rozwiń zwiń

Szortal fiction

Okładka książki Szortal fiction
Michał CetnarowskiRomuald Pawlak Wydawnictwo: Solaris fantasy, science fiction
364 str. 6 godz. 4 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2013-03-20
Data 1. wyd. pol.:
2013-03-20
Liczba stron:
364
Czas czytania
6 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375901368
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szortal fiction w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Szortal fiction

Średnia ocen
6,5 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1603
255

Na półkach: , , , ,

Lubię wszelakie antologie: czy te podsumowujące twórczość ulubionego autora, czy te zawierające perełki preferowanego gatunku. Mają one w sobie coś, co cenię najbardziej: pozwalają na szersze spojrzenie na dany temat czy twórcę, jednocześnie pozostawiając uczucie niedosytu, prowokując do sięgnięcia po inne, powiązane dzieła. Antologie bywają jednak różne: jedne pochłania się błyskawicznie i równie błyskawicznie się o nich zapomina, jakby opowiadania w nich zawarte pisane były na akord, po to, by tylko zapełnić określoną odgórnie ilość stron. Z kolei inne zbiory charakteryzują się wyższym poziomem trudności, teksty w nich zawarte wymagają od czytelnika zaangażowania, niejednokrotnego zatrzymania się i ponownego przeczytania akapitu choćby po to, by w pełni zrozumieć pointę. Oba rodzaje antologii zapewne dane wam było czytać, macie swoje ulubione gatunki i autorów, ale tym razem chcę zaprezentować wam zbiór, jakiego w naszym kraju jeszcze nie było, który wyróżnia się niemal pod każdym względem. Oto przed wami "Szortal Fiction", antologia, której sam spis treści zajmuje dziewięć (tak, dziewięć!) stron, a to dopiero początek…

Całą recenzję przeczytacie tutaj: http://www.kronikinomady.pl/2013/04/szortal-fiction-antologia.html

Lubię wszelakie antologie: czy te podsumowujące twórczość ulubionego autora, czy te zawierające perełki preferowanego gatunku. Mają one w sobie coś, co cenię najbardziej: pozwalają na szersze spojrzenie na dany temat czy twórcę, jednocześnie pozostawiając uczucie niedosytu, prowokując do sięgnięcia po inne, powiązane dzieła. Antologie bywają jednak różne: jedne pochłania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

84 użytkowników ma tytuł Szortal fiction na półkach głównych
  • 58
  • 24
  • 2
27 użytkowników ma tytuł Szortal fiction na półkach dodatkowych
  • 18
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Nagroda im.Janusza A. Zajdla 2011 Anna Brzezińska, Jakub Ćwiek, Stefan Darda, Jacek Dukaj, Marek S. Huberath, Anna Kańtoch, Jewgienij T. Olejniczak, Wit Szostak, Szczepan Twardoch, Robert M. Wegner
Ocena 6,3
Nagroda im.Janusza A. Zajdla 2011 Anna Brzezińska, Jakub Ćwiek, Stefan Darda, Jacek Dukaj, Marek S. Huberath, Anna Kańtoch, Jewgienij T. Olejniczak, Wit Szostak, Szczepan Twardoch, Robert M. Wegner
Okładka książki Kanon Barbarzyńców, t.1 Tomasz Bochiński, Michał Cetnarowski, Rafał Dębski, Cezary Frąc, Dawid Juraszek, Anna Koronowicz, Paweł Majka, Jewgienij T. Olejniczak, Robert J. Szmidt
Ocena 6,1
Kanon Barbarzyńców, t.1 Tomasz Bochiński, Michał Cetnarowski, Rafał Dębski, Cezary Frąc, Dawid Juraszek, Anna Koronowicz, Paweł Majka, Jewgienij T. Olejniczak, Robert J. Szmidt
Okładka książki Nowe idzie Michał Cetnarowski, Dawid Juraszek, Tomasz Kilian, Paweł Majka, Jakub Małecki, Andrzej Miszczak, Jewgienij T. Olejniczak, Adam Przechrzta, Piotr Rogoża, Joanna Skalska, Robert M. Wegner, Cezary Zbierzchowski
Ocena 5,9
Nowe idzie Michał Cetnarowski, Dawid Juraszek, Tomasz Kilian, Paweł Majka, Jakub Małecki, Andrzej Miszczak, Jewgienij T. Olejniczak, Adam Przechrzta, Piotr Rogoża, Joanna Skalska, Robert M. Wegner, Cezary Zbierzchowski
Okładka książki Polowanie na lwa Michał Cetnarowski, Szczepan Grzybowski, Mateusz Józefowicz, Dorota Kotwica, Michał Niewęgłowski, Jewgienij T. Olejniczak, Joanna Skalska, Tomek Włodarski
Ocena 4,6
Polowanie na lwa Michał Cetnarowski, Szczepan Grzybowski, Mateusz Józefowicz, Dorota Kotwica, Michał Niewęgłowski, Jewgienij T. Olejniczak, Joanna Skalska, Tomek Włodarski
Jewgienij T. Olejniczak
Jewgienij T. Olejniczak
Urodził się w 1972 roku w Nowej Hucie, gdzie mieszka do chwili obecnej. Podobno typowy Koziorożec. Syn pisarki. Po maturze częściej przebywał za granicą niż w kraju. Imał się wielu zawodów, między innymi jeździł z niemieckim cyrkiem po Szwecji, szczepił kury pod Neapolem, widziano go również we Francji i w Szkocji. W Polsce przeszedł eliminacje do teleturnieju Wielka Gra z tematu „Sergiusz Prokofiew, życie i twórczość”, ale teleturniej zszedł niestety z anteny. Fantastyką zaraził się w dzieciństwie od Verne’a i Lema, którzy do dzisiaj są w czołówce jego ulubionych autorów. Zadebiutował w „Nowej Fantastyce” opowiadaniem Frankfurt (2004). Publikował w „Nowej Fantastyce”, „Science Fiction, Fantasy i Horror”, jego teksty znaleźć można także na łamach "Nieznanego Świata" i "Czwartego Wymiaru". Opowiadania jego autorstwa ukazały się w antologiach "Polowanie na lwa", "Kanon barbarzyńców", "Nowe idzie" oraz w autorskim zbiorze "Noc szarańczy".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Science fiction po polsku Andrzej W. Sawicki
Science fiction po polsku
Andrzej W. Sawicki Jakub Ćwiek Paweł Paliński Milena Wójtowicz Agnieszka Hałas Dariusz Domagalski Tomasz Duszyński Istvan Vizvary Szymon Stoczek Artur Laisen Piotr Sarota
Na antologię "Science fiction po polsku" już jakiś czas zerkałam w księgarniach, niespodziewanie trafiła mi się okazja i udało mi się na nią wymienić na jednej z Facebookowych grup książkowych. Antologia zawiera 11 opowiadań opatrzonych krótką notką biograficzną dotyczącą każdego autora oraz dosyć rzeczowym wstępem napisanym przez Jakuba Ćwieka. Szczerze mówiąc sam wstęp trochę mnie rozczarował, ponieważ spodziewałam się kilku słów od Anny Kańtoch. Opowiadania są bardzo różnorodne, chociaż kilka motywów powtarza się. Czytamy o podróżach kosmicznych, istotach z innych wymiarów i planet, rzeczywistości postapokaliptycznej czy cyberpunkowej. Dostajemy więc przekrój przez większość gatunków literackich kojarzonych z science fiction. Wampiry w kosmosie, postapokalipsa na wesoło, manipulacja genami, sztuczna inteligencja... Niestety nie jest to świeży powiew w naszym rodzimym sci-fi, żadne z opowiadań nie wstrząsnęło mną swoją innowacyjnością czy niesamowitą oryginalnością. Co prawda w większości nie są to odgrzewane kotlety, jednak nie jest to też żadna nowość. Co do samych opowiadań, są na tyle krótkie, że nie widzę większego sensu w pisaniu o każdym osobno. Zwłaszcza, że ciężko byłoby uniknąć spoilerów. Mogę powiedzieć, że z całej antologii wybija się opowiadanie Istvana Vizvary'ego i Pawła Palińskiego. Obaj panowie stworzyli teksty do których jeszcze przez jakiś czas będę wracała myślami. Za to rozczarował mnie "Upiory Błękit" Dariusza Domagalskiego, bardzo sztampowe opowiadanie bez większego przesłania. Dodatkowo przypadła mi do gustu okładka zaprojektowana przez Jarosława Motałę. Pomysł został zaczerpnięty z pierwszego opowiadania "Samolubny gen". 6/10 Opowiadanie opowiadaniu nie równe, jedne są lepsze inne są gorsze. Nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę, ponieważ spędziłam z nią kilka przyjemnych godzin.Z czystym sumieniem mogę ją polecić fanom science fiction, którzy aktualnie nie mają nic innego do czytania lub chcą zapoznać się z czymś krótkim.
SpaceBanshee - awatar SpaceBanshee
ocenił na 6 11 lat temu
Tam i z powrotem. Podróż. Tom 1 Tomasz Duszyński
Tam i z powrotem. Podróż. Tom 1
Tomasz Duszyński
(recenzja pierwotnie ukazała się na Szortal.com) Ściągawka z fantastyki Hubert Przybylski Czy to za sprawą rozruszania rynku ściągniętymi z Zachodu Harrymi Potterami, Eragornami oraz idącymi w dziesiątki i skierowanymi do emocjonalnie niedorozwiniętych czytelników opowiastkami o wampirach, czy też to zwyczajne potwierdzenie zasady, że natura nie znosi pustki, efekt jest jeden – polska młodzieżowa fantastyka powoli, ale nieubłaganie, wraca do łask. Do walczącego od lat Rafała Kosika dołączali z czasem kolejni autorzy. Tacy jak Romek Pawlak, Marcin Mortka i Tomasz Duszyński. I to właśnie pierwszy tom najnowszego cyklu tego ostatniego Autora, „Tam i z powrotem. Tom 1. Podróż”, stanie się dziś „ofiarą” mojej najnowszej recki. Jak na fachowo napisaną powieść młodzieżową przystało, głównym bohaterem też jest nastolatek, 16-letni Maks Barski. Zwykły chłopak jakich wielu, chodzący do szkoły, przeżywający typowe dla nastolatka miłostki i mający typowe problemy – jak, na ten przykład, wyżywający się na nim szkolny „kolega”, Sylwek Wroński. I tylko to, że jest świetnym graczem komputerowym, wyróżnia go na tle innych nastolatków. Ale właśnie z powodu tej nadprzeciętnej umiejętności zostaje porwany, wraz z „kolegą” Sylwkiem, przez kosmitów, którzy sprzedają go do szkółki kadetów wojsk kosmicznej Federacji, toczącej wojnę z rasą robotów, Drakkanami. A wir niebezpiecznych przygód, które wciągną Maksa i jego nowych przyjaciół, dopiero zaczyna się rozkręcać. „Podróż” jest lekka i łatwa w odbiorze. Akcja rozwija się bardzo szybko, fabuła jest prowadzona kilkoma równoległymi wątkami, a intryga, w którą zamieszani zostają Maks i inni, jest ciekawa i wciągająca. Nieco starszego odbiorcę może drażnić okazjonalny zbyt młodzieżowy język, którym posługują się bohaterowie, ale na szczęście większość dialogów jest go pozbawiona. Brak tu wulgaryzmów i nadmiernej przemocy, co jest niewątpliwym plusem powieści. Książce nie brakuje za to humoru. Przeważnie są to żarty sytuacyjne, wynikające z różnic kulturowych i rasowych pomiędzy Maksem i przyjaciółmi, ale sporo jest też dowcipnych opisów i komentarzy oraz potyczek słownych pomiędzy bohaterami. Może Autor ździebko zbyt teatralnie puszcza do czytelnika oczko i może nie jest to humor najwyższych lotów, ale dla młodzieży i chcących się odprężyć „starszaków” będzie pasował w sam raz. Na plus zasługuje przedstawienie pozytywnych bohaterów powieści. Maks, Aaronia, Tabo i inni są ludźmi (i nieludźmi) z krwi i kości. Różnią się charakterem, temperamentem, wiedzą i milionem innych cech, które wpływają na ich zachowanie i sprawiają, że są bardziej realni. Dzięki czemu łatwiej jest czytelnikowi wejść w ich skórę i ich polubić (albo i nie). Troszkę słabiej na tym tle wypadają bohaterowie negatywni. Są zbyt sztuczni i przerysowani, a jednocześnie potraktowani po macoszemu, przez co fragmenty z ich udziałem nie wzbudzają w czytelnikach tak intensywnych uczuć, jakie mogłyby wzbudzać. Nawet główny adwersarz Maksa zachowuje się często jak najgorsza pierdoła i bałwan, przez co czytelnik może zadawać sobie pytania, jakim cudem cokolwiek w życiu może mu się udawać. Szkoda. Nieciekawie niestety ma się też sprawa z babołami popełnionymi przez Autora. Drobne błędy logiczne i niekonsekwencje zdarzają się niezbyt często, ale za to są dość oczywiste i wyraźne. Na przykład - raz jest mowa o braku przeciążeń w przestrzeni kosmicznej (!), a za chwilę owo brakujące przeciążenie wbija bohaterów w siedzenia statków kosmicznych. Młodszy czytelnik może takich kwiatków nie wychwycić, ale starszy, lub bardziej oczytany/wyedukowany z pewnością zazgrzyta zębami. Ale to, co mnie najbardziej kłuło w oczy w trakcie czytania, to zapożyczenia z innych filmów i książek fantastycznych. Nie dalej niż rok temu oglądałem „The Last Starfighter” (rok produkcji 1984) i przez to omal się nie zraziłem do książki już na samym jej początku. Bo i w książce i w filmie, główny bohater zostaje ostatnią nadzieją galaktyki zaraz po tym, jak wygrywa w grze wideo i ustanawia rekord. Jak na mój gust, jest w tym ździebko za mało oryginalności. Nieco lepiej ma się sprawa z rasami kosmitów. Jeden z przyjaciół pochodzi z rasy, której przedstawiciele z zachowania i wyglądu przypominają Hulka, inny pochodzi z rasy kotów, które mają słabość do butów i kapeluszy oraz imion z gatunku Gehr-feld i File-mou. Później jeszcze pojawiają się Cyloni, zwani tutaj Drakka, miecze świetlne i parę innych rzeczy. W tych jednak przypadkach Autor sam wskazuje na podobieństwa, traktując je z przymrużeniem oka i to nieco osłabia negatywny efekt. Ale jeśli te wszystkie zapożyczenia, to był specjalny zabieg, taka dodatkowa zabawa w wyszukiwanie pierwowzorów, to musze stwierdzić, że to się Autorowi niezbyt udało. A przynajmniej nie w moim przypadku. Ogólnie oceniam książkę na 6/10. Fabuła jest niezła, bohaterowie pozytywni sympatyczni, można się pośmiać i szkoda tylko, że kilka rzeczy tak bardzo psuje odbiór powieści. Ale mimo wszystko wciągnąłem się w przygody Maksa i jego kosmicznej ferajny i czekam na ich dalszy ciąg. Zwłaszcza, że do kilku minusów powieści się przyzwyczaiłem i przy następnych tomach nie będą mnie aż tak raziły. A książkę polecam. Zwłaszcza tym młodzieżowym czytelnikom, którzy mają już dość nastoletnich czarodziejów, smoków, emo-wampirów, magicznych mieczy i płytowych kaloszy (dających +7 do trawienia kaszanki), czyli fantasy w ogóle, i chcieliby dla odmiany wyruszyć w kosmos. Taki prawdziwy, porządny, space-operowy kosmos.
ilcattivo13 - awatar ilcattivo13
ocenił na 6 9 lat temu
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2013 Kir Bułyczow
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2013
Kir Bułyczow Orson Scott Card Bradley Denton Brandon Sanderson Jonathan Lethem John Kessel Michael Swanwick K.J. Parker Julia Zonis Greg Kurzawa Marc Laidlow Karin Tidbeck James Alan Gardner
Stare, PRL-owskie "Kroki w nieznane" były gwiazdą błyszczącą wśród kamyków literackiej SF, rzucanych skąpą ręką przez naszych wydawców. Było tak nie tylko ze względu na bogactwo tematów, ale i na potoczystość języka oraz zwięzłość historii. Nowe antologie zaś... No cóż... Są przede wszystkim grubsze. Jednak grubość na ogół nie przekłada się na jakość. Edycja z 2013 roku, nosząca numerek 9, przedostatnia z wydanych przez Solaris, boryka się z klasycznymi bolączkami obecnych antologii. Jest workiem z grochem i kapustą. Nie ma tu rzeczywiście najlepszych, błyskotliwych czy najbardziej poruszających tekstów. Są tylko opowiadania trochę lepsze, i trochę gorsze. Nic wartego zakochania się i wracania raz po raz w następnych latach. I nie wiem, czy wynika to z nie dość wystarczającego oczytania selekcjonera antologii, czy może z ogólnego zjazdu jakości zagranicznej prozy fantastycznej. Bardzo przyjemnie wypada "Sierżant Chip" Bradleya Dentona. Oparty na może niezbyt porywającym pomyśle (narracja jest prowadzona z punktu widzenia szkolonego psa wojskowego, potrafiącego telepatycznie porozumiewać się ze swoim ludzkim partnerem), posiada wciągającą, wartką akcję i dobrze przedstawionych bohaterów. W dodatku historia psa i jego oddziału rzeczywiście potrafi pod koniec wzruszyć. Równie pozytywne wrażenia pozostawia "Broń promieniowa - love story" Jamesa Alana Gardnera, jedna z niewielu tutaj historyjek przypominających dawne opowieści SF - z pistoletem obcych, który przypadkiem spadł na Ziemię i dostał się w ręce nastolatka, zmieniając jego nastawienie do życia i praktycznie formując jego los samą swoją obecnością. Kolejnym sympatycznym tekstem jest "Mapy zostawmy innym" K. J. Parkera (czyli Toma Holta). Aczkolwiek awanturnicza akcja, okraszona drobinkami bardzo miłego humoru, nie potrafi przykryć faktu, że za całą fantastykę robi tutaj fikcyjna kraina. Są żaglowce, armaty, białe plamy na mapach oraz kupieckie wyprawy - dokładnie tak, jak u nas w XVI czy XVII wieku. Tyle że lądy są inne, podobnie jak nazwy państw. O tyle więc opowiadanie to nie pasuje do zbioru, będąc raczej opowiastką historyczną w bardzo umownym kostiumie fantasy. Ciekawe są także dwa teksty trochę niedorobione - "Puste przestrzenie" Grega Kurzawy, czyli zawieszona nieco w próżni space opera (jacy obcy? skąd się wzięli? gdzie konkretnie latają holowniki?), oraz "Jagannath" Karin Tidbeck, króciutka postapokaliptyczna historia, w której próżno szukać informacji, co z cywilizacją konkretnie poszło nie tak, ani czym tak naprawdę stali się ludzie. Obie opowieści potrafią jednak zbudować nietuzinkowy klimat i zaproponować bohaterów, którzy intrygują swoim tajemniczym zajęciem. Zdecydowanie natomiast słabsi są "Martwi" Swanwicka, zbyt szkicowo odmalowujący przyszłość, w której umarli nie odchodzą i żyją sobie - jako zombie - w slumsach, czekając, aż ktoś wpadnie na to, jak ich wykorzystać w globalnej gospodarce. Rozczarowują "Zeznania Oli N." Bułyczowa, startujące jako przygnębiająca historia apokaliptyczna, a finiszujące w postaci żenująco tandetnego moralitetu. Z kolei "Lotny" Marca Laidlawa pozostawia czytelnika zupełnie obojętnym (lekarz zajmuje się chłopakiem posiadającym władzę nad ptakami i lotnymi owadami), a "Szczęśliwy Człowiek" Jonathana Lethema jawnie denerwuje płytką zagrywką pod amerykańską publiczkę (zmarli przeskakują świadomością między swoim ciałem - chyba formalnie martwym - a prywatnym piekłem, w którym raz za razem przeżywają tę samą rzecz). Jeszcze gorzej jest z "Gołąbkiem" Julii Zonis. Koncept opowiadania jest nieczytelny (kto kogo i dlaczego zniewolił?), realia bez sensu (jakaś alternatywna Ziemia?), fabuła nieciekawa (obóz pracy), a finał narzucający się praktycznie od pierwszych stron. Zupełnie odrębnym przypadkiem jest "Nowa dusza cesarza" Sandersona. Fabularnie jest i ciekawa, i oryginalna, tyle że to najczystsza gatunkowa fantasy, co - przynajmniej w moim mniemaniu - jawnie się żre z ideą "Kroków w nieznane". Bo fantasy jako takie jest gatunkiem dość odpornym na rewolucyjne idee literackie, a frapujące koncepcje socjologiczne czy technologiczne to też raczej nie jej działka. Nie wiem, po co było umieszczać tu ten tekst, nawet jeśli sam w sobie dobry (poza drobnym potknięciem, czyli obecnością zegarka z sekundnikiem w świecie, w którym jeździ się konno i walczy na miecze). A już kompletnym nieporozumieniem są dwa teksty zamykające antologię. "Wielkie marzenie" Johna Kessela w sposób absolutnie mglisty i nieuchwytny udaje przynależność do fantastyki (Raymond Chandler - tym razem jako poboczny bohater - być może ma zdalny wpływ na poczynania ludzi, którzy w jakiś sposób się z nim zetkną), zaś "Założyciel" Orsona Scotta Carda jest wściekle rozwleczonym (prawie sto stron!), nużącym hołdem dla "Fundacji" Asimova, na dokładkę nieudanie drapowanym na głębokie, wręcz filozoficzne dzieło. W książce można więc znaleźć trochę ciekawej rozrywki, ale nie ma co liczyć na niezapomnianą lekturę, pochłanianą z wypiekami na twarzy.
Jale - awatar Jale
ocenił na 6 6 lat temu
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2006 Jeff VanderMeer
Kroki w nieznane. Almanach fantastyki 2006
Jeff VanderMeer Oleg Diwow Marina Diaczenko Jeffrey Ford Konrad Walewski Kelly Link Thomas M. Disch Greg Egan Ted Chiang Siergiej Diaczenko John Crowley Graham Joyce Tony Ballantyne Edward Bryant Jack Womack David Marusek Lucy Sussex
Antologia opowiadań science fiction – Kroki w Nieznane – tom 2. Rok 2006. 1. Kilka słów wstępu: Drugi tom antologii wydaje mi się odrobinę ciekawszy od pierwszego. Króluje tutaj literatura którą ówcześnie zaliczamy do nurtu new-weird. Tematyczne zbiór jest różnorodny, są teksty które zachwycają swoją prozą, są teksty z ciekawymi pomysłami. Wobec żadnego opowiadania nie przeszedłem obojętnie chociaż wiele z tych historii jest do w miarę szybkiego zapomnienia. Niektóre miały potencjał na coś lepszego niż się okazało. Wiele tutaj interesujących metafor i wszystkie w całości przenoszą ciężar interpretacyjny na czytelnika, co uważam za dodatkowy plus. Są to z pewnością całkiem wymagające teksty. 2. Motywy przewodnie: new-weird, sztuka przez pryzmat SF, symulacje, technologia vs. człowiek. 3. Opowiadania wyróżniające się na tle innych, warte lektury (kolejność występowania w zbiorze. W nawiasie podane moje subiektywne miejsce trzech ulubionych tekstów): Jeffry Ford – Imperium Lodów (Top 3) Młody chłopiec cierpi na rzadką przypadłość zwaną synestezją. Polega to na postrzeganiu konkretnych cech świata fizycznego wszystkimi zmysłami jednocześnie. Przykładowo piosenka ma nie tylko swoje brzmienie ale również realną barwę, temperaturę, fakturę, posmak. Kolor potrafi smakować cytryną, a liczba 8 pachnie zwiędłymi kwiatami. Na kartach tej opowieści poznajemy życie Wiliama: jego proces dorastania, alienacji wśród rówieśników, wizyt u lekarzy specjalistów próbujących ustalić co mu dolega, niezrozumiały i postrzegany za wariata nawet przez własnych rodziców, w trochę późniejszym wieku studiujący muzykę klasyczną co jest dla niego fantastyczną drogą ucieczki i katalizatorem jego talentu wielopoziomowego doświadczania rzeczywistości. Pewnego dnia wizyta w lokalnej lodziarni zmienia jego życie – smak lodów kawowych ukazuje mu piękną dziewczynę. Obraz jest niesamowicie realny. Czy to halucynacja? A może połączenie między alternatywnymi światami? A może to coś znacznie bardziej istotnego w skutkach? Doskonały język Forda powołuje do życia każde zdanie tekstu, który kojarzył mi się trochę z serialem „Sense8” (i wam pewnie się też skojarzy, jeśli oglądaliście). Historia jest wciągająca, niezwykle pięknie napisana, trzymająca w napięciu do ostatniej strony i wspaniale ilustrująca to niezwykłe połączenie między muzyką a matematyką. Uwielbiam czytać opowiadania o muzyce. Mimo, iż nie znam terminologii charakterystycznej dla tej dziedziny to w jakiś sposób wyczuwam owe połączenie i pasję płynące ze słów opisujących muzykę jako matematyczno-artystyczne działo sztuki. Piękne. MUST READ. Greg Egan – Powody do zadowolenia U 12-letniego chłopca zostaje zdiagnozowany śmiertelny nowotwór mózgu, który jednocześnie wywołuje nadprodukcje leu-enkefaliny – endorfiny utrzymującej dziecko w nieprzerwanym stanie szczęśliwości . Rodzice chłopca decydują się skorzystać z nowej, eksperymentalnej terapii antyrakowej. Niestety nie wszystko przebiega zgodnie z planem… Aby zniwelować efekty uboczne potrzebny będzie kolejny unikalny zabieg neurologiczny. Z jednej strony stricte naukowa i zachwycająca na poziomie koncepcyjnym, z drugiej potrafi w świetny sposób rozłożyć pojęcia szczęścia i osobowości na malutkie kawałki. W ostatnich rozdziałach autor daje naprawdę sporo do myślenia na wielu płaszczyznach życia codziennego. MUST READ. Jeff Vandermeer – Przemiana Marina Lake’a. (Top 2) „Miasto Szaleńców i Świętych”- zbiór opowiadań i mini-powieści, których akcja rozgrywa się w fikcyjnym mieście Ambergris – jest jedną z moich absolutnie ulubionych książek z gatunku fantasy nurtu new-weird. Wspaniale było zatem powrócić po latach do tego świata dzięki powyższemu opowiadaniu. Przedstawia ono historię Martina Lake’a, który z niewyjaśnionych przyczyn „przeobraził się z malarza przyjemnych, lecz powierzchownych kolaży i akryli w twórcę olśniewających obrazów olejnych – fantastycznych i mrocznych (…) – które miały stać się kwintesencją artysty i Ambergris”. Co jest przyczyną owej transformacji? Vandermeer osiąga prawdziwa maestrię w posługiwaniu się słowem, tworzeniu klimatu, napięcia, opisie architektury miasta. Doskonały styl i wyczucie tempa dostarczyły mi po raz drugi ogromnej przyjemności w trakcie czytania. Historia jest niezwykle wciągająca i przejmująca, a między czytelnikiem i światem tworzy się trwałe połączenie na bazie immersji. Wspaniała wyobraźnia i świetny, niemal malarski sposób opisywania rzeczywistości za pomocą gry świateł i obfitości nieoczywistych detali. MUST READ dla koneserów wyjątkowo udanej prozy. Jack Womack – Audytorium W Muzeum Utraconych Dźwięków zrozumiemy historyczną i osobistą wartość tego, co ulotne i stanowiące tło, a zarazem będące nierozłączną częścią naszego istnienia. Bardzo ciekawe, takie „nie-wprost”, dające duże pola do interpretacji. David Marusek – Album Ślubny (Top 1) Połączenie odcinka Black Mirror „White Christmas” i serialu Severance. Ludzie zapisują wspomnienia swoich wyjątkowych chwil tworząc sztuczne osobowości samego siebie zamykane w symulakrum – cybernetycznych rozszerzonych rzeczywistościach. A to tylko wierzchołek góry lodowej tej niesamowicie interesującej, wielowątkowej, niezwykle oryginalnie zaprezentowanej historii pełnej rozmachu i wyobraźni. Zdecydowanie pozycja nr 1 i MUST READ! Lucy Sussex – Absolutna nieokreśloność W futurystycznej symulacji komputerowej badacze analizują aspekt rzeczywistego udziału Wernera Heisenberga w pracach nad stworzeniem bomby atomowej dla III Rzeszy. Istnieje bowiem teoria głosząca, iż Heisenberg starał się hamować rozwój prac nad tą technologią i do tego samego miał nakłaniać swojego kolegę po fachu, Nielsa Bohra, który w późniejszych latach pracował dla Amerykanów przy projekcie Manhattan. Opowiadanie zachęciło mnie do poszukiwania informacji na ten temat, więc daję mu wielki plus za zaszczepienie u mnie bakcyla ciekawości. Ted Chiang – Co z nami będzie Jedne z moich ulubionych, 3-stronicowych opowiadań, obok „Jajka” Andy’ego Weira. To opowiada o urządzeniu – przewidywarce - które udowadnia brak istnienia wolnej woli. Gdy pierwszy raz czytałem ten utwór myślałem o nim bardzo długo i do dziś uważam, że siła tego utwory leży w prostym i bezpardonowym (bezlitosnym) przedstawieniu zagadnienia, które wali czytelnika po łbie taką niedającą się porzucić myślą, że bez świadomości wolnej woli nie bylibyśmy w stanie normalnie funkcjonować. 4. Kilka słów o paru pozostałych opowiadaniach. Na pewno warto pozytywnie wyróżnić również „Wody Meriba” Tony’ego Ballantyne. Mroczne i wciągające, coś w stylu „Rozgwiazdy” Wattsa, ale ostatecznie trochę zbyt odjechane jak na mój gust, ponadto polemizowałbym nad wnioskami, do jakich autor dochodzi w zakończeniu. Metaforyczność przekazu nadaje utworowi bardzo intelektualny charakter dzięki czemu czytało się z miłym zainteresowaniem. / Kompletne nie rozumiem zachwytów nad „I odjechal rycerz mój…” rosyjskiego duetu pisarzy. Pomysł był ciekawy, początek zachęcający, ale ostatecznie opowiadanie chyba nie spełniło moich wysokich oczekiwań. Plot twist wydawał mi się przewidywalny, a świat przedstawiony nie zostaje przed nami skonkretyzowany pod koniec opowieści. Nie wiemy czy to się dzieje na Ziemi i co w ogóle stało się tutaj w przeszłości ani czego dokładnie poszukiwał ów rycerz. Wiele elementów świata przedstawionego nie znajduje żadnego rozwinięcia i struktura całości jest dosyć mało zaawansowana – od jednego do drugiego nie powiązanego ze sobą wydarzenia które nijak się mają do zakończenia. Ot taka garstka historyjek, które z czasem wydają się wtórne i nie przynoszą objawienia w kontekście pytań „po co? Gdzie? Dlaczego?”. Zawiodłem się.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 7 3 lata temu
Opowieści praskie Tomasz Bochiński
Opowieści praskie
Tomasz Bochiński Redakcja bookazine SF
(recenzja pierwotnie ukazała się na Szortal.com) Nasi prawobrzeżni, niesamowici Indianie… Hubert Przybylski Choć termin „urban fantasy” powstał dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, to magiczno-miejskie historie są dużo, dużo starsze. Choćby takie opowieści o bazyliszku, czy złotej kaczce. Albo o budynkach, w których tajemniczo znikają ludzie, albo „coś straszy”. Spora część z nich ma korzenie w epoce wiktoriańskiej, gdyż to właśnie wtedy twórcy zauważyli w miastach potężny magiczny potencjał. Od tamtej pory opowieści tego typu nieustannie ewoluowały, po części wzbogacając się wraz z przybywaniem wydarzeń mniej lub bardziej historycznych, po części wraz z rozwojem nauki, a także nadążając za zmianami w gustach czytelników/słuchaczy. Ta ewolucja spowodowała, że czasami trudno jest dzisiaj wydzielić jednoznaczną granicę pomiędzy gatunkami literackimi i odróżnić urban fantasy od New Weird, paranormal fiction, powieści grozy czy zwykłego horroru. Ale akurat w przypadku „Opowieści praskich” Tomasza Bochińskiego takiego dylematu nie ma. „Opowieści praskie” to przedostatnia książka autorstwa Bochińskiego (ostatnią jest dopiero co wydana, a napisana w duecie z żoną, Agnieszką Chodkowską-Gyurics, powieść kryminalna „Pan Whicher w Warszawie”). Jest to zbiór opowiadań, których akcja toczy się na warszawskiej Pradze. Ostatniej dzielnicy miasta, która zachowała choć ślad ducha dawnej Warszawy. I to właśnie ten duch, ten zanikający dziś klimat Starej Pragi jest głównym bohaterem tekstów. Dzięki temu możemy poznać mieszkających tam ludzi, ich mentalność i zwyczaje, życie codzienne, stosunki społeczne i wierzenia. Nie brak w tych tekstach odniesień do wydarzeń historycznych, takich jak rzeź Pragi z 1794, obie okupacje, hitlerowska i sowiecka, czy do przemian ustrojowych po roku 1989, co pozwala nam troszkę lepiej zrozumieć stosunek mieszkańców Pragi do samych siebie i ludzi z zewnątrz, obcych. To, że głównym bohaterem zbioru jest zanikający duch Starej Pragi spowodowało, że książka jest niesamowicie nostalgiczna. Przez cały czas ciąży nad czytelnikiem widmo nieuchronnych zmian i odchodzenia „starych, dobrych czasów”. Ale nie jest to męczące, płaczliwe błaganie o cud, który sprawi, że te „stare, dobre czasy” wrócą, tylko raczej zaproszenie do tego, żeby sobie usiąść i w doborowym gronie, może przy kieliszku czegoś mocniejszego, powspominać przeszłość i nabrać przy tym sił, żeby następnego dnia, z podniesionym czołem, stawić czoła przyszłości. Gdybym miał klimat i wydźwięk ogólny tego zbioru do czegoś porównać, to chyba najbardziej by mi tu pasowały stare powieści o Indianach, takie jak „Ziemia Słonych Skał” Sata Okha (Stanisława Supłatowicza), cykl o Tacumsehu Longina Jana Okonia, czy „Złoto Gór Czarnych” Szklarskiego. Zwłaszcza, że w/w Autorzy, oprócz nostalgii za odchodzącymi czasami, identycznie jak Bochiński przedstawili ludzi –ze wszystkimi ich wadami i przywarami, ale bez jakiegokolwiek ich osądzania, pozostawiając to zadanie czytelnikom. Kolejną rzeczą wspólną, która łączy Bochińskiego z tymi Twórcami, jest łatwość w uśmiercaniu bohaterów. Choć może jest to bardziej wynik przyjaźni Autora z Feliksem W. Kresem, niż czytanych w młodości lektur. No tak, jest nostalgia, są postacie z krwi i kości i jest Praga, a gdzie jest w tym wszystkim fantasy? Właśnie o to chodzi, że jest dosłownie we wszystkim. Na kartach książki pojawiają się wiedźmy, bóstwa i bogowie, anioły i demony, czary i klątwy, duchy i potwory. Niesamowitość i groza na każdym kroku. Jednym słowem – jest wszystko to, czego urban potrzebuje, żeby zostać fantasy… Niestety, zbiór ma w sobie także trochę z rural fantasy, gdyż oprócz miodku jest też i dziegieć. Jedną z dwóch rzeczy, które mi się najbardziej w tym tomie opowiadań nie podobały, jest wykorzystanie starych tekstów. Zbiór składa się z czterech krótszych opowiadań i pięciu dłuższych i to właśnie trzy z tych ostatnich były już wcześniej opublikowane (jedno w „SFFiH”, dwa w antologiach). Daje to ponad sto stron tekstu, czyli prawie połowę zbioru. Dla kogoś, kto mało czyta, to może nie być przeszkodą, ale ja się do takich osób nie zaliczam. Podobnie miałem przy okazji czytania „Aparatusa” Andrzeja Pilipiuka i tak jak wtedy, muszę za to odjąć ocenie końcowej punktów. Drugą wadą zbioru, jest niechlujna korekta tekstu. Najgrubsze błędy pojawiają się w napisanym przez Tomasza Kołodziejczaka wstępie, ale jest ich stosunkowo mało i można je uznać za zwykłe przejęzyczenie. Natomiast powszechnie występujące w opowiadaniach literówki oraz braki przecinków i kropek może nie są poważne, ale jest ich naprawdę dużo. I przez to cokolwiek drażnią przy czytaniu. Dwa i pół punktu odpadło za „odgrzewanie” tekstów, pół za słaba korektę i stąd moja ocena końcowa to 7/10. A „Opowieści praskie” gorąco polecam, bo to świetny kawał swojskiej fantastyki i chyba raczej nikt się na nich nie zawiedzie.
ilcattivo13 - awatar ilcattivo13
ocenił na 7 9 lat temu
Edgar Adam Bełda
Edgar
Adam Bełda
Trudno nie zacząć od młodego wieku autora. Po tekście w ogóle nie widać, że Adam Bełda przyszedł na świat w roku 1991, jest to tak dojrzałe, sprawne i przemyślane pisanie. O “Edgarze” twórca mówi, że to “powieść psychologiczna w realiach twardego science fiction”, i nie widzę powodów, by się z tym twierdzeniem nie zgodzić. Tytułowy Edgar to człowiek, który miał ogromnego pecha - zginął w wypadku. Jednakże w czasie, gdy dzieje się akcja książki medycyna jest o wiele bardziej zaawansowana od tej nam znanej. Uratować się ciała nie dało, jednak wciąż był możliwy ratunek mózgu, co w przedstawionym świecie skutkuje szeregiem następstw. Mózg umieszczony został w maszynie, która na ten czas stała się “ciałem” Edgara. To drogie urządzenie, zatem należy je spłacić, najlepiej przez pracę w miejscu, gdzie człowiek nie dałby rady. Edgar zostaje zatem wysłany na odległą planetę, przez rok będzie ją badał, a potem otrzyma gigantyczne wynagrodzenie, zapewniające nie tyle jemu przyszłość, co najbliższym. Ze strony science fiction jest tu więcej, ale wbrew pozorom nie SF będzie w “Edgarze” najważniejsze. Raczej dziesiątki pytań o człowieka jako istotę społeczną, postawioną w trudnej sytuacji. Z jednej strony Edgar musi jakoś się odnaleźć w świecie, gdzie jest już tylko “umysłem”, bez szans na odzyskanie życia, jakie pamiętał. Z drugiej strony mamy jego rodzinę, żonę i córkę, na które wypadek Edgara oddziałuje w takim samym stopniu, jak na bohatera. Był ojciec, mąż, i nie ma. A jednak jest, ale zupełnie inny, jak i zupełnie inne natychmiast stało się życie. Co więcej: przez rok Edgara z rodziną nie będzie, a gdy wróci… cóż, to nie człowiek, przynajmniej w biologicznym rozumieniu tego słowa. “Edgar” robi wrażenie właśnie nie ze względu na otoczkę SF, ale na psychologię bohaterów właśnie. Autor zagłębia się znacznie bardziej, niż można by oczekiwać od kogoś tak młodego. I to, co przedstawia, stawiając pytania, czasem sugerując odpowiedzi, ma prawo się podobać. Nie jest to co prawda tekst, który czyta się jednym tchem, narracja jest odrobinę usypiająca i zdarzało mi się gubić wątek, tak swobodnie błądzi myślami Edgar, ale złego słowa nie powiem - zdecydowanie warta uwagi książka. Po pierwsze dla treści, rzecz jasna, ale świadomość młodego wieku autora stale tkwiła mi pod czaszką i dodawała powieści dodatkowego smaku, który zdecydowanie mi się podobał. To jakby nadzieja, że wciąż jeszcze trafiają się twórcy, którzy chcą pisać coś, co im się podoba, a nie wydawać to, co się na pewno sprzeda.
Pablos - awatar Pablos
ocenił na 6 9 lat temu
Słonie na Neptunie Mike Resnick
Słonie na Neptunie
Mike Resnick
Wszystko co zaczyna się od „The Best...” staram się łukiem szerokim omijać z dwóch, w zasadzie, powodów: ktoś za mnie zdecydował, a drugi to to, że często tego typu publikacje są odcinaniem kuponów jedynie. No, ale nie przy „Słoniach...”. Dziewięć opowiadań i kolejne pięć zamknięte w jednym uniwersum. I łatwo nie jest, a nawet trudno. Resnick daje czternaście powodów do tego, żeby nie być obojętnym, zmuszając do zajęcia stanowiska, a co najmniej do osądu jakiegoś. Choć szafuje czasem i technologią, to bardziej są to opowiadania socjologiczne niż czyste SF, a człowiek nie wypada w nich najlepiej. Bądźmy szczerzy: wypada źle. U Resnicka ludzkie wady są konsekwencją ludzkich zalet. Chęć poznania, ciekawość, kreatywność niesie za sobą próżność, butę i permanentny brak szacunku dla wszystkiego co człowiekiem nie jest (najlepiej białym). Do tego genetycznie zakodowany imperatyw niszczenia i dominacji nawet w dziedzinach, w których dominacji nikt nie wymaga i wreszcie bezrefleksyjność. I choć cały zbiór jest tworem doskonałym, to znalazło się w nim miejsce na opowiadania wybitne i wstrząsające zarazem: „Łowy...” to przykład niekorzystnego zbiegu okoliczności i błędnych – rutynowych zachowań, które doprowadzają do śmierci Snarka. I choć nic nie usprawiedliwia ludzi, przecież wybrali się na zabawę w zabijanie, to jednak pewną rekompensatą jest decyzja Daniela Bellmana, żeby choć po części naprawić zło jakie wyrządzili. „Barnaba...” to kolejne opowiadanie bez happy endu. Naukowiec, która bawi się w boga, a kiedy zabawa ją „znudzi” wyrzuca zabawkę. To jedna z wyraźniejszych sprzeczności w ludzkiej naturze: z jednej strony twórczy, kreatywny umysł, z drugiej całkowity brak empatii i bezrefleksyjność. „Podróże z moimi kotami” - niezwykle smutne i niezwykle optymistyczne. Opowiadanie oszczędne warsztatowo, ale pięknie skonstruowane. „Czerwona kaplica” to ciekawostka sama w sobie. Resnick stworzył przyzwoity thriller, czy kryminał, porywając się na temat skrajne wyeksploatowany. Ale wyszło zgrabnie. „Kirinyaga” to osobny temat do zachwytów. Utopijna wizja powrotu społeczeństwa pierwotnego. Społeczeństwa, któremu obcy jest konsumpcjonizm, dominacja. Plemię Kikuju jest „dowodzone” przez szamana Koribo, to człowiek wykształcony, któremu obrzydł świat współczesny. Jego umysł owładnęła idea życia w zgodzie z naturą i tradycją sprzed tysięcy lat, bez wszelakich zdobyczy techniki i ingerencji z zewnątrz. Ta idea przybiera pewne znamiona szaleństwa, a sam Koribo jest na swój sposób hipokrytą (posiłkującym się komputerem do „czarowania” pogody) a nawet socjopatą. Jego ślepia wiara w słuszność tego co robi doprowadza do śmierci Kamari („Gdybym dotknęła nieba”), młodej dziewczyny, która miała szansę zostać kimś wybitnym dla siebie, dla plemienia, a może i dla świata. Szaman z tego cyklu to jedna z bardziej przemyślanych i złożonych postaci jakie pojawiły się w literaturze SF. Z jednej strony dźwiga odpowiedzialność za przyszłość plemienia, ponosząc wszelkie moralne konsekwencje swoich działań. Jest oddany bezgranicznie idei i nieugięty w drodze do doskonałości. Z drugiej jest próżny i oczarowany swoją władzą. Jego walka o zachowanie pozycji każe wątpić w szlachetność jego wcześniejszych poczynań. Do ostatnich kart cyklu trudno powiedzieć czy Koribo miał „wizję”, czy przyzwyczaił się do bycia bogiem. Summa summarum: 450 stron wybitnej literatury, od tragicznych „Łowów na Snakra” i „Gdybym dotknęła nieba” poprzez przewrotnie zabawne „Słonie na Neptunie” skończywszy na „Podróżach z moimi kotami”, które są pewnym światełkiem w tunelu. I nie ma znaczenia, że to blade światełko albo tunel cholernie długi. Książka do której wracać można wielokrotnie.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 9 1 rok temu
Odtrutka na optymizm Peter Watts
Odtrutka na optymizm
Peter Watts
Tytuł głupi niemożebnie. Niczego tak dzisiaj nie potrzebujemy, jak optymizmu. "Ślepowidzenie" w pierwszym wydaniu kurzy się na półce od lat nieczytane, na pierwsze wydanie "Rifterów" się nie załapałem, więc jest to moje pierwsze spotkanie z Wattsem. Watts jest biologiem jakimś tam, a więc siedzi w hard science, zatem nic dziwnego, że pisze hard s-f , a ja hard s-f nie lubię z dwóch powodów. Mniej ważny, to ten, że twarde nauki mnie zupełnie nie interesują, a drugi ważniejszy, to taki, że twórczość z tego nurtu jest zazwyczaj literacko marna, ponieważ bohaterowie w takich tekstach stają się po prostu tubami do wygłaszania poglądów kosztem jakiejkolwiek literackiej wartości. Dlatego o wiele bardziej lubię nową falę oraz wszystko to, co z niej wyrosło, aniżeli opowiadania dla etatowych przykręcaczy śrubek po politechnikach. Odkrył to zresztą sam Lem, który w pewnym momencie stwierdził, że pisanie literatury przez kogoś chcącego rozpatrywać problematykę naukową mija się z celem i zajął się felietonami. Zanim jednak to zrobił, dostaliśmy "Powrót z gwiazd", którego bohater jest tak świetnie skonstruowany, że większość pisarzy głównonurtowych mogłaby ojcu współczesnej polskiej fantastyki tylko pozazdrościć. I wierz tu pisarzom. Watts nie jest wolny od tej maniery, na szczęście tylko troszeczkę. Niektóre teksty w tym zbiorku opowiadań z połowy lat 90. oraz początku nowego wieku faktycznie są płaskim wykładem pomysłów autora, ubranych w szczątkową fabułę. Na szczęście to minimum. Watts prezentuje pozytywistyczną antropologię, gdzie człowiek poddany jest ciągłej presji świata bezdusznej natury. Rządzi nami po prostu w jego wizji świata biologiczny determinizm. Szczególnie widać to w opowiadaniu "Fraktale" poruszającym problem naszej niechęci do imigrantów. Tekst dzisiaj bardziej aktualny, niż w 1995 roku, opowiada o Kanadyjczyku, który wp*erd*lił imigrantowi z Chin. Okazuje się jednak, powiada autor opowiadania, że za jego zachowanie odpowiadają proste mechanizmy biologiczne. Gdzie zatem spoczywa wina ? Kiedy liberałowie mówią o homoseksualistach "born this way" , to jest to wesołe oraz inkluzywne, ale jeśli powiedzieć tak o nacjonalistach, to ocieramy się już o herezję przeciwko liberalnemu światopoglądowi. Sam bohater natomiast jest postacią tragiczną. Rozdarty pomiędzy świadomością, że jego czyn motywowany jest naturalnie, a więc nie powinien polegać ocenie moralnej, a czysto ludzkim , etycznym odruchem winy za pobicie, próbuje jakoś zrozumieć, co zrobił. Można byłoby ten tragizm Antygony rozdartej między prawem boskim i ludzkim nieco podkręcić i pewnie tak zrobiłby np. Silverberg, ale samo pokazanie problemu jest wystarczająco ciekawe, żebym po przeczytaniu ostatniego zdania miał gęsią skórkę. Konflikt na linii determinizm - wolna wola jest w zasadzie lejtmotywem większości tych opowiadań, a przynajmniej tych w mojej opinii najciekawszych. Czy będzie to problem mężczyzny chcącego wskrzesić swoją żone przepisując do komputera jej świadomość, czy , jak w opowiadaniu "Wyspa", załogi statku kosmicznego odkrywającej myślącą istotę oplecioną wokół czerwonego karła, wszędzie będzie mniej lub bardziej uwypuklony ten sam problemat zależności naszego rozumu od naszych biologicznych uwarunkowań. I to rozdarcie, ten tragiczny w gruncie rzeczy los bohaterów, stanowi o ponadprzeciętności opowiadań Wattsa. Poza tym dostajemy również satyrę na ekologów oraz świetne opowiadanie "Cosie" , w którym wydarzenia z książki "Coś" Campbela oraz filmu Camerona ukazane są z perspektywy obcego. Na minus - opowiadania "o religii". Tutaj Watts nie mówi nic, czego nie mówiłby już Wolter. Racjonaliści będą uchachani, ale to faktycznie rzecz biorąc nudne. Ogółem jednak całość wypada ekstraordynaryjnie. Siedzą mi te teksty jeszcze w głowie i drapią, na pewno też do nich kiedyś chętnie wrócę. Zdecydowanie warto.
Czytacz - awatar Czytacz
ocenił na 8 2 miesiące temu
Cabezano. Król karłów Romuald Pawlak
Cabezano. Król karłów
Romuald Pawlak
Macie ochotę na niesamowitą powieść historyczną w gotyckim klimacie? Zapraszam Was do Karlego Dworu. Akcja rozgrywa się na przełomie XVII i XVIII wieku, w hiszpańskim pałacu księcia de Villegasa. To właśnie tam monarcha zebrał stu dwudziestu dwóch karłów, które miały być egzotyczną, ozdobną zabawką. Mają służyć swym panom i nie mieć żadnych marzeń... Jednym ze dworskich karłów jest Cabezano, którego los obdarzył zbyt wysokim wzrostem. Nie pasuje nigdzie, ani do ludzi, ani do karłów, nie jest należycie szanowany. Nie chce być marionetką. Pragnie wolności i bycia kochanym. Dla ukochanej Rosalindy jest w stanie zrobić wiele. Czy pragnienie bycia człowiekiem to tak wiele? Jest gotów przedsięwziąć ryzykowne działania, aby być szczęśliwym. Czy mu się uda spełnić marzenia? Czy gdzieś tam na niego czeka kraina szczęśliwości? Grube, ciemne mury, mroczne korytarze. Tu i tam, przemykające osobliwe postaci. O rany! Jaki ta książka ma klimat! Bohaterowie mają głębię psychologiczną, samotni, nie zrozumiani przez otoczenie, wyalienowani. Relacje międzyludzkie są pogmatwane, dobitnie wybrzmiewają ludzkie pragnienia i lęki. Poczucie bezsilności jest tu wyraziste, że czasem można załamać ręce. To przejmująco smutna historia o grupie ludzi, która jest źle traktowana tylko przez wzrost. Zepchnięci na margines człowieczeństwa, będącymi kukiełkami ku uciesze "lepszych". Co świadczy o naszym człowieczeństwie? To historia o poszukiwaniu własnej tożsamości, pragnieniu bycia docenianym, zauważanym i traktowanym tak po ludzku. To opowieść o próbie wyzwolenia się z niewolniczych oków i przełamywaniu konwenansów. To także opowieść o wielkiej odwadze i dążeniu do odmiany swego losu za wszelką cenę. Choć ma ponury i dołujący wydźwięk, to przebija się tu iskierka nadziei, światełko, które rozjaśni parszywy los. "Cabezano. Król karłów" to ważna książka, wstrząsająca, o uciśnionych jednostkach. Najbardziej zdumiewa mnie to, że o tej książce jest zdecydowanie za cicho, tym bardziej, że to wznowienie. Kawał świetnej fantastyki, traktujący o tym, że tak naprawdę każdy jest ważny, bez względu na wygląd. Gorąco polecam!🖤 Pamiętajcie, Katooola patronuje tylko sztosom!🔥
katooola - awatar katooola
oceniła na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Szortal fiction

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Szortal fiction