-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać251 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać4
Biblioteczka
Twardo, po męsku, bez cenzury - czytając najnowszą książkę Patryka Vegi ciężko się z tym hasłem nie zgodzić. Boli mnie jednak fakt, że nastawiłem się na rozmowy z policjantami, którzy rzeczywiście skończyli w więzieniach czy zakładach psychiatrycznych, że opowiedzą o swojej pracy, stoczeniu się, o obecnym życiu i o tym, czy żałują decyzji o podjęciu pracy w policji, czy jednak nie, a otrzymałem tom, który treścią nie różni się wiele od części poprzedniej. Nie mniej jednak, jest mocno, skłania do refleksji, czasami jest wstrząsająco (do końca życia słysząc słowo "jeżyk", będę widział oczami wyobraźni kobietę z dwudziestomaparoma nożami w plecach), czasami można się zaśmiać (najlepsze chyba były opowieści o zabawie hełmem na strzelnicy oraz o świadku koronnym).
Podsumowując: Patryk Vega znów przekazał nam informacje, których z mediów nie weźmiemy. Książkę czyta się bardzo szybko, czasem również z niedowierzaniem. "Złe psy. Po ciemnej stronie mocy" pokazują nam też, że do przekroczenia granicy, wiele nie potrzeba; wszystko zależy od tego, jaki mamy charakter, jak odporną psychikę i na jakie przypadki na swojej drodze służbowej natrafimy.
Gorąco polecam.
Twardo, po męsku, bez cenzury - czytając najnowszą książkę Patryka Vegi ciężko się z tym hasłem nie zgodzić. Boli mnie jednak fakt, że nastawiłem się na rozmowy z policjantami, którzy rzeczywiście skończyli w więzieniach czy zakładach psychiatrycznych, że opowiedzą o swojej pracy, stoczeniu się, o obecnym życiu i o tym, czy żałują decyzji o podjęciu pracy w policji, czy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Sięgając po tę pozycję nie spodziewałem się emocji rodem z filmów sensacyjnych, mimo że okładka takowe zapowiada. Niestety - jest to zwykły marketing.
Jeśli chodzi o treść - częściej bardziej podobały mi się krótkie historie wtrącone przez autora jako dygresje, niż to, na czym tak naprawdę powinien się skupić. Opisy w niektórych momentach wręcz odpychają i czytelnik przerzuca strony ze znudzeniem czekając na rozwój wydarzeń. Jest to podyktowane tym, że Ben Lopez nie posiadł daru ciekawego opowiadania. On sam natomiast wydaje mi się człowiekiem, który nie dożyje sześćdziesiątki ze względu na prowadzony tryb życia (ciągłe wyjazdy, brak snu, pochłanianie kawy oraz Red Bulli w niewyobrażalnych ilościach).
Osobiście czuję się zawiedziony, bo jestem zdania, że można było to wszystko opowiedzieć w o wiele bardziej pasjonujący sposób.
Według mnie można, nie trzeba.
Sięgając po tę pozycję nie spodziewałem się emocji rodem z filmów sensacyjnych, mimo że okładka takowe zapowiada. Niestety - jest to zwykły marketing.
Jeśli chodzi o treść - częściej bardziej podobały mi się krótkie historie wtrącone przez autora jako dygresje, niż to, na czym tak naprawdę powinien się skupić. Opisy w niektórych momentach wręcz odpychają i czytelnik...
Z Bernardem Minierem jest to moje drugie spotkanie, ale już na wstępie powiem, że z pierwszego niewiele pamiętałem, bo miało ono miejsce prawie 3 lata temu. Wydawać by się mogło, że skoro jest to kontynuacja "Bielszego odcienia śmierci", należy znać treść części pierwszej. Teoretycznie - tak, praktycznie - niekoniecznie. Autor tak sprawnie opisuje historię w tomie II, że czytelnik momentalnie się w niej odnajdzie bez znajomości wcześniejszego epizodu.
Następna rzecz, która w powieści mnie urzekła, to oczywiście bohaterowie. Przede wszystkim, są oni realni, a także zróżnicowani i nieprzewidywalni. Czytelnik niejednokrotnie będzie się bał o ich zdrowie lub życie, dzięki świetnie budowanemu przez pana Bernarda napięciu. Kwintesencją tej powieści, przysłowiową wisienką na torcie, jest zakończenie, w którym w łatwy sposób wyjaśnione zostają wszystkie zawiłości.
W "Kręgu" mogę się przyczepić jedynie do jednej rzeczy: błędów wydawniczych, czyli przestawionych literek w wyrazach, obciętych literek czy nawet przestawionych wyrazów w opisach, które rażą stylistycznie. Takie błędy niestety się zdarzają, ale tutaj, w porównaniu z ostatnimi powieściami, z którymi miałem do czynienia, jest ich sporo.
Nie zmienia to jednak faktu, że kryminał jest bardzo przemyślany; wielowątkowy i do tego intrygujący. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałem coś równie dobrego.
Z czystym sercem daję 10/10.
Z Bernardem Minierem jest to moje drugie spotkanie, ale już na wstępie powiem, że z pierwszego niewiele pamiętałem, bo miało ono miejsce prawie 3 lata temu. Wydawać by się mogło, że skoro jest to kontynuacja "Bielszego odcienia śmierci", należy znać treść części pierwszej. Teoretycznie - tak, praktycznie - niekoniecznie. Autor tak sprawnie opisuje historię w tomie II, że...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Na pozycję czekałem naprawdę długo i cieszę się, że Tomasz Konatkowski powrócił w takim stylu.
Adam Nowak jest już nadkomisarzem. Teoretycznie ma mniej pracy, bo nie działa już tyle w terenie, ale za to musi nadzorować pracę zespołu dochodzeniowego, a to do najprostszych zadań nie należy. Nasz czterdziestoczteroletni bohater ma już potomka i wraz z Kasią szykuje się do ślubu. O emeryturze jeszcze nie myśli, mimo że przyszła żona coraz częściej zaczyna zadawać o to pytanie. Nadkomisarz pije też mniej alkoholu, niż w poprzednich częściach i nie przejawia już takiego zainteresowania futbolem, choć takie uczucie mogło u mnie wyniknąć z faktu, że autor skupia się prawie w całości na śledztwie.
A skoro jesteśmy już przy różnicach; znane z poprzednich książek pana Tomasza opisy miasta, informacje o Polonii czy muzyce zostają tu praktycznie przemilczane, dzięki czemu powieść nie traci na dynamice, a rozdziały mijają
nam niczym stacje pokonywane przez pociąg pospieszny.
Fabuła również jest bardzo ambitna, Tomasz Konatkowski skupia się tu na sekcie i ludziach, którzy twierdzą że są pośrednikiem między człowiekiem, a Bogiem czy Duchem Świętym. Pokazuje w ten sposób, że prowadzenie sprawy o takim charakterze jest bardzo skomplikowane.
Następna rzecz, która mi się spodobała, to kwestia estetyczna. Każdy rozdział składa się z czterech podrozdziałów i poprzedzony jest krótkim, wiele pod koniec wyjaśniającym, wstępem zatytułowanym "Marana tha".
W "Bazyliszku" pierwszy raz nie odniosłem wrażenia, że śledztwo jest rozwleczone. Mimo że sprawa do prostych nie należała, została załatwiona w 3 tygodnie, nie tak jak w poprzednich częściach w kilka miesięcy.
Treść oczywiście jak zwykle do bólu prawdziwa, zakończenie w końcu bardzo zaskakujące, choć nieuważny czytelnik może się w nim nie odnaleźć, bo w powieści pojawia się kilka kluczowych dla sprawy nazwisk, które z czasem zaczynają się mieszać.
Ale, żeby za słodko nie było, tom ma też swoje wady. Już na samym początku stykamy się z nieścisłością; data ślubu Adama i Kasi. Najpierw podany jest 7 maja, potem 5. Kolejną rzeczą, do której mam zastrzeżenie, to dialogi funkcjonariuszy. Brakuje mi tu slangu typowego dla policjantów. Kto oglądał "Pitbulla" lub czytał "Złe psy" Patryka Vegi wie, o czym mówię. Gdyby pan Konatkowski wprowadził to do swoich książek, wiele by zyskały.
"Bazyliszek" jest w moim odczuciu najlepszą częścią z nadkomisarzem Nowakiem i oczywiście czekam na następną mając nadzieję, że będzie równie dobra jak ta, której recenzję właśnie napisałem :)
Na pozycję czekałem naprawdę długo i cieszę się, że Tomasz Konatkowski powrócił w takim stylu.
Adam Nowak jest już nadkomisarzem. Teoretycznie ma mniej pracy, bo nie działa już tyle w terenie, ale za to musi nadzorować pracę zespołu dochodzeniowego, a to do najprostszych zadań nie należy. Nasz czterdziestoczteroletni bohater ma już potomka i wraz z Kasią szykuje się do...
Z Dariuszem Lorantym, jako autorem, jest to moje pierwsze spotkanie i jedno wiem na pewno, posiada on niesamowity dar opowiadania. "Siedem dni z życia psa" czyta się naprawdę lekko, czasami z uśmiechem na twarzy. Każdy rozdział to oddzielny dzień tygodnia rozpoczęty od krótkiej genezy pochodzenia nazwy dnia tygodnia oraz związanych z nim przesądów, a każdy rozdział to oddzielna historia. Jako fanowi książek o tej tematyce, pozycja bardzo przypadła do gustu i na pewno kiedyś do niej wrócę.
Pozdrawiam, MG.
Z Dariuszem Lorantym, jako autorem, jest to moje pierwsze spotkanie i jedno wiem na pewno, posiada on niesamowity dar opowiadania. "Siedem dni z życia psa" czyta się naprawdę lekko, czasami z uśmiechem na twarzy. Każdy rozdział to oddzielny dzień tygodnia rozpoczęty od krótkiej genezy pochodzenia nazwy dnia tygodnia oraz związanych z nim przesądów, a każdy rozdział to...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Jako że uwielbiam kryminały, a ta pozycja wyszła spod ręki gościa, który nakręcił najlepszy polski serial kryminalny, nie mogłem tej książki nie przeczytać.
W "Złych psach" wszystkie historie są prawdziwe, bo opowiedziane przez funkcjonariuszy policji z różnych wydziałów. Ci, co oglądali "Pitbulla" znajdą sprawy, które bohaterowie serialu rozwiązywali. Opowieści czasem bawią, czasem poruszają, czasem oburzają i skłaniają do małych refleksji.
Jeśli chodzi o język/styl wypowiedzi, jest on bardzo luźny. Czytając tę książkę, odnosimy wrażenie że siedzimy razem z Patrykiem Vegą oraz tymi policjantami w pubie, pijemy z nimi coś z procentami i gaworzymy. Tak więc, nie zaczynaj czytać "Złych psów" wieczorem, jeżeli idziesz jutro rano do pracy :)
Jako że uwielbiam kryminały, a ta pozycja wyszła spod ręki gościa, który nakręcił najlepszy polski serial kryminalny, nie mogłem tej książki nie przeczytać.
W "Złych psach" wszystkie historie są prawdziwe, bo opowiedziane przez funkcjonariuszy policji z różnych wydziałów. Ci, co oglądali "Pitbulla" znajdą sprawy, które bohaterowie serialu rozwiązywali. Opowieści czasem...
Nie wiem, czym dokładnie powinienem się kierować pisząc tę recenzję i wybierając ocenę; jest to bowiem pierwsza taka przeczytana przeze mnie książka i nie mam żadnej pozycji do porównania...
"Piosenkę żołnierza" czyta się dobrze, można się pośmiać, czasem popaść w zadumę. Książka idealnie pokazuje, co tak naprawdę dzieje się z człowiekiem na froncie i jest pewnego rodzaju usprawiedliwieniem dla zachowań, z którymi można się spotkać u byłych żołnierzy.
Pozdrawiam, a pozycję polecam.
Nie wiem, czym dokładnie powinienem się kierować pisząc tę recenzję i wybierając ocenę; jest to bowiem pierwsza taka przeczytana przeze mnie książka i nie mam żadnej pozycji do porównania...
"Piosenkę żołnierza" czyta się dobrze, można się pośmiać, czasem popaść w zadumę. Książka idealnie pokazuje, co tak naprawdę dzieje się z człowiekiem na froncie i jest pewnego rodzaju...
"Nie ma takiego miasta" to moja pierwsza przeczytana w tym roku książka i jeśli wszystkie następne pozycje, po które mam zamiar sięgnąć, będą równie dobre, rok 2015 - pod względem literackim - będzie dla mnie bardzo udany.
W książce przeszkadzało mi sporo opisów Londynu i jego porównań do Warszawy przez co pierwsza część jest nieco nudna. Jeśli chodzi o część drugą, czytelnik od razu zostaje rzucony w wir wydarzeń; komisarz Nowak ma nowego partnera, obaj zostają wezwani do zabójstwa angielskiego nauczyciela. Pojawiają się nowi bohaterowie i nowi podejrzani. Jest sporo zwrotów akcji, dialogi są ciekawe, często z poczuciem humoru, komisarz boryka się z własnymi problemami, przez co zakończenie zbliża się wielkimi krokami.
Jeśli chodzi o zakończenie, jest szybkie. Brakuje w nim wyjaśnienia kilku spraw i przez to zdaje się być trochę nieprzemyślane, ale pasuje do całości. Niektóre wątki na pewno pojawią się w części czwartej (pytanie tylko, kiedy pan Konatkowski ukończy związane z nią prace).
Pozycja lepsza niż część druga, ale bez znajomości "Wilczej wyspy" czytelnikowi może być ciężko poruszać się w historii tu przedstawionej. "Nie ma takiego miasta" nawiązuje też do pierwszej książki, więc jeżeli ktoś chce rozpocząć przygodę z panem Adamem, najlepiej będzie, jeśli zacznie od początku :)
"Nie ma takiego miasta" to moja pierwsza przeczytana w tym roku książka i jeśli wszystkie następne pozycje, po które mam zamiar sięgnąć, będą równie dobre, rok 2015 - pod względem literackim - będzie dla mnie bardzo udany.
W książce przeszkadzało mi sporo opisów Londynu i jego porównań do Warszawy przez co pierwsza część jest nieco nudna. Jeśli chodzi o część drugą,...
Pisząc tę recenzję, rozpatrzę powieść analizując wstęp książki, jej rozwinięcie, zakończenie, tytuł, fabułę oraz język i opisy.
TYTUŁ - wzbudza zainteresowanie; jest związany z końcową fazą tomu, sedno sporów firm budowlanych. Czego jest powodem, już doczytacie :)
FABUŁA - jak najbardziej ciekawa, pasująca do polskich realiów, ale nie dająca wielu wariantów jej rozwinięcia. Bo i z jakiego powodu mogą pływać w rzece zwłoki osoby, którą zastrzelono?
WSTĘP - uważam, że jest dobry. Od samego początku wiadomo, o co chodzi i co najważniejsze, wzbudza on zainteresowanie.
ROZWINIĘCIE - autor, przede wszystkim, umiejętnie wprowadza wszystkich ważnych dla powieści bohaterów, i wprowadza ich zdecydowanie więcej, niż w części poprzedniej, przez co nieuważny czytelnik pod koniec może się trochę pogubić (odkładanie w czasie też nie jest naszym sprzymierzeńcem, pamięć bywa ulotna). Wątek główny, czyli szukanie zabójcy Szweda, jest (brzydko mówiąc) wałkowany przez całą książkę (co jest jak najbardziej na plus, bo u niektórych autorów stykałem się z czymś takim, że wątek główny gdzieś znikał na wiele, wiele stron i pojawiał się dopiero na koniec, bo był wypychany przez wątki poboczne). W tej powieści wszystko jest na swoim miejscu.
Przejdźmy teraz do głównego bohatera. Komisarz Adam Nowak ma czterdzieści lat, żyje w konkubinacie z córką emerytowanego tramwajarza, Kasią. Oboje interesują się muzyką, co jest powodem wielu - czasami irytujących - dyskusji. Poza tym, policjant kibicuje Polonii, lubi piwo, utrzymuje kontakt z ojcem, z którym potrafi rozmawiać tylko o footballu, ma brata mieszkającego w Holandii; w swoich czynach bywa nieprzewidywalny. Taka kreacja jest jak najbardziej na plus. Punktuje również fakt, że komisarz Nowak nie pali i nie nadużywa alkoholu, co jest bardzo częstym problemem detektywów i funkcjonariuszy z policji kryminalnej u wielu pisarzy.
Opisy są klarowne, dialogi również, czasami z poczuciem humoru, które nie zawsze wychodzi.
ZAKOŃCZENIE - pasuje do całości. Żeby dobrze zrozumieć motyw zabójstwa Gusava, naprawdę trzeba się skupić i wczytać, bo inaczej rozwiązanie całej intrygi może się wydać niezrozumiałe. Zakończenie jest też zaskakujące. Po części na plus, po części na minus, ale tak to już w życiu bywa; nie każda sprawa kończy się happy endem. A skoro już jesteśmy przy podsumowywaniu śledztwa, wydaje mi się, że zostało ono zbyt rozciągnięte w czasie, że powinno się skończyć w na początku sierpnia, może trochę wcześniej. Jeśli chodzi o wątki poboczne, znów czuję niedosyt. Zabrakło mi jakiejś informacji o zakończeniu znajomości komisarza z panią archeolog. A może jest to wątek do rozwinięcia w części następnej? Pewnie wiele z Was powie, że się czepiam, ale niestety czasami taki jestem :D
REASUMUJĄC - w dialogach i opisach Warszawy zachowany jest realizm, język barwny, akcja dynamiczna, przedstawiona w książce pana Tomasza historia mogłaby mieć miejsce w stolicy. Ponadto, praca policji wydaje się być przedstawiona w sposób realny i pewnie tylko ci, którzy mają coś wspólnego z "terrorem" mogą wytknąć błędy, które w powieści zostały zawarte. Czego mi zabrakło? Małego puszczenia wodzy fantazji, wplecenia tu czegoś zaskakującego, nieprawdopodobnego i realnego równocześnie. Czegoś takiego, co sprawia, że książki np.: pana Miłoszewskiego cieszą się taką popularnością. Nie mniej jednak, pozycję polecam, a sam biorę się za część trzecią.
Pisząc tę recenzję, rozpatrzę powieść analizując wstęp książki, jej rozwinięcie, zakończenie, tytuł, fabułę oraz język i opisy.
TYTUŁ - wzbudza zainteresowanie; jest związany z końcową fazą tomu, sedno sporów firm budowlanych. Czego jest powodem, już doczytacie :)
FABUŁA - jak najbardziej ciekawa, pasująca do polskich realiów, ale nie dająca wielu wariantów jej...
Ach, gdyby wszystkie polskie kryminały trzymały tak wysoki poziom, bylibyśmy w czołówce twórców powieści tego gatunku. Zygmunt Miłoszewski po raz kolejny udowodnił, że potrafi budować intrygę, trafnie komentować zachowania ludzkie, zwodzić czytelnika i zaskakiwać zakończeniem.
Jedyne, co mi pozostaje to polecić drugą część trylogii i udać się do księgarni po "Gniew".
Ach, gdyby wszystkie polskie kryminały trzymały tak wysoki poziom, bylibyśmy w czołówce twórców powieści tego gatunku. Zygmunt Miłoszewski po raz kolejny udowodnił, że potrafi budować intrygę, trafnie komentować zachowania ludzkie, zwodzić czytelnika i zaskakiwać zakończeniem.
Jedyne, co mi pozostaje to polecić drugą część trylogii i udać się do księgarni po "Gniew".
Zacznijmy od tego, że w pierwszej kolejności zabrałem się za film, który zresztą bardzo przypadł mi do gustu. Później usłyszałem o książce i przy najbliższej okazji dokupiłem do swojej kolekcji.
Kiedy zaczynałem ją czytać,zauważyłem że niewiele się różni od ekranizacji i zacząłem się trochę bać, że powieść nie sprawi mi tyle przyjemności, co powinna. Ale, na szczęście, w pewnym momencie dzieła zaczęły się od siebie różnić. W pełni zaabsorbowany powieścią przewracałem kolejne strony napotykając coraz mniej podobieństw do filmu, aż w końcu dotarłem do ostatniej strony i wręcz nie mogłem uwierzyć, że to już koniec.
Do głównych zalet tego kryminału zaliczają się:
- fabuła;
- wartka akcja;
- w przemyślany sposób wkomponowane opisy;
- wielowątkowość;
- zamieszczone na początku każdego rozdziału streszczenie, co danego dnia wydarzyło się w kraju i na świecie oraz krótka informacja o pogodzie;
- przemyślana kompozycja;
- zaskakujące zakończenie (zupełnie inne niż w filmie).
Reasumując. Jeżeli ktoś ma zamiar zapoznać się z "Uwikłaniem" zarówno w formie filmu, jak i książki, to polecam następującą kolejność:
1)ekranizacja
2)powieść,
bo film - jak to film - nie odzwierciedla w 100% fabuły książki, jest "płytszy" i może pozostawić pewnego rodzaju niesmak. Powieść natomiast uznaję za arcydzieło i z czystym sumieniem oświadczam, że jest to najlepsza książka, jaką kiedykolwiek czytałem. I już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po "Ziarno prawdy".
Zacznijmy od tego, że w pierwszej kolejności zabrałem się za film, który zresztą bardzo przypadł mi do gustu. Później usłyszałem o książce i przy najbliższej okazji dokupiłem do swojej kolekcji.
Kiedy zaczynałem ją czytać,zauważyłem że niewiele się różni od ekranizacji i zacząłem się trochę bać, że powieść nie sprawi mi tyle przyjemności, co powinna. Ale, na szczęście, w...
No i przeczytałem. Szczerze mówiąc, po "Czyścicielu", którego autorem jest Brett Battles, zabierałem się do tej książki jak pies do jeża, bo bałem się, że znów będę ze znudzeniem przewracać strony, a gdy już dobrnę do końca, odetchnę z ulgą i wystawię negatywną opinię. Tym czasem "Adrenalina" okazała się całkiem przyjemną lekturą. Nie brakuje w niej intrygi, tajemniczych typów, bijatyk i strzelanin. Najbardziej, spośród wszystkich wykreowanych przez autora bohaterów, podobał mi się oczywiście Sam Capra. Nigdy do końca nie wiadomo, czego można się po nim spodziewać; zachwyca pomysłowością i skutecznością, czasami również bezwzględnością. W niektórych momentach obawiałem się, że wyjdzie ze wszystkich opresji cały i zdrowy, ale na szczęście nie okazał się aż takim terminatorem jak Bond i autorowi chwała za to.
Jeżeli chodzi o fabułę, jest ciekawa i co jakiś czas odkrywa przed czytelnikiem coraz to nowe tajemnice. Akcja jest płynna i nawet tam, gdzie nie ma scen batalistycznych, Jeff Abbott nie przynudza nic nie wnoszącymi dialogami i długimi opisami miejsc oraz postaci. Tutaj wszystko jest przemyślane i dopracowane. Mniej więcej w połowie akcja wchodzi na najwyższe obroty i ostatnie 200 stron zostaje przeczytanych nie wiadomo kiedy.
Zakończenie bez fajerwerków, jak dla mnie nieco przewidywalne, ale pasujące do całości i pozostawiające mi jedno, krótkie pytanie: Czy będzie druga część?
No i przeczytałem. Szczerze mówiąc, po "Czyścicielu", którego autorem jest Brett Battles, zabierałem się do tej książki jak pies do jeża, bo bałem się, że znów będę ze znudzeniem przewracać strony, a gdy już dobrnę do końca, odetchnę z ulgą i wystawię negatywną opinię. Tym czasem "Adrenalina" okazała się całkiem przyjemną lekturą. Nie brakuje w niej intrygi, tajemniczych...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
TA KSIĄŻKA JEST MEGA!!!
Z pisarzami jest tak, że albo z każdą pozycją jest coraz gorzej, albo mają wzloty i upadki - i tak na przemian - albo cały czas utrzymują poziom, albo z każdą książką są coraz lepsi. U Mariusza Czubaja mamy oczywiście do czynienia z tym ostatnim rodzajem.
Od powieści nie sposób się oderwać. Wciąga od pierwszych stron, a pierwszoosobowa narracja sprawia, że jeszcze lepiej wczuwamy się w rolę komisarza. Razem z policją rozwiązujemy zagadkę, która choć wydaje się bardzo skomplikowana, to tak naprawdę okazuje się nawet łatwa.
"Zanim znowu zabiję", to przemyślany kryminał, w którym nie mam się do czego "przyczepić". Komisarz Heinz ma ponoć powrócić. Mam nadzieję, że jego następna przygoda będzie równie pasjonująca, jak pozostałe, a ja - już wkrótce - zabieram się za "Martwe popołudnie."
TA KSIĄŻKA JEST MEGA!!!
Z pisarzami jest tak, że albo z każdą pozycją jest coraz gorzej, albo mają wzloty i upadki - i tak na przemian - albo cały czas utrzymują poziom, albo z każdą książką są coraz lepsi. U Mariusza Czubaja mamy oczywiście do czynienia z tym ostatnim rodzajem.
Od powieści nie sposób się oderwać. Wciąga od pierwszych stron, a pierwszoosobowa narracja...
"Wiatr", to trzecia powieść Marcina Ciszewskiego, którą miałem przyjemność przeczytać i... nie zawiodłem się na niej.
Książka rozwija się powoli i do póki na Kasprowym nie zaczynie się zabawa sylwestrowa, nic specjalnego się nie dzieje. Autor umiejętnie wprowadza czytelnika do opisywanego przez siebie świata, by potem rzucić go w wir wydarzeń, na które - jak pan Marcin mawia - nie ma żadnego wpływu. A jak najprościej opisać te wydarzenia? Tyszkiewicz z Krzeptowskim i Heleną zabierają ranną Tosię a reszta imprezowiczów zostaje na górze. Wkrótce w schronisku wysiada prąd i wszyscy podejmują decyzję o opuszczeniu ciemnego budynku, a po ich piętach depczą wyszkoleni mężczyźni podający się za pracowników CBŚ. Poza tym strzelaniny, zjazd na nartach i ciągła walka o przetrwanie. A to wszystko w koszmarnych warunkach, na górskim stoku bez nadziei na nadejście pomocy...
Powieść czyta się szybko i lekko. Opisy, choć czasem zbyt rozbudowane, zdecydowanie ułatwiają wyobrażenie sobie ukształtowania terenu i przeciwności losu, z którymi zmagają się bohaterowie. Cieszy również możliwość poznania niektórych scen z różnych perspektyw (z oczu dwóch czy nawet trzech bohaterów). Jedyne, czego mi zabrakło, to napisanych na początku każdego rozdziału godzin, ale to już indywidualne zachcianki :D
Niemniej jednak, powieść bardzo mi się podobała (bardziej niż "Gliniarz" i "Upał") i nie była ostatnią tego autora, jaką przeczytałem.
Polecam i pozdrawiam.
"Wiatr", to trzecia powieść Marcina Ciszewskiego, którą miałem przyjemność przeczytać i... nie zawiodłem się na niej.
Książka rozwija się powoli i do póki na Kasprowym nie zaczynie się zabawa sylwestrowa, nic specjalnego się nie dzieje. Autor umiejętnie wprowadza czytelnika do opisywanego przez siebie świata, by potem rzucić go w wir wydarzeń, na które - jak pan Marcin...
Zacznijmy od tego, że w pierwszej kolejności zabrałem się za film, który zresztą bardzo przypadł mi do gustu. Później usłyszałem o książce i przy najbliższej okazji dokupiłem do swojej kolekcji.
Kiedy zaczynałem ją czytać,zauważyłem że niewiele się różni od ekranizacji i zacząłem się trochę bać, że powieść nie sprawi mi tyle przyjemności, co powinna. Ale, na szczęście, w pewnym momencie dzieła zaczęły się od siebie różnić. W pełni zaabsorbowany powieścią przewracałem kolejne strony napotykając coraz mniej podobieństw do filmu, aż w końcu dotarłem do ostatniej strony i wręcz nie mogłem uwierzyć, że to już koniec.
Do głównych zalet tego kryminału zaliczają się:
- fabuła;
- wartka akcja;
- w przemyślany sposób wkomponowane opisy;
- wielowątkowość;
- zamieszczone na początku każdego rozdziału streszczenie, co danego dnia wydarzyło się w kraju i na świecie oraz krótka informacja o pogodzie;
- przemyślana kompozycja;
- zaskakujące zakończenie (zupełnie inne niż w filmie).
Reasumując. Jeżeli ktoś ma zamiar zapoznać się z "Uwikłaniem" zarówno w formie filmu, jak i książki, to polecam następującą kolejność:
1)ekranizacja
2)powieść,
bo film - jak to film - nie odzwierciedla w 100% fabuły książki, jest "płytszy" i może pozostawić pewnego rodzaju niesmak. Powieść natomiast uznaję za arcydzieło i z czystym sumieniem oświadczam, że jest to najlepsza książka, jaką kiedykolwiek czytałem. I już nie mogę się doczekać, aż sięgnę po "Ziarno prawdy".
Zacznijmy od tego, że w pierwszej kolejności zabrałem się za film, który zresztą bardzo przypadł mi do gustu. Później usłyszałem o książce i przy najbliższej okazji dokupiłem do swojej kolekcji.
Kiedy zaczynałem ją czytać,zauważyłem że niewiele się różni od ekranizacji i zacząłem się trochę bać, że powieść nie sprawi mi tyle przyjemności, co powinna. Ale, na szczęście, w...
Chciałoby się powiedzieć, że wszystko skończyło się happy endem, jak w kryminałach. Niestety tak nie jest. Seriale telewizyjne mają to do siebie, że mają mało wspólnego z rzeczywistością, a co będzie bardziej zbliżone do prawdy, niż powieść napisana przez byłego funkcjonariusza policji? Tylko powieść napisana przez innego policjanta.
"Dziewięć milimetrów do nieba", to pozycja pokazująca pracę gliniarzy z różnych wydziałów od podszewki; goniące terminy, ponaglający szefowie oraz prokuratorzy, biurokracja. W tej formacji nie da się robić tak, żeby się nie pobrudzić. Autor uświadamia nas również, że wykonywana przez policjantów praca bardzo często odbija się na ich życiu prywatnym oraz zdrowiu, a podjęta w ułamku sekundy decyzja może zdecydować o naszym być albo nie być.
Reasumując: akcja jest wartka, opisy ciekawe - czasami budzące oburzenie, że tak się traktuje ludzi chcących chronić resztę społeczeństwa, ale również budzące podziw, że mimo wszystko ci funkcjonariusze rezygnują z życia rodzinnego, by wykonywać swoją pracę najlepiej jak tylko potrafią narażając przy tym własne zdrowie a nawet życie.
Jedyną wadą tej książki jest duża liczba błędów interpunkcyjnych, ale da się to przeboleć. Pozdrawiam i polecam :)
Chciałoby się powiedzieć, że wszystko skończyło się happy endem, jak w kryminałach. Niestety tak nie jest. Seriale telewizyjne mają to do siebie, że mają mało wspólnego z rzeczywistością, a co będzie bardziej zbliżone do prawdy, niż powieść napisana przez byłego funkcjonariusza policji? Tylko powieść napisana przez innego policjanta.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Dziewięć milimetrów do nieba", to...