Dlaczego potrzebujemy fantastyki?

Joanna Janowicz
04.04.2012

Na małe ekrany tych, którzy posiadają HBO, wchodzi właśnie II sezon „Gry o tron” – serialu nakręconego na podstawie cyklu książek George’a R.R.Martina „Pieśń Lodu i Ognia”. Choć nie jestem fanką fantastyki, nie mogę doczekać się kolejnych odcinków – zarówno tych filmowych, jak i książkowych.

„Pieśń Lodu i Ognia” to wciąż powstający 7-tomowy cykl (jak dotąd wydano 5 części). Amerykański pisarz, George R.R. Martin początkowo planował napisać trylogię, lecz, jak stwierdza sam stwierdza, książka rozrosła się w trakcie pisania. Opowiada o walkach między potężnymi rodami o panowanie nad Westeros, czyli o jeden z wymyślonych przez Martina kontynentów. Rycerskie wojny toczące się w średniowiecznych realiach przykuwają uwagę nie dlatego, że zaangażowane są w to magiczne moce czy fantastyczne istoty (choć coś złowieszczo nienamacalnego nadciąga zza Muru), lecz właśnie dlatego, że jej bohaterowie są zwyczajnymi ludźmi, których dręczą zwyczajne ludzkie problemy – jak ukazuje Martin, niezmieniające się bez względu na miejsce i czas, w jakich żyje człowiek.

Co w tym niezwykłego? Co różni tę sagę od wielu innych, niekoniecznie fantastycznych, sag?

Niepewność odnośnie losów bohaterów, jaką wprowadza już w pierwszym tomie Martin, zabijając jedną z głównych postaci. „Kiedy Indiana Jones wyprawia się przeciwko konwojowi 40 nazistów, to jest zabawa, a nie Lista Schindlera” – mówi amerykański pisarz. Wiadomo, że Indiana Jones wyjdzie z każdych opresji cało. A Martin chce, by czytelnik poczuł, że „kocha bohatera i się o niego boi”. Dlatego wystawia go na coraz większe niebezpieczeństwo, a jego życie zawiesza na włosku. Widocznie potrzebujemy tych emocji.

Przewagą tego cyklu powieści fantastycznych (i nie tylko tego) nad sagami, w których zmyślone są tylko losy bohaterów, a wszystkie realia są odtworzone w sposób zgodny z historią, jest też to, że zachwyca nas świat stworzony całkiem od nowa. Zbudowany plansza po planszy, rozrysowany tylko na podstawie czyjejś fantazji, gdzie nigdy nie wiadomo, co czeka nas za kolejnym wzgórzem. Powstają mapy krain, których nigdy nie poznamy do końca – bo istnieją tylko w umyśle autora. Pozwala nam to całkowicie oderwać się od codzienności i przenieść się, jak w dziecinnej zabawie, do rzeczywistości, w której prawie nic nie wygląda tak jak w naszej.

Równie epicka i łudząca, że nie ma w niej żadnych granic, jest serialowa adaptacja książki. Producenci z HBO „Grę o tron” nazywają „Rodziną Soprano w świecie zawieszonym między piekłem a niebem”. Zawikłana, porywająca narracja Martina wydaje się stworzona z myślą o produkcjach HBO – o czym można przekonać się oglądając zwiastun II sezonu:

„Gra o tron” przypomina „Rzym” i „Deadwood”, ale ma nad nimi tę przewagę, że nie musi trzymać się żadnych historycznych ograniczeń.
Na czym polega urok powieści fantastycznych? Dlaczego seriale i filmy zrealizowane na ich podstawie są tak wciągające – nawet dla tych, którzy nie są fanami fantastyki? A może Was pozostawiają obojętnymi i nie wiecie, dlaczego tyle osób zachwyca się np. „Grą o tron” czy „Władcą pierścieni”?

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
1375
32
05.04.2012 12:03

Serial oglądam, ale książek nie czytałem i raczej nie zapowiada się bym je przeczytał w najbliższej przyszłości. Adaptacja telewizyjna rzeczywiście jest bardzo dobra, choć samej fantastyki tam za dużo nie ma.

Nadal jednak uważam że daleko jeszcze Martinowi do Tolkiena, choć pod paroma względami lepiej wypadł.


1108
61
05.04.2012 11:25

nie miałam okazji oglądać "Gry o tron", ale "Władca pierścieni" to majstersztyk. Wyobraźnia pisarza i reżysera zlały się w jedno i dlatego tak fenomenalnie się oglądało (i czytało oczywiście).
Jeżeli GoT jest chociaż w 1/5 tak dobrze zrealizowany jak WP, to na pewno obejrzę.


0
0
04.04.2012 10:31

Świat zbudowany od nowa? U Martina? Dalej tych głupot nie czytam.


2791
4
04.04.2012 10:16

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd