Biblioteczka
2015-10-26
Często mam tę nieprzyjemność obejrzeć ekranizację powieści przed przeczytaniem jej. Podobnie było w przypadku "Ojca Chrzestnego". Ale łatwo to wybaczyć. Ten film to arcydzieło światowego kina, okraszone niezapomnianymi kreacjami Marlona Brando i Ala Pacino oraz wyjątkową muzyką Nino Roty.
Miałem złe doświadczenia z książkami, których treść znam z wielkiego ekranu. Zwykle w odczuwaniu przyjemności z czytania przeszkadzała mi znajomość fabuły.
Ale nie tym razem.
Mario Puzo stworzył surową, klarowną i bezceremonialną powieść, która jako całość, musi stanowić absolutne arcydzieło literatury. Styl, jakim została napisana książka, jest nadzwyczajny, gdyż zagłębia czytelnika w nastrój i krajobraz fabuły, osadzonej w bardzo specyficznym świecie, rządzonym prawami, które mamy poznać i albo je odrzucić albo oddać się im bezkrytycznie.
Ja oddałem się tej książce każdą częścią jaźni. Udałem się w podróż, która zadziałała jak najsilniejszy narkotyk. Odurzyła umysł i spaczyła go, by rozumiał prawo i zasady włoskiej mafii, podziwiając je.
Sama historia opowiada retrospektywnie życie Vita Corleone i jego dojście do wielkiej władzy i pieniędzy. Jednak osią fabuły, jest zmiana pokolenia w sycylijskiej rodzinie i świt nowego Dona, jakim stał się najmłodszy syna Vita - Michael Corleone.
To książka o inteligentnych ludziach, o strasznych zbrodniach, o honorze oraz prawie, które jest zupełnie inne, od tego, które znamy z kodeksów. Stoi właściwie w opozycji do niego, ale myślę, że autorowi udało się udowodnić, że może być ono nawet bardziej pociągające, jako mechanizm zaprowadzenia pokoju oraz ładu w świecie przemocy.
Skarbnica kapitalnej frazy, zbiornik niezwykłych cytatów, obiekt przyjemności ekstatycznej z kolumn akapitów. Książka, od której bije pewnym niedoścignionym archetypem; książka, która powinna inspirować pisarzy i rozwijać intelektualnie i emocjonalnie każdego czytelnika.
Często mam tę nieprzyjemność obejrzeć ekranizację powieści przed przeczytaniem jej. Podobnie było w przypadku "Ojca Chrzestnego". Ale łatwo to wybaczyć. Ten film to arcydzieło światowego kina, okraszone niezapomnianymi kreacjami Marlona Brando i Ala Pacino oraz wyjątkową muzyką Nino Roty.
Miałem złe doświadczenia z książkami, których treść znam z wielkiego ekranu. Zwykle w...
Po Nawałnicy Mieczy wydaje się, że widziałem już wszystko, Westeros nie ma dla mnie tajemnic a autor nie może już nic nowatorskiego zaproponować.
Ależ może! Może napisać książkę, która (z powodów nadmiernej liczby zgonów głównych bohaterów) zostaje wzbogacona o grono postaci, które albo widzimy pierwszy raz, albo prawie nic wcześniej o nich nie wiedzieliśmy. Poznajemy zupełnie nowe krainy w świecie Pieśni Lodu i Ognia. Otwiera się przed nami ten sam świat, który jednak uciemiężony wydarzeniami z trzech poprzednich tomów, nie jest już taki sam. Ci, którzy do tej pory mieli być pionkami, nagle spiskują, debatują, analizują i włączają się do Gry o Tron.
Wszystko wydaje się być ciekawym pomysłem. Niestety, jeśli z książki na książkę pozbywamy się na długość około 1000 stron najważniejszych bohaterów, takich jak Tyrion, Daenerys lub Davos i robimy sobie od nich wolne, cała magia tego, co za nami, znika. I tak właśnie Uczta dla Wron stała się niezamierzenie zbiorem nudnych didascaliów, których nie ratuje nawet Cersei ani Jaime. Mam niepokojące wrażenie, że autor popadł w niebezpieczna chorobę literatów -grafomanię.
Jednak w tym przypadku jest to o tyle znośne o ile ten autor ciągle umie pisać :)
Po Nawałnicy Mieczy wydaje się, że widziałem już wszystko, Westeros nie ma dla mnie tajemnic a autor nie może już nic nowatorskiego zaproponować.
Ależ może! Może napisać książkę, która (z powodów nadmiernej liczby zgonów głównych bohaterów) zostaje wzbogacona o grono postaci, które albo widzimy pierwszy raz, albo prawie nic wcześniej o nich nie wiedzieliśmy. Poznajemy...
Nawałnica Mieczy udowodniła jedną ważną rzecz. W świecie, który z pozoru wydaje się wyposażony w honor, dumę i szlachetność władców, lordów i rycerzy, panoszy się nikczemność, brutalność i ambicja każąca dążyć po trupach do celu.
Ciężko przyzwyczaić się do kolejnych królów, którzy są obalani lub mordowani. A autorowi powoli zaczyna brakować postaci z perspektywy, których można pisać rozdział. Na szczęście ciągle jest ich wielu, bo cała saga imponuje ilością bohaterów. Często nie są w najlepszej formie, często przeżyli okropne rzeczy i za wiele widzieli już wojny, czasem nie wyszli z niej w jednym kawałku. Jednak życie toczy się dalej a Grę o Tron wygrają najsprytniejsi i najprzebieglejsi.
Nawałnica Mieczy udowodniła jedną ważną rzecz. W świecie, który z pozoru wydaje się wyposażony w honor, dumę i szlachetność władców, lordów i rycerzy, panoszy się nikczemność, brutalność i ambicja każąca dążyć po trupach do celu.
Ciężko przyzwyczaić się do kolejnych królów, którzy są obalani lub mordowani. A autorowi powoli zaczyna brakować postaci z perspektywy, których...
Tak. Umberto Eco napisała kolejną książkę.
I podobnie jak w przypadku choćby Baudolino czy Wahadła Foucaulta nie jest to książka dla wszystkich. I ten rozdźwięk widać choćby w gwiazdkach jej przydzielanych. Nie ma średniej ilości gwiazdek. Jest rewelacyjnie, bądź beznadziejnie.
Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że to książka dla bardzo wąskiego grona odbiorców. Moli książkowych, którzy po prostu miłują wszystko, co czarne na białym; poddanych urokowi frazy i erudycji Eco; miłośników historii np. XIX w. A takich ludzi jest mało. Wątpię, żeby w naszym kraju zapełnili choćby średniej wielkości stadion piłkarski. I wątpię przy okazji, by ktokolwiek z nich wzniósł na stadion ów, racę albo rozpętał burdy wykrzykując antysemickie hasła :)
A książka ta jest głównie o antysemityzmie właśnie, a jeszcze bardziej o spiskach, które rządziły i rządzą umysłami ludzi zwykłych jak i wykształconych. I Umberto Eco, jak zawsze, trafnie przedstawia mechanizmy powstawania i szerzenia wielkich idei, które niczym iskra zapalają ogień w serca ludzkich, gdy grunt jest na to najbardziej podatny.
I wydawałoby się po zakończeniu lektury, jakże infantylne były te spiski, na jak niskich uczuciach grały arię nienawiści. Lecz obejrzyjmy się wokół. Czy coś się zmieniło? Czy antysemityzm oglądamy dziś tylko z muzeum? Czy nie słyszymy o kondominiach pod zarządami powierniczymi? Czy nie mamy wrażenia, że długowłosi, karo odziani, zakolczykowani chłopcy palą koty na cmentarzach, choć czasami, na Halloween? ( :) )
To historia z tezą, którą z resztą wygłosił sam Umberto Eco w jednym z wykładów. Człowiek, jako jednostka, ale jeszcze bardziej człowiek, jako społeczność, potrzebuje wroga. Najlepiej silniejszego, sprytniejszego, ukrytego i klinem godzącego w wartości krystalicznej społeczności. Wroga podłego i niższego kulturą, wroga, który ma na sumieniu straszne zbrodnie. Nic tak bardzo, jak wspólny język i wyznanie, nie spajają żadnej społeczności jak robi to nienawiść do wroga. Los i pokrętne dzieje historii i mitologii zechciały, że Żydzi zawsze na tego wroga nadawali się najlepiej.
P.S. Książka unosiła mnie kilka centymetrów nad ziemie a ryciny były wisienką na torcie. Cudowna pozycja. Polecam.
Tak. Umberto Eco napisała kolejną książkę.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI podobnie jak w przypadku choćby Baudolino czy Wahadła Foucaulta nie jest to książka dla wszystkich. I ten rozdźwięk widać choćby w gwiazdkach jej przydzielanych. Nie ma średniej ilości gwiazdek. Jest rewelacyjnie, bądź beznadziejnie.
Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że to książka dla bardzo wąskiego grona odbiorców. Moli...