Dzisiaj narysujemy śmierć

Okładka książki Dzisiaj narysujemy śmierć
Wojciech Tochman Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
152 str. 2 godz. 32 min.
Kategoria:
reportaż
Seria:
Reportaż
Wydawnictwo:
Czarne
Data wydania:
2010-11-24
Data 1. wyd. pol.:
2010-11-24
Liczba stron:
152
Czas czytania
2 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375362282
Tagi:
ludobójstwo śmierć
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
8,2 / 10
1791 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
161
24

Na półkach:

“Dzisiaj narysujemy śmierć” to reportaż, który dotyczy ludobójstwa, mającego miejsce w Rwandzie w roku 1994 i jest naprawdę bardzo mocny. Od początku czuć atmosferę śmierci. Autor zapoznaje nas z wszystkimi świadkami zbrodni zaczynając od samych ofiar, które przeżyły i kończąc na katach.

Niezwykłe przedstawienie okrucieństwa, które w tamtym czasie nawiedziły kraj. Książkę czytałam z zapartym tchem i szeroko otwartymi oczami. Tochman przedstawia nam historie, które mrożą krew w żyłach, w które ciężko uwierzyć, a jednak miały miejsce.

Autor zwraca uwagę na to, że już 100 lat przed samą zbrodnią można było poczuć atmosferę wrogości. Te lata stopniowego szerzenia się rasizmu doprowadziły do tragedii. A i teraz, kilka lat po, czuć jej skutki. Ci co przeżyli nie potrafią funkcjonować normalnie. To sieroty, których rany, mimo zabliźnienia, nie dają o sobie zapomnieć. To ludzie, którzy wychodząc z domu, mijają swoich katów i jak gdyby nigdy nic, pytają się jeden drugiego jak się czuje.

Najbardziej poruszyły mnie historię zgwałconych kobiet, które zaszły w ciążę. Niektóre dokonywały aborcji, inne postanawiały urodzić. Część z tych, które decydowały się zachować dzieci, po latach przekomywały się o skutkach swoich decyzji.

Książka pokazuje jak łatwo uciśnieni mogą sami stać się katami. Zbrodni dokonali Hutu na ludności pochodzenia Tutsi. Dzisiaj mało kto przyznaje się do bycia Hutu, a i o Tutsi też niewiele się mówi. Raczej stara się wszystkich traktować na równi, ale niestety są to tylko pozory.

Na każdym kroku czuć klaustrofobiczną atmosferę. Czuć oddechy na karkach, ich dotyk i zero prywatności. "Dzisiaj narysujemy śmierć" to książka, która swoimi opisami wstrząsa czytelnikiem od samego początku do samego końca, a po jej skończeniu nie daje o sobie zapomnieć.

“Dzisiaj narysujemy śmierć” to reportaż, który dotyczy ludobójstwa, mającego miejsce w Rwandzie w roku 1994 i jest naprawdę bardzo mocny. Od początku czuć atmosferę śmierci. Autor zapoznaje nas z wszystkimi świadkami zbrodni zaczynając od samych ofiar, które przeżyły i kończąc na katach.

Niezwykłe przedstawienie okrucieństwa, które w tamtym czasie nawiedziły kraj. Książkę...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
91
91

Na półkach:

Świetny reportaż dotyczący ludobójstwa w Rwandzie. Temat przed lekturą był mi znany jedynie powierzchownie - przeczytałem kilka artykułów, zobaczyłem jakiś film. Książka pomimo niewielkiej ilości stron rewelacyjnie opisuje przyczynę oraz podłoże konfliktu, jego przebieg a także skutki. Nie brak tu też mocnych, przytłaczających opisów zbrodni - zdecydowanie nie jest to pozycja dla osób o słabych nerwach. Szokujący jest także wątek polskich księży przebywających wtedy w Rwandzie jak i samo stanowisko kościoła w stosunku do ludobójstwa.

Świetny reportaż dotyczący ludobójstwa w Rwandzie. Temat przed lekturą był mi znany jedynie powierzchownie - przeczytałem kilka artykułów, zobaczyłem jakiś film. Książka pomimo niewielkiej ilości stron rewelacyjnie opisuje przyczynę oraz podłoże konfliktu, jego przebieg a także skutki. Nie brak tu też mocnych, przytłaczających opisów zbrodni - zdecydowanie nie jest to...

więcej Pokaż mimo to

10
avatar
1221
192

Na półkach: , , , ,

Reportaż o wojnie domowej w Rwandzie. Ludobójstwo dokonane na Tutsi przez Hutu w 1994 roku pokazane z perspektywy ofiar i oprawców. Ta książka pokazuje apogeum okrucieństwa i nienawiści. Sądziłem, że o ludobójstwie w Rwandzie wiedziałem sporo, myliłem się. Książka jest tak trudna, że musiałem robić przerwy w czytaniu (słuchaniu). Ciężko jest przejść do porządku dziennego nad tym, o czym się przeczytało. Jej treść musiałem odchorować. W głowie się nie mieści, że bezprecedensowe bestialstwo i zmyślność w upadlaniu drugiego człowieka jest dziełem nie zwyrodnialców i psychopatów, ale zwyczajnych ludzi, przeważnie rolników zmanipulowanych propagandą uprawianą przez polityków. Metodyczne pranie mózgów poprawnością polityczną ma niesamowitą moc, co pokazali Rwandyjczycy i pewnie jeszcze nie raz pokażą inne nacje i narody.

Reportaż o wojnie domowej w Rwandzie. Ludobójstwo dokonane na Tutsi przez Hutu w 1994 roku pokazane z perspektywy ofiar i oprawców. Ta książka pokazuje apogeum okrucieństwa i nienawiści. Sądziłem, że o ludobójstwie w Rwandzie wiedziałem sporo, myliłem się. Książka jest tak trudna, że musiałem robić przerwy w czytaniu (słuchaniu). Ciężko jest przejść do porządku dziennego...

więcej Pokaż mimo to

8
Reklama
avatar
332
30

Na półkach:

Tych historii nie da się zapomnieć, szczególnie wtedy, kiedy człowiek uświadamia sobie, że ludzie - o których czyta - są w jego wieku...

Tych historii nie da się zapomnieć, szczególnie wtedy, kiedy człowiek uświadamia sobie, że ludzie - o których czyta - są w jego wieku...

Pokaż mimo to

2
avatar
521
10

Na półkach: ,

Zastanawiam się, co napisać, ale chyba jednak nie ma żadnych słów, które opiszą takie bestialstwo i taką tragedię. Bardzo ciężko czyta mi się Tochmana, bo to bardzo trudne tematy - jego "Jakbyś kamień jadła" przerwałam w połowie, bo nie byłam w stanie psychicznie dokończyć książki - ale wiem, że muszę. Może to pompatyczne, ale naprawdę uważam, że jesteśmy to winni ludziom, którzy zginęli i tym, którzy żyją i zostali upodleni. Powiedziałabym, że to obowiązek każdego człowieka, żeby pamiętać. Pamiętać, że to było zaledwie trzydzieści lat temu. I że to człowiek zrobił człowiekowi.

Zastanawiam się, co napisać, ale chyba jednak nie ma żadnych słów, które opiszą takie bestialstwo i taką tragedię. Bardzo ciężko czyta mi się Tochmana, bo to bardzo trudne tematy - jego "Jakbyś kamień jadła" przerwałam w połowie, bo nie byłam w stanie psychicznie dokończyć książki - ale wiem, że muszę. Może to pompatyczne, ale naprawdę uważam, że jesteśmy to winni ludziom,...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
124
62

Na półkach: ,

Całkowitym szaleństwem wydaje mi się być fakt, że planeta na której żyję mieści w sobie tak wiele światów. Jednym z nich jest Rwanda, o której moja świadoma głowa młodej europejki wolałaby chyba nigdy nie usłyszeć. Skala okrucieństwa podczas ludobójstwa w 94 przekracza wszelkie normy tolerancji mojego umysłu. Przez jedną chwilę, czytając tę książkę Tochamana moje skąpane w ludzkiej krwi ciało rozgrywane było na milion kawałków. Brakuje mi słów by opisać jaki ładunek emocjonalny niesie za sobą ta historia. Historia ludzi takich jak my, a jednak tak bardzo innych, bo Tutsi, bo Hutu. Tych lepszych i tych gorszych, tych bardziej i mniej czarnych.

Całkowitym szaleństwem wydaje mi się być fakt, że planeta na której żyję mieści w sobie tak wiele światów. Jednym z nich jest Rwanda, o której moja świadoma głowa młodej europejki wolałaby chyba nigdy nie usłyszeć. Skala okrucieństwa podczas ludobójstwa w 94 przekracza wszelkie normy tolerancji mojego umysłu. Przez jedną chwilę, czytając tę książkę Tochamana moje skąpane w...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
98
44

Na półkach:

Wstrząsający, niezwykle rzetelny reportaż o zbrodni ludobójstwa. Autor przybliża genezę tej tragedii i choć nadal nie rozumiem, jak mogło dojść do czegoś tak nieludzkiego, poznałam szerszy kontekst i konsekwencje tej zbrodni dla kolejnych pokoleń. Bardzo polecam, choć jest to lektura niezwykle trudna.

Wstrząsający, niezwykle rzetelny reportaż o zbrodni ludobójstwa. Autor przybliża genezę tej tragedii i choć nadal nie rozumiem, jak mogło dojść do czegoś tak nieludzkiego, poznałam szerszy kontekst i konsekwencje tej zbrodni dla kolejnych pokoleń. Bardzo polecam, choć jest to lektura niezwykle trudna.

Pokaż mimo to

3
avatar
117
19

Na półkach:

Naprawdę mocna...

Naprawdę mocna...

Pokaż mimo to

3
avatar
1559
1558

Na półkach:

Pierwsze wiadomości o ludobójstwie w Rwandzie w 1994 roku, niewielkim afrykańskim państwie, zapamiętałam z doniesień telewizyjnych programów informacyjnych. Drogi zapełnione uchodźcami uciekającymi przed siepaczami z maczetami do państw sąsiednich, a pobocza pełne martwych ciał, nie dawały mi spokoju. Kilka lat później przeczytałam "Heban" Ryszarda Kapuścińskiego, w którym pisał między innymi o uczestnikach tamtych wydarzeń – Hutu i Tutsi. Kilka miesięcy temu obejrzałam film "Sometimes in April" pokazujący rekonstrukcję, dzień po dniu, godzina po godzinie, rzezi Hutu na Tutsi poprzez los jednej, mieszanej rodziny, której członkowie pochodzili z obu klas albo warstw społecznych, jak proponuje autor, lub kast według Ryszarda Kapuścińskiego. Obaj dalecy są od używania wobec tego narodu nazwy „plemiona”.
Wiedziałam już prawie wszystko i jak widać, informacje te zdobywałam powoli, małymi dawkami, żeby z obawy o własne emocje, nie zamknąć się na tę wiedzę zupełnie.
A po co mi ona? Po co sięgnęłam po tę książkę? "Dlaczego o tym czytam? Dlaczego się z tym mierzę?" Tego typu pytania autor zadał nie tylko sobie (po co o tym piszę?), ale i mnie. Dwa ostatnie są jego autorstwa.
Nie musiałam długo zastanawiać się nad nimi, bo odpowiedziałam sobie na nie już dawno, pod wpływem stale pojawiającego się, jak mantra, pytania ze strony znajomych – Po co ty czytasz TAKIE książki?
Wiem po co.
Po to, by ludzie, którzy mają większe możliwości techniczne, fizyczne, finansowe i intelektualne, tłumaczyli mi rzeczywistość, której nie uświadamiam sobie, nie dostrzegam, nie rozumiem i nie pojmuję. Bo jak można wyobrazić sobie rzeź po Holocauście? – jak pyta autor w wywiadzie radiowym.
A że boli?
Wolę, żeby bolało podczas czytania niż na skutek własnych błędów. Wolę uczyć się i wyciągać wnioski z cudzych lekcji.
Jednak te skierowane do mnie pytania, dały mi jeszcze jedną, cenną odpowiedź, której się nie spodziewałam. Wytłumaczenie, dlaczego ludzie takie pytania negujące moje wybory czytelnicze, w ogóle mi zadają i dlaczego odgradzają się nimi od przerażającej ich rzeczywistości. Dzięki tej książce przestałam irytować się, słysząc je ponownie i zaczęłam postrzegać pytających, jako mówiących mi – "tego, co opowiadasz, nie potrafię przyjąć, nie ma we mnie na to miejsca, brzuch mnie boli, podbrzusze".
Szanuję to. Każdy ma inny próg empatii i indywidualną filozofię życia, zaspokajającą potrzebę bezpieczeństwa. Nie mnie burzyć jej podstawy, skoro nie są na to gotowi.
Jednak to nie jedyne odpowiedzi, jakie uzyskałam dzięki temu reportażowi. Sięgając po niego, chciałam się przede wszystkim dowiedzieć, jak dzisiaj, po kilkunastu latach od tragicznych wydarzeń, współistnieją i żyją ofiary i ich kaci i jak trauma ocalałych wpływa na indywidualne losy? I na te pytania odpowiedzi uzyskałam nie tylko z obserwacji autora, ale i z bezpośrednich relacji świadków tamtych wydarzeń. Tych, którzy jeszcze nie zmarli na AIDS otrzymanego od gwałciciela, którzy nie popełnili samobójstwa, nie załamali się psychicznie, nie zginęli z rąk najbliższych, niemogących przystosować się do nowej rzeczywistości i tych, którzy mordowali.
Emocji wywołanych przez wspomnienia, którym stale towarzyszył ból, cierpienie utraty najbliższych, żal, poczucie krzywdy i niemożność pogodzenia się z przeszłością, jest tak dużo na tych niespełna stu pięćdziesięciu stronach, że, ku mojemu zaskoczeniu, zaangażowały również autora. Ten profesjonalista, zawsze obserwator, stojący w cieniu świadek, człowiek widzący niejeden grób, niejedną ekshumację i zwłoki (chociażby w "Jakbyś kamień jadła"), zaangażował się w tę relację emocjonalnie. W trakcie zwiedzania Muzeum Murambi wiem, co czuł, bo mówił o tym wprost i wprost pisał – "A jeśli nie wybiegam z domu umarłych, to tylko z lęku, że uciekając, zobaczę w swych dłoniach maczetę".
Na tę nietypową, niecodzienną, a może powinnam napisać – niecoksiążkową, postawę autora być może wpłynął wątek polski, który rozegrał się na przykościelnym terenie w parafii prowadzonej przez polskich ojców pallotynów na Gikondo, dzielnicy Kigali.
Wstydliwy.
I tutaj zostałam zaskoczona po raz drugi. Autor stawia nie tylko mnóstwo pytań retorycznych, ale i konkretnych zadawanych osobom wymienianym z imienia i nazwiska, nie tylko oczekując na nie odpowiedzi, ale i czyniąc z nich odważne, mocne oskarżenie personalne i pośrednio również pod adresem Kościoła katolickiego. Ten rozdział książki piętnujący i negujący postawę konkretnych księży (autor nie generalizuje!) i zachowanie się zwierzchników Kościoła katolickiego przed ludobójstwem i po nim, wywołał sporą burzę wokół reportażu, której przebieg prześledziłam w artykule "O dyskusji wokół książki Wojciecha Tochmana „Dzisiaj narysujemy śmierć”".
Nie mnie oceniać zachowanie się księży. Pozostawiam to ich sumieniu.
Jednak wiem jedno.
Dziennikarze i reporterzy są nie tylko od patrzenia władzy na ręce. Są również od przyglądania się postawom przywódców, którzy stoją na czele grup społecznych z różnych względów. W tym również religijnych.
Chcę wiedzieć i mam do tego prawo, komu mogę zaufać.
I to jest kolejna odpowiedź na pytanie, dlaczego czytam TAKIE książki.
naostrzuksiazki.pl

Pierwsze wiadomości o ludobójstwie w Rwandzie w 1994 roku, niewielkim afrykańskim państwie, zapamiętałam z doniesień telewizyjnych programów informacyjnych. Drogi zapełnione uchodźcami uciekającymi przed siepaczami z maczetami do państw sąsiednich, a pobocza pełne martwych ciał, nie dawały mi spokoju. Kilka lat później przeczytałam "Heban" Ryszarda Kapuścińskiego, w którym...

więcej Pokaż mimo to

13
avatar
221
99

Na półkach:

Bardzo dobry reportaż dotyczący ludobójstwa w Rwandzie w 1994 r. Wojciech Tochman przeprowadził wiele rozmów z ludźmi, którzy byli świadkami tamtych wydarzeń, próbując dotrzeć także do tych, którzy w Rwandzie już nie mieszkają (wątek polskich misjonarzy).

Książka opisuje brutalizm dokonanego ludobójstwa, o którym w Europie nie mówi się już zbyt wiele. Autor zwraca uwagę na kontekst oraz późniejsze następstwa wydarzeń z 1994 r. Uważam, że jest to jedna z pozycji obowiązkowych, którą każdy w swoim życiu powinien przeczytać. A później przemyśleć.

Bardzo dobry reportaż dotyczący ludobójstwa w Rwandzie w 1994 r. Wojciech Tochman przeprowadził wiele rozmów z ludźmi, którzy byli świadkami tamtych wydarzeń, próbując dotrzeć także do tych, którzy w Rwandzie już nie mieszkają (wątek polskich misjonarzy).

Książka opisuje brutalizm dokonanego ludobójstwa, o którym w Europie nie mówi się już zbyt wiele. Autor zwraca uwagę na...

więcej Pokaż mimo to

8

Cytaty

Więcej
Wojciech Tochman Dzisiaj narysujemy śmierć Zobacz więcej
Wojciech Tochman Dzisiaj narysujemy śmierć Zobacz więcej
Wojciech Tochman Dzisiaj narysujemy śmierć Zobacz więcej
Więcej

Video

Video
Reklama
Reklama
zgłoś błąd