Maria Jarema i Kornel Filipowicz. Splot czasu i biografii

Remigiusz Koziński
23.12.2020

Znali się 23 lata. Byli czasem ze sobą, czasem obok siebie. Od pocałunku na balu, po ostatni oddech umierającej Marii. Razem, choć czasem obok siebie. Ukazanie się, jednej po drugiej, niezwykle interesujących książek biograficznych pozwala na spojrzenie na nich oboje z dwóch perspektyw. Odrobina wyobraźni i Maria przegląda się w oczach Kornela, on zaś szuka swego odbicia w jej źrenicach.

Maria Jarema i Kornel Filipowicz. Splot czasu i biografii po lewej: arch. rodzinne Kornela Filipowicza, po prawej: fot. Tadeusz Rolke

Ona. Opisała i współczuła Agnieszka Dauksza

„Jaremianka. Gdzie jest Maria?” to „biografia współczująca”. Autorka zachowuje z jednej strony dystans, z którego Maria Jarema i jej otoczenie są wyraźnie widoczni jako grupa niezwykle interesujących ludzi, z drugiej strony nie wstydzi się uruchamiać wyobraźni i empatii, by opisać uczucia, jakie mogły towarzyszyć artystce w jej relacjach ze sztuką i ludźmi. Może to zabrzmi seksistowsko, ale Agnieszka Dauksza jako kobieta jest w stanie, obcując z listami, sztuką i wspomnieniami usłyszeć tony, których biograf mężczyzna nie miałby szans odebrać swoimi zmysłami, nie mówiąc już o zrozumieniu.

Podczas lektury „Jaremianki…” czytelnikowi przez cały czas towarzyszą emocje, one też pozwalają oddać niezwykłe relacje, jakie łączyły Marię z trójką kochających ją mężczyzn. O sile uczuć – nie tylko o dyskrecji – może świadczyć to, że przez kilka lat żyli oni obok siebie, a nawet wspierali się nawzajem w chwilach szczególnie trudnych: Henryk Wiciński, Gabryś Gotlieb i wreszcie Kornel Filipowicz.

Tylko temu ostatniemu udało się po powrocie z piekła niemieckich obozów koncentracyjnych namówić Jaremę na ślub. Tylko on, zwany Ilią, był ojcem jej dziecka. To, nieco przypadkiem napisane zdanie idealnie wręcz charakteryzuje skomplikowane uczucia łączące tę parę: On jest ojcem JEJ syna. Bycie ojcem oznacza niedostępny dla żadnego z pozostałej dwójki poziom intymności, dzielenia się i wzajemnego oddania.

Reklama

Al – ich syn – jest spoiwem, dowodem na tę jedną niezwykłą chwilę połączenia ciał i uczuć. Uczestniczenie w tym akcie twórczym, akcie danym kobietom, było dane tylko Kornelowi. Jedynie Filipowicz doświadczył (nie bezpośrednio – nie mógł być wtedy razem z Marią), jak bardzo patetycznie by to nie brzmiało, narodzin dowodu uczuć wiążących ze sobą dwoje artystów. Tylko dla niego Jarema zdecydowała się na moment zatrzymać w upartej i pełnej wysiłku wędrówce własną, wyboistą drogą, aby urodzić i wychować syna. W roku 1943, czwartym roku okropnej wojny, pustoszącej świat.

Jednocześnie, zatrzymując się na chwilę, nigdy ze swej mozolnej wędrówki nie zrezygnowała, pozostając wierna – najpierw swoim rzeźbom, potem obrazom. Piętnaście lat później na pytanie zawarte w podtytule książki Agnieszki Daukszy: „Gdzie jest Maria?” nie było już jednoznacznej odpowiedzi, mimo iż Jaremianka była – w obrazach, rzeźbach i fragmentach opowiadań pisarza. „Poszła do niego, jak po swoje, jakby chciała coś należnego odebrać. Ale go nie zastała (…) I przyszła znowu…” – tu Agnieszka Dauksza milknie, a głos zabiera Kornel zwany Ilią: „Jej biała skóra świeciła w ciemności. Jej piersi wydawały się płaskie. Trzymał rękę na jej biodrze…”. Leżała w ciemnościach obok niego, naga, na szorstkim kocu.

Kornel Filipowicz ze złowioną rybą

On. Justyna Sobolewska pisze z melancholijnym zachwytem i… miłością

„Miron, Ilia, Kornel. Opowieść biograficzna o Kornelu Filipowiczu” to książka pisana z miłością. Pisać z miłością, nie znaczy pisać na klęczkach. Autorka od wielu lat obcująca z twórczością pisarza, pielęgnująca jego pamięć, doprowadzająca do wydania nowych zbiorów opowiadań, jest jak nikt inny uprawniona, by wejść w bliską relację z bohaterem swej opowieści. W „Jaremiance…” Kornel przeglądał się w oczach Marii. Na stronach „Mirona, Ilii, Kornela…” to Jarema odbija się w jego źrenicach. Filipowicz, jak twórcy prawosławnych ikon, pisze Marię, wplatając ją w zdania swoich opowiadań. Krótkich form pisanych niezwykle precyzyjnym językiem.

Reklama

Justyna Sobolewska nie unika patrzenia na Kornela Filipowicza oczami dwóch niezwykłych kobiet, którym towarzyszył: Marii Jaremy i Wisławy Szymborskiej. Można odnieść wrażenie, że Maria Próchnicka, druga żona pisarza, w zestawieniu z dwiema artystkami, jest tu (znów tylko i aż jednocześnie) matką JEGO syna – Marcina, współuczestniczką twórczego aktu, który nie był dany Wisławie). „Miron, Ilia i Kornel…” to książka, w której autorka potrafiła pokazać pisarza jako byt niezależny, osobny, swój – od jego przyrodniczych zachwytów (czy miał w nich swój udział „biologicznie” wykształcony Gabryś Gotlieb?) po dokonania pisarskie.

Justyna Sobolewska pogodziła w swej „opowieści biograficznej” to „osobne” istnienie Ilii z czułością relacji łączącej go z niezwykłymi kobietami, jakie los postawił mu na drodze. Jedna z nich, Maria Jarema, wykorzystała krótki moment jego nieobecności w szpitalnej sali, by umknąć dyskretnie do innego bytu, druga zaś – noblistka, Wisława Szymborska, pożegnała go wierszem: „Kot w pustym mieszkaniu”. Justyna Sobolewska dołącza do tych trojga ważnych kobiet (uwaga, znów patos się wkrada tylnymi drzwiami). Wskrzesza Kornela Filipowicza i przypomina czytelnikom, że był on zacnym (piękne, już przebrzmiałe nieco słowo, idealnie charakteryzujące Ilię) pisarzem i człowiekiem. Zacnym – bo tęskniły za nim niezależne i tajemnicze istoty: kobiety i koty.

Kotka Kornela Filipowicza z wiersza

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
1830
154
28.12.2020 09:08

Jest takie miejsce w Cieszynie zwane "Kornel i przyjaciele" . Stylowe połączenie kawiarni, księgarni i miejsca, gdzie ciągle żyje duch Filipowicza. To od tego miejsca zaczęła się moja przygoda z Panem Kornelem i kobietami jego życia. Czytam właśnie biografię Jaremianki, kolejna będzie biografia Wisławy Szymborskiej, po biografię mistrza też zapewne sięgnę.


870
165
23.12.2020 12:58

Temat ciekawy, ale albo bardzo opornie się to czyta, albo ja jestem już zmęczona przygotowaniami do świąt.


169
28
23.12.2020 09:15

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd