
Wojna i wojna

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- Don Kichot i Sancho Pansa
- Tytuł oryginału:
- Háború és háború
- Data wydania:
- 2011-02-02
- Data 1. wyd. pol.:
- 2011-02-02
- Data 1. wydania:
- 2016-05-12
- Liczba stron:
- 336
- Czas czytania
- 5 godz. 36 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788374149075
- Tłumacz:
- Elżbieta Sobolewska
Korim jest pracownikiem niewielkiego archiwum na węgierskiej prowincji. Nie radzi sobie z życiem: jego małżeństwo się rozpadło, przyjaciele go opuścili, z kochanką mu nie wyszło. Pewnego dnia znajduje tajemniczy rękopis - historię czterech mężczyzn podróżujących przez miejsca i epoki, nieustannie uciekających przed zagładą. Ta opowieść zawładnie Korimem bez reszty. Na chwilę wyrwie go z ciemnego światła melancholii, nada ulotny sens jego życiu. Archiwista wyrusza do Nowego Jorku, by tam - w centrum świata, gdzie mieszają się słowa i języki - wprowadzić tekst do internetu. Jest niczym szalony prorok opętany swoją misją, która stopniowo przeradza się w obsesję. Kieruje nim pragnienie odnalezienia sensu - w życiu i w zagadkowym rękopisie. Ale co będzie, gdy Korim zakończy swoje zadanie?
Krasznahorkai wciąga czytelnika w niezwykły labirynt zbudowany na granicy historii, filozofii i metafizyki, realności i mitu, prawdy i fikcji.
Kup Wojna i wojna w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Wojna i wojna
Poznaj innych czytelników
374 użytkowników ma tytuł Wojna i wojna na półkach głównych- Chcę przeczytać 274
- Przeczytane 100
- Posiadam 36
- Literatura węgierska 11
- 2025 4
- Literatura piękna 4
- Ulubione 3
- Węgry 3
- WAB 2
- Seria Don Kichot 2







































OPINIE i DYSKUSJE o książce Wojna i wojna
Po lekturze drugiej już książki Laszlo Krasznohorkaia mam wrażenie, że Nagroda Nobla - podobnie jak w przypadku kilku poprzednich jej edycji - służy jednak głównie celom politycznym. Autor jest znany ze swoich liberalnych, a za trzy miesiące na Węgrzech są wybory parlamentarne, więc decyzja lewicowych liberałów z Komitetu Noblowskiego nieszczególnie dziwi.... "Wojna i wojna" to kolejny popis autora w zakresie umiejętności budowania długich zdań, które w przypadku tej powieści nie tworzą zupełnie żadnego sensu. Nie trzyma się to wszystko kupy, w porównaniu do "Melancholii sprzeciwu" nie skłania też do żadnych głębszych refleksji.
Po lekturze drugiej już książki Laszlo Krasznohorkaia mam wrażenie, że Nagroda Nobla - podobnie jak w przypadku kilku poprzednich jej edycji - służy jednak głównie celom politycznym. Autor jest znany ze swoich liberalnych, a za trzy miesiące na Węgrzech są wybory parlamentarne, więc decyzja lewicowych liberałów z Komitetu Noblowskiego nieszczególnie dziwi.... "Wojna i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dobra książka. U mnie przeleżała na półce dość spory czas, sięgnąłem po nią w momencie, kiedy zrobił się boom na autora, nie mniejszy niż na Miłosza, kiedy otrzymała Nagrodę Nobla.
Jak zaznaczyłem na wstępie, książka jest bardzo dobra, ale jednocześnie bardzo wymagająca. Autor tworzy bardzo długie zdania, co wymaga dużego skupienia. Świetny popis erudycji na trochę ponad 300 stronach zawarł sporą dawkę informacji z zakresu filozofii, mistycyzmu, mitologii, historii i mógłbym tak wymieniać i wymieniać.
Książka opowiada o Korimie, węgierskim starszym archiwiści, który odnalazł dzieło literackie, które uważa za najważniejszy dokument, jaki do tej pory widział. Pragnie go opublikować w Internecie przed planowanym samobójstwem. Nie wszyscy, którzy porzucają wszystko i udają się do Nowego Świata to ludzie, którzy chcą zacząć wszystko od początku, są tacy, którzy chcą skończyć w centrum świata. Centrum świata dla Korima jest właśnie Nowy Jork. Być może to początki szaleństwa, bo zatracamy stopniowo różnicę między światem realnym i pełnym mistycznych przeżyć i wędrówek poprzez epoki za znalezionego dokumentu. Takim bogiem, który miesza wszystko ludziom, jest Hermes, ale jak powiedzieć komuś, np. lekarzowi, że wszystkiemu winny jest grecki bóg? Zastanawia się Korim.
Dla mnie cały rozdział, w którym autor rozprawia na temat możliwości Hermesa, jest wręcz intrygujący. Podobnie jak przywołanie Wieży Babel obrazu Pietera Bruegla Starszego, którego malarstwem jestem zafascynowany. Obraz ten służy za zilustrowanie współczesnego NY.
Książkę warto przeczytać, choć łatwa w odbiorze nie jest, z pewnością do nie wrócę jeszcze raz, bo jest niczym labirynty czy lustra Jorge Luisa Borgesa.
Polecam
Bardzo dobra książka. U mnie przeleżała na półce dość spory czas, sięgnąłem po nią w momencie, kiedy zrobił się boom na autora, nie mniejszy niż na Miłosza, kiedy otrzymała Nagrodę Nobla.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak zaznaczyłem na wstępie, książka jest bardzo dobra, ale jednocześnie bardzo wymagająca. Autor tworzy bardzo długie zdania, co wymaga dużego skupienia. Świetny popis erudycji na trochę...
Mam spory problem z oceną tej książki. Z jednej strony przeczołgała mnie i długo ją czytałam, a z drugiej, czytało mi się ją bardzo dobrze. Nie jestem pewna czy to była kwestia stylu, czy raczej treści. Jeśli chodzi o styl, to podobało mi się, że zdania były bardzo długie. Lubię takie. Wymaga to skupienia i zogniskowania uwagi w stu procentach na czytanym tekście. Wbrew pozorom, zdania te nie były mocno skomplikowane, ale ich literackość pozostawała na wysokim poziomie. I na pewno nie była to książka, która czyta się sama. Jeśli zaś chodzi o treść, to tu już było trudniej. Pod tym względem było frustrująco i przygnębiająco. Czytając miałam uczucie męczenia się, brnięcia przez jakieś głębokie błoto, bez nadziei na przyszłość. No tak, ja lubię takie książki, ale w tym przypadku było tak, że cały ciężar czułam niemal fizycznie i po lekturze pozostał we mnie swego rodzaju ból. No ale jakby na to nie patrzeć, to doskonała literatura, mocna, emocjonalna. Czy warto czytać "Wojnę i wojnę"? Zdecydowanie tak.
Mam spory problem z oceną tej książki. Z jednej strony przeczołgała mnie i długo ją czytałam, a z drugiej, czytało mi się ją bardzo dobrze. Nie jestem pewna czy to była kwestia stylu, czy raczej treści. Jeśli chodzi o styl, to podobało mi się, że zdania były bardzo długie. Lubię takie. Wymaga to skupienia i zogniskowania uwagi w stu procentach na czytanym tekście. Wbrew...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkurat ktoś oddał tę książkę do biblioteki w momencie, gdy ja zwracałem w niej “Szatańskie tango”; grzech było nie widzieć w tym nitki Potwora Spaghetti i nie wziąć do domu. Ostatnio zachwycałem się Llosą, teraz wracam do najnowszego Noblisty; jedziemy więc - jak to się mówi - z noblistami…
Pewien prowincjonalny archiwariusz porzuca swe dotychczasowe życie (rozwód, wyprzedaż majątku) i udaje się do Nowego Jorku aby w tym miejscu - widzianym przezeń jako centrum świata - ogłosić wielkość pewnego odkrytego manuskryptu. Dan Brown to tu się nie pojawi (i na szczęście),a naszemu bohaterowi nie tyle przyjdzie zmagać się z wszechmocnymi i mrocznymi organizacjami, co raczej z samym sobą (ach, ta węgierska nieuzasadnialna melancholia!) i ogólnie - z materią świata… Co jakiś czas nawiedza go tyleż egzystencjalny co i absurdalny lęk o utratę głowy - i to dosłowną: że ta mu się zwyczajnie oderwie od korpusu. Takie lęki mają więc Węgrzy na co dzień, jeśli zajrzeć im w duszę?
“Powietrze cuchnęło smołą, wokół niósł się mdlący, przenikliwy, gęsty zapach smoły, którego nie łagodził nawet silny wiatr, gdyż ten, choć przenikał aż do kości, tylko wznosił i wprawiał w wir tę trudną do zniesienia woń, nie potrafiąc zmienić jej w inną, gdyż w całej okolicy, na przestrzeni wielu kilometrów, a zwłaszcza tu, między rozgałęzieniem szyn rozpościerającym się niczym wachlarz aż do widocznego za plecami Korima dworca towarowego, z tego właśnie składało się powietrze, z zapachu smoły i trudno było stwierdzić, co w sobie zawierało poza smrodem sadzy i dymu, setek i tysięcy pędzących pociągów, sczerniałych podkładów, żwiru i stalowych szyn, choć bez wątpienia zawierało coś jeszcze, coś tajemniczego, trudnego do opisania, a raczej niemożliwego do nazwania, na przykład potworny ciężar człowieczej daremności, który w tych setkach i tysiącach pociągów wiozła ze sobą przerażająca, pozbawiona celu egzystencja milionów pasażerów i ciążący nad tym wszystkim duch wymarłej, opuszczonej i złowrogiej przemysłowej okolicy (...)”. Już tylko ta połowa (!) książkowego zdania dobitnie pokazuje, że jeśli opis brzydkiego, zdegenerowanego świata może być piękny, to właśnie pewnie u Krasznahorkaia jako jednego z nielicznych zdolnych do takiego arcydzieła pisarzy. Za to właśnie Nobel.
A jest jeszcze i “opowieść w opowieści”, która - nie wchodząc w szczegóły jej fabuły - przywodzi mi jakoś na myśl (pewnie z racji umysłowego “skażenia” tymi właśnie lekturami z nieodległych czasów): “Kaszubską Madonnę” i “Madonnę - Syrenę” a do tego (i naraz) “Diunę” Herberta. Połączenie tyleż egzotyczne, co - mam wrażenie - uprawnione. Wydaje się, że ta dodatkowa opowieść zbyt jest barwna jak na ogólnie mroczny wydźwięk współczesnej nam narracji, a jednak w jakiś perwersyjny sposób zajmuje przecież głównego bohatera. Nam wydać się może nadmiernie egzaltowana, zbyt grubo cięta, ale przecież jest to zamierzone działanie Krasznahorkaia. Pewnie za to lepiej wypadłaby w potencjalnej kinowej realizacji niż depresyjny mrok współczesnego Nowego Jorku (no, ok - nie tak już współczesnego: jeszcze z Dwiema Wieżami WTC).
Jakiś niepokój wzbudza we mnie ta lektura. Niby to współczesność, a coś mocno oniryczna, niby zwykła podróż samolotem do Stanów, a obawiam się, że wraz z bohaterem ockniemy się w rzeczywistości poza znanym nam światem - jak bohater “Epepe”. Klimat jak z Karinthy'ego albo może i Kafki, gdzie ktoś za chwilę zacznie przeobrażenie w robala.
Zresztą, gdyby nie obecność machin latających, laptopa i pewna ważka rola, jaką ma odegrać owych komputerów światowe połączenie (a więc znany nam stary dobry Internet),ciężko byłoby się zorientować, że jesteśmy we współczesności, a nie w jakiejś końcówce wieku XIX. Taki czarny i brudny ten realizm magiczny, jakoś zatruwający rzeczywistość i wykrzywiający obraz świata.
I jeszcze ten zaskakujący i zadziwiający finał. Jeśli pewne fragmenty kogoś nieco uśpiły - tu obudzi się na pewno. I będzie chciał przypomnieć sobie pewien ikoniczny obraz z kanonu światowego malarstwa - najlepiej ze szczegółami…
Po lekturze dwóch pozycji najświeższego noblisty, zaczynam dostrzegać pewne stałe cechy narracji jego powieści. To taki - niemal pozbawiony dialogów (już raczej jakaś mowa zależna) - melancholijny strumień świadomości. A jednak jakaś dyscyplina sprawia, że nie gubimy się w refleksyjnym i wielce dygresyjnym stylu prowadzenia narracji. Mistrzowskie to.
Jakże to inne od “Szatańskiego tanga” (mniej dosłowne, mniej dookreślone),a trochę jednak jak i podobne; na pewno zaś - równie co tamto wspaniałe.
Akurat ktoś oddał tę książkę do biblioteki w momencie, gdy ja zwracałem w niej “Szatańskie tango”; grzech było nie widzieć w tym nitki Potwora Spaghetti i nie wziąć do domu. Ostatnio zachwycałem się Llosą, teraz wracam do najnowszego Noblisty; jedziemy więc - jak to się mówi - z noblistami…
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPewien prowincjonalny archiwariusz porzuca swe dotychczasowe życie (rozwód,...
Ciężka, bo pesymistyczna, nudna, mało zrozumiała (logicznie),absurdalna i w sumie, bez sensu. Nie podzielam mentalu bohatera/ narratora/ twórcy. Te wzniosłe usprawiedliwienia jej powstania i oferowane komunikaty są tak pokrętnie podane, że doprawdy, są lepsze i bardziej komunikatywne sposoby by te treści wyrazić. Nie widzę potrzeby czytania tej powieści. Nie polecam.
Ciężka, bo pesymistyczna, nudna, mało zrozumiała (logicznie),absurdalna i w sumie, bez sensu. Nie podzielam mentalu bohatera/ narratora/ twórcy. Te wzniosłe usprawiedliwienia jej powstania i oferowane komunikaty są tak pokrętnie podane, że doprawdy, są lepsze i bardziej komunikatywne sposoby by te treści wyrazić. Nie widzę potrzeby czytania tej powieści. Nie polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDość niecodzienny styl tej recenzji jest próbą oddania stylistyki powieści (oczywiście na miarę mych mozliwości)
Nie dajcie się zwieść temu, że Laszlo Krasznahorkai nie pojawia się w gronie autorów literackich bestsellerów miesiąca, nie sugerujcie się tym, że jego książek nie ma w większości rocznych podsumowań i wśród zestawień najlepszych powieści dekady, czy wszechczasów, patrząc wyłącznie z artystycznej perspektywy nie można mieć wątpliwości, że jest on jednym z najwybitniejszych, najbardziej przenikliwych pisarzy naszej epoki, twórcą znakomitych, głębokich powieści poruszających najważniejsze kwestie egzystencjalne, stawiających fundamentalne pytania dotyczące otaczającej nas rzeczywistości, natury człowieka i sensu jego egzystencji, autorem sfilmowanych przez innego węgierskiego wybitnego artystę Bela Tarra “Szatańskiego tanga”, czy “Melancholii sprzeciwu” (jako “Harmonie Werckmeistera”, jeden z najwybitniejszych filmów XXI wieku),stąd pewnie większość polskich admiratorów prozy Krasznahorkaia poznała go właśnie za pośrednictwem twórczości kinematograficznej, co można skwitować smutną skądinąd konstatacją, że gdyby nie te filmowe adaptacje nazwisko autora “Wojny i wojny” znane byłoby jeszcze mniejszej garstce czytelników.
