-
Artykuły
Strata boli - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać1 -
Artykuły
"To nie jest rozmowa na telefon" - weź udział w konkursie i wygraj spotkanie z Jakubem Bączykowskim!
LubimyCzytać11 -
Artykuły
WKU
Wojtek0 -
Artykuły
Międzywojenny Poznań, tajemnice zaklęte w wodzie i na karkonoskich szlakach.
LubimyCzytać8
Biblioteczka
2026-05-01
2026-04-29
Na początku Levi mnie trochę denerwował. Wyrosłam i wrosłam w Borowskiego, w jego obraz Auschwitz, relacji w nim. "Czy to jest człowiek" wydawał mi się tekstem na początku zbyt podniosłym, zbyt "ładnym". Ale potem przyzwyczaiłam się do jego sposobu opowiadania. Dał bardzo głęboki obraz bycia w obozie, zwłaszcza w scenach kiedy Niemców nie było już w obozie, porażający obraz wychodzenia z obozu koncentracyjnego.
"Rozejm" to interludium. Oddech. Mniej porywająca lektura.
"Pogrążeni i ocaleni" to próba podsumowania. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie listy czytelników niemieckich do Leviego i polemika, czy też komentarze do nich. Bardzo wartościowa lektura, która wciąż przypomina, nie grzmi, ale przypomina. Proza-świadectwo? Jasne, ale najwyższej próby.
Na początku Levi mnie trochę denerwował. Wyrosłam i wrosłam w Borowskiego, w jego obraz Auschwitz, relacji w nim. "Czy to jest człowiek" wydawał mi się tekstem na początku zbyt podniosłym, zbyt "ładnym". Ale potem przyzwyczaiłam się do jego sposobu opowiadania. Dał bardzo głęboki obraz bycia w obozie, zwłaszcza w scenach kiedy Niemców nie było już w obozie, porażający obraz...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-04-24
Jedna z najważniejszych książek, które przeczytałam w życiu. Jeśli odstrasza kogoś filozofia czy psychoanaliza, to nie wiem czy Anne Dufourmantelle nie jest najlepszą próbą zanurzenia się w byciu, w rozumieniu samego siebie i spojrzeniu na siebie w sposób głębszy, bardziej wymagający, trudny, wypełniony zrozumieniem ale też próbą. Pochwałą ryzyka właśnie, którego tak naprawdę, podejmujemy bardzo mało. To nie poradnik, nie zachęta. To próba. Wspaniała książka, przystępnie napisana, a jednak głęboka. Dla mnie osobiście lecznicza, pomagająca wstać z momentu trudności. Dufourmantelle imponuje mi precyzją, umiejętnością stawiania niebanalnych, ważkich pytań i nie mądrzeniu się, nie tłumaczeniu świata.
Jedna z najważniejszych książek, które przeczytałam w życiu. Jeśli odstrasza kogoś filozofia czy psychoanaliza, to nie wiem czy Anne Dufourmantelle nie jest najlepszą próbą zanurzenia się w byciu, w rozumieniu samego siebie i spojrzeniu na siebie w sposób głębszy, bardziej wymagający, trudny, wypełniony zrozumieniem ale też próbą. Pochwałą ryzyka właśnie, którego tak...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-04-01
Wybitne, genialne opowiadania. Szalenie trudne, fantastyczne, krwawiące, ohydne, wielkie. To jedna z najlepszych decyzji wyd. Drzazgi [*] żeby wydać Zurn. Nie jest to prosta lektura i nie mam tu na myśli nawet ciężaru dosłowności, wykorzystywania i tragiczności, które spotykają bohaterkę, która ewidentnie nie ma nic, ani nikogo kto pomogliby jej wyjść z kryzysu, z przemocy, z miazmatów. Nie jest prosta, bo to proza awangardowa, zaawansowana językowo, w której język również, a może przede wszystkim, jest bohaterem. Wielki talent Zurn jest za mało omawiany.
Wybitne, genialne opowiadania. Szalenie trudne, fantastyczne, krwawiące, ohydne, wielkie. To jedna z najlepszych decyzji wyd. Drzazgi [*] żeby wydać Zurn. Nie jest to prosta lektura i nie mam tu na myśli nawet ciężaru dosłowności, wykorzystywania i tragiczności, które spotykają bohaterkę, która ewidentnie nie ma nic, ani nikogo kto pomogliby jej wyjść z kryzysu, z przemocy,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-04-19
Nie wiem dlaczego, ale nastawiłam się przed lekturą na krytykę, wyzłośliwianie się, na to że jednak wciąż najważniejszą nagrodę literacką w Polsce dostała książka konfesyjna, pamiętnikarska, a przy okazji "dokręcona" językowo. Ale nie. Nie. Odrywam się od Elizy Kąckiej. Nie śledzę jej w mediach społecznościowych, nie znam osobiście, nie czytam jej felietonów w TP. Czytam książkę jak powieść, bo czytam tak każdą książkę. I odkrywam świat zupełnie mi nieznany i nie do poznania. Jasne, nie znam też Azji, ale jakbym bardzo chciała, to mogłabym ją trochę poznać. Ale ten świat, który opisuje Kącka wydaje się być na wyciągnięcie ręki, a jest dalej niż Azja, dalej niż Księżyc. Jest próbą zapisu MOWY, której nie ma, znaków dla nas oczywistych, a dla Rudej kosmicznych jak dla mnie zapis EKG. Przejmujący zapis próby nawiązania kontaktu, bliskości, miłości. Pięknie napisana, ważna i odkrywająca coś, czego ja nigdy bym nie odkryła bez tej lektury. Tej trudności, która dla mnie nie istnieje, w odczytywaniu tego co naprawdę chcemy powiedzieć, komu i dlaczego? I ilu zbędnych słów do tego używamy.
Nie wiem dlaczego, ale nastawiłam się przed lekturą na krytykę, wyzłośliwianie się, na to że jednak wciąż najważniejszą nagrodę literacką w Polsce dostała książka konfesyjna, pamiętnikarska, a przy okazji "dokręcona" językowo. Ale nie. Nie. Odrywam się od Elizy Kąckiej. Nie śledzę jej w mediach społecznościowych, nie znam osobiście, nie czytam jej felietonów w TP. Czytam...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-27
Zmarnowana szansa na wspaniały reportaż. Jest dobry, bardzo interesujący, ale zaczyna się jak thriller, a potem jest jak nudny wykład z historii Państwa Kościelnego. Mimo wielkiej wiedzy autora i prób erudycyjnego wywodu na temat rozpadu Państwa Kościelnego, prześladowania Żydów i narodzin "nowoczesnej Europy" nie wciągnął mnie w tę opowieść. Niesamowitą, bajkową, bardzo symptomatyczną (ważne jest to że opierał się na oryginalnych dokumentów), a jednak nie potrafił do końca utrzymać w niej napięcia. Być może za mało wiedział o swoich bohaterach, z uwagi na czasową odległość, może źródła okazały się zbyt skąpe, żeby zrobić z tego pełnokrwistą opowieść.
Zmarnowana szansa na wspaniały reportaż. Jest dobry, bardzo interesujący, ale zaczyna się jak thriller, a potem jest jak nudny wykład z historii Państwa Kościelnego. Mimo wielkiej wiedzy autora i prób erudycyjnego wywodu na temat rozpadu Państwa Kościelnego, prześladowania Żydów i narodzin "nowoczesnej Europy" nie wciągnął mnie w tę opowieść. Niesamowitą, bajkową, bardzo...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-04-17
Nie jest mi łatwo ocenić tę książkę, bo dawno nie czytałam czegoś co byłoby dla mnie do tego stopnia irytujące, a jednocześnie wciągające. Jest takie wytarte sformuowanie "papierowe postaci" i ono idealnie oddaje to co myślałam o bohaterach tej powieści. Nawet przez chwilę nie wierzyłam w ich dramaty, moralne dylematy, konstrukcję psychologiczną, wszyscy wydawali mi się sztuczni, zajebiście wydumani jak w jakimś przerysowanym kryminale (parodii kryminału), a kolejne “odkrycia” pisarki na temat ich motywacji, zwroty akcji, ukryte intencje bohaterów, były na poziomie brazylijskiej telenoweli, a jednocześnie podobnie jak od brazylijskiej telenoweli nie mogłam się od tego oderwać. Oprócz parodii kryminału jest to powieść psychologiczna, wykręcona wersja “Utalentowanego pana Ripleya”, a próba streszczenia fabuły byłaby dla mnie po prostu męcząca. Ogólnie każdy czegoś chce od innych postaci, bohaterowie nie mówią sobie prawdy, posługują się faramzonami, nikt nie jest interesujący ani sympatyczny. Ostatecznie mimo wielu godzin spędzonych z bohaterami, nie wiem kto jest synem kogo, nie wiem nawet czy ta książka mi się podobała, ale moim zdaniem jest zbyt wykoncypowana, zbyt wydumana, ciężko jakoś polubić tych ludzi, szanować ich, ich wybory, w sumie każdy z nich mimo że ma tak interesujące życie wewnętrzne jest nieciekawy. Gdyby ta książka była satyrą, ale ostrą i o połowę krótszą to może bym ją kupiła, ale ja nie do końca wiem czy ona jest na poważnie, czy nie. Są elementy które mają wskazywać na to, że jednak to nie jest na poważnie, ale ten żart w takim razie jest bardzo ciężki, ociężały i taka jest cała ta książka i wszystkie w niej postaci. Jednocześnie miałam ochotę ją skończyć i zrozumieć tych ludzi, ale nie poleciłabym jej nikomu, chyba że ktoś lubi literackie dziwactwa, ja chyba lubię xD. Ociężałe żarty i bezsensowne zwroty akcji.
Nie jest mi łatwo ocenić tę książkę, bo dawno nie czytałam czegoś co byłoby dla mnie do tego stopnia irytujące, a jednocześnie wciągające. Jest takie wytarte sformuowanie "papierowe postaci" i ono idealnie oddaje to co myślałam o bohaterach tej powieści. Nawet przez chwilę nie wierzyłam w ich dramaty, moralne dylematy, konstrukcję psychologiczną, wszyscy wydawali mi się...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-04-01
Gdybym napisała, że to "Heartstopper" dla zmęczonych humanistów (najlepiej z doktoratem), to byłoby efekciarskie i dalekie od prawdy, ale i tak mi się podoba.
"Autobiografia czerwonego" to piękna książka i może ją czytać każdy, mimo że wygląda jak poemat i zaczyna się od krótkiej opowieści na temat zapomnianego, greckiego pisarza Stezychora - to piękna opowieść o miłości, samotności, krzywdzie. Bardzo wzruszająca, misternie skonstruowana, trafiająca w miękkie wrażliwe miejsca. Jest to też gratka dla erudytów, którzy mogą rozplątywać pięknie wkomponowane w tę poema-prozę aluzje, cytaty z innych tekstów, ale nie jest to wiedza niezbędna do czerpania wielkiej przyjemności z tej opowieści. To coming of age w w bardzo eleganckiej, dorosłej formie, wzruszająca i pięknie napisana opowieść.
Jeśli mam jakieś uwagi, to może do zakończenia, ale niełatwo kończy się historie o miłości.
Gdybym napisała, że to "Heartstopper" dla zmęczonych humanistów (najlepiej z doktoratem), to byłoby efekciarskie i dalekie od prawdy, ale i tak mi się podoba.
"Autobiografia czerwonego" to piękna książka i może ją czytać każdy, mimo że wygląda jak poemat i zaczyna się od krótkiej opowieści na temat zapomnianego, greckiego pisarza Stezychora - to piękna opowieść o miłości,...
Kiedy wyszła książka "Kochanie zabiłam nasze koty" byłam już nie tylko na tyle świadomą czytelniczką by śledzić wokół niej dyskusję, ale by samodzielnie czekać na "nową Masłowską" (jakby to była jakaś komputerowa gra), ba nawet zorganizować pierwsze spotkanie klubu książki wokół "Kotów" właśnie. Po siedmiu latach przerwy od prozy "nowa Masłowska" była medialnym wydarzeniem, na ile premiera książki może nią w ogóle być hehe. Pamiętam, że wtedy przyłączyłam do krytycznego chóru. Że za bardzo wygładzona, że przezroczysta w swojej próbie uniwersalności, że "Masłowska" musi być zanurzona w języku, w idiomie, ple ple, bla bla. Czytam ją po latach i choć uważam, że jest to książka najbardziej odrębna od pozostałych jej książek, to widzę w niej zarówno punkt przełomowy, jak i zapowiedź. Pamiętajmy że w 2012 roku Polska nie była jeszcze tak zamerykanizowana, zglobalizowana i zblazowana jak jest dziś. W "Kotach" widzę podobieństwo, a raczej zapowiedź "Magicznej rany" a także wyczerpanie języka, który staje się z każdym rokiem coraz bardziej podobny do żadnego języka, języka zero - internetowo-memowej mieszanki polskiego z angielskim, ni to zabawnym, ni to znaczącym. A przede wszystkim, dla mnie, "Kochanie zabiłam nasze koty" jest o niemożliwości pisania, o trudności w pisaniu, jałowości, kryzysie. Jest to książka, którą pisze każdy wybitny pisarz, a Dorota Masłowska, a nie "Masłowska" jest wybitną, wielką pisarką. Zawsze była. Taką która zdarza się raz na pokolenie, czy dwa.
Kiedy wyszła książka "Kochanie zabiłam nasze koty" byłam już nie tylko na tyle świadomą czytelniczką by śledzić wokół niej dyskusję, ale by samodzielnie czekać na "nową Masłowską" (jakby to była jakaś komputerowa gra), ba nawet zorganizować pierwsze spotkanie klubu książki wokół "Kotów" właśnie. Po siedmiu latach przerwy od prozy "nowa Masłowska" była medialnym wydarzeniem,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to