Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Bardzo udany debiut. Ocena 7,5. Tylko dlatego, że niektóre schematy były powtarzalne, np. sposób prowadzenia dialogów i nie wszystkie opowiadania utkwiły mi w pamięci. I za zbyt wiele, jak dla mnie, fragmentów piosenek, z którymi się nie utożsamiam (tu się odzywa moja niechęć do musicali oraz fragmentów piosenek i wierszy w prozie, jak do rodzynek w serniku - osobno są pyszne, ale razem nie). Ale! Za co 7,5? Ogromny plus za skupienie się na współczesnych problemach zwykłych ludzi, którzy nie mogą się odnaleźć w rzeczywistości nietrwałych relacji, apek randkowych, pracy w korpo, powszechnego udawania kogoś innego, w świecie utartych internetowych formułek, zmęczenia, w świecie ludzi, którzy podchwytują pop-teorie i propagują je jak własne. Ci, którzy się nie wpasują (nie potrafią, ale częściej nie chcą) wypadają z nurtu sukcesu, choć w tekstach widać, że chcą płynąć własnym.
Bardzo podobało mi się pierwsze opowiadanie - świetne dialogi i zarysowanie postaci typowego cwaniaczka i rekina biznesu, który dostaje prztyczka w nos od rekina towarzystwa. Prztyczków w nos jest w opowiadaniach więcej. W pamięci utkwiło mi też opowiadanie o mężczyźnie, który nagle czuje się całkowicie wyobcowany (to, w którym zamiast piesków ludzie mają świnki).
W tekstach jest sporo błyskotliwych przemyśleń i niektóre opowiadania mam ochotę przeczytać jeszcze raz

Bardzo udany debiut. Ocena 7,5. Tylko dlatego, że niektóre schematy były powtarzalne, np. sposób prowadzenia dialogów i nie wszystkie opowiadania utkwiły mi w pamięci. I za zbyt wiele, jak dla mnie, fragmentów piosenek, z którymi się nie utożsamiam (tu się odzywa moja niechęć do musicali oraz fragmentów piosenek i wierszy w prozie, jak do rodzynek w serniku - osobno są...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wstrząsająca, smutna autobiograficzna opowieść o dochodzeniu do prawdy o zamordowaniu ojca i dwuletniego brata autora, a także pozostałych członków rodziny ukrywających się w lasach.

To zapis dialogów, jakie autor przeprowadził z mieszkańcami rodzinnych okolic, z których większość pamiętała jego rodzinę. Czasem od razu wyjawiał czyim jest synem, czasem dopiero później.

Wiele można wyczytać w opowieściach bohaterów książki. Dużo tu niedopowiedzeń, strachu przed wydaniem morderców Abrama Grynberga, zasłaniania się niepamięcią. W czasie lektury dźwięczały mi w głowie słowa Martina Pollacka, którymi opisał postawę Austriaków po wojnie - "nic nie widziałem, o niczym nie wiedziałem, mnie przy tym nie było". Jeszcze ponad czterdzieści lat po morderstwie, prawdopodobnie z materialnych pobudek, sąsiedzi boją się powiedzieć kto zabił. Jednemu z nich grożono. Zmowa milczenia. Niektórzy jednak wyjawiają tajemnicę. Elementy układanki zaczynają do siebie pasować mimo luk, niespójności, różnic w zapamiętanych szczegółach, fantazmatów. Są też i pełne ciepła rozmowy, na przykład ta gdy jedna z kobiet miło wspomina Abrama i jego rodzinę, w tym samego autora, który w pewnym momencie wyjawia kim jest. Bardzo wzruszające.

Pojawiają się i antysemickie fantazmaty, żart jednej z osób biorących udział w ekshumacji, że może trafią na złoto... Jeden z rozmówców grozi "a jakbyście chcieli tu co odbierać, to ja siekierke mam". Nie każdy chce rozmawiać.

Poruszająca, smutna, przejmująca lektura, podczas której chciałoby się cofnąć czas.

Wstrząsająca, smutna autobiograficzna opowieść o dochodzeniu do prawdy o zamordowaniu ojca i dwuletniego brata autora, a także pozostałych członków rodziny ukrywających się w lasach.

To zapis dialogów, jakie autor przeprowadził z mieszkańcami rodzinnych okolic, z których większość pamiętała jego rodzinę. Czasem od razu wyjawiał czyim jest synem, czasem dopiero...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Świetny zbiór esejów z różnych lat to moja kolejna, po "Śmierci w bunkrze", książka Martina Pollacka. Część wątków powtarza się, jest poszerzona albo podana od innej strony i w innym kontekście. Tematy esejów są różne - pierwsze wspomnienia z rodzinnych okolic; opis przypadkowego spotkania ze słowackim rolnikiem, który pamięta jeszcze przedwojenną Czechosłowację; rola nauczycieli w propagowaniu idei nazistowskich; wspomnienia o ojcu, zbrodniarzu wojennym; zeznania dziadka, członka NSDAP, złożone w Norymberdze; zagłada Romów w Austrii i współczesne problemy mieszkańców z ich upamiętnieniem; rozważania o doświadczeniach imigrantów mieszkających w Austrii, które są przecież inne niż doświadczenia Austriaków; ciekawe analizy zdjęć z pierwszej i drugiej wojny światowej - m. in. zdjęć uchodźców z początku XX wieku i Żydów upokarzanych na wiedeńskiej ulicy w 1938; opowieść o tym, jak antykwariusze nieuczciwie podbijają cenę zdjęć z drugiej wojny światowej; o stereotypach na temat Galicji, pogardzie i umniejszaniu znaczenia kultury peryferyjnych terenów monarchii habsburskiej; o powojennym milczeniu o zbrodniach nazizmu i powszechnemu przedstawianiu się zbrodniarzy i członków NSDAP jako ofiary. Podobnie jak w poprzedniej książce, Pollack podsumowuje typową postawę rozliczanych nazistów zdaniem "nic nie widziałem, nic nie wiedziałem, mnie przy tym nie było".

W ostatnim rozdziale autor opowiada o tym, jak zainteresował się Polską, Litwą, polskimi Żydami. Jak rodzina próbowała go odwieść od pomysłu studiowania slawistyki i wyjazdu do Warszawy, a babcia próbowała mu perswadować, że "Polacy są naszymi odwiecznymi wrogami, ich kultura jest nic niewarta, żydowskie popłuczyny". Opisuje tu także ciekawe spotkania w Warszawie, na przykład z Idą Kamińską i przyjaźń z pracownikami wydawnictwa jidyszowego, prowadzonego po drugiej wojnie przez ocalałych z Holokaustu.

W książce powtarzają się pytania o milczenie o zbrodniach, skąd strach przed konfrontacją z niewygodną przeszłością. Gdyż podobnie jak w Polsce, w Austrii wiele traum nie jest przepracowanych, przedyskutowanych. Analogii do Polski w tych esejach można doszukać się więcej - na przykład w rabowaniu majątku osób zamordowanych przez nazistów, niechęć do powracających ocalałych, a współcześnie do imigrantów.

Zaznaczyłem sobie wiele fragmentów i na pewno będę wracał do tej książki.

mniej

Świetny zbiór esejów z różnych lat to moja kolejna, po "Śmierci w bunkrze", książka Martina Pollacka. Część wątków powtarza się, jest poszerzona albo podana od innej strony i w innym kontekście. Tematy esejów są różne - pierwsze wspomnienia z rodzinnych okolic; opis przypadkowego spotkania ze słowackim rolnikiem, który pamięta jeszcze przedwojenną Czechosłowację; rola...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Przedstawianie historii pojedynczych ludzi, w tym wypadku rodziny autora, jest o wiele ciekawsze niż sucha historia polityczna. Martin Pollack skupił się na odkrywaniu nazistowskiej przeszłości swojego ojca, zbrodniarza piastującego rozmaite ważne funkcje w nazistowskich organizacjach, a który po wojnie ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości.
Mikrohistorie ukazane są na tle przemian społeczno-politycznych. W pierwszej części książki Pollack opowiada o skomplikowanych relacjach Austriaków i Słoweńców, co przerywa często opisami miejsc, przyrody i wrażeń z dzieciństwa. Druga część jest bardziej wartka, okazuje się, że cała rodzina była zarażona nazistowską chorobą i z tej choroby nie wyleczyła się nawet po wojnie. W rozmowach pomijano temat Żydów, rasizmu, pojawiało się wręcz poczucie wyższości wobec narodów Wschodu i mówienie o sobie jak o ofiarach. Pollack pisze, że zerwał relacje z rodziną po tym jak podjął studia w Warszawie, a babcia pewnego razu napisała mu w liście, że nie zaakceptowałaby jego małżeństwa z Polką, a tym bardziej Żydówką. Temat braku poczucia winy za zbrodnie systemu, który ta rodzina pomagała kreować również pojawia się w rozważaniach autora.
W książce są też przerażające i tragiczne opisy masakr dokonywanych przez oddział, którym dowodził ojciec Pollacka. Oddział ten zajmował się między innymi zwalczaniem partyzantów i szukaniem ukrywających się Żydów aż do ostatnich tygodni wojny...
Autor zwraca też uwagę, że nazizm nie ograniczał się do jednej partii i nie był wyłącznie wymysłem Hitlera. Już od drugiej połowy XIX wieku w Austrii istniała niechęć do demokracji parlamentarnej, dopuszczenia do udziału w rządach nie-germańskich obywateli Austro-Węgier (zwłaszcza Czechów) i uwielbienie dla Prus. Po rozpadzie monarchii habsburskiej szybko powstały stowarzyszenia opierające się na rasizmie, zwłaszcza antysemityzmie. Kiedy Hitler spisywał swoje przemyślenia, miał już przygotowany grunt dla realizacji swoich planów. Poparcie społeczne dla zakazanej w Austrii NSDAP pod koniec lat 30. było już tak duże, że rząd austriacki nie był w stanie dłużej opierać się żądaniom Hitlera.
Jest to książka pełna refleksji, wielowymiarowa. Nie sposób opisać tu wszystkich wrażeń i przeżyć towarzyszących lekturze.
Mam jedynie uwagi do redakcji. W jednym akapicie mamy niekonsekwentne wyrażenia "na Słowacji", w innym "w Słowacji". Poważny błąd wystąpił w odmianie nazwy słowackiej miejscowości Donovaly, która nie jest w ogóle odmieniana, co brzmi jakby to była nazwa jakiegoś irlandzkiego miasteczka. I tak mamy tu "pojechali do Donovaly", "W Donovaly znajduje się", "Donovaly było". Przecież to nazwa, która powinna odmieniać się według wzoru "Donowały".

Przedstawianie historii pojedynczych ludzi, w tym wypadku rodziny autora, jest o wiele ciekawsze niż sucha historia polityczna. Martin Pollack skupił się na odkrywaniu nazistowskiej przeszłości swojego ojca, zbrodniarza piastującego rozmaite ważne funkcje w nazistowskich organizacjach, a który po wojnie ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości.
Mikrohistorie ukazane są na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Gęsta proza napisana w latach 1922-1932. Będzie to jedna z moich książek roku.

Surrealizm, wielowątkowość, dramatyczne sytuacje ale i groteska. Na samym początku jesteśmy wrzuceni w wir dźwięków, w grupę bezdomnych i chaos, żeby w kolejnych rozdziałach wszystko zaczęło się układać w dość realistycznej konwencji. Bohaterowie są ze sobą wzajemnie powiązani, dlatego czytając tę powieść miałem czasem wrażenie bycia w teatrze. Jednak sceneria jest rozległa. Jest tu elita, prezydent i jego faworyci, są też najbiedniejsze warstwy i ludzie, którzy z biednych warstw awansowali. Wśród nich każdy stara się dostosować do okrutnego systemu politycznego i bezprawia, które jest znane z innych opowieści o dyktaturze - zagarnianie ziemi według widzimisię urzędników, procesy, które są farsą, zabójstwa polityczne, a w warstwie społecznej wyrzekanie się swojej rodziny i przyjaciół, którzy podpadli władzy. Sam prezydent to narcyz, którego należy chwalić, który nie przebacza nawet czynów niepopełnionych. Być może autor wykorzystał tez mit o biblijnym faraonie, który najpierw wśród zapewnień o przyjaźni pozwala odejść, żeby w ostatniej chwili dorwać ofiarę i odebrać jej nadzieję.

Jedna z idei wyrażona w tekście mówi, że człowiek woli wierzyć, że to on jest niestabilny, a nie świat w którym żyje. Ruch otaczającego świata jest przez narratora wyrażony bardzo obrazowo, np.
"Kura wpadła w ścianę albo ściana wpadła w kurę... Z kurzej perspektywy obie rzeczy wydarzyły się jednocześnie..."
"Tuż po wystrzałach, jękach Łamagi, ucieczce Vásqueza i jego kompana, nędznie przez księżyc odziane ulice zaczęły biec w konsternacji jedna za drugą, a drzewa na placu wykręcały z żalu palce, nie mogąc skorzystać z wiatru jak z sieci telefonicznej, żeby obwieścić wszem i wobec, co się wydarzyło."
"Drzewa oszalały, nie mogąc zdrapać z siebie trelującego ptactwa."
Ale te dwa ostatnie fragmenty zarazem wyrażają niemoc, bo nie ma kogo wezwać na pomoc. W powieści Gwatemala to wielkie więzienie, kraj oportunizmu, hipokryzji, zawiedzionych nadziei. Ludzie, którzy chcą po prostu żyć, kochać, pracować nie są pozostawieni w spokoju.
Narrator akcentuje też hipokryzję religijną, bo oczywiście ci, którzy donoszą i wyrzekają się przyjaciół zaraz biegną na zebrania kościelnych stowarzyszeń.

Zakończenie było przewidywalne, ale jest to powieść sprzed stu lat, po niej napisano przecież wiele innych. "Pana Prezydenta" postawię na półce obok "Jesieni patriarchy" Márqueza, bo to dwie moje ulubione powieści o dyktaturze. Jestem ciekaw jakie do nich dołączą po przyszłych lekturach.

Brawa dla Kacpra Szpyrki za przekład.

Gęsta proza napisana w latach 1922-1932. Będzie to jedna z moich książek roku.

Surrealizm, wielowątkowość, dramatyczne sytuacje ale i groteska. Na samym początku jesteśmy wrzuceni w wir dźwięków, w grupę bezdomnych i chaos, żeby w kolejnych rozdziałach wszystko zaczęło się układać w dość realistycznej konwencji. Bohaterowie są ze sobą wzajemnie powiązani, dlatego czytając...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Krótka książka, którą czytałem kilka dni. I to nie tylko ze względu na inne zajęcia i upały. Strony są gęste od emocji. Lubię kiedy akcja jest osadzona w przeszłości, a tutaj mamy w dodatku społeczność wikińskiej osady, o której wiemy niewiele. Na głównym planie jest miłość Folkví i Áslakra i niestety jest to miłość, która nie ma szansy się rozwinąć ani trwać. Folkví nie może się z tym pogodzić i w ostatnim rozdziale robi coś bardzo, ale to bardzo zaskakującego i bulwersującego... Pomimo powolności akcji, gdyż dominuje nastrój refleksyjności, ostatni rozdział trzymał mnie w napięciu.
W książce jedynie pobrzmiewa tło historyczne i kulturowe - zamorskie wyprawy Wikingów, kontakty z chrześcijanami, obrzędy wikińskie, są i elementy fantastyczne. Nie jest to jednak książka przygodowa, a kameralna powieść o pewnym małym fragmencie rzeczywistości, w którą zostały wplecione bardzo współczesne rozterki.

Krótka książka, którą czytałem kilka dni. I to nie tylko ze względu na inne zajęcia i upały. Strony są gęste od emocji. Lubię kiedy akcja jest osadzona w przeszłości, a tutaj mamy w dodatku społeczność wikińskiej osady, o której wiemy niewiele. Na głównym planie jest miłość Folkví i Áslakra i niestety jest to miłość, która nie ma szansy się rozwinąć ani trwać. Folkví nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wspaniale opowiedziana historia zbudowana ze strzępków i różnych punktów widzenia. Czytelnik sam ma okazję uzupełnić puste miejsca między fragmentami, a jeśli interesuje się historią drugiej wojny światowej, tym lepiej. Niedopowiedzenia, skróty, temat Żydów, który jest przez bohaterów tylko napomknięty i zaraz wyparty przez inne, donosicielstwo, strach, niepewność, ogrom wspomnień, utarte slogany nazistowskie, a przy tym losy zwykłych ludzi wplątanych w historię. I jest to perspektywa, jaką lubię - opowiadanie historii poprzez losy pojedynczych osób. Wielka literatura. Czekam na tłumaczenie innych książek Kempowskiego, w tym monumentalnych "Echolot", a co!

Wspaniale opowiedziana historia zbudowana ze strzępków i różnych punktów widzenia. Czytelnik sam ma okazję uzupełnić puste miejsca między fragmentami, a jeśli interesuje się historią drugiej wojny światowej, tym lepiej. Niedopowiedzenia, skróty, temat Żydów, który jest przez bohaterów tylko napomknięty i zaraz wyparty przez inne, donosicielstwo, strach, niepewność, ogrom...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Mo Yan napisał we wstępie do jednej ze swoich książek, że powieść powinna być długa i że nie będzie ulegał tendencji do ich skracania. Jeśli mają to być powieści takie jakie pisze on i jaką napisał Yan Lianke, to popieram.

"Kroniki Eksplozji" to powieść podzielona na tematyczne rozdziały, całość jest jednak chronologicznie ułożoną i logicznie powiązaną historią. W dodatku historią wciągającą. Przemawiały do mnie wydarzenia, wyraziste postacie, metafory i realizm magiczny (lub mitorealizm jak woli autor). Nadnaturalne zjawiska, jak zima w środku lata, drzewo wydające owoce innego gatunku, ryby pływające w zupie, wietnamska dżungla wyrosła w kilka chwil na życzenie burmistrza i Amerykanów to skutki ludzkich emocji i ich postępowania. Takie elementy to coś, co bardzo lubię, wręcz uwielbiam.

Podobało mi się również wyciąganie zwykle nieistotnych szczegółów na wierzch, np w zdaniu "Pewnego dnia, gdy Mingguang wracał ze szkoły z pełną torbą warzyw, zaś Xiaocui akurat niosła z targu kilo wołowiny, wpadli na siebie na skrzyżowaniu". O tych warzywach i wołowinie już więcej nie przeczytamy.

W powieści śledzimy rozwój małej wioski, która dzięki pomysłowej kradzieży rozwija się w końcu w duże miasto. Postacie obsesyjnie dążące do osiągnięcia swoich celów pną się po drabinie zhierarchizowanego społeczeństwa, w którym człowiek bez pieniędzy i rodzinnych koneksji niewiele może. Z przywilejów korzysta jedynie władza i rodzina burmistrza. Jednak mimo że burmistrz może wiele, bo dzięki jego dekretom nawet pogoda robi się słoneczna, to w pewnych sprawach musi polegać na innych. Jego życzenia nie zawsze się spełniają. Chciwość, zemsta, szybkie bogacenie się i zdobywanie prestiżu - głównie one charakteryzują większość mieszkańców miasta.

Z mankamentów, czasem (rzadko!) alegorie były powtarzalne i przewidywalne, jakby na siłę. Chciałbym też więcej przeczytać o postaci matki burmistrza, która jest w cieniu wydarzeń.

Jest to książka wielowątkowa, a moja recenzja nie wyczerpuje tematu. Mógłbym napisać o wiele więcej. Mnie ta opowieść dostarczyła wyjątkowych przeżyć, którymi wciąż się delektuję, przechodząc tymczasem do kolejnego dzieła Yan Lianke "Czteroksiąg".

Mo Yan napisał we wstępie do jednej ze swoich książek, że powieść powinna być długa i że nie będzie ulegał tendencji do ich skracania. Jeśli mają to być powieści takie jakie pisze on i jaką napisał Yan Lianke, to popieram.

"Kroniki Eksplozji" to powieść podzielona na tematyczne rozdziały, całość jest jednak chronologicznie ułożoną i logicznie powiązaną historią. W dodatku...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Jest to zbiór opowiadań grozy w tradycyjnym stylu - duchy powracające po śmierci dręczone wyrzutami sumienia, stare domostwa, chaty, stroje, przedmioty i dawne obyczaje. Teksty powstawały w XIX wieku, warto więc po nie sięgnąć, jeśli ktoś ma ochotę przenieść się w autentyczny klimat dawnych opowieści i skrzypiących drzwi w opuszczonym pokoju, a wszystko to dzieje się w realiach znanych autorowi z doświadczenia. Nie wszystkie opowiadania mnie porwały, ale Le Fanu to jeden z moich ulubionych twórców tego typu opowieści.

Jest to zbiór opowiadań grozy w tradycyjnym stylu - duchy powracające po śmierci dręczone wyrzutami sumienia, stare domostwa, chaty, stroje, przedmioty i dawne obyczaje. Teksty powstawały w XIX wieku, warto więc po nie sięgnąć, jeśli ktoś ma ochotę przenieść się w autentyczny klimat dawnych opowieści i skrzypiących drzwi w opuszczonym pokoju, a wszystko to dzieje się w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Powieść, która dzieje się w odległej, ale nieokreślonej przeszłości.

Udajemy się do wioski, której głównym zmartwieniem mieszkańców jest zdobywanie pożywienia, a którzy zdani są na łaskę morza i tego, co przynosi w danej porze roku.

Największe nadzieje są wiązane z przybyciem "łaskawego statku". Nie będę zdradzał, czym on jest. Warto dodać, że w wiosce wytworzyła się swoista kultura i rytuały, mające pomóc taki statek sprowadzić. Niestety jeden z nich przynosi wiosce nieszczęście.

Urzekły mnie krótkie, ale bardzo sugestywne opisy przyrody - czerwonego nieba, czerwonych jesiennych liści pokrywających góry, sztormów, zamieci śnieżnych. Są to krótkie wtrącenia, które przy opisie trudów zdobywania zapasów wprowadzają chwile piękna, zadumy i zachwytu.

Lubię takie kameralne powieści, których akcja toczy się w małej zamkniętej społeczności. Spróbujcie, jeśli chcecie się przenieść daleko od zgiełku miasta i skupić na problemach małej, odosobnionej japońskiej wioski.

Powieść, która dzieje się w odległej, ale nieokreślonej przeszłości.

Udajemy się do wioski, której głównym zmartwieniem mieszkańców jest zdobywanie pożywienia, a którzy zdani są na łaskę morza i tego, co przynosi w danej porze roku.

Największe nadzieje są wiązane z przybyciem "łaskawego statku". Nie będę zdradzał, czym on jest. Warto dodać, że w wiosce wytworzyła się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Niestety mimo chęci otwarcia się na współczesne science fiction nie dałem rady wczuć się w fabułę. Czuję niechęć do technologicznych opisów, tych tzw. "męskich" wypraw i hermetycznego technicznego żargonu, który nie po raz pierwszy nie pozwolił mi skupić się na fabule. Wolę literaturę grozy i science fiction XIX wieku i początku XIX i przy tej raczej pozostanę. Moim zdaniem współczesne science fiction nie może im się równać. Po prostu nie moja bajka.

Niestety mimo chęci otwarcia się na współczesne science fiction nie dałem rady wczuć się w fabułę. Czuję niechęć do technologicznych opisów, tych tzw. "męskich" wypraw i hermetycznego technicznego żargonu, który nie po raz pierwszy nie pozwolił mi skupić się na fabule. Wolę literaturę grozy i science fiction XIX wieku i początku XIX i przy tej raczej pozostanę. Moim zdaniem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Książka pokazuje jak od średniowiecza zmieniał się stosunek do otyłości i kształtu sylwetki kobiet i mężczyzn. Oceny z którymi dzisiaj spotyka się w społeczeństwie osoba z nadwagą czy otyła nie są czymś naturalnym, a wynikają z długiego procesu przemian spojrzenia na ludzkie ciało. Medykalizacja otyłości, wiązanie jej ze zdrowiem i chorobą, normy wagi w stosunku do wzrostu, wyodrębnienie tłuszczu jako osobnej materii, wysyp diet odchudzających, zalecanie sportu - to wszystko to wynik przemian społecznych w drugiej połowie XIX wieku.

Książka pokazuje jak zmieniał się stosunek do tuszy. W średniowieczu osoby otyłe kojarzyły się wygłodzonemu ludowi z dostatkiem i bogactwem. Nie ma krytyki otyłości, nie ma norm wagi. Otyłość przeszkadza o tyle, o ile nie pozwala dosiąść konia i walczyć mieczem.

W pewnym momencie otyłością zaczynają zajmować się medycy. W okresie reformacji otyłość staje się charakterystyczna dla krytykowanego kleru, choć i chudość nie jest pochwalana i kojarzy się z chorobą i niedożywieniem.

W XIX wieku rozwijający się przemysł sprawił, że ciało kojarzono z mechanizmem. Powstał termin "spalania" tłuszczu / kalorii, który funkcjonuje do dzisiaj.

Z tego naukowego opracowania dowiemy się jakie znaczenie mają pozornie błahe opisy w literaturze pięknej, jak otyłość była raz przypisywana bogaczom, a innym razem niewykształconym plebejuszom, jak zacieśniano samokontrolę i doprowadzano do społecznej obsesji na punkcie wagi i tuszy.

Warto pamiętać o tym wszystkim, kiedy słyszymy wokół kolejnych misjonarzy zdrowia, którzy pouczają innych jak mają wyglądać i co jest dla nich dobre. Świetna książka.

Książka pokazuje jak od średniowiecza zmieniał się stosunek do otyłości i kształtu sylwetki kobiet i mężczyzn. Oceny z którymi dzisiaj spotyka się w społeczeństwie osoba z nadwagą czy otyła nie są czymś naturalnym, a wynikają z długiego procesu przemian spojrzenia na ludzkie ciało. Medykalizacja otyłości, wiązanie jej ze zdrowiem i chorobą, normy wagi w stosunku do wzrostu,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Seria Nowej Biblioteki Romantycznej IBL była dla mnie odkryciem i mam już prawie całą kolekcję. Niestety "Modę polską" czytało mi się źle. Przede wszystkim bardzo narzuca się postać i język autorki, która, jak informuje ostatnia strona książki, nie wyraziła zgody na redakcję. Pomijając kwestie literówek, najbardziej odpychający dla mnie jest język autorki i maniera, która pasuje raczej do języka mówionego czy anegdotycznego wykładu. Ponadto w wielu miejscach jest wartościująca. Np. takie niezgrabne zdania: "31 lipca 1832 roku przybywa do Paryża, gdzie - z niewielkimi przerwami - spędzi resztę życia, lecz umrze nie tutaj, Adam Mickiewicz, już wieszcz, i paryska moda polska zyska zupełnie nową formę." "...co na razie może wzbudzić pewne zdumienie, jako że takich dodatków do czamary powstańskiej sam Mickiewicz by chyba nie wymyślił. Ale nie szydźmy.". Cóż, tak się składa, że nie zamierzałem szydzić i bez sugestii autorki, żeby tego nie robić. Nie lubię, kiedy zakłada się z góry, co może pomyśleć czytelnik. Wolałbym dostać profesjonalną społeczno-antropologiczną analizę mody tamtego okresu i sam wyrobić sobie opinie na jej podstawie. Nachalnie oceniająca narracja mi w tym nie pomaga, a ponadto mnie drażni. Niestety książkę odkładam na półkę i sięgam po inną, z tej samej serii. Tę zdejmę tylko, by czytać fragmenty tekstów źródłowych z epoki. Mam również drugą książkę autorki o edukacji dziewcząt w XIX wieku, z tej samej serii. Aż się boję, bo również na redakcję tej pozycji autorka nie wyraziła zgody, a temat przecież bardzo ważny i ciekawy.

Seria Nowej Biblioteki Romantycznej IBL była dla mnie odkryciem i mam już prawie całą kolekcję. Niestety "Modę polską" czytało mi się źle. Przede wszystkim bardzo narzuca się postać i język autorki, która, jak informuje ostatnia strona książki, nie wyraziła zgody na redakcję. Pomijając kwestie literówek, najbardziej odpychający dla mnie jest język autorki i maniera, która...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Medycyna" to książka bomba z serii Nowa Biblioteka Romantyczna. Czytałem ją zaraz po "Praktykach psychiatrii" z tej samej serii i równocześnie z "Historią ciała, t. II". Mnie takie czytanie pozwoliło poszerzyć wiedzę o społecznym funkcjonowaniu medycyny w Europie i Polsce XIX wieku, jako że historia społeczna tamtego okresu jest dla mnie szczególnie interesująca.

Książka Grzegorza Marca to krótkie analizy, jak w praktyce funkcjonowała medycyna, lekarze, szpitale i pacjenci w XIX wieku w Polsce. Ciekawe są teksty źródłowe. Znajdziemy tu fragmenty artykułów, pamiętników, pism oficjalnych, ale także teksty teoretyczne z epoki.

Czy gruźlica była uważana za chorobę zakaźną? Jaki był zasięg homeopatii i co o niej sądzili lekarze ją stosujący? Na czym polega magnetyzm, poprzednik dzisiejszej bioenergoterapii? Jak leczono zęby? Jak wyglądał poród z akuszerką? Jak ubiór wpływa na zdrowie? Jak szczepiono? Jak wprowadzano nowinki medyczne? Jak operowano guza piersi? (pamiętnik Klementyny Hoffmanowej przeniósł mnie do jej paryskiego mieszkania, aż z ciekawości poczytałem wersję oryginalną pamiętników w internecie). Książka nie wyczerpuje tematu i mogłaby mieć kilka tomów, jednak jako wprowadzenie i inspiracje do dalszych poszukiwań czytelniczych polecam.

Mankamentem, który mi trochę przeszkadzał w lekturze jest umieszczenie dat powstania tekstów na początku rozdziałów, a nie pod każdym tekstem, jak w "Praktykach psychiatrii". Moim zdaniem jest też zbyt dużo niepotrzebnych przypisów objaśniających niektóre terminy, np. że "haschisch" to haszysz. Wolę sam domyślać się znaczenia słów delektując się językiem epoki bez przeszkadzających cyferek na końcu słowa. Przypisy są konieczne w przypadkach trudnych do odgadnięcia. Ale może jest to rozwiązanie dla czytelników mało zaznajomionych z językami obcymi albo literaturą XIX wieku.

"Medycyna" to książka bomba z serii Nowa Biblioteka Romantyczna. Czytałem ją zaraz po "Praktykach psychiatrii" z tej samej serii i równocześnie z "Historią ciała, t. II". Mnie takie czytanie pozwoliło poszerzyć wiedzę o społecznym funkcjonowaniu medycyny w Europie i Polsce XIX wieku, jako że historia społeczna tamtego okresu jest dla mnie szczególnie interesująca.

Książka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Ciekawa, momentami zabawna, a chwilami niepokojąca książka o polskiej psychiatrii w XIX wieku. Fragmenty odczytów naukowych z epoki, pamiętników i dokumentów sądowych są o tym, jak przemiany psychiatrii dokonywały się w praktyce.

Zaczyna się odczytem Józefa Jakubowskiego na posiedzeniu Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w 1830, w skrócie: lekarz powinien wykazywać się empatią, "kobiecą łagodnością" i "męską surowością". Powinien uzależnić od siebie pacjenta, często stosując różnie manipulacje i chwyty. Pacjent powinien być zrozumiany, jego "niewłaściwe" zachowanie wybaczone ze względu na stan psychiczny. Jednym z podejść psychiatrii opisanym w książce jest tzw. leczenie moralistyczne, według którego lekarz powinien stanowić wzór do naśladowania dla pacjenta, ponieważ jego schorzenia nie są według tej koncepcji wrodzone, a człowiek chory psychicznie może wyzdrowieć i wrócić do normalnego radosnego życia.

Oczywiście jest też druga strona medalu. Lekarz jest empatyczny i dobrotliwy, ale też ma być surowy i za przewinienia powinien wymierzyć sprawiedliwą karę. Może także publicznie zawstydzać pacjenta, żeby w przyszłości nie powtórzył jakiegoś zachowania. Ma to znamiona kontroli społecznej i wtłaczania w społeczne normy, których nieprzestrzeganie w tamtym czasie mogło być oznaką choroby psychicznej. Według Esquirola, na którego powołują się niektórzy autorzy tekstów w książce, choroba psychiczna wynika np. z nadużywania wina, libertyńskiego stylu życia, masturbacji i łamania reguł. Łatwo wyobrazić sobie, że w szpitalach zamykano także jednostki niewygodne politycznie. W swoim tekście Jakubowski zwraca jednak uwagę na inne, społeczne i jednostkowe kwestie - potrzebę indywidualnego podejścia do pacjenta (trzeba dostosować sposób mówienia do charakteru pacjenta), poznania środowiska, w którym żyje , konieczność istnienia szpitali państwowych, bo w prywatnych właściciele unikają kontroli, oszukują inspektorów i co najważniejsze za opłatą rodziny zostawiają u nich krewnych, który są niewygodni albo bogaci. Droga do przejęciu majątku jest już potem otwarta. Poza tym choremu opuszczającemu szpital państwo powinno zapewnić dochód.

Szczegóły jak wyglądało życie szpitalne w Krakowie czy Warszawie też są w książce.

Ciekawa była antologia przypadków, np. kobieta, która przeżywała nieopanowaną żądzę, słyszała szepty szatana i stała się przy tym bardzo religijna. Wykluczono histerię maciczną, o dziwo nie pomogły bańki, pijawki na udach, środki wymiotne, moczenie nóg w ługu, więc w końcu z braku diagnozy odesłano do szpitala dla obłąkanych.

Jest też historia pomieszania zmysłów po odcięciu kołtuna, nocne bieganie po polu, nieskładne mówienie, na które nie pomagają leki. Lekarz szpitalny odtwarza więc kołtun i po jego odrośnięciu objawy znikają. Pacjentka ma zakaz ponownego odcinania włosów. Jaki z tego wniosek? Substancja kołtunowa w organizmie kobiety opuszczała ciało przez głowę i kołtun. Po odcięciu splątanych włosów nie miała jak się wydostać, powodując bóle głowy i szaleństwo. Bo kołtun to nie był tylko splot włosów, ale choroba organizmu, której splatanie włosów było objawem.

Mamy też wstrząsający tekst lekarza sądowego (1848), dla ludzi o mocnych nerwach oraz analiza przypadku dzieciobójczyni dla sądu apelacyjnego (1853). Nie będę pisał o szczegółach.

Intrygujący jest także tekst Jędrzeja Śniadeckiego, którego pacjent wrócił do zdrowia, ale lekarz nie miał pojęcia na co choruje mężczyzna. Pacjent wyzdrowiał po aplikowaniu licznych środków wymiotnych i wcieraniu maści rtęciowej w dziąsła przez cały dzień.

Jak dla mnie książka do polecania, chociaż chciałbym przeczytać więcej o konkretnych przypadkach.

Ciekawa, momentami zabawna, a chwilami niepokojąca książka o polskiej psychiatrii w XIX wieku. Fragmenty odczytów naukowych z epoki, pamiętników i dokumentów sądowych są o tym, jak przemiany psychiatrii dokonywały się w praktyce.

Zaczyna się odczytem Józefa Jakubowskiego na posiedzeniu Towarzystwa Naukowego Krakowskiego w 1830, w skrócie: lekarz powinien wykazywać się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Literatura japońska nie jest w Polsce tłumaczona masowo. W internecie krążą listy przekładów z PRL i tych z ostatnich lat.

Dzięki Karakterowi, Tajfunom czy PiWowi mamy takie książki jak "Gąsienica" Ranpo Edogawa (Tajfuny). Nie wszystkie opowiadania są oryginalne, niektóre rozważania bohaterów są zbyt rozwlekłe i tłumaczące rzeczy dość jasno wynikające z fabuły.

Opowiadania pochodzą z różnych lat i każde jest troszkę o czymś innym. Ale podsumowując, jest to mieszanka grozy i kryminału, historie ludzi znudzonych życiem, którzy szukają urozmaicenia.

Większość historii odciąga od szczegółów, które mogłyby mieć znaczenie dla rozwiązania zagadki, kieruje nas w inną stronę, a potem bierze nas z zaskoczenia, żeby wbić w fotel. Dla mnie takie było opowiadanie "Czerwony pokój" - gawęda w specjalnie przygotowanym pokoju gdzie zebrało się "siedmiu śmiertelnie poważnych mężczyzn wiedzionych pragnieniem osobliwych doznań", trochę jak u Poego (od którego imienia i nazwiska autor ułożył sobie pseudonim Ranpo Edogawa) i jeszcze jedno "W objęciach fotela" - genialna puenta!

Te opowiadania są tak skonstruowane, że z przyjemnością zadomawiałem się w ich świecie. Wszystkie zostały mi w pamięci. Tak działa na mnie większość japońskich książek. Miłośnicy tej literatury będą wiedzieć, o czym mówię.

Literatura japońska nie jest w Polsce tłumaczona masowo. W internecie krążą listy przekładów z PRL i tych z ostatnich lat.

Dzięki Karakterowi, Tajfunom czy PiWowi mamy takie książki jak "Gąsienica" Ranpo Edogawa (Tajfuny). Nie wszystkie opowiadania są oryginalne, niektóre rozważania bohaterów są zbyt rozwlekłe i tłumaczące rzeczy dość jasno wynikające z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Kultura popularna znacznie przerobiła historię młodego Frankensteina. W powieści ze świecą szukać szczegółowych opisów tworzenia "potwora", nie ma tam łapania błyskawic w laboratorium na szczycie wieży, twór nie ma śrub wkręconych w szyję. Choć jednego z bohaterów powieści ciekawi jak dokładnie Frankenstein dokonał swojego dzieła, nic z tego, nie dowiemy się. Ale na pewno miała w tym udział elektryczność.

Moim zdaniem jest to powieść filozoficzna, która stawia wiele klasycznych i od dawien dawna zadawanych pytań - o naukowca i granice jego działań, o branie odpowiedzialności za własne czyny, o skutki trzymania w sobie trudnych emocji, o sens zemsty, w której karani są bliscy winowajcy, a nie on sam, wreszcie o wagę przyjaźni czy trudność w znalezieniu bratniej duszy, która zrozumiałaby i zaakceptowała drugiego człowieka takim, jaki jest. Wszystko to warto rozważyć w kontekście pytań, jakie zadawali sobie intelektualiści na początku XIX wieku, a zapewne i Mary Shelley, która za młodu korzystała z życia, szalała z mężem i mizoginicznym lordem Byronem na wojażach po Szwajcarii. Córka anarchisty i aktywnej feministki z XVIII wieku zaczytywała się w pismach matki o wyzwoleniu kobiet. W Anglii w odpowiedzi na rewolucję we Francji umocnił się konserwatyzm, a rodzice młodej Mary w szczytnym celu niszczyli sobie w tym samym czasie reputację wśród ziomków.

W powieści są też smaczki antykolonialne (krytyka zniszczeń i wyzysku w Ameryce i krótka analiza jej przyczyn). Mary Shelley i jej mąż byli wegetarianami i nie kupowali cukru z kolonii. I wcale nie przenieśli się do przeszłości z XXI wieku wehikułem czasu. Popieranie "fair trade" i wegetarianizm jako bunt ówczesnej młodzieży nie był widocznie niczym nowym, choć pewnie u niektórych budził oburzenie.

Są też smaczki feministyczne. Bohaterki opiekują się mężczyznami i są przywiązane do domów i rodzin, ale Elżbieta, kuzynka Frankensteina, żałuje, że "nie ma możności zdobywania doświadczeń i poszerzania wiedzy o świecie" tak jak jej kuzyn. To mężczyźni studiują, jeżdżą po świecie, zachwycają się osiągnięciami nauki, krajobrazami odwiedzanych miejsc, głęboko przeżywają przyjaźń, niemal jak daj kochankowie (tu otwiera się pole do badań queerowych), ale jednak kobiety w tej opowieści marzą o innym życiu.

Chwilami była to bardzo żmudna lektura ze względu na dłużące się i powtarzające sentymentalne opisy popadania w marazm i nieszczęścia. Czasem jednego dnia byłem w stanie przeczytać jedynie kilka stron i bardzo już chciałem dotrzeć do końca. Na końcu poczułem dużą satysfakcję. Oto odczarowaniu uległ mit Frankensteina, jestem bogatszy o tekst, który stworzył jedną z najbardziej znanych i powielanych historii na świecie. I nie jest to historia tylko i jedynie o straszącym potworze.

Kultura popularna znacznie przerobiła historię młodego Frankensteina. W powieści ze świecą szukać szczegółowych opisów tworzenia "potwora", nie ma tam łapania błyskawic w laboratorium na szczycie wieży, twór nie ma śrub wkręconych w szyję. Choć jednego z bohaterów powieści ciekawi jak dokładnie Frankenstein dokonał swojego dzieła, nic z tego, nie dowiemy się. Ale na pewno...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Książka opisuje destrukcję Johna Maltraversa, studenta Oxfordu, który odnajduje nawiedzone skrzypce Stradivariusa w swoim studenckim pokoju. Nikt poza nim o tym nie wie.

Piękna przyjaźń dwóch mężczyzn, życie rodzinne, miłość, wszystko to rozpada się pod wpływem opętania, a może nie do końca wyjaśnionej obsesji odgrywania tej samej melodii.

W powieści pojawia się duch i tajemnica, której rozwiązanie nie przychodzi od razu. W rozwiązanie zagadki angażują się siostra Johna, bardzo oddana, uczuciowa osoba, przyjaciel Johna - pan Gaskell oraz sam John, który niczego nie zdradza przez większość czasu i marniejąc przysparza zmartwień otoczeniu.

Powieść nie wyjaśnia wielu spraw. Czytamy, że duch za życia dopuszczał się mnóstwa niegodziwości, potomkowie nie lubią o nim wspominać, ale nikt nie wie, a jeśli wie, to nie mówi, co takiego ten mężczyzna robił.

Anglicy w powieści są bardzo pruderyjni. Przez usta nie przechodzi im to, co można nazwać rozpustą w ich mniemaniu. Główna narratorka jest też bardzo etnocentryczna. Nie mieści jej się w głowie, że we Włoszech w czasie świąt religijnych ludzie świętują na ulicy, krzyczą i bawią się. Dla niej to dzikość, która nie przystoi "ludowi chrześcijańskiemu" i która opóźnia jej przejazd powozem przez miasto.

Mamy tu też ciekawe wątki do analizy genderowej. Są tu zaskakujące zdania dotyczące mężczyzn jak na literaturę wiktoriańską, np. "Obaj byli zaskoczeni, ale żaden nie znalazł wytłumaczenia. Mój brat, który początkowo tak bardzo obawiał się powtórnej wizji, teraz był niemal rozczarowany, że nic się nie wydarzyło - tak oto zmienny potrafi być nastrój mężczyzny." albo "...gdy mówił, drżał mu głos - po części zapewne w następstwie przemożnego przejęcia , ale co bardziej prawdopodobne, z powodu oporu, który, jak zauważyłam, mężczyźni wykazują zawsze, gdy ujawniają uczucia głębsze od tych, które zwykle uchodzą za konwencjonalne w poprawnym towarzystwie".

Książka opisuje destrukcję Johna Maltraversa, studenta Oxfordu, który odnajduje nawiedzone skrzypce Stradivariusa w swoim studenckim pokoju. Nikt poza nim o tym nie wie.

Piękna przyjaźń dwóch mężczyzn, życie rodzinne, miłość, wszystko to rozpada się pod wpływem opętania, a może nie do końca wyjaśnionej obsesji odgrywania tej samej melodii.

W powieści pojawia się duch i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Powieści Saramago są tak gęste, pełne społecznych, historycznych i religijnych aluzji, sarkazmu ubranego we wspaniałe barokowe zdania, że można je czytać ciągle od początku albo w kawałkach i chwała im za to.

Jeżeli ktoś jeszcze nie zna tej książki, to warto po nią sięgnąć, bo jest to powieść dająca do myślenia. Jezus to prosty chłopak, który urodził się bez udziału Józefa, dlatego on sam podejrzewa, że Maria nie była mu wierna, zwłaszcza po tym, jak kpią sobie z niego koledzy. Przyszły mesjasz dorasta i dowiaduje się od Boga, że ma do wykonania misję, którą tamten sobie zaplanował i koniec kropka. Bóg dotąd go męczy i prześladuje, aż Jezus w końcu ulegnie. A po co Bogu Jezus? Otóż uwaga. Bóg u Saramago jest taki jak w Torze - wszechmocny, zazdrosny, okrutny i żądny władzy. Pewnego dnia stwierdza, że nie wystarczają mu już kadzidła maleńkiego narodu w Palestynie, więc za pomocą Jezusa chce pozyskać nowych wyznawców na całym świecie, ale wie, że z takim wizerunkiem, jaki ma w Pięcioksięgu na pewno mu się to nie uda. Szczegółów nie będę zdradzał. Ale w książce oprócz poważnych dialogów na różne tematy, od kwestii dobra i zła poczynając a kończąc na kwestii bezsensownie cierpiących świń, które się utopiły, bo Jezus przeniósł na nie demony, jest dużo komizmu i cudów opowiedzianych na nowo. Dodam, że Jezus mieszka i żyje z Marią Magdaleną, która jest jego mentorką.

Powieści Saramago są tak gęste, pełne społecznych, historycznych i religijnych aluzji, sarkazmu ubranego we wspaniałe barokowe zdania, że można je czytać ciągle od początku albo w kawałkach i chwała im za to.

Jeżeli ktoś jeszcze nie zna tej książki, to warto po nią sięgnąć, bo jest to powieść dająca do myślenia. Jezus to prosty chłopak, który urodził się bez udziału...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Świetna ironiczna powieść osadzona w społecznym kontekście. Dwie osoby, które na przekór wszystkiemu są razem i ksiądz, który będąc oskarżonym o herezję wyprzedza swoje czasy i w końcu osiąga niemożliwe. Powieść o społeczeństwie, które zbytnio chce ingerować w życie jednostek i narzucać im swoją wątpliwą moralność. Miłość potrafi jednak sobie z tym poradzić.

To również powieść o pałacowych intrygach, w których biorą udział duchowni - żądni korzyści materialnych manipulatorzy.

Widzimy także maskulinizm przyozdobiony religią i jest to pokazane przekomicznie już na samym początku powieści. W opowieści spotkamy arystokratów różnej maści, kobiety oskarżane o czary, mieszkańców wsi ciężko pracujących, by zarobić marny grosz.

Saramago był autorem bardzo zaangażowanym społecznie i widać to w większości jego książek. W "Baltazarze..." jest poniekąd zabawna scena, w której arystokracja dla własnej uciechy zmusza chłopów do zainscenizowania ataku na zamek wrzucając do zamku kiełbasę.

Kiedy przyzwyczaimy się do stylu autora, książka staje się przygodą z wartką akcją. Radzę się nie zniechęcać, lecz poszukać spokojnego miejsca na lekturę i dać się ponieść.

Świetna ironiczna powieść osadzona w społecznym kontekście. Dwie osoby, które na przekór wszystkiemu są razem i ksiądz, który będąc oskarżonym o herezję wyprzedza swoje czasy i w końcu osiąga niemożliwe. Powieść o społeczeństwie, które zbytnio chce ingerować w życie jednostek i narzucać im swoją wątpliwą moralność. Miłość potrafi jednak sobie z tym poradzić.

To również...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to