Dziedzictwo

michal3
22.11.2019

Nigdy nie miałem okazji poznać Macieja Parowskiego. Czytałem „Burzę” i od 2012 roku regularnie kupuję „Nową Fantastykę”. Czasopismo, z którym Ojciec Redaktor – jak nazywany był przez kolegów – związany był od początku jego istnienia. Pracując tam przez ponad trzydzieści lat, zetknął się z całym mnóstwem osób, które przesłały (lub przyniosły) swoje opowiadania z prośbą o opublikowanie w najbardziej prestiżowym piśmie fantastycznym w kraju. Dzięki temu poznał nie tylko najwybitniejszych polskich fantastów. Przede wszystkim skupił wokół jednej gazety ludzi, którzy odmienili oblicze polskiej literatury.

Ktoś powie, że przesadzam (ale pamiętajcie, że jeden rabin powie tak, a drugi inaczej). Musicie więc wiedzieć, że Parowski w pewnych kręgach znany jest doskonale, większość jednak, podejrzewam, nie ma pojęcia, kim on jest ani jaki wpływ wywarł na fantastykę. To on – jako wieloletni kierownik działu literatury polskiej w „Nowej Fantastyce”, a następnie naczelny tego pisma w latach 1992–2003 – kreował gusta, nadawał ton i dał szansę m.in. Sapkowskiemu, Ziemkiewiczowi, Dukajowi czy Orbitowskiemu. Sama lista nazwisk zajęłaby całą recenzję. Nazwisk, które robią wrażenie. Nazwisk, które wyjątkowo anegdotycznie przedstawił w swojej ostatniej książce – „Wasz cyrk, moje małpy” (rozbitej na dwa tomy).

Autor co prawda swego opus magnum nie zdążył ukończyć, ale Wydawnictwo SQN zrobiło wszystko, aby książka ukazała się w formie zbliżonej do zaplanowanej – za co wielkie brawa. Tak więc najpierw mamy okazję przeczytać eseje i wywiady, a następnie zagłębić się we wspaniałe oraz wielce oryginalne przedstawienie autorów, z którymi Maciej Parowski zetknął się w swoim długim redaktorskim życiu.

Noty biograficzne (podzielone na ramy czasowe) w niczym nie przypominają encyklopedycznych informacji. Ojciec Redaktor rzecz jasna wspomina o wykształceniu oraz bardzo pobieżnie przybliża twórczość wielu polskich fantastów, jednak przede wszystkim stara się czytelnikom pokazać, co sprawiło, że się nimi zainteresował, a także jak układały się relacje w fandomie między nim a pisarzami. Dzięki temu poznajemy nie tylko wiele niesamowitych ciekawostek o Maszczyszynie, Jęczmyku czy Hollanku. Z tego rozbitego witrażu ujawnia nam się obraz Parowskiego, który wkładał całe swoje serce w to, co robił. Rysuje się również obraz człowieka wierzącego, że coś zmienia w otaczającej nas szarej rzeczywistości.

Pięknie wydana książka to nie tylko treść, ale i zdjęcia. Autor w ciągu wielu lat pracy redaktorskiej zgromadził całkiem pokaźną kolekcję fotografii. Musicie wiedzieć, że jego praca polegała również na jeżdżeniu na różnego rodzaju konwenty. Co prawda wiele zdjęć ukazuje pisarzy raczej po pracy, a nie w trakcie, ale jak sami doskonale wiecie, życie ludzi piszących opasłe tomiszcza jest raczej nudne. Dopiero wieczorem budzą się demony. Ale wracając do tematu, zdjęcia są czarno-białe, autorzy wspomniani z nazwisk, a jedyne, czego zabrakło, to większego powiązania z treścią książki. Parowski kilkakrotnie wspomina o konkretnych fotografiach, i kto wie, czy gdyby nie przedwczesna śmierć, to może autor zdążyłby wszystko tak opisać i ustawić, że znalazłoby się jakieś odesłanie.

Szkoda, że choroba zabrała Parowskiego z tego świata. Wiem, że książki po nim pozostaną, jednak informacje, którymi mógłby się jeszcze z nami podzielić, przepadły bezpowrotnie. Na szczęście „Wasz cyrk, moje małpy” to lektura więcej niż satysfakcjonująca. To wehikuł czasu, lustro w przeszłość, łezka w oku i duma w sercu.

Michał Wnuk

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd