Smoczy Paryż Tony Sandoval 6,2

Sfar zwariował.
Bardzo typa lubię, ale zwariował.
“Smoczy Paryż” to dziwny, dziwny komiks.
Ale fajnie dziwny.
Jak usłyszałem o kolaboracji Sfara z Sandovalem, stanąłem na baczność, a źrenice me się powiększyły. Może nie jestem jakimś fanatycznym fanem Sandovala, czytałem bodaj tylko “Węża wodnego” lata temu, ale gość uchodzi za jednego z lepszych. A Sfar, cóż, jest jednym z lepszych.
I tych dwóch typów dało nam historię o relacji między ludźmi i smokami - relacji zgoła innej niż się spodziewacie.
Otóż “Smoczy Paryż” to humorystyczna, pełna namiętności i odrobiny erotyki, dzika zabawa.
Mamy tu tak naprawdę ciągłe przerzucanie się dziwacznymi i urokliwymi pomysłami i scenkami.
Królowa z Karaibów romansuje z syreną.
Mnich budzi się z tysiącletniej drzemki, podczas gdy smok przebrany za staruchę zajmuje się kościołem.
Lovecraftowskie potworności zamieszkują podziemia.
Znajdzie się tu nawet odrobina zdrowej makabry.
I bardzo ciepłych wniosków.
Szkoda tylko, że aż tak pędzi to do przodu. Barwna sekwencja intrygujących scenek trochę robi wrażenie bycia streszczeniem, aniżeli pełnoprawną opowieścią. Chciałoby się doświadczyć tu ciut więcej namacalności, oddechu, wiarygodności, ale nie ma na to czasu, pędzimy dalej, kolejny szalony pomysł i zwrot akcji.
Trudno. I tak komiks jest celebracją. Wielu rzeczy - wyobraźni, miłości, życia, zabawy.
Przyniósł nieprzyzwoicie dużo uśmiechu na moją ponurą twarz, także mimo narracyjnego pośpiechu - nie mogę nie polecić.
IG: @traczytanko