Wilk jest dziki, wilk jest zły

krosciucha
20.11.2019

Od dawna ostrzyłam sobie zęby na tę pozycję. Jestem wielką miłośniczką wilków – staram się czytać wszystko, co się da, na ich temat. Jakże więc mogłabym przejść obojętnie obok książki opisującej największy chyba koszmar wilkomaniaka: zabicia przez wilki opiekunki w zoo 17 czerwca 2012 roku? Jeśli wy też czujecie dreszcze ekscytacji i grozy na myśl o tej tragedii, to bardzo dobrze – przyda wam się w trakcie lektury reportażu Larsa Berge, który pomimo tak frapującego zagadnienia, nie stanął na wysokości zadania.

Autor podchodzi do tajemnicy śmierci opiekunki w inny sposób, niż się spodziewałam – ja bym to, że tak powiem, ugryzła inaczej. „Wydaje mi się, że od dyskusji o tym, czy wilk jest niebezpieczny czy nie, zły czy w gruncie rzeczy dobry, ważniejsza byłaby próba wyjaśnienia, jak doszło do tego, że kobieta znalazła się na wybiegu sam na sam z drapieżnikami”. Dziwne, że autora zdumiewa dążenie ludzi do zbliżenia z naturą. To, że są tacy, którzy się wilków po prostu nie boją. Trochę jakby cierpiał na jakiś syndrom czerwonego kapturka, każącego dostrzegać w każdej damie ofiarę a w drapieżniku potwora. „Dobry wilk” nie stawia w centrum swojego zainteresowania wilków. Nawet nie opiekunkę, bo według autora tragedia mogła przydarzyć się każdemu. Skupia się on na opisie ludzi i co ważniejsze, na chorej sytuacji w Zoo Kolmarden, która doprowadziła do wypadku. To kawał zajmującej opowieści.

Zapewne dla Szwedów przybliżenie historii Zoo Kolmarden będzie bardzo interesujące – dla reszty pozostają dzieje ogrodów zoologicznych w ogóle. Poza tym Berge podaje zatrważające dane o wilkach zabijających ludzi, a także o innych „zwierzętach killerach”. Te rozdziały czyta się z wypiekami na twarzy, choć tak ogólnie z napięciem nie jest najlepiej. Autor prowadzi nas bardzo chaotycznie przez swoje wywody – zaczyna od opisu samej tragedii, przybliża swoje rozmowy ze znawcami wilków, historię Kolmarden, relacjonuje sprawę sądową związaną z zajściem, i ponownie, jak bumerang, wraca do specjalistów od wilków, by znów zakończyć opisem wypadku w zoo. Niby ma to ręce i nogi, w końcu przypomina klamrę kompozycyjną, ale jednak sprawia niemiłe wrażenie bylejakości, rzucania się po różnych zagadnieniach. Jest wzmianka o Greenpeace, o nazistowskim uwielbieniu wilków, teoriach hiperrzeczywistości i heterotopii… Berge wyznaje, że czekał długo, aż ktoś inny weźmie się za ten trudny, skomplikowany temat, ale jak widać się nie doczekał. Sporo dla niego poświęcił i za to należą mu się wyrazy uznania. Nawet pomimo tego, że po lekturze „Dobrego wilka” pozostaje ogromny niedosyt.

Polskie tłumaczenie tytułu poddaje jakąś interpretację całego zajścia, od którego wolne jest oryginalne „Vargattacken”. Berge zarzeka się, że nie zamierza oceniać moralnie wilków i ich postępowania, choć czy rzeczywiście do tego nie dochodzi, to już kwestia wątpliwa. Wilki zawsze były i będą punktem zapalnym rozmów osób zainteresowanych przyrodą, a książka Berge może w odczuciu niektórych dolewać oliwy do ognia. Po raz pierwszy chyba czytam pozycję, w której autor nie jest zafascynowany wilkami, nie stoi po ich stronie – nadaje to zaskakujący wyraz obiektywności całej opowieści, a jednocześnie sprawia, że w książce o wilkach wydają się one zepchnięte na margines. Berge nie usiłuje ich nawet zrozumieć, nie zastanawia się, co działo się w głowach zwierząt, które rozszarpały swoją wieloletnią opiekunkę. Tak jakby odpowiedzi na pytanie „dlaczego?” należało szukać tylko u ludzi – w błędnym sposobie hodowli, w wadliwym systemie BHP, w nastawieniu na komercyjność… Ten punkt widzenia był dla mnie zaskakujący, tym bardziej że trafny, bo pozwala uniknąć podobnych tragedii w przyszłości. Poniekąd jednak to pominięcie bohaterów dramatu – zabójców kobiety – jest dziwnie analogiczne do traktowania wilków przez zoo: liczą się one tylko jako produkt, a nie jako jednostki. Jednocześnie wciąż nie przestaje mnie zdumiewać podejście autora do zwierząt w ogóle i w ogrodzie zoologicznym. Ukazuje on naiwność dążenia do harmonii z dzikimi zwierzętami, nie widząc, że skreśla obraz tej cukierkowatej, pozbawionej kłów i pazurów wersji. A to tylko jeden z punktów widzenia. Podobnie się ma w przypadku niektórych kwestii związanych z zoo. „Panuje przekonanie – podobnie jak kiedyś w starych, europejskich bajkach – że nieostrożni, nieodpowiedzialni ludzie zasługują na to, by dzikie zwierzęta rozszarpały ich na kawałki”, pisze autor oburzony obroną zwierząt, które zabiły ludzi na swoim terenie – wybiegu w zoo. Ogrody zoologiczne mają chronić zwierzęta PRZED NAMI, ludźmi, i z tego powodu ich mieszkańcy są tam zawsze na swoim miejscu – jesteśmy tam intruzami. W dzisiejszym czasie nastąpiło odwrócenie dawnych ról: to ludzie są największym zagrożeniem dla zwierząt, a każde przywrócenie dawnego porządku – gdy drapieżca dopadał człowieka, ofiarę – budzi od razu ogromne zszokowanie i bunt. Berge dziwi się, że wilki z Kolmarden nie zostały po całym incydencie uśpione. Ale czy powinny były zostać?

Koniec końców „Dobry wilk” to lektura interesująca, choć nierówna. Przybliżając dramatyczny obrót relacji człowieka z wilkiem, stawia nas przed bolesną prawdą: nie istnieje idealna harmonia pomiędzy ludźmi a przyrodą. Berge skupia się na poszukiwaniu przyczyn tragedii, a przy opisie całego zajścia paradoksalnie pomija zachowanie samych zamieszanych w sprawę wilków. Tak jakby dało się je potraktować masowo – bo przecież każdy wilk i każde stado zachowałoby się tak a tak. Reportaż Berge wydaje się z tego powodu nieco jednostronny, ale wciąż dostatecznie wstrząsający, aby być godnym lektury. Zwłaszcza dla fanów wilków, którzy nigdy nie powinni zapominać, do czego są zdolne te fascynujące, wciąż dla nas obce zwierzęta.

Agata Majchrowicz

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd