Lekcja martwego języka

Okładka książki Lekcja martwego języka autora Andrzej Kuśniewicz,
Okładka książki Lekcja martwego języka
Andrzej Kuśniewicz Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
187 str. 3 godz. 7 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
1986-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1977-01-01
Liczba stron:
187
Czas czytania
3 godz. 7 min.
Język:
polski
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Lekcja martwego języka w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Lekcja martwego języka

Średnia ocen
6,5 / 10
123 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Lekcja martwego języka

avatar
648
53

Na półkach: ,

William Faulkner był pisarzem postępującej katastrofy, toksycznego koloidu przeszłości oraz teraźniejszości. W „Rodzinnej Europie” Czesław Miłosz celnie zauważył, że to zaważyło na estymie, jaką amerykański literat cieszył się (na czas pisania swojego skądinąd znakomitego eseju, tj. 1959; bo kto dzisiaj wie kto to był Faulkner?) nad Wisłą. Oczywiście zaciążyło to – wg wielu znawców – na sukcesie Włodzimierza Odojewskiego czy (w bliższej nam perspektywie czasowej) „Golema” Macieja Płazy, ale jako wielbiciel Faulknera nie do końca się z tą tezą zgadzam. Zarówno Odojewski jak i Płaza nie są epigonami; przekonywanie o wielkości pisarstwa Odojewskiego jest zbyteczne, z kolei Płaza, mimo używania podobnych narzędzi literackich co amerykański noblista, w przywołanej wyżej powieści jest też silnie singerowsko-lovecraftowski (to moja opinia, a także komplement). Dzięki temu obie pozycje operują w innych rejestrach, jakkolwiek serwują czytelnikowi podobnie przygnębiającą aurę postępującej degeneracji świata.

Kuśniewicz na pierwszy rzut oka jest kolejnym z pogrobowców Faulknera. Obawiam się, że dla wielu literaturoznawców wystarczy stosowanie długich zdań, zredukowanie dialogów do absolutnego minimum (niekiedy oznaczającego zero) oraz poruszanie się w technice strumienia świadomości, by wysnuć takie porównanie. Cóż za krzywdzące uproszczenie; długimi zdaniami posługiwał się też Tomasz Mann, można pozornie zachować dialogi, które dialogami nie są (Witkacy w „Pożegnaniu jesieni),z kolei każdy strumień świadomości, z racji silnego intersubiektywizmu, jest czymś odrębnym od innego strumienia. „Lekcja martwego języka” to unikat, bowiem w swej strukturze tworzy pewien łańcuch impresji powiązanych dość luźną więźbą (np. gdy porucznik Kiekeritz widzi torbę konduktorską w przedziale wodzi ją daleko w przestrzeń i czas, po czym z kolejnego skojarzenia idzie w kolejne skojarzenie, itd. – dlaczego, zdradza niestety skandaliczny opis serwisu, który odsłania prawie wszystkie karty jeszcze przed lekturą, jak tak można). Jest unikatowa, bowiem tworzy kalejdoskopiczny obraz psychicznej i moralnej degradacji, nie wwiercając się tak głęboko w strukturę psychiczną bohatera (Odojewski),nie odnosi się ze szczególarskim pietyzmem do postaci drugoplanowych (Faulkner),nie wyjaśnia hermetycznego świata jego własnymi terminami (Płaza). Pejzaże okrucieństwa wymieszane z pełnymi wdzięku impresjami natury czy mitami tworzonymi w głowie porucznika (niewątpliwego estety w wąskim tego słowa sensie) to zaledwie migawki, piękne miniatury, szkatułka wspomnień i szkiców wspomnień pojawiających się niby bez celu, a tak naprawdę by naświetlić, z jak drobnych okruchów składa się człowiek stojący u progu gnijącego świata. „Lekcja martwego języka” przez obraz społecznego bankructwa I wojny światowej, podeptanych idei i skundlonych ludzi stawia pytanie ile po nas zostanie, ile warta jest sztuka, ludzkość, jednostka w kontekście Wielkiej Erozji. Kuśniewicz, poza pieczołowitym, do granic perfekcji wymuskanym językiem, doskonale opanował również technikę inwersji czasowej (i tu wreszcie można zestawić go z Faulknerem). Bo ile człowiek ma minut wiedząc że wszystko ginie i o czym myśli, licząc ostatnie sekundy? Czy w głowie zostają wielkie idee, figura efeskiej Diany, czy też pozornie bezcelowe migawki, które nie mają początku, końca, związku ani znaczenia? Co rodzi się w obliczu wszechogarniającej klęski? Dlaczego język, którym mówimy całe życie nagle okazuje się martwy? Upadek nie musi być stopniowy, jak w „Marszu Radetzky’ego” Rotha lub jedynie sygnalizowany jak w „Soli ziemi” Wittlina (powołując się na inne świetne pozycje dot. I wojny w cesarsko-królewskiej monarchii). Może być taki, że człowiek dosłownie w ostatniej chwili uświadamia sobie, że przegapił własne istnienie.

„Andrzej Kuśniewicz swą pasję literacką realizował dwutorowo: lewą ręką ochoczo spisywał donosy na swoich kolegów, prawej używał zaś do tworzenia literatury rozumianej bardziej tradycyjnie” – że przytoczę cytat z jednego z wpisów na portalu. Prawicą uczynił przynajmniej jedną wybitną rzecz.

William Faulkner był pisarzem postępującej katastrofy, toksycznego koloidu przeszłości oraz teraźniejszości. W „Rodzinnej Europie” Czesław Miłosz celnie zauważył, że to zaważyło na estymie, jaką amerykański literat cieszył się (na czas pisania swojego skądinąd znakomitego eseju, tj. 1959; bo kto dzisiaj wie kto to był Faulkner?) nad Wisłą. Oczywiście zaciążyło to – wg wielu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1282
1282

Na półkach: ,

Jakoś ostatnio bliżej mam do literatury poświęconej odchodzeniu z tego świata. Utarło się, że „Lekcja martwego języka” jest rzeczą o umieraniu i rzeczywiście coś w tym jest. Przyznaję, nie znałem dotąd tej książki, natomiast przed wielu laty jako nastolatek oglądałem w kinie film z niesamowitą kreacją Pana Olgierda Łukaszewicza. Wtedy ten obraz wydał mi się niezrozumiały, zawiły, wręcz nużący. Dziś wydaje się dużo bardziej zrozumiały.
Odnoszę wrażenie, że w książce udało się uchwycić… schyłkowość. Kończy się wojna, za chwilę upadnie monarchia, jesień przynosi woń rozkładu i próchna, dobiega końca życie głównego bohatera. I ta prywatna pasja ocalania artefaktów z dawnych czasów, choćby miał to być kruchy talerz, filiżanka, czy prawosławna ikona. Pozostają obrazy, wspomnienia, kołaczące się gdzieś pod czaszką. Czy można pozostać estetą w czasie wojny ? Czy specyficzne kolekcjonerstwo przyczynia się do ratowania pozostałości materialnych po nieistniejących miejscach i osobach ? Niezwykła książka, choć z racji specyficznego stylu raczej nie każdemu przypadnie do gustu. I jeszcze jedna refleksja: czy dziś pisze się jeszcze książki, które stanowią podstawę dla dobrego scenariusza filmowego ?

Jakoś ostatnio bliżej mam do literatury poświęconej odchodzeniu z tego świata. Utarło się, że „Lekcja martwego języka” jest rzeczą o umieraniu i rzeczywiście coś w tym jest. Przyznaję, nie znałem dotąd tej książki, natomiast przed wielu laty jako nastolatek oglądałem w kinie film z niesamowitą kreacją Pana Olgierda Łukaszewicza. Wtedy ten obraz wydał mi się niezrozumiały,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1520
1495

Na półkach: , , ,

Jesień 1918 r. Powoli rozlatuje się przegniły do cna dziwaczny twór o nazwie Austro-Węgry, czemu towarzyszy gnicie - fizyczne i duchowe - głównego bohatera por. Kiekeritza na wschodniogalicyjskim zadupiu. A w zasadzie on już jest trupem, jak jego Austria.

Rzecz cała należycie przepełniona rozpadem, schyłkiem, upadkiem. Oraz śmiercią: i rozważaną, i zadawaną i doznawaną - dla niektórych może nawet ponad miarę - a z Erosem i to męskim związaną. Wielka Wojna wprawdzie się kończy, ale za to inna, choć mniejsza polsko-ukraińska, już czeka za progiem.

Klimaty melancholijno-nostalgiczne, barwy przygaszone, nastroje oczekiwania na Nieznane. Wszystko to dla mnie przepiękne, jak wycyzelowane zdania Autora. Idealnie oddaje to koniec formacji, której zresztą niektórzy wkrótce zaczną żałować- no może nie jej samej, ale tej spokojnej trwałości, którą gwarantowała…

W tej napisanej wyrafinowanym językiem książce (chyba nawet lepszej od równie świetnego ”Króla Obojga Sycylii”) Kuśniewicz - niezależnie jakim był łajdakiem w PRL, donosząc na kolegów pisarzy, m.in. Kisiela czy Jasienicę – jest lepszy, a dokładnie: głębszy, od Josepha Rotha a niemal dorównuje mistrzowskiej „Soli ziemi” Józefa Wittlina, żeby się odnieść do porównywalnych dzieł z tego czasu i tych miejsc…

Wysmakowanej powieści niewiele ustępuje jej ekranizacja Janusza Majewskiego. Film polecam, jest w sieci, ale ma jedną wadę. Gdy upadła nieboszczka Austria, władzę w regionie obejmuje Zachodnioukraińska Republika Ludowa (z którą będziemy zaraz walczyć o Lwów). W książce jest to niemal jasno powiedziane. W filmie (cenzura mocniejsza niż wobec książki - ten czas miał być w PRL nieznany) świadczy o tym wyłącznie błękitno-żółta flaga na budynku dworca. Konia z rzędem temu, kto – wyjąwszy najstarszych – znał te kolory w 1979 r., kiedy film powstał (nb. wybitna tu epizodyczna rola młodego Juliusza Machulskiego) …

Jesień 1918 r. Powoli rozlatuje się przegniły do cna dziwaczny twór o nazwie Austro-Węgry, czemu towarzyszy gnicie - fizyczne i duchowe - głównego bohatera por. Kiekeritza na wschodniogalicyjskim zadupiu. A w zasadzie on już jest trupem, jak jego Austria.

Rzecz cała należycie przepełniona rozpadem, schyłkiem, upadkiem. Oraz śmiercią: i rozważaną, i zadawaną i doznawaną...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

318 użytkowników ma tytuł Lekcja martwego języka na półkach głównych
  • 178
  • 135
  • 5
51 użytkowników ma tytuł Lekcja martwego języka na półkach dodatkowych
  • 27
  • 8
  • 7
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Lekcja martwego języka

Inne książki autora

Andrzej Kuśniewicz
Andrzej Kuśniewicz
Powieściopisarz i poeta, pracował początkowo w firmie samochodowej, podróżując dużo po Europie. Od 1929 r. studiował w Krakowie malarstwo, prawo i nauki polityczne. Po studiach pozostawał w służbie dyplomatycznej, najpierw w Czechach, a następnie we Francji, gdzie spędził II wojnę światową, organizując pomoc dla Polaków we Francji oraz współdziałając z francuskim ruchem oporu. W 1943 został członkiem Francuskiej Partii Komunistycznej. Po aresztowaniu przez gestapo został osadzony w obozie koncentracyjnym. Po wojnie pracował w ambasadzie polskiej w Paryżu. Po powrocie do Polski współpracował z Polskim Radiem i redakcją „Miesięcznika Literackiego”. W styczniu 1946 wstąpił do PPR a w 1948 został członkiem PZPR. W 1950 odsunięty od pracy w dyplomacji i wyrzucony z partii pod zarzutem współpracy z kontrwywiadem francuskim. W 1953 Komisja Kontroli Partyjnej przychyliła się do jego wielokrotnie ponawianych próśb i przywróciła mu prawa członka PZPR. Debiutował zbiorem wierszy „Słowa o nienawiści” (1955),następnie opublikował powieść „Korupcja” (1961),napisaną pod wpływem twórczości Gombrowicza. Większość utworów Kuśniewicza opowiada o miasteczkach i majątkach ziemskich wschodniej Galicji z czasów monarchii austrowęgierskiej. Autor pokazywał przeżycia egzystencjalne bohaterów na tle rozpadu dawnych formacji kulturowych. Najbardziej znane powieści Kuśniewicza to „Eroica” (1969),„Król obojga Sycylii” (1970),„Trzecie królestwo” (1975) i „Lekcja martwego języka” (1977). Już od 1953 wykorzystywany był przez bezpiekę do rozpracowywania środowisk emigracyjnych. W 1960 zarejestrowany jako kontakt poufny Służby Bezpieczeństwa o kryptonimie Andrzej (IPN BU 00328/349). Był autorem pisanych dla SB charakterystyk m.in. Jerzego Andrzejewskiego i Ireny Jurgielewiczowej. Według oceny SB jego donosy były konkretne, obiektywne, posiadały wartość operacyjną. Po wydarzeniach marca 1968 denuncjował swoich kolegów pisarzy i dziennikarzy pochodzenia żydowskiego, którzy planowali emigrację z PRL.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Lekcja martwego języka

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Lekcja martwego języka