małgorzata pyzik 
44 lat, kobieta, Kraków, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 2 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-16 16:22:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

W powietrzu coraz więcej smogu, w żywności konserwantów. Staramy odżywiać się zdrowo, co wcale nie oznacza końca słodkich przyjemności. Obecnie produkty z których wykonujemy zdrowe desery, nie tylko zaspokajają apetyt na słodycze ale są również idealne do wykorzystania w zbilansowanej diecie.
Nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie, pomimo tego, że nie jestem wegetarianką ani...
W powietrzu coraz więcej smogu, w żywności konserwantów. Staramy odżywiać się zdrowo, co wcale nie oznacza końca słodkich przyjemności. Obecnie produkty z których wykonujemy zdrowe desery, nie tylko zaspokajają apetyt na słodycze ale są również idealne do wykorzystania w zbilansowanej diecie.
Nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie, pomimo tego, że nie jestem wegetarianką ani weganką. Staram się jednak by to co przygotowuję dla rodziny, było smaczne i zdrowe. Przeglądając tę publikację, pierwsze co rzuca się w oczy, to fantastyczne przedstawienie potraw na zdjęciach. W sposób prosty lecz ogromnie smakowity, że człowiek, gdy na nie patrzy dosłownie dostaje ślinotoku. Ciekawie zaaranżowane, potrawy wyglądają na bardzo ekskluzywne. Ja musiałam sobie dozować przeglądanie tej książki, ponieważ momentalnie czułam się głodna i odczuwałam duże zapotrzebowanie na coś dobrego (czyt. słodkiego). Alicja Rokitnicka to autorka często nagradzanego bloga o kuchni roślinnej. Nie przedstawia tylko przepisów kulinarnych lecz również opowiada o swoim jadłospisie, o wielu próbach i błędach jakie przeszła na swojej żywieniowej drodze.
Proponuje przepisy nie ogromnie trudne, z dostępnymi składnikami takimi jak daktyle, mleko kokosowe czy orzechy nerkowca. „Przegryzki, czyli ciastka, ciasteczka i batoniki” to rozdział , gdzie znajdziemy przepisy na błyskawiczne, zdrowe przekąski. Takie co nie tuczą, poczęstować można praktycznie każdego, a do tego wspaniale wyglądają. Przepis na zakręcone ciasteczka błyskawicznie stał się hitem w rodzinie. Tak samo połowa przepisów z czekoladą wzbudziła spore zainteresowanie. Fasolowe brownie było w mojej kuchni sporym eksperymentem a tort czekoladowy na bogato zamierzam przygotować na Święta. Autorka przypomina również jak wielkie znaczenie mają emocje. Gdy jesteś zła, nie piecz, nie wyjdzie, u mnie sprawdza się to w 100 %!
Gotowanie, pieczenie, powinno sprawiać przyjemność, gdy robimy to z musu nigdy smak potrawy aż tak nas nie zachwyci. Często zdarza się, że jakiś przepis po prostu nam nie wychodzi. To nie jest koniec świata! Sięgnijmy po inną jego wersję, może ta będzie dla nas przyjaźniejsza.
„Moje roślinne desery” to piękne, różnorodne opracowanie. Przywołuje zapomniane smaki z dzieciństwa, proponuje egzotyczne wakacje, zaprasza do krainy wspaniałych zapachów. Pomimo tego, że nie znajdziemy w przepisach jajek czy masła, to smak potraw absolutnie nie jest uboższy. Przeciwnie świat roślinnych słodyczy wydaje się być zdecydowanie bardziej apetyczny. Ja chętnie pozostanę w nim na dłużej.

pokaż więcej

 
2018-12-02 10:47:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Nasza Księgarnia to wydawnictwo z tak długim stażem i z taką renomą, że naprawdę nie trzeba go szczególnie polecać, ani nikomu na nowo prezentować. W ostatnich latach jego najlepszą wizytówką są książki obrazkowe, pięknie wydane, dużych formatów z grubymi, twardymi stronami, autorstwa fantastycznych artystów. Prace Emilii Dziubak podziwiałam już w książkach „Rok w lesie” i „Dinozaury”i wielu... Nasza Księgarnia to wydawnictwo z tak długim stażem i z taką renomą, że naprawdę nie trzeba go szczególnie polecać, ani nikomu na nowo prezentować. W ostatnich latach jego najlepszą wizytówką są książki obrazkowe, pięknie wydane, dużych formatów z grubymi, twardymi stronami, autorstwa fantastycznych artystów. Prace Emilii Dziubak podziwiałam już w książkach „Rok w lesie” i „Dinozaury”i wielu innych, jednak jej bardzo charakterystyczne ilustracje najbardziej zachwyciły mnie w opowieści „ Dom, który się przebudził”. Odtąd jej nazwisko stało się dla mnie pewną marką, dlatego z ogromnym zaciekawieniem sięgnęłam po jej ostatnie dzieło.
„Niezwykłe przyjaźnie w świecie roślin i zwierząt” to lektura niezwykle sympatyczna dla oka i ducha. Jeżeli wiemy coś o łańcuchach pokarmowych nasza pierwsza myśl, to ta, czy faktycznie możliwa jest przyjaźń wśród zwierząt i roślin. Tak nie do końca wydaje nam się to realne. A jednak przykłady jakie przytacza autorka są tak niezwykłe, że często nie mieliśmy o nich pojęcia i nawet nam się o nich nie śniło. Narratorem jest Homer, wyjątkowy kot, który doświadczywszy w domu zniewagi, wyrusza w świat w poszukiwaniu prawdziwego przyjaciela. Ma wątpliwości, jaki on powinien naprawdę być, czy opiekuńczy, taki, który daje poczucie bezpieczeństwa jest właśnie tym idealnym? A może ten, zupełnie nieświadomy, ale bez którego nie możemy żyć?
Autorka w bardzo interesujący sposób podchodzi do pojęcia przyjaźni. Przedstawia jej różne aspekty, pewne warunki potrzebne do jej zaistnienia. Zaciekawia, wzrusza, nawet troszkę oburza. Czy wiecie co łączy nietoperza z kwiatem karnegii olbrzymiej lub sikorkę bogatkę i drozda? Z kolei pojęcie „przyjaciel od święta”jest wielu osobom na pewno znane, tu takim przykładem krokodyl nilowy i brodziec piskliwy, w tutaj pojęcie to nabiera jednak zupełnie innego znaczenia.
Kot Homer pozna wiele odmian przyjaźni lecz czy dowie się, która z nich jest tą najlepszą ?
W książce zamieszczono również test, dzięki któremu młody czytelnik będzie miał możliwość dowiedzieć się jakim on jest przyjacielem. Ciekawe pytania z wieloma możliwościami odpowiedzi na pewno przypadną im do gustu.
Mnóstwo ciekawostek z życia zwierząt, roślin i grzybów, ujmujące ilustracje, bardzo dobrze skomponowana całość, wszystko to powoduje, że moja ocena tej książki jest wysoka.
Ogromnie ważną rolę odgrywają kolory ilustracji. Nie krzykliwe, ciepłe, ukazują bohaterów w ich naturalnym środowisku. Zdecydowanie warto tę książkę mieć na swojej półce, będzie też ona fantastycznym prezentem w ten zbliżający się, świąteczny czas. Mnie urzekła.

pokaż więcej

 
2018-11-07 19:44:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Anna Łacina to pisarka, której twórczości przyglądam się od paru lat. Z wykształcenia biolog, swoje zainteresowania i pasje świetnie łączy z literaturą. Wydawałoby się, że jej książki są skierowane do młodzieży, jednak wątki w nich zawarte zdecydowanie mogą spodobać się również dorosłym czytelnikom ponieważ zawsze również ich dotyczą. I o to właśnie chodzi autorce, by jej czytelnik był... Anna Łacina to pisarka, której twórczości przyglądam się od paru lat. Z wykształcenia biolog, swoje zainteresowania i pasje świetnie łączy z literaturą. Wydawałoby się, że jej książki są skierowane do młodzieży, jednak wątki w nich zawarte zdecydowanie mogą spodobać się również dorosłym czytelnikom ponieważ zawsze również ich dotyczą. I o to właśnie chodzi autorce, by jej czytelnik był wielopokoleniowy. Niektórzy uważają, że młodzież traktujemy trochę z przymrużeniem oka, ich problemy uznajemy za przejściowe, za takie, które nie mają dużego wpływu na ich dalsze życie. Autorka stara się przypomnieć, że tak naprawdę właśnie to co przeżywamy w latach dziecięcych i młodzieńczych ma niesamowity wpływ na nasze przeżywanie w późniejszych latach, i i że niejednokrotnie, problemy ludzi, którzy dopiero zaczynają dorosłe życie, bywają również poważne i trudne do rozwiązania, jak te świata dorosłych.
„Ostatnie wakacje” to powieść która stanowi zamkniętą całość lecz jej bohaterowie już pojawili się innych książkach tej autorki. Dlatego jeżeli chcesz poznać wcześniejszą historię bohaterów najlepiej najpierw przeczytać „Czynnik miłości”, „Kradzione róże” i „Miłość pod Psią Gwiazdą”. Nie jest to jednak konieczne, jeżeli poznamy bohaterów dopiero tym tomie, też bardzo szybko wciągniemy się w ich historię. W powieściach Anny Łaciny z reguły jednym z dominującymi wątków są sprawy medyczne, choroby, lekarze, szpitale, bezduszność systemów, brak organizacji i niezrozumienie sytuacji pacjenta. Również tutaj mamy tego przykład. Jednak to co bardzo charakterystyczne, i to co najważniejsze, to uczucia. Nie tylko pomiędzy głównymi bohaterami ale również wszelkie ich możliwe odmiany, miłość do rodziców, rodzeństwa, stosunek do przyjaciół. W powieści poruszanych jest tak wiele ważnych problemów społecznych, że naprawdę ciężko wskazać ten najważniejszy, Panujący w Polsce system leczenia, uzależnienia, rozbite rodziny, wszystkie tematy są powiązane z fabułą i mocno w niej zakorzenione. Uwielbiam tworzonych przez autorkę bohaterów, nigdy nie są oni bezosobowymi postaciami, wydają się nam osobami z krwi i kości, bardzo bliskimi i chętnie mielibyśmy takich w swoim otoczeniu. Jednak ludzie bywają również źli i podstępni, najgorsze, jeżeli okazują się takimi nasi najbliżsi. I właśnie na to, bohaterowie powieści nie są przygotowani. Łatwiej znosi się ciosy i szykany od osób nieznanych niż od tych, którym ufamy i wierzymy.
„Ostatnie wakacje” to powieść o sile miłości, również rodzicielskiej, o trudnych wyborach, odpowiedzialności, pierwszych krokach w dorosłe życie. O tym, jak bardzo w naszym świecie są ważne i jak ogromny wpływ na naszą codzienność mają środki komuniacji.
To jedna z lepszych obyczajowych powieści, jakie ostatnio czytałam. Pełna naszej codzienności, do bólu szczera, przypomina, byśmy nigdy nie stracili szacunku do siebie, bo największą wartością jest godność osobista.

Bardzo żałuje, że książki tej autorki są tak mało reklamowane. Uważam, że zasługują na zdecydowanie większą promocję. Sięgnijcie po nie, naprawdę warto.

pokaż więcej

 
2018-11-07 19:43:17
Ma nowego znajomego: Barbara Bereżańska
 
2018-11-05 19:14:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Lubicie czytać dzieciom na dobranoc gdy nadchodzi czas ciemnych, zimowych wieczorów? Co prawda pogoda na razie nas rozpieszcza ale zima najpewniej już przyjdzie do nas niedługo. W długie wieczory dzieciaki uwielbiają słuchać bajek, a już najchętniej tych o Świętym Mikołaju, jego zaprzęgu, gwiazdce, świętach, również o śniegu i mrozie który szczypie w policzki. Chyba nie ma dla dziecka... Lubicie czytać dzieciom na dobranoc gdy nadchodzi czas ciemnych, zimowych wieczorów? Co prawda pogoda na razie nas rozpieszcza ale zima najpewniej już przyjdzie do nas niedługo. W długie wieczory dzieciaki uwielbiają słuchać bajek, a już najchętniej tych o Świętym Mikołaju, jego zaprzęgu, gwiazdce, świętach, również o śniegu i mrozie który szczypie w policzki. Chyba nie ma dla dziecka piękniejszego czasu niż ten zimowy, kiedy czeka na Gwiazdkę. Myślę, że każdy z nas ma jakiś sentyment do tych właśnie chwil. Prezentowany zbiór bajek na dobranoc, przygotowali fantastycznie autorzy, których książeczki niejednokrotnie z zainteresowaniem czytałam. Zofia Stanecka, Barbara Kosmowska, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Paweł Beręsewicz, Małgorzata Strękowska-Zaremba, Justyna Bednarek, Agnieszka Tyszka, Zofia Beszczyńska, Beata Ostrowicka, Grażyna Bąkiewicz swoimi tekstami umilą dzieciom długi czas oczekiwania na święta. Ich zimowe opowieści mimo, że ogromnie współczesne, dotykają tych tematów które niezmiennie w przedświąteczny czas nas nurtują. Bohaterami bajek z reguły są oczywiście dzieci, np. interesujący Klub Niegrzecznych Dziewczynek, który wszystko robi na opak i bardzo chciałby zrobić prezent Świętemu Mikołajowi. Spotkamy tam również rodzinę, w której tata utknął w pracy na drugim końcu świata i musi spędzić ten czas inaczej niż planowała, mamy samotną myszkę, która nie ma zupełnie nikogo, przez co nie za bardzo lubi święta. Nie zabraknie również bajecznego zaprzęgu złożonego z karpi, którymi powozi Anioł, będzie czas narodzin, robienia przez Świętego Mikołaja naleśników dla swoich elfów. W opowiadaniach tych znajdziemy moc emocji, od smutku do złości, oczekiwania, zaciekawienia i ogromnej radości. W każdej historii jest miejsce dla jakiegoś trudniejszego bohatera, który swoim zachowaniem trochę zepsuje przygotowania do świąt. Muszę przyznać, że uwielbiam te świąteczne wydania książkowe, wprowadzają one klimat oczekiwania, pewnej magii jak i niosą radość.
Historie pięknie ilustrowała Ewa Beniak-Haremska, jej urokliwe rysunki wspaniałe odzwierciedlają świąteczny klimat.
Jedenaście opowiadań, które przypomną o często pomijanych wartościach, mogą stać się wspaniałym, świątecznym prezentem. Zdecydowanie warto zwrócić na nie uwagę,

pokaż więcej

 
2018-11-04 18:04:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Długie lata życia ze świadomością, że codziennie można je stracić, dokładnie rzecz biorąc przyzwyczajanie się do śmierci jako wydarzenia do którego może dojść każdego dnia, nauczyło mnie nie odkładać ani nie zaniedbywać niczego, z czego z jakiegokolwiek powodu nie chciałabym w życiu rezygnować.”
L. Hartung

„Twierdzi Pani, że nic Pani o mnie nie wie, cóż, nie ma zbyt wiele tego, co warto o...
„Długie lata życia ze świadomością, że codziennie można je stracić, dokładnie rzecz biorąc przyzwyczajanie się do śmierci jako wydarzenia do którego może dojść każdego dnia, nauczyło mnie nie odkładać ani nie zaniedbywać niczego, z czego z jakiegokolwiek powodu nie chciałabym w życiu rezygnować.”
L. Hartung

„Twierdzi Pani, że nic Pani o mnie nie wie, cóż, nie ma zbyt wiele tego, co warto o mnie wiedzieć. Sądzę, że większość moich przeżyć to doznania wewnętrzne.”
A. Lindgren


By móc odtworzyć historię, i ujrzeć prawdziwy obraz dalekiej przeszłości ogromnie ważna jest zachowana dokumentacja. Może ona być w różnej formie; pamiętników, ksiąg, kronik a przede wszystkim korespondencji. Właśnie ona daje nam wspaniały obraz na ówczesne życie, stosunki międzyludzkie, ukazuje społeczeństwo i pewne rządzące wtedy prawa. Bez wielu wymiany informacji, nie mielibyśmy pojęcia o życiu niezwykłych osób, czy też o wydarzeniach historycznych. Korespondencja między Astrid Lindgren a Louise Hartung, to prawdziwa perełka. Panie wymieniały ze sobą listy przez 11 lat, opisując nie tylko swoje życie ale również otaczający je świat, politykę, wydarzenia kulturalne, sprawy rodzinie. Jedna pisała po niemiecku, druga po szwedzki, pisarka i śpiewaczka operowa, niby dwa różne światy lecz wspaniałe porozumienie dusz. Poprzez listy, zapisane słowa, można zobaczyć prawdziwe twarze obu pań, w sumie jednej i drugiej nie do końca dostosowanych do ówczesnego świata. Każda realizowała się w innej dziedzinie sztuki, jednak nie przeszkadzało to im w bardzo dobrym porozumieniu. Astrid Lindgren niezwykle ceniła samotność, korespondencja pozwalała jej na nawiązanie bliższej relacji, dzięki której komunikowanie nie było tak trudne.
Nie przypuszczałam, że czytanie czyjeś korespondencji, jej lektura, choć nie jest to całkiem łatwe, może tak wciągnąć. Każda z pań jest ogromną indywidualnością, każda z nich ma swój własny pogląd na życie, posiada pewne osobiste obwarowania, jednak obie potrafią wspaniale porozumieć się, umieją w tekście ukryć pewne dwuznaczności, które druga momentalnie wyłapuje. Jedna i druga ma swoje ogromne lęki, przyzwyczajenia i wytyczony kierunek pracy.
Często nie przywiązujemy wagi do swojej korespondencji, otrzymanych listów czy widokówek, a przecież świadczą one nie tylko o pamięci o nas przez innych, o tym, że ktoś chce zrobić nam przyjemność, dać o sobie znać. Są również wspaniałą pamiątką, i gdy je na nowo, po latach odkrywamy, przynoszą nam obraz przeszłych lat, troszkę inny niż mamy w pamięci.
Warto zerknąć za zasłonę, za którą dwie tak nietuzinkowe kobiety, prowadzą wieloletni dialog. Pełen uczuć, wrażliwości i dużej wiedzy. Polecam.

pokaż więcej

 
2018-11-04 17:44:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Jako dziecko bardzo bałam się świata podwodnego, wydawał mi się ciemny, szary i nieprzyjazny, myślałam, że wszystkie zwierzęta, organizmy tam żyjące, są nieprzyjazne. Bardzo żałuję, że wtedy nie natrafiłam na taką książkę jak „ Rafa koralowa” tak niesamowicie barwnie ukazującą życie w ciepłych morzach. Tam gdzie koralowce mają swój początek i zachwycają swoją różnorodnością kolorów. Tutaj... Jako dziecko bardzo bałam się świata podwodnego, wydawał mi się ciemny, szary i nieprzyjazny, myślałam, że wszystkie zwierzęta, organizmy tam żyjące, są nieprzyjazne. Bardzo żałuję, że wtedy nie natrafiłam na taką książkę jak „ Rafa koralowa” tak niesamowicie barwnie ukazującą życie w ciepłych morzach. Tam gdzie koralowce mają swój początek i zachwycają swoją różnorodnością kolorów. Tutaj ogląda się ten świat ze zdumieniem, jak natura potrafi pięknie nas zaskoczyć. Jak to możliwe, że pod wodą panuje taki kolorowy zawrót głowy. Nie znałam do tej pory prac autorki, Katarzyny Bajerowicz, z zainteresowaniem sięgnęłam po jej twórczość i tak napotkałam również na książki z serii „Co robią..”jednak tam ilustracje różnią się od tych tutaj. Te naprawdę mogłyby stać się samoistnymi pięknymi obrazami, niesamowicie przyciągają wzrok oceanicznymi detalami a przede wszystkim barwami i pięknym wrażeniem wirującej naokoło wody, Nie pogniewała bym się gdybym miała taki obraz na przykład nad łóżkiem w sypialni. Książka zawiera również dużo istotnych informacji na temat organizmów które żyją na dnie morza; jakie miejsca zamieszkują, co lubią jeść, co jest im niezbędne do życia. Poznamy dokładną budowę koralowców, ich tryb życia, powstawanie kolonii. Są również strony bardzo konkretnie, naukowo podają o nich informację. Dlatego z tej książki naprawdę może skorzystać i młody, i starszy czytelnik, bo nie sądzę by każdy z nas wiedział dokładnie ogórki morskie czy ryby najeżki. I tym razem wydawnictwo Nasza Księgarnia nie zawiodło. Książka jest bardzo porządnie wydana, twarde strony pozwolą maluchom długo snuć opowiadania o bohaterach mórz. Sama rafa koralowa jest jakby tłem do poznania wielu cennych informacji na temat życia w morzach.
Dla mnie, to co najbardziej urzeka w tym wydaniu, to ilustracje, które wydają się wprost bajkowe a jednak rzetelnie przedstawiają mieszkańców mórz. Świetnie skomponowane, wielowymiarowe są fantastyczną symulacją wody. Zwracają uwagę naturalne barwy, przyjazne dla oka.
Dzieci uwielbiają poznawać historie o nieznanych im zwierzętach, tu mają możliwość poznać prawdziwe oryginały w świecie przyrody.

pokaż więcej

 
2018-10-09 11:19:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Od pewnego czasu, gdy czytam na okładce - Maciej Szymanowicz, to kupuję książkę bez zastanawiania. Moje pierwsze spotkanie z tym ilustratorem, to plakaty krakowskiego Teatru Groteska, które umilają mi długie stanie na przystankach miejskiej komunikacji. Zawsze zwracały swoją uwagę z powodu niesamowicie pięknych barw, przyciągają uwagę swoją kompozycją, a także charakterystycznymi twarzami,... Od pewnego czasu, gdy czytam na okładce - Maciej Szymanowicz, to kupuję książkę bez zastanawiania. Moje pierwsze spotkanie z tym ilustratorem, to plakaty krakowskiego Teatru Groteska, które umilają mi długie stanie na przystankach miejskiej komunikacji. Zawsze zwracały swoją uwagę z powodu niesamowicie pięknych barw, przyciągają uwagę swoją kompozycją, a także charakterystycznymi twarzami, występującymi na nich postaci. Jako posiadaczka „Najmniejszego słonia na świecie” i „Roku w krainie czarów” tego autora, po prostu musiałam chociaż obejrzeć bajkę o krasnoludkach. Gdy miałam już tę okazję, przepadłam dla otoczenia na dłuższy czas. Bo to książka, której nie da się oglądnąć raz, dwa, czy trzy razy, ponieważ nie tylko ukazuje nam w czarodziejski sposób te małe stworki ale również fantastycznie pobudza naszą wyobraźnię. W końcu dowiemy się, co zawdzięczamy krasnoludkom, rzeczy fajne i niefajne, jak na przykład zgubione guziki czy też dziury w serze, znikające cukierki, już nie mówiąc o dopiero co zakupionych przedmiotach. Ja od pierwszego spojrzenia pokochałam krasnoludki poranne, z którymi muszę mieć chyba na co dzień do czynienia, to one ten klej do powiek nam rano aplikują, powodują, że mamy rozczochrane włosy czy poplątane sznurówki oraz zmniejszają naszą koordynację ruchową. U mnie w domu, tych krasnoludków musi być chyba faktycznie bardzo dużo. Dowiemy się skąd biorą się te małe ludziki, jak są zbudowane, w jaki sposób przemieszczają się i jakie, co kwadrans, mają olimpiady. Jakie zadania mają kosmoludki, jak możemy z nimi trenować, przypomnimy sobie różne bajkowe krasnoludki jak i te domowe. Książka jest pięknie wydana, twarde, duże strony pozwolą na pewno na dłuższe jej użytkowanie. To jedna z tych pozycji z którymi naprawdę bardzo ciężko się rozstać, jest po prostu przeurocza, choć krasnoludki też bywają bestie złośliwe, to nie sposób od nich oderwać oczu. Bałam się, czy się troszeczkę nie rozczaruję, bo opracowań takich ilustracyjny na temat krasnoludków na rynku jest sporo. Jednak wspaniała wizja twórcza autora, zachwycająca wyobraźnia spowodowała, że jego prace można oglądać godzinami.
Jeśli ktoś jest przerażony zbliżającymi się świętami i potrzebą szukania prezentów dla najmłodszych, to jeden problem już ma z głowy. Idealnie będzie pasować!

pokaż więcej

 
2018-10-08 15:36:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Naprawdę trudno nie wiedzieć, kto to Artur Andrus. Tego popularnego częstochowskiego dziennikarza, często widzimy w roli konferansjera, na różnego rodzaju kabaretonach czy koncertach. To autor książek, tekstów piosenek, komentator „Szkła kontaktowego”. Znany z niesamowicie ciętego języka, z wieloznaczności jego tekstów, lekkiego cynizmu czy też wspaniałej satyry. Od wielu lat przyzwyczajeni... Naprawdę trudno nie wiedzieć, kto to Artur Andrus. Tego popularnego częstochowskiego dziennikarza, często widzimy w roli konferansjera, na różnego rodzaju kabaretonach czy koncertach. To autor książek, tekstów piosenek, komentator „Szkła kontaktowego”. Znany z niesamowicie ciętego języka, z wieloznaczności jego tekstów, lekkiego cynizmu czy też wspaniałej satyry. Od wielu lat przyzwyczajeni jesteśmy do klasycznej formy czytanych bajek. Artur Andrus doszedł jednak do wniosku, że jakby nie było można by spróbować je napisać inaczej, co prawda z zamkniętymi oczami mu to niestety nic nie wychodziło, ale jak tylko je otworzył, powstały oto właśnie takie bajki. Gdy je poznałam od razu przyszło mi do głowy pytanie: do kogo tak naprawdę one zostały skierowane? Niby dla dzieci ale po przeczytaniu całego tomu, mam wrażenie, że najlepiej i najszybciej odnajdą się w nich dorośli. Pełne wspaniałego humoru, ogromnej ilości dwuznaczności, z widocznym drugim dnem, bawią swoim tekstem, napisane nietuzinkowym stylem z zabawą polskim językiem. Poruszone w tekstach tematy, są jak najbardziej bajkowe, mamy tutaj Królewnę Rzodkiewkę, dla której nadszedł czas znalezienia sobie męża, mamy cały budynek zamieszkały przez interesujące smoki, czy też dowiemy się co tak naprawdę można wynieść z biblioteki, a nie chodzi tu tylko wypożyczanie książek. Muszę przyznać się, że kilka bajek przeczytałam wielokrotnie, za każdym razem dostrzegając jeszcze inny niuans w tekście, i to jest właśnie w tej prozie bajkowej Artura Andrusa najciekawsze. Kilka przeczytał mój syn i muszę stwierdzić że on odebrał teksty zupełnie inaczej niż ja, widział w nich zupełnie inne ważne tematy. Dlatego myślę że ta uniwersalność tych tekstów i jest bardzo dobra, ponieważ mogą być czytane przez całe rodziny, od babci po wnuka. Satyra ma to do siebie, że niektórzy obrażają się na nią, innych bawi, a jeszcze innych potrafi zdenerwować. W bajkach Andrusa możemy odnaleźć się my sami, z naszymi myślami, z ukrytymi problemami. Czy są to faktycznie bzdurki ? Nie sądzę. To kawałek bardzo dobrej, pełnej błyskotliwości prozy. Czytając te teksty, od razu mamy przed oczami autora, z jego mimiką, oszczędna gestykulacją, spokojem ale i z pewną przekorą w oku.
Bajki ilustrował Daniel de Latour, którego ilustracje z „Domu nie z tej ziemi” Magdaleny Strękowskiej- Zaremby, utkwiły mi w pamięci z powodu przebijającego w nich realizmu. Tutaj również świetnie poradził sobie z tematem, dużo zabawnych szczegółów, mocne kolory, pasują idealnie do tekstu.
Bohaterowie starszych bajek muszą już troszkę odpocząć, dlatego jest to idealny czas na poznanie nowych historii. Gorąco polecam.

pokaż więcej

 
2018-10-05 17:54:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Pierwszy raz przygody Kubusia Puchatka przeczytałam w szkole podstawowej. Od samego początku wzruszał mnie ten mały miś, co prawda o niewielkim rozumku ale jak się umiejący trafnie komentować swoją rzeczywistość. Jego piosenka o chmurce momentalnie zapadła mi w pamięć i do dzisiaj ją sobie często podśpiewuję. Opowieść o Stumilowym lesie i jego mieszkańcach, fantastycznie przetłumaczyła Irena... Pierwszy raz przygody Kubusia Puchatka przeczytałam w szkole podstawowej. Od samego początku wzruszał mnie ten mały miś, co prawda o niewielkim rozumku ale jak się umiejący trafnie komentować swoją rzeczywistość. Jego piosenka o chmurce momentalnie zapadła mi w pamięć i do dzisiaj ją sobie często podśpiewuję. Opowieść o Stumilowym lesie i jego mieszkańcach, fantastycznie przetłumaczyła Irena Tuwim. Gdy przeczytałam tę opowieść później, w wieku nastoletnim, dopiero wtedy zaczęłam zauważać jej właściwe przesłanie i to, że tak naprawdę, nie jest to książka dla dzieci, że wszystkie w niej zawarte problemy, dotyczą przede wszystkim nas dorosłych. Znajdziemy w niej dużo elementów filozofii, psychologii i socjologii ubranych w ciekawą bajkę o zwierzętach. Przyjaźń, współczucie, matczyna miłość to tylko nieliczne tematy stanowiące w niej drugie dno. Kubuś jest na pewno postacią nietuzinkową. To samo można powiedzieć o Prosiaczku, Sowie, Kłapouchu czy Króliku. Każdy z nich jest ogromną indywidualnością, ma swoje zasady, swój rytm dnia, lecz także marzenia. Ich wzajemne relacje są bardzo różne, jednak na pewno to co widać na pierwszym planie, to obojętne od charakteru czy zachowań, łączy ich bardzo silna więź. Obdarzone ludzkimi cechami stają się czytelnikowi niezwykle bliskie.. Razem z nimi przeżywa ich porażki, cieszy się, że spotka ich coś miłego, martwi się, gdy mają kłopoty jak Kłapouchy. Zupełnie jak w życiu.
To akurat wydanie wygląda wspaniale, twarda oprawa, świetna grafika, może być naprawdę ciekawym prezentem, wcale nie tylko dla najmłodszych. Nie można zapomnieć też o fantastycznych ilustracjach Ernesta H. Sheparda, które są niezwykle ciepłe, w tym akurat wydaniu poprzez użycie jesiennych barw idealnie pasują do pogody za oknem. Opowieści o Kubusiu kompletnie nie tracą na aktualności, wciąż żywe, niezmiennie wzruszają i absolutnie nie potrzebują żadnych rekomendacji. Są jakością same w sobie.

„Sztuka dawania podarunku polega na tym, aby ofiarować coś, czego nie można kupić w żadnym sklepie.”

pokaż więcej

 
2018-10-03 18:08:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Często w naszych ogrodach czy na balkonach mamy gości, o których możemy powiedzieć tylko tyle, że pięknie wyglądają i niestet nie znamy ich nazw. Nie wiemy co naprawdę lubią, gdzie najlepiej się czują, myślę tutaj o motylach, które piękne, barwne, przyciągające oko, są chyba jednymi z najbardziej ulubionymi przez nas owadami. Ja sama, bardzo często, nie umiałam odpowiedzieć dziecku na pytanie... Często w naszych ogrodach czy na balkonach mamy gości, o których możemy powiedzieć tylko tyle, że pięknie wyglądają i niestet nie znamy ich nazw. Nie wiemy co naprawdę lubią, gdzie najlepiej się czują, myślę tutaj o motylach, które piękne, barwne, przyciągające oko, są chyba jednymi z najbardziej ulubionymi przez nas owadami. Ja sama, bardzo często, nie umiałam odpowiedzieć dziecku na pytanie jak j któryś z motyli się nazywa, bo w głowie tkwią tylko te podstawowe ich nazwy jak bielinek, czy pawie oko. „Mały Atlas motyli” Ewy i Pawła Pawlaków, to prawdziwa skarbnica wiedzy, właśnie na ten, jakże ciekawy temat. Posiada formę wspaniałego barwnego elementarza, pięknie wydany na twardych kartkach, jest niewątpliwie interesującą lekturą nie tylko dla naszych latorośli. Każdy motyl ma swoją barwę fotografię i namalowany portret przez pana Pawła jak i wspaniale jest ukazany na kolażu pani Ewy. Rysunki małej Hani również oddają ich charakterystyczne cechy. Muszę się przyznać, że po raz pierwszy spotkałam się z nazwami: mieniak tęczowiec czy zorzynek rzeżuchowiec, dlatego z ogromną ciekawością przeglądałam tę wspaniałą galerię kolorowych bohaterów. Pozycja ta to fantastyczna pomoc dla nas rodziców. Będziemy mogli teraz odpowiadać na dziesiątki pytań swoich dzieci a i one same mnóstwo się z niej dowiedzą. Ja jestem pod bezwzględnym urokiem kolaży pani Ewy, które fantastycznie podpowiadają i jak można samemu wykonać taką pracę i dzieci na pewno z chęcią podejmą takie wyzwanie. Ja czytając niechcący z trójniaka przestrojnika zrobiłam co prawda przystojniaka, ale po dłuższym przyglądnięcia się, uważam, że dużo nie pomyliłam się. Fantastyczne, eleganckie, brązowe barwy, bardzo dobrze do niego pasują dodając mu elegancji.
Niedługo motyle zapadną w diapauzę, świat stanie się szarobury, dlatego myślę, że ta lektura bardzo dobrze ubarwi każdy dzień, przy okazji wzbogacając wiedzę.
Książkę, ogląda się jak albumy malarstwa, z pietyzmem i dokładnością i uwierzcie , że za każdym razem dostrzeże się jakiś nowy element. Dopracowana w najdrobniejszym szczególe, pozwala poszerzyć zainteresowania najmłodszych a jednocześnie pozwoli na spotkanie z prawdziwą sztuką. Gorąco polecam.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
227 202 1133
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (8)

zgłoś błąd zgłoś błąd