Pomimo burzy tańczmy w deszczu. Nauczyciel Roku Przemysław Staroń o „Szkole bohaterów i bohaterek”

Marcin Waincetel
14.10.2020

Na czym polega magia nauczania? O tym warto rozmawiać nie tylko w Dzień Edukacji Narodowej. Czy każda zmiana jest dobra? I jak radzić sobie w pandemicznej rzeczywistości? O tym właśnie, między innymi, opowiada nam Przemysław Staroń, autor książki „Szkoła bohaterek i bohaterów”, jeden z najbardziej charyzmatycznych nauczycieli w Polsce, który stara się przekraczać granice i systemowe konwencje, aby zmieniając edukację, jednocześnie zmieniać świat.

Pomimo burzy tańczmy w deszczu. Nauczyciel Roku Przemysław Staroń o „Szkole bohaterów i bohaterek”

[Opis książki] Bycie nastolatkiem to chyba najtrudniejszy okres w życiu. Na każdym kroku pytania i wyzwania. Świat i to, co się w nim teraz dzieje, nie ułatwia sprawy. Szkoła tym bardziej nie staje na wysokości zadania i nie daje młodym ludziom wsparcia.

Przemek Staroń, nauczyciel etyki i filozofii w II LO w Sopocie, Nauczyciel Roku 2018, psycholog z Uniwersytetu SWPS, nominowany do „nauczycielskiego Nobla”, czyli Global Teacher Prize, fan Harry’ego Pottera i klocków Lego postanowił coś z tym zrobić. Zebrał od młodych ludzi, w tym swoich uczniów i uczennic, pytania i lęki, z jakimi się borykają. Na przykład o to, czy warto się zakochiwać, co jest w życiu ważne, dlaczego wygląd ma takie duże znaczenie, skąd brać siłę do pokonywania trudności, jak znieść porażkę. Następnie sięgając po historie z literatury, filmu, a nawet gier pokazał, jak można sobie z tymi małymi i dużymi wyzwaniami poradzić. Podparł się przy tym wiedzą psychologiczną, której podstawy wykłada w wyjątkowo prosty i zrozumiały sposób. Wplata je w opowieści o znakomicie znanych czytelnikom bohaterach m.in. serii o Harrym Potterze, „Gwiezdnych Wojen", „Stranger Things”, „Małego Księcia”, Muminków, Avengersów, „Władcy Pierścieni”. Są tu też poruszające historie z jego własnego życia.

„Szkoła bohaterek i bohaterów” to skrzyżowanie powieści przygodowej z poradnikiem i pamiętnikiem. Bawi, wciąga, inspiruje do myślenia. A przede wszystkim dostarcza młodym czytelnikom i czytelniczkom konkretnych narzędzi radzenia sobie z trudnościami. Zresztą i tym starszym się one przydadzą.

Książkę ilustrowała Marta Ruszkowska, której poetyckie grafiki są jak materiał wprost na koszulki, torby czy tatuaże.

Marcin Waincetel: Czy dorosły Przemysław Staroń odpowiada wyobrażeniom, które miał w dzieciństwie małoletni Przemek Staroń? Czy stałeś się takim dorosłym, o którym marzyłeś, że będziesz?

Przemysław Staroń: Szczerze? Jak najbardziej! Dorosły Przemek jest zresztą dużo fajniejszy, niż ten, którego wyobrażał sobie Przemek, będąc dzieckiem. Bardzo lubię pracować przy pomocy metafor. Przypomniała mi się teraz historia o trzech drzewach – choć chrześcijańska, to jednak sens ma jak najbardziej uniwersalny. Drzewa miały marzenia, jednak wszystkie się rozpadły. Po czasie okazało się, że marzenia zostały zrealizowane, ale w dużo głębszym wymiarze. Przykład? Jedno drzewo chciało być kufrem na skarby, niestety, ktoś przerobił je na karmnik dla bydła. Potem dwoje ludzi położyło w nim dziecko, które okazało się – tak naprawdę – największym skarbem ze wszystkich bogactw świata. Myślimy o sobie samych w różnych perspektywach, plany ulegają zmianie, my sami się zmieniamy i dojrzewamy, ale marzenia mogą być realizowane w dalszym ciągu, nierzadko przekraczając nasze początkowe wyobrażenia.

Mógłbyś to rozwinąć? I poszerzyć – o własne doświadczenie.

Jako nastolatek pisałem książkę przygodową, ale po pewnym czasie coś przestało mnie w niej dostatecznie interesować. Stwierdziłem, że dużo bardziej interesuje mnie samo życie, dlatego też poszedłem uczyć. Poczułem, że to jest właśnie to.

Ale przecież pierwotne marzenie powróciło…

…no właśnie – dotarło to do mnie. Napisałem przecież książkę, która nie tyle opowiada o historii wymyślonej przeze mnie – ludziach w fajnej szkole – tylko po prostu w paradygmatyczny sposób pokazuje, że szkoła, którą znamy, która niestety często kojarzy się dosyć negatywnie, może być czymś pięknym. Sama edukacja jest czymś pięknym. Tu działa taka zasada przeinterpretowania. Człowiek myśli sobie po czasie: „kurczę, jest naprawdę dużo fajniej, niż myślałem, że będzie”!

Przemysław Staroń z okładką swojej książki

Reklama

Powiedz, proszę, czym jest dla ciebie szkoła. Nie w sensie instytucji, lecz miejsca spotkań.

Cóż, to się oczywiście zmienia w perspektywie czasu. Miałem taki okres, gdy myślałem, że szkoła, w której pracuję, jest absolutnie wyjątkowa. Tak bym to określił. I faktycznie jest miejscem wyjątkowym, ale to nie znaczy, że jest miejscem bez wad. Powiedziałbym, że obecnie jestem w stanie pewnej akceptacji. To też kwestia oczekiwań. I w tym tkwi zasadnicza trudność, bo wiadomo przecież, że szkoła jest cała zanurzona w systemie. Podobnie jak i ja. Chciałbym zrobić więcej, niż bym mógł. Widać to też dobitnie w czasie pandemii – przez pół roku nie było lekcji stacjonarnych, a przecież pojawiały się problemy różnego typu. Teraz wróciłem do szkoły, jestem tym bardzo podekscytowany, jednak równocześnie odczuwam potężny lęk.

Cała ta sytuacja wzbudza we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo się cieszę, że mogę spotkać się ze swoimi uczennicami i uczniami, uczyć (się), sprawiać, że nabywają nowej wiedzy i umiejętności i po prostu im towarzyszyć w rozwoju. Jednak z drugiej strony jestem bardzo świadomy, jakim zagrożeniem dla mojego zdrowia jest przebywanie w tak dużych skupiskach ludzi, jakimi są szkoły. O lęku piszę również w swojej książce „Szkoła bohaterek i bohaterów”. Lęku przed ludźmi jak u Lustrzanny, lęku przed odrzuceniem jak u „Cudownego chłopca” – Auggiego, lęku przed boginem w szafie, który pojawia się przed uczniami Hogwartu na lekcji obrony przed czarną magią. Ktoś zapyta, i jak sobie z tym poradzić? Oczywiście zachęcam do lektury! Jednak tak na cito mogę coś podpowiedzieć. Jest kilka sposobów. Można obśmiać swój największy lęk, skonfrontować się z nim, wyobrazić sobie najczarniejszy scenariusz... Reszta w mojej książce!

Powiedziałeś kiedyś, że lepsze jest nieidealnie zrobione, niż idealne niezrobione. Praca nad książką była w większym stopniu satysfakcją czy wyzwaniem?

Przyznam, że tak naprawdę bałem się napisać taką książkę. Cóż, to lęki perfekcjonisty, które biorą się ze zaszłości szkolnych, ale też poczucia odpowiedzialności. Bo mamy do czynienia z inflacją słów, które tracą na znaczeniu.

Ani podręcznik, ani nie podręcznik, ale antidotum. Tym jest „Szkoła bohaterek i bohaterów”?

Proces pisania o radzeniu sobie z życiem, ze szkołą, z emocjami był dla mnie własnym poligonem doświadczeń. Antidotum jako sposób radzenia sobie z wieloma sprawami. Właśnie to nagromadzenie spraw zawodowych, nowe współprace z wieloma podmiotami i instytucjami, stres związany z aplikowaniem do konkursu Global Teacher Prize… Wszystko to było bardzo wyczerpujące. Mój organizm zaczął się buntować. Postanowiłem trochę się wycofać z tak intensywnej obecności w mediach społecznościowych. Musiałem nabrać dystansu, wsłuchać się w samego siebie i pójść za własnymi potrzebami. Potrzebowałem więcej przestrzeni, by znowu spotkać się z samym sobą i odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań.

Skoro poligon, to potrzebne są narzędzia – słowa, a więc literatura. A szerzej – kultura, zwłaszcza w ujęciu pop, która jest w Twojej pracy nauczycielskiej czymś niezbędnym. W jaki sposób mógłbyś ją zdefiniować?

Ujmę to w ten sposób, że widzę cały świat na raz. Bardzo wiele rzeczy stanowi różne strony medalu, który ma kształt wielokąta foremnego w przestrzeni. Na studiach wszedłem w świat abstrakcji i wielości. Zrozumiałem, że to nie jest tak, że istnieje tylko jedna psychologia – bo są różne definicje, ujęcia. Gdy zaczynałem badanie kultury, to byłem przygotowany na to, że świat jest złożony z różnic. Nie jest jednoznaczny. Wychodzę z założenia, że kultura jest wszystkim tym, co transcenduje naturę, co wykracza poza konieczności.

Reklama

Poza biologię.

Właśnie. To sfera wolności. Posłużmy się obrazowym przykładem. Jest plemię w Afryce. Gdy członkowie plemienia wydalają fekalia – każdy intymnie, w nocy, we własnym zakątku – no to jest to biologia. Natura. Ale jeśli spotkają się w tym celu na polanie, również nocą, przy pełni księżyca, wszyscy razem – no to jest już rytuał. Kultura. Proste, nieco turpistyczne, ale jasne wytłumaczenie. Staram się jednak przyjmować różne definicje jednocześnie, aby na swoje własne potrzeby stworzyć wizję nauczania. Bo jest też przecież część kultury, która odnosi się wprost do sztuki, a więc tworzenia. Kultura w wydaniu mikro, w której partycypujemy, gdy dekorujemy dom, ale jest też coś więcej. Żyjemy w kulturze remiksu. Animacji kultury.

Czego dowodem „Szkoła bohaterów”, w której nawiązujesz do różnych tekstów kultury, na czele z magicznym, nomen omen, uniwersum Harry’ego Pottera.

Powtarzam to często i powtórzę raz jeszcze. Harry Potter to nie jest bajka dla dzieci, tylko studium społeczeństwa ubrane w szaty baśni. Nie uczy, że istnieją czary, tylko że istnieją ludzie wybierający okrucieństwo, które można pokonać. A największą magią – tą, która faktycznie pokonała Voldemorta – była magia miłości. Magia, która jest w stanie pokonać zło w najczystszej postaci. Dlatego między innymi Harry Potter to całe uniwersum. Uniwersum międzypokoleniowe. Dla każdego z nas. O miłości, cierpieniu, przyjaźni, walce dobra ze złem, lęku, pokonywaniu własnych słabości… O tym, co dla każdego z nas najważniejsze...

Przemysław Staroń w swoim domu

Myślę, że tutaj warto poczynić rozróżnienie na kulturę masową i elitarną – popularną i wysoką. Czym się różnią? Kultura popularna ma po prostu stosunkowo niższy próg wejścia. Ona nie musi być gorsza, w żadnym wypadku!

„Władca Pierścieni’, „Harry Potter”, „Avengers”, „Star Wars”, do których odwołuję się w mojej książce, reprezentują przecież kulturę masową, a mogą ratować „więcej niż jedno życie”, nieść mądrość, piękne i dobre wartości. To na między innymi tych historiach bazuję w swojej książce. To one wyznaczyły mi drogę i na ich kanwie zabudowałem narrację „Szkoły bohaterek i bohaterów”. Książki, która pomaga radzić sobie z trudnymi emocjami, stresem i lękiem, która pozwala lepiej poznać samego siebie i stanąć w prawdzie. Powiem więc tak. Obok siebie mam „Teorie literatury XX wieku” Burzyńskiej i Markowskiego. Widzę to kompleksowo. Literatura – jasne, może być pewną formą terapii, ale jest też konstruktem intencjonalnym, fenomenologicznym.

Reklama

Podkreślasz, że najważniejsze w edukacji jest spotkanie z człowiekiem. A kiedy dojdzie do tego spotkania, zostanie nawiązana nić porozumienia, to co jest potem najważniejsze? Jesteś akuszerem? Przewodnikiem? Mentorem? Jakie jest twoje credo jako nauczyciela w XXI wieku?

Staram się dokonywać syntezy mądrości zawartej w mitach, baśniach, legendach i podaniach. Nauczyciel jest towarzyszem w podróży. Przewodnikiem. Zadaniem pedagoga jest pomóc w rozwoju, zawiązać bezpieczną relację opartą na zaufaniu potrzebnym do zmiany. A zdobywanie wiedzy jest przecież zmianą. Sokrates. Gandalf. Marry Poppins. To bohaterowie, którzy należą do pewnego wzorca – stale powracającego – archetypu dobrego, mądrego towarzysza w podróży.

Żyjemy, niestety, w ciekawych czasach, które znamy z chińskiego przekleństwa. Czego byś życzył nauczycielom i uczniom w dobie pandemii?

Akceptacji, że burza jeszcze potrwa. I tego, aby nauczyć się tańczyć w deszczu.

Słowa do własnej interpretacji? Mocny przekaz.

Bo świat jest na opak, więc i my bądźmy na opak. Skoro jedyną stałą jest zmiana, to zmieniajmy się na rzeczywistość. Wtedy będzie łatwiej. Życzę odwagi.

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
24
24
14.10.2020 12:56

Wszystko to brzmi bardzo ładnie i ciekawie.
Mam nadzieję, że będę miała okazję sięgnąć po książkę pana Staronia. Już po wywiadzie widzę, że zapowiada się interesująco. 💖


350
3
14.10.2020 11:18

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd