W ślad za samolubnym genem

KenGoKang
27.11.2019

Czy pamiętacie serial „Było sobie życie”? Dzięki tej bajce młody widz mógł zgłębić tajniki wnętrza ludzkiego organizmu i mechanizmów nim sterujących. Dla głównego bohatera „Drobiazgu”, Tomasza, podobna perspektywa okazuje się codziennością. Zamiast człowieka widzi zbiór poszczególnych komórek, pozostających w nieustannym ruchu genów. Brzmi interesująco? Jeśli owa historia was zaciekawiła, przygotujcie się na opowieść pełną absurdu, groteski – i bardzo czeską.

Markéta Baňková zajmuje się fotografią, projektowaniem stron internetowych, filmem i grafiką. W jej książkach znajdują odbicie zainteresowania nowymi technologiami i naukami przyrodniczymi. Postacie z „Drobiazgu” toczą więc długie, nieco żartobliwe dyskusje na temat teorii Richarda Dawkinsa czy Juliana Barboura. W tle leje się oczywiście piwo, bohaterom nie umknie również żadna okazja do flirtu z pojawiającą się na horyzoncie niewiastą.

W trakcie lektury poznamy historię Tomasza, adoptowanego w dzieciństwie i poszukującego prawdy o swoich biologicznych rodzicach. Wszystkie jego manie i dziwactwa mają bowiem źródło w owym natarczywym, obsesyjnym wręcz dążeniu do prawdy. Bohater zawierza wiedzy z zakresu genetyki, pragnąc dotrzeć po nitce DNA do przysłowiowego kłębka, czyli do życia, które mu zabrano. Czy uda mu się przezwyciężyć własne lęki, a może odnaleźć szczęście w miłości?

„Drobiazg” nie jest propozycją idealną dla każdego. Obawiam się, że niektórzy czytelnicy mogą poczuć się znużeni ilością wiedzy naukowej przemycanej w konwersacjach głównych bohaterów. Dla mnie, jako osoby sięgającej coraz częściej po pozycje popularnonaukowe, bliższe spotkanie z podobnymi tematami nie było straszne. Zakładam, że nie przerazi ono również miłośników prozy naszych sąsiadów zza południowej granicy. W końcu ich odpowiednio przyprawione czarnym humorem, absurdem i groteką historie mają na celu odkrycie praw rządzących tym szalonym wszechświatem.

Trudno chyba o bardziej odległe skojarzenia, jednak pod koniec książki odniosłam wrażenie, że oto mam przed sobą Siddarthę w czasach genetyki! Prozie Baňkovej oczywiście daleko do twórczości Hessego, jednak jej bohater jest jednostką poszukującą prawdy, błądzącą po ścieżkach życia w pogoni za zrozumieniem i miłością, a na koniec doznającą swoistego oświecenia niczym naukowa wersja Siddarthy. Czy podzielicie moje odczucia? Jestem tego ogromnie ciekawa i zachęcam do lektury.

Ewa Szymczak

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd