjemnie ale było zupełnie przeciwnie, gdyż Pan perfekcyjny autorstwa Jawel E. Ann opowiadający historię prawnika, samotnie...
2022-08-16
Obejrzeć film czy przeczytać książkę? Podobno najpierw lepiej przeczytać. Choć tak na prawdę to zależy od tego co kto woli. Zaczęłam od filmu, który stał się jednym z moich ulubionych, a dopiero po latach zdecydowałam się przeczytać książkę.
Od tak przedstawiało się moje starcie z I nie było już nikogo autorstwa, jak wielu twierdzi królowej kryminałów, Agathy Christie. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z Agathą ale za to jedyne przez jakie udało mi się przebrnąć bo dwa poprzednie podejścia zakończyły się nie powodzeniem i wielką zrazom do owej twórczości. Mogłabym stwierdzić, że tamte książki czekają na lepsze czasy ale dobrze wiem, iż I nie było już nikogo będzie jedyne co przeczytam z tego zbioru kryminałów.
Dziesięć osób zostaje zaproszonych na Wyspę Żołnierzyków przez tajemniczych państwa Owenów ale kiedy gospodarz nie dociera na miejsce, a dwójka z gości ginie w nie wyjaśnionych okolicznościach. Usilnie próbują rozwiązać zagadkę ale nikt nie ma alibi. Wszyscy zaczynają się podejrzewać, a to co się dzieje na wyspie zaczyna mieć wiele wspólnego z dziecięcą rymowanką.
Sposób przedstawienia całej historii, która tak naprawdę opiera się na wierszyku jest czymś naprawdę świetnym, swoją drogą uwielbiam ten wierszyk do tego stopnia, że niemal znam go na pamięć. Prócz absolutnie świetnej rymowanki i tego, że całe wyjaśnienie historii to list w butelce jednego z bohaterów oraz czyta się tę książkę dość szybko to jak mi się wydaje są to jedyne plusy.
Nie żebym była wielką fanką opisów ale tutaj wyraźnie mi tego brakowało. Były zbyt skąpe przez co odczułam ich brak co sprawiło, że nie byłam w stanie sobie wyobrazić przedstawionych tam sytuacji czy nawet wyglądu bohaterów na co ratunkiem, jednak okazały się być filmy (z 1945 i 2015). Jeśli chodzi o bohaterów w moim odczuciu oni są zupełnie płytcy. Owszem niby są tam jakieś przemyślenia czy drobne halucynacje ale tak naprawdę to nic po za tym, a ich obłęd można zdiagnozować jedynie po dialogach...
Może i jest to klasyka ale dla mnie to nie do końca przemawia prędzej nazwałabym to czytadłem, które jest idealne kiedy nie ma po co sięgnąć.
Obejrzeć film czy przeczytać książkę? Podobno najpierw lepiej przeczytać. Choć tak na prawdę to zależy od tego co kto woli. Zaczęłam od filmu, który stał się jednym z moich ulubionych, a dopiero po latach zdecydowałam się przeczytać książkę.
Od tak przedstawiało się moje starcie z I nie było już nikogo autorstwa, jak wielu twierdzi królowej kryminałów, Agathy Christie....
2022-08-01
Czerwone drzewo... książka autorstwa Caitlín R. Kiernan, która jest moją pierwszą stycznością z twórczością tej autorki jest naprawdę dziwna. Walka z tą lekturą była dość długa i w większości czasu jaki jej poświęciłam to było zmuszanie się do jej czytania tylko po to żeby nie zostawić kolejną zaczętą książkę.
Przedmowa od wydawcy owszem wprowadza w całą historię i tłumaczy o co tak dokładnie chodzi ale jak dla mnie jest niczym innym jak spoilerem, a zwłaszcza jeśli chodzi o ostateczne losy bohaterki, natomiast sama fabuła...
Sarah Crowe jest pisarką w średnim wieku, która wynajmuje dom na farmie Wight należącej do rodziny Blanchardów, gdzie na jej skraju znajduje się czerwony, wielki dąb. Nie ma zbyt wiele środków i pracuję nad nową powieścią, a tak na prawdę próbuję poukładać swoje życie po zakończeniu związku. Kiedy w upalny dzień schodzi do piwnicy w poszukiwaniu chłodnego schronienia znajduję maszynę do pisania i maszynopis należący do dr Charlesa Harveya. To znalezisko zupełnie zmienia jej pobyt na farmie Blancharda. Sarah zaczyna mieć swego rodzaju obsesję na punkcie czerwonego dębu.
Sposób spisania jest dość ciekawy i dość inny bo jest to w formą dziennika ale sama historia choć brzmi naprawdę interesująco i początkowe strony nawet zachęcają do poznania dalszej części tej opowieści to im dalej w las tym gorzej. Połowę treści, cytaty, zapożyczenia z innych utworów były nie potrzebne i spokojnie całość mogę się bez tego obejść. Bohaterka jest dość specyficzna i szczerze powiedziawszy nie wywołała u mnie żadnych pozytywnych uczuć, jak to zazwyczaj mam miejsce, raczej powiedziałabym, że jest bardzo irytująca. Jedyny plus to chyba to, że rozdział ósmy i dziewiąty, a zwłaszcza ostatni czytało się bardzo szybko.
Podsumuję to po prostu jako słaby horror, który większą szansę obrony miałby na ekranie.
Czerwone drzewo... książka autorstwa Caitlín R. Kiernan, która jest moją pierwszą stycznością z twórczością tej autorki jest naprawdę dziwna. Walka z tą lekturą była dość długa i w większości czasu jaki jej poświęciłam to było zmuszanie się do jej czytania tylko po to żeby nie zostawić kolejną zaczętą książkę.
Przedmowa od wydawcy owszem wprowadza w całą historię i tłumaczy...
Ile mamy światów? Jeden, pięć, dziesięć, pięćdziesiąt, a może nieskończoność? W Trylogii miodu i lodu autorstwa Shannon Mayer i Kelly St. Clare ukazuje nam trochę więcej jak jedno środowisko, bo aż trzy. A może nawet i więcej? W tym miejscu muszę przyznać, że jak dla mnie wystarczyłaby jedna większa książka, a nie trzy dlatego postanowiłam sporządzić jedną recenzję.
Opowieść sieroty, półkrwi fae Kallik, która przez kilka lat odbywała elitarne szkolenie w krainie fae – Underhill. Ukończyła treningów, jednak wtedy wszystko się zmieniło. Underhill się zapada i nikt nie może do niego wejść. Czując odpowiedzialność za to co się wydarzyło Kallik (Alli) ucieka w poszukiwaniu odpowiedzi. W nowym miejscu poznaje Rubezahla, który opiekuje się wygnanymi w dworów fae. Dołącza do niego i zaczyna szkolić jego ludzi ale jest ścigana przez mężczyznę, który kiedyś był obiektem jej westchnień – Faolana (Lana). W brew własnej woli wraca na dwór, gdzie dochodzi do strasznego wydarzenia, w konsekwencji którego zostaje oskarżona o morderstwo króla, a zarazem ojca. Z pomocą przyjaciół ucieka z wyspy i wraca do poszukiwania krainy fae. Z pomocą duchów i Lana dociera do Underhill, gdzie poznaje kto stoi po, której stronie. W rodzimym królestwie fae pod okiem Wyroczni i jej tajemniczej przyjaciółki poznaje i doskonali swoją moc. W końcu powraca do świata dzielonego z ludźmi, na dwory i los obu królestw fae spoczywa na jej barkach. Jako królowa przygotowuje się i dwory do ostatecznej bitwy z Rubezahlem. Jednak sytuacja się komplikuje, kiedy musi ocalić ukochanego mężczyznę – Faolana. W końcu spotkają się dwie armie ale pokój nie zostanie odzyskany po jednej potyczce i jednej śmierci. Moce rządzące światami żądają zachowania równowagi.
Nie jestem pewna jaki mam stosunek do bohaterów tej trylogii. Sama Alli być może była świetną wojowniczką z dość interesującym poczuciem humoru, jednak w gruncie rzeczy irytowała mnie jak mało kto. Hiacynta, och, świetna kobieta umiejąca gotować, chyba każda dziewczyna chciałaby mieć taką przyjaciółkę… scena z wałkiem, moja ulubiona i dobrze wiedzieć, że wałek i łyżka to śmiercionośna broń. Drake był świetnym przyjacielem i bardzo pomocnym gościem, przyznam, że wydawał mi się dość uroczy, a niekiedy mi nawet było go szkoda. Faolan, och, tego gościa nie lubiłam bardzo, totalny burak z wielkim ego ale później chłopak się wyrobił, stał się uroczy i opiekuńczy, w jakiś sposób polubiłam go. Wyrocznia i Kop nie będę ukrywać to zdecydowanie moi faworyci tak cudownie nie owijali w bawełnę, mówili co myśleli i potrafili porządnie z góry do dołu ochrzanić Ali i Lana. Następnymi na scenie są Rowan i Stryk panowie to wysokiej klasy specjaliści, świetni goście z charakterem i trochę szkoda, że było ich tak mało. I na koniec jeszcze dwie panie: Devon i Ailbhe. W wypadku „krwistej fae” była trochę tajemnicza ale cała jej postać była bardzo spójna i naprawdę ciekawa, natomiast „mistyczna fae” wydawała się bardzo sympatyczna i bardzo pomocna dlatego finalnie było mi jej szkoda.
Podeszłam do tej serii z niezwykłą ciekawością, bo wydawało się to być czymś z zakresu moich zainteresowań czytelniczych, jednak pierwsza część „Dwór miodu i popiołu” bardzo mnie rozczarowała i wynudził, a jedynym plusem było to, że faktycznie coś zaczęło się dziać dopiero na samym końcu. W przypadku „Tronu z piór i kości” czy „Korony z Płatków i Lodu”, które przeczytałam dość szybko, podobały mi się bardziej choć niektóre rzeczy były niepotrzebne i przeciągnięte. Zakończenie dość pozytywne, ale jak dla mnie mogłoby mieć miejsce dwa rozdziału wcześniej. Po przeczytaniu całości czuję, że spodziewałam się trochę czegoś innego po tych książkach, oczywiście jest przy tym swego rodzaju niedosyt. Czegoś mi w tym brakowało. Jednak nie powiem, że było to złe.
Ile mamy światów? Jeden, pięć, dziesięć, pięćdziesiąt, a może nieskończoność? W Trylogii miodu i lodu autorstwa Shannon Mayer i Kelly St. Clare ukazuje nam trochę więcej jak jedno środowisko, bo aż trzy. A może nawet i więcej? W tym miejscu muszę przyznać, że jak dla mnie wystarczyłaby jedna większa książka, a nie trzy dlatego postanowiłam sporządzić jedną...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to