New Dragon City Mari Mancusi 7,0

ocenił(a) na 735 tyg. temu Spodziewałem się, że będzie to pozycja dla dzieci, ale trochę się pomyliłem. To raczej książka młodzieżowa, coś w stylu „Wojowników”, więc było lepiej, niż sądziłem. Aczkolwiek, mimo wszystko, docelowa grupa wiekowa wydaje się trochę niższa niż w przypadku „Wojowników”.
Historia jest prosta, ale całkiem wciągająca. Chciałbym, aby była bardziej rozbudowana. Niektóre wątki są zbyt uproszczone, a momentami pojawia się lekka, może większa? naiwność.
Jedna rzecz w kreacji świata przedstawionego mi nie pasuje. Nie przepadam za koncepcją w której aby rozmawiać ze smokiem, człowiek musi nawiązać z nim więź. Na szczęście nie jest to więź śmiertelna, jak w niektórych książkach. Niemniej jednak tylko jeden człowiek może porozumieć się z jednym smokiem. W przeciwnym razie ktoś – czy to człowiek, czy smok – musi tłumaczyć mowę. Co prawda, książka nie określa jasno, że tylko jeden człowiek może związać się z jednym smokiem, nigdzie nie zostało to bezpośrednio powiedziane, ale prawdopodobnie tak właśnie jest. Naprawdę nie lubię tego motywu, jest strasznie ograniczający.
Jest też sporo niedociągnięć i uproszczeń. Na przykład bohaterowie zawsze znajdują to, czego potrzebują, w opuszczonych sklepach czy domach. Raz wybrali się do piekarni i znaleźli pięcioletnie pączki, które wciąż nadawały się do jedzenia i co najważniejsze, nie zostały zjedzone przez szczury. Z drugiej strony, to Ameryka, więc taki pączek to pewnie połowa tablicy Mendelejewa.
Dzieci chodzą po mieście, szukając różnych rzeczy — jak konserw w opuszczonych domach. Nie jest to zbyt rozsądne ani bezpieczne. Smoki w tym czasie śpią, ale są inni ludzie którzy mogą się pojawić i nie mieć dobrych zamiarów. Raz taka sytuacja zaistniała, ale została zignorowana przez autorkę i już nigdy do tego nie wróciła nawet przelotną myślą bohaterów. Bohater nie mówi nikomu, że ktoś niebezpieczny się tam w budynku ukrywa. Równie dobrze mogło tego nie być.
Smoki są przedstawione jako wielkie, groźne i niebezpieczne, palące i jedzące ludzi. Jednak dalej, z biegiem historii, robią bardziej (jedna z grup) za zwierzątka domowe, z zabawnymi i uroczymi imionami jak Szczerbatek. No… nie. W przypadku nawiązywania więzi i możliwości zrozumienia smoków przez większą ilość ludzi, imiona powinny zostać im zmienione na takie, jakie miał dany smok. Nie ma to miejsca.
Dodatkowo, mimo bycia groźnymi... od czasu do czasu, a może często? są pokazywane jako uległe w stosunku do swojego człowieka. Na przykład, warczą na kogoś, ale gdy tylko partner smoka się odezwie, smok przestaje warczeć i staje się bardziej potulny. Nie podoba mi się to. To smoki czy golden retrievery?
W książce pojawiają się dwie grupy smoków. O ile jedna z nich wygląda przez cały czas na groźniejszą, tak druga na uległą wobec ludzi, z którymi mieszka. Smoki przedstawiono jako gatunek inteligentny, na takim samym poziomie jak ludzie, jednak grupa, nazwijmy ją „uległą”, wcale się tak nie zachowuje.
Fajne były rozdziały z PoV smoka, nie wiedziałem, że będą. Szkoda, że nie było ich więcej. Oraz więcej takich gdzie można by zobaczyć interakcję między różnymi grupami smoków.
Na koniec dodam, o czym zapomniałem wcześniej wspomnieć, nie wszystkie smoki z grupy i nie wszyscy ludzie chcą się wiązać ze sobą.
Książkę czytało się szybko. Nie była męcząca i nie irytowała jakoś bardzo.