Wiosenne fiksum-dyrdum

Monika Długa
06.04.2014

Wiosna nie sprzyja pracy. Wiosna jest wrogiem koncentracji i systematyczności, szczególnie zaś jej pierwsze akordy. Trudno się skupić na obowiązkach, trudno pisać i robić cokolwiek, gdy za oknem przyroda radośnie oznajmia swój triumfalny powrót. Człowiek stuka zatem bez przekonania w klawiaturę (parafrazując słynne i złośliwe słowa Trumana Capote’a o twórczości Jacka Kerouca) i próbuje sklecić kilka okrąglutkich oraz przaśnych zdań (ze skutkiem różnorakim). Ponieważ Wiosna zaatakowała nas na tyle, że czuliśmy się jak po zażyciu LSD (jak napisał Krzysztof „Grabaż” Grabowski w książce Gościu. Auto-bio-Grabaż) – i na znak jedności z tą gwałtownością oraz wszędobylstwem postanowiłam, że mój tekst będzie posiadał bardzo wiosenne, subiektywne wyznaczniki, tj. będzie chaotyczny/rozprężony, niedokończony, radosny, ciut w barwach zieleni, w końcu (mam nadzieję) będzie w treści radosny. Zapraszam zatem do lektury.

Pierwszy (z tysiąca!) pomysłów na ten tekst był taki, że będzie traktował o literackim motywie wiosny. Moje myśli i skojarzenia orbitowały wokół: Leśmiana (Takiej wiosny rzetelnej, jaką w swym powiecie/Widział Jędrek Wysmółek - nikt nie widział w świecie!) i Tuwima (Wiosna!!! Patrz, co się dzieje! Toć jeszcze za chwilę /I rzuci się tłum cały w rui na ulicę!). Niespodziewanie, jak królik z kapelusza (i jakoby wbrew króliczemu optymizmowi) wyskoczyły czarnowiosenny Słonimski i rozedrgany Eliot (Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień. /Wywodzi Z nieżywej ziemi łodygi bzu). W nieokiełznanej gonitwie moich myśli pojawił się także rozpasany Wierzyński (Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitą). Ciąg skojarzeń narzucił również nieodzownego Grechutę, do którego niezdarnie próbowałam się upodobnić podśpiewując pod nosem Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty (i tak razy tysiąc aż do choroby uszu osób z mojego otoczenia). Gdzieś między zwojami mózgu przypałętał się jeszcze Baczyński, Reymont, Żeromski i Prus. O uwagę prosiła jeszcze Patti SmithPo swojej stronie miałam niebo, które w mgnieniu oka może stać się wszystkim) a miano  wisienki na torcie przypadło w udziale Andrzejowi Stasiukowi i jego marcowemu wyznaniu: My, środkowi Europejczycy, ofiary klimatu umiarkowanego. I leżąc na słońcu, dostajemy jakichś paskudnych chorób, bo przecież słońce jest owszem-owszem, ale ziemia jeszcze zmarznięta na metr w głąb. Lecz po chwili zastanowienia porzuciłam myśl o literackiej wiośnie, ponieważ w tym koncepcie zabrakło mi iskry bożej, siły demiurgicznej lub po prostu, mówiąc kolokwialnie, fajności. A zresztą wiosna wymaga większego starania. Główkowałam zatem dalej…

Druga myśl była taka, że może napisać klika słów o korespondencji sztuk (literatura a malarstwo/ literatura a muzyka etc.) w kontekście rzeczonej pory roku, lecz ni z tego, ni z owego przypomniały mi się czerwone skarpetki Tyrmanda a wiosna, to przecież zieleń! Kolor odradzającego się życia i nadziei, ważny dla wyznawców islamu, dla kapitalistów (patrz: dolar), dla miłośników piłki nożnej (patrz: murawa boiska), dla inicjatywy Wolne Konopie. W końcu zieleń to barwa, która wchodzi też w konszachty z literaturą. Jednym tchem można wymienić: Ania z Zielonego Wzgórza, Smażone zielone pomidory, Zielona mila „Warownie i zieleń miasta Kraków” [sic!] oraz kabaret „Zielony Balonik”. A i muzyka, teksty piosenek też mają wiele do zaoferowania w kontekście wiosennej radości (pomijając już wspomnianego Grechutę). Choćby przypomnieć dwa utwory moich ulubionych tekściarzy: Krzysztofa „Grabaża” Grabowskiego „Ach co za dzień”, w którym autor przekonuje: Ach co za dzień/ Dzień w którym grzeszą nawet anioły/ I nawet niebo/ wydaje się być tak niedaleko i Florence Welch: The dog days are over/The dog days are done/ The horses are coming/ So you better run[1] („Dog Days Are Over”). Zresztą, przy okazji licznych wywiadów brytyjska artystka wielokrotnie powtarzała, że muzyka to rodzaj magii, która sprawia, że nagle znajdujemy się w innej czasoprzestrzeni (ewidentnie pachnie wiosną!)  a jej najlepsze piosenki powstają podczas upojenia, wcale nie zapachem kwitnącej gruszy, lecz alkoholem...[2]. Porzuciłam zatem pomysł o relacjach sztuk wszelakich.

Ostatnim konceptem był ten, w którym chciałam zaprezentować moja osobistą kolekcje niezwykłych i dość „szałowych” (czytaj: szalonych) cytatów. Jak choćby ten z „Dzienników” Witolda Gombrowicza: Im mądrzej, tym głupiej, czyli przeklęte potomstwo Joyce’a! albo ten (mój ulubiony) z książki „Safari mrocznej gwiazdy” Paula Theroux Jeśli ludzie mówią to, ni stąd, ni zowąd - W dniu, kiedy stara kobieta znika, hiena sra siwą sierścią - wiedz, że jesteś w Malawi! , czy w końcu z genialnego „Złego” Tyrmanda – o  przednówku właśnie:

- Szanowny panie redaktorze - Kolanko pochylił się nad biurkiem na szeroko rozstawionych rękach - mam niewątpliwy zaszczyt oznajmić panu, że Zorro pojawił się w Warszawie. Jeśli nie we własnej osobie, to w każdym razie w osobie kogoś, kto bez cienia wątpliwości jest jego synem, wnukiem lub jakimś polskim powinowatym.

- W Warszawie?… - uśmiechnął się redaktor naczelny, lecz był to uśmiech skłopotany, pokrywający wytężony namysł - w Warszawie? Teraz? W tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym czwartym roku? Pod koniec ostrej zimy? Wśród przepełnionych tramwajów? Wśród trosk o zwiększenie powierzchni mieszkalnej i o podniesienie produkcji artykułów konsumpcyjnych?

I masz babo placek! Jak obiecałam tak zrobiłam (mam nadzieję): chaotycznie, radośnie i zielono. Nie pozostaje mi nic innego,  jak wziąć pod pachę dobrą książkę (w moim i aktualnym przypadku to  Beksińscy. Portret podwójny Grzebałkowskiej), poszukać w Mordorze (czytaj: piwnicy) roweru i ruszyć w nieznane (albo znane, lecz przyjemne). Zatem witaj Wiosno!

A Ty, zagrasz w zielone?

[1] Tłumaczenie za Tekstowo.pl:
Pieskie dni się skończyły
Pieskie dni są skończone
Nadchodzą konie
Więc lepiej biegnij

[2] Por. http://ceremonials.florenceandthemachine.net/biography.

Reklama

komentarze [12]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
08.04.2014 11:20

Mikołaj: Uważam artykuł za słaby - cztery kilo chaosu i szczypta narkotyków. Zauważyłem, że tak właśnie lubią pisać kobiety. Siadają, wylewają na papier orgię myśli, z których nic nie wynika, a potem łączą to w całość, z której wciąż nic nie wynika.

A jak zwrócisz uwagę, to sobie wycierają usta ekspresjonizmem myśli i podobnymi frazesami. ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Mik 07.04.2014 11:12
Autor

Uważam artykuł za słaby - cztery kilo chaosu i szczypta narkotyków. Zauważyłem, że tak właśnie lubią pisać kobiety. Siadają, wylewają na papier orgię myśli, z których nic nie wynika, a potem łączą to w całość, z której wciąż nic nie wynika.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
konto usunięte
08.04.2014 09:42
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

TymonT 08.04.2014 10:04
Czytelnik

genialne podsumowanie tego tandetnego tekstu, chociaż aż tak bym nie generalizował.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aby napisać wiadomość zaloguj się
konto usunięte
07.04.2014 10:17
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

electric_cat 07.04.2014 09:33
Bibliotekarka

https://www.youtube.com/watch?v=g-pl_1iMPl8 - osobiście polecam ten kawałek - o zniechęceniu, o wiośnie, o rozkwitającej przyrodzie. Paradoksalnie - dobrze mi się przy Kabarecie Potem pracuje.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Michał Toński 06.04.2014 23:05
Czytelnik

I rzeczywiście wiosennie roztrzepany ;) Z całą sympatią dla autorki, ulubionych tekściarzy polecam sobie tłumaczyć samemu, albo przynajmniej nie za pomocą pierwszej lepszej strony internetowej. "Dog days" nie mają nic wspólnego ze słowiańską smutną i szarą "pieskością" rzeczy, a wręcz przeciwnie są to najgorętsze dni lata (...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Monika Długa 07.04.2014 08:41
Czytelniczka

Michał - dziękuję za informację. Zaufałam własnej intuicji/wiedzy i (jak się okazuje) kiepskiej stronie. Poprawię się :)

Serdeczności. M.

PS Chyba, że "upalne dni" traktować jako kryzysowe. Sprawa do przedyskutowania/przemyślenia ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Michał Toński 07.04.2014 09:56
Czytelnik

Ja to rozumiem, raczej jako koniec laby - ratuj się kto może. Ale oczywiście wszystko (a szczególnie poezja) jest kwestią interpretacji, w końcu upał to też susza i brak wody ;)

Pozdrowienia :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Monika Długa 07.04.2014 13:01
Czytelniczka

Michale - skonsultowałam to z anglistą, gdyż okropnie nie dawało mi to spokoju i faktycznie można to traktować jako "kiepskie dni".

Jeszcze raz bardzo dziękuję za czujność i uwagę :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Obywatel_Śliwka 06.04.2014 21:35
Bibliotekarz

Bardzo fajny tekst, choć mnie osobiście wszechobecne pobudki wszystkiego co zielone raczej pozytywnie nastrajają do pracy i motywują do działania niż kuszą, by się lenić.
A ''Beksińscy...'' to wspaniała książka.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Monika Długa 06.04.2014 16:14
Czytelniczka

Zapraszamy do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd