rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Dawno nie spotkałam się z tak specyficzną książką. Z jednej strony wciągająca intryga i ciekawi bohaterowie, a z drugiej nie do końca jestem przekonana czy styl mi podpasował. Na pewno za dużo wątków na raz i jakiś niepotrzebnych wtrąceń. No i wtrącenia ofiary... Na początku zdecydowanie mi się to nie podobało, a później się chyba po prostu do tego przyzwyczaiłam.
Niemniej jednak wciągająca fabuła i fajne zakończenie spowodowały, że chętnie sięgnę po kolejny tom.

Dawno nie spotkałam się z tak specyficzną książką. Z jednej strony wciągająca intryga i ciekawi bohaterowie, a z drugiej nie do końca jestem przekonana czy styl mi podpasował. Na pewno za dużo wątków na raz i jakiś niepotrzebnych wtrąceń. No i wtrącenia ofiary... Na początku zdecydowanie mi się to nie podobało, a później się chyba po prostu do tego przyzwyczaiłam.
Niemniej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Sięgnęłam po tę książkę w nieświadomości, że jest to kontynuacja rozpoczętego już uniwersum, w którym króluje Smok Griaule. Książka nie jest zbyt obszerna, jednak zainteresowała mnie na tyle, że bardzo chętnie sięgnę po poprzednie historie z tego świata.

Jest kilka rzeczy, które można by dopracować, ale jeśli spojrzymy na całość, to jest całkiem nieźle i dosyć dobrze mi się to czytało.

Sięgnęłam po tę książkę w nieświadomości, że jest to kontynuacja rozpoczętego już uniwersum, w którym króluje Smok Griaule. Książka nie jest zbyt obszerna, jednak zainteresowała mnie na tyle, że bardzo chętnie sięgnę po poprzednie historie z tego świata.

Jest kilka rzeczy, które można by dopracować, ale jeśli spojrzymy na całość, to jest całkiem nieźle i dosyć dobrze mi...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Chęć przeczytania coś autorstwa Heinleina pojawiła się u mnie dosyć niedawno i w sumie trochę się zdziwiłam, że mam nawet w swoich zasobach dwie jego książki. Na pierwszy strzał wybrałam "Żołnierzy kosmosu" i tym samym odhaczyłam też pierwszą książkę z serii Artefakty.

Heinlein roztacza przed nami świat przyszłości, w którym ludzie uwikłani są w wojnę z Robalami, a my poznajemy pewnego młodzieńca, który wstąpił do Piechoty Zmechanizowanej, aby otrzymać pełnię praw obywatelskich.

To nie do końca jest całkowicie militarne science fiction. Autor zmusza czytelnika do moralnych i światopoglądowych rozważań, których na przestrzeni całej historii jest sporo. Dyskusje na temat ustrojów politycznych czy odpowiedzialności za jednostkę, a odpowiedzialności zbiorowej. Zupełnie nie tego spodziewałam się sięgając po lekturę, ale przyznaję, że mi się podobało i oprócz kilku niewielkich fragmentów wcale mi się nie dłużyło.

Ilość nazwisk trochę mnie przytłoczyła, ale nie tak bardzo, jak tłumaczenia wszystkich stopni wojskowych i szczebelków kariery w wojsku. Jest mi to temat zupełnie obcy, więc momentami ciężko mi było się odnaleźć.

Zdecydowanie przeczytam jeszcze coś tego autora, bo po podoba mi się jego wydanie połączenia science fiction z moralnymi zagadnieniami. No i oczywiście ta rewelacyjna kreacja bohaterów, którzy są pełnokrwiści i bardzo realni.

Chęć przeczytania coś autorstwa Heinleina pojawiła się u mnie dosyć niedawno i w sumie trochę się zdziwiłam, że mam nawet w swoich zasobach dwie jego książki. Na pierwszy strzał wybrałam "Żołnierzy kosmosu" i tym samym odhaczyłam też pierwszą książkę z serii Artefakty.

Heinlein roztacza przed nami świat przyszłości, w którym ludzie uwikłani są w wojnę z Robalami, a my...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Do tej książki przyciągnęła mnie, głównie okłada, a potem przeczytałam opis i już wiedziałam, że chciałabym przeczytać tę historię. Science fiction, podróże w czasie, to obecnie są bardzo moje klimaty, więc nie mogłam przejść obok tego tytułu obojętnie. Teraz jak już jestem po lekturze Ministerstwa czasu, to wiem, że było warto i mogę coś fajnego o niej napisać.

Brytyjski rząd odkrywa, jak można podróżować w czasie i uruchamia eksperymentalny program, w którym sprowadza do obecnych czasów kilku ludzi z przeszłości, aby prowadzić na nich badania i sprawdzić jak podróże w czasie działają na ludzi. Każdy z eskapatów, bo tak nazywają podróżników, otrzymuje swojego opiekuna - pomost, który ma im pomóc się odnaleźć. Porucznik Graham Gore zostaje pod opieką pewnej niezamężnej kobiety, dla której praca w ministerstwie, to szansa życia. Co może pójść nie tak?

Już na początku lektury dosyć mocno się zaskoczyłam, bo oczywiście, motyw podróży w czasie nie jest mi obcy w literaturze, natomiast autorka postanowiła na cos zupełnie nowego i świeżego, czego nie miałam jeszcze okazji czytać. To nie czytelnik podróżuje w czasie wraz z główną bohaterką, a poznaje ludzi, którzy odbyli taką podróż ze swoich czasów do teraźniejszości.

To, co rzuca się w oczy od razu, to cały miszmasz gatunków, które możemy znaleźć w tej historii. Mamy tutaj science fiction, romans, komedię, nawet trochę historii, bo np. porucznik Graham Gore jest postacią historyczną, mamy też jego flashbacki, trochę polityki, no sporo tego jest, momentami może trochę to przytłaczać, jednak w całości bardzo dobrze mi się to czytało.

Dosyć szybko wciągnęłam się w tę historię, bo spodobało mi się to, jak autorka prowadzi fabułę. Tak, było kilka przydługich momentów, które można by trochę skrócić, jednak były one po coś, o czy będzie dalej. Podoba mi się narracja, w której bohaterka zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Zakończenie też mi się podobało i muszę przyznać, że kilka razy udało się autorce mnie zaskoczyć.

Autorka zaserwowała czytelnikowi całkiem wybuchową mieszankę bohaterów. Samo to, że eskapaci pochodzą z różnych wieków, powoduje wiele ciekawych sytuacji. Trzeba też przyznać, że świetnie pokazana jest tutaj różnica między tymi wszystkimi epokami i z całym szacunkiem do głównej bohaterki i porucznika Grahama, ale Maggie jest moją ulubienicą i jest tak fantastycznie napisaną postacią, że znakomicie czytało mi się wszystkie fragmenty z jej udziałem. Wielkie brawa należą się też Pani Walulik za przekład, bo Maggie pewnie była nie małym wyzwaniem, a wyszło świetnie.

Trzeba przyznać, że pod całą fabułą, która została opowiedziana przez Bradley, kryje się drugie dno i tak naprawdę autorka opowiada czytelnikowi o uchodźcach i o aklimatyzacji w nowym świecie, a także o odnalezieniu samego siebie w tym, co jest dookoła, nawet jeśli może się wydawać, że nic do siebie nie pasuje. Jest to bardzo ciekawie poprowadzone i na pewno nadaje charakteru całości.

Bardzo chętnie przeczytałabym jeszcze jakąś książkę autorki w przyszłości. Tobie natomiast gorąco polecam Ministerstwo Czasu, bo jak już wspomniałam, jest to udana mieszanka wielu gatunków, a ta historia na długo z tobą zostanie.

Z książkowymi pozdrowieniami,
Klaudia.
Współpraca Reklamowa

Do tej książki przyciągnęła mnie, głównie okłada, a potem przeczytałam opis i już wiedziałam, że chciałabym przeczytać tę historię. Science fiction, podróże w czasie, to obecnie są bardzo moje klimaty, więc nie mogłam przejść obok tego tytułu obojętnie. Teraz jak już jestem po lekturze Ministerstwa czasu, to wiem, że było warto i mogę coś fajnego o niej napisać.

Brytyjski...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Moja ulubiona seria wydawnicza powraca w ostatniej premierze tego roku, a ja jak zawsze nie mogłam się doczekać, tym bardziej że opis mnie bardzo zaciekawił. Wiem, że się pewnie powtórzę, ale seria wydawnicza Wehikuł czasu, jeszcze nigdy mnie nie zawiodła i zawsze wiem, że nie ważne jaki tytuł, to będzie dobra książka. Oczywiście dokładnie tak samo było z Kukułczymi jajami z Midwich, dlatego teraz zapraszam Cię na kilka zdań na jej temat.

Kiedy w małym miasteczku wszyscy równocześnie zapadają w sen z niewiadomych przyczyn, nie może wyjść z tego nic dobrego. Kiedy po przebudzeniu życie mieszkańców pomału wraca do normy, okazuje się, że ponad 60 kobiet jest w ciąży, wiadomo, że ma to związek z tajemniczym wydarzeniem sprzed kilku tygodni. Dzieci pozornie nie odbiegają wyglądem od zwykłych noworodków, ale te oczy...

Moja miłość do science fiction nadal trwa, choć nie sięgam po ten gatunek tak często, jak bym chciała. Miałam przyjemność już czytać książki Wyndhama i bardzo spodobały mi się historie, więc sięgając po tę historię, wiedziałam, że będę zadowolona. Gdzieś przeczytałam też, że jest serial na podstawie tej książki, więc pewnie w niedalekiej przyszłości i jego obejrzę.

Wciągnęłam się od samego początku i na wielki plus muszę zaliczyć to, w jaki sposób prowadzona jest narracja. Bohater zwraca się bezpośrednio do czytelnika, któremu relacjonuje wszystkie wydarzenia i można poczuć jakbyśmy byli gdzieś na kawie. Jest kilka przeskoków w fabule, ale to też uważam za plus, bo dzięki temu nie mamy tutaj niepotrzebnych i nudnych fragmentów.

Lubię bohaterów, mimo że nie są jakoś super skonstruowani, to idealnie odgrywają swoją rolę w fabule i każdy coś od siebie wnosi. Oprócz samej historii czytelnik otrzymuje tutaj dużą dawkę dylematów moralnych i rozważań na temat człowieczeństwa. Podoba mi się też, że autor zapewnił nam różne poglądy na te tematy, wprowadzając zróżnicowanych bohaterów, którzy lubią wymieniać się swoimi poglądami. Dzięki temu czytelnik czuje się, jakby uczestniczył w tej dyskusji i może również zastanowić się nad swoim stanowiskiem.

Bardzo lubię tego autora i bardzo chętnie przeczytam więcej jego historii, a także kocham całym sercem tę serię, więc nie mogę się doczekać na to, co przygotowało dla czytelników wydawnictwo w tym temacie, a że już widziałam, co tam planują więc tym bardziej chciałabym już przeczytać te wszystkie dobroci.

Z książkowymi pozdrowieniami,
Klaudia.
Współpraca reklamowa z Domem Wydawniczym Rebis

Moja ulubiona seria wydawnicza powraca w ostatniej premierze tego roku, a ja jak zawsze nie mogłam się doczekać, tym bardziej że opis mnie bardzo zaciekawił. Wiem, że się pewnie powtórzę, ale seria wydawnicza Wehikuł czasu, jeszcze nigdy mnie nie zawiodła i zawsze wiem, że nie ważne jaki tytuł, to będzie dobra książka. Oczywiście dokładnie tak samo było z Kukułczymi jajami...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

To była chyba najbardziej wyczekana przeze mnie kontynuacja tego roku. Jak tylko skończyłam Jeleni Sztylet, to od razu rzuciłam się w poszukiwanie informacji o kontynuacji i trochę przyszło mi czekać, ale się doczekałam i jestem już po lekturze Bursztynowego miecza i teraz bardzo chcę się podzielić moją opinią o tej kontynuacji, ale jak widzisz po ocenie, będą same zachwyty.

Oskarżona o zdradę i skazana na śmierć Bora zostaje ledwo odratowana. Trafia do domu swojej babki, przed którą przestrzegała ją matka. To, co miało być dla niej ratunkiem, okazuje się więzieniem, a wszyscy mają wobec niej swoje plany, kiedy ona chce tylko wypełnić swoje przeznaczenie. Musi się wyrwać i ruszyć w niebezpieczną podróż, podczas której dołączą do niej nieoczekiwani sojusznicy.

Trochę zwlekałam z zabraniem się z tą książkę, bo wiedziałam, że jak zacznę, to już nie będę się w stanie oderwać, a kontynuacji przecież jeszcze nie ma, więc chciałam sobie ją trochę oszczędzić. No ale w końcu po nią sięgnęłam i było dokładnie tak, jak się spodziewałam. Wciągnęłam się od pierwszej strony i nie mogłam jej odłożyć, zanim nie przeczytałam całości.

To zdecydowanie nie jest kolorowe i radosne fantasy. Znajdziesz tu raczej mroczną i klimatyczną historię opierającą się na słowiańskich wierzeniach, ale ubranych w zupełnie nowy i fascynujący świat. To połączeni spodobało mi się już przy okazji pierwszego tomu, a w drugim wybrzmiewa ono jeszcze lepiej, przez co jestem już szalenie zakochana w tym świecie.

Uwielbiam bohaterów, jakich kreuje autorka. Wiele charakterów jest bardzo nieoczywistych i to czytelnik ma za zadanie zdecydować kogo polubi, a kogo nie. Bora jest fantastycznie napisana, bo doskonale wiemy, że bohaterki, które zostają "wybrane" bardzo łatwo jest popsuć, ale nie w tym przypadku. Bora jest charakterna od samego początku, ma swoje słabsze momenty, ale sama sobie z nich doskonale zdaje sprawę. W ogóle się nie spodziewałam tego, jak potoczą się losy jednego z dosyć istotnych postaci z pierwszego tomu i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym jaka przyszłość została dla niego napisana, ale oczywiści nic ci tutaj nie zdradzę.

Można by powiedzieć, że fabuła oparta jest na dosyć dobrze znanych schematach, jednak to, jak Mrozińska prowadzi swoją historię, czyni z niej zupełnie niepowtarzalny i wyjątkowy kawałek literatury, który zawsze będę wszystkim polecać. Język, klimat, fabuła i bohaterowie, to wszystko razem tworzy idealnie spójną całość. Oczywiście oprócz tego, że chce już przeczytać kontynuację, to jestem bardzo ciekawa, jak autorka wypadnie w innych swoich książkach i innych światach.

Nie dokopałam się do informacji, kiedy wyjdzie trzeci tom, ale podejrzewam, że przyjdzie mi jeszcze chwilę poczekać na niego, ale to znów będzie chyba moja najbardziej wyczekana kontynuacja, mam nadzieje, przyszłego roku. Nie pozostaje mi nic innego jak z całego serca polecić ci tę serię, bo ja się zakochałam od pierwszych stron, a teraz po przeczytaniu drugiego tomu jeszcze bardziej kocham tę historię.

Z książkowymi pozdrowieniami,
Klaudia.
Współpraca reklamowa z wydawnictwem Zysk i S-ka

To była chyba najbardziej wyczekana przeze mnie kontynuacja tego roku. Jak tylko skończyłam Jeleni Sztylet, to od razu rzuciłam się w poszukiwanie informacji o kontynuacji i trochę przyszło mi czekać, ale się doczekałam i jestem już po lekturze Bursztynowego miecza i teraz bardzo chcę się podzielić moją opinią o tej kontynuacji, ale jak widzisz po ocenie, będą same...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Muszę przyznać, że zainteresowałam się tą książką ze względu na tę okładkę, potem przeczytałam dopiero opis, ale on mnie utwierdził w przekonaniu, że bardzo chcę ją przeczytać. Ostatnio się dużo u mnie dzieje, więc chwile mi się zeszło z lekturą, ale dzisiaj mam dla Ciebie świetną propozycję, a mianowicie Wyspy Bogów, autorstwa Amie Kaufman.

Ojciec Selly nie wraca do portu na zimę, a dziewczyna nie ma zamiaru spędzić więcej czasu pod dowództwem Rensy. Jednak ma plan jak dołączyć do ojca i prawie już jej się udaje, kiedy jej statek rekwiruje książę Leander dla swoich własnych planów. Musi udać się na Wyspy Bogów, aby złożyć ofiarę, spóźnioną o rok, ale ofiarę. Dwa kraje znajdują się na krawędzi wojny, a ich los spoczywa w rękach Selly i Leandra.

To jedna z tych historii, które pochłaniają całą twoją uwagę już od pierwszej strony i nie wypuszczają ze swoich objęć aż do końca. Jako że miałam trochę na głowie ostatnio, nie mogłam tej książce poświęcić tyle uwagi, ile bym chciała, a gdyby było inaczej, myślę, że nie odłożyłabym jej, póki bym w całości jej nie przeczytała.

Podoba mi się świat, jaki wykreowała autorka. Wiadomo, że jeśli chodzi o magiczne światy, to teraz już ciężko wymyślić coś super odkrywczego, jednak konstrukcja uniwersum, która proponuje nam Kaufman, bardzo mi się spodobała, może nie jest spektakularnie zaskakująca, ale jest na pewno odświeżająca i ciekawa. Lubię jego zasady i mechanikę, która w tym świecie występuje. Nie mogę się doczekać, jak dalej zostanie rozwinięty ten świat, tym bardziej, że nie często sięgam po książki z marynistycznymi wątkami.

Fabuła i pomysł na tę historię jest fajny i choć bazuje na pewnych znanych już nam schematach, to jakoś mi to nie przeszkadzało. Występuje tutaj wątek romantyczny, ale jest on bardzo subtelny i nieinwazyjny, tak bym to określiła. Jestem ciekawa, w jaką stronę on zmierza, zwłaszcza po tym zakończeniu, więc tym bardziej nie mogę się doczekać kontynuację. Kaufman opowiada nam swoją historię z różnych perspektyw, dzięki temu czytelnik ma większą wiedzę co do całości i dosyć ciekawie się to w tym przypadku sprawdziło.

Polubiłam postaci wykreowane przez autorkę. Jak już wspomniałam, historię śledzimy z kilku perspektyw, dzięki czemu bardziej możemy poznać naszych bohaterów ich motywacje i co nimi kieruje, że zachowują się w określony sposób. Również interakcje między wszystkimi są ciekawe no i zależności i znajomości, jakie między nimi występują, na pewno są motorem napędowym dla całej historii.

Nie mogę się doczekać kontynuacji tej historii, bo jak wspominałam, to zakończenie nie pozwala mi przestać myśleć, o tym, co będzie dalej. Koniecznie zainteresuj się tą książką, bo może też zakochasz się tak samo, jak ja, a nawet jeśli nie, to przeżyjesz świetną przygodę z bohaterami, także warto.

Z książkowymi pozdrowieniami,
Klaudia.
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Młody Book

Muszę przyznać, że zainteresowałam się tą książką ze względu na tę okładkę, potem przeczytałam dopiero opis, ale on mnie utwierdził w przekonaniu, że bardzo chcę ją przeczytać. Ostatnio się dużo u mnie dzieje, więc chwile mi się zeszło z lekturą, ale dzisiaj mam dla Ciebie świetną propozycję, a mianowicie Wyspy Bogów, autorstwa Amie Kaufman.

Ojciec Selly nie wraca do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Chyba nigdy mi się nie znudzi wracanie do tego świata i do tych historii. Po świetnym Pucharze bogów przyszedł czas na kolejny tom serii, czyli Gniew potrójnej bogini. Nie mogłam się doczekać tej książki od momenty, kiedy ją zobaczyłam w zapowiedziach, bo przyznam, że zawsze czekam z niecierpliwością na nowe książki Riordana.

Trzy listy polecające od greckich bogów, tylko tyle dzieli Percy'ego od studiów wraz ze swoją dziewczyna Annabeth. Jeden już ma od Ganimedesa. Tym razem dostaje zadanie od samej Hekate i ma się zajmować jej zwierzętami w tygodniu halloweenowym. To przecież nie będzie takie trudne zadanie, prawda? Jednak kiedy Grover wypija zakazany eliksir i w postaci wielkiego kozła niszczy wszystko dookoła, Hekuba i Gale uciekają, więc mają tylko kilka dni, żeby je odnaleźć, no i posprzątać dom Hekate.

Uwielbiam to, że tutaj mamy kilku nowych bohaterów, ale jednak zdecydowanie bardziej Riordan sięgał po tych, których już mieliśmy okazję poznać i polubić, gdzieś tam w poprzednich misjach i wydarzeniach. Ciesze się jednak, że właśnie nowe postaci też są istotne dla fabuły i wprowadzają taką świeżość do całości, dzięki której właśnie te książki mi się nigdy nie znudzą.

Fabuła ciekawa, trochę przewidywalna, ale niczego innego też się nie spodziewałam. Jednak tym razem autor postanowił wprowadzić trochę zamętu i udało mu się mnie zaskoczyć. Co też uważam za duży plus lektury. Lubię się ze stylem Riordana, jest zabawny, ale przy tym też, jako że targetem jest raczej młodszy czytelnik, próbuje przekazać wiele ważnych wartości przez swoją książkę. To zawsze mu wychodziło i w przypadku tej konkretnej historii nie było inaczej.

Wciągnęłam się w tę historię od samego początku, szybko mi się ją czytało i mimo że doskonale znam schematy, jakimi posługuje się autor, w ogóle mi to nie przeszkadzało, że mogę się domyślać, co nastąpi zaraz bo i tak czerpałam przyjemność z tego, żeby odkrywać tę historię krok po kroku z zaciekawieniem. Klimat halloween, połączony z grecką mitologią bardzo mi się spodobał, dzięki czemu czytało mi się chyba jeszcze lepiej.

To jest drugi tom, którejś już z kolei serii z tego wielkiego, rozbudowanego świata. Podczas lektury zastanawiałam się, czy będzie ona dobra dla każdego niezależnie od stopnia znajomości tych historii i myślę, że fajnie byłoby, chociaż znać podstawową serię o Percym. Jednak z drugiej strony, jeśli się nie boisz nawiązań do poprzednich wydarzeń, to myślę, że śmiało możesz zacząć w tym miejscu, tylko pamiętaj, że tych nawiązań trochę tutaj jest.

Oczywiście premiera książki przypadła idealnie w okolicy Halloween, więc czytanie jej potęgował dodatkowy klimat panujący dookoła. Kocham wracać do tego świata i jak już pewnie wspomniałam nie raz, przeczytam wszystko i za każdym razem będę zadowolona. Jestem o tym przekonana i niezależnie od tego ile będę miała lat, ta seria zawsze będzie takim moim komfortowym kawałkiem literatury.

Dajcie mi już kolejną część, bo nie mogę się już doczekać, więc oprócz czekania nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić Ci tę książkę i w ogóle całe to uniwersum, jeśli jeszcze jakimś cudem go nie znasz. Jak już wspomniałam, to są serie dla każdego i myślę, że warto zanurzyć się w ten świat.

Z książkowymi pozdrowieniami,
Klaudia.
Współpraca reklamowa z wydawnictwem Galeria Książki

Chyba nigdy mi się nie znudzi wracanie do tego świata i do tych historii. Po świetnym Pucharze bogów przyszedł czas na kolejny tom serii, czyli Gniew potrójnej bogini. Nie mogłam się doczekać tej książki od momenty, kiedy ją zobaczyłam w zapowiedziach, bo przyznam, że zawsze czekam z niecierpliwością na nowe książki Riordana.

Trzy listy polecające od greckich bogów, tylko...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Dopiero co cieszyłam się z ogłoszenia wznowienia serii Szeptem, a już mam za sobą trzeci jej tom, a do końca został tylko jeden. Dzisiaj, kiedy już jestem po lekturze, mogę się podzielić swoimi przemyśleniami na temat tej historii, a jednoczenie nie mogę zbyt wiele zdradzić, aby nie popsuć nikomu zabawy z poznawania tej fabuły. Mam nadzieję, że coś mi z tego wyjdzie, także zapraszam cię na kilka zdań na temat Ciszy.

Nora straciła pamięć. Nie pamięta nie tylko czasu, podczas którego była porwana, ale nie pamięta też kilku miesięcy sprzed tego wydarzenia, a nie ma za bardzo nikogo, kto chciałby jej pomóc sobie wszystko przypomnieć. Ma pewne przebłyski, ale króluje w nich uwodzicielska czerń, która ją do siebie przyciąga coraz bardziej. Co się działo podczas zapomnianych miesięcy i czy kiedykolwiek się tego dowie?

Mimo że po zakończeniu drugiej części bardzo nie mogłam się doczekać kontynuacji, to z lekkim zawstydzeniem muszę przyznać, że jak sięgnęłam po ten tom, nie do końca pamiętałam, jak kto się tam wszystko skończyło. Dopiero podczas lektury stopniowo sobie przypomniałam, na jakim etapie tej historii jestem. Na szczęście nie trwało to długo, może jakiś jeden, dwa rozdziały i już w pełni mogłam się cieszyć czytaniem.

Od pierwszych stron czuć, że dostaliśmy od autorki bardziej dojrzałą i przemyślaną historię. Nasi główni bohaterowie już dużo przeżyli, a te wydarzenia, przy których im towarzyszyliśmy, odcisnęły się na ich myśleniu i postępowaniu. Nora już tak często mnie nie irytowała, choć muszę przyznać, że miała swoje momenty, a i Patch bardziej mi się podobał jako postać. Dostaliśmy po prostu więcej głębi w bohaterach i bardzo mi się to podobało.

Podoba mi się, jak została poprowadzona ta historia i co Fitzpatrick przygotowała dla Nory i Patcha. Na ten moment nie jest to pewnie zbyt odkrywcza fabuła, jednak wtedy, te kilka lat temu, musiało być szalenie ciekawe. Trochę mnie denerwowało to, że sporo rzeczy działo się jakby poza spojrzeniem czytelnika i dowiadujemy się o tym dopiero z jakiejś małej wzmianki, jednak ostatecznie nie wpłynęło to jakoś bardzo na mój odbiór całości.

Jedyna rzecz, której nie rozumiem i ciągnie się ona od dłuższego czasu, to instytucja przyjaciółki w tej historii. To jest strasznie dziwna relacja, która jest albo potraktowana bardzo po macoszemu, albo jest po prostu źle napisana. Przyjaźń Nory i Vee opiera się tak naprawdę tylko na podwożeniu i zatajaniu wszystkiego przed sobą, niby w imię chronienia tej drugiej. Źle mi się czyta interakcja tych dwóch i tak naprawdę lepiej działa dynamika pomiędzy Norą i chociażby Marcie (a się dziewczyny nie za bardzo lubią).

Jestem bardzo ciekawa, jak autorka poprowadzi tę historię do zakończenia i jakie losy spotkają dalej Norę i Patcha. Jak już wspomniałam, w tym tomie jest dojrzalej, więc liczę na naprawdę dobre, mięsiste zakończenie, które będzie bardzo satysfakcjonujące. Już w przypadku Ciszy fajnie została historia zakończona i pozostawiła czytelnikowi pewne domysły, co tam dalej się będzie działo.

No to mi nie pozostało nic innego jak czekać na zakończenie tej serii, a Ciebie zachęcam do sięgnięcia po tę historię, bo myślę, że to świetna okazja, do nostalgicznego powrotu, albo po prostu do poznania tego świata od podstaw. Ciesze się, że coraz częściej wznawia się starsze, niedostępne już perełki i dzięki temu, mogą one trafić do większej i nowej grupy odbiorców.

Z książkowymi pozdrowieniami,
Klaudia.
Współpraca reklamowa z wydawnictwem Poradnia K

Dopiero co cieszyłam się z ogłoszenia wznowienia serii Szeptem, a już mam za sobą trzeci jej tom, a do końca został tylko jeden. Dzisiaj, kiedy już jestem po lekturze, mogę się podzielić swoimi przemyśleniami na temat tej historii, a jednoczenie nie mogę zbyt wiele zdradzić, aby nie popsuć nikomu zabawy z poznawania tej fabuły. Mam nadzieję, że coś mi z tego wyjdzie, także...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

W przypadku tej książki wystarczyło, że zobaczyłam okładkę i już wiedziałam, że to będzie coś idealnego dla mnie i muszę przyznać, że nie myliłam się ani trochę. Bardzo nie mogłam się doczekać na tę historię, a teraz kiedy jestem już po lekturze, mogę się z Tobą podzielić moimi przemyśleniami na ten temat.

Ktoś chciał go zabić, dlatego opuścił miasto wraz z Psem celem dowiedzenia się dlaczego. W trakcie swojej nie do końca określonej drogi, trafili na miejsce wypadku, a raczej potężnej strzelaniny, a dalej na stacji odnaleźli osamotnioną małą dziewczynkę. Mykoła postanawia zapewnić małej bezpieczeństwo, bo przecież jak ktoś mógłby jej zrobić krzywdę, a jednak. Dla kogoś jest ona bardzo wartościowa.

Teraz musisz się przygotować na moje same zachwyty. Mykoła jest dla mnie absolutnie fenomenalną postacią, świetnie wymyśloną, genialnie napisaną i idealnie poprowadzoną. W ogóle wszyscy bohaterowie są bardzo ciekawi niezależnie od tego, czy ich polubiłam, czy też nie. Nawet cybernetyczny Pies ma swój charakter i dobrze odnajduje się w tej historii. Myślę, że tak na prawdę o wszystkich postaciach z tej książki bardzo chętnie przeczytałabym jakiś spin-off. O! Albo może jakiś zbiór opowiadań o wszystkich. Biorę wszystko w ciemno.

Klimat tej historii jest niepowtarzalny już od pierwszych stron. Świat przyszłości, w którym wszystko jest syntetyczne, ale nie do końca tak wszystko poukładane jakby się mogło wydawać. Mnie to kupiło od razu i nie mogłam się oderwać od lektury. A końcówka... zakończenie mnie rozbiło zupełnie, a potem poskładało w całość. Jak sięgałam po tę książkę, to przeczuwałam, że mi się spodoba, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo.

Jak najbardziej polubiłam się ze stylem autora. Lekki, zabawny i wciągający. W połączeniu z fabułą i świetnymi bohaterami wypada naprawdę dobrze. Ja ostatnio lubuję się w tematach science fiction, dlatego ten świat bardzo do mnie przemawia. Pomysł na fabułę dosyć prosty, ale jest dobrze poprowadzony i nie ma tutaj ani chwili nudy czy zbędnych fragmentów. Wiem, że tylko się zachwycam, ale naprawdę nie widzę w tej historii nic, do czego mogłabym się przyczepić.

Teraz moim celem jest przeczytanie poprzednich tomów z tej serii, bo się zakochałam w tym świecie, a widziałam, że wydawnictwo planuje zrobić dodruk, także czekam z niecierpliwością. Tymczasem, gorąco polecam zapoznać się z tą książką, bo jest to historia, która na długo z Tobą zostanie i jest po prostu świetna. No a ja muszę też zainteresować całą twórczością autora, bo coś mi się wydaje, że możemy się polubić.

W przypadku tej książki wystarczyło, że zobaczyłam okładkę i już wiedziałam, że to będzie coś idealnego dla mnie i muszę przyznać, że nie myliłam się ani trochę. Bardzo nie mogłam się doczekać na tę historię, a teraz kiedy jestem już po lekturze, mogę się z Tobą podzielić moimi przemyśleniami na ten temat.

Ktoś chciał go zabić, dlatego opuścił miasto wraz z Psem celem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Joanna Jax to jedna z tych autorek, które uwielbiam już od dawna, ale jakoś w ostatnim czasie niezbyt często sięgam po jej twórczość. Jak tylko zobaczyłam tę okładkę i przeczytałam opis, to wiedziałam, że to jest właściwy moment, żeby wrócić do tych historii. I tak oto zapraszam cię dzisiaj na ciekawą podróż wraz z książką Najlepsza przyjaciółka.

Pogrzeb najbliższej przyjaciółki to zawsze jest ciężkie wydarzenie. Relacje Beaty z Agnieszką nigdy nie należały do najłatwiejszych, ale aż do śmierci tej drugiej, zawsze miały ze sobą bliski kontakt. Nieoczekiwanie, Beata zostaje wyproszona ze stypy przez Piotra - męża Agnieszki, ale na odchodne wręcza jej stos listów, których Agnieszka nigdy nie wysłała. Podczas lektury okazuje się, że przyjaciółka kryła przed nią ogromne tajemnice. Świat Beaty wywróci się do góry nogami.

Kiedy słyszę: Joanna Jax, to mam przed oczami długie, wielopokoleniowe sagi rodzinne, bo właśnie od takich zaczynała i takie ja zaczęłam czytać. Tym razem jednak mamy tutaj do czynienia z jednotomową historią i zastanawiałam się, jak to wypadnie, jednak muszę przyznać, że otrzymałam świetny warsztat autorki, skondensowany w jednej książce. Nie narzekała bym jednak gdyby się okazało, że będzie jakaś kontynuacja.

Pomysł na książkę jest ciekawy, może nie jakoś bardzo odkrywczy, ale fantastycznie zbudowany. Poznajemy wydarzenia z obecnej perspektywy Beaty, ze wspomnień z przeszłości, a także z listów Agnieszki. Kawałek po kawałku zostają czytelnikowi pokazane wydarzenia i to, co doprowadziło do obecnej sytuacji. Świetnie się to czytało. Zakończenie bardzo mi się spodobało, ponieważ od pewnego czasu spodziewałam się, jak mogą się rozwiązać pewne wątki, jednak i tak udało się Autorce mnie zaskoczyć pod pewnym względem.

Nie mogło być innej możliwości jak tylko taka, że wciągnęłam się w czytanie już od pierwszej strony. Poza tym, że uwielbiam styl pisania Joanny Jax, historia Beaty i Agnieszki od samego początku, była intrygująca. Do tego Autorka buduje świetnie swoich bohaterów. Stopniowo przedstawia wydarzenia, które ukształtowały i które wpłynęły na losy i charakter postaci. Najlepsza przyjaciółka jest doskonałym przykładem na to, że w niespełna czterystu stronach, można zamknąć wspaniałą historią, dobrze napisane postacie i cały wachlarz emocji zarówno bohaterów, jak i czytelnika.

No i nie mogłabym nie wspomnieć o tle historycznym, które jest dodatkowym bohaterem potęgującym klimat i napięcie. Tutaj mamy II Wojnę Światową, która nie dominuje, ale jest fundamentem i motorem wielu wydarzeń i decyzji. Ciężko mi oddać słowami, o co chodzi, dlatego koniecznie musisz sam przeczytać, żeby wiedzieć, o co chodzi i jakie to jest świetne.

Teraz mam nadzieję częściej sięgać po książki Jax, a także że uda mi się nadrobić trochę jej twórczości, może i jakieś powtórne czytanie znajdzie na mojej liście, kto wie. Najlepsza przyjaciółka to idealna historia, aby zakochać się w twórczości autorki i rozpocząć przygodę z tymi wspaniałymi sagami.

Joanna Jax to jedna z tych autorek, które uwielbiam już od dawna, ale jakoś w ostatnim czasie niezbyt często sięgam po jej twórczość. Jak tylko zobaczyłam tę okładkę i przeczytałam opis, to wiedziałam, że to jest właściwy moment, żeby wrócić do tych historii. I tak oto zapraszam cię dzisiaj na ciekawą podróż wraz z książką Najlepsza przyjaciółka.

Pogrzeb najbliższej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Zaintrygował mnie opis tej książki i dlatego chciałam po nią sięgnąć. Muszę przyznać, że chyba spodziewałam się czegoś innego w środku, ale jestem pozytywnie zaskoczona. Także zapraszam cię, na kilka moich przemyśleń na temat Wyroku.

Justine wnosi o najwyższy wymiar kary - karę śmierci. Dowody są niezaprzeczalne, więc sąd przychyla się do jej wniosku i wyrok zostaje wykonany. Nowe przepisy zostawiają pewną furtkę - gdy po śmierci skazanego, okaże się, że był niewinny, prokurator wnoszący o karę śmierci odpowie za to własnym życiem. Z czasem okazuje się, że Justine nie może być taka pewna swego.

Autorka pokazuje nam historię z dwóch, a raczej trzech perspektyw, Justine oraz dziennika prowadzonego z celi śmierci, a do tego mamy jeszcze retrospekcje przeszłości Justine. Bardzo ciekawy zabieg, dzięki któremu, jako czytelnik, mogłam snuć własne domysły, co do tego, jak potoczył się ten feralny dzień zabójstwa, a także co kierowało Justine. Niesamowicie podobało mi się zakończenie. Nie mogę tutaj za dużo nic zdradzić, żeby nie popsuć ci lektury, ale to, w jaki sposób autorka rozwiązuje całość, idealnie podkreśla charakter i przekaz książki. Według mnie to zdecydowanie najmocniejszy punkt tej historii.

W sumie nie do końca potrafię się zdecydować, czy lubię główną bohaterkę, czy mnie denerwuje. Z jednej strony wiem i rozumem, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej, a z drugiej nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak szybko porzuciła swoje ideały. Autorka próbowała tutaj zbudować głębie jej postaci, ale jakoś tak nie do końca jej uwierzyłam i cały czas mam mieszane uczucia, więc z kolejnej znów strony to dobrze, bo wywoła u mnie pewien proces myślowy. Ciężko mi to określić słowami, w każdym razie tak naprawdę tylko Justine zasługuje tutaj na jakieś szersze wspomnienie.

Dalcher porusza w swojej książce bardzo ważny problem kary śmierci. Przedstawia świat, w którym, żeby prokurator mógł skazać kogoś na śmierć, musi postawić na szali swoje życie. Pokazuje także wszystkie za i przeciw karze śmierci poprzez szereg wydarzeń, które zmuszają czytelnika do myślenia, a także do wyrobienia sobie własnego zdania na ten temat.

Po pierwszych stronach nie spodziewałam się, że tak bardzo wciągnę się w lekturę. Miałam na początku mały miszmasz, bo trochę mi się sprawy mieszały ze sobą. Za kilka rozdziałów początkowych i już wszystko wróciło na właściwe tory, a ja mogłam rozkoszować się tą lekturą, bo ta historia porwała mnie i nie chciała wypuścić do samego końca, mimo tego, że nie ma tu jakiejś szaleńczej akcji.

Spodobał mi się styl autorki i mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję sięgnąć po jakąś książkę Dalcher, bo chciałabym zobaczyć jej spojrzenie na inne ważne tematy. Tobie oczywiście polecam zainteresowanie się tą pozycją, bo myślę, że jest godna twojej uwagi.

Zaintrygował mnie opis tej książki i dlatego chciałam po nią sięgnąć. Muszę przyznać, że chyba spodziewałam się czegoś innego w środku, ale jestem pozytywnie zaskoczona. Także zapraszam cię, na kilka moich przemyśleń na temat Wyroku.

Justine wnosi o najwyższy wymiar kary - karę śmierci. Dowody są niezaprzeczalne, więc sąd przychyla się do jej wniosku i wyrok zostaje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

W ostatnim czasie coraz częściej sięgam po książki polskich autorów i trafiam na coraz więcej perełek. Taką właśnie perełką jest Za nasze grzechy. Zaintrygował mnie opis, ale to, co znalazłam w środku, było jeszcze ciekawsze i mam nadzieję, że kogoś zachęcę do sięgnięcia po tę właśnie książkę.

Na polanie w lesie, grupa nastolatków odnajduje zwłoki zawinięte w folię. Na zwłokach nie ma żadnych ran, znaków szczególnych oraz brak śladów mordercy. Dziwnie zaczyna się robić wtedy, kiedy okazuje się, że w krtani ofiary zostaje odnaleziony fragment poczwarki egzotycznego motyla. Sprawę prowadzi prokurator Emil Grab, który wyznacza do swojego zespołu komisarza Marczewskiego, technika Jakuba Błacha oraz młodą dziennikarkę, z którą kontaktuje się anonimowe źródło.

Nie spodziewałam się tego zupełnie, ale wciągnęłam się w tę książkę już od pierwszej strony, a zainteresowanie wydarzeniami w niej zawartymi, towarzyszyło mi aż do samego końca. Niby pomysł na fabułę nie jest bardzo odkrywczy i nie jest czymś, czego już by nie było, jednak to, w jaki sposób Lunar poprowadzi swoją historię i jak sprawił, że każdy element do siebie idealnie pasuje, bardzo mi się podobało. Motyw naszego mordercy, jakkolwiek to brzmi, bardzo mi się spodobał i to, w jaki konsekwentnie autor przedstawia całość czytelnikowi, spowodowało, że historia ta, wciągnęła mnie całkowicie.

Podczas lektury czytelnik doświadcza tej historii z kilku perspektyw. Każdy z bohaterów, którzy pracują nad śledztwem, ma swój czas i poznajemy punkt widzenia każdego z nich. Podobało mi się to rozwiązanie, bo dzięki temu mogłam składać elementy układanki po swojemu. Jednak takiego zakończenia i rozwiązania sprawy to ja się ani trochę nie spodziewałam. Muszę przyznać, że nawet nie zgadywałam, jak to się wszystko może skończyć, jednak i tak byłam zaskoczona, tym bardziej że w tym przypadku w tytule można się doszukiwać innego znaczenia.

Podoba mi się kreacja bohaterów, tym bardziej że większość z nich jest nieoczywista i każdy z nich ma coś w swojej przeszłości, co powinno powodować, że nie jest to bohater jednoznacznie dobry, czy jednoznacznie zły. Samo to, jaka dyskusja społeczna rozpętuje się po morderstwie, jest bardzo ciekawym i ważnym elementem w tej historii. Również relacje, jakie łączą naszych bohaterów, są ciekawe i choć nie wysuwają się na pierwszy plan, to są świetnym dodatkiem do całości. Czemu więc nie daje maksymalnej oceny książce? Bo czekam z niecierpliwością na kolejne książki i na to, jak rozwinie się warsztat tym bardziej że już teraz wykreował świetną, wciągającą powieść z intrygującym klimatem.

Bardzo chętnie przeczytałabym kolejną książkę z Emilem Grabem w roli głównej. Widziałam gdzieś w zapowiedziach, że w tym roku pojawi się kolejna książka Lunara, ale nie wiem, czy będzie to jakaś kontynuacja, czy bardziej jednotomowa powieść. W każdym razie koniecznie będę chciała ją przeczytać. A tobie nie pozostaje nic innego jak zainteresować się historią Za nasze grzechy i cieszyć się świetną polską literaturą.

W ostatnim czasie coraz częściej sięgam po książki polskich autorów i trafiam na coraz więcej perełek. Taką właśnie perełką jest Za nasze grzechy. Zaintrygował mnie opis, ale to, co znalazłam w środku, było jeszcze ciekawsze i mam nadzieję, że kogoś zachęcę do sięgnięcia po tę właśnie książkę.

Na polanie w lesie, grupa nastolatków odnajduje zwłoki zawinięte w folię. Na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jest to moje pierwsze spotkanie z Pawłem Fleszarem, a zaintrygowała mnie w momencie, kiedy zobaczyłam, że już wychodzi drugi tom z tej serii. Stwierdziłam, że chciałabym zacząć od początku, także dzisiaj mogę cię zaprosić w mroczną wędrówkę po Krakowie wraz z książką Piekło-niebo.

Nad zalewem zostają odnalezione zwłoki dziewięcioletniego chłopczyka, a ślady świadczą o brutalny zabójstwie. Wkrótce dochodzi do kolejnych zaginięć młodych chłopców w innych częściach miasta. W każdym miejscu zbrodni policja odnajduje papierową zabawkę piekło-niebo. Policja musi szybko rozwiązać zagadkę, zanim dojedzie do kolejnego morderstwa, a nie będzie to łatwe, bo sami ze sobą nie do końca potrafią funkcjonować. A w tle wszystkich wydarzeń wybrzmiewa premiera filmu braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu".

Muszę przyznać, że strasznie ciężko było mi się wkręcić w tę książkę. Od samego początku zostałam zbombardowana dużą ilością nazwisk, imion i pseudonimów i musiałam przywyknąć, że tak jest przez całą książkę. Kilka razy złapałam się na tym, że musiałam się wracać, bo znałam kogoś pod pseudonimem, a nagle zaczęto wymienić tego kogoś z nazwiska i to w większym gronie, także żeby połączyć kropki, trzeba było się trochę cofnąć.

Jak już wspomniałam, przez tę historię przewija się bardzo dużo postaci, mniej i bardziej znaczących dla fabuły. Podoba mi się w nich to, że każdy z bohaterów jest bardzo wyrazisty i każdy ma swoją historię, ale przy tym nie przyćmiewają się wzajemnie, a fajnie to wszystko gra ze sobą. Moimi ulubieńcami jest Imbir i Wit. Podoba mi się ich kreacja, tak różna od siebie, ale są bardzo ciekawie poprowadzeni.

Fabuła nie należy do najoryginalniejszych, ale wyróżnia ją to, że autor nie cacka się z czytelnikiem. Przybliża nam wszystkie brutalne szczegóły morderstw i ofiar. Mimo lekkiego chaosu Fleszar prowadzi swoją historię dosyć ciekawie i jak już zaskoczyło, to wciągnęłam się w całość i chciałam wiedzieć, jak się to wszystko skończy, tym bardziej że miałam swoje podejrzenia, które okazały się zupełnie nietrafione i udało się mnie zmylić. Zakończenie może wydawać się lekko naciągane, ale jest zaskakujące i satysfakcjonujące. Co do stylu pisania, to czułam się trochę zaatakowana nomenklaturą policyjną, którą nie do końca rozumiałam i tylko część została wytłumaczona czytelnikowi. Zwłaszcza na początku to bardzo odczułam. Jednak im dalej w książkę, tym lepiej odnajdywałam się w tym świecie.

Teraz kwestia, która dosyć mi przeszkadzała, ale jeśli ktoś jest z okolic Krakowa, lub chce się pobawić w małe śledztwo na mapach, to będzie dla niego świetny smaczek. Autor bardzo dokładnie, wręcz szczegółowo przedstawia nazwy ulic i miejsc w Krakowie i okolicach. Było to do tego stopnia szczegółowe, że faktycznie, gdyby ktoś otworzył mapy, spokojnie mógłby prześledzić każdy krok bohaterów. Dla mnie było to zupełnie zbędne i trochę zagracało całość i wprowadzało lekki chaos, bo mój mózg od razu chciał przetwarzać te informacje, a tak naprawdę dla całości fabuły było to zbędne.

Mimo iż mam kilka zastrzeżeń do tej historii, to ostatecznie była bardzo ciekawa i jako całość wypadła bardzo dobrze. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejny tom z Witem Nawrockim w roli głównej, bo jestem ciekawa, jak rozwinie się jego postać, oraz jak zaprezentuje się autor w kolejnej części. Tobie również polecam, tę książkę, zwłaszcza jeśli znasz Kraków i okolice.

Jest to moje pierwsze spotkanie z Pawłem Fleszarem, a zaintrygowała mnie w momencie, kiedy zobaczyłam, że już wychodzi drugi tom z tej serii. Stwierdziłam, że chciałabym zacząć od początku, także dzisiaj mogę cię zaprosić w mroczną wędrówkę po Krakowie wraz z książką Piekło-niebo.

Nad zalewem zostają odnalezione zwłoki dziewięcioletniego chłopczyka, a ślady świadczą o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Debiut, który bardzo mnie zainteresował, a co najważniejsze bardzo mi się spodobał po przeczytaniu. Dzisiaj podzielę się z tobą moją opinią na temat Nieznajomych, czyli niedługiej historii o wydarzeniach w pewnym tajemniczym domu.

W rezydencji na odludziu spotyka się kilkoro nieznajomych osób. Każdy z nich podaje inny powód pojawienia się w tym miejscu i żadne z nich nie spodziewało się innych przybyszy. Kiedy dochodzi do kłótni, okazuje się, że drzwi są zamknięte, a okna są zakratowane. Nikt nie wie, kto ich zwabił do tego miejsca, a rano odnajdują zwłoki jednego z nich. To jednak nie koniec odnajdywania ofiar.

Jak już wspominałam w poprzednim tekście, nie często sięgam po twórczość polskich autorek, ale jak się okazuje, jak już na jakąś historię trafiam, to jest godna polecenia i mam nadzieję, że cześciej będę trafiała na takie perełki jak Nieznajomi.

Mamy tutaj do czynienia z bardzo oklepanym schematem, czyli jest zagadka i ludzie zamknięci w jednej przestrzeni, którzy próbują poznać prawdę i wydostać się, zanim będzie za późno. Tak, było to już nie raz i nie dwa w popkulturze, ale wykonanie Aleksandry Kalbarczyk bardzo mi się spodobało. Ani chwili się nie nudziłam i każda strona została wykorzystana w pełni. Wciągnęłam się od samego początku i gdyby nie choroba, to myślę, że przeczytałabym całość w jedno popołudnie.

Akcja przez większość czasu dzieje się w teraźniejszości, ale mamy kilka retrospekcji, które naprowadzają czytelnika na rozwiązanie całości. Ja tak już po połowie zaczęłam pomału łączyć kropki, ale nie odgadnęłam wszystkiego, czym autorka bardzo mi zaimponowała więc zakończenie było zaskakujące i ciekawe, a to właśnie o rozwiązanie całości bałam się najbardziej. Bardzo przyjemnie czytało mi się tę książkę. Gdybym nie wiedziała, że jest to pisarski debiut, to nigdy bym się nie domyśliła. Polubiłam styl autorki

Postaci mamy tutaj sporo i chyba tylko dzięki temu, że wprowadzani są po kolei, udało mi się nie pogubić już na samym początku. Trzeba przyznać, że jak na taką ilość bohaterów i tak małą liczbę stron, każda sylwetka jest dosyć dobrze przybliżona czytelnikowi. Może nie jest to jakaś szalona głębia, ale dowiadujemy się dokładnie tyle, ile powinniśmy wiedzieć, aby co nieco samemu wnioskować. Bardzo ciekawe są także relacje, jakie zawiązują się w obliczu tych wszystkich wydarzeń i dynamika grupy bo właśnie to jest motorem do wszystkich wydarzeń.

Uważam, że to bardzo udany debiut i z chęcią przeczytam kolejne książki autorki i mam nadzieję, że to nastąpi w niedalekiej przyszłości. Ze swojej strony bardzo polecam zainteresować się tą historią. Nieco ponad trzysta stron, ale dobrze spędzony czas gwarantowany.

Debiut, który bardzo mnie zainteresował, a co najważniejsze bardzo mi się spodobał po przeczytaniu. Dzisiaj podzielę się z tobą moją opinią na temat Nieznajomych, czyli niedługiej historii o wydarzeniach w pewnym tajemniczym domu.

W rezydencji na odludziu spotyka się kilkoro nieznajomych osób. Każdy z nich podaje inny powód pojawienia się w tym miejscu i żadne z nich nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Opowiem ci o zbrodni Katarzyna Bonda, Igor Brejdygant, Wojciech Chmielarz, Michał Fajbusiewicz, Małgorzata Fugiel-Kuźmińska, Marta Guzowska, Michał Kuźmiński, Katarzyna Puzyńska
Ocena 6,7
Opowiem ci o zbrodni Katarzyna Bonda, Igor Brejdygant, Wojciech Chmielarz, Michał Fajbusiewicz, Małgorzata Fugiel-Kuźmińska, Marta Guzowska, Michał Kuźmiński, Katarzyna Puzyńska

Na półkach: ,

Bardzo ciekawa pozycja na dzisiaj :) https://naszksiazkowir.blogspot.com/2019/02/bonda-fugiel-kuzminska-kuzminski.html

Bardzo ciekawa pozycja na dzisiaj :) https://naszksiazkowir.blogspot.com/2019/02/bonda-fugiel-kuzminska-kuzminski.html

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Zawsze ze zniecierpliwieniem czekam na najnowsze książki Dessen, bo już moje pierwsze spotkanie z nią okazało się strzałem w dziesiątkę i bardzo polubiłam jej książki. Tak więc kiedy w zapowiedziach pojawia się kolejna jej książka ja już nie mogę się doczekać, żeby się za nią zabrać. Dzisiaj mam dla Was Teraz albo nigdy i to kolejna świetna pozycja,którą udało mi się przeczytać.

Macy ma idealnie poukładane życie. Wszystko w jej otoczeniu musi być idealne, a ona sama chce być jeszcze bardziej idealna niż niej, ą ją trzyma po śmierci ojca. Jej chłopak Jason jest idealny w każdym calu, wszystko czego się chwyta zamienia się w złoto. Po jego wyjezdzie na obóz, Macy podejmuje bardzo spontaniczną, jak na nią, decyzję i zaczyna pracę w firmie kateringowej i od tej pory jej życie nie będzie już takie samo. Dziewczyna uświadamia sobie, że to ja dotychczas wyglądał jej świat, nie jest tym czego na tak naprawdę chce. A dodatkowo poznaje pewnego chłopaka...

Już po samym opisie książki wiedziałam, że to będzie Sarah Dessen jaką bardzo lubię. Nie przeszkadza mi fakt, że jej książki są lekko przewidywalne i można się spodziewać jak się skończą, ale też nie zawsze. Macy pragnie być perfekcyjna we wszystkim i dorównać swojemu chłopakowi. Gdyby w książce nie były podane powody takiego zachowania, można byłoby pomyśleć, że jest ko kolejna snobka, która traktuje wszystkich z góry. Jednak autorka jasno daje do zrozumienia, że dzięki takiemu zachowaniu, Macy potrafi poradzić sobie ze śmiercią ojca. Osobiście bardzo polubiłam tę bohaterkę od pierwszych stron i myślę, że bardzo się do niej przywiązałam.

Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, to myślę, że autorce idealnie udało się dobrać poszczególne charaktery, ponieważ wszystkie razem tworzą niesamowitą i ciekawą całość. Taka mała mieszanka wielu usposobień do życia. I chyba właśnie to podoba mi się w książce najbardziej. Czytelnik nie obraca się cały czas w jednym towarzystwie, tylko ma szansę poznać więcej charakterów, a ściślej całą gamę rożnych osobowości.

Książkę przeczytałam na raz i nie ma w tym nic zadziwiającego, tym bardziej że wszystkie książki tej autorki jakie miałam okazję czytać, przeczytałam na raz. Bardzo lubię jej styl pisania, bo nie jest banalnie prosty, ale jest bardzo przyjemny w odbiorze i bardzo szybko się dzięki niemu czyta. Jeśli książka jest dobra, to nie zwracam uwagi na to jaki numer strony aktualnie jest. Czytam i czytam, a później okazuje się, że jestem już na końcu.

Pomysł na fabułę wydaje mi się ciekawy. Tak było już wiele podobnych schematów, ale wydaje mi się, że to w jaki sposób rozegrała to Dessen pokazuje, że można z czegoś powszechnego zrobić coś fajnego, na swój sposób wyjątkowego i wyróżniającego się na tle innych.

Autorka pokazuje w książce, ze śmierć nie oznacza tego samego dla każdego. Każdy, kto stracił kogoś bliskiego, radzi sobie z tym na swój własny sposób i nie ma uniwersalnego przepisu na mniejsze cierpienie.

Teraz albo nigdy jest kolejną książką, którą mogę zaliczyć do takich, które pozostaną ze mną na dłużej. Ja Wam gorąco polecam tę pozycję, ale również zachęcam Was abyście sięgnęli także po inne książki Sarah Dessen, tym bardziej teraz gdy zbliża się pora czytania książek pod kocem i z gorącym kubkiem herbaty czy kawy.

Zawsze ze zniecierpliwieniem czekam na najnowsze książki Dessen, bo już moje pierwsze spotkanie z nią okazało się strzałem w dziesiątkę i bardzo polubiłam jej książki. Tak więc kiedy w zapowiedziach pojawia się kolejna jej książka ja już nie mogę się doczekać, żeby się za nią zabrać. Dzisiaj mam dla Was Teraz albo nigdy i to kolejna świetna pozycja,którą udało mi się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Pamiętacie? Jakiś czas temu na naszym blogu zagościł Gregor wraz ze swoimi przygodami w podziemnym świecie. Jak się okazuje to nie koniec. Już dzisiaj mam dla Was recenzję kolejnej, drugiej już części historii tego 11 letniego chłopca.

Po tym jak Gregor wraz z Botką i ojcem wrócili do swojego świata, wszystko miało być już prostsze. Niestety, tata nie jest dobrej kondycji, w domu się nie przelewa, a zbliżają się święta. Na domiar złego, Botka zaginęła, a na miejscu jej zniknięcia znajduje się odnóże olbrzymiego karalucha. To oznacza tylko jedno, Gregor wraca do Podziemia, choć był przekonany, ze już nigdy tego nie zrobi. Na miejscu czeka go kolejna przepowiednia do spełnienia i nikt nie obiecuje, że będzie łatwo.

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, spieszę wyjaśnić, że seria o Gregorze, jest pierwszą jaką napisała Suzanne Collins, ale zyskuje ona sławę dopiero teraz. O ile się nie mylę to seria ta liczy sobie pięć książek, a Przepowiednia zagłady jest drugą w kolejności. Tak bardzo się cieszę, że mogłam po raz kolejny znaleźć się w tym świecie i przeżyć kolejną niesamowitą przygodę, a po przeczytaniu tej, jeszcze bardziej cieszę się z tego, że przed mną jeszcze trzy.

Autorka po raz kolejny zaprasza czytelnika do świat Podziemia, gdzie szczury mają dwa metry, a ludzie mają fioletowe oczy i zespalają się z ogromnymi, potrafiącymi mówić, nietoperzami. Jak to zazwyczaj bywa przy kolejnych częściach, spotykamy zupełnie nowych bohaterów, a kilku po prostu odchodzi na dalszy plan. Dalej moją ulubioną postacią jest Botka, która jest przeurocza i cudowna.

Jak już pisałam poprzednio, koncepcja świata nie jest jakoś specjalnie oryginalna, ale jest bardzo dobrze zrealizowana. Co prawda ta książka debiutem już nie jest, ale ciągle to książka, która była na początku kariery autorki i uważam, że Collins od początku miała talent i umiała dobrze pisać.

Ciężko jest coś pisać o fabule drugiej części, tak aby nie zdradzić nic z pierwszej, a tym bardziej z drugiej. Dlatego odniosę się do samego pomysłu. Bardzo podoba mi się ta koncepcja przepowiedni, że to właśnie one są takim swoistym przewodnikiem przygody, ale i tak nie wiadomo jak wszystko się skończy.

Dużym atutem tej pozycji jest to, że czyta się ją błyskawicznie. Mi wystarczył jeden dzień, aby przeczytać ją od deski do deski i muszę przyznać, że naprawdę ta książka umiliła mi owy dzień. Jest bardzo przyjemna w odbiorze i jak chyba już wspominałam w poprzedniej recenzji, nie ważne ile ma się lat. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie i niezależnie od wieku będzie czerpał mnóstwo przyjemności z lektury.

Więc jeśli jeszcze nie znacie tej serii to jak najszybciej sięgnijcie po pierwszy tom, bo warto, a do drugiego już nikt nie będzie musiał Was zachęcać. No, a spójrzcie na tę przecudowną okładkę, która powinna być dodatkowym zachęceniem do sięgnięcia po książkę, bo ja Wam gwarantuję, że cudnie prezentuje się na półce (potwierdzone info :)) Ja już wypatruję kolejnego tomu i nie mogę się na niego doczekać.

Pamiętacie? Jakiś czas temu na naszym blogu zagościł Gregor wraz ze swoimi przygodami w podziemnym świecie. Jak się okazuje to nie koniec. Już dzisiaj mam dla Was recenzję kolejnej, drugiej już części historii tego 11 letniego chłopca.

Po tym jak Gregor wraz z Botką i ojcem wrócili do swojego świata, wszystko miało być już prostsze. Niestety, tata nie jest dobrej kondycji,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Niech Was nie zwiedzie ta okładka. Bo choć piękna i przyciągająca uwagę, to w środku nie znajdziecie historii równie lekkiej, delikatnej i zwiewnej. To nie jest też typowa kobieca lektura o romansach i miłosnych ohah i ahah. To jest książka ciężka, specyficzna i z góry mówię, że na pewno nie dla każdego. Pamiętajcie, że pozory mylą, a ta książka, a może bardziej, ta historia jest tego idealnym przykładem.

Opis z tyłu sugeruje, że będzie to raczej standardowa opowieść o dziewczynie i zawirowaniach w jej życiu. Ale to też nie jest do końca to. Jak tylko uda Wam się gdzieś dorwać tę książkę, to przeczytajcie najpierw opis na przednim skrzydełku okładki. Tak, to jest kwintesencja tego co znajdziecie w środku. Nie będę tego tu cytować, bo to trochę długie, ale jeśli jesteście ciekawi, to czytam to w filmiku do którego link znajdziecie na naszym Facebooku.

Autorka przedstawia nam zlepek historii, które pozornie się ze sobą nie łączą, a w rzeczywistości tworzą życie naszej głównej bohaterki. Pani Izabela nie przebiera w środkach. Książka czasem śmieszy do łez, czasem szokuje, a nawet odpycha. Dużo w niej czarnego humoru, do którego, osobiście, nie mam nic i nawet czasem lubię poczytać, ale wiem, że chyba nie każdemu odpowiada taki styl.

Pod warstwą groteski, czarnego humoru, elementów szokujących, kryje się historia dziewczyny, która nie potrafi znaleźć sobie miejsca w życiu. Mimo wszystko, mimo tej dziwności bardzo ją polubiłam i tak na prawdę bardzo jej kibicowałam w poszukiwaniach.

Mówię już o tym chyba setny raz, ale autorka szokuje, opisuje rozkład zwłok i inne równie dziwne rzeczy, ale bardzo podoba mi się jej styl. Co prawda książkę czytałam na dwa razy bo przerwałam na rzecz innej, co nie zmienia faktu, że dobrze mi się ją czytało, i dzięki Bookathonowi dokończyłam ją w jeden dzień, z czego jestem dumna.

Poza główną bohaterką, mamy plejadę innych, którzy tak na prawdę są tylko tłem. Nie wybijają się niczym szczególnym przed szereg i są jedynie podkreśleniem i zaakcentowaniem głównej bohaterki.

Książka nie przydanie do gustu wszystkim, ale jeśli lubicie oryginalne książki, ze specyficznym klimatem, to jest to dla Was pozycja obowiązkowa, a poza tym trzeba wspierać rodzimych autorów. Ja do książki wrócę na pewno nie raz i będę polecać ją dookoła.

Niech Was nie zwiedzie ta okładka. Bo choć piękna i przyciągająca uwagę, to w środku nie znajdziecie historii równie lekkiej, delikatnej i zwiewnej. To nie jest też typowa kobieca lektura o romansach i miłosnych ohah i ahah. To jest książka ciężka, specyficzna i z góry mówię, że na pewno nie dla każdego. Pamiętajcie, że pozory mylą, a ta książka, a może bardziej, ta...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Wow. Tak mogę podsumować moje odczucia po przeczytaniu tej książki. Zorientowałam się, że czytając końcówkę, dopiero po zamknięciu książki wypuściłam powietrze. Ale może po kolei

Czytając opis, spodziewałam się, że dostanę coś w stylu kultowego horroru Piła. Co prawda jakieś małe szczegóły się tam pokrywały, ale nie doszukujmy się podobieństw, bo to jest zupełnie co innego, a ta książka rozwaliła mi mózg, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z góry muszę uprzedzić, że jeśli macie słabe nerwy, to przemyślcie to, zanim sięgniecie po tę książkę, ale to nie znaczy, że macie ją omijać szerokim łukiem.

Autor, niektóre sceny opisuje dość brutalnie i dosłownie, ale właśnie te sceny dodają tej książce uroku, jakkolwiek by to nie brzmiało, ale to właśnie one nadają tej pozycji ten charakterystyczny klimat, który jest bardzo ciężko uzyskać, a co dopiero podrobić. Panu Rozmusowi udało się to w stu procentach.

Czwórka ludzi, którzy z pozoru nie mają ze sobą absolutnie nic wspólnego, żyją w zupełnie różnych światach, dostają tajemnicze wiadomości z cytatami z Pisma Świętego, a potem... no właśnie to co jest potem mrozi krew w żyłach. Sami nigdy by nie przypuszczali, że znajdą się w uwięzieniu. Bardzo polubiłam Ewę, zresztą wszyscy bohaterowie byli bardzo dobrze skonstruowani, Każdy był indywidualnym przypadkiem, każdy miał swoje cech i każdy był inny. Sam sprawca całego zamieszania, był bardzo złożoną postacią, ale nie będę tu zdradzać nic więcej.

W tej książce, pojawia się tez dużo aspektów psychologicznych. Autor bardzo dobrze sobie z nimi poradził i tym samym stworzył dla nas coś wyjątkowego. Czyta się ją płynnie i przyjemnie. Mam tylko jedno malutkie zastrzeżenie do tej pozycji, a mianowicie, popracowałabym trochę nad dialogami. Niektóre były trochę takie nijakie, ale to na prawdę kilka. Także, wybaczam, bo tej książce mogłabym wybaczyć wszystko.

To w jaki sposób autor zbudował całą fabułę, jest powalające. Fakty, które wychodziły w trakcie czytania, niejednokrotnie pozostawiały mnie z szeroko otwartymi oczami, z pytaniem na ustach "ale jak to?! Dlaczego ja się wcześniej nie domyśliłam?!". Bardzo przypadł mi do gustu styl autora, i mogłabym czytać i czytać, a do tej pozycji na pewno wrócę za jakiś czas.

Jedyne czego żałuję, to tego, że ta książka miała taką małą reklamę. Na prawdę, z taką historią można by zrobić na prawdę fajną kampanię reklamową. Ale cieszę się, że ja miałam okazję ją przeczytać i na pewno będę polecać ją wszystkim dookoła.

Więc jeśli uważacie, że jest to książka, którą chcielibyście przeczytać, to marsz do księgarni. Koło tej książki i to z taką okładką nie można przejść obojętnie,

Wow. Tak mogę podsumować moje odczucia po przeczytaniu tej książki. Zorientowałam się, że czytając końcówkę, dopiero po zamknięciu książki wypuściłam powietrze. Ale może po kolei

Czytając opis, spodziewałam się, że dostanę coś w stylu kultowego horroru Piła. Co prawda jakieś małe szczegóły się tam pokrywały, ale nie doszukujmy się podobieństw, bo to jest zupełnie co...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to