
QualityLandia

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- QualityLandia (tom 1)
- Tytuł oryginału:
- QualityLand
- Data wydania:
- 2020-05-13
- Data 1. wyd. pol.:
- 2020-05-13
- Data 1. wydania:
- 2019-03-29
- Liczba stron:
- 362
- Czas czytania
- 6 godz. 2 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788381783071
- Tłumacz:
- Magdalena Kaczmarek
Poznajcie nowego George’a Orwella i jego QualityLandię!
Niesamowity niemiecki bestseller, który na całym świecie sprzedał się w ponad pięciuset tysiącach egzemplarzy!
Co, jeżeli idealny świat nie jest stworzony dla ciebie?
Witajcie w QualityLandii – najlepszym kraju na świecie. Tutaj specjalny system określi predyspozycje zawodowe każdego członka społeczności. Automatyczny serwis dobierania w pary wskaże odpowiednich partnerów, a nawet pomoże podczas rozstania z ukochanym lub ukochaną, jeżeli idealny kandydat nie okaże się wystarczająco idealny. Ponadto niezawodny algorytm największego sklepu wysyłkowego na świecie – TheShop – będzie dokładnie wiedział, czego potrzebujesz, i to jeszcze zanim o tym pomyślisz. Mało tego, dostarczy ten produkt pod twoje drzwi, nim złożysz zamówienie.
W QualityCity mieszka Piotr Bezrobotny, złomiarz zajmujący się utylizacją wszelkiego typu maszyn, które z jakiegoś powodu nie działają zgodnie z oczekiwaniami (jakiekolwiek naprawy w mieście są surowo zabronione). Piotr jednak nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, w wyniku czego wiele urządzeń wiedzie w jego piwnicy nowe życie. Pewnego dnia Piotr niespodziewanie otrzymuje ze sklepu TheShop produkt, którego nie tylko nie zamawiał, ale który – jego zdaniem – jest mu całkowicie zbędny. Decyduje się go zwrócić, chociaż tym samym podejmuje ogromne ryzyko. Jeżeli bowiem to zrobi, udowodni, że idealny algorytm wcale nie jest doskonały – a to może podkopać fundament, na którym opiera się idea QualityLandii.
Ta opowieść to przerażające i zdecydowanie zbyt zabawne spojrzenie na naszą przyszłość, do której definitywnie za szybko zmierzamy. Szybciej, niż mamy odwagę przyznać.
Kup QualityLandia w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki QualityLandia
Strzeżmy się utopii
Oto QualityLandia, supernowoczesny kraj, gdzie komputerowe algorytmy dostosowują każdy aspekt życia do naszych oczekiwań. Tu potrzeby obywatela są zaspokajane, zanim jeszcze sam zda sobie z nich sprawę, a komputery mogą pomóc we wszystkim: od zawiązania sznurowadeł, przez wybór restauracji, aż po dobór przyjaciół i partnerów życiowych. W takim państwie obywatele po prostu muszą być zadowoleni! No właśnie, problem w tym, że „muszą”…
Piotr Bezrobotny zajmuje się utylizacją wadliwych maszyn w skupie złomu. Jego życie również wydaje się idealnie zorganizowane, przynajmniej na poziomie jego aktualnego „levelu”. Do dnia, kiedy otrzymuje przesyłkę, z której po raz pierwszy wcale nie jest zadowolony. Ten pozornie błahy fakt sprawia, że Piotr rozpoczyna batalię o prawo do kształtowania własnej tożsamości.
W „QualityLandii” niemiecki pisarz i komik Marc-Uwe Kling łączy science fiction z krytyką społeczeństwa i dużą dawką humoru. Okazuje się, że to doskonałe połączenie, na miarę nie tylko wspomnianego na okładce Orwella, ale też Vonneguta, Asimova i Douglasa Adamsa. QualityLandia to świat, do jakiego stopniowo zmierzamy: świat uzależnienia niemal każdego aspektu życia od sieci, świat konsumpcjonizmu i życia w szklanej bańce własnych opinii. Ludzie nie są tu już podzieleni na klasy, ale na levele i wzajemnie podsycają swoje uprzedzenia. Choć Kling pokazuje ten nowy NAJ-wspanialszy świat w sposób humorystyczny, to nie sposób nie dostrzec tu też wyraźnej krytyki oraz przestrogi. „QualityLandia” jest wprawdzie zabawna, ale w miarę lektury staje się też coraz bardziej niepokojąca, kiedy dostrzegamy, jak wiele z naszego życia odbija się w jej krzywym zwierciadle.
Akcja powieści skupia się na wątku Piotra Bezrobotnego oraz na pierwszej w historii kampanii prezydenckiej prowadzonej przez androida. Kolejne rozdziały przeplatają się z fragmentami przewodnika po QualityLandii oraz z internetowymi newsami i komentarzami do nich – pozwala to lepiej nakreślić obraz społeczeństwa i realiów życia. Dzięki temu sama akcja może się skupić na dialogach i relacjach między bohaterami. Dialogi zdecydowanie tu przeważają, co sprawia, że styl pozostaje lekki, nawet kiedy porusza kwestie związane z cybernetyką, imigracją, socjologią i polityką. Pod humorystyczną powłoczką toczą się naprawdę ważne dyskusje, pokazujące, dokąd może zmierzać nasz świat.
Kilka uwag na temat tłumaczenia: nazwiska obywateli QualityLandii są znaczące, jako że pochodzą od zawodu ojca lub matki, dlatego ich tłumaczenie jest uzasadnione. Nieco dziwi za to tłumaczenie czy też spolszczanie imion bohaterów. Co więcej, zastępowanie niemieckich nazwisk ich polskimi odpowiednikami prowadzi do dużego zgrzytu już na pierwszych stronach powieści: narrator wyjaśnia, że kraj zdecydował się na zmianę nazwy, bo poprzednia źle się kojarzyła, jako że „w przeszłości wojsko tego kraju, powiedzmy, trochę przeszarżowało”. W książce niemieckiego autora wydaje się to oczywistą aluzją. Tymczasem już na kolejnej stronie pada wyjaśnienie, że dawne typowe nazwiska zostały zmienione na te pochodzące od nazw zawodów, bo „kraj pełen Kowalskich, Krawczyków i Bednarków nie stanowił mokrego snu inwestora high-tech”. Nawet bez sięgania po oryginał można się domyślić, że nie padały w nim polskie nazwiska, które w połączeniu z informacją z poprzedniej strony okazują się dość dezorientujące. Mimo wszystko, poza dyskusyjną decyzją o spolszczaniu imion i nazwisk, tłumaczeniu nie można nic więcej zarzucić.
„QualityLandia” to doskonała satyra na współczesny świat, czy raczej na świat, do jakiego zmierzamy: konsumpcjonistyczny, rozkochany w technologiach upraszczających życie i uzależniony od internetowych newsów. Lekka forma i humorystyczny ton sprawia, że książka jest bardziej przystępna, ale z pewnością nie odbiera głębi jej przesłaniu. To skłaniająca do myślenia powieść, godna polecenia nie tylko fanom Orwella.
Agnieszka Kruk
Oceny książki QualityLandia
Poznaj innych czytelników
889 użytkowników ma tytuł QualityLandia na półkach głównych- Chcę przeczytać 518
- Przeczytane 359
- Teraz czytam 12
- Posiadam 62
- 2020 21
- 2021 14
- 2020 11
- Ulubione 10
- Przeczytane 2020 8
- Fantastyka 7






































OPINIE i DYSKUSJE o książce QualityLandia
Bardzo zabawna i świeża książka, doskonała satyra na postępujące automatyzowanie życia sztuczną inteligencją. Choć jest reklamowana jako antyutopia i porównuje się ją z Orwellem, moim zdaniem bardziej przypomina „Limes inferior” Zajdla, „Przedrzeźniacza” Tevisa, czy odcinek „Na łeb, na szyję” serialu „Czarne lustro”, bo w sporej mierze skupia się na kwestiach statusu społecznego, wyrażanego ilościowo – jako odpowiedni poziom. Całość podana jest w lekki, czasem dosadny, czy wręcz nieco wulgarny sposób. Mimo, że przedstawiona wizja dotyczy Niemiec, jest dość uniwersalna.
„Qualitylandia” punktuje różne absurdy życia w wysoce zautomatyzowanym świecie. Krótkie rozdziały są rozdzielone sekcjami stylizowanymi na komentarze internetowe. Z kolei na początku mamy coś w rodzaju dziennika zmian dołączonego do oprogramowania. Oprócz ludzi ważną rolę odgrywają roboty, pojawiające się wszędzie – nawet w polityce. Jak na krytyczną wobec technologii książkę przystało, są w niej także chciwe i potężne korporacje. Marc-Uwe Kling również wplata rozmaite koncepcje robotyczne, jak prawa Asimova, czy paradoks Moraveca. Bardzo ciekawa jest autorska idea „piotrowego problemu”: niedostosowania cyfrowego obrazu konsumenta, używanego przez sztuczną inteligencję, do jego rzeczywistych potrzeb. Z podobnymi problemami możemy mieć rzeczywiście wiele do czynienia w najbliższej przyszłości.
Lektura niniejszej książki dostarczyła mi wiele przyjemności i okazji do śmiechu, dlatego gorąco ją polecam. Z pewnością jest to jedna z najoryginalniejszych pozycji, jakie ostatnio miałem w ręku.
Bardzo zabawna i świeża książka, doskonała satyra na postępujące automatyzowanie życia sztuczną inteligencją. Choć jest reklamowana jako antyutopia i porównuje się ją z Orwellem, moim zdaniem bardziej przypomina „Limes inferior” Zajdla, „Przedrzeźniacza” Tevisa, czy odcinek „Na łeb, na szyję” serialu „Czarne lustro”, bo w sporej mierze skupia się na kwestiach statusu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSięgając po "Qualitylandię" nie miałam zbyt wysokich oczekiwań, a nadmuchane teksty na okładce typu "Następca George'a Orwella" raczej wzbudzały niechęć z powodu podczepienia się pod sławę giganta dystopijnej literatury. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, okazało się, że lektura "Qualitylandii" okazała się bardzo przyjemna, i do tego niegłupia - choć do Orwella jednak jej trochę zabrakło.
Co mnie zaskoczyło na plus, to: świetny humor, płynna narracja, wartka akcja. To jest lektura na jeden, maksimum dwa wieczory, a przy okazji bardzo przyjemnie spędzonego czasu możemy się zastanowić nad stanem naszego społeczeństwa. Autor nie jest jakoś zanadto odkrywczy, ale z werwą i dowcipem obnaża bolączki współczesnej cywilizacji, unikając przy tym zbędnego moralizatorstwa. Przykład: dwójka bohaterów, mąż i żona, rozmawiają o pogodzie. Mąż upiera się, że nie pada, bo aplikacja mu tak pokazuje, na co żona wskazuje za okno, za którym lecą strugi deszczu. Na co mąż stwierdza, że deszcz to jakaś pomyłka, bo aplikacja się przecież nie myli... Kolejnym dowodem "nieomylności" aplikacji jest główny bohater, któremu zostaje dostarczony wibrator w kształcie delfinka, i wszelkie próby zwrócenia produktu kończą się porażką, bo obsługa klienta twierdzi, że jeśli system uznał to za przedmiot trafiony w gusta konsumenta, to tak musi być, i koniec.
A z moich ulubionych cytatów: "nigdy nie zaszkodzi mieć przy sobie przeciwpancernego robota bojowego do ciężkich działań wojennych" - to a propos wyżej wymienionego bohatera, który wreszcie uznał, że dokona zwrotu wibratora-delfinka za wszelką cenę. Nawet siłą :)
Podsumowując, "Qualitylandia" nie dokonuje żadnej rewolucji w literaturze, ale jest bardzo przyjemną lekturą, napisaną jednocześnie i mądrze, i z jajem. Jeśli ktoś szuka rozrywki, to ją tu znajdzie - ale jeśli ktoś szuka komentarza społecznego na temat współczesnego świata, to też się nie zawiedzie. Polecam!
Sięgając po "Qualitylandię" nie miałam zbyt wysokich oczekiwań, a nadmuchane teksty na okładce typu "Następca George'a Orwella" raczej wzbudzały niechęć z powodu podczepienia się pod sławę giganta dystopijnej literatury. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, okazało się, że lektura "Qualitylandii" okazała się bardzo przyjemna, i do tego niegłupia - choć do Orwella jednak jej trochę...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaktualizowana kompilacja "Nowego Wspaniałego Świata" i cyklu "Fundacja". Czy da się pozostać sobą w wiecie personalizacji, gdy wszystko jest skrojone na miarę, potrzeby i pragnienia są zaspokajane, zanim zdążysz o nich pomyśleć? A może to nie są Twoje potrzeby? A może Qualitylandia już nastała? Lektura grozi fobią skierowana na pliki cookies ;)
Zaktualizowana kompilacja "Nowego Wspaniałego Świata" i cyklu "Fundacja". Czy da się pozostać sobą w wiecie personalizacji, gdy wszystko jest skrojone na miarę, potrzeby i pragnienia są zaspokajane, zanim zdążysz o nich pomyśleć? A może to nie są Twoje potrzeby? A może Qualitylandia już nastała? Lektura grozi fobią skierowana na pliki cookies ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toQualityLandia to najlepszy kraj na świecie. Tu nie ma ani jednego mieszkańca, który by nie korzystał z elektroniki, bo bez niej nie da się żyć. Specjalna platforma sama łączy ludzi w pary, dodatkowo w razie rozstania też jest w stanie pomóc. Płatności dokonywane są poprzez całus. Istnieje nawet najlepszy sklep na świecie o nazwie TheShop, którego specjalny algorytm wie czego potrzebujesz, nawet zanim zdążysz o tym pomyśleć. Mało tego owy produkt dotrze do twojego mieszkania nim zdążysz go zamówić.
W takim właśnie świecie żyje Piotr Bezrobotny, który zajmuje się niszczeniem maszyn, które z jakiś powodów nie funkcjonują tak jak powinny. Bo musicie też wiedzieć, że wszelkie naprawy robotów, bądź maszyn są zabronione. Jednak nasz główny bohater nie wywiązuje się do końca ze swoich obowiązków, więc wiele maszyn trafia do jego piwnicy i tam wiodą swoje nowe życie. Pewnego dnia Piotr dostaje niespodziewaną przesyłkę z TheShopu, ale jest to rzecz, której jak twierdzi na pewno nie potrzebuje. Postanawia ten przedmiot zwrócić jednak to wcale nie będzie takie łatwe.
Co Piotr Bezrobotny dostał, a czego nie potrzebuje? Czy uda mu się zwrócić dany produkt? Czy rzeczywiście taka przyszłość jest możliwa?
Ta książka jest jedną z tych, które już nie wiem ile czekają na moim regale na przeczytanie. A gdy w końcu nadszedł na nią czas to niestety, ale dociera do mnie, że to nie do końca gatunek, który lubię.
Zupełnie inna rzeczywistość, ja nawet boję się myśleć jak ten postęp technologiczny będzie wyglądał w przyszłości, dokąd nas to zaprowadzi. A ta powieść jest spełnieniem najokropniejszych koszmarów, oczywiście mówię tu o sobie.
W tym świecie owszem żyją ludzie, ale żyją oni w towarzystwie robotów, dronów i innych udoskonaleń. Nawet auta, które same jeżdżą i przyjeżdżają po ciebie w mgnieniu oka. Raczej nie muszę wspominać, że obowiązuje wirtualna waluta. Na każdym kroku można spotkać androidy, w restauracjach, kinach, teatrach, i wielu innych miejscach. Przerażające jest to, iż nieraz są one łudząco podobne do ludzi.
Ja uważam, że nie jest możliwe by maszyny nas we wszystkim zastąpiły. Więc nawet nie dopuszczam do siebie myśli, iż rzeczywiście istnieje taka możliwość.
Nie jestem fanką science-fiction bo zwyczajnie mnie to przeraża. Tę książkę przeczytałam i zwyczajnej mam ją już z głowy.
Z tego co czytałam na jej temat, to dużo osób twierdzi, że w tej książce jest przedstawiona wizja przyszłości w bardzo zabawny sposób. Ja chyba jednak nie mam poczucia humoru bo dla mnie nie było tam nic zabawnego.
Przemęczyłam tę książkę i jestem z siebie dumna, że udało mi się dobrnąć do końca.
QualityLandia to najlepszy kraj na świecie. Tu nie ma ani jednego mieszkańca, który by nie korzystał z elektroniki, bo bez niej nie da się żyć. Specjalna platforma sama łączy ludzi w pary, dodatkowo w razie rozstania też jest w stanie pomóc. Płatności dokonywane są poprzez całus. Istnieje nawet najlepszy sklep na świecie o nazwie TheShop, którego specjalny algorytm wie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzyta się szybko i przyjemnie. W przeciwieństwie do większości książek dystopijnych, ta jest przepełniona humorem i nie ma tego ciężkiego, ponurego klimatu - mi osobiście się to podobało. Mamy to mnóstwo mikro konceptów na działanie świata w przyszłości i są one całkiem prawdopodobne, a niektóre wręcz już wchodzą w życie - miła odmiana po czytaniu starszych książek próbujących przewidzieć przyszłość, co niestety najczęściej szybko się przedawnia. Wizja jest miejscami bardzo przerysowana i wręcz absurdalna, ale podejrzewam, że taki właśnie był cel, więc nie traktuję tego jako wady.
Problem jaki mam z tą powieścią to zbytnia prostota. Bohaterowie są jednowymiarowi, przekaz wyłożony (jak powiedziałby Konrad Kucharz) kawa na ławę, a fabuła jest nieskomplikowana. Ostatecznie nie psuje to odbioru, bo czyta się nadal dobrze, ale w moim odczuciu jest to cecha, która powstrzymuje wyższą ocenę.
Plus za kreatywność w postaci wycinków z broszury reklamującej QualityLandię czy mini newsy wraz z komentarzami - sprawnie umilają lekturę.
Czyta się szybko i przyjemnie. W przeciwieństwie do większości książek dystopijnych, ta jest przepełniona humorem i nie ma tego ciężkiego, ponurego klimatu - mi osobiście się to podobało. Mamy to mnóstwo mikro konceptów na działanie świata w przyszłości i są one całkiem prawdopodobne, a niektóre wręcz już wchodzą w życie - miła odmiana po czytaniu starszych książek...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIrytowała mnie i przerażała ta książka. Ciekawiła i nużyła. Taka bez konkretnie jednoznacznego uczucia na koniec była. Nie chce mi się o tym gadać.
Irytowała mnie i przerażała ta książka. Ciekawiła i nużyła. Taka bez konkretnie jednoznacznego uczucia na koniec była. Nie chce mi się o tym gadać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie mam FB i TikToka.
Nie komentuję rzeczywistości na Twitterze.
Nie relacjonuję swojego życia na Insta.
Nie płacę blikiem, telefonem, zegarkiem lub okiem.
Nie znoszę aplikacji, choć niektóre muszę przyznać są potrzebne i ich używam.
Nie potrzebna mi informacja w ile minut przeczytam dany artykuł. Widząc takie info wiem od razu, że go nie przeczytam.
Potrafię znaleźć drogę gdy nie ma zasięgu i nawigacja nie działa.
Nie jaram się ChatGPT...
Czytam też książki... te papierowe również...
A mimo to zajebiście podobała mi się ta wizja świata przyszłości, mokry sen obecnego pokolenia, które wszystko zamknęłoby w telefonie. A wraz z nim zamknęło się w czterech ścianach wirtualnej rzeczywistości. Albo jeszcze lepiej wszczepiło w formie czipa w czaszkę, żeby ograniczyć ilość procesów myślowych. Sklasyfikowało wszystko i przyznało gwiazdki, żywiło się like'ami i ilością wyświetleń.
Opisane w książce KaralUCHY z miejsca stałyby się hitem, (swoją drogą ciekawe kiedy coś takiego się pojawi na rynku).
Wizja przerażająca, a jednocześnie ironiczna, przerysowana, kiczowata i przez to zabawna. Dodatkowo przedstawiona w nietuzinkowej formie.
Nie mam FB i TikToka.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie komentuję rzeczywistości na Twitterze.
Nie relacjonuję swojego życia na Insta.
Nie płacę blikiem, telefonem, zegarkiem lub okiem.
Nie znoszę aplikacji, choć niektóre muszę przyznać są potrzebne i ich używam.
Nie potrzebna mi informacja w ile minut przeczytam dany artykuł. Widząc takie info wiem od razu, że go nie przeczytam.
Potrafię znaleźć drogę...
Przepełniona wisielczym czarnym humorem dystopijna wizja Niemiec (po "rebrandingu") wcale nieodległej przyszłości. Kiedy absolutnie każda dziedzina życia i wszelkie aspekty funkcjonowania społeczeństwa zostaną zdigitalizowane, zoptymalizowane, znormalizowane, skategoryzowane i nieustająco przepuszczane przez algorytmy marketingowe. Ma to zagwarantować najsprawniejsze, optymalne funkcjonowanie machiny społecznej i idealne zaspokojenie wszelkich potrzeb. W szczególności takich, które konsumentowi trzeba dopiero wytworzyć, uświadomić i... wmusić. W świecie jutra, gdy maszyny stają się coraz inteligentniejsze i... neurotyczne a ludzie coraz głupsi i przewidywalni.
Pomysł - interpolacja zauważalnych obecnie trendów ad absurdum, oraz konstrukcja - wątki fabularne naprzemiennie krążące wokół kilku postaci, okraszone przerywnikami z futurystycznych newsów, reklam i social-mediowych komentarzy, natychmiast kojarzą się z powieścią Wszyscy na Zanzibarze Johna Brunnera z 1968 roku. Jednak tamto, tak sobie trafione *proroctwo* przyszłości (która jest już naszą przeszłością - 2010) było - przynajmniej dla mnie - płytkie, banalne i nudne nie do przebrnięcia.
A Kling ma nad Brunnerem (no same niemieckie nazwiska!) istotną przewagę. Po pierwsze, jego wizja, wciąż kryjąc się w *przyszłości*, pozostaje niesfalsyfikowana. Po drugie, jest autentycznie przenikliwa i inteligentna. To czarny humor najlepszej jakości. Do tej pory jakoś nie miałem okazji go spotkać w niemieckiej literaturze czy filmie. Nigdy nie mów nigdy...
W miarę czytania przelotne skojarzenia z 1984 Orwella (czy to widz ogląda telewizję, czy telewizor - widza?) lub Brazil Gilliama (czy można poprawić błędy totalnie omnipotentnego, *nieomylnego* systemu?) zmieniają się w coraz wyraźniejsze porównania z... Lemem u szczytu przenikliwie-sarkastycznej formy - jak z Podróży dwudziestej pierwszej czy Kongresu futurologicznego. Nie do wiary.
W groteskowej *krucjacie* Piotra Bezrobotnego o zwrot wibratora w kształcie różowego delfinka zaszyte są naprawdę wnikliwe, mądre i przerażająco aktualne rozważania: O kryzysie demokracji, końcu prywatności, pogłębianiu nierówności, wszechwładzy monopolistycznych korporacji, zatrzaskiwaniu ludzi w bańkach informacyjnych amplifikujących ich najgorsze cechy i "swobodzie wyboru" coraz częściej sprowadzanej do jedynego przycisku "OK".
Wszystko to już teraz widzimy wokoło. Doprowadzone przez Klinga do (całkiem logicznego) ekstremum i utopione w czarno-humorystycznej grotesce, wywołuje śmiech przez łzy. Przerażenia...
Dzieło wieńczy wspaniale przewrotny epilog. To było naprawdę dobre! Kvalitné! A niemieckie...
Aha - Kling chyba nie przepada za Jennifer Aniston i jej filmami. A może wprost przeciwnie..?
Przepełniona wisielczym czarnym humorem dystopijna wizja Niemiec (po "rebrandingu") wcale nieodległej przyszłości. Kiedy absolutnie każda dziedzina życia i wszelkie aspekty funkcjonowania społeczeństwa zostaną zdigitalizowane, zoptymalizowane, znormalizowane, skategoryzowane i nieustająco przepuszczane przez algorytmy marketingowe. Ma to zagwarantować najsprawniejsze,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie należy ufać stereotypom. Jak się okazuje Niemcy potrafią napisać bardzo dobrą powieść science-fiction z duża dawką humoru, do tego jeszcze nie tylko właściwego tej kulturze dosadnego, ale i ironicznego.
Książka toczy się oczywiście w w przyszłości, gdzie PR-owym, obrzydliwym korposlangiem mówią nie tylko korposzczury, ale w ogóle wszyscy, szczególnie w przestrzeni publicznej.
Rozbuchany konsumpcjonizm dominuje wszędzie, kontrolując za pośrednictwem sieci nasze życie. Partnerów życiowych poznaje się za pośrednictwem programów i aplikacji (coś jak Tinder ;-)) , które rzekomo znają nas lepiej. Tradycyjne metody, zwane analogowymi, odchodzą do lamusa i są wyśmiewane. Tak jak zabronione są naprawy sprzętu, tak cyfrowi doradcy zalecają zmianę partnera, zamiast uzdrowienia związki. Bo to gwarantuje obrót.
Jedynym kryterium oceny człowieka jest kariera,która pozwala mu wskoczyć na wyższy level (nawiązania do dawnej niemieckiej i austro-węgierskiej tabeli rang ale i widoczne podobieństwo do „Limes inferior” Zajdla). Zupełnie jak dziś cały rozwój techniki dotyczy wyłącznie wspomagania sprzedaży, od której trudno się jest opędzić normalnym ludziom. Tylko temu służy też sztuczna inteligencja, wykorzystywana w celu zwiększenia przychodów wielkich koncernów. Dobro tychże nie pozwala na podejmowanie przeciwko nim kroków prawnych (tak niektórzy chcieliby i u nas w stosunku do spółek Skarbu Państwa). Oczywiście szefowie tych koncernów, z racji swojego „levelu” są równiejsi, jak to i dziś jest na świecie. Widzowie kochają prymitywne programy, obowiązkowe ociekające seksem, a reszta rozrywki jest równie niewyszukana i tworzona wręcz mechanicznie. Prawie każdą aktywność ludzką, nawet polityczną, można już zastąpić urządzeniem – tradycyjnym, acz obdarzonym ową sztuczną inteligencją lub androidem, niekiedy sympatyczniejszym od człowieka.
Autor przedstawia wszystko w formie złośliwej satyry, trafnej i dającej do myślenia.
Ale system ma tez kontestatorów. Z jego punktu widzenia wywodzących się spośród bezużytecznych, czyli nie pnących się w korpohierarchii. Czasami odnoszą sukcesy w sieci, ale przeciwdziałają im tam korpotrolle, czyli coś znane i dziś.
Mamy tez atrakcyjna fabułę, która stworzył błąd systemu i małe różowe urządzenia. A także napięcie i kulminację i … epilog. Nota bene wcale nie zwiastujący dalszego ciągu.
No i Marc-Uwe Kling przewidział rosyjska propagandę lub też dostarczył jej pomysł na nazwanie wojny „operacją specjalną”.
Świetna satyra na współczesny konsumpcjonizm, kult produktywności i wyniku finansowego, wielkich koncernów, prymitywnej popkultury, klikalności i oglądalności oraz to wszystko, co stanowi szkodliwy odpad dzisiejszych czasów. Warto przeczytać, pomyśleć i jeśli już to konieczne – klikać i włączać urządzenia rzadziej, ale za to z sensem.
Przeczytane w ramach wyzwania styczniowego – pierwsza książka z cyklu wydawniczego (drugiej części póki co na polski nie przetłumaczono).
Nie należy ufać stereotypom. Jak się okazuje Niemcy potrafią napisać bardzo dobrą powieść science-fiction z duża dawką humoru, do tego jeszcze nie tylko właściwego tej kulturze dosadnego, ale i ironicznego.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka toczy się oczywiście w w przyszłości, gdzie PR-owym, obrzydliwym korposlangiem mówią nie tylko korposzczury, ale w ogóle wszyscy, szczególnie w przestrzeni...
Marc-Uwe Kling prezentuje swoją dystopijną wizję przyszłości, w której światem zawładnęły maszyny i wszechobecne algorytmy decydujące o tym, co jest dla ciebie dobre, a raczej - najlepsze. Zjawiska, niektóre już obecne w dzisiejszym świecie, w Qualitylandii nabrały rozmiarów hiperbolicznych. Wszechobecny koncumpcjonizm, propaganda i ogłupione społeczeństwo to tylko wierzchołek góry lodowej. Historia Piotra Bezrobotnego przeplatana jest krótkimi informacjami o Qualitylandii - od obowiązującej waluty po przewodnik turystyczny. Osobiście uwielbiam takie dodatki dopełniające całość i nadające jej realności, zwłaszcza w książkach ukazujących alternatywne światy. Kling cechuje się błyskotliwym poczuciem humoru, jednak pod płaszczykiem zabawnej historii maluje się gorzki obraz nieszczęśliwego społeczeństwa i świata dążącego do samozagłady. Jestem bardziej niż pewna, że sięgnę po drugą część.
Marc-Uwe Kling prezentuje swoją dystopijną wizję przyszłości, w której światem zawładnęły maszyny i wszechobecne algorytmy decydujące o tym, co jest dla ciebie dobre, a raczej - najlepsze. Zjawiska, niektóre już obecne w dzisiejszym świecie, w Qualitylandii nabrały rozmiarów hiperbolicznych. Wszechobecny koncumpcjonizm, propaganda i ogłupione społeczeństwo to tylko...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to