Śmiech za drewnianą przegrodą

Okładka książki Śmiech za drewnianą przegrodą
Jani Virk Wydawnictwo: Czarne Seria: Inna Europa, Inna Literatura literatura piękna
212 str. 3 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Inna Europa, Inna Literatura
Tytuł oryginału:
Smeh za leseno pregrado
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
212
Czas czytania
3 godz. 32 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Joanna Pomorska
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Śmiech za drewnianą przegrodą w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Śmiech za drewnianą przegrodą

Średnia ocen
6,5 / 10
86 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1306
1262

Na półkach: , , ,

Pierwszy kontakt z literaturą słoweńską. Historia osieroconego, prawie niesłyszącego chłopca żyjącego w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Razem z młodym Pavlem poznajemy ówczesną Lublanę i Novo Mesto. Dom dziadków, ośrodek dla głuchoniemych, mieszkanie u stryja a następnie u ciotki, na nowym osiedlu.
Mimo, że Słowenia była najbogatszą z republik dawnej Jugosławii, w książce się tego nie odczuwa.
Podobnie jak entuzjazmu. Ten jest zarezerwowany dla wojskowych, największych beneficjentów nowego systemu.
Ale najciekawszy jest główny motyw – losy niepełnosprawnego nastolatka, pozbawionego rodziców i tułającego się po rodzinie. Widzimy jego trudne losy, przygody i marzenia. Niekoniecznie zgodne z planami, jakie mieli wobec niego opiekunowie.
Mimo umiejscowienia w konkretnym miejscu i czasie powieść ma charakter uniwersalny. Pavel mógłby równie dobrze żyć w Czechosłowacji, Bułgarii czy Rumunii. A może nawet w niektórych krajach Europy Zachodniej. Jego życie naznaczyły bowiem wydarzenia, które mogły zdarzyć się wszędzie.

Pierwszy kontakt z literaturą słoweńską. Historia osieroconego, prawie niesłyszącego chłopca żyjącego w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Razem z młodym Pavlem poznajemy ówczesną Lublanę i Novo Mesto. Dom dziadków, ośrodek dla głuchoniemych, mieszkanie u stryja a następnie u ciotki, na nowym osiedlu.
Mimo, że Słowenia była najbogatszą z republik dawnej Jugosławii,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

195 użytkowników ma tytuł Śmiech za drewnianą przegrodą na półkach głównych
  • 117
  • 78
53 użytkowników ma tytuł Śmiech za drewnianą przegrodą na półkach dodatkowych
  • 36
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Śmiech za drewnianą przegrodą

Inne książki autora

Okładka książki Noc w Lublanie. Antologia współczesnej krótkiej prozy słoweńskiej Andrej Blatnik, Berta Bojetu, Silvija Borovnik, Dušan Čater, Franjo Frančič, Nejc Gazvoda, Polona Glavan, Tina Grandošek, Milan Kleč, Marko Kravos, Rade Krstić, Mojca Kumerdej, Miha Mazzini, Vinko Möderndorfer, Maja Novak, Sebastijan Pregelj, Marijan Pušavec, Boštjan Seliškar, Andrej E. Skubic, Aleksa Šušulić, Suzana Tratnik, Jani Virk, Igor Zabel
Ocena 7,3
Noc w Lublanie. Antologia współczesnej krótkiej prozy słoweńskiej Andrej Blatnik, Berta Bojetu, Silvija Borovnik, Dušan Čater, Franjo Frančič, Nejc Gazvoda, Polona Glavan, Tina Grandošek, Milan Kleč, Marko Kravos, Rade Krstić, Mojca Kumerdej, Miha Mazzini, Vinko Möderndorfer, Maja Novak, Sebastijan Pregelj, Marijan Pušavec, Boštjan Seliškar, Andrej E. Skubic, Aleksa Šušulić, Suzana Tratnik, Jani Virk, Igor Zabel
Jani Virk
Jani Virk
Pisarz, poeta, tłumacz i redaktor Jani Virk, urodzony w roku 1962 w Lublanie, oprócz twórczości literackiej jest obecny także w innych dziedzinach działalności kulturalnej, w latach 1988 – 1989 był bowiem redaktorem naczelnym magazynu Literatura, redaktorem kulturalnym, a później naczelnym dziennika Slovenec, teraz zaś jest redaktorem programu kulturalnego w TV Slovenija. Skończył literaturę komparatywną i filologię niemiecką na Uniwersytecie w Lublanie. Ciekawostką jest, że był członkiem młodzieżowej reprezentacji narciarskiej. Jego dorobek jest obszerny i wszechstronny. Obok tomu wierszy Tečeva čez polje (1990) wydał kilka tomów nowel: Preskok (1987), Vrata in druge zgodbe (1991), Moški nad prepadom (1994), Pogled na Tycho Brache (1998); powieści Rahela (1989), 1895, potres (1995, 2004), Zadnja Sergijeva skušnjava (1996), Smeh za leseno pregrado (2000) [Śmiech za drewnianą przegrodą, Wydawnictwo Czarne, 2007], Poletje na snegu (2003) i Aritmija (2004) oraz książkę eseistyczną Na robu resničnosti (1994). Tłumaczy literaturę niemiecką: Berngarda (Sečnja, 1993), Rotha (Zimsko potovanje, 1996), Artmanna (Sonce je bilo zeleno jajce, 1997), Canettiego (Plamenica v ušesu, 2001) oraz innych autorów. W roku 1999 otrzymał nagrodę Fudnacji Prešerna, zaś powieść Artmija była nominowana do nagrody wydawnictwa prasowego Delo Kresnik.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ruta Tannenbaum Miljenko Jergović
Ruta Tannenbaum
Miljenko Jergović
„Ruta Tannenbaum” jak ogon pawia mieni się od ciekawych barw i wzorów. Ma cechy familijnej sagi i stanowi antypocztówkę z przedwojennego Zagrzebia, w którym poraża liczba degeneratów, skrzywusów i straumatyzowanych frustratów. By dać dowód przykładem: rozczarowany życiem Żyd, nad którym kontrolę przejmuje katowskie, nacjonalistyczne alter ego, wyzywa kelnera, a potem z głową na stole płacze i śpi na przemian, aż go rano wyrzucą skacowanego z baru, by szlajał się dalej bez celu, z nierozwiązanymi problemami. Ta Chorwacja Jergovicia to jeden wielki psychiatryk – i to jeszcze przed 1941 r. Tylko personelu jakoś brakuje i pacjenci robią, co chcą. Rozrysowują na ścianach pentagramy i wyznają szatana uprzedzeń, ale kult bardzo szybko zażąda ofiar z własnych wyznawców. Jergović nie czuje ciśnienia, by cały czas siedzieć na main plocie; znajdzie chwilę na sporo zakulisowych historii, czasem wyjątkowo geograficznie i czasowo odległych. Uwagi o zagrzebskiej epidemii kartoflanego zatwardzenia świetnie złagodzą niesmak po gorzkich jak krople żołądkowe lose-life stories. Miljenko Jergović jest bezczelnie wręcz utalentowany, ale nawet on miał szczęście do kilku totolotkowych trafów, na przykład przypowieści o Joszui i Ezechielu-Ezechielu jako wykładni tego, dlaczego Salomon Tannenbaum (czyli kolektywna figura niektórych Żydów i mniejszości, vel wspomniany wcześniej pan z baru) stawał się chorwackim nacjonalistą. (Snajpersko trafione w punkt i jak zobrazowane!). O fabule nie chcę zbyt wiele opowiadać, bo zrobił to już wydawca. Dodam tylko, że autor na pierwszej stronie ustawia minutnik, pokazuje nam, jak ta historia się skończy i że jest deterministycznie nieunikniona – ale za to możemy popatrzeć, jak do tego doszło. Zdumiewa mnie, jak podobny jest zawsze ten mechanizm fanatycznienia, ignoranctwa i przerzucania winy; obserwujemy go nawet teraz, na szczęście nie będąc jeszcze na etapie epilogu. Przynajmniej na razie nie. Jeszcze ciekawostka na koniec: w oryginale słowo „Żyd” pisane jest małą literą (polski przekład jest już z wciśniętym shiftem).
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na 9 1 rok temu
Koczownicy Nenad Veličković
Koczownicy
Nenad Veličković
Powieść „Koczownicy” autorstwa bośniackiego pisarza Nenada Veličkovicia to jedna z tych książek, które pod maską lekkiej, niemal satyrycznej formy, przemycają druzgocącą diagnozę ludzkiej kondycji w obliczu tragedii. To lektura tyleż błyskotliwa, co bolesna, osadzona w realiach oblężonego Sarajewa. Głównym bohaterem i narratorem jest młody chłopak, który wraz z rodziną oraz grupą innych cywilów znajduje schronienie w podziemiach sarajewskiego Muzeum Narodowego. W świecie na zewnątrz panuje wojna – snajperzy, głód i nieustanny ostrzał stały się codziennością. Wewnątrz muzeum czas zdaje się jednak płynąć innym rytmem. Bohaterowie stają się tytułowymi koczownikami, którzy budują namiastkę domu między eksponatami. Śpią obok szkieletów mamutów i antycznych rzeźb, starając się zachować resztki godności w warunkach, które im ją odbierają. Codzienność wypełniają im absurdalne starania o przetrwanie: zdobywanie wody, walka o jedzenie i próby zrozumienia, dlaczego świat o nich zapomniał. Muzeum, zamiast być świątynią kultury, staje się schronem, a jego martwe eksponaty wydają się momentami bardziej „ludzkie” i trwałe niż żywi ludzie ukryci w piwnicach. Recenzja: Humor w cieniu snajperów Nenad Veličković dokonuje w „Koczownikach” niezwykłego wyczynu – pisze o jednym z najmroczniejszych wydarzeń współczesnej Europy z perspektywy pełnej ironii, a nawet wisielczego humoru. Nie jest to jednak humor tani czy lekceważący. To mechanizm obronny, jedyny sposób, w jaki narrator potrafi opisać absurdalność wojny, która zamieniła jego młodość w egzystencję szczura lądowego. Najmocniejszym punktem powieści jest kontrast. Z jednej strony mamy wielką historię i dziedzictwo kulturowe zgromadzone w muzeum, z drugiej – fizjologiczny wręcz głód i strach. Autor unika patosu i wielkich słów o patriotyzmie czy nienawiści etnicznej. Skupia się na szczególe: na smaku marnego jedzenia, na dźwięku spadającego pocisku, na kruchych więziach międzyludzkich, które w obliczu zagrożenia albo się zacieśniają, albo brutalnie pękają. Warto docenić warsztat Veličkovicia – jego język jest prosty, momentami naiwny (co wynika z perspektywy bohatera), ale przez to uderzająco autentyczny. „Koczownicy” to nie tylko kronika oblężenia, to uniwersalna opowieść o tym, że kultura i sztuka w obliczu śmierci stają się jednocześnie bezużyteczne i niezbędne jako ostatni bastion człowieczeństwa. To książka krótka, ale gęsta od emocji. Zmusza do refleksji nad tym, co byśmy zrobili, gdyby nasze cywilizowane życie nagle skurczyło się do rozmiarów muzealnej piwnicy. Veličković nie daje łatwych odpowiedzi ani taniego pocieszenia, ale jego opowieść zostaje w czytelniku na bardzo długo, jak echo wystrzału w pustej sali wystawowej.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Koncert Muharem Bazdulj
Koncert
Muharem Bazdulj
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) Koncert zespołu jako jedno z najważniejszych wydarzeń w nowożytnej historii całego narodu i symbol powrotu do normalności po druzgocącej wojnie, która zdefiniowała postrzeganie nowopowstałego państwa w oczach światowej opinii publicznej? Brzmi nieprawdopodobnie, ale coś takiego wydarzyło się naprawdę – 23 września 1997 roku na stadionie, który 13 lat wcześniej był areną XIV Zimowych Igrzysk Olimpijskich, odbył się koncert będącej wówczas u absolutnego szczytu sławy grupy U2. Sam pamiętam to wydarzenie dość mgliście – byłem ledwie nastolatkiem, ale nie ulega wątpliwości, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń – nie tylko muzycznych – całej dekady, a dla młodego, a okrutnie już poturbowanego przez wojnę państwa było to coś w rodzaju założycielskiego mitu: i mit ten w swojej króciutkiej (zbyt krótkiej!) książce próbuje przywołać, opisać i zrozumieć Bazdulj. Zadanie to karkołomne, choć sam koncept wyjściowy wydaje się być samograjem – literatura jednak różnie radzi sobie z opisem muzyki, a z tej autor czyni siłę napędową całej opowieści. Oto bowiem obserwujemy przygotowania do koncertu, dowiadujemy się mnóstwa faktów (że po raz pierwszy od zakończenia wojny przywrócono kolej w Bośni!), danych (ile kilometrów kabli wykorzystano i ile ton sprzętu przywieźli ze sobą muzycy), przede wszystkim jednak obserwujemy, jak sam koncert przeżywają biorący w nim udział ludzie – nie tylko mieszkańcy Sarajewa, ale przybysze z całej byłej Jugosławii! Dla jednych to wydarzenie, które zmieni ich życie, dla innych rozczarowanie lub „kolejny koncert, nic wielkiego”, dla jeszcze innych okazja, by po raz pierwszy stanąć obok przedstawicieli wrogiego narodu i uczestniczyć razem w wielkim wydarzeniu. Obserwujemy reakcje uczestników koncertu, wraz z nimi śledzimy to, co na scenie robi Bono, jak teksty piosenek U2 rezonują z ich własnymi emocjami, wreszcie jak całe to – medialne i obserwowane przez cały świat – wydarzenie wpływa na ich poczucie tożsamości. I tylko chciałoby się, żeby książce towarzyszył... soundtrack, bo od razu ma się ochotę wysłuchać wszystkich tych utworów. Albo najlepiej całego koncertu.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 8 1 rok temu
Sahib. Impresje z depresji Nenad Veličković
Sahib. Impresje z depresji
Nenad Veličković
Jest to ciekawa powieść epistolarna, w której zderzone zostają dwa światy - zachodni i bałkański. Zachodni reprezentuje Anglik pracujący w organizacji humanitarnej w Sarajewie w 1993 roku, zaś bałkański - jego szofer, Sakib, Bośniak pochodzący z tego miasta, niegdyś profesor. Efektem tego zderzenia kultur jest wzajemne poczucie obcości oddana w książce za pomocą błyskotliwej, szyderczej ironii, którą posługuje się Anglik w swoich listach do ukochanego, opisując mu codzienność Sarajewa i jego mieszkańców. Z jednej strony prezentuje kolonialne, nieraz szowinistyczne poczucie wyższości względem tamtejszych narodów, z drugiej - momentami, jak sądzę, trafnie oddaje absurdy tamtejszej rzeczywistości. Można pomyśleć, że są to obserwacje samego autora, który z wisielczym humorem piętnuje wady swojego narodu - prymitywizm, brak logicznego myślenia, nacjonalizm, nienawiść, pazerność, bylejakość itd. Opisy zachowań i zwyczajów „tubylców” są śmieszne, ale widać u autora listów brak zainteresowania kulturą tego kraju, niedostrzeganie jasnych stron, brak uznania dla mieszkańców regionu i współczucia względem nich. Anglik nie jest jednak tylko zarozumiałym ignorantem. Jest świadomy, że organizacje humanitarne są tylko przykrywką dla eksploatacji tego regionu przez Zachód. To jest w ogóle ciekawa postać, zaskakująco niejednoznaczna. Jego ironia tylko pozornie jest prymitywna. Bohater jest w stanie dokonać szyderczej analizy działań zarówno własnej organizacji pseudo-humanitarnej, jak i nastawienia Zachodu wobec tego regionu. Nie wiemy do końca, kiedy pisze serio wyższościowo, a kiedy kpi z siebie i ze świata. Pisząc o mieszkańcach jako o „niewolnikach” przywdziewa kolonialną maskę, ale nie do końca się z nią utożsamia. Między nim samym a tym, co reprezentuje jest jednak pewien dystans. Mam przypuszczenie, że ironia autora listów wynika z czegoś więcej niż tylko z szowinizmu, ale z czego, tego do końca nie wiem, przerażenia wojną? Niezgody na taki świat, jaki jest? A może tylko doszukuję się drugiego dna. Książkę czyta się świetnie, absurdy opisywanej rzeczywistości nie są nam, Polakom, znowuż tak obce, i my pamiętamy wprowadzanie kapitalizmu, prymitywizm codzienności i nasze zderzenie z zachodnią mentalnością. Niewykluczone, że zostalibyśmy podobnie opisani przez jakiegoś przybysza z Zachodu, bo przecież Bałkany to również my.
Luna - awatar Luna
oceniła na 7 1 rok temu
Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii Danilo Kiš
Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii
Danilo Kiš
Czytać należy „Grobowiec…” Danilo Kiša, bo to (jak mówią) „najpiękniejsza literacko książka przeciwko komunizmowi”. I jest w tym nieco prawdy – oto bowiem siedem opowiadań, które łączy jedna myśl, jeden wątek, jeden polityczny, autorytarny system, przeciwko któremu występuje (w sensie swego istnienia, nie zaś podejmowania walki!) jednostka. Ale może powinienem napisać inaczej – to historie o tych, którzy początkowo płynęli z nurtem rzeki czerwonej gwiazdy. Ale ona, zdradziecka i buntownicza od samego źródła, zmieniła swój nurt i tych, którzy ją wielbili i nawadniali własnymi pragnieniami, brutalnie topi. Kiš pisze jak biograf, znawca tematu, człowiek nie dziwiący się niczemu, przewidujący, jak potoczą się losy nieszczęśników, ktorych "biografie" nam przedstawia. To czuły obserwator, dokumentalista i sprawozdawca. Nasycone czarnym humorem, wypełnione przewidywalną klęską jednostki opowiadania są przejmujące dlatego, że Kiš to reporter oschły w emocjach. Jest w nich pewna powtarzalność, zupełnie zamierzona, tak jak powtarzalny był system, który stworzył człowieka z żelaza, intelektualistę wierzącego w stalinizm, napędowego komunistycznej maszyny, sprawcę wielkich czynów, az wreszcie kata, który przedzierzgnął się w ofiarę. To paranoiczne odwrócenie ról, bolesny upadek z wyżyn na samo dno więzień, zsyłek i cel śmierci staje się nową maszyną systemu, a jej wcześniejszy twórca – jej trybikiem, jego krew – olejem nasycającym tłoki. Właśnie to interesuje Kiša, ta niezawiniona klęska aparatczyka, zaskoczenie skierowaną w czoło lufą pistoletu, niedowierzanie, że ciemny pokój stanie się grobowcem zapomnianego przez świat ciała. Bohaterami opowiadań są Żydzi, Irlandczycy i rewolucjoniści. Przemierzamy Europę, zahaczając nawet o Hiszpanię (historia kołem się toczy, mówi przez to Kiš); mieszają się tu postaci wymyślone z historycznymi, tak samo intensywnie jak mijają niezliczalne dni, podczas których łamie się ludzką tożsamość, umysł i godność. W tej wielobarwności działań zbrodniczego systemu pozostaje jedna stała – metoda, która mimo upływu wieków, konfliktów i wojen sprawdza się doskonale. Żart, szczegół, paproch – oto one decydują o życiu człowieka i jest to przerażająca wizja. Stąd niedaleko już do Sołżenicyna czy Herlinga-Grudzińskiego, na myśl przychodzą również biograficzno-fikcyjne miniatury Borgesa i Schwoba. A to oznacza, że trzeba Kiša znać. Na koniec cytat, taki na podsumowanie: „(…) nie wystarczy mieć jaja, aby pisać.” Przekład Kazimierza Żórawskiego, okładka Wiktora Żwikiewicza., a książka (nabyta antykwarycznie) została wydana w 1989 roku przez Niezależną Oficynę Wydawniczą Nova.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Ministerstwo bólu Dubravka Ugrešić
Ministerstwo bólu
Dubravka Ugrešić
Jak żyć po wojnie? A właściwie - po co żyć po wojnie? Jak można, po tych wszystkich krzywdach, jakich się doświadczyło i jakich się wyrządziło bliźniemu, po absolutnym zbeszczeszczeniu idei człowieczeństwa, choćby starać się, żyć normalnie? Śmiać się, zakochiwać? Czy jest to w ogóle możliwe, czy są to jedynie twarze aktorów w maskach przed nami? Czuję, że takie pytania zadaje Dubravka Ugrešić w swoim "Ministerstwie bólu". Nie wiem, czy znalazła na nie odpowiedzi, ale na pewno poprzez tę książkę udało się oddać jej oddać kwintesencję rozrywającego od środka bólu, jaki każdego dnia odczuwali uchodźcy lat dziewięćdziesiątych. Nie musieli zmagać się tylko z poczuciem wyobcowania w obcym kraju, z traumą wojny, z tym, że w jednej sali wykładowej siedzieli obok siebie kaci i ofiary, ale potrzebowali też na nowo zbudować swoją własną tożsamość. W końcu kraj, w którym się wychowali, ich mikrokosmos - Jugosławia, przestał istnieć. Dubravka trochę uratowała mi zeszły rok i przywróciła wiarę w literaturę, bo jest to dzieło przez wielkie "D". Jest to dla mnie wręcz niepojęte, jak na tak wielu stronach udało jej się zawrzeć tak wiele - właściwie wszystko. I to w jakim stylu. Piękne pióro, kompleksowe przemyślenia i złożone, do bólu ludzkie, straumatyzowane postaci. Portret psychologiczny rozpadu Jugosławii jako zjawiska. Chcę chłonąć prozę Dubravki, chcę ją poznać na wylot i jedyne, co boli, to że ona nie napisze już niczego więcej.
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na 8 1 rok temu
Ogród, popiół Danilo Kiš
Ogród, popiół
Danilo Kiš
Nie pamiętam już, skąd u mnie to przekonanie, że książkę tę muszę przeczytać, a nawet się nią zachwycić? Nic innego nie wchodzi w grę. Nie pamiętam, czy mój antykwaryczny egzemplarz zdobyłem po jakiejś tu przeczytanej opinii, czy też innej jakiejś rekomendacji? Czy zachwyciła? Dostajemy powieść inicjacyjną. Dziecięcy bohater przemierza - wraz z resztą rodziny - miasto i świat za popadającym w coraz głębsze odmęty szaleństwa ojcem i to właśnie przez pryzmat dziecięcej obserwacji destrukcji (człowieka, rodziny, świata) spoglądamy na wydarzenia. Bardziej zresztą na ulotność i ułomność wydarzeń, niż na jakąś wielką narrację; bardziej impresję codzienności w krzywym zwierciadle czy dziennik szaleństwa, niż wielką epicką opowieść. Jeśli komuś zarówno figura ojca w ogóle, jak i sam ojciec jak ze statku pijanego tak już bardziej szczegółowo i podążający za nim chłopiec skojarzą się z prozą Schulza, to będzie to dobry trop, choć mniej tu może niezwykłości, mniej niepokojącej oniryczności, niż u mistrza z Drohobycza. Ja - musząc już wybierać - stawiam na prozę Schulza. Długo nie potrafię się wgryźć w trudny i wymagający skupienia tekst. Długo też jest to dla mnie jakoś o niczym. Potem zaś pojawiają się fragmenty jak te dotyczące młodzieńczych fascynacji głównego bohatera płcią przeciwną i proza nabiera wigoru. Gdy zaś docieramy do rozważań towarzyszących młodzieńcowi podczas lektury Starego Testamentu - obcujemy z literaturą najwyższych lotów, genialną bez mała… Zaczynam odmieniać wszystkie opinie towarzyszące początkowi lektury. Wielką nieobecną tej powieści jest Wojna. Dowiadujemy się od bohatera i narratora, że jesteśmy w roku 1942, a tymczasem bardzo uważnie trzeba się wczytywać w narrację, by dostrzec przemykających gdzieś chłopców z hitlerjugend, jakiś opis głodu, jakąś ciotkę Rebekę... To wojna oglądana jakby oczyma tego chłopca z “Życie jest piękne”, któremu wmówiono, że patrzy na coś zgoła innego, niż ma to miejsce rzeczywiście. Straszna wizja, choć przecież podyktowana miłością bliskich. Na pewno piękny, liryczny jest powieści język; to mała objętościowo, a wielka pod każdym innym względem proza. Ale jakoś nie do końca rezonuje ze mną. Jakoś nie tak, jak przed lekturą sądziłem, że zarezonuje… Długo zwlekałem z lekturą książki, a już w jej trakcie nie mogłem się chwilami doczekać, aż ta niewielka objętościowo pozycja się skończy… Później, gdy już nieco wgryzłem się w styl książki, zrozumiałem że tym co mi początkowo w niej przeszkadzało był mój własny brak skupienia nad lekturą. A  tak wiele w niej dzieje się poza tekstem… Zresztą i w jej finale jakoś nie mogę utrzymać wymaganego skupienia; może tekst wymaga ode mnie zbyt wiele?
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 7 1 rok temu
Biały król György Dragomán
Biały król
György Dragomán
Fascynacja prozatorstwem Magdy Szabó oraz Herty Müller zaprowadziła mnie do rumuńskiego Tirgu Mures, w którym György Dragomán rozlicza się z reżimem komunistycznym ubiegłego stulecia. Wbrew założeniom o prawdopodobnym epatowaniu postacią Ceaușescu, Rumuńską Partią Pracy oraz innymi symbolami opresyjnej władzy, węgierski pisarz sięga po perspektywę dorastającego chłopca, a także jego ogromnej tęsknoty za zesłanym na przymusowe prace ojcem. Codzienność oczami dziecka jest jeszcze bardziej wstrząsająca niż starszego obserwatora rzeczywistości ze względu na prostotę, a zarazem dosłowne znaczenie wykorzystywanych słów. W „Białym królu” nie ma zawoalowanych myśli, ani symbolicznego opisywania brutalnych scen z życia powszechnego. Przemocą skażeni są dorośli, jak również rówieśnicy chłopca, co w prozie węgierskiego pisarza służy unaocznieniu skali okrucieństwa w każdym pokoleniu. Tęsknota za ojcem, której nie są w stanie zagłuszyć drwiny, a niekiedy gnębienie ze strony otoczenia, stanowi ostatni przebłysk nadziei w państwie totalitarnym, dzięki czemu narrator „Białego króla” stara się doszukiwać resztek normalności w zastanym świecie. György Dragomán rezygnuje ze środków stylistycznych, pięknych haseł oraz pokrzepiających cytatów. Wspomniane ozdobniki przeszkadzałyby w rozliczeniu Rumunii z jej ciemnej przeszłości. Autor rekompensuje ich ubogość zdaniami wielokrotnie złożonymi, co wcale nie znaczy, aby zgubił po drodze znaki interpunkcyjne lub zasady składni. György Dragomán wymusza na odbiorcy określony sposób czytania „Białego króla”, czyli jednym tchem, bez zatrzymywania oraz zbędnego analizowania terroru komunistycznego reżimu, który stanowi zamknięty rozdział historii Rumunii.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 2 lata temu
Krzesło Eliasza Igor Štiks
Krzesło Eliasza
Igor Štiks
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) „Urodziłem się dwa razy, raz w Wiedniu w 1942 roku, drugi raz w Sarajewie pół wieku później” - to jedno z pierwszych zdań powieści, które mogłoby być początkiem zupełnie innej książki, którą chciałbym przeczytać. Takiej, w której byłoby nie metaforą, ale czymś bardziej dosłownym. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu autor nie idzie tym tropem, co nie zmienia faktu, że udaje mu się zbudować opowieść niezwykle interesującą i wciągającą od samego początku. A już zupełnie na poważnie – takiej książki było mi potrzeba po całej serii książek o Bośni wprost odnoszących się do wojny (nawet, jeśli robiły to z innej strony, jak „Koncert”). „Krzesłu Eliasza” bliżej bowiem do Reverte'a, Remarqua czy Marqueza, zachwyceni powinni być też fani Zafona, Zusaka czy Doerra – Štiks ma bowiem ambicje stworzyć „wielką powieść” o wielkich sprawach. I jeśli uwzględnimy dodatkowo, że mamy do czynienia z debiutem (!), to efekt jest znakomity. Mamy tu i narracyjny rozmach – wszyscy ci zmienni opowiadacze, szkatułkowość kompozycji, przeskoki czasowe i gatunkowe, do tego bardzo wyraźny i (co ważne!) uzasadniony podkład z wielkiej literatury, znajdziemy tu bowiem odniesienia i do „Homo Fabera” Frischa, i „Króla Edypa”, i „Odysei”, wątki mitologiczne będą zresztą wszechobecne (już na samym początku bowiem istotnym odwołaniem będzie mit o Orfeuszu). Wszystko to jednak nie jest tylko grą literacką i pokazem zdolności autora, ale rzeczywiście służy samej opowieści, ukazując ją w szerszym, niemalże kosmicznym wymiarze. A przy tym wszystkim dostajemy też bardzo konkretne obrazy: Austrii z lat 40. XX wieku, Bośni z epicentrum działań wojennych i mnóstwa momentów „pomiędzy”. Zajmujące jest też będące ramą całej opowieści „śledztwo” głównego bohatera, pisarza Richarda Richtera, który próbując poznać swoje pochodzenie, odbędzie swoją prywatną odyseję w czasie i przestrzeni – stopniowe odkrywanie tajemnicy daje naprawdę dużo satysfakcji, choć od początku przeczuwamy, do czego to wszystko zmierza (ech, te konteksty!). Świetnie napisana, nieoczywista książka – i pomyśleć, że znalazłem ją za grosze w internetach...
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 8 1 rok temu
Stefcia Ćwiek w szponach życia Dubravka Ugrešić
Stefcia Ćwiek w szponach życia
Dubravka Ugrešić
Wszystko zaczyna się od głosu i temperamentu Krystyny Jandy. To właśnie jej genialny monodram na podstawie tekstu Dubravki Ugrešić sprawił, że polski czytelnik pokochał Stefcię Ćwiek miłością bezgraniczną. Janda wydobyła z tej postaci wszystko to, co w prozie chorwackiej autorki najlepsze: tragikomiczne rozedrganie, rozpaczliwe poszukiwanie bliskości i ten specyficzny rodzaj neurozy, który jest udziałem każdej kobiety próbującej dopasować swoje życie do nierealnych wzorców z kolorowych pism. Teatralna interpretacja stała się idealnym przedłużeniem literackiego pierwowzoru, nadając literom ciało, pot i łzy śmiechu. Największym plusem „Stefci Ćwiek” jest jej bezlitosny, a jednocześnie oczyszczający humor. Ugrešić bawi się formą romansu i poradnika, tworząc parodię gatunku, która wciąż pozostaje boleśnie aktualna. Stefcia, pracująca jako maszynistka i żyjąca pod okiem wszystkowiedzącej ciotki, to Everywoman epoki transformacji (i nie tylko). Jej sercowe perypetie, porażki dietetyczne i nieudolne próby bycia „kobietą światową” są opisane z taką lekkością, że trudno nie wybuchnąć śmiechem, nawet gdy bohaterka ociera się o dno rozpaczy. Autorka punktuje absurdy patriarchatu i popkultury, ale robi to z ogromną empatią, nie pozwalając nam drwić ze Stefci, lecz śmiać się razem z nią. Ocena osiem odzwierciedla literacką maestrię Ugrešić w dekonstrukcji kiczu. To książka inteligentna, krótka i niesłychanie gęsta od trafnych obserwacji socjologicznych. Brakujące dwa punkty to jedynie kwestia specyficznej, nieco szarpanej konstrukcji (stylizowanej na wykroje krawieckie), która choć genialna w teorii, w lekturze bywa momentami nużąca. Niemniej jednak, to klasyka literatury feministycznej, która zamiast pouczać, po prostu przytula naszą niedoskonałość. „Stefcia Ćwiek w szponach życia” to literacka bomba witaminowa. Dubravka Ugrešić stworzyła postać nieśmiertelną, która przypomina nam, że życie rzadko przypomina idealny wykrój z „Burdy”, a szpony losu najłatwiej poluzować szczerym, głośnym śmiechem. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto choć raz poczuł się nieadekwatny wobec świata
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki Miljenko Jergović
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki
Miljenko Jergović
Cyt.: „Jego oczy patrzą teraz nicości w twarz, czekają, aż z którejś strony pojawi się Bóg i powie mu, że po tamtej stronie i dla ludzi wszędzie obcych znajdzie się miejsce.” Miljenko Jergović, ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” Miljenko Jergović, bośniacki poeta, prozaik i publicysta, z pochodzenia Chorwat, urodzony i wychowany w Sarajewie, od 1993 roku mieszkający i pracujący w Zagrzebiu za swoją wydaną w 2008 roku powieść „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” otrzymał cztery lata później Nagrodę Literacką Europy Wschodniej Angelus. To nagroda przyznawana w dziedzinie twórczości prozatorskiej, napisanej w języku polskim lub tłumaczonej na język polski , która od niemal dekady zyskuje na znaczeniu w świecie literackim. To dzięki tej nagrodzie polski czytelnik może odkrywać takie nazwiska jak György Spiró, Swietłana Aleksijewicz, Josef Škvorecký, Oksana Zabużko, Serhij Żadan, Varujan Vosganian, Georgi Gospodinow czy Goran Vojnović. ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” to opowieść o tajemniczej i brutalnej śmierci Srdy Kapurowej, dziewczynki żebrzącej na ulicach Zagrzebia, której pochodzenia nikt nie potrafi ustalić. Skąd pochodzi? Z Mołdawii, Rumunii, Ukrainy czy też jeszcze z innego zakątka Europy? Jak znalazła się w Zagrzebiu? Pięciu bohaterów, z których każdy opowiada swoją historię i która w jakiś sposób łączy go ze śmiercią dziewczynki. Serb urodzony w regionie Lika w Chorwacji, Chorwat, którego rodzina pochodzi z Bośni, Chorwat z Banja Luki, Chorwat, który całe swoje dzieciństwo i młodość spędził w Belgradzie i w końcu Chorwat z Sarajewa, którego dziadek przywędrował na Bałkany z Czech. Tak naprawdę ta tragiczna śmierć to w zasadzie pretekst dla Miljenko Jergovića do opowiedzenia bolesnej historii Bałkanów, tego tygla narodów który wybuchał już wiele razy. To na ostatniej dekadzie wieku XX skupia się autor, gdy w kilka lat po śmierci Josipa Broz Tity Jugosławia rozpadła się jak domek z kart i wybuchła krwawa wojna domowa. Gdy zaczęło być ważne jaką religię wyznajesz, czy w kościele katolickim broń Boże nie żegnasz się trzema palcami i najważniejsze jakiej jesteś narodowości. Przestało mieć znaczenie, że urodziłeś się na tej ziemi i tu mieszkali twoi przodkowie – nie jesteś nasz, jesteś oby. Jesteś Chorwatem czy Bośniakiem w Serbii a Serbem w Chorwacji, wracaj do siebie, wracaj do domu. I nie jest ważne, że ten twój dom był właśnie tutaj. To historia Jugosławii, jej rozpadu i krwawego konfliktu ale nie tylko. Bo Miljenko Jergović opowiada swoje historie w sposób zadziwiający i jednocześnie niezwykle piękny. Z jednej historii przechodzi niezauważenie do następnej, po niej do kolejnej i jeszcze jednej, opowiadając o skomplikowanych losach mieszkańców Bałkanów i losach Chorwacji, od czasów Austro – Węgier, Królestwa Serbów Chorwatów i Słoweńców, Niepodległego Państwa Chorwackiego Ante Pavelica, Jugosławii, wojny domowej i niepodległej Chorwacji. Opowiada o ludziach, którzy, choć żyli obok siebie zawsze byli obcy czy inni. I to o nich jest ta książka. Niezwykła, urzekająca wręcz opowieść.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Śmiech za drewnianą przegrodą

Więcej
Jani Virk Śmiech za drewnianą przegrodą Zobacz więcej
Jani Virk Śmiech za drewnianą przegrodą Zobacz więcej
Jani Virk Śmiech za drewnianą przegrodą Zobacz więcej
Więcej