Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/10054/najpierw-ksiazka-pozniej-film-kazdego-dnia

Najpierw książka, później film „Każdego dnia“

4 wartościowy tekst

Wyobraźcie sobie, że każdego dnia budzicie się w innym ciele, w innym życiu, w innej rodzinie. A jednocześnie – zawsze jesteście sobą. Macie szesnaście lat i właśnie – zakochaliście się w ślicznej dziewczynie. W takiej sytuacji jest A. bohater powieści Każdego dnia Davida Levithana. W kinach właśnie pojawiła się ekranizacja książki. W związku z tym czas sobie odpowiedzieć na pytanie - książka czy seans?

Powieść Levithana intryguje przede wszystkim ze względu na specyficzny punkt wyjścia opowieści – poznajemy bohatera (którego płeć nie jest określona), który budzi się w ciałach różnych, mieszkających niezbyt daleko od siebie szesnastolatków. Trochę pamięta kim są, ale jednocześnie – przez jeden dzień zamieszkuje ich ciało – podejmując czasem lepsze a czasem gorsze decyzje. Aż któregoś dnia budzi się w ciele Justina i poznaje jego dziewczynę Rhiannon. Zamiast trzymać się z daleka A. zakochuje się w nieco nieśmiałej nastolatce. I potem pragnie zrobić wszystko, by spędzić z nią jak najwięcej czasu. Co nie jest proste – bo zupełnie nie panuje nad tym kim następnego dnia będzie.

Podstawową różnicą pomiędzy książką a filmem jest perspektywa, z której poznajemy historię. W przypadku powieści przez kolejne dni prowadzi nas sam A., co oznacza, że dowiadujemy się bardzo dużo o tym, jak patrzy na świat, jak przeżywa swoje doświadczenia w różnych ciałach, jak próbuje walczyć z potrzebami ciała np. kiedy budzi się jako młody narkoman. Jednocześnie – ta specyficzna perspektywa postaci, która nie identyfikuje się z żadną płcią, orientacją seksualną, religią, pochodzeniem, jest czymś, co wyróżnia książkę na tle bardzo wielu innych opowieści o młodych ludziach. Jednocześnie – nie trudno dostrzec, że zawarty w niej wątek romantyczny odnosi się właśnie do tej głównej tezy, że jeśli w życiu człowieka pojawiają się jakieś uczucia, to niekoniecznie są one powiązane z płcią czy wyglądem osoby, ale z tym czymś, co wykracza poza fizyczność i jest związane z tym, kim taka osoba naprawdę jest. A. nie będąc nikim na stałe pozwala zobaczyć to „jestestwo” pozbawione tych zewnętrznych elementów. Z drugiej strony widzimy jak samej Rhiannon jest trudno przyzwyczaić się przebywania z ukochaną osobą, która każdego dnia wygląda inaczej.

W filmie nie poznajemy historii z punktu widzenia A., dowiadujemy się trochę więcej o Rhiannon (rozbudowany wątek jej relacji z siostrą, matką i przede wszystkim ojcem), ale właściwie nigdy nie poznajemy tej bardzo specyficznej perspektywy A. To jest jeden z największych minusów filmu. Bo właściwie od momentu, w którym poznajemy prawdę – nie ma tutaj za wiele miejsca na dramat. Jasne, bohaterowie nie mogą być razem i na ich drodze stoją przeszkody, ale ostatecznie – ta refleksja z książki – jak to jest być kimś nieprzywiązanym do jednego ciała, rodziny, płci czy orientacji, zostaje niemal całkowicie zastąpiona przez młodzieżowy romans. A to oznacza, że wypadło z narracji większość wcieleń A. które nie są bezpośrednio związane z jego związkiem z Rhiannon. Mamy też w filmie dużo mniej refleksji o tym, jak bardzo ludzie są do siebie podobni mimo, że się różnią. Książka jest też dużo odważniejsza w przekraczaniu tych – jakby się wydawało naturalnych barier – związanych z płcią i orientacją seksualną. Nasz bohater nie identyfikuje się z żadną z tych kategorii, więc nie ma np. problemu by całować Rhiannon jako dziewczyna, czy spędzić dzień z chłopakiem jako młody gej. W filmie ten wątek zdecydowanie złagodzono i sprawiono, że wszystkie ważne sceny pomiędzy Rhiannon a A. odbywają się kiedy nasza postać jest w ciele chłopaka. Co czyni film w sumie mniej interesującym i bardziej konserwatywnym od powieści.

Powieść przyciąga uwagę także pobocznym wątkiem – Nathana – młodego człowieka, którego ciało A. przejął na jeden dzień i nie zdążył go „dostarczyć” do domu w przeciągu dwudziestu czterech godzin. Nathan – który obudził się na poboczu drogi, jest przekonany, że opętał go Szatan. Wątek opętania – i rozrastająca się sprawa z tym związana, pojawia się na drugim planie – by ostatecznie blisko finału książki odpowiedzieć na pytanie – czy A. jest jedyną taką istotą na świecie i czy istnieją inni – którzy też mogą zmieniać ciała. To wątek z którego film nie zrezygnował – ale jednocześnie – nigdy nie doprowadził go do końca. Twórców filmu zupełnie nie interesuje pytanie czy A. jest na świecie sam, zaś samo opętanie Nathana jest pokazane wyłącznie na drugim planie – raczej jako kolejny sposób Rhiannon, by dowiedzieć się czegoś więcej o A. Ponownie – film bardzo skupia się na romansie – który choć obecny w książce nie stanowi całej jego treści.

Jak zwykle – widzimy pewne różnice w przypadku zakończenia – film idzie w kierunku decyzji – czy pozostać w jednym ciele (co nagle okazuje się możliwe) wypędzając z niego innego (bardzo sympatycznego) chłopaka czy też pozwolić, by sprawy toczyły się własnym torem, co znaczy – zrezygnować z beznadziejnego związku z Rhiannon. W książce wątek możliwości pozostania na dłużej w jednym ciele w ogóle się nie pojawia. I słusznie, bo wydaje się zupełnie niezgodny z mechanizmem tego zjawiska, które opisuje nam A. Ostatecznie więc dramat młodych kochanków nie polega na jakiejś moralnej decyzji – czy wyrzucić kogoś z jego ciała i życia, ale wynika po prostu z sytuacji niemożliwej do kontynuowania. Co jest zdecydowanie ciekawsze, a przede wszystkim – jednak bardziej tragiczne, co jak wiadomo zawsze trafia do serca młodego czytelnika (do którego powieść jest kierowana).

„Każdego dnia” jest ciekawą powieścią dla młodych ludzi, bo pokazuje jak różnorodne mogą być biografie osób, które mieszkają obok siebie. Autor pamięta, że nie wszystkie nastolatki się uczą (mamy dzień, w który A. spędza jako nastoletnia sprzątaczka), pokazuje nam całe spektrum rodzin, doświadczeń, orientacji seksualnych, pokazuje nam szczęście, ale także depresje, zaburzenia. Choć romans pojawia się w całej powieści, to jednak po lekturze w głowie zostaje raczej refleksja nad różnymi wymiarami życia ludzi, a także nad łączącymi ich potrzebami – miłości, bezpieczeństwa, zrozumienia. A. poznaje swoich bohaterów na krótko, ale mając dostęp do ich wspomnień może rozmyślać nad tym, jak inni postrzegają świat, czego się boją, czy co starają się ukryć. Niestety film niemal nie dotyka tego tematu – jasne A. występuje przez większość filmu w różnych wcieleniach, ale brak tej wewnętrznej narracji sprawia, że przez większość czasu mamy do czynienia z nie takim znów ciekawym romansem dwójki młodych ludzi. Co więcej – film choć opowiada nam więcej o Rhiannon, w żaden sposób nie potrafi powiedzieć nam dlaczego miałaby to być ciekawa osoba. W powieści jest dość jasne, że to bardzo sympatyczna miła i nadzwyczaj otwarta dziewczyna. W filmie jest sympatyczna, ale jednocześnie – nie za bardzo się wyróżnia.

Ekranizacja „Każdego dnia” jest jednocześnie wierna (miejscami słowa i dialogi są dokładnie takie jak w książce), a z drugiej strony – traci zupełnie ducha powieści. No i niestety – zmienia zakończenie – co zawsze trochę irytuje – zwłaszcza w przypadku całkiem dobrego zakończenia książkowego. O ile powieść – choć nie jest wybitna – może stać się dla młodego czytelnika ciekawym punktem wyjścia do refleksji nad tożsamością, to sam film sprawia wrażenie nieudolnej próby wymyślenia kolejnego nieszczęśliwego romansu ładnych, dobrze sytuowanych amerykańskich nastolatków. Pod tym względem jest po prostu nużący i trudno zrozumieć dlaczego w ogóle zekranizowano powieść. Zwłaszcza, że twórcy filmu zdają się być mało zainteresowani tym, jak bardzo różnorodny świat przeżyć zarysował Levithan w swojej książce. Rzadko mi się zdarza udzielać tak jednoznacznych rekomendacji, ale w tym przypadku zdecydowanie lepiej sięgnąć po książkę, niż udać się na seans. Być może niektóre pomysły sprawdzają się tylko na kartach powieści. A może – Hollywood nie jest gotowe, aby zafundować nam film, w którym naprawdę zostanie pokazana pełnia różnorodności. W każdym razie – polecam spacer raczej do księgarni niż do kina.


Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  ZWIERZ |  wypowiedzi: 1  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 197
ZWIERZ
12-03-2018 11:20
Zapraszam do dyskusji.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Wychowanie bez porażek w praktyce

Książka kupiona i przeczytana na zaliczenie jednego z przedmiotów na studiach psychologii. Posłużę się cytatem artykuły na temat tej książki. "Wy...

zgłoś błąd zgłoś błąd