-
Artykuły
Czytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać488 -
Artykuły
Literacki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Najpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Przeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać3
Biblioteczka
2025
Jak ocenić wywiad, który jest zbiorem luźnych przemyśleń na temat otaczającego nas świata i zasad, które nim kierują? Czy mogę wskazać treść jako krzywdzącą dla konkretnych grupy, skoro to tylko opinia jednej osoby? Takie pytania krążyły mi po głowie, gdy czytałam tę książkę. Co rusz była kwestia, która według mnie jest wątpliwa.
Wydaje mi się – choć to wrażenie może być mylne – że rozmówcą momentami brakuje szacunku do siebie nawzajem. Jako czytelnik czasami czułam zażenowanie.
Sporo jest tu filozofowania, co akurat wpasowuje się w klimat i poruszane tematy. Uwielbiałam wstawki Doroty Sumińskiej na temat życia zwierząt i ciekawostek o nich. Warto zaznaczyć, że jest ona weterynarzem, a czytając ją mam myśl, że doskonałym w swoim fachu. W dodatku Dorota podaje kilka ciekawych, dodatkowych lektur, do których skutecznie zachęca. A co najważniejsze – jej przekaz o zabijaniu (jakiekolwiek istoty) był pięknie przedstawiony i sama marzę o takim idealnym świecie.
No to co w takim razie było dla mnie krzywdzące? Stwierdzenie, że koszmar dzieciństwa z reguły pozbawia empatii. Fragment o konieczności bycia „jakoś płciowym” i że obecnie próbujemy wyeliminować płciowość, co jest według Doroty kompletną głupota. Kwestia nienawiści do konkretnych narodów, bo nie lubi się tego co WIĘKSZOŚĆ z nich robi. Informacja, że w środku każdego z nas jest pradawny zew, który mówi, że powinniśmy budować gniazdo, niezależnie od tego czy chcemy mieć dzieci, czy nie. W ogóle bardzo często pojawia się temat posiadania dzieci. Stwierdzenie, że charakterystyczna dla mężczyzn jest niechęć do wzięcia na siebie odpowiedzialności. Informacja, że pasjonować się można puzzlami, grami lub dziewczynami, a nie zajęciami czy konkretnymi dziedzinami. Podsumowując – zbyt dużo uproszczonego generalizowania i pominięcie tematu ewolucji.
A co do samych rozmów – ciągle przewijające się tematy to walki samców i ich zwyczaje, budowanie terytorium, no i to niezachwiane ego Piotra. Zabrakło mi natomiast zręcznej moderacji.
Żeby jednak skończyć przyjemniej – czy wiesz, że niektóre ryby potrafią śpiewać? I że istnieją jednak gatunek z błękitną krwią – Skrzypłocze?
Jak ocenić wywiad, który jest zbiorem luźnych przemyśleń na temat otaczającego nas świata i zasad, które nim kierują? Czy mogę wskazać treść jako krzywdzącą dla konkretnych grupy, skoro to tylko opinia jednej osoby? Takie pytania krążyły mi po głowie, gdy czytałam tę książkę. Co rusz była kwestia, która według mnie jest wątpliwa.
Wydaje mi się – choć to wrażenie może być...
Jeśli miałabym dziecko w wieku wczesnoszkolnym na pewno chciałabym zapoznać je z tą książką, niezależnie od płci. Bo właśnie o tym ona jest – wojna nie dotyczy tylko mężnych mężczyzn, niestety.
Na okładce przeczytamy, że jest ona bezpieczna dla dzieci, dostosowana do ich rozwoju emocjonalnego. I całkowicie się z tym zgadzam. W sposób łagodny traktuje o tak poważnym i bestialskim temacie, tłumacząc dziecku co to jest wojna i z czym się ona wiąże.
Historia małej, dzielnej Eli jest inspirowana wspomnieniami Eli Łaniewskiej, pseudonim „Czarna Elka”. Klimatyczne ilustracje do książki wykonała Olga Reszelska.
Całość zaczyna się od sprzeczki dwóch przyjaciół – Antka i Eli. Oboje są jeszcze dziećmi, choć chłopiec psychicznie deklaruje się jako dorosły i gotowy do walki. Dokucza swojej małej przyjaciółce, zarzucając dziecinność i niezrozumienie tematu, bowiem w jego oczach są to sprawy typowo chłopięce. Do czasu, aż spotykają sie w szpitalu polowym, gdzie Ela pomaga przy rannych. Już wtedy rozumie, że się mylił.
Czy wojna jest dla chłopców, czy również dla dziewczynek? Jak słusznie zauważył ojciec naszej bohaterki – w ogóle nie jest dla dzieci. Ale jak sami wiemy z historii, i dzieci nie oszczędza.
Bardzo mądra, edukacyjna i z przesłaniem, choć podanym bardzo delikatnie, tak że dziecko na pewno nie poczuje, że jest pouczane. Nie odczuje również przygniecenia ciężkim tematem, ponieważ wpleciona zostaje również miłość, dojrzałe rodzicielstwo i przyjaźń. Oczywiście po przeczytaniu należy otoczyć dziecko troską, samemu tłumacząc treść i przekaz.
Jeśli miałabym dziecko w wieku wczesnoszkolnym na pewno chciałabym zapoznać je z tą książką, niezależnie od płci. Bo właśnie o tym ona jest – wojna nie dotyczy tylko mężnych mężczyzn, niestety.
Na okładce przeczytamy, że jest ona bezpieczna dla dzieci, dostosowana do ich rozwoju emocjonalnego. I całkowicie się z tym zgadzam. W sposób łagodny traktuje o tak poważnym i...
Idealnym podsumowaniem książki może być to, że powinna stać przy „Niepokój przychodzi o zmierzchu”. Jest bardzo dużo cech wspólnych, między innymi temat żałoby, odkrywania swojej seksualności przez nastolatki i próba zwrócenia na siebie uwagi.
Początkowo bardzo trudno było mi się przyzwyczaić do specyficznej bohaterki, niedojrzałej perspektywy i jej bujnej wyobraźni. Aż pojawił się moment, że zrozumiałam jej zachowania. Zrozumiałam uczucia, które nią targają. Wspierałam ją w myślach, zastępując głos niewidocznej matki. Tak bardzo wczułam się w rolę, że przestałam osądzać postać jako czytelnik.
Czy porywająca fabuła ma znaczenie w powieściach? Nie zawsze. Nie, kiedy narratorem jest mała dziewczynka, która została sama ze swoimi koszmarami, przemyśleniami, targającymi przeciwnymi uczuciami. Matylda jednocześnie kocha i nienawidzi swoją matkę. Głównie na niej opiera dzieciństwo, tak jakby od ojca oczekiwała mniej, choć jest równie nieobecny i nie wspiera swojego dziecka. Z racji tego, że Matylda dużo rozmyśla, a całość obserwujemy jej oczami, widzimy wściekłość na sytuację, na apatię rodziców. Próbuje ich z niej wyrwać poprzez niestosowne zachowania, bo jak sama twierdzi na wstępie „chce być okropna, chce robić okropne rzeczy”. Nie chce. Chce tylko zwrócić na siebie uwagę. Chce, żeby ją zauważyli. Żeby zauważyli także jej stratę. Bo Matylda czuła ogromną miłość do swojej siostry, która stanowiła dla niej autorytet.
To powieść o zaburzeniach psychicznych. O letargu. O zaniedbywaniu przez rodziców. O faworyzowaniu dzieci, bo widać wyraźnie, że Helena była bardzo związana ze swoją matką, a w głowie naszej głównej bohaterki przewija się myśl, że przeżyła nie ta córka. O bardzo silnej żałobie i związanej z nią alkoholizmem. Opis zapewnia nam jeszcze jedno – poszukiwanie wskazówek. Tak naprawdę jest to mocno drugorzędna rola, bardziej w tle niż jako główny motyw. I też nie dostarcza takich wrażeń, jakich byśmy mogli się spodziewać. I nie jest to niepokojący element układanki.
W treści zdarzają się przekleństwa, lekkie niedociągnięcia i braki w konsekwencji (np. zgubienie wątku z natręctwami). Dużo tu o poznawaniu siebie, zatracaniu się w świecie wyobraźni, dorastaniu, a w tym mierzeniu się ze swoją seksualnością i odkrywanie jej. Pod koniec nasunęło mi się jedno pytanie – bohaterka często nawiązuje do Obserwatorów. Czy chodzi o nas, czytelników?
Idealnym podsumowaniem książki może być to, że powinna stać przy „Niepokój przychodzi o zmierzchu”. Jest bardzo dużo cech wspólnych, między innymi temat żałoby, odkrywania swojej seksualności przez nastolatki i próba zwrócenia na siebie uwagi.
Początkowo bardzo trudno było mi się przyzwyczaić do specyficznej bohaterki, niedojrzałej perspektywy i jej bujnej wyobraźni. Aż...
Jessie Burton. Cudowna osoba, ukochana autorka. Tym bardziej z bólem stwierdzam, że jej debiut nie jest moją miłością. Co nie znaczy, że był zły. Język nadal jest przepiękny i opisy urzekajace. Może właśnie w tym problem – w książce nie dzieje się nic konkretnego.
Natomiast odwzorowanie czasów – mistrzostwo. Odwzorowanie Amsterdamu w tamtych latach nie jestem w stanie ocenić. Natomiast fakt, że autorka spędziła tam tylko trzy dni jest imponujący.
Na początku główna bohaterka bardzo mnie denerwowała swoim dziecięcym podejściem i próbą udawania dorosłej. Natomiast z czasem i ona rozkwita, staje się dojrzalsza, przejmuje ster nad własnym losem. Obserwujemy jak z osoby biernej staje się tą, która musi utrzymać rodzinę i tajemnice, a to nie lada wyczyn w tej zamkniętej posiadłości. Jesteśmy świadkami jej przemiany. A z wkurzajacej bohaterki stała się kobietą, z której byłam dumna i bardzo jej kibicowałam.
Bardzo dobrze przedstawiony jest również jeden z wątków dotyczący męża Nelli oraz fragmenty o obłudzie i fałszywej poboznosci mieszkańców.
I choć całość mnie trochę nużyła, to jednak nie byłam w stanie jej odłożyć. I nie żałuję, bo zakończenie mnie usatysfakcjonowało – jeśli w tym przypadku mogę tak powiedzieć. Czytałam je z wypiekami na twarzy i wstrzymanym oddechem.
Również konstrukcja bardzo mnie urzekła. Przede wszystkim chodzi o ostatnie kartki, na których znalazł się między innymi słowniczek pojęć, porównanie zarobków pod koniec XVII wieku w Amsterdamie (czas i miejsce akcji) oraz przykładowe wydatki domowe w tamtych czasach.
Z przyjemnością i nieukrywaną ciekawością sięgnę po kolejny tom. Zakończenie mnie do tego skutecznie zachęciło, chce wrócić do tych bohaterów i tego pięknie wykreowanego świata.
Pisanie tej opinii i mnie oczyszcza. W końcowych wnioskach stwierdzam, że powieść jednak spełniła moje oczekiwania, nawet jeśli tylko częściowo.
Jessie Burton. Cudowna osoba, ukochana autorka. Tym bardziej z bólem stwierdzam, że jej debiut nie jest moją miłością. Co nie znaczy, że był zły. Język nadal jest przepiękny i opisy urzekajace. Może właśnie w tym problem – w książce nie dzieje się nic konkretnego.
Natomiast odwzorowanie czasów – mistrzostwo. Odwzorowanie Amsterdamu w tamtych latach nie jestem w stanie...
Droga Mleczna to jak sam tytuł wskazuje – autobiografia Drogi Mlecznej. Mamy więc do czynienia z narracją pierwszoosobową. Dodatkowo autorka nadała jej osobowość, przez co czujemy się jak na pogaduchach ze znajomą. TYLKO. Nie do końca jest to przyjemna rozmowa. Rozumiem cel – pokazanie, że ludzie to niszczące stworzenia, które nie pojmują całego ogromu wszechświata. Jednak przez większość czasu miałam wrażenie, jakby książka polegała tylko na obrażaniu. Nie było to nawet w duchu sarkazmu, cynicznego podejścia. Czasami czułam spory niesmak. A uwielbiam książki popularnonaukowe napisane z humorem. Cóż, może to po prostu nie mój rodzaj humoru. To co jednak podziwiam to szacunek do astronomów.
Nie zmienia to faktu, że zdarzają się zabawne momenty. Ponadto galaktyki wyłaniające się z tego opisu wydają się być intrygującymi stworzeniami, więc momentalnie mamy ochotę zagłębiać się dalej w treść, a nawet sięgnąć do innych źródeł, by poszerzyć swoją wiedzę i zaspokoić ciekawość. Autorka stworzyła między nimi ludzkie relacje. Czy wiecie, że Droga Mleczna smali cholewki do Andromedy, ship Mlecznomeda? Hm, ja im kibicuje, choć my jako ludzkość nie doczekamy tej fuzji. Niby narracja trochę denerwująca, styl momentami nieprzyjemny, ale jednak wolę taki sposób przedstawiania popularnonaukowych faktów niż podanie ich w suchej, niezrozumiałej formie. Moiya McTier stara się robić to przystępnie, kierując swoją książkę do laika.
Druga część książki skupia się bardziej na merytoryce, stając się jednak cięższa w odbiorze przez duże nagromadzenie liczb i wyliczeń, powodując delikatne rozproszenie czytelnika. Wychodzi więc na to, że obie te części nie są wyważone.
Na uwagę zasługują bardzo fajne ilustracje wykonane przez Annamarie Salai, które urozmaicają treść i powodują uśmiech. Natomiast jest coś, co dla mnie stanowi ogromną wadę. Brak przypisów pod treścią i – najważniejsze - brak bibliografii. W zamian za to autorka umieściła ją... na swojej stronie internetowej, gdzie odsyła.
Moiya McTier występuje w programach popularnonaukowych. Mam nadzieję, że tam jej sposób przekazywania wiedzy jest bardziej zrównoważony.
Droga Mleczna to jak sam tytuł wskazuje – autobiografia Drogi Mlecznej. Mamy więc do czynienia z narracją pierwszoosobową. Dodatkowo autorka nadała jej osobowość, przez co czujemy się jak na pogaduchach ze znajomą. TYLKO. Nie do końca jest to przyjemna rozmowa. Rozumiem cel – pokazanie, że ludzie to niszczące stworzenia, które nie pojmują całego ogromu wszechświata. Jednak...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Polska zajmuje drugie miejsce w Europie, jeśli chodzi o liczbę samobójstw nastolatków. Winę za to ponosi system oświaty, niewydolna służba zdrowia i wielu pojedynczych ludzi. Czasami są to znajomi, czasami rodzice, ale i nauczyciele, którzy nie reagują na krzywdy lub są obojętni na kryzysy czy wsparcie.
Artykuł „Miłość w czasach zarazy” dał nam podstawy do oceny fatalnej sytuacji dziecięcego leczenia psychiatrycznego oraz otworzył temat do dalszej rozmowy. W książce natomiast autorzy przybliżają nam tę tematykę.
I choć czytamy o uodpornieniu autora, to jednak pewne sprawy i jego poruszają, między innymi przedstawione w książkę przypadki. Skupiamy się dużo na problemach osób nieheteronormatywnych i ich życiu w nietolerancyjnej Polsce.
To co zabolało najbardziej dostajemy już na wstępie, czyli historię, która wstrząsnęła Polską w 2019 roku, gdy młody Wiktor popełnił samobójstwo rzucając się pod nadjeżdżające metro. Jego mama szukała pomocy za wszelką cenę, ale była odsyłana lub terapia była prowadzona niewłaściwie.
Czytamy również o sprawie gwałtu na nastoletniej dziewczynie, gdzie postępowanie początkowo zostało umorzone. O walce rodziców i ich ciągłym strachu. O warunkach w szpitalach psychiatrycznych dziecięcych (najwięcej o szpitalu a Józefowie), które nie sprzyjają zdrowieniu. O wykorzystywaniu przez Terapeutę Zajeciowego. O kolejkach, przepełnionych szpitalach, braku kadry czy sanitariuszy - czy wiesz, że na oddziale w nocy zostaje tylko jeden?
Zabrakło mi większej liczby przykładów, gdzie do ostateczności mogą popchnąć rodzice. Nie można ich koloryzować, a jedna wzmianka o tym nie wystarczy. W wielu przypadkach to rodzina zawodzi. Znalazłam też sporo powtórzeń, ale trudno mi jednoznacznie ocenić czy to dobrze, czy źle.
