-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska15 -
Artykuły
Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać378
Książki oprawione w ludzką skórę
Dość makabrycznego, choć interesującego odkrycia dokonali niedawno naukowcy z Harvardu. W harvardzkiej bibliotece, zawierającej 15 milionów woluminów, odkryli trzy książki oprawione w ludzką skórę.
Nie są to bynajmniej pierwsze znane nam książki oprawione w ludzką skórę. Bibliotekarze z Harvardu uważają zresztą, że ich biblioteka zawiera ich zapewne więcej, nie jest jednak łatwo je zidentyfikować bez prowadzenia badań DNA, a i te nie zawsze dają jednoznaczne wyniki. Oprawianie książek w ludzką skórę było czasem praktykowane od mniej więcej XVII wieku, choć nawet wtedy było uważane za kontrowersyjną praktykę.
Książki odkryte w harvardzkiej bibliotece pochodzą z trzech różnych kolekcji. Najstarsza z nich została wydana prawdopodobnie w 1605 roku i nosi tytuł „Practicarum quaestionum circa leges regias...”.
Jest to traktat dotyczący prawa hiszpańskiego, oprawiony w delikatną, żółtawą skórę. Na ostatniej stronie ma ręcznie napisaną notatkę: oprawa tej książki to wszystko, co pozostało po moim przyjacielu Jonasie Wright, który został żywcem obdarty ze skóry przez Wavuma [afrykańskie plemię] czwartego dnia miesiąca sierpnia 1632 roku. Król Mbesa dał mi tę książkę, która wcześniej należała do biednego Jonasa, razem z kawałkiem jego skóry, przeznaczonej na oprawę. Niech spoczywa w pokoju.
David Ferris, kurator działu książek rzadkich i rękopisów w Langdell Law Library na Harvardzie powiedział, że oprawienie książki w skórę tragicznie zmarłego przyjaciela było rodzajem hołdu, czymś w rodzaju biżuterii zawierającej włosy ukochanej osoby. Nam wydaje się to makabrycznym pomysłem, ale intencją mogło być uhonorowanie Jonasa Wrighta.
Książkami najczęściej oprawianymi w ludzką skórę były traktaty medyczne. Do takiej kategorii należy druga z harvardzkich książek, wydrukowana w 1880 roku “Des destinées de l’ame...”, będąca zbiorem esejów dotyczących ludzkiego ducha. Przy książce kiedyś była notatka, obecnie zaginiona, z której wynikało, że tom oprawiony jest w skórę pochodzącą z pleców kobiety będącej pacjentką francuskiego szpitala dla umysłowo chorych, która zmarła na apopleksję i po której ciało nikt się nie zgłosił. Autor książki, Arsène Houssaye, podarował ten egzemplarz swojemu przyjacielowi, doktorowi Bouland. Ten kazał książkę oprawić w ludzką skórę, twierdząc, że dzieło dotyczące ludzkiej duszy zyska, kiedy otrzyma ludzką skórę.
Trzecią książką w harvardzkich zbiorach „Metamorfozy” Owidiusza. Wewnątrz okładki znajduje się odręczna notka ołówkiem – „oprawione w ludzką skórę”.
Prawdopodobnie najsłynniejszą książką noszącą tak kontrowersyjną okładkę jest “The Highwayman: Narrative of the Life of James Allen alias George Walton”, książka znajdująca się w zbiorach biblioteki Boston Athenaeum. Jest to pamiętnik znanego XIX-wiecznego przestępcy z Massachusetts. Jest zapisem wyznania, które George Walton uczynił leżąc na łożu śmierci w więzieniu w Bostonie. Jeden z mężczyzn zaatakowanych niegdyś przez Waltona zrobił na nim wyjątkowe wrażenie swoją odwagę. Walton poprosił więc strażnika, żeby ten spisał jego wspomnienia, oprawił je następnie w jego skórę i podarował temu mężczyźnie. Tym samym powstała prawdopodobnie jedyna książka oprawiona w skórę swojego autora. Oprawienie książki w ludzką skórę stało się w tym przypadku sposobem na nieśmiertelność.
komentarze [35]
...
...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNo to odniosłam mylne wrażenie po tym wielokropku ;)
No to odniosłam mylne wrażenie po tym wielokropku ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Wierzę.
Ubolewam wtedy, gdy jest ono "naruszone" albo zwierzę jest przetrzymywane w drakońskich warunkach.
Wierzę.
Ubolewam wtedy, gdy jest ono "naruszone" albo zwierzę jest przetrzymywane w drakońskich warunkach.
Może przejaskrawiłeś, ale widzę to podobnie.
Nie wierzysz w szybkie zabójstwo zwierzaka?
Może przejaskrawiłeś, ale widzę to podobnie.
Nie wierzysz w szybkie zabójstwo zwierzaka?
@electric_cat - Jasne, śmierć zwierzęcia bez męczarni za życia, bez sadyzmu, złej woli, bez męczenia go...
Myślę iż znaczące reakcje odnośnie książki oprawionej w ludzką skórę jest nieco podobnie jak z sytuacją opisywaną przez psychologów: z motywem czaszki na polu. Idziemy sobie, widzimy czaszkę, wzdrygamy się, czujemy się lekko zaniepokojeni (w większości). I zaraz główkujemy, czy coś nam grozi, czy to ludzka czaszka, czy nie, jeśli nie, to czy aby zupełnie na pewno.
Zostajemy tak wychowani, by uważać na siebie, na swoje przetrwanie, a takie "anty-fetysze" budzą nasze myślenie, obawy. Jednostkowe obawy, a równocześnie mamy to zapisane w genach masowo. To obawa związana z zagrożeniem naszego gatunku, akcja, czynnik/motyw, reakcja. I kalkulacja na podłożu emocjonalnym: "jutro" oprawią jakąś książkę w moją skórę?
Oczywiście przejaskrawiłem nieco, by pokazać, jak działa schemat.
Zagrożenie gatunku.
@electric_cat - Jasne, śmierć zwierzęcia bez męczarni za życia, bez sadyzmu, złej woli, bez męczenia go...
Myślę iż znaczące reakcje odnośnie książki oprawionej w ludzką skórę jest nieco podobnie jak z sytuacją opisywaną przez psychologów: z motywem czaszki na polu. Idziemy sobie, widzimy czaszkę, wzdrygamy się, czujemy się lekko zaniepokojeni (w większości). I zaraz...
Jestem za tym, by jak najwięcej ze mnie trafiło na "recykling". Chcę, by moje narządy - o ile się będą nadawać - zostały przeszczepione innym ludziom. Jeśli przyda się skóra - bierzcie. Martwe kocisko nie zabierze tego do Nawii.
Gdybym trzymała kiedyś w dłoniach książkę oprawioną w skórę ludzką, pewnie zadrżałaby mi ręka. Wychowałam się w świecie pamiętającym o oświęcimskim warkoczyku, o zbrodniach z czasów młodości dziadków. A jednak, gdyby ktoś kiedyś użył mojej skóry do oprawienia jakiejś książki (oby nie paranormala!), stałabym się po prostu tworzywem, substancją z opóźnionym powrotem do natury. Jakoś nie przejmuję się losem mojej doczesnej powłoki po śmierci. No to pojechałam kontrowersyjnie ;)
O oprawianiu książki w ludzką skórę pisał Stephen King, jednak nie będę o tym kłapać dziobem, bo po "Pamiętniku rzemieślnika" znam kilka zakończeń jego książek.
Bardzo lubię buty ze świńskiej skóry, szczególnie gdy mają śrubki w podeszwach i są podbite blachą. Zostałam kiedyś zaatakowana przez koleżankę ze szkoły, że ta świnka zmarła po to, by być butami. Odpowiedziałam jej, że pamiętając o losie Pepe, czy innej, będę te buty pastować regularnie, by mi służyły jak najdłużej. Może w ten sposób inny zwierzak nie będzie musiał tak szybko umierać. Nie mam nic przeciwko zabijaniu zwierząt, o ile jest to robione w sposób szybki i humanitarny.
Zbaczam z tematu.
Jestem za tym, by jak najwięcej ze mnie trafiło na "recykling". Chcę, by moje narządy - o ile się będą nadawać - zostały przeszczepione innym ludziom. Jeśli przyda się skóra - bierzcie. Martwe kocisko nie zabierze tego do Nawii.
Gdybym trzymała kiedyś w dłoniach książkę oprawioną w skórę ludzką, pewnie zadrżałaby mi ręka. Wychowałam się w świecie pamiętającym o...
Proszę jeszcze "zlinczować" obecne peruki - te z prawdziwych włosów ludzkich - o zgrozo: z ludzkich! I współcześnie, nie z dalekiej przeszłości.
Zupełnie nie rozumiem porównań do tragedii holokaustu i obniżania poziomu człowieczeństwa z tym tematem.
Proszę jeszcze "zlinczować" obecne peruki - te z prawdziwych włosów ludzkich - o zgrozo: z ludzkich! I współcześnie, nie z dalekiej przeszłości.
Zupełnie nie rozumiem porównań do tragedii holokaustu i obniżania poziomu człowieczeństwa z tym tematem.
chyba większość z nas ma lekkie odchylenie w stronę makabry :o
chyba większość z nas ma lekkie odchylenie w stronę makabry :o
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Ula: Oczywiście są kultury, które trzymają w domu ludzkie czaszki, co jest wyrazem szacunku dla pewnych wartości, ale nasza kultura nakazuje rozstawać się z tym, co martwe, nieważne, czy jest to zwierzę, czy człowiek
No nie posuwałabym się tak daleko. Prochy zmarłego są ewidentnie martwe, a w krajach zachodnich wcale nie tak mało osób trzyma je sobie na kominku czy półce. W Stanach to chyba wręcz swego czasu było modne, a to też nasza kultura. Nawet u nas był projekt ustawy zezwalającej na to, co oczywiście oprotestował Kościół, aczkolwiek ja osobiście podejrzewam, że dla Kościoła ważniejsze było zmniejszenie się zysków za pochówki i miejsca na cmentarzu niż kwestie kulturowe.
Nie zrozumcie mnie źle, ja zupełnie rozumiem, że dla kogoś to makabryczne i go obrzydza. Ja sama nie chciałabym mieć książki oprawionej w skórę zdartą z taty np. Chodziło mi raczej o to, że nawet dla naszej kultury to de facto żadne novum.
Ula: Oczywiście są kultury, które trzymają w domu ludzkie czaszki, co jest wyrazem szacunku dla pewnych wartości, ale nasza kultura nakazuje rozstawać się z tym, co martwe, nieważne, czy jest to zwierzę, czy człowiek
No nie posuwałabym się tak daleko. Prochy zmarłego są ewidentnie martwe, a w krajach zachodnich wcale nie tak mało osób trzyma je sobie na kominku czy półce....
K_Schmidt: k4PL: Mateusz: Jak się mają pojedyncze i dość ekscentryczne sposoby uczczenia zmarłego do ludobójstwa na skale przemysłową? Ilse Koch, jedna z największych zbrodniarek w historii ludzkości, nosiła torebki i rękawiczki ze skór wytatuowanych skazanców. Zlecała również robienie z nich abażurów i opraw książek. Pierwszy przykład z brzegu.
Tyle, że ona robiła to dla swoich chorych zachcianek i z pogardy dla ofiar, a tu mowa o przypadku, gdy ktoś oprawiając książkę skórą zmarłego wierzył, że w ten sposób go upamiętnia. Więc jakkolwiek zewnętrzna treść pomysłu jest podobna, intencję widać absolutnie różną.
- Całuję Twoje stópki. ;)
K_Schmidt: k4PL: Mateusz: Jak się mają pojedyncze i dość ekscentryczne sposoby uczczenia zmarłego do ludobójstwa na skale przemysłową? Ilse Koch, jedna z największych zbrodniarek w historii ludzkości, nosiła torebki i rękawiczki ze skór wytatuowanych skazanców. Zlecała również robienie z nich abażurów i opraw książek. Pierwszy przykład z brzegu.
Tyle, że ona robiła to dla...
Współcześnie ludzie trzymają prochy swoich zmarłych na kominku, wypychają ulubione zwierzaki, mumifikują na pamiątkę swoje amputowane kończyny albo zapisują po śmierci swoją wytatuowaną skórę do muzeum tatuażu, że już nie wspomnę o moskiewskiej atrakcji turystycznej, jaką jest mumia Lenina. W kontekście tego wszystkiego oprawienie książki w skórę przyjaciela jako wyraz hołdu dla niego jakoś mnie szczególnie nie bulwersuje. ;-)
Nie bulwersuje, jeśli ktoś uważa za normalne trzymanie w domu wypchanego po śmierci pupila. Dla mnie to makabryczne. Oczywiście są kultury, które trzymają w domu ludzkie czaszki, co jest wyrazem szacunku dla pewnych wartości, ale nasza kultura nakazuje rozstawać się z tym, co martwe, nieważne, czy jest to zwierzę, czy człowiek (wyjątkiem są chyba trofea myśliwskie, choć też nie przez wszystkich akceptowane). Pewnie antropologia i psychologia miałyby tutaj coś więcej do powiedzenia, ale myślę, że chodzi o umiejętność pogodzenia się ze stratą. Trzymamy w pobliżu to, z czym nie potrafimy się rozstać. Szczątki naszych najbliższych zatrzymują nas w przeszłości i nie pozwalają ruszyć do przodu. Pogrzeb w jakiejkolwiek formie jest więc wyrazem akceptacji tego, czego już nie cofniemy.
Oprawianie książek w skórę na pewno ma znaczenie symboliczne, jest wyrazem szacunku dla człowieka lub treści książki, ale na pewno nie jest to coś zwyczajnego. Z drugiej strony dobrze, że ludzie teraz są na tyle otwarci, że potrafią się przebić przez własną kulturę i docenić obcą.
Współcześnie ludzie trzymają prochy swoich zmarłych na kominku, wypychają ulubione zwierzaki, mumifikują na pamiątkę swoje amputowane kończyny albo zapisują po śmierci swoją wytatuowaną skórę do muzeum tatuażu, że już nie wspomnę o moskiewskiej atrakcji turystycznej, jaką jest mumia Lenina. W kontekście tego wszystkiego oprawienie książki w skórę przyjaciela jako wyraz...
k4PL: Mateusz: Jak się mają pojedyncze i dość ekscentryczne sposoby uczczenia zmarłego do ludobójstwa na skale przemysłową? Ilse Koch, jedna z największych zbrodniarek w historii ludzkości, nosiła torebki i rękawiczki ze skór wytatuowanych skazanców. Zlecała również robienie z nich abażurów i opraw książek. Pierwszy przykład z brzegu.
Tyle, że ona robiła to dla swoich chorych zachcianek i z pogardy dla ofiar, a tu mowa o przypadku, gdy ktoś oprawiając książkę skórą zmarłego wierzył, że w ten sposób go upamiętnia. Więc jakkolwiek zewnętrzna treść pomysłu jest podobna, intencję widać absolutnie różną.
k4PL: Mateusz: Jak się mają pojedyncze i dość ekscentryczne sposoby uczczenia zmarłego do ludobójstwa na skale przemysłową? Ilse Koch, jedna z największych zbrodniarek w historii ludzkości, nosiła torebki i rękawiczki ze skór wytatuowanych skazanców. Zlecała również robienie z nich abażurów i opraw książek. Pierwszy przykład z brzegu.
Tyle, że ona robiła to dla swoich...
Michał: Maciek: Pierwsze wrażenie: fu! O boziu!
Drugie: dlaczego nie? Oprawione w byczą, sarnią, dziczą, króliczą, itd, itp, już tak nie...
Pewnie także z wychowania wynika, że nie jadamy naszych kolegów.
So - nie sądzę, żeby wychowanie miało coś do tego, że obrzydza nas oprawienie książki w ludzką skórę.
- Generalnie nie jadamy, ale jadamy.
I nie tylko w odludnych plemionach albo w przypadkach mordów satanistycznych, zachowań patologicznych.
Przykładem choćby jedzenie kolegów przez słynnych sportowców po katastrofie samolotu w Andach.
Michał: Maciek: Pierwsze wrażenie: fu! O boziu!
Drugie: dlaczego nie? Oprawione w byczą, sarnią, dziczą, króliczą, itd, itp, już tak nie...
Pewnie także z wychowania wynika, że nie jadamy naszych kolegów.
So - nie sądzę, żeby wychowanie miało coś do tego, że obrzydza nas oprawienie książki w ludzką skórę.
- Generalnie nie jadamy, ale jadamy.
I nie tylko w odludnych...
Współcześnie ludzie trzymają prochy swoich zmarłych na kominku, wypychają ulubione zwierzaki, mumifikują na pamiątkę swoje amputowane kończyny albo zapisują po śmierci swoją wytatuowaną skórę do muzeum tatuażu, że już nie wspomnę o moskiewskiej atrakcji turystycznej, jaką jest mumia Lenina. W kontekście tego wszystkiego oprawienie książki w skórę przyjaciela jako wyraz hołdu dla niego jakoś mnie szczególnie nie bulwersuje. ;-)
Współcześnie ludzie trzymają prochy swoich zmarłych na kominku, wypychają ulubione zwierzaki, mumifikują na pamiątkę swoje amputowane kończyny albo zapisują po śmierci swoją wytatuowaną skórę do muzeum tatuażu, że już nie wspomnę o moskiewskiej atrakcji turystycznej, jaką jest mumia Lenina. W kontekście tego wszystkiego oprawienie książki w skórę przyjaciela jako wyraz...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
lajt:
Jak czytam co niektóre wypowiedzi, to odnoszę wrażenie, że lekcję historii o holokauście opuściliście w szkole, lub chodziliście moi drodzy do szkół specjalnych.
Jak się mają pojedyncze i dość ekscentryczne sposoby uczczenia zmarłego do ludobójstwa na skale przemysłową?
lajt:
Jak czytam co niektóre wypowiedzi, to odnoszę wrażenie, że lekcję historii o holokauście opuściliście w szkole, lub chodziliście moi drodzy do szkół specjalnych.
Jak się mają pojedyncze i dość ekscentryczne sposoby uczczenia zmarłego do ludobójstwa na skale przemysłową?
TymonT: dobre na prezent zaręczynowy - hłe :)
Z takim poczuciem humoru, to "materiał na męża" super, a jeszcze lepszy na nową parę butów.
Jak czytam co niektóre wypowiedzi, to odnoszę wrażenie, że lekcję historii o holokauście opuściliście w szkole, lub chodziliście moi drodzy do szkół specjalnych.
TymonT: dobre na prezent zaręczynowy - hłe :)
Z takim poczuciem humoru, to "materiał na męża" super, a jeszcze lepszy na nową parę butów.
Jak czytam co niektóre wypowiedzi, to odnoszę wrażenie, że lekcję historii o holokauście opuściliście w szkole, lub chodziliście moi drodzy do szkół specjalnych.
Kazik: Nie wiem, czy jestem bardziej zafascynowana, czy przerażona.
Ja przerażona
Kazik: Nie wiem, czy jestem bardziej zafascynowana, czy przerażona.
Ja przerażona
dobre na prezent zaręczynowy - hłe :)
dobre na prezent zaręczynowy - hłe :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Wow!
Bleeeeeee!
Wow!
Bleeeeeee!
Tu jest coś więcej na ten temat: http://historia.focus.pl/swiat/lektura-po-ludzku-1090
Tu jest coś więcej na ten temat: http://historia.focus.pl/swiat/lektura-po-ludzku-1090
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie wiem, czy jestem bardziej zafascynowana, czy przerażona.
Nie wiem, czy jestem bardziej zafascynowana, czy przerażona.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKiedyś to był pewnie niezły szpan :)
Kiedyś to był pewnie niezły szpan :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Pierwsze wrażenie: fu! O boziu!
Drugie: dlaczego nie? Oprawione w byczą, sarnią, dziczą, króliczą, itd, itp, już tak nie rażą, bo skażeni jesteśmy określonym wychowaniem w danych kanonach, co jest przyjęte i dopuszczalne.
Jestem za i chciałbym mieć książkę oprawioną w skórę pięknej i długonogiej dziewczyny o niebieskiej skórze.
Pierwsze wrażenie: fu! O boziu!
Drugie: dlaczego nie? Oprawione w byczą, sarnią, dziczą, króliczą, itd, itp, już tak nie rażą, bo skażeni jesteśmy określonym wychowaniem w danych kanonach, co jest przyjęte i dopuszczalne.
Jestem za i chciałbym mieć książkę oprawioną w skórę pięknej i długonogiej dziewczyny o niebieskiej skórze.
Zapraszamy do dyskusji.
Zapraszamy do dyskusji.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCiekawe czy tym inspirował się pPeter Greenaway robiąc Pillow Book;)?Jeśli śmierć nie była spowodowana specjalnym pobraniem materiału introligatorskiego, czemu nie?To jakiś sposób uczczenia pamięci, choc oscyluje na granicy Taboo :).
Ciekawe czy tym inspirował się pPeter Greenaway robiąc Pillow Book;)?Jeśli śmierć nie była spowodowana specjalnym pobraniem materiału introligatorskiego, czemu nie?To jakiś sposób uczczenia pamięci, choc oscyluje na granicy Taboo :).
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamPeter Greenaway to artystowski a właściwie artystoOFFski twórca, którego inspiracje mnie osobiście mało interesują:)
Peter Greenaway to artystowski a właściwie artystoOFFski twórca, którego inspiracje mnie osobiście mało interesują:)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam