Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019

Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019

Średnia ocen
7,7 / 10
39 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019

avatar
339
31

Na półkach:

Czytając „Sny umarłych” z 2019, doszedłem do wniosku, że mam zupełnie inne nastawienie do zbiorów opowiadań jednego autora (ostatnio Lema, Herlinga-Grudzińskiego, Agnieszki Hałas, Dicka, Asimova) i antologii wielu autorów. W pierwszym przypadku oczekuję, że większość opowiadań mnie przekona, zaintryguje, zagwarantuje mi świetną rozrywkę bądź pole do refleksji. W drugim bawię się w poszukiwacza skarbów — w ogóle nie przeszkadza mi fakt, że niektóre z opowieści nie trafiają w moje gusta, potrafię od czasu do czasu zarzucić któreś z opowiadań, jeśli od początku mi nie leży. Nie przejmuję się tym, bo przy takich zbiorach szukam srebra, a czasami nawet i złota.

W „Snach umarłych” jest od groma autorów! Tak dużo, że musiałem sobie przypomnieć, co czytałem wcześniej — niektóre były króciutkie, inne znowuż bardzo długie. Mam chyba przesyt współczesnością i przyszłością, bo tym razem najbardziej podobały mi się opowiadania osadzone w jako takiej przeszłości, w westernie, w XIX wieku i okresie powojennym.

Bardzo wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie Bartka Orlewskiego pt. „Bezprawie na pograniczu światów”. Nie dlatego, że odznaczało się jakąś nietypową formą czy pomysłem fabularnym, nie, w tym przypadku mamy do czynienia z dość prostą fabułą, ale jakże klimatyczną! Czułem się jakbym znowu był nastolatkiem czytającym „Winnetou”, ale tym razem z dodatkiem weirdu, magii i elementów SF. Świetne były też po troszę romantyczna, po troszę posępna „Zima” i sakralno-weirdowe „Jurediwy”.

Czytając „Sny umarłych” z 2019, doszedłem do wniosku, że mam zupełnie inne nastawienie do zbiorów opowiadań jednego autora (ostatnio Lema, Herlinga-Grudzińskiego, Agnieszki Hałas, Dicka, Asimova) i antologii wielu autorów. W pierwszym przypadku oczekuję, że większość opowiadań mnie przekona, zaintryguje, zagwarantuje mi świetną rozrywkę bądź pole do refleksji. W drugim...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
749
742

Na półkach:

Jak to w każdej antologii każdy znajdzie coś dla siebie

Jak to w każdej antologii każdy znajdzie coś dla siebie

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1220
288

Na półkach:

Na "Sny umarłych 2019" składają się utwory 32 osób (31 opowiadań + 10 krótkich wierszy). W rzeczywistości okładka jest znacznie ciemniejsza, na tyle, że nie widać leżącego psa. Książka ma ponad 500 stron gęsto upakowanego tekstu - jest co czytać. Zanim przejdę do swoich wrażeń z lektury, chciałbym podkreślić, że jeśli coś mi nie podeszło, nie oznacza to, że było złe czy słabe. Oznacza, że nie trafiło w mój gust. Po prostu. Nic więcej. A jak zapewne wiecie, jestem fanem pos#anych horrorów w wykręconych klimatach więc cóż... Prawdopodobnie to właśnie te opowiadania, które nie przypadły mi do gustu, są najlepszymi reprezentantami gatunku... W końcu weird fiction kojarzy się z czymś znacznie bardziej 'ambitnym' niż b-klasowy horror. Jakby nie było - jeśli chcesz poczuć dreszcz niepokoju - "Sny umarłych" go gwarantują. Bez względu na osobiste preferencje odnośnie literackiej grozy.

Marta Kładź-Kocot – "To nie ja stwarzam światy"
Początki zazwyczaj są ciężkie... Do mnie nie przemówiło. Za dużo rozkminiania, za mało 'opowieści'. Nie wiem nawet czy je odpowiednio zinterpretowałem, ale jak dla mnie droga ku temu była stanowczo zbyt chaotyczna...

Jakub Tyszkowski – "Dom Lota"
Obrzydliwe. Wizje rodem z 'bad tripa', przedstawione z wielką intensywnością. Na koniec zastanawiasz się o co w ogóle chodziło i czy wpuszczenie takich rzeczy do swojej głowy to był dobry pomysł...

Ian Giedrojć – "Król karaluchów"
O, to mi się podobało! Ciężki klimat. Samotny staruszek zajmuje się produkcją protez kończyn. Ma problemy z głową, karaluchami i w ogóle... Taki weird lubię. Gęsta rzecz, ale możliwa do przełknięcia przez przeciętnego czytelnika.

Leszek Baderski – "Muzyka Adriana Gawlikowskiego"
Techno party, Wielcy Przedwieczni i rosyjska mafia? Tak. Ciekawe połączenie, prawda? Czytało się dobrze ale nie było żadnego WOW! na końcu. Tzn. ja nie zrobiłem "WOW!".

Paulina Rezanowicz – "Wyrodna"
Nastrojowe, takie bardzo klasyczne. Matka bliźniąt robi deal z podejrzanym przystojniakiem. Kończy się jak wszystkie takie historie... Dobre dla dziewczyn ;) Dla mnie za delikatne.

Bartłomiej Fitas – "Cela numer siedem"
Pustynia, robale jak w "Diunie" i młody chłopak z obsesją na punkcie tytułowej celi w odizolowanym więzieniu. Spoko się czytało i to w sumie tyle. Kurde no, chyba miałem nadzieję na coś więcej...

Jakub Luberda – "Rzeźnia Numer D"
Facet wraca ze sklepu i po drodze wpada w kłopoty. Fajnie napisane, jakieś tam detale świetnie oddają 'dziwność' przedstawionego świata. Nie wiesz dokładnie co, ale wiesz, że coś jest bardzo nie tak. Chaos podczas pościgu za głównym bohaterem trochę psuje dobre wrażenie. Z drugiej strony jest rzeźnia, nie tylko w tytule.

Daniel Gapiński – "Zapomniane odkrycie Ivana Schwindlera"
Coś sprawia, że ludzie cudownie zdrowieją z chorób psychicznych. Pewien dziennikarz dociera do nawiedzonego naukowca, który ponoć wie dlaczego. Jak dla mnie, nie wyróżniło się ani pozytywnie, ani negatywnie na tle reszty. Po prostu dobre.

Joanna Dzięciołowska – "Mały koniec świata"
Deszcz martwych biedronek, wieloświaty... Baaardzo dziwne, nie na moje siły. Nie ogarnąłem.

Roland Hensoldt – "Światło przyszłe"
Taki trochę teen horror. Dziewczyna znajduje aparat, który robi zdjęcia przyszłości. Razem ze swoim przyjacielem starają się dobrze wykorzystać jego możliwości. Trochę za dużo wyjaśnień jak na weird...

Bartłomiej Ból – "Dom pani Romilov"
Debiut. Chłopak w ramach wyzwania wchodzi do domu staruszki uważanej za wiedźmę. Nic nadzwyczajnego ale zdania typu: "Ciało i umysł uległy rozwarstwieniu, pozostawiając wyniszczony mózg nieskalany jakąkolwiek myślą" miło się czyta. Ode mnie plusik.

Łukasz Borowiecki – "Anozognozja"
Kolejny debiut. Stara fabryka i menel, który poznał kryjącą się w niej tajemnicę. Bardzo mi się podobało. * za Wikipedią: "anozognozja – zaburzenia neurologiczne, polegające na niezdolności zdania sobie sprawy z własnej choroby".

Agnieszka Fulińska – "Zima"
I znowu nastrojowe, wręcz romantyczne opowiadanie. Taka subtelna groza z historią w tle. Autorka szykuje zbiór opowiadań i powieść, nie są to 'moje' klimaty ale trzeba przyznać, że "Zima" coś w sobie ma...

Maciej Kaźmierczak – "Zobacz"
Krótki i intensywny tekst. Trochę pesymistyczny. Czy raczej realistyczny. Na pewno nie jest to coś, co poprawi ci humor.

Mariusz Wojteczek – "Jurodiwy"
Bardzo mi się podobało. Ponoć autor pracuje nad powieścią, która do niego nawiązuje. Czekam! PRL, zapyziała wioska i kościół, w którym doszło do dość makabrycznego cudu. Facet prowadzący śledztwo nie za bardzo wierzy w nadnaturalny charakter zdarzenia. Do czasu. Fajny, duszący klimat, sporo tajemnic i grozy. Schizowaty plot twist ze starą Simonową - dobre to było! Generalnie autor mnie całkowicie kupił swoim opowiadaniem. Jak nic wleci na prywatne podium tej edycji SU.

Agata Domagała – "Terra incognita"
Klimat postapo. Mała społeczność żyjąca pod ziemią, gdzie kobiety służą jedynie do rodzenia potomstwa. Zakończenie z metaforycznym przesłaniem. Całkiem spoko.

Piotr Barej – "Skierowanie"
Mężczyzna dostaje pracę w pewnym urzędzie. Poprzedni człowiek na tym stanowisku zmarł w nie do końca jasnych okolicznościach. W gmachu panuje dziwna atmosfera, pracownicy urzędu zdają się zupełnie oderwani od rzeczywistości (co akurat nie jest niczym niesamowitym w tego typu przybytkach),a piwnica budynku skrywa pewien sekret... Całkiem fajna historia, dobry klimat.

Artur Grzelak – "Znalezisko z Blackwood"
Uzależniony od opium, i pogrążony w kryzysie twórczym pisarz, za namową przyjaciela wyjeżdża na prowincję, żeby się trochę ogarnąć. Historia w formie wspomnień głównego bohatera. Mimo, że podobnych opowiadań są dziesiątki, czytało się naprawdę spoko.

Jakub Bielawski – "Ziemia mówi"
O tak! Jakub Bielawski umie w grozę jak mało kto. Prosta historia - gdzieś na wsi umiera stuknięty dziadek, spadkobiercy mają okazję sprzedać jego majątek. Dwaj kuzyni spotykają się, żeby uprzątnąć nieco obejście, jeden z nich znajduje coś niepokojącego... Opowiadanie ma raptem 16 stron, a rozwala na łopatki. Bielawski jest niesamowicie utalentowanym pisarzem, w swoim stylu, z niepodrabialnym namaszczeniem snuje opowieść, która nie dość, że sama w sobie budzi lęk, to jeszcze pełna jest niuansów, które go potęgują. Bez tanich sztuczek, bez przesadnego kombinowania. Czytałem, i miałem pewność, że każde zdanie jest przemyślane i dopieszczone, że autor uderza w dokładnie te struny, które zbudzą czysty, pierwotny niepokój. Może to działanie czarnej waty? Nie wiem. Ale mam pewność co do innej kwestii - jeśli za 100 czy 200 lat Ziemi nie trafi szlag, ludzie nadal będą czytać Bielawskiego i zachwycać się jego mroczną wyobraźnią i pisarskim kunsztem. I nadal będą się bać.

Anna Maria Wybraniec – "Akustemologia"
Po traumatycznym doświadczeniu z dzieciństwa, Igor przestał mówić. Minęły lata od tamtego czasu. Chłopak nawiązał kontakt z niewidomą dziewczyną - Julą, która nagrywa głosowe "spacerowniki" dla osób, które podobnie jak ona, nie widzą. Zainspirowany nagraniami Igor, układa teorię 'wyjaśniającą' co tak naprawdę spotkało go przed laty. Jest w "Akustemologii" jakaś taka fajna świeżość... No i straszy, porządnie straszy... Im dłużej o nim myślę, tym bardziej mi się podoba.

Tomasz Kempski – "Kraina"
Do pewnego momentu historia wygląda jak jakaś przypowieść, czy coś... Bohater trafia do krainy, w której może kreować rzeczywistość, jednak nie za darmo... Nie porwało mnie. Generalnie opowiadanie jest dobre, finał szokuje, a mimo to nie poruszyło mnie tak, jak powinno.

Robert Zawadzki – "Sen dziecka o morzu"
Debiut autora na papierze. Opowiadanie bardzo 'weirdowe', z ciężką, egzystencjalną rozkminą. Szanuję, ale nie ogarnąłem. Rzecz ponad moje siły w tym przypadku.

Lech Baczyński – "Wina nowego świata"
Fajny patent z tytułem w kontekście całej historii. Facet, typowy "piwniczak", żyje z pisania w necie rzeczy na zlecenie. Pewnego dnia ktoś burzy jego 'poczucie niewidzialności'. Dobrze przedstawiony paranoiczny charakter głównego bohatera oraz trafne uwagi na temat naszej współczesności.

Łukasz Marek Fiema – "Cienie Absolutu"
Dzieje pisarza żydowskiego pochodzenia, któremu po latach udaje się odnieść sukces. Fajne tło "historyczne" Warszawy na początku XX wieku. Nieśpieszna akcja, płynny styl, co mi nie zagrało, to sporo wątków obiecujących 'coś więcej', które nie zostały rozwinięte. Pewnie tak miało być. Poczytałbym coś 'pełnometrażowego' od tego autora.

Magdalena Świerczek-Gryboś – "Larwy (modlitwa do Klary)"
Kobieta z nieciekawą przeszłością, i jej koleżka, który zna sposób na doświadczenie innej rzeczywistości. Całkiem obrzydliwe, i bardzo schizowate - co jest jednocześnie największa zaletą i wadą. Intensywna rzecz, w której niestety trudno mi było się odnaleźć.

Łukasz Krukowski – "Szkółka"
Pozornie zwyczajna lekcja z dyrektorem szkoły na zastępstwie, która niespodziewanie przeradza się w koszmarne doświadczenie dla 'kolektywu klasowego'. Podobało mi się. Udany miks rzeczywistości z przerażającą 'mitologią'.

Zbigniew Golemienko – "Król"
Ostra rzecz. Widziałbym to opowiadanie w formie powieści, ma potencjał. W gościu drzemie Król, który każe mu kierować się w życiu trzema prostymi 'zasadami': 1. wyruchaj, 2. zabij, 3.zjedz. Do tego tajemnice przodków, dziwne wierzenia, demoniczne klimaty... Sporo się dzieje.

Bartosz Orlewski – "Bezprawie na pograniczu światów"
Moje ulubione, westernowe klimaty! Dziki zachód, facet ściga członków swojej starej bandy, którzy usiłują za pomocą magii otworzyć wrota do Międzyświata. Brzmi to wszystko dziwnie, ale wyszło naprawdę bardzo fajnie. Dużo dialogów, dużo akcji, dużo magii.

Kathe Koja – "Opuszczony ogród"
Opowiadanie z 1998 roku. Kathe Koja słynie ze skrajnie odbieranej, wymagającej twórczości. Trochę się obawiałem, czy cokolwiek z tego zrozumiem... Niepotrzebnie. Krótka historia o rozstaniu. Pomijając to, co dzieje się z bohaterką tego opowiadania, przeraża brak reakcji ze strony otoczenia. Czytasz, i krzyczysz w głowie 'niech ktoś coś ku#wa zrobi!".

John Langan – "Mielizna"
Opowiadanie z 2013 roku. Obyczajowe wspominki o czasach sprzed Pęknięcia i próba w miarę normalnego życia, podczas gdy dosłownie za oknem dzieją się jakieś niestworzone rzeczy. Przyjemna narracja w gawędziarskim stylu, do tego epickie obrazy 'nienazwanego', wszystko byłoby ok, gdyby nie wrażenie, że czyta się fragment czegoś większego...

Jon Padgett – "Brzuchomówstwo w dwudziestu prostych krokach"
Obiło mi się o uszy, że to świetne opowiadanie. I rzeczywiście - ono jest po prostu genialne! Mamy poradnik do nauki brzuchomówstwa, taki na serio, aż przy KROKU 9 nasz 'mentor' proponuje poznanie tajemnic Wyższego Brzuchomówstwa. Kto by się nie skusił... ;) Konkretna groza i (także ze względu na formę) stale rosnące napięcie. Nawet jak już się skończyło czytać. Niech ktoś weźmie i wyda więcej tego gościa po polsku, proszę.

Patryk Kosenda – Wiersze
Przeczytałem, owszem, z tym że nie czuje się na tyle kompetentny, żeby je jakoś oceniać. Napiszę tylko tyle, że było dziwnie i nieobliczalnie.

Wiecie jak się czuje? Jak po ciężkiej, ale satysfakcjonującej fizycznej pracy. Patrzę na tą 'cegłę' i jestem cholernie zadowolony. Na początku topornie mi szło ze "Snami umarłych" - przyznaję. Aż coś 'zaskoczyło' i jechałem opowiadanie za opowiadaniem. SU2019 jak dla mnie są jeszcze lepsze niż "Sny umarłych 2018". Kawał książki, czcionka jakaś taka nie za duża, oczy jakieś takie nie za dobre, weird, weird, weird... Myślałem sobie "ku#wa, kiedy ja to pokonam?". Jeśli lubicie grozę, a mimo to z jakichś powodów wahacie się nad sięgnięciem po "Sny umarłych" - zaryzykujcie. Nie pożałujecie. W tej edycji trafiłem na bodajże 5 opowiadań których za ch#ja nie ogarnąłem (co nie musi źle świadczyć o opowiadaniach, ale o mnie może;) a tak poza tym dostałem dobre, bardzo dobre i wręcz genialne rzeczy do czytania. Warto, bez wątpienia warto. Czytajcie, zachwycajcie się, i nie martwcie, że zabraknie dobrego weirdu w tym smutnym kraju. Na horyzoncie kolejne dwa tomy SU2020.

Na "Sny umarłych 2019" składają się utwory 32 osób (31 opowiadań + 10 krótkich wierszy). W rzeczywistości okładka jest znacznie ciemniejsza, na tyle, że nie widać leżącego psa. Książka ma ponad 500 stron gęsto upakowanego tekstu - jest co czytać. Zanim przejdę do swoich wrażeń z lektury, chciałbym podkreślić, że jeśli coś mi nie podeszło, nie oznacza to, że było złe czy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

146 użytkowników ma tytuł Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019 na półkach głównych
  • 98
  • 46
  • 2
27 użytkowników ma tytuł Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019 na półkach dodatkowych
  • 16
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019

Inne książki autora

Kathe Koja
Kathe Koja
Zaczęła pisać praktycznie w tym samym czasie kiedy nauczyła się czytać. W 2000 roku napisała opowiadanie o nazwie "Stray Dog" dla Cicada Magazine. Ta historia stała się jej pierwszą powieścią, opublikowana została w 2002 roku przez Frances Foster / Farrar, Straus & Giroux. Jej najnowsza powieść dla dorosłych, "Under the Poppy", zostanie opublikowana w 2010 przez Small Beer Press. Jest to powieść historyczna o miłości, wojnie i teatrze. Książka ta posiada własnego bloga: http://underthepoppy.com.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2018 Mort Castle
Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2018
Mort Castle Rafał Chojnacki Krzysztof Maciejewski Thomas Ligotti Paweł Matuszek Adrianna Wiśniewska Paweł Mateja Istvan Vizvary Tomasz Połoński Bartosz Orlewski Tomasz Jacek Graczykowski David Harrington Wojciech Gunia Maciej Kaźmierczak Krzysztof Grudnik Dagmara Adwentowska Norbert Góra Piotr Borowiec Agnieszka Kwiatkowska Konrad Knapek Przemysław Pilarek Olaf Pajączkowski Krzysztof Matkowski Radosław Jarosiński Anna Maria Wybraniec Daniel Gapiński Kamil Subzda
Lektura tej książki nie należała do najlżejszych. Liczyłem się z tym. Każdy, kto ma zamiar sięgnąć po "Sny umarłych", powinien wiedzieć, że będzie to eksploracja bardzo niepokojących rejonów fantastyki. Sam tytuł idealnie 'określa' rzeczy które znajdziemy w środku. Albo one znajdą nas. "Sny umarłych". Jakby sny żywych nie bywały wystarczająco koszmarne... Do rzeczy. Książka jest bardzo ładnie wydana: twarda, lakierowana oprawa z klimatyczną grafiką, prosty grzbiet, zakładka w komplecie. No i prawie 500 stron. Pewnie dało by tym radę zabić dorosłego człowieka. Antologia zawiera 26 opowiadań, z czego 23 zostały napisane przez polskich autorów. Osobiście uważam za zbędne 3-4 tytuły, reszta trzyma poziom. Standardowo napiszę parę słów tylko o tym, co najbardziej mi się spodobało. "Diorama" Anna Maria Wybraniec - dobre otwarcie zbioru. Załogę statku trawi dziwna przypadłość. Krótkie acz intensywne. "Tamta dzielnica" Daniel Gapiński - tekst o paranoi ogarniającej współczesne miasto. "Zużyć przed marcem 1998" Istvan Vizvary - zagadka tajemniczych fotografii z łódzkiego getta. "Odejdź królestwo moje" Krzysztof Matkowski - ojciec wędruje po zaświatach (?) w poszukiwaniu córki. "Ci, którzy trwają" Tomasz Graczykowski - kryminał noir rozgrywający się w przyszłości, "Raport w sprawie objawień przy ulicy Szeptów" Wojciech Gunia - czytałem "Nie ma wędrowca" oraz "Miasto i rzekę" autora. Klasa. Tym razem bohaterem jest starzec będący świadkiem/ofiarą niepokojącego zjawiska. Jeśli ktoś chciałby posmakować weird fiction to Gunia będzie dobrym wyborem. "Mieszkańcy osiedla" Piotr Borowiec - lekko napisane, skłoniło mnie do sięgnięcia po "Wszystkie Białe Damy" . Młody chłopak złapany za posiadanie marihuany musi odpracować swój wyrok i natrafia na dziwne, widmowe osiedle. "Powrót bez powrotu" Radosław Jarosiński - 1812 rok i czterej żołnierze wędrujący do Wilna znajdujący schronienie w opuszczonej chacie. Ładny język. Ostatnie trzy pozycje to zagraniczni goście: David B. Harrington, Mort Castle i Thomas Ligotti. Historie dobre ale niczego mi nie urwały. Wszystkie opowiadania (no dobra, PRAWIE wszystkie) są przesiąknięte niepokojem. Mroczne, czasami surrealistyczne, pełne symboli i niejednoznaczne. Czytaniu większości z nich towarzyszył emocjonalny dyskomfort. Gęsty klimat i oniryzm nie każdemu przypadnie do gustu. Dla miłośników gatunku jest to pozycja obowiązkowa, mam nadzieję, że kolejne lata przyniosą nowe antologie. "Sny umarłych" mają wszelkie predyspozycje aby stać się tytułem kultowym. Niezdecydowanych zachęcam do pobłądzenia w tym szaleństwie. W najgorszym wypadku odkryjecie mało znanych, dobrych autorów. Niczego nie ryzykujecie. Zawsze możecie się obudzić. Przynajmniej na razie. https://kompotzpopiolu.blogspot.com/
Rewolwerowiec - awatar Rewolwerowiec
ocenił na77 lat temu
Wi@rus Marek Zychla
Wi@rus
Marek Zychla
Marka Zychlę poznałem w październiku ubiegłego roku w Krakowie, na Targach Książki. Niedługo później miałem okazję przeczytać książkę „Scheda gigantów”, która została wydana nakładem wydawnictwa Alegoria. W grudniu spotkaliśmy się ponownie we Wrocławiu, na kolejnych Targach Książki. W trakcie imprezy Marek podarował mi egzemplarz swojej wcześniejszej książki pt. „Wi@rus”, która z kolei wydana została nakładem wydawnictwa Dom Horroru. Akcja tej książki ma miejsce w Irlandii, w kraju, w którym na co dzień żyje autor. Głównym bohaterem jest Kris, który pochodzi z Polski. Marek połączył dwa ukochane kraje w swojej książce. Oprócz Krisa jest także Eamonn oraz pies Atos. Cała trójka walczy z pochodzącym z Zaświatów złem. Dla Krisa jest to swoista zemsta za to, co stało się niegdyś z jego córką. Jednak streścić Wiarusa jest niezmiernie trudno, gdyż z każdą stroną dzieje się co innego. Do tego dochodzi tajemniczy Antybajt, który przekazuje informacje oraz ostrzega przed zagrożeniami Sztucznej Inteligencji. Niewiadomo komu przekazuje te informacje oraz kogo ostrzega (czy nas czytelników) czy ludzi, którzy odkryją jego nagrania. Muszę się przyznać, że takiego połączenia elementów, jakie pojawiły się w tej książce nie spotkałem nigdzie indziej. Jednak tak dużo w jednej książce sprawia, że książkę czyta się nieco ciężko. Nie oznacza to, że jest ona zła. Wręcz przeciwnie jest naprawdę świetna. Wi@rus ma 291 stron, które przeczytałem w ciągu ośmiu dni i siedmiu posiedzeń, co pokazuje, że książkę czytało mi się ciężko. Rzecz jasna chciałbym Wam ją polecić, bo innej takiej książki na rynku nie znajdziecie. Ocena: 9/10 https://www.facebook.com/czytamnatronie
Czytam_Na_Tronie - awatar Czytam_Na_Tronie
ocenił na95 lat temu
Scheda Gigantów Marek Zychla
Scheda Gigantów
Marek Zychla
Początkowo ta książka była dla mnie całkowitą abstrakcją. Rzekłabym nawet, że zupełną egzotyką. Nie czytałam wcześniej zbyt dużo fantastyki, ale nigdy nie spotkałam się, aby akcja przez jakikolwiek czas toczyła się w Polsce. Po prostu dla mnie Polska i fantastyka było wręcz niemożliwym. A jednak. Zaskoczeń było znacznie więcej i to tych pozytywnych. ;) ale do meritum. Poznajemy tutaj Kubę, który wraz z dziadkiem mieszka w Poznaniu. Zajmują się oni czyszczeniem i sprawdzaniem kominów. Kuba jednak postanawia się całkiem usamodzielnić. W tym wypadku, kupuje bilet do Irlandii, gdzie wraz z kolegami z liceum ma układać kostkę brukową. Nie wie jednak, że ta podróż całkowicie odmieni jego życie. Zamiast spokojnej pracy, czeka go prawdziwa walka. Będzie musiał zmierzyć się z demonami, legendami, czarami i przede wszystkim przeznaczeniem ze swoim przeznaczeniem. Ponadto wreszcie oficjalnie pozna swoją bliźniaczkę Agnieszkę zwaną Agnes, którą do tej pory widywał tylko w snach. Czy rodzeństwo zapobiegnie zagładzie ? Czy uda się wygrać walkę dobra ze złem? Jakie cechy będą potrzebne, aby móc wygrać ten nierówny pojedynek? Czy zapanuje pokój? Czy uda się odbudować cywilizację? Na te wszystkie pytania, odpowiedzi poznacie zapoznając się z tą jakże interesującą lekturą. ! ;) Początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona. Nie mogłam się zabrać za tę lekturę. Początek również był dla mnie ciężki do przełknięcia ;) jednak im dalej posuwałam się na przód, byłam coraz bardziej zainteresowana ;) książka zaczęła mnie coraz bardziej interesować. Cały czas byłam ciekawa, co będzie dalej. Jak potoczy się ta cała historia. Co jeszcze autor dla nas przygotował. Choć rzadko czytam fantastykę, to sądzę, że to jest naprawdę bardzo dobra książka. Potrafi zainteresować czytelnika. Podoba mi się to, że wszystko jest dokładnie opisane, dlatego można doskonale wczuć się w tę lekturę. Nie są to jednak przydługie opisy, przeciwnie. Gdyby ich nie było, książka nie byłaby tak spójna. Kolejny plus to taki, że jest podział na rozdziały. Do tego krótkie, dlatego czytelnik absolutnie się nie zmęczy. Książka ma bardzo dobrą akcję. Cały czas coś się dzieje, nie ma próżni. Autor co chwilę zaskakuje nas czymś nowym, co według mnie jest absolutnie na plus. Nie jest to jednak książka dla każdego, gdyż według mnie może być dla niektórych trochę trudna w odbiorze. Ja ogromnie się cieszę, że miałam możliwość poznania tej historii oraz że mogłam zmienić nieco swoje wyobrażenia ;) jeśli lubicie legendy, silnych i odważnych bohaterów, magię, potwory i dobrą fantastykę, to ta książka jest zdecydowanie dla Was ! ;) bardzo dziękuję Wydawnictwo Alegoria za egzemplarz recenzencki i niebawem zabieram się za 2 tom "Kopiec Nimf" aby poznać dalsze losy bohaterów!! ;) dziękuję również za możliwość poznania twórczości kolejnego polskiego nieznanego mi dotąd autora! ;) Natomiast tę pozycję serdecznie Wam polecam a autorowi gratuluję tak intrygującej książki!! ;) przyznaję ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10 punktów!! ;)
Natalia Strągowska - awatar Natalia Strągowska
oceniła na84 lata temu
nanoFantazje 2.0 Jerzy Rzymowski
nanoFantazje 2.0
Jerzy Rzymowski Michał Brzozowski Michał Puczyński Krzysztof Niedzielski Dagmara Adwentowska Radosław Dąbrowski Tomasz Kempski Maciej Żołnowski Michał Gralak Patrycja Paliczka
Przez kolejne teksty przechodzi się prawie niepostrzeżenie, ani się człowiek obejrzy, a tu już koniec antologii. Kilka chwil bardzo przyjemnej rozrywki. Najlepsze wydały mi się opowiadania z początku i końca - "Prestiż" Jana Rzymowskiego i "Pleń" Dagmary Adwentowskiej. 1. "Prestiż", Jan Rzymowski - iluzjonista szykuje się do swojego największego popisu, a czytelnika czeka ponury twist, jak cios w żołądek. 8/10 2. "Szalony Stangret i Kareta Wynalazków", Krzysztof Niedzielski - kilka pomysłów na całą powieść, z których najistotniejszy jest wątek bohatera widzącego historię przedmiotów, których dotknie. Trochę streszczeniowe, tak jak mówię - materii by tu starczyło na całą książkę, a w krótkiej formie wiele rzeczy z konieczności zostaje spłaszczonych. 6/10 3. "Bogostan", Radosław Dąbrowski - ambitny szofer pnie się po szczeblach kariery dzięki donosicielstwu w świecie dziwnych kultów. Przewrotne. 7/10 4. "Śladami Kartezjusza", Michał Brzozowski - trochę podśmiechiwanie się z filozofii, chłopiec po kryzysie egzystencjalnym bardzo chce opracować zupełnie nową teorię filozoficzną. Poczciwy humor, chyba bez jakiejś szczególnej głębi. 6/10 5. "Arabeski nad hebanowymi schodami", Maciej Żołnowski - tekst gra nie fabułą, której za bardzo nie ma, tylko osobliwą atmosferą tajemniczych zakamarków domu z przeszłości. 7/10 6. "Prekursorium", Patrycja Paliczka - chaotyczna opowieść uciekającego mutanta. Dużo ciekawych obrazów, ale jednak chyba trochę zbyt chaotyczne. 6/10 7. "Trudno uwierzyć, że nic nie zostało", Michał Puczyński - upiorna historia o człowieku przykutym do obrzydliwości kryjącej się w jego piwnicy. Tekst zyskuje dzięki możliwości symbolicznego odczytania jako tkwienia w rodzinnej patologii. 7/10 8. "Rekonstrukcja ostatnich dni doktora Diuela", Michał Gralak - stylizowany (niezbyt konsekwentnie) na artykuł naukowy opis eksperymentu, który miał wynaleźć lek na tajemniczą epidemię paraliżu sennego. Dosyć ciekawe i zręczne, ale chciałoby się pewnych dopowiedzeń na temat świata przedstawionego. 7/10 9. "Pakty", Tomasz Kempski - facet z nowotworem zawiera pakt z diabłem, żeby wyzdrowieć i przy okazji zemścić się na ojcu. Trochę płytko rozegrane - potencjał był na coś więcej, a mam wrażenie, że wyszło dość typowo, bez głębszej refleksji nad istota zła. Ale ostatnie spotkanie bohatera z ojcem zapada w pamięć. 6+/10 10. "Pleń", Dagmara Adwentowska - mefistofelesowski narrator poluje na osobliwe robaki stadnie pełzające w górach. Fajnie wykorzystane motywy ludowe, całość mimo groteskowości pomysłu dosyć subtelna i odpowiednio upiorna. 8/10
OZM - awatar OZM
ocenił na75 miesięcy temu
Krwawy połów Tomasz Siwiec
Krwawy połów
Tomasz Siwiec Jakub Siwiec
Kilka słów ode mnie o chyba najkrótszym tomiku w mojej karierze recenzenckiej, bo "Krwawy połów" liczy sobie zaledwie 66 stron - sugestywna liczba, nie? I to malutkiego formatu. I teraz zapewne wszyscy, którzy byli świadkami mojego pastwienia się nad książkami o skromnej objętości przypominają sobie utyskiwania na przeszło stustronicowe powieści. 😃 No to mamy nowe wyzwanie. Sześćdziesiąt sześć stron. Sześćdziesiąt sześć. Literacki one night stand. Zanim człowiek się rozkręci, już jest po wszystkim. XD I tak, wiem, że to nie pełnoprawna powieść, tylko nowelka dorzucana bodajże do "Much" - ja akurat swój egzemplarz nabyłam ciut inną drogą. Cytat wyrwany z kontekstu, wrzucony na samym początku jako zajawka mnie nie do końca zachęcił. Coś mi w nim nie podpasowało. Mimo wszystko, połknęłam haczyk... I bardzo się z tego powodu cieszę. Generalnie, slasher jak się patrzy. Mamy klasyczne elementy - paczka przyjaciół, bogaty bachor z przerostem ego, alkohol (i nie tylko),nieprzemyślane decyzje i – no kto by się spodziewał – trup. W roli ofiary lokalny włóczęga, który chciał tylko spokojnie połowić ryby, a skończył... cóż, na dnie, w sposób bardziej dosłowny, niż dotychczas. Karma jednak nie śpi, duchy nie zapominają, a zemsta smakuje najlepiej w krwawym wydaniu. Fabuła? Prosta jak konstrukcja cepa, ale o to właśnie chodzi. Widzieliście kiedyś slasher, w którym morderca zamiast zabijać, siada i prowadzi egzystencjalne rozmowy o sensie życia? No właśnie. Ma być mięso. I jest mięso. Ma być final girl? Jest final girl. Ma być klimat - mamy deszcz, ciemność, strach i rozlewaną na prawo i lewo juchę. Punkt dla tego duetu. Mimo śmiesznie małego formatu nowelki, historia robi swoje. Autorzy sięgają po najlepsze schematy lat 90. i robią to z pełnym przekonaniem. Otrzymujemy klasyczną zemstę zza grobu, zero sympatii dla bohaterów (więc ich rzeź przyjmujemy z pełnym spokojem ducha 😇) i dynamiczną akcję, która nie daje chwili wytchnienia. Oczywiście, miałabym ochotę przeczytać więcej, bo jak tylko się wciągnęłam, to było już po wszystkim. Jakby ktoś podał mi kawałek ciasta, a gdy chciałam sięgnąć po dokładkę, zabrał mi talerz i powiedział: "Nie, to było wszystko." Taki rodzaj okrucieństwa. No, ale to nie pierwszy raz, gdy autorzy fundują nam literacką rozrywkę w stylu fast food – szybko, krwawo i bez zbędnych dodatków. Dla kogo jest "Połów"? Dla fanów horrorów klasy B. Dla miłośników brutalnych, ale prostych historii. Dla tych, którzy mają do przeczytania jeszcze piętnaście książek, ale akurat wcisną po drodze jeszcze jedną miniaturę. Także podsumowując - świetna slasherowa rozrywka, chociaż ekstremalnie krótka. Panowie nie bawią się w subtelności – jest krew, są flaki i jest to, co w tym gatunku lubimy najbardziej. Mimo że początkowo trochę się obawiałam, bo jak wspomniałam, coś tam mi zazgrzytało - ostatecznie byłam ukontentowana. I chcę więcej! 😈 Cały, oryginalny wpis tutaj: https://www.instagram.com/p/DHAm-tss_w4/
Szejdi007 - awatar Szejdi007
ocenił na71 rok temu
Umieranie to parszywa robota Kornel Mikołajczyk
Umieranie to parszywa robota
Kornel Mikołajczyk Sylwia Błach Grzegorz Piórkowski Marek Zychla Dawid Wiktorski Agnieszka Fulińska Katarzyna Tomczyk Justyna Lech Olga Niziołek Monika Glibowska Jakub Rewiuk Wojciech Terlecki Krzysztof Matkowski Łukasz Skoneczny Grzegorz Gajek Agnieszka Sudomir Wiktor Orłowski Aleksandra Stanisz Michał Renc Marian Siwiak Marlena Siwiak Jakub Sokołowski
Kolejna solidna antologia z wieloma przyjemnymi tekstami, które w rozmaity sposób interpretują tytułowe hasło (chociaż nie jestem fanką wplatania go verbatim w dialogi, jak to kilkoro autorów uczyniło). 1. "Jedenaste słowo", Katja Tomczyk - dystopia, dekret o ciszy pozwala wypowiedzieć maksymalnie 10 słów dziennie. Bardziej ma skłonić do refleksji nad wolnością i relacjami międzyludzkimi niż zaprezentować jakąś werystyczną rzeczywistość. Mocny początek tomu. 8/10 2. "Szarość, odcień czerni", Olga Niziołek - wampiryczna sprawiedliwość w dystopijnej rzeczywistości. Uatrakcyjnione azjatycką scenerią. Mimo pewnej dawki dętej gadaniny o przeznaczeniu itp. zupełnie przyjemne. 7/10 3. "Pamięć kamieni", Kornel Mikołajczyk - żywe Warownie (niektóre bardziej od innych) w świecie zagrożonym przez Dzikich. Chwilami przegadane, natłok imion i nieco irytująca bohaterka (zwłaszcza sztampowy początek jak z młodzieżówki, gdy pędzi spóźniona na lekcje),nie zawsze przekonujące są też morały o pamięci miejsc i budowaniu wspólnoty. Mimo wszystko pomysł ciekawy i powiastka krzepiąca. 6+/10 4. "T4N2M1", Marek Zychla - dwugłos człowieka umierającego na raka i towarzyszącego mu ambiwalentnego anioła. Rzecz bardziej na poważnie. 7/10 5. "Gniew inspektora", Jakub Sokołowski - inspektor bada sprawę konającego i ożywającego wbrew regułom Prometeusza. Humor biurokratyczny z posmakiem sapkowskim, więc nie do końca mój styl, ale w swoim rodzaju dobre. 6/10 6. "Bosman Przędziorek musi umrzeć", Michał Renc - pisane chyba dla zgrywy pod hasło antologii. Mat w zemście za zgubioną fajkę i inne przykrości obmyśla morderstwo bosmana. Taka bardziej błazenada. 5/10 7. "Pamiętasz mit o Tanatosie?", Wiktor Orłowski - w świecie dotkniętym tajemniczą epidemią "zmartwychwstań" negocjator musi zawrzeć nieprzyjemną umowę, żeby unieszkodliwić martwego terrorystę. Dobrze pokazane emocje i zręcznie poprowadzona fabuła. 7/10 8. "Krew Śpiącej Królewny przyzywa moją duszę", Justyna Lech - pogubiony życiowo dziedzic firmy na osobliwej planecie. Melancholijna, trochę oniryczna atmosfera, fajne zakończenie, scenki o samotnym dzieciństwie bohatera trochę zbyt łopatologiczne i kartoflaste, ale całość daje radę. 7/10 9. "Słowa, których nie powiem Łucji", Krzysztof Matecki - podróż bohatera przez kolejne konające ciała aż do napotkania siebie samego z przeszłości/przyszłości i prób naprawienia swych błędów. Intrygujące. 8/10 10. "Lot Dedala", Grzegorz Gajek - zstąpienie w ciało z infosfery i jego odwrotność. Fajne wykorzystanie motywu cyfryzowania ludzkiej tożsamości połączonego z refleksją nad transcendencją, w sztafażu greckiej mitologii. Niezgrabna infodumpowa ekspozycja i zakończenie pisane nieco bardziej pod tezę niż pod realizm psychologiczny, ale całość chyba zapadnie w pamięć. 7/10 11. "Inwazja obcych! Hip, hip, hurra!", Wojciech Terlecki - nieoczekiwane wyjaśnienie przyczyn zjawienia się kosmitów na Ziemi. Satyra na brutalną ludzkość, a zwłaszcza na Amerykę. 6/10 12. "Ofiara", Aleksandra Stanisz - dyżurna ofiara wydana jednej z bestii, które skarmia się dziećmi, żeby ujarzmić magię. Pomysł nawet ciekawy, ale wykonanie to raczej streszczenie/prolog niż pełnoprawna opowieść. 5/10 13. "Odpoczniesz po śmierci", Agnieszka Sudomir - strażniczka zmiata z chodników marzenia. Przewrotne, ołowiane w nastroju przetworzenie motywu aniołów. 6/10 14. "Lustra śmierci", Monika Glibowska - jasnowidzka widzi w lustrze miejsca pobytu zaginionych i na tej podstawie maluje obrazy, co budzi niezdrową fascynację bohatera. Sprawne, ale trochę zbyt przewidywalne. 5+/10 15. "ULTRA HARDKOR", Łukasz Skoneczny - dziwne. W idealniejącym świecie Umieracz szuka parszywości, żeby świat mógł istnieć dalej. Wspaniałe psychodeliczne scenki ze sklepu mięsnego. Zakończenie być może nazbyt trollerskie. 7/10 16. "Prędkość duszy", Jakub Rewiuk - próba wykorzystania czarnych dziur do osiągnięcia nirwany. Intrygujące i skłaniające do refleksji nad relacją fizyka-metafizyka, mimo czasami dętego filozofowania. 7+/10 17. "Ostatnia bitwa Franza Maira", Agnieszka Fulińska - sceneria typowa dla autorki, czyli wojny napoleońskie i młody Austriak zmagający się ze złą siłą. Sprawne, ale trochę brakuje precyzji i pazura - czytałam już kilka opowiadań Fulińskiej i spodziewałabym się, że będę odkrywać jakieś okrawki szerzej obmyślonego lore, ale chyba tego u niej nie ma. 6/10 18. "Dziecko", Grzegorz Piórkowski - coś jak noir cyberpunk. W świecie ludzi praktycznie nieśmiertelnych bohater zajmuje się wynajdywaniem sensów życia. Do tego wątek zbiegłej androidki. Bardzo ładna opowieść o sile twórczej i relacjach jako istocie człowieczeństwa. 7+/10 19. "Kres Adama", Sylwia Błach - świat absolutnie bezpieczny kontra buntownik pragnący śmierci. Pomysł nawet ciekawy, ale pierwszoosobowa narracja bywa niespójna pod względem tonacji, a potencjał pozostaje chyba niewykorzystany. 6/10 20. "Pokój z widokiem na wojnę", Marlena Siwiak, Marian Siwiak - świat po wojnie ludzi zwykłych z eternizowanymi, traktowanymi teraz jako zombie. Plusem jest przedstawienie różnych ludzkich postaw i celów, ale całość bardziej wygląda na szkic do powieści niż opowiadanie - brakuje wyraźnej linii fabularnej i puenty. Zaskakujące niechlujności redakcyjne (powtórzenia, "wyparował" będące chyba dziwną kontaminacją "wypalił" i "odparował"). 5+/10
OZM - awatar OZM
ocenił na76 miesięcy temu
Ukryty pokój. Opowieści osobliwe i makabryczne Robert Aickman
Ukryty pokój. Opowieści osobliwe i makabryczne
Robert Aickman
zachęcony jedną z internetowych recenzji, w której autor napisał, że opowiadanie "jak zimna rączka" mogło posłużyć do scenariusza jednego z odcinków Nowej Strefy Mroku z lat osiemdziesiątych, zdobyłem "ukryty pokój" i skonfrontowałem tę historię z filmem. bruce willis wcielił się w głównego bohatera, który będąc w knajpie z nudów dzwoni do swojego domu i słuchawce słyszy swój głos. W książce jest podobnie, bohater zostaje opętany przez demoniczny telefon i osuwa się w szaleństwo. jestem fanem krótkich form m.in. dlatego, że zbiory mogę czytać na raty i nie tracę ciągu historii. tak było z ukrytym pokojem. książka nie jest łatwa, przeczytanie zajęło mi trochę czasu, ale osiem opowiadań weszło do głowy gładko. czytając prozę Aickaman'a stale odczuwam niepokój. np, w opowiadaniu "Hospicjum" bohater, któremu zabrakło benzyny, zatrzymuje się samochodem pod dziwnym hotelem. właściciele zapraszają go na kolację i oferują na nocleg. bohater zaczyna przyglądać się pensjonariuszom oraz personelowi i zaczyna odczuwać dziwną atmosferę panującą w hotelu. no, właśnie, niby wszystko jest w porządku, a jednak można odnieść wrażnie, że coś jest nie tak.  ukryty pokój to przede wszystkim klasyka literatury grozy. Historie są nieco bardziej wygładzone i wyrafinowane od współczesnych, ale podtytuł zbioru brzmi "opowieści osobliwe i makabryczne" i takimi przymiotnikami można je śmiało scharakteryzować. #polecam przede wszystkim fanom gatunku (pewnie już czytali),fanom grozy, czytelnikom którzy lubią odczuwać lęk podczas przewracania stron oraz tym wszystkim, którzy mają dar zatrzymywania w sobie takich historii by później je kontemplować.
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na71 miesiąc temu
Powrót Wojciech Gunia
Powrót
Wojciech Gunia
Ależ to było wyzwanie ! Tyleż momentów skrajnego zachwytu, co chwil zwątpienia, ogromny podziw i pojawiające się czasami znaki zapytania - czy na pewno jestem odpowiednim adresatem takiej prozy. Żeby było jasne na samym początku - "Powrót" to literatura wybitna, nie tylko jako literatura grozy (weird) ale tak w ogóle - przez tak zwane Wielkie L. Porusza ona najgłębsze struny w duszy człowieka, szuka odpowiedzi na największe pytania (a może tylko je stawia). To przeżycie, które pozostanie na długo z czytelnikiem i liczę, że wręcz będzie dojrzewało z upływem czasu. "Powrót" potrafi zachwycić zarówno treścią, jak i formą. Pomysły Autora są niezwykle świeże i nowatorskie. Jasne, w tle poszczególnych opowiadań pojawiają się tropy oczywiste i przez samego Gunię jawnie podsuwane - Kafka, Schulz, Grabiński, Ligotti czy Danielewski - ale umiejętne czerpanie z tradycji weird fiction w niczym nie umniejsza oryginalności "Powrotu". Również forma budzi podziw - tak misternych zdań, tak wspaniałej polszczyzny - z szacunkiem do innych współcześnie piszących doskonałych twórców, dawno nie czytałem (może ostatnio Lem ?). Warto czytać sobie na głos, dla czystego piękna frazy. Wielkie wrażenie wywiera ekstremalnie konsekwentna "scenografia" tej prozy - słowo "szary" odmieniane jest przez wszystkie przypadki setki chyba razy, wszędzie panuje półmrok, snują się mgły, ze ścian ponurych budynków odpada tynk (lub lamperia),ich okna są ślepe, mury robaczywe, podłogi wnętrz gnijące. No i wszędzie jest nieodmiennie zimno. Ciemnej szarości krajobrazu nie ożywiają nawet plamy krwi w technikolorze. To świadomy zabieg stylistyczny, przypominający trochę mi trochę samego Ligottiego z "Teatro". Co ciekawe, "starzy" mistrzowie weird fiction osiągali zbliżony efekt niejako mimochodem - to, co współcześnie jest w sferze formy utworu, świadomej stylizacji, onegdaj było elementem samej opowieści. Skąd zatem "wyzwanie" ? Skąd, niekiedy, opadające mnie wątpliwości ?Nie zaprzeczę - pojawiały mi się podczas lektury czasami problemy. Na pewno nie jest "Powrót" lekturą łatwą i przyjemną. Również w dosłownym tego słowa znaczeniu - opowiadania z "Powrotu" czyta się powoli, niekiedy z wysiłkiem (czasami oko musi zawrócić, by objąć sens co dłuższego zdania),walcząc z ogromną erudycją Autora (trudne słowa, daleko rozbudowane frazy). Tak, że kompulsywne czytanie gdzie popadnie, przy śniadaniu, w autobusie czy jakoś tak - raczej odpada. Gęsta proza Guni to Zazdrosna Kochanka - nie pozwala się dzielić uwagą czytelnika, żąda jej w całości, żąda skupienia i wyciszenia. Dlatego "Powrót" stanowić będzie spore wyzwanie dla tych, którzy w literaturze grozy szukają bądź to eskapistycznej krwawej zabawy bądź rozlewnych kingopodobnych baśni dla dorosłych. Porównałbym "Powrót" do wyrafinowanego obiadu w trzygwiazdkowej restauracji dla koneserów. A czasami człowiek nad taką rafinację przedkłada zwykłego schaboszczaka.... W początkowych opowiadaniach "Powrotu" nastrój niepokoju i nierzeczywistości zastępuje czy dominuje nad "prawdziwą" grozą. Tak jest w lekko inspirowanym "Procesem" "Wezwaniu, w odrobinę "danielewskim" "Domu" czy intrygującej "Wojnie". Pierwszy sztos to wspaniałe opowiadanie "Bardzo Długo Była Ciemność" - gdzie pierwsza część niezwykle koresponduje z obecnym problemem uchodźców, druga zaś, znowu korzystająca z tradycji Kafki, koncentruje się na metaforze władzy symbolizowanej przez Zamek. Groza (za to od razu wysokooktanowa) pojawia się wraz z tytułowym "Powrotem", aczkolwiek, obok fragmentów najlepszych były w tym opowiadaniu i trudniej strawne strony. Po świetnej makabresce "Ostrza" (jedynym przebłysku, jakby-humoru w książce) przychodzi seria najbardziej udanych, najlepiej wymyślonych opowieści - "Spisek", "Ojciec" i "Zachwyt" to, naturalnie uwzględniając wysiłek włożony w ich lekturę - niesamowite, odkrywcze pomysły, konsekwentna i naprawdę mocna groza, głębsze treści i pytania ukryte za efektownymi rozwiązaniami fabularnymi. Ostatnie opowiadanie jako jedyne wydało mi się całkowicie przeszarżowane i obniżyło moją prywatną ocenę "Powrotu" aż o punkt. Właśnie - jak ocenić "Powrót" ? Czy w ogóle mam prawo ? Skoro mam świadomość, że rodzące się czasami wątpliwości to głównie wina mojego nieprzygotowania, pośpiechu, kiepskiego smaku ? Uczciwie oceniając "Powrót" muszę - jak na luksusowych koniakach - zapisać V.S.O.P. Lektura obowiązkowa dla każdego fana wyrafinowanej prozy, dla fana weird fiction, dla szukającego Czegoś Więcej fana horroru. Aczkolwiek wahałbym się przed bezrefleksyjnym polecaniem jej każdemu - "Powrót" wymaga raczej ostrzeżenia, bo nie każdemu będzie musiał przypaść do gustu Moja prywatna ocena chwieje się pomiędzy 7 a 8/10. Nie do końca dorosłem do aż tak wymagającej literatury, czasami Podziw (a nawet Zmieszanie) brały przewagę nad Zachwytem. Z wtedy, kiedy udawało mi się "dostroić" do fali, na której nadaje Autor, wrażenie było porażające. Myślę, że za parę miesięcy, ta ocena jeszcze wzrośnie, bo "Powrót' to literatura wgryzająca się w czytelnika na trwałe.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na71 rok temu
Ćma Jakub Bielawski
Ćma
Jakub Bielawski
Innego końca świata nie bedzie... Książka Bielawskiego pożarła mnie w całości i trochę jej za to nienawidzę. Nienawidzę jej za to, że tak bardzo przywiązała mnie do postaci, których z obiektywnego punktu widzenia prawie nie da się lubić, że przywiązała mnie do obrazu prowincji, który jest podły i w swojej obrzydliwości tak rzeczywisty i znajomy, ale przede wszystkim nienawidzę jej za to, że na koniec zostawia mnie w tym wszystkim samą. W Ćmie królują niedopowiedzenia. Na tym placu zabaw, który Bielawski sobie stworzył nie da się opisać konwersacji, wydarzeń i myśli inaczej niż pokrętnymi porównaniami. Nieważne ile bym się domagała wyjaśnień i szczegółów, Ćma przygląda się moim zmaganiom i śmieje mi się prosto w twarz. A przy tym, historia, którą mnie karmi jest tak bliska moim doświadczeniom i mojemu sercu, że nie sposób się na nią z złościć. Bielawski przede wszystkim zajmuje się postaciami i otoczeniem i jest z nim oraz z nami potwornie szczery. Jego obraz nie jest wypaczony i poza ponurością, którą autor chwali się w swoim własnym opisie, nie ma żadnych naleciałości człowieka, mężczyzny na postacie dwóch dorastających dziewczyn. Książka jest jakby nie do końca jego dziełem, a dziełem nas, Polaków, rodziców, młodzieży, sklepików z tanią wódką, żuli na przystankach i napisów nienawiści na ścianach opuszczonych budynków. Taka jest Polska. I dlatego pod koniec nie czuję większej potrzeby się zastanawiać czym jest horror w tej książce i skąd się w niej wziął. Wziął się z pokoleń, które przekazują sobie nawzajem podszyte neosłowiańskim pesymizmem historie, obrazy upodlenia i samobójcze zapędy.
Rach Hudson - awatar Rach Hudson
ocenił na97 miesięcy temu
Dzieci Burzy Magdalena Świerczek-Gryboś
Dzieci Burzy
Magdalena Świerczek-Gryboś
Czy wyobrażacie sobie tort, który ma sto poziomów ponad stołem i dodatkowo trzynaście pod stołem? Pewnie trudno to sobie wyobrazić. W taki sposób jest skonstruowany świat w powieści Magdaleny Świerczek-Gryboś pt. „Dzieci burzy”. Poziomy „tortu”, o których mówię nazywają się wymiarami. Burza to męska postać, która przeszła przez 26 wymiarów i znikła. Obecnie jest poszukiwany, a wymiary po jego wędrówce zaczynają się przenikać i panować w nich chaos. Rozpoczął się świat postburzowy. Na poziomie zerowym (zwany Kreską) (przypominający naszą rzeczywistość) Polska i Ukraina są światowymi potęgami. Stany Zjednoczone, Rosja, kraje zachodniej Europy przeżywają bardzo poważny kryzys. Jak widać świata, który poznajemy w tej książce, nie można spotkać w żadnej innej książce, co czyni ją zupełnie wyjątkową i jednocześnie niezwykle ciężką w odbiorze. Trzeba bardzo się pilnować, aby w tych wszystkich wymiarach i podwymiarach się nie zgubić. By nie pomylić bohaterów, którzy występują i na Kresce i w 13 wymiarze pod Kreską. Jednak książkę warto poznać. Podejrzewam, że nic takiego nie znajdziecie na polskim rynku. „Dzieci burzy” liczą sobie 297 strony, które czytałem przez dziewięć dni oraz poświęciłem jej siedem posiedzeń, co daje 33 strony dziennie oraz 42 strony na posiedzenie. Liczby te plasują tę książkę na odległym miejscu, wśród książek Czytanych na tronie. Jednak mimo, że ciężko się ją czyta to powiem Wam, że warto poznać powieść Magdaleny Świerczek. „Dzieci Burzy” została wydana nakładem wydawnictwa Alegoria. Ocena: 8/10 https://www.facebook.com/czytamnatronie
Czytam_Na_Tronie - awatar Czytam_Na_Tronie
ocenił na85 lat temu
Dom wszystkich snów Wojciech Gunia
Dom wszystkich snów
Wojciech Gunia
Są pisarze fabuł i pisarze nastroju. Dla tych z pierwszej grupy (Dan Brown, Lee Child, Alistair MacLean),czymś najistotniejszym wydaje się być konstruowanie intryg, intensyfikowanie wrażeń i dbałość o dowiezienie historii do satysfakcjonującego końca. Ci z drugiej grupy (Bruno Schulz, Virginia Woolf, Stefan Grabiński) stawiają na nastrój, poezję i subtelną melodykę, którą da się wysłyszeć w samym słowie. Budując ten prosty podział na prozę reaktywną i kontemplacyjną nie mam innego wyjścia, jak tylko zakwalifikować Wojciecha Gunię do tej drugiej grupy, a przynajmniej tak wynika z tego, co zaproponował w zbiorze opowiadań „Dom wszystkich snów”. A tutaj rzeczy dzieją się nienachalnie; drepczą raczej w kółko, niż zmierzają do konkretnego celu (którego w niektórych opowieściach trudno nawet szukać). To raczej scenki rodzajowe, do których z bliżej nie znanego nam powodu dostaliśmy dostęp, krótkie wyimki z życia, okraszone całym bogactwem myśli i wrażeń. Bohaterowie są raczej wyśnieni, niż wykreowani, skierowani do wewnątrz, kontemplujący siebie. Świat dookolny jest co najwyżej pretekstem do wciąż zadawanych pytań egzystencjalnych. To zaburzenie proporcji pomiędzy zewnętrzem a wewnętrzem sprawia, że i my jesteśmy raczej w głowie bohatera; w jego myślach, rozważaniach, wyobrażeniach dotyczących tego, co by było gdyby, jak to gdyby by pachniało, jaki wywierało wpływ, niż w konkrecie przygody/akcji. Teksty są spokojne, oniryczne, pełne subtelnych filozoficznych rozważań. Autor raczej wodzi nas za nos, podpuszcza, podrzuca fałszywe tropy i kto wie, może nawet i śmieje z naszej naiwności, ale nigdy nie uważa nas za głupców. Teksty stoją słowem i to jest główny atut tego zbioru. Polecam wszystkim ceniącym nieśpieszność i meandry.
Norbert Budzyński - pisarz - awatar Norbert Budzyński - pisarz
ocenił na717 dni temu
Jazda Tomasz Siwiec
Jazda
Tomasz Siwiec Jakub Siwiec
Tomasz i Jakub Siwiec udowadniają, że pulpa – właściwie wykonana - pasuje do każdego tematu. Połączenie zepsucia narodowego i planu pełnokrwistego psychopaty, to coś, co „Jazda!” zaprezentowała w pełnej okazałości. Zaznaczę tu, że kiedy mówimy o pozycji, jaką można zaliczyć do tzw. pulp-horroru, należy mieć od początku właściwe do niej nastawienie. Dramat smuci, romans wzrusza, thriller ekscytuje, a pulpa… ma przebierać w absurdach aż do granic. A „Jazda!” jak najbardziej to robi. Osobiście nie mam zwykle tendencji do zaborczości w swych opiniach i, jak to z opiniami, zakładam z góry, że zawsze jest ich wiele, a przynajmniej są mocno rozrzutne w skali oceniania. Tym razem jednak uważam, że należy zaznaczyć podejście „właściwe” to tej historii – ja sam postrzegam ten tekst jako swego rodzaju przelanie emocji i myśli na papier oraz danie ujścia temu, co nas samych może boleć w tej szarej rzeczywistości. Sądzę, że takie postrzeganie „Jazdy” jest o tyle istotne, iż chroni ją, jak i nas samych, przed zapędzaniem się w opiniach daleko poza pierwotne założenie autorów. Uważam też, że nie powinno się tej historii odbierać całkowicie dosłownie, a raczej jak swego rodzaju satyrę na realia w naszym kraju. Ulokowanie akcji w stolicy Polski, a także włożenie w przedstawianą historię kilku czysto-polskich smaczków dodatkowo podkręca cały wydźwięk i może zapewnić większą frajdę z czytania. Całość jest krótka, konkretna, brak choćby jednego, niepotrzebnie przedłużającego ciąg wydarzeń opisu – i to się ceni. Ciekaw jestem, jak Tomek i Jakub widzieliby część drugą tej historii… Tajne rządowe laboratorium gdzieś pod stolicą, naukowcy w białych kitlach i wielkich goglach przywracający do życia byłego seryjnego mordercę-psychopatę, aby walczył jako agent, za sprawę narodu pod rozkazami kolejnego prezydenta… Panowie, do dzieła! https://skoliotyk.pl/recenzje/89-jazda-tomasz-i-jak%C3%B3b-siwiec.html
Velocireader - awatar Velocireader
ocenił na63 lata temu
Ja, legenda Michał Brzozowski
Ja, legenda
Michał Brzozowski Filip Laskowski Sylwia Finklińska Agnieszka Fulińska Justyna Macina Marzena Zawierska Krzysztof Matkowski Łukasz Kuliński Łukasz Skoneczny Alicja Janusz Katarzyna Szymonik Krzysztof Rewiuk Jerzy Bogusławski Michał Pięta Magdalena Wilk Mateusz Hengier Kamil Kulig Weronika Rydzewska-Seliman Michał Puchalski Michał Stachnik Marek Betlejewski Miłosz Śmiałek Dariusz Skrzydło Krzysztof Górski Michał Woźny
Wbrew innym recenzjom i swoim oczekiwaniom w obliczu sążnistej antologii (25 opowiadań, milion stron) "Ja, legenda" spodobało mi się bardziej niż "Dragoneza", chyba właśnie ze względu na bardziej abstrakcyjny temat, który poskutkował bardziej zróżnicowanymi tekstami. 1. "Babel z moich snów", Alicja Janusz - jeśli się nie mylę, inna przygoda z tego samego świata co w "Na podobieństwo" z "Fantazmatów 1". Dosyć ciekawe wykorzystanie muzycznej magii do stworzenia iluzji - opowiadanie było tylko o krok od metafikcji. Przekonujący politeistyczny świat z alternatywnym Wiedniem i alternatywnym Babilonem. Tylko zakończenie z trochę uproszczoną, sapkowską moralnością niespecjalnie przypadło mi do gustu. 6+/10 2. "Zakrzywienie czasozefiru", Kamil Kulig - Ciekawe pomysły zefiru/zefirowego pyłu, który powoduje anomalie czasowe, generuje gigantyczne ilości energii i jeszcze ma działanie uzależniające. Postaci natomiast takie sobie, a fabuła dziwnie podskakuje, tak że trudno się czasem połapać w prawach rządzących światem przedstawionym. 5/10 3. "Szósta minuta na językach", Krzysztof Matkowski - oryginalny główny bohater lekarz-magik-celebryta-troll kontra jego nemezis. Fabuła intrygująca zwłaszcza na początku, niezłe, trochę gorzkie, ale nie nadmiernie cyniczne poczucie humoru. 7+/10 4. "Dzwoneczek i klub solipsystów", Michał Brzozowski - córka barona sceptyków i technologii VR uogólnia teorię Dzwoneczka do znikania bytów mocą niewiary. Zabawny pomysł świata, w którym filozofia jest mainstreamowa, nieźle poprowadzona intryga i dobry twist kończący dwutorowo prowadzoną narrację. 8/10 5. "Clean Up & Go", Michał Pięta - smutny żywot, jaki wiedzie personel serwisowy schronu hibernacyjnego. Fajny, żywy w swojej prostocie bohater, trochę inne spojrzenie na motyw ratunkowej hibernacji, ale zakończenie trochę od czapy. 7/10 6. "Serce szwajcarskiego bohatera", Weronika Seliman - największą zaletą opowiadania jest oryginalna perspektywa płynnych (kolektywnych, nanobotowych) form życia. Fabularnie trochę łapie w pewnym momencie zadyszkę, jakby za dużo rzeczy musiało się wydarzyć w bardzo ograniczonych ramach opowiadania. 6+/10 7. "Farsa", Michał Puchalski - resztki bohaterów arturiańskich we współczesnym świecie, sir Dagonet wysłany na misję z naiwnym chłopcem w celu odnalezienia Króla Rybaka. Bardzo fajne przełożenie arturiańskich motywów na teraźniejszość (fabryka ryb Pellesa) i przedstawienie autentycznych miejsc w Anglii. Nie jest to jakieś wyjątkowo oryginalne, ale miłe i bezpretensjonalne, a dodatkowo ja mam po prostu słabość do legend arturiańskich, więc 7+/10 8. "Jedna długa noc", Katarzyna Szymonik - Baba Jaga próbuje się zaaklimatyzować we współczesnych Kielcach. Dosyć filozoficzne opowiadanie z fatalistycznym przesłaniem, osłabione bardzo uproszczoną, powierzchowną koncepcją dobra i zła jak z bajki "Papyrus". 6/10 9. "Louise", Magdalena Wilk - wygląda na wycięte z większej całości, ale może to tylko takie wrażenie. Fanom space opery i YA może się bardzo spodobać, bo w obie te konwencje wpisuje się bardzo zręcznie, ale mnie irytowały nieprzekonujące postaci, których reakcje są podporządkowane bardziej rule of cool niż wiarygodności psychologicznej. 6/10 10. "Der Fischerkoenig", Krzysztof Rewiuk - znakomite! Chyba moje ulubione w zbiorze. "Szalony król" Ludwik Bawarski w świecie arturiańsko-Wagnerowskich marzeń i przybywający z misją Lohengrin. Świetne połączenie mitu i historii, pyszne opisy i dokładnie moje klimaty. 9/10 11. "Kroki Komandora", Agnieszka Fulińska - świat chyba ten sam co w "Kobiecie, która słyszała smoki" z Dragonezy. Łajdaczek udający hrabiego słyszy Głos mroku. Tło historyczne i nawiązania kulturowe (Napoleon, Vidocq, Don Juan, Thenardier z "Nędzników"...) robią wrażenie. Kwestia mroku i Głosu pozostają mętne i dają poczucie niedosytu, ale za atmosferę 8/10. 12. "Instrukcja obsługi drzwi / Latać jak ptaki", Łukasz Skoneczny - pan Firmington zmienia pole magnetyczne Ziemi, żeby zmienić ludzkie umysły. Nie takie oczywiste przetworzenie historii o panu Twardowskim. Surrealistyczne. Trochę za dużo burzenia czwartej ściany, nie zawsze zgrabnego. 7/10 13. "Nowy gracz na rynku many", Sylwia Finklińska - podobnie jak "Louise", dla amatorów konwencji pewnie dobra rozrywka, mnie okrutnie zmęczyło. Parę ciekawych pomysłów - legendy miejskie jako gangsterzy kontra personifikacja Internetu (choć właściwie dlaczego? czy legendy miejskie nie są żywe obecnie dzięki Internetowi?),kotwice do teleportacji). Bohaterowie niesympatyczni i płascy, dialogi to wulgarne przekomarzanki i ciągły popis ciętej riposty, struktury w zasadzie nie ma, a zakończenia już w ogóle. Dużo przykrych słów, ale jednak nie dam mniej niż 5/10. 14. "Przygoda wesoła i niebezpieczna Pupca Sierotki", Łukasz Kuliński - czy tylko mnie się wydaje lekko niesmaczne, że złol to łasy na piniondz Goldsztajn z pejsami i przodkiniami o długich nosach? Rozumiem, że trochę taka konwencja sowizdrzalska, pantagruelistyczna, żarty o pupie i tak dalej, no ale jednak... Nie wiem, chyba zabrakło mi w tym humorze jakiegoś twistu. Poza tym rytm historii trochę nierówny i realia nieprzekonujące. 4+/10 15. "Deszczowy żołnierz", Filip Laskowski - niszczycielskie podniebne wieloryby, dezerter, stary żeglarz i historyczka sztuki, dzięki której całość zahacza o metafikcję. Niebanalne postapo. 8/10 16. "Rdza", Justyna Macina - opowiadanie o żałobie. Rewelacyjnie oddana atmosfera i stany ducha samotnego bohatera. Kolejny z najlepszych tekstów w zbiorze. 8+/10 17. "Dzikuska", Michał Stachnik - córka wilkołaka niedopasowana do wiejskiej społeczności. Trochę za dużo dobrego, bo i wątek pastora, i religijności w ogóle, i krzywdzonych krzywdzicieli, i jeszcze bracia Grimm na końcu, żeby wszyscy zauważyli nawiązania do "Czerwonego Kapturka". Trochę wygląda jak skrót dłuższej całości. 5+/10 18. "Status ofiary ściśle reglamentowany", Jerzy Bogusławski - o chaosie i zakłamaniu mediów, AI-trollach, manipulacjach i sytuacji Izrael-Palestyna (tylko pod innymi nazwami). Polityczne fantasy z dosyć oczywistym kluczem, ale napisane zręcznie i logicznie. 7/10 19. "Sztuka Gordiana del Monte", Marek Betlejewski - horror trochę Lovecraftowski, malarz-morderca wprowadza się do demonicznego mistrza. Nic szczególnie odkrywczego, ale bardzo zgrabnie napisane, chociaż zakończenie (duchowa przemiana bohatera) mogłoby być wcześniej lepiej zapowiedziane. Fajny kontrast rajskiego początku i piekielnego końca. 7/10 20. „Skala wartości”, Miłosz Śmiałek – gimbazjalista zły na cały świat i rozważania nad konfliktem postępu technologicznego i wiary w Boga. Niestety rozważania na poziomie tegoż gimbazjalisty, rozkminy typu „dlaczego w szkole nikt nie docenia mojej inności” oraz „po co religia, skoro można przez Internet porozmawiać z kimś na drugim końcu świata” (?). Ja rozumiem, że w pewnym wieku właśnie tak się rozumuje i to, co mnie się wydaje dziecinne i naiwne, dla kogoś może być niesłychanie ważne, i doceniam nawet pewne próby zniuansowania problematyki, ale… no… nie zmienia faktu, że tekst jest nastoletni. Mam nadzieję, że autor też, bo w takim razie jakoś rokuje. 4+/10 21. „Karpia dzień, czyli JaFonowi wypaplane”, dariusz Skrzydło – satyra na świat powszechnej wolności seksualnej i celebryctwa. Dosyć udany czarny humor, czasem też udany humor językowy. 6/10 22. „Jestem Legenda”, Marzena Zawierska – motyw kuszenia alpinisty przez potencjalnie śmiercionośną Legendę. Trochę chwilami kluseczkowate, trochę fikuśne (mysie stworki pomagające ludziom w górach),ale generalnie sympatyczne i z pomysłem. 6/10 23. „Kilka rzeczy do zrobienia”, Krzysztof Górski – jakby dwie osobne historie, które się na chwilę spotykają: z jednej strony siostra szuka brata porwanego przez inteligentne gadoidy, z drugiej strony hibernujący okresowo człowiek-legenda. Druga historia przedstawiona oszczędniej i bardziej intrygująca, całość nie do końca spójna. Trochę za dużo przymiotników, ale dalej kompetentne. 6/10 24. „Siódmy dzień”, Michał Woźny – alternatywna/przyszła Ziemia z papieżycą w Rzymie i rozsypującą się atmosferą. Różne reakcje na koniec świata, a raczej coś, co na koniec świata wygląda… Intrygujące, z dobrym rytmem. Zgrzyta kardynał Japończyk, oczywiście ze zbroją samuraja i seppuku, bo to przecież Japończyk, wiadomo. 8/10 25. „Zwykły szary Henio i korpoprzyjaciel”, Mateusz Hengier – trochę czarnolustrowe. Kontroler biletów oddany duszą i ciałem korporacji autonomibusowej. Trochę groteskowe, trochę… jak to nazwać… mizoplebejskie, ale oryginalne i z charakterem. 7/10
OZM - awatar OZM
ocenił na88 miesięcy temu
Openminder. Tom 1. Koty Magdalena Świerczek-Gryboś
Openminder. Tom 1. Koty
Magdalena Świerczek-Gryboś
🏆Cześć, mam nadzieję, że moja japa Was nie wystraszy, a wręcz przeciwnie zatrzyma i skłoni do przeczytania treści postu. Chciałbym Wam przybliżyć książkę, którą mało widać na społeczności instagramowej. 🤖„Openminder” Magdaleny Świerczek-Gryboś przenosi nas do Krakowa w 2076 roku. Wskutek wojen wywołanych odkryciem nowej technologii świat zostaje podzielony na Wschód i Zachód. Oba terytoria znacznie różnią się od siebie poglądami nie tylko dotyczących istnienia religii, ale także nauki czy emocji. Nikodem, młody chłopak szkolący się na pilota mecha w projekcie OpenMinder wkracza do elitarnej jednostki wybranych, gdzie przychodzi mu poznawać tajemnice świata. 🌌Fabuła wypełniona jest mnogością wątków, którym towarzyszy wiele filozoficznych wywodów na temat technologii przyszłości, wolności jak i segregacji społeczeństwa, a nawet religii w obliczu dobrozmysłu. Pojawia się masa opisów zdewastowanego Krakowa, w tym świetnie wykreowanego zmutowanego „Lemowiska” zajmującego okolice centrum. Jako mieszkaniec Krakowa brnąłem oczami wyobraźni przez ulice znane mi na co dzień i świetnie się z tym czułem. 🌃Kiedy już zrozumiemy poglądy i zatopimy się w świat książki zostajemy zbombardowani szybko dziejącą się akcją. Odkrywane karty tajemnic sprawiają, że ciężko oderwać się od lektury. Warto tu zaznaczyć, że nie jest to powieść, w której będziemy szukać relacji z bohaterami. Są oni zwyczajni, mogą przypominać wiele przeciętnych osób z naszego otoczenia. Dużym plusem jest to, że ich charaktery nie są jednak jednokolorowe. Postacie zostają narzędziem potrzebnym do przedstawienia dystopijnej wizji świata i wyszło to moim zdaniem bardzo dobrze. Nie jest to powieść dla każdego. Myślę nawet, że dla mniejszości. Nie znajdziecie tutaj przygody, walki dobra ze złem i bohaterów pokonujących przeszkody z mocą przyjaźni. Dostaniecie coś o wiele cenniejszego. Wizję, dzięki której spojrzycie na niektóre tematy nieco inaczej
Book_Trophy - awatar Book_Trophy
ocenił na103 lata temu
Tarnowskie Góry Fantastycznie Tomasz Bochiński
Tarnowskie Góry Fantastycznie
Tomasz Bochiński Rafał W. Orkan Robert J. Szmidt Łukasz Orbitowski Aleksandra Janusz Paweł Majka Jan Maszczyszyn Andrzej Kozakowski Istvan Vizvary Wojciech Gunia Radek Rak
„Tarnowskie Góry Fantastycznie 1” Saga Egmont 2024, zakupione i wysłuchane Woblink Kilka tekstów z tego zbioru , jak się okazało, już czytałam (Vitzvary, Gunia). Niektóre rozczarowały (po Raku spodziewałam się więcej, choć kilka scenek przedstawiających życie z mężem przemienionym w kota – niezłych, w ogóle to znośna wariacja na temat „Przemiany” Kafki). Gunia i „Płyną” – bardzo, bardzo dobre, pisanie o apokalipsie (albo o obłędzie) tak jakby obok; muszę przeczytać „Kiedy będziesz gotowy, idź”, już sam tytuł brzmi wspaniale. Takie trochę niesamowite wrażenia towarzyszące lekturze tekstów pogłębiały drobne zbiegi okoliczności – czytam akurat opowiadania Laszlo K., a bohaterki opowiadania Orkana idą do kina na „Harmonie Werckmeistera”. Robert J. Schmidt – cóż, jeśli czytaliście jakikolwiek tekst Schmidta, to wiadomo, wojna, walka i wszyscy giną, to takie męskie rozrywki czy zainteresowania. Ładne opowiadanie Orbitowskiego, trochę mniej ponura historia rodzinna o tym, jak trudno określić, czy to co się nam przydarza to jest dobre czy złe; świetne postaci rodziców. Aleksandra Janusz w nieznanej mi odsłonie – „W poszukiwaniu straconego czasu”, trochę o korporacji, trochę o fizyce, trochę o pazerności, dobrze się czytało to opowiadanie. Jak dla mnie, to najlepsza z trzech części antologii. Muszę się do tych Tarnowskich Gór wybrać, na pewno już się tam uspokoiło po tych okropnych rzeczach, które wyczyniał bohater „Znikacza”.
Kate Lost - awatar Kate Lost
ocenił na63 miesiące temu

Cytaty z książki Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019