Mroczny świat u progu wielkich zmian – rozmowa z Bogusławem Chrabotą o „Influenza magna“

Anna Sierant
21.06.2021

Wielcy artyści, psychologowie, lekarze – przedstawiciele wiedeńskiej bohemy, żyjący w pierwszych dziesięcioleciach minionego wieku, to główni bohaterowie powieści „Influenza magna”. Dlaczego koniec belle époque był początkiem nowego świata, bez którego, być może, nie byłoby wolnej Polski? Czy epidemię hiszpanki można porównać do pandemii koronawirusa? Na te i inne pytania odpowiedział nam autor książki, Bogusław Chrabota. Zapraszamy do lektury wywiadu z pisarzem oraz do udziału w akcji recenzenckiej  – wydawnictwo Ringier Axel Springer przygotowało dla użytkowników serwisu lubimyczytać.pl 20 egzemplarzy powieści „Influenza magna. U progów wieczności”.

Mroczny świat u progu wielkich zmian – rozmowa z Bogusławem Chrabotą o „Influenza magna“ Materiały prasowe wydawnictwa Ringier Axel Springer

[Opis wydawcy] „Influenza magna”, najnowsza książka Bogusława Chraboty to literacka opowieść o burzliwych losach bohemy wiedeńskiej – Schielego, Klimta, Freuda, Trakla, osadzona w realiach I wojny światowej, w świecie targanym przez pandemię hiszpanki. Niezwykła paralela współczesności stawiająca egzystencjalne pytania o uniwersalne wartości i kondycję człowieka. 

Kto by pomyślał! Polski autor dokopuje się w swojej powieści do takich skarbów, jak portrety Schielego, poezja Trakla i dialogi z Freudem w upadającym habsburskim imperium podczas szalejącej hiszpanki! A wszystko językiem klarownym jak u Wittgensteina. Ale nie jest to powieść wyłącznie historyczna. „Influenza Magna. U progów wieczności” należy do gatunku powieści alegorycznych, podobnie jak „Dżuma” Alberta Camusa, która obnaża zarazę faszyzmu. Książka Chraboty natomiast symbolicznie odnosi się do naszych apokaliptycznych czasów, w których ludzkość stoi przed globalnymi wyzwaniami rewolucji energetycznej i motoryzacyjnej oraz pandemii i socjalno-kulturowych przemian. Bogusław Chrabota nie bez powodu więc osadził akcję swojej powieści w epoce upadku monarchii europejskich – nasz „upadek” jest wszakże również naszą wielką szansą.

Anna Sierant: Egon Schiele, Tadeusz Boy-Żeleński, Gustav Klimt, Ludwig Wittgenstein, Sigmund Freud, Grete i Georg Trakl to tylko niektórzy z bohaterów pana powieści. A jako że to jednocześnie postaci historyczne, nasuwa się pytanie: jak dużo czasu poświęcił pan na research, przystępując do pisania tej książki? Gdzie szukał pan informacji?

Bogusław Chrabota: Niektórymi z tych postaci interesowałem się od wielu lat. Na przykład Freud. Jestem synem psycholożki, która miała całą szafę tej literatury. Uczyłem się o Freudzie w liceum i na studiach. Potem czytałem. Nie powiem, że znam go na wylot, ale coś tam na temat jego poglądów wiem. Trakl jest częścią mojej osobistej biografii, bo od dziecka leczyłem się w krakowskim szpitalu wojskowym przy ul. Wrocławskiej, gdzie umarł. Jest tam zresztą poświęcona mu tablica pamiątkowa. Pisząc książkę, uzupełniłem za to swoją wiedzę o biografii i poezji Trakla. Na szczęście jest ona bardzo dobrze przetłumaczona na polski przez Wiesława Trzeciakowskiego. Wittgensteinem interesowałem się od dawna. Cenię sobie jego „Tractatus logico-philosophicus”. Klimt, Schiele… też spotykałem ich na swoich ścieżkach, ale kiedy zacząłem się im przyglądać już pod kątem książki, zainteresowanie zamieniło się w fascynację. Źródła? Wiele książek i internet, głównie po angielsku, trochę po niemiecku. Jest w nim morze informacji.

Większość postaci przedstawionych w „Influenza magna” to mężczyźni, jednak i te mniej liczne bohaterki książki są opisane jako pełne namiętności, pożądania, pasji osoby, a nie panie z dawnych czasów, które „tylko siedziały i pachniały”. Czy zebranie materiałów do opisów bohaterek było trudniejsze niż w przypadku (zazwyczaj) słynniejszych od nich męskich postaci historycznych?

O Grecie Trakl sporo napisano, choć to postać bardziej tajemnicza od Schielego czy Trakla. Odkryłem ją na potrzeby tej książki. Przemyślałem, wczułem się, wszedłem w jej tożsamość. Pozlepiałem strzępy faktów. Podobnie było z Wally Neuzil, modelką Schielego. Zafascynowała mnie. Też jest o niej sporo w źródłach, choć nie tyle, by nie trzeba była posiłkować się wyobraźnią. Powiem szczerze, że budowanie ich tożsamości, odszukiwanie motywacji, rekonstrukcja psychiki, to było najciekawsze zadanie literackie w tej książce.

Książka napisana przez polskiego autora i w języku polskim ma bohaterów, którzy – w swojej większości – z Polski (choć wtedy nie było jej na mapie) nie pochodzą. Skąd pomysł na zbudowanie akcji wokół losów barwnych postaci wiedeńskiej bohemy z początków XX wieku? A nie np. z perspektywy „zwykłego szarego człowieka”?

To suma moich fascynacji tamtą epoką. Jestem z Krakowa, tam duch Galicji i Austro-Węgier nigdy nie umarł. Chciałem napisać o hiszpance, bo jest częścią historii mojej rodziny. Dwaj drugoplanowi (choć nie do końca) bohaterowie tej książki to figury zbudowane na losach moich dwóch pradziadków. Jeden z nich hiszpanki nie przeżył. Starałem się zrekonstruować ich rzeczywistość. Także klimat intelektualny i artystyczny epoki. Stworzyć mozaikę, w której bohaterowie byliby prawdziwi, osadzeni w realiach epoki. Tak powstała książka, owoc fascynacji psychologią, filozofią, malarstwem, muzyką.

Reklama

Skąd wybór akurat tych konkretnych nazwisk?

Trudno mi odpowiedzieć. Szedłem tropem moich fascynacji, a te trwają w wielu przypadkach nawet kilka dekad. Zawsze byłem fanatykiem malarstwa, a od lat piszę, słuchając koncertów fortepianowych. To mi daje skupienie. A jeśli chodzi o całą paletę nazwisk, to technicznie ich dobieranie jest proste. Szuka się rówieśników, czy przyjaciół, sąsiadów głównych postaci i buduje im tożsamość literacką.

Bohaterowie „Influenza magna” to nie tylko wielcy artyści, pisarze, pianiści czy lekarze, ale i ludzie wikłający się w romanse (niektórzy nawet kazirodcze), przeżywający ogromne rodzinne tragedie, mierzący się z zaburzeniami psychicznymi. Czy zależało panu na pokazaniu ich od bardziej „ludzkiej”, a nie „encyklopedycznej” strony?

Powieść to oczywiście ludzka strona. Wyzwaniem dla pisarza jest takie skonstruowanie tożsamości bohatera, by była wiarygodna. Encyklopedia pomaga, bo relacjonuje fakty, po śladach których stąpa wyobraźnia pisarza. W tej książce jest to pięćdziesiąt procent materiału literackiego. Choćby śmierć Grety w Berlinie. Bardzo tajemnicza. Opisuję ją w szczegółach, choć jej nie widziałem. Ale cóż, właśnie tak musiała wyglądać. Jestem pewien, że intuicja i wyobraźnia pisarza tu nie zawiodła.

Akcja „Influenza magna” dzieje się u schyłku belle époque. Początkowe lata tego momentu w historii kojarzą się często niemal wyłącznie ze spokojem, pięknem, postępem. Tymczasem spokój jest ostatnim, czego doświadczają pańscy bohaterowie: wokół nich toczy się wojna, upada wielkie imperium. Czy, patrząc na przeszłość, współcześnie też – w tym okresie (pozornego) spokoju – powinniśmy mieć się jednak na baczności?

Dwie plagi, wojna i grypa hiszpańska zmiotły belle époque jak bomba atomowa Hiroszimę… Odmieniły wszystko i wszystkich. Upadły monarchie, powstały nowe państwa, pojawiły się totalitaryzmy. Zmieniła się sztuka. Upadły stare wzorce. To był przełom nie mniejszy niż koniec starożytności i początek średniowiecza. Świat zaczął się od nowa. Nasz świat. Koniec belle époque był początkiem innego świata. Gorszego? Nie wiem. Ta książka komunikuje o sile tej zmiany i mówi (choć cicho): „Zastanówcie się, czy dziś nie dzieje się to samo? Bądźcie czujni”.

Przedłużająca się wojna była tragiczna w skutkach nie tylko dla młodych mężczyzn, biorących w niej udział, ale i ich rodzin oraz tych, którzy pomagali rannym przeżyć – lekarzy. Czy konflikt zbrojny, oprócz tego, że przynosi zło, może dawać jakiekolwiek nadzieje na lepszą przyszłość?

Ludzkość dotąd potwierdzała, że jest silniejsza od wojen, że je przechodzi, a potem się odbudowuje. Bez tamtej wojny nie byłoby polskiej niepodległości. Nie byłoby nas. To przesłanie z gruntu optymistyczne. Trzeba przejść przez czyściec, a, jako ludzkość, robimy to co chwilę, jednak długa jeszcze droga przed nami. No i nie wiadomo, co jest jej finałem, piekło czy niebo. Raczej piekło.

Reklama

Belle époque zniszczyła wojna, ale i epidemia influenzy, grypy hiszpańskiej. Nie sposób nie zauważyć tu podobieństwa do sytuacji, z którą mierzymy się obecnie – epidemii koronawirusa SARS-CoV-2. Czego o człowieku uczą nas wojny i pandemie, a także nasze próby radzenia sobie z nimi?

Chyba radzimy sobie lepiej. Wiedza medyczna urosła kolosalnie. Metody leczenia też. Nie ma takiej śmiertelności jak przy hiszpance. To inne czasy. Wojny światowej też już nie było od niemal osiemdziesięciu lat. Może nie jesteśmy wiec takimi debilami, jak często uważamy. To optymistyczne przesłanie z perspektywy tego, co dziś najważniejsze, ratowania przyszłości planety Ziemia.

Podtytuł powieści brzmi: „U progów wieczności”. Jak możemy go odczytywać, poza tym, że wielu jej bohaterów rzeczywiście się u tych progów się znalazło?

Właśnie tak. Stanęli u progów wieczności. W każdym sensie. Życia, sławy, legendy. Zderzyli się z wiecznością, która bardzo mocno zaatakowała w latach wojny i hiszpanki. Jedni sobie z tym poradzili, wyszli przemienieni, inni nie. Jak Schiele czy Traklowie. Byli jak prorocy nowych czasów. Przewidzieli je, lecz im nie sprostali. O tym jest ta książka.

I na prawie samym końcu nie mogę nie zadać tego pytania: Klimt czy Schiele? Czy twórczość któregoś z tych artystów ceni pan bardziej?

Klimt był gigantem, ale Schiele geniuszem na miarę Picassa. Malował tylko 13 lat, lecz przeszedł wiele przemian. Zostawił duży dorobek. Gdyby żył dłużej, bez wątpienia byłby jednym z największych malarzy XX wieku. Był najlepszy ze swojego pokolenia.

Jest pan nie tylko pisarzem, ale i dziennikarzem – redaktorem naczelnym jednego z najważniejszych ogólnopolskich dzienników, a także autorem tomów poetyckich, reportaży, scenariuszy. Czy któreś z tych pól działalności daje panu zdecydowanie więcej twórczej satysfakcji niż inne?

Powieść jest królową sztuki pisanej. Jestem z natury dziennikarzem. Z tego żyję i to sobie cenię, ale wysiłek twórczy przy powieści jest nieporównanie większy. I satysfakcja, kiedy świat kreacji broni się czytelniczo.

Przeczytaj fragment powieści „Influenza magna. U progów wieczności”

– Pani Grete?

– Tak – odpowiedziała.

– To ja, Wiegemann, jesteśmy umówieni. – Kiedy się do niej zbliżył, poczuła

odstręczający smród papierosowego dymu. Zakaszlała zdenerwowana.

Zaproponował, by weszli do środka. Nie zgodziła się.

– Proszę oddać pieniądze.

– Jakie pieniądze? Pani chyba się myli… mam teksty pani brata.

– Najpierw pieniądze.

– Nie mam żadnych pieniędzy.

– Kłamiesz, draniu. Ukradłeś wiersze i pieniądze. Sam ci je dał.

– To było trzy lata temu. Nie dał mi żadnych pieniędzy. – Zabiłeś go, sukinsynie.

Otrułeś kokainą dla pieniędzy. Oddawaj je albo wezwę żandarmów.

Wyciągnął w jej kierunku jakąś teczkę. Chwyciła ją i przycisnęła do piersi.

„W środku pewnie są pieniądze” – pomyślała.

Nagle otworzyły się drzwi galerii. Stanął w nich Egon Schiele. Zobaczył

ją stojącą z Wiegemannem. Widać było, że próbuje trzymać nerwy na wodzy.

– Grete, choć już do nas, czekamy. Franz, dołącz do nas.

– Nigdzie nie pójdę, jesteście bandą sukinsynów. Ty też mnie okradłeś.

Schiele zamknął drzwi, wyszedł na zewnątrz i stanął przy nich.

– Obaj mnie wykorzystaliście! – krzyczała coraz głośniej. – Ten tu zabił

dla pieniędzy mojego brata, a ty zdradziłeś mnie z Edith.

Grete wrzeszczała histerycznie. Egon próbował ją uciszyć. Coś do niej

mówił, ale ona nie przerywała. W końcu zasłonił jej usta dłonią. Zaczęła się

wyrywać. Chciała uciec, oderwać się od nich obu, umknąć w bezpieczną

czerń nocy. Schiele chwycił ją za rękaw, ale miał kłopoty z jej utrzymaniem.

Wyrywała się z coraz większą siłą. Wiegemann chciał pomóc Egonowi, więc

złapał ją za ramię, ale odepchnęła go tak mocno, że upadł. Schiele szarpał się

jeszcze przez chwilę, a kiedy zrozumiał, że jej nie utrzyma, wyciągnął z marynarki

rewolwer. Zasłoniła się, a potem natarła na niego z całej siły.

– Puszczaj mnie!

Jeszcze raz przyciągnął ją do siebie. I wtedy padł strzał.

O autorze

Bogusław Chrabota – urodzony w Krakowie, absolwent i doktorant na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jako poeta debiutował w Tygodniku Powszechnym w 1986 toku. W latach 80. współpracował z prasą niezależną i emigracyjną min. z Promienistymi, Brulionem i Tumultem. W latach 90 pracownik TVP, a potem jeden ze współzałożycieli Polsatu. Od 2013 roku redaktor naczelny Rzeczpospolitej. Autor trzech powieści, licznych tomów prozatorskich i poetyckich, reportaży i scenariuszy filmowych oraz telewizyjnych.

Jak zostać recenzentem książki?

Wystarczy przesłać link do dowolnej recenzji, którą umieściliście w serwisie lubimyczytać.pl, na adres: promocja@prart-media.pl (w tytule maila wpisując - Recenzja: Influenza magna). Dodatkowo możecie również w wiadomości podać link do swojego profilu bookstagramowego.

Prosimy o przesyłanie zgłoszeń do 5 lipca 2021 (do 23:59).

Spośród nadesłanych maili wydawnictwo Ringier Axel Springer wybierze 20 osób, które otrzymają wiadomość zwrotną. Książki wyślemy po odesłaniu do nas adresu i numeru telefonu kontaktowego. Będziemy wdzięczni za umieszczenie opinii o książce w serwisie lubimyczytac.pl!

Życzymy powodzenia!

Książka jest już dostępna w księgarniach online

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
awita 21.06.2021 21:12
Czytelniczka

Bardzo interesująca książka, temat niezwykle ciekawy - Freud, wspaniali artyści, upadek epoki.... Wybieram się na spotkanie z autorem na Big Book Festival w sobotę 26 czerwca i mam nadzieję zdobyć autograf :-).

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Anna Sierant 16.06.2021 15:22
Czytelnik

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd