Sztuczna Inteligencja obok nas. „QualityLandia”, Marca-Uwe Klinga

Adam Jastrzębowski
01.06.2020

Qualitylandia to opisany przez Marca-Uwe Klinga kraj wiecznego postępu i absolutnego zawierzenia swojego życia maszynom. Czy wizja przedstawiona przez niemieckiego pisarza jest tak odległa od rzeczywistości? 

Sztuczna Inteligencja obok nas. „QualityLandia”, Marca-Uwe Klinga

W świecie opisanym przez Klinga maszyny i roboty zagarniają dla siebie kolejne dziedziny życia. Znajdujemy się w świecie przyszłości, który możemy kojarzyć z bajki „Jetsonowie”: pojawiają się latające drony i auta, z którymi można rozmawiać; nawet zajmująca się najmłodszymi domowa niania nie jest człowiekiem. Wypychani z kolejnych miejsc pracy ludzie powoli stają się niepotrzebni. 

Reklama

Czy opisana w „Qualitylandii” kraina to tylko fantasmagoria, czy świat, w którym już żyjemy i w który wkroczyliśmy niepostrzeżenie, nawet nie zwracając na to uwagi? 

Historia sztucznej inteligencji

Sam termin „sztuczna inteligencja” został ukuty w 1956 roku przez amerykańskiego informatyka Johna McCarthy'ego. Jednak studia nad tym, co tylko McCarthy dookreślił, czyli nad algorytmami, były prowadzone już wcześniej. Nie sposób nie wspomnieć tu o wpływie polskich uczonych, twórców maszyny deszyfrującej kod słynnej niemieckiej Enigmy; to ich pracę studiował Alan Turing, brytyjski matematyk i kryptolog, jeden z twórców matematyki i badań nad sztuczną inteligencją. To właśnie Turing, już po zakończeniu II wojny światowej,  przedstawił schemat programowalnej maszyny komputerowej („maszyna Turinga”); to również jemu zawdzięczamy koncepcję testu, mającego na celu odróżnienie, czy rozmawiamy z inteligentną maszyną, czy z realnym człowiekiem („test Turinga”). 

Marc Uwe-King Qualitylandia

Rewolucja informatyczna, zapoczątkowana przez pracę nad rozszyfrowywaniem depesz wojennych, ma nie mniejszy wpływ na świat, jaki dzisiaj znamy, niż ta przemysłowa, zapoczątkowana blisko 200 lat wcześniej w Anglii. Czy ktokolwiek z nas wyobraża sobie dzisiaj świat bez technologii? Bez komputerów, smartfonów, czy choćby programowanej kuchenki mikrofalowej? 

Technologia wokół nas

Reklama

Obecności otaczającej nas technologii i elektroniki już w zasadzie nie zauważamy. Podchodzimy do niej jak do oczywistej składowej świata, w zasadzie na równi z przyrodą czy budynkami. Sztuczna inteligencja zaczyna niezauważalnie dla nas odpowiadać na nasze potrzeby (przede wszystkim) zakupowe. Spójrzcie na prawą stronę ekranu, znajduję się tam reklama kontekstowa, personalizowana dla każdego z oglądających. Jako że rozglądałem się ostatnio nad rowerem, wyświetlają mi się na niej propozycje kolejnych szosówek i przełajówek, a także licznych akcesoriów, od kasków rowerowych po dzwonki. Na waszych ekranach pojawiają się zapewne inne propozycje potencjalnych zakupów. Czym ten mechanizm różni się od dronów z powieściowego TheShopu, które przylatują do Piotra Bezrobotnego, bohatera książki, z przedmiotami, które sklep uznał, że są mu potrzebne? 

A bezobsługowe dostarczenie zakupów nie jest pieśnią przyszłości. Tego typu usługę testuje już firma Amazon, na razie na krótkie odległości. Na całe szczęście nie jesteśmy jeszcze zmuszeni, tak jak w książce Klinga, do płatności za pomocą pocałunków. Zamiast wymieniania czułości z Qualitypadem, możemy płacić za pomocą karty kredytowej.

Żyjemy w bańkach

Podobieństw pomiędzy powieścią a życiem jest (zaskakująco!) dużo. Serwisy streamingowe, wyświetlają nam kolejne propozycje filmów na podstawie tego, co już obejrzeliśmy. Jeśli nie jestem zainteresowany kosmosem i sam nie wyszukuję tej tematyki, to również i algorytm mi jej nie podsuwa. W naszych mediach społecznościowych przestają nam się pojawiać informację od osób, z którymi rzadko utrzymujemy kontakt, czyli takich, których poglądy i upodobania odbiegają od naszych. Co za tym idzie, na podstawie zaprzęgniętych do tego celu algorytmów dostajemy propozycję przejrzenia artykułów prasowych, które powinny nas zainteresować, nieodbiegających jednocześnie od naszych zainteresowań... Czytelnicy książek dostają propozycje dotyczące książek. Fotografowie – artykuły o fotografii, a miłośnicy sportu wyniki kolejnych meczów. „Targetujemy się” dalej. 

Reklama

Może to w łatwy sposób doprowadzić do powstania swoistej bańki, niebezpiecznej, jeśli przełoży się ją na świat polityki. Bo przecież jeśli będę widział i słyszał tylko jedną narrację, jedną stronę politycznego sporu, to może się zdarzyć, że przestanę się nad nią zastanawiać. Zamiast przyjmować ją krytycznie i zadawać pytania uznam ją za pewnik, skoro nawet nie znam alternatywy. Wybór zostanie dokonany właściwie za mnie: mnie pozostanie już tylko nacisnąć przycisk OK, tak jak mieszkańcom Qualitylandii, którzy „podejmując” decyzję, mają do dyspozycji już tylko guzik potwierdzenia.

Na szczęście jeden z pomysłów zawartych w powieści Klinga nie jest jeszcze wdrożony. Nie jesteśmy określani liczbowym profilem, od którego zależy całe nasze życie. Nikt nie ocenia naszej przydatności czy bezużyteczności na podstawie dostępnego dla wszystkich poziomu. W „Qualitylandii” każdy z mieszkańców ma swój określony „level”, który definiuje z kim może pracować, jakie usługi mu przysługują, a nawet z kim będzie mógł... sypiać. Chociaż to ostatnie w naszym realnym świecie również powoli staje się faktem. Algorytm najpopularniejszej na świecie aplikacji randkowej przyznaje każdemu z jej użytkowników miejsce w rankingu (na podstawie dokonanych ocen przez innych randkowiczów), a także na podstawie preferencji. Wszystko po to, by ułatwić spotkanie wymarzonej drugiej połówki. Wymarzonej przez człowieka czy przez system?

Powieść oparta na faktach?

Powieść Marca-Uwe Klinga przepełniona jest technologią, której echa znajdziemy w rzeczywistości. Od samojezdnych aut i internetowych botów będących na pierwszej linii frontu rozmów z klientem, aż po inteligentne domy, a nawet… seks-roboty. Te ostatnie są jednym z hitów sprzedażowych w Azji.

Niebezpiecznie bliski rzeczywistości jest opis armii CrowdWar; bojowych droidów sterowanych przez graczy. Warto przypomnieć, że bezzałogowe samoloty, sterowane przez znajdujących się na innym kontynencie żołnierzy, opierających się tylko na widoku z kamer i rejestrowanych przez same drony danych, są już wykorzystywane przez światowe armie. Teraz sterują nimi zawodowi żołnierze. Ale co się stanie, gdy technologia wpadnie w niepowołane ręce? Rzeczywistość, którą ogląda operator na ekranie niebezpiecznie przypomina tę widzianą w grze komputerowej. Nawet fotel może być równie wygodny, a pod ręką kawa i chłodne napoje. Czy to jeszcze jest wojna czy już zabawa?

Jednej tylko z opisanych przez Klinga innowacji mnie samemu brakuje w prawdziwym życiu – mobilnych kontenerów na odpady. Może wówczas niektórym użytkownikom przestrzeni miejskiej byłoby prościej wrzucić papierki do śmieci, a nie na ulicę? Akurat do tego sztuczna inteligencja by nam się z pewnością przydała.

Artykuł na podstawie książki QualityLandia Marca-Uwe Klinga

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
140
33
01.06.2020 11:49

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd