rozwińzwiń

Machina miłości czystej i wszetecznej

Okładka książki Machina miłości czystej i wszetecznej autora Iris Murdoch, 8307001978
Okładka książki Machina miłości czystej i wszetecznej
Iris Murdoch Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Nike literatura piękna
665 str. 11 godz. 5 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Nike
Tytuł oryginału:
The Sacred and Profane Love Machine
Data wydania:
1981-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1981-01-01
Data 1. wydania:
2011-07-31
Liczba stron:
665
Czas czytania
11 godz. 5 min.
Język:
polski
ISBN:
8307001978
Tłumacz:
Wiesława Schaitterowa
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Machina miłości czystej i wszetecznej w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Machina miłości czystej i wszetecznej

Średnia ocen
7,4 / 10
60 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Machina miłości czystej i wszetecznej

avatar
209
144

Na półkach:

Kolejna książka Iris Murdoch, która mnie zachwyciła. Znowu było o miłości, namiętności i zdradzie. Bardzo wciągające.

"Wcale się nie uważał za kłamcę. Był człowiekiem dwóch prawd, gdyż oba życia miały dla niego wartość i były prawdziwe."

"Silną wzajemną miłość zmysłową, która oprócz ciała angażuje wszystkie najbardziej subtelne erotyczne strefy naszego ducha, która odsłania, a może nawet, ex nihilo, stwarza ducha jako seks, rzadko się spotyka na tym nędznym ziemskim padole."

Kolejna książka Iris Murdoch, która mnie zachwyciła. Znowu było o miłości, namiętności i zdradzie. Bardzo wciągające.

"Wcale się nie uważał za kłamcę. Był człowiekiem dwóch prawd, gdyż oba życia miały dla niego wartość i były prawdziwe."

"Silną wzajemną miłość zmysłową, która oprócz ciała angażuje wszystkie najbardziej subtelne erotyczne strefy naszego ducha, która...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1477
612

Na półkach: ,

Och, jak strasznie irytowała mnie ta ksiązka! Jak bardzo wkurzali bohaterowie!
Książka jest cała poindeksowana - tyle w niej myśli, które wydały mi się tak absurdalne, że musiałam je sobie zaznaczyć, żeby mieć dowód, że nic mi się nie przywidziało.

Czytałam przejęta, z wypiekami na twarzy, głównie jednak z poczuciem, że to sie nie miało prawa zdarzyć, że ludzie tak nie myślą, że trójkąty, owszem, są powszechne we współczesnym świecie, więc pewnie były także kilkadziesiat lat temu, ale na litość boską nie tak!

I nawet nie wiem, kto mnie wkurzał najbardziej - przerażająco egoistyczny mężczyna, czy beznadziejnie głupia, infantylna kobieta.

Och, jak strasznie irytowała mnie ta ksiązka! Jak bardzo wkurzali bohaterowie!
Książka jest cała poindeksowana - tyle w niej myśli, które wydały mi się tak absurdalne, że musiałam je sobie zaznaczyć, żeby mieć dowód, że nic mi się nie przywidziało.

Czytałam przejęta, z wypiekami na twarzy, głównie jednak z poczuciem, że to sie nie miało prawa zdarzyć, że ludzie tak nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
174
26

Na półkach:

To jedna z tych książek, które trawią podczas czytania. Mnie. Złożona mozaika przeżyć wewnętrznych bohaterów była rzeczywiście informatywna, postacie gorące, istniejące, ale do cna rozsierdzające. Nie było nikogo, komu by się kibicowało; więcej, te rozległe opisy emocji i uczuć - może na początku atrakcyjne - zaczynały nużyć i drażnić, a co gorsza spowalniać całą akcję. Przez cały czas zastanawiałam się, czy autorka polegała na autopsyjnych wydarzeniach.
...jakkolwiek niefinezyjnie - wyć się chciało. Z zażenowania. "Babo, typie, ludzie - ogarnijcie się".

"Dobra", bo rozcapierzająca, nawet jeśli to trochę nieprzyjemne.

To jedna z tych książek, które trawią podczas czytania. Mnie. Złożona mozaika przeżyć wewnętrznych bohaterów była rzeczywiście informatywna, postacie gorące, istniejące, ale do cna rozsierdzające. Nie było nikogo, komu by się kibicowało; więcej, te rozległe opisy emocji i uczuć - może na początku atrakcyjne - zaczynały nużyć i drażnić, a co gorsza spowalniać całą akcję....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

230 użytkowników ma tytuł Machina miłości czystej i wszetecznej na półkach głównych
  • 135
  • 93
  • 2
35 użytkowników ma tytuł Machina miłości czystej i wszetecznej na półkach dodatkowych
  • 24
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Machina miłości czystej i wszetecznej

Inne książki autora

Iris Murdoch
Iris Murdoch
IRIS MURDOCH (1919-1999) Jej matka była Irlandką, a ojciec Anglikiem. Iris urodziła się w Dublinie. Studiowała historię klasyczną i filozofię. W czasie wojny była aktywną komunistką, jednak rozczarowana opuściła szeregi towarzyszy. Po wojnie zajęła się filozofią. Studiowała pod kierunkiem Wittgensteina. Od 1948 roku wykładała na Oxfordzie. Pisanie na dobre zaczęła na początku lat 50. Napisała 26 powieści i jeśli pytano ją o to kiedy wyda kolejną powieść, zwykła odpowiadać, że za pół godziny. Ostatnią powieść napisała w wieku 76 lat. Jej dzieła wystawiano w teatrach. Jednak Iris Murdoch pisała nie tylko powieści. Ma na koncie wiele prac filozoficznych, prac dotyczących teorii powieści, libretta oper, poezję. Iris Murdoch mawiała, że głównym celem jej twórczości jest ukazanie osobliwości ludzkiego istnienia. Była kobietą zakochaną w języku. W 1987 roku jej liberalnych przyjaciół zelektryzowała informacja, że Iris otrzymała zaszczytny tytuł „Damy Imperium Brytyjskiego". Jeśli chodzi o nagrody nie zdobyła ich wiele. Jej "The Sacred and Profane Love Machine" uhonorowano nagrodą Whitbread Prize, a "The Sea, the Sea" Booker Prize. Ulubieni literaci Iris to Szekspir, James Tołstoj, Eliot, Dickens, Dostojewski, Kafka, Proust. Ulubione książki - "Władca pierścieni" i "Alicja w krainie czarów". Podczas wystąpienia telewizyjnego w połowie lat 90. Iris zapomniała po co tam przyszła. Diagnoza była okrutna. Wykryto u niej chorobą Alzheimera. Chorobę, która objawia się objawia się otępieniem. Iris przestała interesować się otoczeniem, traciła pamięć, poczucie czasu i miejsca. Mówiła o sobie "czuję jakbym odpływała w ciemność". Iris Murdoch zmarła 8 lutego 1999 roku w Oxfordzie. W sierpniu 1999 roku prof. Bayley ogłosił, że rozmawiał z żoną przed jej śmiercią i zgodnie z jej wolą jej mózg przeznaczony będzie na badania nad Alzheimerem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Centaur John Updike
Centaur
John Updike
Pokryty srebrnymi łuskami narrator, posługując się eksperymentalną strukturą narracyjną i nudnym natchnieniem relacjonuje (wspomina) trzy dni spędzone z jeszcze nudniejszym — bo czemuż byśmy mieli tego nie wyznać! — ojcem, tytułowym Centaurem — Chironem, posępnym i flegmatycznym nauczycielem przyrody, cyzelatorem błahostek, otoczonym ciągłą atmosferą katastrofy i śmiechu, zdolnym przejść o własnych siłach przed plutonem egzekucyjnym; jest to zarazem nekrolog i hymn mu poświęcony. „Centaur” łączy świat mitologii greckiej z małomiasteczkowym otoczeniem Pensylwanii w połowie XX wieku, z naciskiem na łączy. Dwie domeny mienią się, spływają, wspierają i wypierają wzajem niczym kobieta i wąż w ciele Meluzyny. To tu zbierzemy cały miód i oliwę dzieła. Postacie płynnie przechodzą od bycia „zwykłymi” Amerykanami do swoich mitologicznych odpowiedników — pył swoistej realności miesza się z magicznym piaskiem. Ubrane w odzież prozaicznych przymiotów kryją mityczne postaci, przez co dosięgają w wyrazie swoich nieco indeksowanych myśli pewien wdzięk, a nie wydźwięk. Powieść wznosi się na wyżyny mitologicznych hiperboli, kiedy drepcze upudrowanym traktem przyziemnej krzątaniny. Złożone aluzje mitologiczne i obfity luksus szczegółowego obrazowania, i wiele innych danych zarówno ścisłych, jak i nasennych, podwyższają niejako „realizm” (w najgłębszym sensie tego zdegenerowanego słowa, a nie w rozumieniu tego co przeciętny czytelnik odbiera jako przystające do „przeciętnej rzeczywistości”) i oddają „należny hołd” skądinąd pozbawionej impetu i mdłej prozaiczności; posiadając moc czynienia z pospolitości rzeczy niezwykłych, wydobywają ze słabostek i śmiesznostek „kosmiczną” stronę „dramatu” życia, aż zasnąć można. Ktoś inny przepisałby zwyczajną w takich wypadkach papkę, a nie ten lwi szpik.
Peonia_Pirat - awatar Peonia_Pirat
ocenił na83 miesiące temu
Farma John Updike
Farma
John Updike
Joey Robinson, konsultant reklamowy w firmie szkoleniowej na Manhatanie, ma za sobą rozwód z Joan, a także świeżo poślubioną drugą żonę. Peggy i jej nastoletniego syna chce przedstawić matce mieszkającej samotnie na rodzinnej farmie. Te trzy dni, jakie spędzą ze sobą, to delikatne balansowanie na granicy uczuć i zmysłów. To także walka dwóch kobiet o prawo do 'mężczyzny ich życia', ciąg wyznań, kłótni, wspomnień. Jestem oczarowana językiem pisarza, jego umiejętnością przykucia uwagi pozornie nieistotnymi zdarzeniami i opisami, przenikliwością obserwacji, psychologiczną głębią postaci. Bohaterowie Updike'a to ludzie żyjący w małym miasteczku, na przedmieściach, będący często na życiowym rozdrożu, w momencie kryzysu, popełniający błędy i miotający się. Zdradzają, rozwodzą się, zakochują się, odchodzą od kościoła lub do niego wracają, a wszystko to na tle zmieniających się czasów, obyczajowości, ważnych wydarzeń historycznych. Wszak Updike jest autorem m.in. cyklu o Eastwick. Wydane w 1984 roku "Czarownice z Eastwick" zyskały dużą sławę dzięki adaptacji filmowej George'a Millera z 1987 roku, z kreacjami Jacka Nicholsona i Michelle Pfeiffer. Jak napisał Czytelnik Czyniczny: "Doskonała, kameralna proza, smakołyk dla osób lubiących zagłębić się w postać; psychologiczna rozgrywka pomiędzy postaciami rozpisana jest mistrzowsko, a jednak opisy wewnętrznych dylematów, przeżyć i wspomnienia bohatera nie nużą i są zgrabnie przeplatane naturalnymi dialogami." Oprócz nagrody Pulitzera, Updike otrzymał on też m.in. nagrody National Book Critics Circle Award (1982 i 1990) i PEN/Faulkner Award (2004).
Melissa Tygrys - awatar Melissa Tygrys
ocenił na82 lata temu
Morze, morze Iris Murdoch
Morze, morze
Iris Murdoch
Bardzo długo, w miarę czytania, nie wiedziałam, co mam o tej książce powiedzieć i tez nadal nie do końca wiem, choć parę kwestii się we mnie już uleżało. Przede wszystkim jest to książka idealna dla Kin, bo to jest tytuł „nudne, nic się nie dzieje”. Tu naprawdę się dzieje bardzo niewiele, dni się ciągną, a przemyślenia bohatera zajmują całe stronice. W ebooku ta książka miała 850 stron, w papierze to wydanie ma 600. A jest to historia znanego w całej Anglii reżysera teatralnego, Charles’a Arrowby, którzy decyduje się przejść na emeryturę i przeprowadza się do domku nad morzem w malutkiej wsi. I decyduje się spisać swoje dzieje, które to dzieje głównie składają się na opis jego relacji z kobietami w jego życiu, które to kobiety za sprawą wydarzeń z książki, pojawiają się teraz w tym jego spokojnym, sielankowym życiu. Pięknie ktoś na anglojęzycznym youtube określił te książkę mianem „Ex on the beach”. I to się właściwie zgadza, choć wypada dużo mnie wyskokowo niż brzmi. Książka zajęła mi bardzo dużo czasu, żeby ją skończyć, do której jednak najtrudniej było usiąść, a jak już zaczęłam, to te strony leciały. Książka idealna do analiz przez studentów na filologii, bo jest tutaj sporo motywów do takiej typowej, uniwersyteckiej analizy. W oczy rzuca się motyw jedzenia, który się zmienia na przestrzeni tych kilku tygodni. Inne jedzenie Charles je, kiedy jest sam, i mimo prostoty tego jedzenia parę razy ślina mi się w ustach zebrała, inaczej, kiedy u niego w domu mieszka kilka osób, nie je wcale, kiedy problemy są już zbyt duże. Nastawienia czytelnika do głównego bohatera też się może wahać – nieraz nazywałam go w myślach pierwszym stalkerem, kiedy wydawało mi się, że jego wyobrażenia o ratowaniu swojej miłości życia są już odjechane kompletnie i facet stracił grunt pod nogami, a potem wydarza się coś, co jednak każe się zastanowić, czy on nie ma jednak racji w tym, co planuje albo co sobie wyobraża. Jednocześnie na jedno wydarzenie, które popycha fabułę do przodu, przypada ze 30 stron rozmyślań bohatera o tym, co zrobić, czy zrobić, jak zrobić. Jednocześnie zawsze towarzyszy mu święte przekonanie o tym, że on ma rację, że to, co robi to jest najlepsze dla świata, że on to jest zbawcą w ogóle, no tyle że… potem potrafi to przekonanie stracić, wziąć pod uwagę inna perspektywę… Tak więc naprawdę ciężko tę książkę zrecenzować. Czy jest to coś, co odmieniło moje życie? Nie. Ale czy jest to coś, co może w miarę spokojnego czytania, dać zauważyć w sobie te dobre strony, tę pogłębioną analizę bohatera, tę jego niejednoznaczność? Tak i myślę, że jeszcze długo ta książka będzie we mnie dojrzewać, układać się w głowie. I sama jestem ciekawa, co będę o niej sądziła za pół roku czy za rok. Nie mogę określić, czy ją polecam jednoznacznie, bo to bardzo specyficzna powieść, którą albo trzeba po prostu lubić albo dać się wczuć w klimat tego morza, które też jest bardzo ważnym bohaterem, a jakże, w tą powolność, wejść trochę w buty tego bohatera, a jednocześnie negować wszystko co robi i znaleźć w tym jakąś przyjemność. Na pewno masa ludzi się tez od tego odbije, ja wielokrotnie się męczyłam i odliczałam te strony. Tak więc sami musicie zdecydować.
Gadamoksiążkach - awatar Gadamoksiążkach
ocenił na61 rok temu
Posłaniec L.P. Hartley
Posłaniec
L.P. Hartley
Posłaniec jest najbardziej znaną powieścią brytyjskiego autora i publicysty, Leslie Poles’a Hartley’a (1895 – 1972). Powieść została opublikowana w 1953 roku. Moje wydanie pochodzi z 1992 roku. Dwunastoletni Leo Colston spędza wakacje u kolegi ze szkoły. Kanikuła 1900 roku. Czas żniw i słodkiego lenistwa. Schyłek ery wiktoriańskiej. Olbrzymia posiadłość w Norfolk gości wiele osób z socjety, a kulminacją wakacyjnych spotkań ma być bal, na którym ogłoszone zostaną zaręczyny Marian Maudsley z lordem Triminghamem. Piękna Marian jest siostrą Marcusa, kolegi Leo. To początek dziwnej historii, w której interes dorosłych przedkładany jest nad odczucia dzieci. Marian i ubogi farmer, Ted Burgess nakłaniają Leo (najpierw prośbą, później szantażem emocjonalnym) do przesyłania wiadomości. Chłopiec czuje się coraz bardziej przypierany do muru, stając się zabawką w rękach dorosłych. Od razu po przeczytaniu obejrzałam (po raz kolejny po wielu latach) doskonały film z 1971 roku w reżyserii Josepha Loseya z Julie Christie i Alanem Batesem. Możecie kojarzyć, że ta sama para grała cztery lata wcześniej w ekranizacji Z dala od zgiełku. Dziecięce niewinne uczucia przeciwstawione są kłamstwom i nieszczerości świata dorosłych. Miłość poświęcona w imię statusu i pełnej kiesy. Gdyby historia Marian i Teda rozgrywała się w późniejszych czasach, ich miłość, być może przetrwałaby. Piękna książka, o której będę długo myślała i roztrząsała jej niuanse. Proza Hartleya z mroźnego Śląska przeniosła mnie do upalnego lata końca XIX wieku. Czułam na skórze słońce, słyszałam świerszcze, uczestniczyłam w meczu krykieta i strzelałam urodzinowymi petardami. I wiem, że wrócę tam znów. Będę przeżywała to, co bohaterowie, chociaż pewnie za każdym razem odrobinę inaczej.
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na92 miesiące temu
Wiwisekcja Patrick White
Wiwisekcja
Patrick White
Dobre, ale trochę niedobre: to przykład takiej powieści. Czyta się dobrze, zaczyna się bardzo dobrze i tak do połowy uznawałem ją za bardzo dobra, choć bez żadnej oryginalności w narracji czy fabule. Potem powieść moim zdaniem grzęźnie. Nadal czyta się dobrze, ale fabularnie jest mniej interesująca. Gdzieś koło 75% treści straciłem większość zapału do czytania, ale przeczytałem do końca. Fabularnie (spojler, uwaga),to czas gdy stary bohater zakochuje się w 13-14 latce i z nią śpi, a potem latami o niej myśli i ma o nią ból dupy. Nie mam nic przeciw takim wątkom, np. Lolitę uważam za wybitną, ale w tej powieści jest to drętwe, nudne, miałkie, czy jakie tam. W ogóle żałuję, że straciłem kilkanaście godzin na tą powieść. Postać niezrozumiałego cierpiącego artysty okazuje się nudna, podobnie wątki poboczne. Niby wszystko jest napisane dobrze, poprawnie, ale powieść traci szansę na zaskoczenie czytelnika, na powiedzeniu dużo więcej. Mamy za to długą treść bez niespodzianki w formie, treści, rozwoju akcji itd. W zasadzie wolę powieści nawet wyraźnie gorsze, które jednak nas zaskoczą niż takie całkowicie poprawne i dobre, które nie wychodzą w niczym dalej, więcej, nic nie ryzykują, tylko grzeją to samo przez kilkanaście godzin czytania. Jeśli ta powieść jest dla autora charakterystyczna, nie wrócę do niego. 6/10 mimo początkowej połowy 8/10. Postać Rhody oczywiście fajna.
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na65 miesięcy temu
Serce to samotny myśliwy Carson McCullers
Serce to samotny myśliwy
Carson McCullers
Jak wygląda prawda o nas samych? Rodzimy się w samotności, żyjemy samotnie i umieramy sami. Pomimo tego, że wokół każdego z nas możemy znaleźć kochające i wspierające osoby, pomimo, że sami jesteśmy przekonani, że otacza nas wiele przychylnych nam ludzi, jeżeli głębiej się nad tym zastanowimy, okazuje się, że nasza samotność jest najzupełniej naturalnym i normalnym stanem. Nie ma w tym nic złego, że wybieramy życie w pojedynkę, nawet mając partnera/kę, dzieci czy ukochane zwierzęta. Zdrowy egoizm nie jest niczym złym. Dbanie o własny dobrostan też nie przekreśla nas jako istoty ludzkie. Najgorsze, co możemy zrobić to wisieć na kimś, być uzależnionym od innych, od ich komplementów, mniej lub bardziej trafionych porad czy pieniędzy. John Singer będąc obarczonym problemami innych, stając się ich niemym powiernikiem, pomimo, że sam się o to nie prosił, ani o przyznanie mu takiej dość uciążliwej roli, będąc mocno skonfundowany zaistniałą sytuacją, sam mierzy się z własnymi demonami. Nikt z odwiedzających go, nie proponuje mu, aby się wyżalił, nikt nawet nie pomyślał, żeby mu ulżyć w jego cierpieniu, bo go nie widział, albo nie chciał zauważyć skupiając się na sobie i swoich udrękach. Czy mamy prawo, aby tak oceniać bohaterów, jako samolubnych zapatrzonych w siebie egoistów? I tak i nie. Ludzi, których spotykamy na kartach tej jakże mocno zapadającej w serce powieści, trudno winić o ich krótkowzroczność, gdyż sami borykają się z wieloma dramatami i w pewien sposób są ograniczeni środowiskiem, prostym światem, z którego się wywodzą. Trudno im wyjrzeć dalej, niż poza czubek własnego nosa, bo sami są dość mocno poharatani przez życie. Urzekająca jest głęboka dojrzałość i przenikliwość młodej autorki, której ogromne pokłady empatii, zrozumienia, ale też sprzeciwu wobec niesprawiedliwości zostały mocno zaakcentowane w tej powieści. Brak tu jakiegoś pełnego domknięcia, ale to tylko silniej pobudza czytelnika do refleksji nad sobą i swoją egzystencją. Gorąco polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na712 dni temu
Uczta Babette Karen Blixen
Uczta Babette
Karen Blixen
Wybitne opowiadania! Każde zupełnie odmienne, a czyta się je z niesłabnącym zaciekawieniem od początku do końca. Po czym trzeba złapać oddech — chwilę zadumy nad kolejami życia bohaterów, nieuchronnością czy zrządzeniem wręcz losu, jakimś przedziwnym domknięciem, klamrą ( p r z e z n a c z e n i e m ?) — tudzież przemyśleć odniesienia do cytowanych lektur po swojemu. To daje radość. Radość z czytania, odkrytych kontekstów. K.Blixen, prócz kunsztownego języka (wielka wartość tego zbioru),obdarza nas mądrością prawdziwie dojrzałej pisarki (to jej ostatnia książka). A więc w odpowiednich miejscach stawia właściwą ocenę, w kilku słowach plastycznie opisuje bohaterów, a los ludzki przedstawia jak w przypowieściach, alegorycznie i w majestacie Siły Wyższej, z którą się Człowiek mierzy. Wreszcie pada parę genialnych konstatacji — zupełnie odkrywczych — przynajmniej dla mnie. Przypuszczam, że tam gdzie młodość może K.Blixen nie dowierzać, deprecjonować, kwestionować jej logikę (przejrzałam kilka wcześniejszych recenzji :) — tam starszy czytelnik zostaje olśniony orientując się, jak dziwaczny czasem determinizm każe podejmować zgoła paradoksalne decyzje. A jednak pozostają one w zgodzie z sumieniem i rozumiemy, że były wręcz konieczne. Kto zdecydował o losie tych osobliwych bohaterów — oni sami czy ,,tak musiało się zdarzyć’’, by wszystko miało sens, i pozostało nieprzeniknione.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na107 miesięcy temu
Dzikie palmy William Faulkner
Dzikie palmy
William Faulkner
Taka trochę hybrydowa książka. Składa się z dwóch równolegle prowadzonych nowel. Pierwszej, ,,Dzikie palmy” o kochankach. Drugiej, dużo gorszej, ,,Stary” o więźniu. Tak szczerze, to sięgnąłem tylko dlatego, że czytał ją bohater filmu ,,Perfect days” Wima Wendersa, na którym byłem w kinie. Pomyślałem, że może było w tym jakieś ,,drugie dno”. Nawiązując do kochanków, lektura traktuje o mężatce (toksycznej moim zdaniem),która robi sobie przerwę od męża i małoletnich córek na młodego, niedoświadczonego (trochę bez charakteru) lekarza. Moim zdaniem, historia ta zaczyna się bardzo płasko. Nie oceniam bohaterów, nie oceniam logiki, bo uczucia i romanse logiczne nie są. Historie, gdzie wszyscy pukają się matce po głowie, a ona przekornie zostawia rodzinę dla jakiegoś, prawie nieznanego, mężczyzny - zdarzają się. Bo ,,się zakochała”, bo ,,jutra nie ma”, bo ,,ona chce żyć” i inne pseudo mądrości na krótki dystans. Zgodzimy się wszyscy, że one (te historie) rozgrywają się na EMOCJACH. I początku tego uczucia autor nam po prostu nie pokazał. Schadzka wypada blado, decyzja o opuszczeniu rodziny jest z kapelusza. Akcja ,,Dzikich palm" rozkręca się w podróży. Para Wpada na ,,świetny” pomysł, że jak będą zmieniać miejsca zamieszkania, to nie dopadnie ich rutyna…. I tu książka porusza. Nieraz chciałem potrząsnąć bohaterem i wykrzyczeć mu ,,Człowieku, zwariowałeś? Nic dobrego z tego nie będzie! Nie widzisz jak ona się do Ciebie odnosi? Wracaj do szpitala!”. Książka pięknie ukazuje obraz USA z czasów Roosevelta (1938 r.). Nowy Orlean, wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, Chicago, dzikie wybrzeże jeziora Michigan, kopalnie w Utah (polskie wątki). Foulkner wykazał się dużą mądrością życiową, ukazując, bez ocen, tragizm, związku opartego wyłącznie na emocjach, w kontrze do prozy życia. Przyznam jednak, że lektura wypada blado (zwłaszcza przez początek) przy ,,Annie Kareninie” Tołstoja, która ma dość podobny ,,szkielet” fabuły. Książka zasługuje na ocenę 7/10, ale obniżam, bo lektura ,,Starego”, drugiej nowelki nie porywa. Jest chaotyczna, nudna i tak szczerze to zmęczyła mnie na tyle, że jej nie dokończyłem. Za bardzo byłem ciekawy ,,Dzikich palm”.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na64 miesiące temu
Pełnia życia panny Brodie Muriel Spark
Pełnia życia panny Brodie
Muriel Spark
Opowiastka o kontrowersyjnej nauczycielce z żeńskiej szkoły w Edynburgu i grupie jej wybranych uczennic zwanych „stadkiem panny Brodie”. Panna Brodie jest kobietą w pełni życia- o czym wielokrotnie wspomina, jak też o tym jak ważne jest by poznać, kiedy w naszym życiu zaczyna się pełnia, nie przegapić tego momentu i wykorzystać ją do cna. Prowadzi lekcje po swojemu – opowiada o swoim życiu, prowadza swoje uczennice po muzeach, koncertach, galeriach. Jej wybranki są wtajemniczone w jej życie miłosne, poglądy i przekonania, a młode umysły chłoną jej nauki, chcąc upodobnić się do swojej idolki, a ich wyobraźnie płonie jak pochodnia. Na wypadek kontroli na biurkach leżą rozłożone książki, ale naukom panny Brodie daleko do wymogów programowych. Jej metody są kontrowersyjne, ale powiada: „zdrowy ferment jest potrzebny”. To oczywiście nie podoba się dyrektorce, pannie Mackay, która szuka sposobów by ją ze szkoły wydalić. Ciężko jej cokolwiek udowodnić a jej stadko jest bardzo wierne i wytresowane w ukrywaniu swojej ukochanej nauczycielki (do czasu). Jednak nie jest to jednowymiarowa historia o postępowej nauczycielce w latach 30tych, która niesie oświecenie i emancypację młodym umysłom ( jak zostało to przedstawione w filmie, który powstał na podstawie powieści, czyli „uśmiech Mony Lisy” z Julią Roberts). Panna Brodie ma też inne oblicza - manipuluje swoimi wybrankami, stosując różne stopnie „dopuszczenia”, jej poczynania są niejednokrotnie wątpliwe moralnie, a poglądy mocno faszyzujące. Co dodaje tej historii niejednoznaczności i czyni ją o wiele ciekawszą. Skondensowana i wielowymiarowa opowieść, z wieloma nieoczywistościami, lekko już co prawda trąci myszką, ale dla mnie to tylko dodaje jej uroku.
uczta_babette - awatar uczta_babette
ocenił na62 dni temu
Miriam Truman Capote
Miriam
Truman Capote
Zniewolenie – to słowo przyszło mi do głowy jako klamra spinająca wszystkie opowiadania z tego tomiku. Zniewolenie cudzą charyzmą, własnymi nieokreślonymi lękami, nadmierna pewność siebie lub przeciwnie – jej brak. Takie są cztery intrygujące postaci kobiece lekko zagubione w sobie i w rzeczywistości – bohaterki czterech krótkich opowiadań z tego tomiku. Do tego jeszcze tajemnica, dreszczyk grozy i szerokie pole do popisu jeśli idzie o interpretację zdarzeń. Sylwia z „Pana Bidy” to młoda dama, która usiłuje ułożyć sobie życie w wielkomiejskiej dżungli, na własny rachunek i nie będąc uzależniona od ludzi użyczających jej dachu nad głową. Tymczasem ta samodzielność prowadzi ją do absurdalnego uzależnienia od przedziwnego człowieka, który skupuje ludzkie sny. Od razu przypomniał mi się Murakami, u którego ktoś czytał sny z czaszek jednorożca, gruby pomysł, wow! Nasza bohaterka szybko blednie, chudnie a mimo to żyje w stanie nienormalnej ekscytacji. W końcu znajdzie się w stanie, gdzie nikt już nie może jej nic zabrać ani ukraść. Może to właśnie szczęście? „Dzieci w dniu urodzin” miały szczęście zapoznać się z rezolutną i nieco wyniosłą panną Bobbit. To dziewczę bardzo młode (normalne dziewczynki w jej wieku grają w klasy i czeszą lalki) ale tak pewne siebie, urocze i świadome własnej niewątpliwej wartości, że już wkrótce owija sobie wokół paluszka całą bandę nieokrzesanych wioskowych chłopaczysków, podporządkowuje swej woli nawet dorosłych i rządzi w miasteczku jak udzielna księżna. Koniec nastąpił zbyt szybko by upewnić się, czy była to charyzmatyczna cwaniara – socjopatka, czy zmotywowana młoda dama z wielką szansą na sławę… Z kolei tytułowa Miriam to śliczne małe dziewczątko o srebrzystych warkoczach i żelaznej stanowczości, które nawiedza starszą samotną wdowę, od lat żyjącą według nudnej rutyny i w której życiu chyba nigdy nie działo się nic ekscytującego. Czy Miriam to zmieni? Według mnie starsza pani chyba spotkała i odnalazła samą siebie sprzed lat. Może dalsza część jej losów okaże się bardziej radosna? A może przeciwnie – Miriam zaprowadzi ją do domu dla obłąkanych? Studentka Kay z „Drzewa nocy” wraca pociągiem z pogrzebu krewnego i dostaje się pod „opiekę” dziwacznej pary, ni to pijaków, ni to oszustów, oczajduszów czystej wody, wobec których dziewczyna odczuwa całą symfonię uczuć – od odrazy, poprzez lęk, współczucie, fascynację i … zniewolenie. A wokół nich upiorna noc, huk pociągu i obudzone wszystkie strachy z usłyszanych w dzieciństwie opowieści… Przyznam, że lektura „Śniadania u Tiffanyego” była dla mnie mniej fascynującą przygodą niż oglądanie ślicznej Audrey Hepburn w ekranizacji. Te opowiadania „siadły” znacznie mocniej. Naprawdę warto poczytać!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na710 miesięcy temu

Cytaty z książki Machina miłości czystej i wszetecznej

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Machina miłości czystej i wszetecznej