-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać436 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać16 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać13
Biblioteczka
2026-04-01
2026-03-12
2026-03-09
2026-03-01
2026-02-23
2026-02-19
2026-02-11
2026-02-10
Wskaźnikiem tego, że książka jest dobrze napisana, są emocje wywoływane u czytającego podczas lektury — ogólnie rzecz ujmując.
„Psy Pana”, zakładając, że są początkiem czegoś dłuższego, są bardzo dobrym startem pod każdym względem. Krótko, żywiołowo i przygodowo, z lekką domieszką naturalnego humoru. Proste, a dobre fantasy.
Subiektywnie przywodzą mi na myśl „Magów Prochowych” Briana McClellana — z tym że dla mnie lepsze były „Psy Pana”. I oby ten komplement się nie zemścił, bo zaraz odpalam kolejny tom, żeby to sprawdzić.
A wracając do emocji — były: podniesiona brew, chroniczne chrząkanie i kasłanie, alfabet Morse’a nogą.
Fantastom — polecam.
Wskaźnikiem tego, że książka jest dobrze napisana, są emocje wywoływane u czytającego podczas lektury — ogólnie rzecz ujmując.
„Psy Pana”, zakładając, że są początkiem czegoś dłuższego, są bardzo dobrym startem pod każdym względem. Krótko, żywiołowo i przygodowo, z lekką domieszką naturalnego humoru. Proste, a dobre fantasy.
Subiektywnie przywodzą mi na myśl „Magów...
2026-02-08
2026-02-02
2026-01-29
GŁĘBIA – POWRÓT (tom 2)
Lecimy dalej. Tempo nie spada, lecz rośnie i zagęszcza się. Każdy rozdział przynosi nowy problem — prawdziwy mętlik zaciekawienia w głowie — a autor tylko częściowo odkrywa karty. Tak dobrze nie ma, trzeba czytać uważnie. Każda scena kończy się pytaniem: i co dalej?
Nie da się żreć popcornu spokojnie — chrupki spadają na podłogę, a ja i tak nie odrywam oczu od tekstu. Później się posprząta. Gdy wyobraźnia wróci do normy.
Lecę z Myrtonem Grunwaldem, Erin Hakl, Pinsleep Wise, Hubem Tanskym, Monsieur, doktorem Harpago Jonesem i… kimś jeszcze. Załogą imponująco nienormalną — w tym i tak dziwnym, tajemniczym Wszechświecie. Nie mogę nie wspomnieć o genohakerce Kirke Bloom, księciu Natriumie Ybessenie Gatlarku, Tartusie Fimie i… Pokrace. Którzy — jak i kiedy — jeszcze się okaże, ale mam nadzieję, że lecą w naszą stronę.
Przeskakujemy dalej: w Głębię – Napór.
Czuję się jak dzieciak.
GŁĘBIA – POWRÓT (tom 2)
Lecimy dalej. Tempo nie spada, lecz rośnie i zagęszcza się. Każdy rozdział przynosi nowy problem — prawdziwy mętlik zaciekawienia w głowie — a autor tylko częściowo odkrywa karty. Tak dobrze nie ma, trzeba czytać uważnie. Każda scena kończy się pytaniem: i co dalej?
Nie da się żreć popcornu spokojnie — chrupki spadają na podłogę, a ja i tak nie...
2026-01-21
Dziewięć — za frajdę, akcję, tempo i powrót radości czytania.
Czytałem i słuchałem nieprzerwanie do późna w nocy.
Potem mi się to wszystko śniło. Rano wstawałem i leciałem dalej. Dzień w dzień zaniedbując obowiązki na planecie Ziemi.
Nie znam się na space operze, ale taka fikcja do mnie trafia.
Dla mnie liczą się doznania — reszta mnie nie obchodzi.
Właśnie odpalam kolejny tom Głębi – Powrót i lecimy dalej z tym galaktycznym koksem.
Planeta Ziemia niech poczeka…
Dziewięć — za frajdę, akcję, tempo i powrót radości czytania.
Czytałem i słuchałem nieprzerwanie do późna w nocy.
Potem mi się to wszystko śniło. Rano wstawałem i leciałem dalej. Dzień w dzień zaniedbując obowiązki na planecie Ziemi.
Nie znam się na space operze, ale taka fikcja do mnie trafia.
Dla mnie liczą się doznania — reszta mnie nie obchodzi.
Właśnie odpalam kolejny...
2026-01-13
2026-01-04
2026-01-02
Przez większą część Limes Inferior czyta się jak arcydzieło – zaskakująca literacka wizja przyszłości, której szczegóły dziś stają się rzeczywistością; finał przynosi jednak katastrofalną awarię fabularną i gwałtowny zjazd do końca.
Przez większą część Limes Inferior czyta się jak arcydzieło – zaskakująca literacka wizja przyszłości, której szczegóły dziś stają się rzeczywistością; finał przynosi jednak katastrofalną awarię fabularną i gwałtowny zjazd do końca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-31
2025-12-28
BŁOTO, MUCHY I KIJ
Dawno nie czytałem tak pozytywnie nastrajającej książki, która w tak wysublimowany sposób łączyłaby humor i skłaniała do kontemplacji. Śmiałem się z poniekąd zabawnych losów Egipcjanina Sinuhe, które relacjonuje on sam — starożytny naukowiec, podróżnik, lekarz i kapłan świątyni Amona, ateista, a mimo to skłonny pokłonić się bogom na wszelki wypadek, gdyby jednak było inaczej, niż mu się wydaje.
Śmiałem się, bo swoje przypadki Sinuhe opisał z ironią i sarkazmem, a wszystko to podszyte było filozoficznym pesymizmem oraz dystansem do świata, dając duchowi czytelnika przyjemną, refleksyjną tragikomedię.
Proszę mnie jednak źle nie zrozumieć i nie pomyśleć, że powieść jest jedynie śmiechu warta. Bowiem w jej tle przetaczają się wydarzenia odmieniające ówczesny porządek: religijne pęknięcie świata i wiatry wojny wiejące z wielu stron, a nasz bohater znajduje się w samym centrum tych przemian. To nie jest książka „bez warstw” ani bez głębi. Spraw — rodzących zadumę, ponadczasowych i trafnych, które wręcz proszą się o interpretację — jest tu wiele, a do tego podanych lekko, bez przytłaczania, pięknym językiem. Jednym słowem: opowieść specyficznie przyjemna, słodko-gorzka.
Na koniec spróbuję zachęcić do lektury, używając tonu Sinuhe i zwrotów, które cyklicznie wywoływały we mnie rozbawienie podczas lektury:
„Kłaniam się, opuszczając ręce do kolan, po przeczytaniu zwojów tej księgi. A jeśli ktoś powie, że jest ona zła albo nudna, to jego mowa jest dla mnie błotem, a jego słowa są jak brzęczenie much w uszach. Przemawia przez niego zbyt duża ilość wypitych ogonów krokodyla i powinien zostać oćwiczony kijem.”
BŁOTO, MUCHY I KIJ
Dawno nie czytałem tak pozytywnie nastrajającej książki, która w tak wysublimowany sposób łączyłaby humor i skłaniała do kontemplacji. Śmiałem się z poniekąd zabawnych losów Egipcjanina Sinuhe, które relacjonuje on sam — starożytny naukowiec, podróżnik, lekarz i kapłan świątyni Amona, ateista, a mimo to skłonny pokłonić się bogom na wszelki wypadek, gdyby...
2025-12-21
2025-12-06
Książce Fiodora Dostojewskiego pod tytułem Zbrodnia i kara przyglądał się już wnikliwie cały świat — od literackiej elity, przez naukowców, teologów i psychoanalityków, aż po uczniów szkół i użytkowników „Lubimy Czytać”. Dlatego klasyczne recenzowanie tego dzieła nie ma większego sensu. Wszystko, co należało mądrze powiedzieć, dawno już powiedziano. Mnie pozostaje jedynie zachęcić do lektury poprzez osobistą, zupełnie prywatną refleksję.
Zbrodnia i kara to podróż przez kręty labirynt zawiłości ludzkiego umysłu — pełnego sprzeczności, gdzie człowiek potrafi być jednocześnie kłamliwy i szczery, tchórzliwy i odważny, agresywny i litościwy, kochający i okrutny, mądry i głupi — a wszystko to razem tworzy naturę, która dla samego „homo sapiens” pozostaje nieodgadniona. Historia ludzkości ze swoimi uporczywymi powrotami — raz w formie religii, raz utopii, raz rewolucji obiecującej „nowego człowieka”, choć zawsze wychodzi ten sam stary — tylko to potwierdza.
Największym zaś zagrożeniem dla człowieka nie jest zbliżający się meteoryt, nie obce cywilizacje i nie globalne ocieplenie z końcem świata włącznie, ale sam człowiek — popełniający zbrodnie niezmiennie, od dawien dawna; skutkiem nieobliczalnej swej natury. Skąd bowiem wiesz, co mu przyjdzie do głowy i dlaczego? Tam wszystko się zaczyna: od jednej myśli, od elektrochemicznej aktywności neuronów. Dziwne to, prawda?
Zanim jednak wejdzie się w ten labirynt, warto zapytać: czym właściwie jest sama zbrodnia w ludzkiej rzeczywistości? Nie w kodeksie i nie w gazetowym nagłówku, lecz w człowieku — w tym, z czego się rodzi. A kiedy tylko próbujemy prześledzić jej początek, nieuchronnie wchodzimy na teren pytań o zło. Dlatego moja refleksja — chcąc nie chcąc — zaczyna się właśnie tam, u korzenia.
Czym jest zło i dlaczego? Czy jest częścią struktury świata? Czy zło ma istnienie własne i źródło? Czy może jest wrodzoną cechą charakteru, czy chorobą? Gdzie są granice? Dlaczego zło wywołuje w człowieku stany od euforii aż po szaleństwo? Czym jest dobro? Dostojewski otwiera drzwi do takich rejestrów myślenia w swojej ontologii zła, jaką jest Zbrodnia i kara — zjawiska, którego anatomia jest na swój sposób fascynująca i w gruncie rzeczy niewytłumaczalna z antropologicznego punktu widzenia (w racjonalny, ziemski sposób).
Zatem, jeśli lubisz psychologiczne, duchowe analizowanie i wewnętrzną debatę; jeśli zdarzyło ci się zadawać sobie pytania pod naporem natarczywych myśli: „co mnie do tego pokusiło?”, „dlaczego tam poszedłem?” — i wysnuwać stwierdzenie „gdybym tak mógł cofnąć czas”, w metafizycznym poczuciu, jakby niewidzialna i niezdefiniowana Siła gdzieś zza kulisów prostowała ścieżki do nikczemności...
Mało tego — jeśli zastanawia cię wszelka motywacja człowieka w kontekście przyjętych przez świat zasad; jeśli kłócą się w tobie znane ci pojęcia ogólnego postrzegania rzeczywistości; trapią cię też wątpliwości co do powszechnie przedstawianych mitów założycielskich planety Ziemi i funkcjonowania istot dwunożnych; jakoby teorii starających się — poprzez religijne, w sprzeczności z naukowymi dogmatami — zracjonalizować rozumną podłość. Gdy, oszołomiony tym wszystkim, w mizerności dostępnych poglądów próbujesz wyłożyć sobie racjonalnie ludzką naturę na chłopski rozum — pomiędzy Bogiem a prawdą — i w internetowej przeglądarce wpisujesz hasło „sumienie”, zastanawiając się równocześnie, jak mogła ta substancja wyewoluować wedle darwinowskiej religii — to jak najbardziej polecam przeczytać Zbrodnię i karę Fiodora Dostojewskiego.
Bo trudno to ująć w jednym zdaniu, ale Dostojewski opisał ponadczasową mechanikę chorobliwych zachowań społecznych, które — jeśli dobrze się przyjrzeć — pracują dziś na równie wysokich obrotach jak w XIX wieku. Każda epoka ma swojego Raskolnikowa i swojego Liebieziatnikowa. I to właśnie w proroczym widzeniu Dostojewskiego jest najbardziej wyjątkowe.
Książce Fiodora Dostojewskiego pod tytułem Zbrodnia i kara przyglądał się już wnikliwie cały świat — od literackiej elity, przez naukowców, teologów i psychoanalityków, aż po uczniów szkół i użytkowników „Lubimy Czytać”. Dlatego klasyczne recenzowanie tego dzieła nie ma większego sensu. Wszystko, co należało mądrze powiedzieć, dawno już powiedziano. Mnie pozostaje jedynie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-25
NAPÓR
Zaczyna się niepotrzebnie komplikować przekaz — pojawia się nadmiar wyskakujących ni stąd, ni zowąd pojęć i wątków (oraz nieistotnych postaci, zagracających opowieść), przez co rozmywa się obraz świata, a fabuła traci płynność, impet i kierunek. Robi się trudna nie tyle do zrozumienia, co do ogarnięcia i zapamiętania. Za dużo wszystkiego — gęsto, za często.
Najbardziej wkurza jednak odejście od głównych bohaterów i zdarzeń — pojawiają się nowe epizody i postaci bez emocjonalnego powiązania, przez co momentami czyta się „bo czytać”, żeby doczytać się do właściwej historii — której jest mało. Jednym zdaniem, żeby to wybrzmiało: zapomina się, co było wcześniej. Czujesz się, jakby przeniesiono cię w połowie semestru do innej szkoły, nowej klasy, po nagłej przeprowadzce — gdzie nikogo i niczego nie znasz. A dla gorliwego odbiorcy jest to bardzo zniechęcające.
Treść traci spójność, przygodę, ducha i wcześniejszą metafizyczność głównego nurtu zdarzeń — staje się opisowa, a nie epicka; nieinteresująca jak instrukcja, na którą trzeba rzucić okiem, choć niechętnie, aby nie stracić wątku — szczególnie w relacjach starć z flotyllą Obcych i całego, następującego potem mechanizmu wojny. Rozbudowując front o kolejne statki, załogi, nazwy i szczegóły strategii — i jakby celowo komplikując ideę konfliktu i sam świat — autor zamiast dynamiki tworzy administracyjny chaos fabularny.
Rozwleczone wykonanie zaczyna po prostu nudzić i zamiast pogłębiać — przeciąża. Kosmos przestaje być przestrzenią, a staje się czarną planszą z punktami.
I gdyby nie ogólne zainteresowanie całością Głębi, mimo że historia ma swoje dobre momenty, to przez ten etap ledwo, z przerwami, dobrnąłem do końca.
NAPÓR
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczyna się niepotrzebnie komplikować przekaz — pojawia się nadmiar wyskakujących ni stąd, ni zowąd pojęć i wątków (oraz nieistotnych postaci, zagracających opowieść), przez co rozmywa się obraz świata, a fabuła traci płynność, impet i kierunek. Robi się trudna nie tyle do zrozumienia, co do ogarnięcia i zapamiętania. Za dużo wszystkiego — gęsto, za...