Reklama

Bez znieczulenia

Silverq21
04.11.2019

Jak to jest? Co czuje człowiek decydujący się na pracę w podobnym miejscu? Jakie uczucia nim targają, na co musi być gotowy? Podobne pytania nie są zapewne niczym nowym przy zagadnieniu pracy więziennego klawisza. Niektórym przychodzi na myśl, że pracownicy przechadzają się po pustych korytarzach i popijają herbatkę w kanciapie. Dla innych to opresyjni, żądni krwi osobnicy, z rozkoszą uczący swoich podopiecznych posłuszeństwa za pomocą pałki i innych środków przymusu bezpośredniego. Dominują w nas niestety skrajności.

Jednak codzienność wygląda inaczej i właśnie w taką rzeczywistość wprowadza książka „Gad. Spowiedź klawisza”. Opowieść, w której znajdą się kawałki mogące zaspokoić najbardziej oddanego fana makabry, ale więcej w niej historii zupełnie innego kalibru. Pozbawionych lukru losów ludzi, którzy choć znaleźli się w doprawdy przerażającym miejscu, to często bardziej przegrywają z nieudolnym prawem i biurokracją niż złodziejami zza krat.

Tu nie ma miejsca na bohaterstwo, które często mylone jest z lekkomyślnością. Nie ma szeryfów porządku o pięściach ciężkich jak bochny chleba. Są za to zwykli ludzie próbujący pracować najlepiej jak potrafią. Przez lata adaptujący się do miejsca wymagającego zupełnie innego modelu myślenia. Świadomości, że nie kara się liczy, ale człowiek, którego mają przed sobą. Nie znaczy to, że wyłączają się wtedy osobiste odczucia, trzeba je jednak zmarginalizować. Odciąć się od pewnych emocji. Tylko że na papierze to brzmi bardzo prosto, a rzeczywistość bywa bezwzględna i nie pozwala na błędy.

Ten dysonans objawia się każdego dnia o najmniej spodziewanych porach. W sytuacji, kiedy dawno zmarłego wisielca należy reanimować, bo inaczej można ściągnąć na siebie wyrok. Kiedy to, co ma się przed oczami, przeraża bardziej niż najgorsze koszmary wymyślnych scenarzystów. Nie umiem sobie wyobrazić człowieka, który żyletką odkrawałby swoją skórkę niczym pokrywę owocu, kawałek po kawałku. Natomiast ci ludzie widzą to na własne oczy i muszą odpowiednio zareagować. Psychika, mając do zwalczenia takie obrazki, musi się rozpaść. Jeśli ci ludzie na własną rękę nie zadbają o odpowiednie wsparcie, to prędko mogą się stoczyć. Droga na dno jest krótka.

Tym bardziej zadziwiające są opowieści bohaterów Pawła Kapusty. Maćka, Grześka, Piotra, Patrycji i innych. Większość z nich naprawdę swoją robotę lubi bądź lubiła. Mimo smrodu cel, które człowieka z zewnątrz w ciągu paru sekund zmusiłyby do wymiotów. Mimo obrazków, jakich nie sposób wyrzucić z głowy. Niebezpieczeństwa, które może czaić się za rogiem i jest zupełnie niewspółmierne do zarobków, ale i wybujałych oczekiwań względem pracowników służby więziennej.

Mam ogromny szacunek do szczerości, jaką można znaleźć w tej lekturze. Nie tylko w kwestii nieudolnych rozwiązań czy kultu teorii papierowej rozmijającej się z rzeczywistymi warunkami. Chodzi mi także o bardzo osobiste i intymne odczucia bohaterów. O to, że czasami użycie siły może być nieodzowne, a pewne antypatie względem więźniów trudne do zwalczenia. Mamy tu do czynienia z osobami oddanymi, które robią, co mogą, ale nie są przy tym kryształowi, popełniają błędy. Zdają sobie sprawę, że nawet w ich miejscach pracy mogło dochodzić – bądź dochodziło – do nadużyć.

Jeżeli coś mi w „Gadzie” nie pasuje, to nie do końca wykorzystana szansa przez autora, by nakreślić pewne szczegóły współczesnego więziennictwa. Zabrakło tu szerszego spojrzenia człowieka z zewnątrz. Garści statystyk, rozmowy z psychologiem dopełniającym perspektywę strażników. Doceniam, że autor oddał głos swoim rozmówcom, jednak czasem brakuje mu kontry. Jakby Kapusta za wszelką cenę nie chciał nikogo urazić, nadepnąć na odcisk. Jego forma reportażu wciąga, całość pochłania się bardzo szybko. Ale może warto byłoby się czasem zatrzymać na dłużej, żeby wydźwięk pewnych wyznań czy wydarzeń mógł pozostawić trwalszy ślad.

„Gad. Spowiedź klawisza” sprawnie zrywa z mitami dotyczącymi pracy za więziennymi murami. Ukazuje aspekty zarówno społeczne, jak i ekonomiczne. Podobnie zresztą jak w „Agonii”, Paweł Kapusta nie tylko opowiada o codziennych zmaganiach, ale też poszukuje wyrw, problemów, systemowych braków, które należałoby naprawić. Ten reportaż przedstawia pracowników służb więziennych jako ludzi opuszczonych, zapomnianych. Wysłanych na front bez żadnej amunicji. Zobowiązanych do wykucia zasad i prawideł miejsca, w jakim się znajdują. Mury nie mają w sobie nic romantycznego, a praca w nich potrafi zerwać maski i rozbić najtwardsze skorupy. Pozycja ta powinna pozbawić złudzeń co do skrajnych opinii na pewne tematy. Pozwolić przekonać się, że prawda jest dziwniejsza, bardziej niejednoznaczna i brutalna, niż można sobie wyobrazić.

Patryk Rzemyszkiewicz

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd