-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać3 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Umrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać16 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska82
Biblioteczka
2025-07-14
2025-07-11
Kontekst: do Kajka i Kokosza wracam nieczęsto, ale zawsze z radością - te komiksy są... po prostu radosne; niby tylko dla dzieci, kolorowo szczegółowe, ale też inteligentny humor - w sumie dla mnie mistrz Christa stworzył coś lepszego od Asteriksa i Obeliksa.
Seria kontynuacji zawsze budzi obawy, niczym śpiewanie coverów przez "młode wilki"... W tym przypadku efekt jest jednak naprawdę niezły; humor jest (może nawet nieco uwspółcześniony), przemiły styl rysunków jest; fabuła niby wydawała mi się dziecinna, ale jak już zacząłem czytać, nie mogłem przerwać aż do końca!
Główna różnica: może i jestem uprzedzony, ale jednak wszystko tu wydaje mi się "prawie". - Twarze nie mają w sobie aż tyle charakteru, zaś w (częstych tu) sytuacjach intensywnej mimiki wręcz chwilami zatracają podobieństwo... Humor jest bardziej "do czasów", i nie nazwałbym go wysilonym - ale jakby brak w nim czasem nuty, jakby to rzec... zjadliwego ciepła, które biło z oryginału. Rysunki miłe i kolorowe, może nawet bardziej staranne - ale mniej w nich groteskowo secesyjnej plątaniny na drugim planie, wielu zaszytych tam pomniejszych żarcików... No i rzucało się w oczy, że oryginał był dość rubaszny - nigdy nie przekraczając granic dobrego smaku, pokazywał jednak często bujne dziewoje w skąpych giezłach, rysowane z wyraźną radością - tu ma się wrażenie, że nad rysowanikami stały feministki, bardzo wyczulone, by nie eksponować cech kobiecych (poza kanoniczną postacią Lubawy), by nikomu nie przyszło do głowy potraktować kobietę jako "obiekt chuci"... A główna w tym odcinku bohaterka wygląda wręcz jak chłopczyca, przeniesiona z innego uniwersum. To troszkę zaburza ogólny, bujny rytm...
Podobno ten odcinek to najlepsza z kontynuacji - bawiłem się nieźle, przyjemność była. Wszelako było z nim nieco, jak z restauracją drugą na liście ulubionych... Chętnie skorzystam, ale głównie wtedy, kiedy ta pierwsza jest zamknięta lub za daleko - znaczy się polecam, ale w pierwszej kolejności oryginały! Jest to jednak jedna z lepszych kontynuacji, na które natrafiłem - trzymam kciuki za dalsze części!
Kontekst: do Kajka i Kokosza wracam nieczęsto, ale zawsze z radością - te komiksy są... po prostu radosne; niby tylko dla dzieci, kolorowo szczegółowe, ale też inteligentny humor - w sumie dla mnie mistrz Christa stworzył coś lepszego od Asteriksa i Obeliksa.
Seria kontynuacji zawsze budzi obawy, niczym śpiewanie coverów przez "młode wilki"... W tym przypadku efekt jest...
2025-07-04
To mój pierwszy komiks z Tytusem od wielu lat - sentyment odzywał się potężnie, i z pewnością nie jestem obiektywny...
Dlaczego zatem ocena niezbyt wysoka? Bo co prawda bardzo dużo uroku (takiego niewymuszonego ciepła), oraz innych zalet (głównie ciekawostek), ale też nieco wad... no i nie wiem do końca, dla kogo ta książeczka.
W tej formule dostajemy nie tyle szczegółową fabułę, co serię scenek - a obok nich dodano dość szczegółowe komentarze! (Około 40 kolorowych plansz na bardzo grubym, eleganckim papierze) Komentarze wyjaśniają, co na obrazkach jest oparte na wiedzy naukowej, a co stanowi tylko żart; sporo jest też tłumaczenia zasad chrześcijaństwa (w końcu to temat "odcinka"), a także - co zaciekawiło mnie szczególnie - wspomnień z młodości Papcia Chmiela! I to przeważnie z okresu przed II Wojną, gdy odwiedzał na wsi swą babcię!
Same scenki ukazują przede wszystkim momenty charakterystyczne dla epoki, ale bywają i czysto humorystyczne. Często burzą czwartą ścianę - np. bohaterowie próbują zamówić w karczmie ziemniaki i rybę po żydowsku, na co pada odpowiedź, że i jedno, i drugie będzie tu poznane dopiero w przyszłości...
Niejakie zdziwienie wywołała we mnie nuta komentarzy... Jakby czyniona nie tyle dla dzieci (czy przynajmniej w tej stylistyce), ale dla nieco zgorzkniałych, starych fanów (jednak dla nich z kolei większość przekazywanych tu informacji historycznych powinna być oczywista)
Szczególnie dziwnie wypadły wiadomości o chrześcijaństwie - sporo ich, i jakby pieczołowicie i z szacunkiem... Ale zarazem często jakby dla dzieci kompletnie nieznających podstaw ("Chodziło tu oczywiście o Archanioła Gabriela, który obwieścił Izraelitce Maryi, że za sprawą Ducha Świętego pocznie i urodzi jak każda normalna kobieta syna, nazwanego potem Jezusem. Józef cieśla był tylko opiekunem MARYI, a nie ojcem dzieciątka...") Zarazem biblijne świadectwa są uparcie nazywane bajkami, bywają też zjadliwe komentarze w stylu "jakże to Pan mógł przeszkodzić swoim propagandzistom..."
Poza tym, choć Papcio wystrzega się w swych "kadrach" brutalności (a najczęściej jakiejkolwiek wręcz przemocy), to sporo jest dwuznacznych wzmianek o chęci Tytusa do zabawiania się z napotkanymi niewiastami (choć też bez jakiejkolwiek dosadności), i że może zapomnieć o swej żonie...
Prócz tego wszystkiego, w tekstach przydarzyło się parę błędów (np. "dóbka jest w zimie, kiedy dzień jest krótszy" - jakby nie po to właśnie wprowadzono słowo "doba", by ją uniezależnić od długości dnia; w innym miejscu kobieta mówi "zmienię imię Hans na Jasiek"); mieszkańcy pradawnej wsi według opisu gromadzą się na rynku (na obrazku widzimy polanę w lesie), itp. itd.
Zarazem, nie chcę tej książki oddawać - rysunki bardzo sympatyczne, chwilami błyska świetny humor Papcia (czciciele bożka Peruna proszą go, by poraził swych wrogów słowami "daj tysiąc wolt!") sporo jest też jego wspomnień, oraz nawet kilka zdjęć!
Summa summarum - zostaje na półce, ale z dawania na prezent rezygnuję (chyba, że "tytusofilom").
No i nie zapominajmy, że Autor kończył ten komiks krótko przed swą śmiercią... w wieku 97 lat! Nieuczciwie więc byłoby nadmiernie go krytykować.
Aha, w międzyczasie zdążyłem też przeczytać inny komiks z tej serii (TRiA na Jedwabnym Szlaku), i choć większość mych uwag tam bym powtórzył (ktoś nawet powiedział "waść" do kobiety!), to podobało mi się dużo bardziej (więcej nieoczywistych dla mnie wiadomości; rzeczy faktycznie pożyteczne do nauki, jak wytłumaczenie natury handlu; także jakby ciekawsze i bardziej szczegółowe panoramy różnych miejsc; żywsza akcja)
To mój pierwszy komiks z Tytusem od wielu lat - sentyment odzywał się potężnie, i z pewnością nie jestem obiektywny...
Dlaczego zatem ocena niezbyt wysoka? Bo co prawda bardzo dużo uroku (takiego niewymuszonego ciepła), oraz innych zalet (głównie ciekawostek), ale też nieco wad... no i nie wiem do końca, dla kogo ta książeczka.
W tej formule dostajemy nie tyle szczegółową...
Wydawało mi się, że nic nie słyszałem o tym Autorze; po zbiorek sięgnąłem zachęcony bezczelnie uroczym tytułem, no i otaczającym Autora nimbem klasyka...
Duża przyjemność - w miarę lektury rosnąca do wielkiej; z czasem nieco opadająca.
Bardzo miłe połączenie świetnych opisów wynalazków z ciekawymi obserwacjami ludzi; z nutką czarnego humoru.
Owe opisy wynalazków - na tyle pogłębione, że wydawały się realne, a parę razy skłoniły mnie nawet do sprawdzenia w internecie paru technicznych szczegółów - ale zarazem nie przegadane, nie przeładowane mądralińskim bełkotem.
Natomiast obserwacje nt ludzi bywały wnikliwe, a sprzedawane także bez nadęcia, a wręcz z humorem (niekiedy czarnym; chwilami pachniało mi Chandlerem)
Recenzenci wskazują na wprawne posługiwanie się przez Autora absurdem - cóż, nie uprawia pure nonsensu w duchu Alicji z Krainy czarów, ale niewątpliwie lubi groteskowy humorek; choćby wesołe świnki próbujące zostać brutalnymi zdobywcami. Często humor wynika i z paradoksów naukowych; np. człowiek wciąż znajdujący własne zwłoki.
Opowiadanka są retro - ale z uwagi na luźne i abstrakcyjne (acz nie absurdalne) wynalazki, a z drugiej strony niezłe wyczucie psychologiczne Autora, nie ma się za często poczucia czytania naiwnej ramoty! Co więcej, niektóre tematy - jak ludzka niezdolność do przewidzenia kaprysów AI - wydają się zdumiewająco aktualne (jak to u tego Autora, podane nie tyle w tragiczny, co raczej groteskowy sposób; np. roboty zachwycają się swoją doskonałością, albo dostają manii samobójczej) A przecież autorów sci-fi po latach lubimy rozliczać z ich zdolności profetycznych - i wydaje się, że Autor zdał ten test naprawdę nieźle.
Ah, i to tu odnalazłem opowiadanie, które od lat tkwiło w mej pamięci - o tym, jak poprzez powtarzanie odpowiedniego tekstu (np. głupiej, ale czepiającej się umysłu piosenki) można wprowadzić ludzi niejako w autohipnozę - tak, iż mimowolnie ów tekst powtarzają, przez co gubią koncentrację, a z kolei zbyt zaciekłe próby walki z nawykiem oczywiście tylko pogłębiają obsesję... Co prawda wydaje mi się, że w rzeczywistości większość umysłów czyści się z czasem samowiednie - a przecież istnieje też mechanizm (może właśnie dla obrony przed złowrogim "zapętleniem"), iż gdy zanadto się nasłuchamy danej piosenki, to zaczyna nas wręcz mierzić...
Poniekąd podobnie jest i w innych opowiadaniach - rdzeniem są ciekawe, nieco przewrotne obserwacje (które, jak w przypadku każdej dobrej sci-fi, ostatecznie bardziej dotyczą ludzi, niż urządzeń), z całkiem szerokiej palety; od wspomnianej broni semantycznej, poprzez ryzyko nieprzemyślanych życzeń (ksiądz powiedziałby: "nieuporządkowanych namiętności"), poprzez pokazanie, jak człek bezwzględnie praktyczny może nie widzieć, jak sam sobie robi kuku, aż po pojedynek z diabłem (czyżby reminiscencja pana Twardowskiego?) który uświadamia, czego sobie nie uświadamiamy marząc...
Owe obserwacje (czy pomysły) bywają przerysowane, może dla uwypuklenia - podobnie, jak ludzie w kryminale po to się mordują, aby autor mógł obnażyć zakamarki ich obsesji, choć w rzeczywistości wyraziliby je pewnie tylko poprzez głupie uwagi u cioci na imieninach... Wszystko to nadaje opowiadaniom Kuttnera pewną umowność, niczym przypowiastkom - ale wciąż czyta się dobrze.
Drażniące natomiast było to, na co często cierpią opowiadania w ogóle, a zwłaszcza tzw. młodych utalentowanych - na brak dopieszczenia szczegółów. Miewa się wrażenie, jakby Autor dopracował starannie główny temat, za to wszelkie okoliczności poboczne tylko dorysował pospiesznie - niczym spieszący się malarz, który przejmująco realistyczną twarz umieszcza na tle niedbale pociągniętych konturów. Nawet w malarstwie mnie to zwykle drażni (choć wiem, że bywa świadomym zabiegiem), a w opowieści tym bardziej wybija z immersji; odnoszę wtedy wrażenie, jakby Autor się spieszył, albo tylko zaprezentował brudnopis. - Pewne zachowania ludzi wydawały się więc bardzo mało realistyczne (w kontekście innych, realistycznych do bólu), zaś trudne do rozwiązania problemy zdawały się rozwiązywać "ot tak".
Ów kontrast pomiędzy starannym rozwijaniem części pomysłów, a prześlizgiwaniem się nad innymi, powodował niekiedy dysonans - od podziwu (np. maszyna ucząca przez kopiowanie fal mózgowych geniuszy), poprzez kiwanie głową ze zrozumieniem, acz i pewnym znużeniem (np. paradoksy zmiany przyszłości, powodujące zakłócenia w teraźniejszości), aż do zdziwionego podniesienia brwi (np. robot wykonany ze "stopu duralowego" był niezniszczalny, więc można go było tylko zabetonować? Doprawdy? Autor nie był wszak tak antyczny, by nie słyszeć o energii nuklearnej)
"Flagowa" seria o wiecznie zapijaczonym wynalazcy cierpi z powodu zebrania w jednym miejscu tego, co wcześniej było publikowane stopniowo; wielokrotnie powtarza się skrócona charakterystyka głównego bohatera... Może redaktorzy tomu powinni to jakoś przyciąć?
Tłumaczenia ogólnie naprawdę dobre; słownictwo różnorodne, a mimo czasem naukowych (i naukowawych) wywodów udało się zachować lekkość. Plus słowa uznania za lepsze od oryginału przetłumaczenie tytułu jednego z opowiadań! Lepsze, bo nie zdradzające przedwcześnie fabuły!
Okazjonalne (naprawdę rzadkie) wtopy; oddadzą go "katowi", nie "katu"? Jak to jedna recenzentka na Allegro ujęła: za taki błąd należy się jedna kulka ryżu mniej!
Ciekawostka: Autor pochodził (po dziadkach) z Polski! Da się znaleźć parę smaczków, nawiązań do tego (dziś niektórzy powiedzą: Easter eggów), najczęściej w nazwiskach...
Z uwagi na szybkie nużenie się Autora dłuższą narracją bałbym się sięgać po jego powieść. Natomiast urzeka szeroka gama uroczych "pomysłów do namysłu", które choć chwilami mogą się wydać przerysowane (lub niedorysowane), to bawią, i zostają w umyśle, czego sam żem najlepszym dowodem (a ileż ja historyjek zapomniałem po drodze!)
Reasumując: przeczytałem z przyjemnością, chętnie sięgnę znów po tego autora... Acz bez wielkiego pośpiechu.
Wydawało mi się, że nic nie słyszałem o tym Autorze; po zbiorek sięgnąłem zachęcony bezczelnie uroczym tytułem, no i otaczającym Autora nimbem klasyka...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDuża przyjemność - w miarę lektury rosnąca do wielkiej; z czasem nieco opadająca.
Bardzo miłe połączenie świetnych opisów wynalazków z ciekawymi obserwacjami ludzi; z nutką czarnego humoru.
Owe opisy wynalazków - na...