W reportażu znajdziemy również duzo przytoczonych listow od czytelników. Wypowiadali się również nastolatkowie, a ich listy były równie dojrzałe, inteligentne i spostrzegawcze. Mało mamy listów obraźliwych. Ale to bardzo dobrze – temat jest wystarczająco przygnębiający, a takie osoby nie są w nim ważni.
Znajdują się również wypowiedzi lekarzy jak znaleźć wyjście z tej patowej sytuacji, ale niestety politycy nie przejmują się ich głosami. Na końcu znajdziemy również telefony wsparcia. Lepszego zakończenia nie można otrzymać.
Idąc za wnioskami – dziennikarze mają moc. Niech z niej korzystają w tak słusznych sprawach.
Polska zajmuje drugie miejsce w Europie, jeśli chodzi o liczbę samobójstw nastolatków. Winę za to ponosi system oświaty, niewydolna służba zdrowia i wielu pojedynczych ludzi. Czasami są to znajomi, czasami rodzice, ale i nauczyciele, którzy nie reagują na krzywdy lub są obojętni na kryzysy czy wsparcie.
Artykuł „Miłość w czasach zarazy” dał nam podstawy do oceny fatalnej...
Bardzo ciekawa propozycja dla osób stroniących od literatury faktu, a jednak zaciekawionych nietypowymi odkryciami medycznymi czy schorzeniami. Dodatkowo pozwala zrozumieć, dlaczego niektórzy ludzie zachowują się w dany sposób, co może powodować ich dziwne mechanizmy oraz co im siedzi w głowie.
Rozdziały są bardzo krótkie, język prosty a fragmenty i dobór przypadków interesujący. Jedyna słabość to leżąca rzetelna bibliografii, a raczej jej brak (jeśli chodzi o odnośniki do literatury fachowej).
Co mnie kupiło? Dużo odniesień do neurologa i psychiatry – Olivera Sacksa. Przykłady sławnych osobowości, m.in Lewis Carroll. Odnośniki do stron zrzeszających ludzi o takim samym schorzeniu lub miejsce, gdzie można szukać pomocy.
Co mnie przeraziło? Na przykład rozdział o opryszczce i Opryszczkowym Zapaleniu Opon Mózgowych.
Czego możesz dowiedzieć się z książki?
✅ Kto ze sławnych autorów cierpi na prozopagnozję.
✅ Która choroba jest najbardziej tajemnicza z neurologicznych przypadłości.
✅ Czy zawsze mamy wpływ na wilczy głód.
✅ Co podejrzewać, gdy ktoś Ci mówi, że jego dziecko zostało zastąpione sobowtórem.
✅ Czy można umrzeć, bo panicznie boisz się dentysty.
✅ Czego boi się Johnny Depp.
✅ Czy „Alicja w krainie czarów” może być oparta na doświadczeniach autora.
✅ Czy zaburzenia obsesyjno-kompulsywne mogą mieć takie samo podłoże co angina.
✅ Co to jest synestezja lustrzana.
✅ Czy wada wzroku może powodować, że codziennie kładziesz się w łóżku z tajemniczą postacią?
... i wiele, wiele innych ciekawostek.
Ten dobór tematów może zaintrygować, prawda?
Bardzo ciekawa propozycja dla osób stroniących od literatury faktu, a jednak zaciekawionych nietypowymi odkryciami medycznymi czy schorzeniami. Dodatkowo pozwala zrozumieć, dlaczego niektórzy ludzie zachowują się w dany sposób, co może powodować ich dziwne mechanizmy oraz co im siedzi w głowie.
Rozdziały są bardzo krótkie, język prosty a fragmenty i dobór przypadków...
Nie histeryzuj. Kobiety na Zachodzie mają mnóstwo powodów do świętowania.
Być może. Jednak jakim kosztem obarczone są te prawa, które obecnie mamy. Dlaczego przemoc ze względu na płeć staje się normom.
Książka faktycznie jest manifestem, a dokładniej wykładami przekształconymi w tekst. I owszem, nie jest napisana pięknym, potoczystym językiem, może nie zawsze poprawna stylistycznie, ale jakże dosadna. Nie skupia się jednak na dawaniu rad w jaki sposób przerwać ten mechanizm, zmniejszyć opór przed wkraczaniem kobiet w typowo męskie zawody. Natomiast prezentuje nam przykłady kulturowe zniewolenia i ograniczenia głosu kobiet na przestrzeni wieków. Czytamy o sytuacjach realnych, ale także o literaturze (np. „Odysei Homera), przyglądamy się także obrazom.
Polecam jako szybką lekturę do zastanowienia się (liczy niecałe 100 stron). Czy aby na pewno mamy pełnię praw i tak szeroki dostęp do wszelakich narzędzi, bez względu na płeć.
Nie histeryzuj. Kobiety na Zachodzie mają mnóstwo powodów do świętowania.
Być może. Jednak jakim kosztem obarczone są te prawa, które obecnie mamy. Dlaczego przemoc ze względu na płeć staje się normom.
Książka faktycznie jest manifestem, a dokładniej wykładami przekształconymi w tekst. I owszem, nie jest napisana pięknym, potoczystym językiem, może nie zawsze poprawna...
Jest to książka, którą trudno jednoznacznie ocenić i zamknąć w jednym gatunku. Z jednej strony mamy cechy poradnika, z drugiej natomiast sporo psychologicznej wiedzy i odniesień do prowadzonych terapii.
Czy wyniosłam coś dla siebie? Oczywiście. Schematy, które u siebie zauważałam, ale nie potrafiłam ich zlokalizować w przeszłości. Myśli, które często mną kierują. Uczucia. Dodatkowo autorka przedstawia sposoby na wydostanie się z toksycznych/destrukcyjnych zachowań i jak je rozpoznać w przyszłych partnerach, statystyki dotyczące traumy rozwojowej, nurty ojców psychologii. Dlatego też uważam, że może być cenną wskazówką w zagłębieniu się w temacie.
Bardzo dużo skupiamy się na wychowywaniu dzieci, bo jak powszechnie wiadomo – traumy biorą się głównie z dzieciństwa, czasami są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Niekiedy niby niewinne „oddam Cię, bo jesteś niegrzeczny” staje się początkiem trudnych przeżyć w przyszłości. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że stosowane przez nas praktyki są tak naprawdę przemocą psychiczną wobec dziecka.
To co mnie uwierało to spora dawka religijności i duchowości, a także rozdział z opisem zewnętrznym jako dowód na odniesione w dzieciństwie rany.
Choć autorka przedstawia swoich pacjentów i prowadzone z nimi terapie, pokazuje również, że nie zawsze one działają.
Nauczyłam się kilku technik radzenia sobie z trudnymi emocjami czy niebezpiecznymi zachowaniami, ale sama idea wewnętrznego dziecka i terapii uzdrawiającej nie przemawia do mnie. Jest zbyt daleka od rzeczywistości, zbyt nierealna i trochę z powątpieniem patrzyłam na znalezienie go w sobie oraz prowadzenie z nim interakcji. Niemniej polecam ze względów wyżej opisanych.
Jest to książka, którą trudno jednoznacznie ocenić i zamknąć w jednym gatunku. Z jednej strony mamy cechy poradnika, z drugiej natomiast sporo psychologicznej wiedzy i odniesień do prowadzonych terapii.
Czy wyniosłam coś dla siebie? Oczywiście. Schematy, które u siebie zauważałam, ale nie potrafiłam ich zlokalizować w przeszłości. Myśli, które często mną kierują. Uczucia....
Książka, prawdopodobnie, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Opisująca otwarcie pierwszej na świecie placówki szkolącej psich przewodników dla niewidomych. Pierwsza wojna światowa, pokazana z perspektywy ludności niemieckiej.
Anna, główna bohaterka naszej powieści, jest bardzo odważną kobietą, która chce podnosić swoje kompetencje. Niestety w świecie zdominowanym przez mężczyzn nie jest to proste zadanie. Postanawia jednak zaryzykować. Pomaga jej w tym Nia, pierwszy owczarek w szkole, sprowadzony z okopów ze stanem zapalnym opuszków. Otrzymuje również wsparcie od kochanego i mądrego ojca – swoją drogą, mojej ulubionej postaci oraz Emmi, najlepszej przyjaciółki.
Mamy dwie główne ścieżki fabularne – Anna i jej perypetie w szkole dla psich przewodników oraz Bruno, narzeczony Anny na froncie, który przestawiony jest raczej negatywnie, choć czasami trudno czytelnikowi mieć do niego antypatyczne uczucia, mimo jawnych zbrodni wojennych.
To co mnie irytowało to oczywiste wtrącenia myśli bohaterów (co ma również drugie dno – w ten sposób ich poznajemy) oraz nienaturalne opisy zachowań psów.
Przerażający opis działań wojennych (m.in. używane bomby chemiczne) oraz obraz zwykłych obywateli, którzy cierpią z powodu trwającej wojny.
Natomiast to co mnie urzekło to ciepło bijące z treści pokazanych z perspektywy pomocnej i dobrotliwej Anny. Powieść generalnie jest bardzo ładnie napisana, wciąga w swoją historię i nie puszcza z łatwością. Mimo trudnego tematu potrafi rozczulić, zwłaszcza spokojnymi relacjami i długo rozwijającymi się, dojrzałymi uczuciami. Wątek z grą na pianinie zdecydowanie jest interesującym i pouczającym elementem.
Polecam w ramach odpoczynku, bo pióro autora bardzo kojące. Tytuł dobrze sugeruje, można traktować książkę jak światło nad ciemnościami.
Książka, prawdopodobnie, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Opisująca otwarcie pierwszej na świecie placówki szkolącej psich przewodników dla niewidomych. Pierwsza wojna światowa, pokazana z perspektywy ludności niemieckiej.
Anna, główna bohaterka naszej powieści, jest bardzo odważną kobietą, która chce podnosić swoje kompetencje. Niestety w świecie zdominowanym przez...
Jest napisana z humorem (jak wszystkie teksty Marka Maruszczaka), ale bywały moment, że był on z mojej perspektywy wymuszony. Czasami śmiałam się bardziej z zażenowania. Dużo tu żartów sytuacyjnych, a także nawiązujących do polityki i/lub polityków. Akurat w tych przypadkach przypadł mi do gustu ten groteskowy dowcip.
Dystans. Ewidentnie autor go ma. I najlepiej, żeby czytelnik również go posiadał, ponieważ często pojawiają się wyrażenia o głupocie osób zainteresowanych ptakami i ich obserwacjami. Mi to zupełnie nie przeszkadzało. Wiedziałam, że było to bardziej pieszczotliwe, napisane z sympatii.
Nie ma tu koloryzowania. Ptaki są zazwyczaj okrutne względem siebie i nawet moje oczarowanie nie sprawia, że łudzę się co do ich zasad, obyczajów czy zachowań.
Każdy rozdział zawiera prześmiewczy tytuł, właściwy podtytuł z gatunkiem ptaka, tzw. ptasie prawdy – krótka notka i tekst informacyjny na temat pierzastego. Wydana jest bardzo ładnie i ma w sobie rysunki odzwierciedlające konkretnego ptaka.
Mamy 100 przedstawicieli ptasiej społeczności (jeśli dobrze policzyłam) plus kilka rozdziałów z przydatnymi ciekawostkami. Na przykład Jak one śpiewają; Karmnik, czyli jak utrudnić sobie życie czy Jaki to dziób.
Swoje oblicza pokażą nam między innymi mroczne sikorki bogatki, zwane Grozą z cytrynowym brzuszkiem; okrutne gąsiorki, zwane Dziabem Palownikiem czy zachwycające zimorodki, zwane Zimosmrodkami. 😅
Polecam, bo daje wstępną wiedzę i może zarazić – w przeciwieństwie do ”zamysłu autora” – miłością do ornitologii! ☺️
Jest napisana z humorem (jak wszystkie teksty Marka Maruszczaka), ale bywały moment, że był on z mojej perspektywy wymuszony. Czasami śmiałam się bardziej z zażenowania. Dużo tu żartów sytuacyjnych, a także nawiązujących do polityki i/lub polityków. Akurat w tych przypadkach przypadł mi do gustu ten groteskowy dowcip.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDystans. Ewidentnie autor go ma. I najlepiej, żeby...