Lektura “Wojny i wojny” to absolutnie fascynująca, niezwykła i szalenie inspirująca wędrówka przez rozległy labirynt pełen mniej lub bardziej ukrytych sensów i znaczeń, apokaliptycznych metafor i symboli, rozbudowanych alegorii i parabol, ale też wielorakich i wielopoziomowych odniesień do europejskiej historii, filozofii, literatury, architektury, czy wreszcie nawiązań do religii i mitologii, przy czym nie jest to sztuka dla sztuki, nie ma ma tu epatowania powierzchowną wiedzą i efekciarskimi skojarzeniami, popisywania się pseudo erudycją na bazie szybkiego internetowego researchu, tu wszystko ma głęboki sens, wszystko ze sobą doskonale się łączy tworząc niezwykle spójną, sugestywną i przenikliwą wizję świata, bo przecież, by sięgnąć po kilka tylko przykładów, mamy tu i echa przepełnionej pesymizmem twórczości Becketta, Kafki, Bernharda, czy Bułhakowa (czyż Mastemann nie jest znacznie bardziej złowrogim Wolandem z “Mistrza i Małgorzaty”, czy nad postacią Korima nie unosi się duch rzuconych w absurdalny i niezrozumiały świat Józefa K. z “Procesu” i geometry K. Z “Zamku”?),mamy odniesienia do mitologii greckiej w postaci Hermesa, który zdaje się być patronem wędrówek zarówno czterech mężczyzn z manuskryptu, jak i samego Korima, mamy wywodzący się z tradycji rabinicznej symbol wieży Babel błyskotliwie łączący się z historią nowoczesnego dizajnu we fragmentach powieści, gdy wędrujący po Nowym Jorku Korim uświadamia sobie, że mijane przez niego drapacze chmur przypominają mu obrazy tej właśnie budowli (Eli Jacques Kahn, twórca projektów wielu słynnych nowojorskich budynków, takich jak 2 Park Avenue, Film Center Building, Squibb Building, 120 Wall Street faktycznie inspirował się tą mityczną wieżą wzniesioną przez Nimroda),mamy postmodernistyczne przenikanie się kilku planów czasowych, przy czym XX-wieczne wędrówki węgierskiego archiwisty okazują się powtórzeniem opisanych w manuskrypcie historii, mamy figurę rękopisu – manuskryptu, w którym główny bohater, niczym młody oficer Alfons van Worden z “Rękopisu znalezionego w Saragossie” odczytuje w księdze swoje własne losy, mamy wreszcie Kassera, Bengazza, Falke, Toota, czterech tajemniczych wędrowców, którzy podróżując przez stulecia od Grecji, przez Włochy, do Afryki poszukują ucieczki i schronienia przed wojnami, a w gruncie rzeczy, niczym czterej jeźdźcy apokalipsy, w każdym z tych miejsc zapowiadają nową wojnę, nową katastrofę.
“Wojna i wojna” składa się z ośmiu rozdziałów, które podzielone są na od kilkunastu do kilkudziesięciu numerowanych podrozdziałów, a każdy z nich zawiera zawsze tylko jedno długie, wielokrotnie złożone zdanie, czasem obejmujące kilka wersów, ale zwykle ciągnące się przez kilka stron, co na pierwszy rzut oka może wydać się zabiegiem karkołomnym i prawdziwym koszmarem dla czytelnika, tyle że w wydaniu Krasznahorkaia tworzy misterną, wielowątkową, nielinearną, a równocześnie niezwykle klarowną konstrukcję nadając prozie porywającej muzyczności i rytmiczności, sprawiając, że po krótkim oszołomieniu wywołanym zetknięciem się z tak oryginalnym zabiegiem formalnym, pochłaniając kolejne strony wpadamy w prawdziwy hipnotyczny trans, zostajemy wręcz porwani przez ten cudownie powykręcany na wszystkie strony strumień wijących się wyrazów, który to proces angielski tłumacz Krasznahorkaia George Szirtes nazwał „powolnym wylewem lawy słów”, a który w odniesieniu do świata muzycznego może budzić skojarzenia z polifonią Bacha, rozbudowanymi, skomplikowanymi harmonicznie utworami Franka Zappy, choćby z okresu “Hot Rats”, gitarowymi eksploracjami Jimi Hendrixa (Voodoo Child Slight Return),czy też repetytownością postrocka (Godspeed You Black Emperor, czy Mogwai np. z “May Nothing but Happiness Come Through Your Door”),gdzie liczne powtórzenia i zapętlenia nie tylko nadają utworom hipnotycznego rytmu, nie tylko pozwalają jeszcze lepiej wyeksponować, jeszcze mocniej wybrzmieć szczególnie istotnym fragmentom, ale przede wszystkim umożliwiają spowolnienie tempa utworów, wprowadzanie nowych treści z opóźnieniem, dzięki czemu wydaje się, jakby czas płynął wolniej, co również w przypadku powieści węgierskiego pisarza jest zabiegiem celowym, głęboko przemyślanym, wprost odwołującym się do nietzscheańskiej krytyki współczesnej cywilizacji zachodniej, której jednym z głównych przejawów jest dynamizm, ciągły pośpiech, niecierpliwość, niepowstrzymany pęd, coraz bardziej przyspieszający ruch, jakby życie było jednym wielkim niekończącym się, bezsensownym wyścigiem z czasem, tymczasem tasiemcowe zdania “Wojny i wojny” wymagając znacznie większej koncentracji, namysłu i skupienia radykalnie spowalniają proces czytania, zmuszają czytelnika do wyhamowania, zwolnienia, ale też pozwalają na powolne delektowanie się literacką maestrią, głębokie wniknięcie nie tylko w treść, ale też w samą materię języka, jego tkankę i strukturę, czyniąc sam proces czytania nie tylko rodzajem medytacji, ale też swego rodzaju aktem oporu wobec dominujących tendencji kultury Zachodu, jedyną możliwą konstruktywną odpowiedzią na charakterystyczne dla naszych czasów kompulsywne, ultraszybkie pochłanianie kolejnych fragmentów rzeczywistości, skanowanie ich raczej niż analizowanie, bardziej pożeranie niż powolne smakowanie, staje się więc twórczość Krasznahorkaia literackim odpowiednikiem slow food w kuchni, czy slow cinema w kinie (Bela Tarr!!!),włączając równocześnie węgierskiego pisarza do grona największych XX-wiecznych mistrzów długich zdań, obok Bohumila Hrabala (“Postrzyżyny”!),W.G. Sebalda, Javiera Marais, Thomasa Bernharda, czy też, sięgając do polskich przykładów, Juliana Tuwima i Antoniego Słonimskiego (słynne, najdłuższe polskiej literaturze zdanie opublikowane w 1921 roku w „Kurierze Polskim” i zawierające 335 wyrazów).
“Wojna i wojna”, sam już ten tytuł, w oczywisty sposób nawiązujący do “Wojny i pokoju” Lwa Tołstoja, wskazuje ważny, o ile nie kluczowy trop interpretacyjny wiodący nas wprost do dostrzeżenia w powieści węgierskiego twórcy apokaliptycznej wizji świata, świata znajdującego się na krawędzi i coraz szybciej zmierzającego do ostatecznego upadku, świata, w którym kiedyś po każdej wojnie, każdym nieszczęściu następowały dłuższe lub krótsze okresy pokoju i chwile szczęścia, a w którym dziś, czy jako narody, czy jako jednostki, przechodzimy od jednej katastrofy do następnej, od jednego upadku do kolejnego, świata coraz bardziej pozbawionego prawdziwych wartości, przepełnionego nihilizmem, materializmem i niepohamowaną konsumpcją, świata odzierającego człowieka z tego, co prawdziwie wzniosłe i piękne, w którym jak mówi Korim „wszystko zrujnowane, wszystko upodlone”, świata przepełnionego bólem i cierpieniem, wypełnionego coraz bardziej grotekskową, tragikomiczną szamotaniną w pogoni za kolejnym ersatzem prawdziwego szczęścia, kolejną namiastką utraconej radości życia, świata, w którym coraz bardziej wyraziste zapowiedzi katastrofy nie robią już na nikim żadnego wrażenia, w którym gdy nadziei na ocalenie ludzkości coraz mniej, jedynym rozwiązaniem na poziomie jednostki jest poszukiwanie własnego celu i sensu egzystencji oraz próba wdrożenia własnych strategii przetrwania, czy realizacji własnej misji życiowej, tak jak czyni to Korim, który wierząc, że lektura manuskryptu może ostrzec ludzi przed katastrofą przybywa do Nowego Jorku by opublikować jego treść w internecie, a gdy przekonuje się o iluzoryczności swych nadziei (Nowy Jork okazuje się współczesnym Babilonem),rusza w kolejną, ostatnią już podróż, tym razem w poszukiwaniu własnego ocalenia, nawet jeśli wyłącznie w wymiarze czysto symbolicznym i metaforycznym, a zatem, zdaje sie mówić Krasznahorkai, nawet jeśli dla naszego świata jest już za późno na ratunek, wciąż warto walczyć o własne ocalenie, wciąż warto podejmować heroiczny wysiłek chwilowego choćby urzeczywistnienia wielkich idei, wciąż warto szukać w otaczającym świecie prawdziwych wartości, jak prawda, piękno, miłość, dobro, szlachetność ….
Więcej: https://artefakty.net/wojna-i-wojna-powolny-wylew-lawy-slow/
Dość niecodzienny styl tej recenzji jest próbą oddania stylistyki powieści (oczywiście na miarę mych mozliwości)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie dajcie się zwieść temu, że Laszlo Krasznahorkai nie pojawia się w gronie autorów literackich bestsellerów miesiąca, nie sugerujcie się tym, że jego książek nie ma w większości rocznych podsumowań i wśród zestawień najlepszych powieści dekady, czy...
Pojechać do środka świata i umrzeć? To myśl archiwisty outsidera z Gyula (chyba). Obsesyjnie próbującego przekazać światu przemyślenia, wynikające z przypadkowo odkrytej kroniki podróży czterech (pięciu) wędrowców w czasie i przestrzeni, szukających wyjścia ze świata wiecznej wojny. Realizowana w kontrapunkcie z przeżyciami bohatera w sparszywiałym świecie dolnego Manhattanu końca XX wieku. Proza ciekawa i wciągająca, mnie momentami dźwięcząca Cortazarem. Słowa uznania dla tłumacza. Rzecz, która zapada w pamięć.
Pojechać do środka świata i umrzeć? To myśl archiwisty outsidera z Gyula (chyba). Obsesyjnie próbującego przekazać światu przemyślenia, wynikające z przypadkowo odkrytej kroniki podróży czterech (pięciu) wędrowców w czasie i przestrzeni, szukających wyjścia ze świata wiecznej wojny. Realizowana w kontrapunkcie z przeżyciami bohatera w sparszywiałym świecie dolnego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAby opowiedzieć o tym, że w epoce nowożytnej jesteśmy uwięzieni w bańce wiecznej tymczasowości, sięgnął Krasznahorkai po bogaty arsenał artystycznych chwytów. W szczególności wrażenie robią mnogość planów czasowych w powieści i ich wzajemne przenikanie się oraz subtelne oparcie całej konstrukcji na biblijnych archetypach.
Skoro przemiany dziejowe dokonują się na drodze zbrojnej, mówi autor, i zazwyczaj wcale nie są zmianami na lepsze, to czy istnieje jakiś sposób ucieczki? Na pytanie to odpowiada w sposób sugestywny, kreując duszną atmosferę i eksploatując motyw podróży pod patronatem Hermesa. I gdyby nie nieco irytująca narracja, pełna powtórzeń i zapętleń, nie miałbym najmniejszych zastrzeżeń.
Aby opowiedzieć o tym, że w epoce nowożytnej jesteśmy uwięzieni w bańce wiecznej tymczasowości, sięgnął Krasznahorkai po bogaty arsenał artystycznych chwytów. W szczególności wrażenie robią mnogość planów czasowych w powieści i ich wzajemne przenikanie się oraz subtelne oparcie całej konstrukcji na biblijnych archetypach.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkoro przemiany dziejowe dokonują się na drodze...
Trzecie spotkanie z autorem.
György Korim jest 44-letnim rozwiedzionym nieudacznikiem, archiwistą z małego miasta i ..."wyciągnął akta oznaczone numerem IV.3/1941-42, wyciągnął je, i w ten sposób odmieniło się jego życie, bo to, co tam znalazł, przesądziło raz na zawsze , co ma robić, jeśli pragnie "aktywnie" wziąć udział w "ostatecznym pożegnaniu", powiedziało mu, co ma zrobić z tymi wszystkimi latami, przez które zastanawiał się, rozmyślał i wahał, a mianowicie to, że ma je wszystkie zostawić w jasną cholerę, i to natychmiast, gdyż ów materiał, fascykuł oznaczony numerem IV.3/1941-42, nie pozostawiał wątpliwości, co winien począć, smucąc się utraconą szlachetnością, jakie zdanie pozostało mu do wykonania, czyli gdzie ma szukać, a przede wszystkim, w czym ma szukać tej, tak bardzo wytęsknionej, odebranej mu, największej na tej ziemi wolności..."
Odbywamy niezwykła podróż - labirynt z ziemi węgierskiej do Nowego Jorku, który niczym Wieża Babel i centrum świata odkrywa przed nami czterech jeźdźców apokalipsy różnych epok i walczących ze złem tego świat, przenosimy się w czasie i przestrzeni, od zarania dziejów ludzkich, cywilizacje, historie, kulturę i sztukę, mistycyzm, filozofię do największego zła "wojny". Czy nieudacznik może zmienić losy świata i sprowadzić pokój i porządek na konsumpcyjno - komercyjny padół...spoglądając na zegar dworcowy w Schaffhausen o 23.37 ?
Trzecie spotkanie z autorem.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGyörgy Korim jest 44-letnim rozwiedzionym nieudacznikiem, archiwistą z małego miasta i ..."wyciągnął akta oznaczone numerem IV.3/1941-42, wyciągnął je, i w ten sposób odmieniło się jego życie, bo to, co tam znalazł, przesądziło raz na zawsze , co ma robić, jeśli pragnie "aktywnie" wziąć udział w "ostatecznym pożegnaniu", powiedziało mu, co ma...
Miałem pewne obawy wobec tej książki. Tak się często zdarza, gdy na początku przygody z danym autorem przeczyta się książkę zjawiskową, następne pozycje (niekoniecznie następujące po sobie chronologicznie) rysują się już inaczej, przez pryzmat TEJ właśnie książki. Tak samo miałem z Krasznahorkaiem. Po przeczytaniu całej twórczości węgierskiego pisarza przetłumaczonej na język polski (czyli raptem po trzech książkach) śmiem twierdzić, że akurat w wypadku Krasznahorkaia tak nie mam.
Sporo tu niedomówień, kilku płaszczyzn narracyjnych i co najmniej dwóch chronologicznych. Ale właśnie te niedomówienia rozkręcają akcję. A płynne przechodzenie od perspektywy jednego bohatera do drugiego, utrzymane w dość wymagającej od pisarza kunsztu kanwie, również wciągają (zgodnie z zapowiedzią na obwolucie). Budowa atmosfery obłędu i zagubienia, niejasności, naiwności... Krasznahorkai doprowadził to do perfekcji. Także paralelność płaszczyzn chronologicznych znakomicie oddaje chyba to, o co najbardziej chodzi w tej książce: o wyobcowanie i zagubienie, życie ideałami w świecie brutalnie wręcz pragmatycznym. Domyślam się, że nie jest to jedyna wykładnia omawianej pozycji. I smutne konkluzje, że aby tak żyć, trzeba hmm... oszaleć? Chyba tak. Nie jest łatwo, ale czy w ostateczności bohater nie poczuł się spełniony? Trudno stwierdzić, bo i tu nie wiadomo, jak potoczyła się cała akcja. Znaczy, wiadomo, można się domyślić, ale wprost nie zostało to podane.
Dość ryzykowny był zabieg charakteru narracji. Po początkowych trudnościach jednak rzeczywiście odnosiłem wrażenie, że to ktoś do mnie mówi, relacjonuje i przekazuje mi wydarzenia, niż że to ja czytam książkę. Niby podobnie było w poprzednich dwóch polskojęzycznych pozycjach - ale efekt nie był tak piorunujący, jak tutaj. Być może miał na to wpływ sam bohater? - niewątpliwie tak.
Nie jest to pisarstwo łatwe, ani książka łatwa w swej tematyce. Jest jednak wciągająca, a dekonstrukcje rzeczywistości oraz budowanie ułudy należy do najlepszych cech pisarstwa Krasznahorkaia. Być może trzeba mieć odpowiedni nastrój na czytanie jego książek, tezę tę można poddać pewnej dozie krytyki, jednak na pewno humoru ona nie poprawi.
Miałem pewne obawy wobec tej książki. Tak się często zdarza, gdy na początku przygody z danym autorem przeczyta się książkę zjawiskową, następne pozycje (niekoniecznie następujące po sobie chronologicznie) rysują się już inaczej, przez pryzmat TEJ właśnie książki. Tak samo miałem z Krasznahorkaiem. Po przeczytaniu całej twórczości węgierskiego pisarza przetłumaczonej na...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to