Opowiadania o bracie Piotrze. Rozmowa z Goyą

Okładka książki Opowiadania o bracie Piotrze. Rozmowa z Goyą
Ivo Andrić Wydawnictwo: Wydawnictwo Łódzkie Seria: Ex Libris Biblioteka Jugosłowiańska literatura piękna
188 str. 3 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Ex Libris Biblioteka Jugosłowiańska
Data wydania:
1977-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1977-01-01
Liczba stron:
188
Czas czytania
3 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
8306017072
Tłumacz:
Jan Wierzbicki
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Opowiadania o bracie Piotrze. Rozmowa z Goyą w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Opowiadania o bracie Piotrze. Rozmowa z Goyą

Średnia ocen
6,8 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1103
1103

Na półkach: , ,

15/180/2024
"Opowiadania o bracie Piotrze" to piękne bajania o czasach minionych. Turcy w Bośni, zakonnicy w podroży i w tarapatach, jak opowieści z 1001 nocy. "Rozmowa z Goyą" niezbyt mi się spodobała, brakowało mi fabuły z przeszłości, tak charakterystycznej dla Andrica.
"Na wszelkie utyskiwania, że kiedyś było lepiej, zwykł był odpowiadać, że nie było lepiej, tylko było dawniej. "Wszystko, co dawne jest zawsze lepsze, a najlepsze to, czego nigdy nie było" - pokpiwał."
Ze Wstępu: "Mówiło się, że pisarz przygotowuje następną powieść, kolejną, z kronik mais bośniackich. Po kronikach Trawnika ("Konuslowie...") i Wiszegradu ("Most na Drinie") miała to być powieść o Sarajewie. (...) Dotąd nie wiemy, jak dalece była ta praca zaawansowana." No i klops. A tak bym poczytała...

15/180/2024
"Opowiadania o bracie Piotrze" to piękne bajania o czasach minionych. Turcy w Bośni, zakonnicy w podroży i w tarapatach, jak opowieści z 1001 nocy. "Rozmowa z Goyą" niezbyt mi się spodobała, brakowało mi fabuły z przeszłości, tak charakterystycznej dla Andrica.
"Na wszelkie utyskiwania, że kiedyś było lepiej, zwykł był odpowiadać, że nie było lepiej, tylko było...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

58 użytkowników ma tytuł Opowiadania o bracie Piotrze. Rozmowa z Goyą na półkach głównych
  • 35
  • 23
21 użytkowników ma tytuł Opowiadania o bracie Piotrze. Rozmowa z Goyą na półkach dodatkowych
  • 8
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Opowiadania o bracie Piotrze. Rozmowa z Goyą

Inne książki autora

Ivo Andrić
Ivo Andrić
Jugosłowiański powieściopisarz, nowelista i poeta, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1961. Chętnie pisał o życiu w Bośni i bośniackiej historii. Andrić urodził się w zubożałej rzemieślniczej rodzinie. Dorastał w Višegradzie nad Driną, gimnazjum ukończył w Sarajewie. Przed I wojną światową studiował nauki humanistyczne w Zagrzebiu, Grazu i Krakowie, studia ukończył jednak dopiero w połowie lat dwudziestych w Grazu, gdzie uzyskał także tytuł doktorski (za pracę Rozwój życia duchowego Bośni w czasach panowania tureckiego). Działał w ruchu niepodległościowym Mlada Bosna (Młoda Bośnia). Po zamachu w Sarajewie został aresztowany przez Austriaków i był więziony (internowany) aż do 1917. Po powstaniu Królestwa Jugosławii w roku 1924 rozpoczął służbę dyplomatyczną. Pracował jako dyplomata na placówkach w Rzymie, Bukareszcie, Marsylii, Paryżu, Madrycie i Genewie oraz w ministerstwie spraw zagranicznych. W chwili wkroczenia wojsk niemieckich do Jugosławii (1941) był ambasadorem w Berlinie. Okres wojny światowej spędził w okupowanym Belgradzie, z dala od życia politycznego (odrzucił ofertę współpracy z władzami kolaboracyjnymi). To wówczas powstały jego najbardziej znane powieści: Most na Drinie, Konsulowie ich cesarskich mości i Panna – wszystkie opublikowane dopiero w 1945. Po wojnie był posłem do parlamentu oraz przewodniczącym związku pisarzy. W roku 1961 otrzymał Nobla za całokształt twórczości. W 1964 uzyskał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W Krakowie znajduje się również ulica Ivo Andicia. Andrić debiutował wierszami na łamach prasy w 1911. Próbował swych sił także w prozie poetyckiej (Ex ponto i Niepokój). Sławę zyskał utworami pisanymi prozą narracyjną. W latach międzywojennych wydał 3 zbiory opowiadań (w 1924, 1931 i 1936), pierwszą powieść opublikował dopiero po wojnie. Od wczesnej młodości zajmował się publicystyką i pisał eseje, najbardziej znany tekst tego rodzaju to Rozmowa z Goyą. Andrić, urodzony w Bośni w katolickiej chorwackiej rodzinie, uznawany jest najczęściej za pisarza serbskiego, przede wszystkim dlatego, że większą część swojego życia spędził w Belgradzie i pisał językiem serbskim (w wymowie ekawskiej, a nie chorwackiej bądź bośniackiej – jekawskiej). Sam jednak najczęściej twierdził, że jest Jugosłowianinem, choć we wcześniej fazie twórczości deklarował się jako Chorwat (np. w czasach studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1913 roku w rubrykę narodowość wpisał – chorwacką). Po jego śmierci w Jugosławii rozgorzały spory o jego przynależność narodową, które trwają do dzisiaj. Mimo obiekcji różnych stron (wynikających choćby z traktowania go przez część elit muzułmańskich w Bośni jako pisarza antyislamskiego), Andrić włączony jest do programów nauczania w Serbii, Chorwacji i Bośni. W swojej twórczości ukazywał Bośnię jako terytorium pograniczne, leżące między Zachodem a Orientem, a powikłane dzieje (choćby wielowiekowa turecka obecność) jego rodzinnego kraju stanowiły podstawę wielu utworów, które charakteryzuje głęboka znajomość realiów tak historycznej, jak i współczesnej Bośni. Ponadto, utwory te cechuje silny psychologizm, wnikający w zagadkę losu ludzkiego, więc nie jest to proza historyczno-realistyczna, lecz silnie naznaczona pierwiastkami modernistycznymi. Dziś wizja Andricia wzbudza (z różnych zresztą względów) opór niemal wszystkich narodów zamieszkujących byłą Jugosławię – Serbów, Chorwatów i Boszniaków.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Anika Ivo Andrić
Anika
Ivo Andrić
O mistrzostwie sztuki opowiadania Ivo Andricia świadczą nie tylko wspaniale opasłe księgi „Mostu na Drinie” czy „Konsulów ich cesarskich mości”, ale także i to niewielkie opowiadanie o bośniackiej „femme fatale” z 19 wieku. Takie piękne zdanie na samym początku: „W zapadłych mieścinach, gdzie ludzie są do siebie na ogół podobni jak owce z jednego stada, niczym przyniesione przez wiatr osobliwe nasionko pojawi się czasem istota, która odbija od otoczenia, nie mieści się w nim, ściąga na wszystkich rozmaite biedy i tak długo powoduje zamieszanie, aż jej ludzie przytrą rogów i przywrócą w ten sposób ustalony porządek”. I tylko wydaje mi się, że ta opowieść o potępieniu nierządnicy więcej ma wspólnego z mizoginią niż dbaniem o moralność publiczną. Jesteśmy jednak w tradycyjnej, przednowoczesnej społeczności, która nienawidzi kobiet - gdy się zbyt mocno wychylą poza ówczesną i tamtejszą normę społeczną. ”Gotowa nas wszystkich do piekła wyprawić” - głosi głos ludu. Sytuacja staje się naprawdę poważna, gdy urokom Aniki ulega nawet najwyższy przedstawiciel lokalnej władzy. ”Tego nauczyło go doświadczenie, tak podpowiadał mu instynkt: mieszać się do sporu, w który wplątana jest kobieta, to to samo, co wtykać palec między drzwi”. Nastroje się zaostrzają. „Trzeba by nas podpalić z czterech bożych stron i puścić z dymem, skoro między nami nie ma nikogo, kto by rozpustnice zaszlachtował” – mówią ludzie... Fraza Autora jak zwykle zachwycająca. Nawet (umowne) pożytki z palenia Andrić tak opisuje, że choć wrogi tej czynności, nigdy nie kopciłem, sam mam ochotę na „dymka”: „Dopiero wtedy zrozumiał, jakim dobrodziejstwem jest ten ogienek przed źrenicami i ten niebieskawy dym, który łaskocze człowieka po oczach i krtani, pozwala uronić łzę i nie zapłakać przy tym, zrobić wdech i wydech i nie zdradzić się, że to westchnienie”. Albo takie zdanie…. „W zapadającym zmierzchu każda rzecz zdradzała wzmożoną chęć trwania i zachowania dotychczasowego kształtu”. Na koniec, opisując dramatyczny finał historii Aniki, pisarz kilka razy powtarza: ”Wszystko to jest życie”, zwłaszcza ze „nic jakoś nie zdradzało ochoty do odejścia, do rozstania”. A kiedy już się stało, co miało stać, to „kobiety poweselały a mężczyźni stali się spokojniejsi”. Pomyślałem sobie nieco ryzykownie, że naszym Andriciem - takim właśnie „mistrzem opowiadania” - jest Wiesław Myśliwski. Szkoda jedynie, że Nobla raczej już nie dostanie, a należałby się i za ”Kamień na kamieniu”, i za „Widnokrąg”…..
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 7 2 lata temu
Czasy kóz Luan Starova
Czasy kóz
Luan Starova
Za przyczyną tej książki udałam się do Macedonii czasów komunizmu. Nie była to łatwa podróż, bo czas komunizmu i jego różnych odmian w krajach Europy wschodniej i środkowej jest dla mnie okresem wielkiej niesprawiedliwości, zmarnowanych szans i upodlenia ludzi. Luan Starova opisał czasy bezpośrednio po II Wojnie Światowej i fali ideologii faszystowskiej, która pozostawiła swoje piętno na Europie i jej mieszkańcach, a następnie komunizmu stalinowskiego, który rozlewał się na "bratnie narody", aby zjednoczyć ich w "jedynej, słusznej idei", równości klas robotniczych. I tu zaczyna się opowieść o Macedonii, w której postawiono sobie za cel, iść za "wielkim bratem" i stać się wzorcowym państwem robotników. Na drodze do celu stanęli jednak pasterze i ich kozy, którzy na wezwanie partii zeszli z gór i przybyli do miasta, dosłownie zalewając je białymi kozami. Władze nie wiedziały co robić z tym fantem, jak z pasterzy zrobić robotników, którzy na dodatek mają zbudować nowoczesną i prężną gospodarkę kraju. Problem stał się wielki, ale władze lokalne czekały na jedyne słuszne decyzje z "góry", a na te wiadomo czekało się długo. Zatem w obliczu braku jasnych wytycznych kozy mogły zostać. Ta decyzja dała nieocenione korzyści dla wszystkich mieszkańców miasta, bo kozy to mleko i jego produkty, które pozwały przeżyć, albo odbić się mieszkańcom ze skrajnej biedy i ostrego niedożywienia. Kozy stały się bogactwem tych, którzy je mieli i dobrem dla tych, którzy z nich korzystali, stały się wręcz symbolem życia i przetrwania. "Czasy kóz były burzliwe nie tylko w mieście, ale w całej południowej republice. Kraj stanął w obliczu dramatycznych wyzwań. Przeciągało się "polowanie na czarownice", wytyczano kolejne fingowane procesy, dokonywano brutalnych grabieży pod przykrywką "walki klasowej", trwały niekończące się pogromy religijne i ideologiczne, polała się krew na skutek kolejnych podziałów, kolejnych cichych i głośnych likwidacji." (str. 25) Jedno co działo się na przekór temu złu to był dobroczynny strumień koziego mleka, który płynął, zbliżając ludzi do siebie, niezależnie od wyzwania, klas i narodowości. W książce mamy też wątek dwóch mężczyzn - ojca rodziny, emigranta z Albanii, intelektualisty, myśliciela, filozofa, dla którego sfera intelektualna jest najważniejsza, zaś o podstawowe potrzeby codzienne troszczy się żona. Dzieci głodują, poczęte często umierają, bo ojciec długo podejmuje decyzje. I drugi Czanga, wódz pasterzy, kóz i wszystkiego co tradycyjne i rozsądne. To silny, prawy, mądry i twardo stąpający po ziemi człowiek. Te dwie osobowości zaprzyjaźniają się i dają sobie tak wiele, że żaden by się tego nie spodziewał. "Czasy kóz" to książka zawierająca wiele mądrości, pokazująca losy kraju i jednostki. Filozoficzne rozważania przeplatają się z codziennością, paradoksy uginają od ciężaru głupoty, historia jest opluwana, zaś bieżąca sytuacja jest pełna niedomówień i niepewności. To nie była łatwa lektura, ale po przeczytaniu doceniam jej wartość.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 7 1 rok temu
Czerwony kogut leci wprost do nieba Miodrag Bulatović
Czerwony kogut leci wprost do nieba
Miodrag Bulatović
Prawdziwa grecka tragedia rozgrywająca się w czarnogórskiej wsi w interiorze. Zachowana jest jedność miejsca i czasu oraz skończona ilość postaci, przynajmniej tych nazwanych. A także coś na kształt chóru w postaci dwóch włóczęgów oraz dwóch grabarzy. Z tym, że sceniczna przeróbka trudna byłaby do wystawienia, albowiem siła powieści tkwi w czym innym niż dialogi. Przede wszystkim w projekcjach myśli poszczególnych postaci, niewypowiedzianych głośno. W nich też przejawiają się punkty zwrotne fabuły, nieliczne, ale bardzo ważne. Drugą wielką zaletą jest język powieści, bogaty, poetycki, pełen metafor i alegorii, kontrastów i figur słownych. Style i sposoby obrazowania mieszają się niczym wirujące w słońcu, upale i kurzu i wzajemnie się przenikające białe pyłki dmuchawców i pierze tytułowego czerwonego koguta. Zwykłemu realizmowi, niemal naturalistycznie przedstawionemu, towarzyszą surrealistyczne wizje, baśniowe metafory oraz elementy realizmu magicznego, tym razem bałkańskiego. I nie ma w tym nic dziwnego, albowiem Miodrag Bulatović umieścił akcję w pobliżu Bijelo Polja, czyli jego rodzinnych okolic (skąd nota bene pochodził też Ćamil Sijarić, autor „Eunucha”). Owa (jugo)masala – mieszanina stylów - odzwierciedla stan świadomości czarnogórskich chłopów obu wyznań (prawosławnego i muzułmańskiego) i ich kobiet, częściej funkcjonujących w ich myślach niż w mowie. Pewne ubóstwo pojęć, wynikające z ograniczonego świata widzialnego dostępnego mieszkańcom, równoważy w pełni ich bogata wyobraźnia, symboliczna ale współgrająca z realizmem. Obie te sfery mieszały się bowiem dla nich w codziennym życiu. A wszystko rozgrywa się jednego dnia, we wsi i przebiegającej przez nią drodze. Czytelnika wprowadza na nią Mara wariatka, postać tragiczna i ważna dla dalszego rozwoju fabuły, młoda jeszcze, podobnie jak biedny najemnik Muharem, posiadacz tytułowego koguta, którego losy są osią wydarzeń realnych i wyobrażonych, niewypowiedzianych. Piękno i wielkość powieści polega na tym, że ujawnia zarówno prawdę, okrutną i miejscami odrażającą, pokazując i opisując drastyczne czyny, o których wielu woli nie mówić i udawać, że nigdy nie istniały, jaki i wewnętrzne, związane z tym przeżycia zarówno ofiar, co jest naturalne, jak i sprawców. I w nich bowiem autor widzi ludzi a nie samo czyste zło. Styl i tematyka powieści oraz sposób jej opowiadania pozwala na mnóstwo interpretacji, niczym w przypadku greckich tragedii. Niewątpliwie opowiada ona jednak o ludziach nieszczęśliwych, którzy próbują wyrwać się z tego stanu na różne sposoby. Jedni poprzez marzenia, czasem proste lecz mimo to nierealne, inni szukając zapomnienia w zabawie, alkoholu, syceniu się cudzą krzywdą, osiąganiu przemocą tego, czego bez niej nie umieli doświadczyć. Jeszcze inni poprzez fatalistyczne przyjmowanie razów czy też motywowani strachem wycofanie się we własny świat. Tym niemniej wszyscy oni cierpią na brak komunikacji oraz strach przed okazywaniem uczuć. To sprawia, że działają w sposób przeciwny nawet wobec własnych pragnień, co ich boli i nakręca do działania wbrew sobie. I każdy z bohaterów odczuwa niezaspokojoną potrzebę bliskości z drugim człowiekiem. Piękna i okrutna, smutna i wyrozumiała wobec ludzi powieść, odmalowana żywymi barwami, ruchem, zapachem i konsystencją, hałasem i ciszą, strachem, bólem i cierpieniem.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 10 5 miesięcy temu
Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii Danilo Kiš
Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii
Danilo Kiš
Czytać należy „Grobowiec…” Danilo Kiša, bo to (jak mówią) „najpiękniejsza literacko książka przeciwko komunizmowi”. I jest w tym nieco prawdy – oto bowiem siedem opowiadań, które łączy jedna myśl, jeden wątek, jeden polityczny, autorytarny system, przeciwko któremu występuje (w sensie swego istnienia, nie zaś podejmowania walki!) jednostka. Ale może powinienem napisać inaczej – to historie o tych, którzy początkowo płynęli z nurtem rzeki czerwonej gwiazdy. Ale ona, zdradziecka i buntownicza od samego źródła, zmieniła swój nurt i tych, którzy ją wielbili i nawadniali własnymi pragnieniami, brutalnie topi. Kiš pisze jak biograf, znawca tematu, człowiek nie dziwiący się niczemu, przewidujący, jak potoczą się losy nieszczęśników, ktorych "biografie" nam przedstawia. To czuły obserwator, dokumentalista i sprawozdawca. Nasycone czarnym humorem, wypełnione przewidywalną klęską jednostki opowiadania są przejmujące dlatego, że Kiš to reporter oschły w emocjach. Jest w nich pewna powtarzalność, zupełnie zamierzona, tak jak powtarzalny był system, który stworzył człowieka z żelaza, intelektualistę wierzącego w stalinizm, napędowego komunistycznej maszyny, sprawcę wielkich czynów, az wreszcie kata, który przedzierzgnął się w ofiarę. To paranoiczne odwrócenie ról, bolesny upadek z wyżyn na samo dno więzień, zsyłek i cel śmierci staje się nową maszyną systemu, a jej wcześniejszy twórca – jej trybikiem, jego krew – olejem nasycającym tłoki. Właśnie to interesuje Kiša, ta niezawiniona klęska aparatczyka, zaskoczenie skierowaną w czoło lufą pistoletu, niedowierzanie, że ciemny pokój stanie się grobowcem zapomnianego przez świat ciała. Bohaterami opowiadań są Żydzi, Irlandczycy i rewolucjoniści. Przemierzamy Europę, zahaczając nawet o Hiszpanię (historia kołem się toczy, mówi przez to Kiš); mieszają się tu postaci wymyślone z historycznymi, tak samo intensywnie jak mijają niezliczalne dni, podczas których łamie się ludzką tożsamość, umysł i godność. W tej wielobarwności działań zbrodniczego systemu pozostaje jedna stała – metoda, która mimo upływu wieków, konfliktów i wojen sprawdza się doskonale. Żart, szczegół, paproch – oto one decydują o życiu człowieka i jest to przerażająca wizja. Stąd niedaleko już do Sołżenicyna czy Herlinga-Grudzińskiego, na myśl przychodzą również biograficzno-fikcyjne miniatury Borgesa i Schwoba. A to oznacza, że trzeba Kiša znać. Na koniec cytat, taki na podsumowanie: „(…) nie wystarczy mieć jaja, aby pisać.” Przekład Kazimierza Żórawskiego, okładka Wiktora Żwikiewicza., a książka (nabyta antykwarycznie) została wydana w 1989 roku przez Niezależną Oficynę Wydawniczą Nova.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Spojrzenie anioła Drago Jančar
Spojrzenie anioła
Drago Jančar
Słowenia jest jednym z najbardziej zamożnych i rozwiniętych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. To niewielki lecz bardzo interesujący i zróżnicowany kraj. Przepiękne góry, czyste jeziora, morze, senne, portowe miasteczka, jak i duże metropolie. Kraj, który ma bogatą, ale bardzo trudną historię. Ukochane miejsce Drago Jančara, który urodził się w Mariborze, w 1948 roku. Z powodu „szerzenia wrogiej propagandy” w 1974 roku został aresztowany. Poniżany, szykanowany, więziony, po uwolnieniu zdecydował przeprowadzić się do do Lublany, gdzie poznał wielu wpływowych artystów i intelektualistów, krytycznie nastawionych wobec restrykcyjnej polityki kulturalnej władz komunistycznych. Zajął się pisaniem scenariuszy, nowel, opowiadań. "Spojrzenie anioła" to jedna z jego książek, w której podróżując po różnych zakątkach świata przedstawia historie życia różnych osób, z pochodzenia Słoweńców. Są to mniej lub bardziej znane postacie, ich dramaty i traumy. Każde opowiadanie ma inny charakter, ale każde utrzymane jest w bałkańskim klimacie. Smutne, trudne, czasami mrożące krew w żyłach, brutalne, ukazujące niesprawiedliwość i zło naszego świata, a przede wszystkim traktujące o śmierci. Kolejne ciekawe spotkanie z literaturą bałkańską za mną. Troszkę inne bo formie opowiadań, a nie powieści, ale na pewno poznawcze i dość interesujące. Zmusiło mnie do pogrzebania w internecie i doczytania wielu faktów historycznych, o których wcześniej nie słyszałam. Ja tak lubię, to mój żywioł !
Perzka - awatar Perzka
oceniła na 6 2 lata temu
Koczownicy Nenad Veličković
Koczownicy
Nenad Veličković
Powieść „Koczownicy” autorstwa bośniackiego pisarza Nenada Veličkovicia to jedna z tych książek, które pod maską lekkiej, niemal satyrycznej formy, przemycają druzgocącą diagnozę ludzkiej kondycji w obliczu tragedii. To lektura tyleż błyskotliwa, co bolesna, osadzona w realiach oblężonego Sarajewa. Głównym bohaterem i narratorem jest młody chłopak, który wraz z rodziną oraz grupą innych cywilów znajduje schronienie w podziemiach sarajewskiego Muzeum Narodowego. W świecie na zewnątrz panuje wojna – snajperzy, głód i nieustanny ostrzał stały się codziennością. Wewnątrz muzeum czas zdaje się jednak płynąć innym rytmem. Bohaterowie stają się tytułowymi koczownikami, którzy budują namiastkę domu między eksponatami. Śpią obok szkieletów mamutów i antycznych rzeźb, starając się zachować resztki godności w warunkach, które im ją odbierają. Codzienność wypełniają im absurdalne starania o przetrwanie: zdobywanie wody, walka o jedzenie i próby zrozumienia, dlaczego świat o nich zapomniał. Muzeum, zamiast być świątynią kultury, staje się schronem, a jego martwe eksponaty wydają się momentami bardziej „ludzkie” i trwałe niż żywi ludzie ukryci w piwnicach. Recenzja: Humor w cieniu snajperów Nenad Veličković dokonuje w „Koczownikach” niezwykłego wyczynu – pisze o jednym z najmroczniejszych wydarzeń współczesnej Europy z perspektywy pełnej ironii, a nawet wisielczego humoru. Nie jest to jednak humor tani czy lekceważący. To mechanizm obronny, jedyny sposób, w jaki narrator potrafi opisać absurdalność wojny, która zamieniła jego młodość w egzystencję szczura lądowego. Najmocniejszym punktem powieści jest kontrast. Z jednej strony mamy wielką historię i dziedzictwo kulturowe zgromadzone w muzeum, z drugiej – fizjologiczny wręcz głód i strach. Autor unika patosu i wielkich słów o patriotyzmie czy nienawiści etnicznej. Skupia się na szczególe: na smaku marnego jedzenia, na dźwięku spadającego pocisku, na kruchych więziach międzyludzkich, które w obliczu zagrożenia albo się zacieśniają, albo brutalnie pękają. Warto docenić warsztat Veličkovicia – jego język jest prosty, momentami naiwny (co wynika z perspektywy bohatera), ale przez to uderzająco autentyczny. „Koczownicy” to nie tylko kronika oblężenia, to uniwersalna opowieść o tym, że kultura i sztuka w obliczu śmierci stają się jednocześnie bezużyteczne i niezbędne jako ostatni bastion człowieczeństwa. To książka krótka, ale gęsta od emocji. Zmusza do refleksji nad tym, co byśmy zrobili, gdyby nasze cywilizowane życie nagle skurczyło się do rozmiarów muzealnej piwnicy. Veličković nie daje łatwych odpowiedzi ani taniego pocieszenia, ale jego opowieść zostaje w czytelniku na bardzo długo, jak echo wystrzału w pustej sali wystawowej.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Opowiadania o bracie Piotrze. Rozmowa z Goyą

Więcej
Ivo Andrić Opowiadania o bracie Piotrze. Rozmowa z Goyą Zobacz więcej
Ivo Andrić Opowiadania o bracie Piotrze. Rozmowa z Goyą Zobacz więcej
Więcej