Dom bez klamek

Cykl: Nina Warwiłow (tom 1) | Seria: Ze Strachem
Wydawnictwo: Czarne
6,58 (106 ocen i 32 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
8
8
21
7
27
6
27
5
11
4
4
3
5
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380496873
liczba stron
344
język
polski
dodał
L_Settembrini

12 grudnia wcześnie rano pielęgniarka na oddziale C8 szpitala psychiatrycznego w Weseliskach dokonuje makabrycznego odkrycia. W nocy jeden z pacjentów został brutalnie zamordowany. Podejrzenie pada na pozostałych chorych i personel medyczny. Policja, która wkrótce przyjeżdża na miejsce zdarzenia, nie może pozwolić, by ktokolwiek opuścił oddział. C8 zostaje zamknięte dla świata. Niebawem okaże...

12 grudnia wcześnie rano pielęgniarka na oddziale C8 szpitala psychiatrycznego w Weseliskach dokonuje makabrycznego odkrycia. W nocy jeden z pacjentów został brutalnie zamordowany. Podejrzenie pada na pozostałych chorych i personel medyczny. Policja, która wkrótce przyjeżdża na miejsce zdarzenia, nie może pozwolić, by ktokolwiek opuścił oddział. C8 zostaje zamknięte dla świata.

Niebawem okaże się, że pytań jest więcej niż odpowiedzi, a przeszłość osób zamieszanych w zbrodnię pełna jest mrocznych tajemnic, przemocy, bólu i zła. Splątane wątki śledztwa próbuje rozwikłać młoda podkomisarz Nina Warwiłow. Jednak morderstwo w szpitalu psychiatrycznym to nie jedyne, co zaprząta jej myśli. Musi poradzić sobie ze swoją przeszłością i podjąć trudne decyzje, które zaważą na jej przyszłości.

Czasami własne wspomnienia mogą być więzieniem, z którego najtrudniej się wyrwać…

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Sylwia książek: 918

Polskie kryminalne podwórko

Zawsze jestem pełna obaw, kiedy sięgam po kryminał, który okazuje się być literackim debiutem danego autora. Wiadomo - z debiutami bywa różnie i nierzadko wyciągamy po nie ręce właśnie pełni dystansu i nastawieni sceptycznie, bo któż wie, co spotka nas na kolejnych stronach. Kryminały to natomiast na tyle w moim odczuciu wymagający gatunek, że tym bardziej początkujący dopiero autor może się potknąć - i to nie raz. Jednak zdecydowałam się na lekturę „Domu bez klamek” autorstwa Jędrzeja Pasierskiego; nie wiem, co mnie podkusiło, ale na pewno nie bez znaczenia był wydawca, czyli Czarne, z którym nie miałam jeszcze szansy się pogniewać - każde dzieło od nich było przynajmniej dobre. Wzięłam więc głęboki oddech, zapomniałam o moim ostatnim - niezbyt udanym - spotkaniu z innym młodym polskim autorem i zabrałam się do lektury. Czym zaskoczył mnie „Dom bez klamek”? No cóż - przede wszystkim tym, że w ogóle udało mu się mnie zaskoczyć.

W środku nieprzyjemnego i szarego grudnia, w szpitalu psychiatrycznym położonym w Weseliskach dochodzi do morderstwa. Jednak to nie chory umysłowo pacjent zabija kogoś z personelu - jak można by się spodziewać - lecz ofiarą pada właśnie jeden z podopiecznych, niejaki Piotr Setnik, starszy już jegomość, który dzielił pokój z dwoma innymi mężczyznami. Wielokrotne rany kłute na brzuchu nie pozostawiają złudzeń co do tego, że było to morderstwo, w dodatku wszystko wskazuje na to, że dokonane w afekcie. Jednak morderca nie pozostawił po sobie żadnych...

Zawsze jestem pełna obaw, kiedy sięgam po kryminał, który okazuje się być literackim debiutem danego autora. Wiadomo - z debiutami bywa różnie i nierzadko wyciągamy po nie ręce właśnie pełni dystansu i nastawieni sceptycznie, bo któż wie, co spotka nas na kolejnych stronach. Kryminały to natomiast na tyle w moim odczuciu wymagający gatunek, że tym bardziej początkujący dopiero autor może się potknąć - i to nie raz. Jednak zdecydowałam się na lekturę „Domu bez klamek” autorstwa Jędrzeja Pasierskiego; nie wiem, co mnie podkusiło, ale na pewno nie bez znaczenia był wydawca, czyli Czarne, z którym nie miałam jeszcze szansy się pogniewać - każde dzieło od nich było przynajmniej dobre. Wzięłam więc głęboki oddech, zapomniałam o moim ostatnim - niezbyt udanym - spotkaniu z innym młodym polskim autorem i zabrałam się do lektury. Czym zaskoczył mnie „Dom bez klamek”? No cóż - przede wszystkim tym, że w ogóle udało mu się mnie zaskoczyć.

W środku nieprzyjemnego i szarego grudnia, w szpitalu psychiatrycznym położonym w Weseliskach dochodzi do morderstwa. Jednak to nie chory umysłowo pacjent zabija kogoś z personelu - jak można by się spodziewać - lecz ofiarą pada właśnie jeden z podopiecznych, niejaki Piotr Setnik, starszy już jegomość, który dzielił pokój z dwoma innymi mężczyznami. Wielokrotne rany kłute na brzuchu nie pozostawiają złudzeń co do tego, że było to morderstwo, w dodatku wszystko wskazuje na to, że dokonane w afekcie. Jednak morderca nie pozostawił po sobie żadnych śladów, nie ma też w zasadzie podejrzanych. Kto mógł chcieć śmierci starszego, schorowanego człowieka? Do śledztwa zostaje przydzielona jeszcze będąca przed - zbliżającą się jednak nieuchronnie - czterdziestką pani podkomisarz Nina Warwiłow - policjantka zarówno z powołania, jak wedle rodzinnej tradycji; jej ojciec, teraz pijak i żul, również służył kiedyś w policji, w dodatku współpracował z jej obecnym przełożonym, komisarzem Matkowskim. Znalezienie sprawcy, na co coraz usilniej zaczną naciskać media i szefostwo, to jednak nie jedyne zmartwienia Warwiłow. Kobieta właśnie zakończyła wieloletni związek (a w zasadzie zakończył go Tomek, który po prostu się wyprowadził), więc w jej życiu osobistym panuje niemały chaos. Piękny duży loft, za który w sporej części płacił ukochany, jeszcze przez chwilę jest jej azylem, ale jak długo utrzyma go z policyjnej pensji? Widmo obskurnej kawalerki wisi nad nią złowieszczo, podobnie jak samotne wieczory. Do tego dochodzi jeszcze wiecznie pijany ojciec, którego Nina musi pilnować, by nie zamarzł gdzieś na ławce w parku lub nie umarł z głodu. Pani podkomisarz nie ma lekko, a sprawa, nad którą pracuje, coraz bardziej nie cierpi zwłoki. Wśród podejrzanych brutalnego morderstwa są zarówno współlokatorzy Setnika - Białorzeczny i Strąk - jak i ordynator szpitala, Barwiecki. Jednak kiedy na jaw wychodzą nieznane do tej pory, szokujące szczegóły z dawnego życia ofiary, okazuje się, że sprawcy należy zacząć szukać gdzie indziej, gdzieś w przeszłości zamordowanego.

Morderstwo w szpitalu psychiatrycznym - w niezbyt zachęcającej (o ile w ogóle jakikolwiek szpital może być zachęcający), starej, obdrapanej, zaniedbanej, niemalże zapomnianej placówce… z początku mnie to nie przekonywało. Kręciłam nosem, podczas lektury pierwszych kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu stron. Nie dałam jednak Pasierskiemu kredytu zaufania, więc i nie mógł mnie zawieść, dlatego nie czułam się oszukana czy rozżalona - tym specyficznym rodzajem czytelniczego żalu, kiedy zawiedzie nas książka, w której pokładaliśmy choćby minimalne nadzieje. Jakoś przez to przebrnę - pomyślałam - dotrwam do końca, po drodze odkrywając sprawcę zapewne szybciej niż pozostali bohaterowie, i po prostu odłożę “Dom bez klamek” na półkę. Tymczasem pierwsze oznaki znużenia zaczęły szybko ustępować, a ja coraz mocniej i natarczywiej wbijałam się wzrokiem w lekturę. Chciałam wiedzieć i rozumieć więcej, chciałam bliżej poznać bohaterów i obserwować ich z różnych perspektyw; chciałam wyjaśnień i rozwiązań. Zaczęłam czegoś od autora podświadomie żądać - a to był już całkiem niezły znak. Od połowy książki historia wciągnęła mnie na tyle, że w zasadzie były momenty, kiedy po prostu nie chciałam się od niej oderwać - zwłaszcza pod koniec, kiedy wszystko zmierzało ku ostatecznym wyjaśnieniom. Zainteresowanie i wciągnięcie czytelnika w opowiadaną historię to chyba dobra droga do tego, by książka okazała się sukcesem. Ciekawi i wielowymiarowi bohaterowie to kolejny trudny zakręt na tej ścieżce, ale i ten udało się Pasierskiemu pokonać bez większych problemów. Nina Warwiłow nie jest bohaterką, którą się lubi bezwarunkowo - nie jest ani tak bystra i inteligentna, by czytelnikowi zrobiło się głupio, ani tak niedomyślna i naiwna, by wydawało się to podejrzane. Jeśli można się tak wyrazić o bohaterze książki, to powiedziałabym, że Warwiłow jest w sam raz. W ogóle „Dom bez klamek” wypełniają bohaterowie w jakiś sposób wpasowujący się w szarą i wyniszczoną grudniem Warszawę - są zmęczeni, niejednokrotnie przybrudzeni moralnie, smutni. Mało w nich nadziei i radości - ale tacy właśnie pasują do tej opowieści.

Ogromny plus należy się Jędrzejowi Pasierskiemu za to, że w przeciwieństwie do wielu powieści przedstawiających śledztwo policyjne, pokazał, jak wielu ludzi przy takiej sprawie pracuje. Choć Nina jest główną bohaterką tej historii, to nie jest ona samotną policjantką, która w pojedynkę rozwiązuje mroczną zagadkę i zbiera wszystkie laury - wręcz przeciwnie. Pracuje nad sprawą ona, pracuje aspirant Chodkowski, wtrąca się podkomisarz Białek, z którym Warwiłow nie od dziś ma na pieńku, przydzielony do sprawy zostaje nowy prokurator. Zebrania z udziałem tych wszystkich i jeszcze kilku dodatkowych osób są miła odmianą od kryminałów, w których dzielni policjanci czy detektywi sami, w zaciszu własnego domu lub umysłu, rozwiązywali największe zagadki - nie tylko bez pomocy, ale także bez wiedzy i zgody współpracowników i władz. To, o czym często myślałam również, podczas lektury, to fakt, że Pasierskiemu udało się na całe szczęście uniknąć wpadnięcia w pułapkę “za dużo”, w jaką często wpadają debiutujący pisarze - zwłaszcza poruszający się po polu kryminał/thriller. To by było proste - dać się porwać szaleństwu, omamić czytelnika milionem tropów, z których każdy okazałby się fałszywy, by na koniec główny bohater, ni stąd, ni zowąd, wpadł na kompletnie nieprawdopodobne rozwiązanie, które okazałoby się zgodne z prawdą. Nietrudno byłoby przekombinować. A jednak autorowi udało się tego uniknąć i chwała mu za to - dzięki temu nie otrzymaliśmy może opowieści, która trzyma nas bez tchu przez całą lekturę, a potem nie pozwala zasnąć, ale w nasze ręce trafił kryminał bardzo porządny, dobrze skonstruowany, z ciekawymi bohaterami, który nie robi z czytelnika wariata i raczy go na koniec prawdopodobna historią, a nie taką, której może i nikt się nie spodziewał, ale tylko dlatego, że została wyssana z palca, a jej poszczególne elementy nie trzymają się przysłowiowej kupy.

„Dom bez klamek” to pierwsza część cyklu z Niną Warwiłow w roli głównej. Podobno Pasierski pracuje już nad drugim tomem, po który - kiedy tylko się ukaże - jak najbardziej sięgnę. Nie ma tu fatalnych, nielogicznych rozwiązań, nie ma tu bzdur i bohaterów, którzy kłują nas w oczy swoją idealnością. Nie ma naiwnych dialogów, które rażą swoją sztucznością. Jędrzej Pasierski nie starał się na siłę - i chwała mu za to - zamerykanizować swojej powieści. Nie bał się nadać jej swojskiego, polskiego rysu i brak tych obaw bardzo pozytywnie odbił się na książce. Mamy dobrze znane nam polskie imiona, mamy dobrze znaną tak bohaterce, jak i autorowi, warszawską Pragę. Mamy w końcu polskie, kryminalne podwórko, na którym widać, że pisarz czuje się bardzo dobrze, dzięki czemu czytelnik otrzymuje zgrabnie i sprawnie napisaną historię. Myślę, że jest na co czekać w kontekście kolejnych tomów, bo Nina Warwiłow to ciekawa bohaterka, która zapewne niejednemu mężczyźnie da jeszcze popalić.

Sylwia Sekret

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (738)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 565
Kiwi_Agnik | 2018-06-19
Przeczytana: 19 czerwca 2018

Niezły kryminał, udany debiut.

Jestem zaskoczona, pozytywnie, bo sięgając po powieść "Dom bez klamek" oczekiwałam... w zasadzie niczego nie oczekiwałam.
A otrzymałam dobry kryminał...

Od pierwszych stron dałam się porwać szpitalnej atmosferze, udzieliło mi się zaangażowanie głównej bohaterki, a dochodzenie prawdy i zaciętość w rozwiązaniu śledztwa nastręczało mi rozmyślań.

Fabuła? zawikłana, ale dość zjadliwa i w miarę logicznie poprowadzona, w miarę, bo kilka razy gubiłam się w wątkach.
Akcja? nie była jakaś spektakularna, ale jak zaczęłam czytać to tak się wciągałam w treść, że nie potrafiłam oderwać się od książki, co skutkowało tym, że mimo natłoku zajęć książkę "połknęłam" w niecałe trzy dni.
Główna bohaterka? twarda babka z charakterem i uporem, z "ludzkimi" problemami.
Od samego początku poczułam sympatię do pani podkomisarz Niny i kibicowałam jej.

Kryminałowi nie mam nic do zarzucenia; sprytne posunięcia, udane zabiegi zwrotów akcji, dobry język.

Podsumowując: książka...

książek: 528
Marzena | 2018-06-25
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 25 czerwca 2018

Kiedy sięgam po kryminał oczekuję, że Autor skupi się na tym co najważniejsze - na zbrodni i próbach rozwiązania zagadek które jej dotyczą. Oczywiście - ktoś tę zbrodnię popełnił i ktoś inny stara się znaleźć sprawcę, więc normalne, że pewne obyczajowe wątki też powinny się pojawić, a jeżeli weźmiemy pod uwagę, że autor szykuje dla nas cykl powieści z danym bohaterem, wtedy pewne dodatkowe informacje są jak najbardziej na miejscu.

Tymczasem czytając "Dom bez klamek" miałam nieodparte wrażenie, że to gotowy scenariusz dla jakieś południowoamerykańskiej telenoweli, gdzie najważniejsze są wewnętrzne rozterki bohaterki. Oczy mej wyobraźni dały się porwać temu wrażeniu i widziały już jak podkomisarz Nina Warwiłow, gdzieś w Wenezueli, niczym pełnokrwista Lusesita, czy inna Esmeralda, miota się pomiędzy Alejandro a Fernando (Eusebio, Miquelem, Diego, Fabio i Sebastianem - nasza bohaterka jest piękną i powabną, jednocześnie delikatną i twardą, więc ma, że tak to ujmę, branie) ...

książek: 463
Jolka | 2018-06-26
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 26 czerwca 2018

"Dom bez klamek" jak na debiut Jędrzeja Pasierskiego jest na prawdę bardzo dobry.Przedstawiona historia jest pełna tajemnic,sekretów,powiązań z przeszłością i zarazem taka realistyczna.Bardzo fajnie,że autor nie puścił wodzy fantazji do granic możliwości ale usadowił je na odpowiednim miejscu,by sprawiły ,że czytelnik usiądzie wygodnie i nie będzie mógł się oderwać od stron powieści.Osadzenie akcji w domu psychiatrycznym było to dla mnie spore zaskoczenie ale nadało książce niesamowitego klimatu,który bądź co bądź pasuje do kryminału.Co prawda myślałam,że to jest właśnie ten Dom bez klamek ,a tu proszę spore zaskoczenie..
W książce tej podoba mi się to,że autor nie ucieka w osadzeniu akcji gdzieś w amerykańskich miasteczkach a wręcz przeciwnie całą akcję osadził w polskiej architekturze i naszym rodzimym pejzażu. I chwała za to,że nie muszę wysilać się nad łamaniem języka.
"Dom bez klamek" to pierwsza część z główną bohaterką podkomisarz Nina Warwiłow,jestem ciekawa jak autor...

książek: 1202
żurawie_origami | 2018-07-24
Na półkach: 2018, Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 24 lipca 2018

Mam problem z tą książka, bo miałam co do niej bardzo duże oczekiwania, ale niestety czuję się zawiedziona. Jak dla mnie potencjał ogromny, ale książka przegadana, czasem nudnawa, nie zaciekawiła mnie na tyle, by z wypiekami na twarzy czytać, nie mogąc się doczekać rozwiązania. Do tego rozwiązanie zagadki podane w ekspresowym tempie. Bohaterowie nijacy, żaden nie wzbudził we mnie uczuć, ani negatywnych, ani pozytywnych. Nie wiem czy sięgnę po kolejne tomy, ale pewnie tak, z sentymentu do imienia autora, mój syn ma tak samo na imię, więc panu Jędrzejowi dam jeszcze jedną szansę :)

książek: 2327
Renax | 2018-07-13
Przeczytana: 12 lipca 2018

Ten najnowszy kryminał od Czarnego przeczytałam jednym tchem! 'Dom bez klamek' to opowieść o morderstwach, które mają miejsce w szpitalu psychiatrycznym, tytułowym domu bez klamek.
Miejsce to, jak i choroby psychiatryczne są tzw. tabu nie tylko w Polsce. A jednocześnie oczekuje się, że szpital psychiatryczny jako placówka medyczna zapewni pacjentom bezpieczeństwo.Gdy więc w takim domu bez klamek, gdzie nikt niepowołany nie może ani wejść, ani wyjść, znajdujemy trupa z rozciętym brzuchem i uduszonym, to można czuć przerażenie i pytać kto morduje? Pacjent czy personel?
Rozwiązanie po wielu perypetiach znajduje pani podkomisarz Nina Warwiłow. Musi ona nie tylko rozwikłać zagadkę, ale i stawiać czoło szowinistycznemu podejściu do kobiet policjantek w ten szanownej instytucji.
Czytałam z zapartym tchem. Jako czytelniczka zauważyłam, że nie ma tutaj zapychaczy treści, tak jak to często bywa w kryminałach. Bardziej książka jest w stylu Mankella, z tym swoim skupieniem się na temacie, z...

książek: 1126
ejwa1960 | 2018-06-14
Przeczytana: 14 czerwca 2018

Jak na debiut to książka jest bardzo dobra dodałabym nawet plusik do tej oceny.Akcja rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym,prowadzona przez podkomisarz Ninę Warwiłow.To nie tylko kryminał jest tu także wątek obyczajowy,ale więcej kryminału.Dużo dialogów,mało zbędnych opisów co sprawia,że książkę czyta się szybko z zapartym tchem i czekam z niecierpliwością na dalszą część.Polecam!

książek: 1464
joaśka | 2018-10-08
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 08 października 2018

Bardzo udany debiut. Słucha się z dużą przyjemnością i oczekiwaniem dalszego ciągu. Polubiłam podkomisarz Ninę: kobietę z własnymi problemami (powiedziałabym nieco ironicznie, że przecież każdy policjant w książce musi mieć problemy ;)), ale w granicach normy. Fajna, mądra i bez zadęcia kobieta. Sama historia też ciekawa a rozwiązanie bez zbędnego przekombinowania. Czekam na ciąg dalszy.

książek: 559
Bzibzioh | 2018-09-11
Przeczytana: 11 września 2018

Dość dobry kryminał z rozbudowanymi wątkami obyczajowymi. Jest w książce nieco zaskoczeń. Myślałam, że będzie to kryminał w domu wariatów, ale niestety dom okazał się pełen całkiem normalnych pacjentów. Za to nie wszyscy pracownicy spełniali normy...

książek: 248
DorotaKa | 2018-06-18
Na półkach: Przeczytane

Zacznę od tego, że od samego początku lektury czułam się traktowana poważnie. Co mam na myśli? Pani podkomisarz od wejścia na oddział zaczęła pracę, która jak dla mnie wyglądała na bardzo realistyczną. Błędy, które w trakcie śledztwa popełniła, robiły wrażenie takich, jakie rzeczywiście mogłyby zdarzyć się w prawdziwej policyjnej robocie. Nic tu nie było zrobione na siłę, przekombinowane, nic nie raziło w oczy jakimkolwiek naciąganiem, byle tylko zakręcić trochę w fabule. Ta sama z siebie była odpowiednio zawikłana, a jednocześnie przy finałowej scenie wszystko logicznie z siebie wynikało. Takie podejście do tworzenia fabuły mi się podoba, takie traktowanie czytelnika doceniam.
(...) www.coprzeczytalam.pl

książek: 2046
Kasia b | 2018-06-18
Na półkach: Przeczytane

Czyta się dobrze, akcja jest wartka i obfitująca w nagłe zwroty. Bohaterowie, co prawda może dość stereotypowi, ale udatnie zarysowani. Atrakcyjna policjantka, córka starego gliny, nieopierzony prokurator, dzielny aspirant przypominający Pratchett'owego Marchewę, podkomisarz elegancik, z ego proporcjonalnym do wygórowanych ambicji. Z drugiej strony pensjonariusze zakładu dla psychicznie chorych. I tu zaczynają się schody - właściwie wątek szpitala bez klamek jest dość zmarnowany, szpitalne realia przedstawiono po łepkach, o pacjentach szczerze mówiąc, też nie dowiemy się wiele - po za tymi paroma skutecznie "unieszkodliwionymi". Nieco lepiej sprawa wygląda z personelem - tu mamy pełną galerię osobliwości. Największy problem to jednak sam zamysł - intryga jest wręcz idiotycznie naciągana, przypomina pozszywane przedwojenną nicią chirurgiczną rojenia pacjenta tytułowego przybytku, zahaczające nieco o kanwę brazylijskiego serialu.

zobacz kolejne z 728 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Powiązane treści
Patronaty tygodnia

Im bliżej wakacji, tym więcej książkowych premier otrzymujemy. W tym tygodniu na naszej specjalnej liście znajdziecie nie tylko trzymające w napięciu kryminały, ale również idealne na plaże romanse i fantastykę. Biorąc pod uwagę, że do wakacji zostały nam dwa tygodnie, proponujemy budowę zamku z nowości, którymi zasypują nas wydawnictwa. Przynajmniej będziemy mieć pewność, że na plaży nie zabraknie nam nowych lektur.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd