Konsulowie ich cesarskich mości

Okładka książki Konsulowie ich cesarskich mości
Ivo Andrić Wydawnictwo: Wydawnictwo Łódzkie Seria: Ex Libris Biblioteka Jugosłowiańska literatura piękna
580 str. 9 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Ex Libris Biblioteka Jugosłowiańska
Tytuł oryginału:
Travnicka hronika
Data wydania:
1977-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1977-01-01
Liczba stron:
580
Czas czytania
9 godz. 40 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Hanna Kalita
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Konsulowie ich cesarskich mości w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Konsulowie ich cesarskich mości

Średnia ocen
7,3 / 10
50 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
166
164

Na półkach:

Wielka literatura. Gęsta, powolnie tkana proza, idealnie oddająca powolny przepływ czasu na głębokiej prowincji. A wśród tego niespiesznego rytmu życia, wyznaczanego co najwyżej porami roku, a nie dniami czy godzinami, toczy się życie rzuconych tu ludzi, którym wydaje się, że są u szczytu swych zawodowych karier. Przez analizę ich życiorysów oraz codziennej pracy pisarz pokazuje jak małe są w rzeczywistości sprawy, które wydają nam się ważne i wielkie. Zaś te prawdziwie wielkie, na których można budować nić porozumienia między ludźmi, narodami i cywilizacjami, dzieją się na co dzień.

Wielka literatura. Gęsta, powolnie tkana proza, idealnie oddająca powolny przepływ czasu na głębokiej prowincji. A wśród tego niespiesznego rytmu życia, wyznaczanego co najwyżej porami roku, a nie dniami czy godzinami, toczy się życie rzuconych tu ludzi, którym wydaje się, że są u szczytu swych zawodowych karier. Przez analizę ich życiorysów oraz codziennej pracy pisarz...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

150 użytkowników ma tytuł Konsulowie ich cesarskich mości na półkach głównych
  • 90
  • 60
29 użytkowników ma tytuł Konsulowie ich cesarskich mości na półkach dodatkowych
  • 14
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Ivo Andrić
Ivo Andrić
Jugosłowiański powieściopisarz, nowelista i poeta, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1961. Chętnie pisał o życiu w Bośni i bośniackiej historii. Andrić urodził się w zubożałej rzemieślniczej rodzinie. Dorastał w Višegradzie nad Driną, gimnazjum ukończył w Sarajewie. Przed I wojną światową studiował nauki humanistyczne w Zagrzebiu, Grazu i Krakowie, studia ukończył jednak dopiero w połowie lat dwudziestych w Grazu, gdzie uzyskał także tytuł doktorski (za pracę Rozwój życia duchowego Bośni w czasach panowania tureckiego). Działał w ruchu niepodległościowym Mlada Bosna (Młoda Bośnia). Po zamachu w Sarajewie został aresztowany przez Austriaków i był więziony (internowany) aż do 1917. Po powstaniu Królestwa Jugosławii w roku 1924 rozpoczął służbę dyplomatyczną. Pracował jako dyplomata na placówkach w Rzymie, Bukareszcie, Marsylii, Paryżu, Madrycie i Genewie oraz w ministerstwie spraw zagranicznych. W chwili wkroczenia wojsk niemieckich do Jugosławii (1941) był ambasadorem w Berlinie. Okres wojny światowej spędził w okupowanym Belgradzie, z dala od życia politycznego (odrzucił ofertę współpracy z władzami kolaboracyjnymi). To wówczas powstały jego najbardziej znane powieści: Most na Drinie, Konsulowie ich cesarskich mości i Panna – wszystkie opublikowane dopiero w 1945. Po wojnie był posłem do parlamentu oraz przewodniczącym związku pisarzy. W roku 1961 otrzymał Nobla za całokształt twórczości. W 1964 uzyskał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W Krakowie znajduje się również ulica Ivo Andicia. Andrić debiutował wierszami na łamach prasy w 1911. Próbował swych sił także w prozie poetyckiej (Ex ponto i Niepokój). Sławę zyskał utworami pisanymi prozą narracyjną. W latach międzywojennych wydał 3 zbiory opowiadań (w 1924, 1931 i 1936), pierwszą powieść opublikował dopiero po wojnie. Od wczesnej młodości zajmował się publicystyką i pisał eseje, najbardziej znany tekst tego rodzaju to Rozmowa z Goyą. Andrić, urodzony w Bośni w katolickiej chorwackiej rodzinie, uznawany jest najczęściej za pisarza serbskiego, przede wszystkim dlatego, że większą część swojego życia spędził w Belgradzie i pisał językiem serbskim (w wymowie ekawskiej, a nie chorwackiej bądź bośniackiej – jekawskiej). Sam jednak najczęściej twierdził, że jest Jugosłowianinem, choć we wcześniej fazie twórczości deklarował się jako Chorwat (np. w czasach studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1913 roku w rubrykę narodowość wpisał – chorwacką). Po jego śmierci w Jugosławii rozgorzały spory o jego przynależność narodową, które trwają do dzisiaj. Mimo obiekcji różnych stron (wynikających choćby z traktowania go przez część elit muzułmańskich w Bośni jako pisarza antyislamskiego), Andrić włączony jest do programów nauczania w Serbii, Chorwacji i Bośni. W swojej twórczości ukazywał Bośnię jako terytorium pograniczne, leżące między Zachodem a Orientem, a powikłane dzieje (choćby wielowiekowa turecka obecność) jego rodzinnego kraju stanowiły podstawę wielu utworów, które charakteryzuje głęboka znajomość realiów tak historycznej, jak i współczesnej Bośni. Ponadto, utwory te cechuje silny psychologizm, wnikający w zagadkę losu ludzkiego, więc nie jest to proza historyczno-realistyczna, lecz silnie naznaczona pierwiastkami modernistycznymi. Dziś wizja Andricia wzbudza (z różnych zresztą względów) opór niemal wszystkich narodów zamieszkujących byłą Jugosławię – Serbów, Chorwatów i Boszniaków.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii Danilo Kiš
Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii
Danilo Kiš
Czytać należy „Grobowiec…” Danilo Kiša, bo to (jak mówią) „najpiękniejsza literacko książka przeciwko komunizmowi”. I jest w tym nieco prawdy – oto bowiem siedem opowiadań, które łączy jedna myśl, jeden wątek, jeden polityczny, autorytarny system, przeciwko któremu występuje (w sensie swego istnienia, nie zaś podejmowania walki!) jednostka. Ale może powinienem napisać inaczej – to historie o tych, którzy początkowo płynęli z nurtem rzeki czerwonej gwiazdy. Ale ona, zdradziecka i buntownicza od samego źródła, zmieniła swój nurt i tych, którzy ją wielbili i nawadniali własnymi pragnieniami, brutalnie topi. Kiš pisze jak biograf, znawca tematu, człowiek nie dziwiący się niczemu, przewidujący, jak potoczą się losy nieszczęśników, ktorych "biografie" nam przedstawia. To czuły obserwator, dokumentalista i sprawozdawca. Nasycone czarnym humorem, wypełnione przewidywalną klęską jednostki opowiadania są przejmujące dlatego, że Kiš to reporter oschły w emocjach. Jest w nich pewna powtarzalność, zupełnie zamierzona, tak jak powtarzalny był system, który stworzył człowieka z żelaza, intelektualistę wierzącego w stalinizm, napędowego komunistycznej maszyny, sprawcę wielkich czynów, az wreszcie kata, który przedzierzgnął się w ofiarę. To paranoiczne odwrócenie ról, bolesny upadek z wyżyn na samo dno więzień, zsyłek i cel śmierci staje się nową maszyną systemu, a jej wcześniejszy twórca – jej trybikiem, jego krew – olejem nasycającym tłoki. Właśnie to interesuje Kiša, ta niezawiniona klęska aparatczyka, zaskoczenie skierowaną w czoło lufą pistoletu, niedowierzanie, że ciemny pokój stanie się grobowcem zapomnianego przez świat ciała. Bohaterami opowiadań są Żydzi, Irlandczycy i rewolucjoniści. Przemierzamy Europę, zahaczając nawet o Hiszpanię (historia kołem się toczy, mówi przez to Kiš); mieszają się tu postaci wymyślone z historycznymi, tak samo intensywnie jak mijają niezliczalne dni, podczas których łamie się ludzką tożsamość, umysł i godność. W tej wielobarwności działań zbrodniczego systemu pozostaje jedna stała – metoda, która mimo upływu wieków, konfliktów i wojen sprawdza się doskonale. Żart, szczegół, paproch – oto one decydują o życiu człowieka i jest to przerażająca wizja. Stąd niedaleko już do Sołżenicyna czy Herlinga-Grudzińskiego, na myśl przychodzą również biograficzno-fikcyjne miniatury Borgesa i Schwoba. A to oznacza, że trzeba Kiša znać. Na koniec cytat, taki na podsumowanie: „(…) nie wystarczy mieć jaja, aby pisać.” Przekład Kazimierza Żórawskiego, okładka Wiktora Żwikiewicza., a książka (nabyta antykwarycznie) została wydana w 1989 roku przez Niezależną Oficynę Wydawniczą Nova.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Czerwony kogut leci wprost do nieba Miodrag Bulatović
Czerwony kogut leci wprost do nieba
Miodrag Bulatović
Prawdziwa grecka tragedia rozgrywająca się w czarnogórskiej wsi w interiorze. Zachowana jest jedność miejsca i czasu oraz skończona ilość postaci, przynajmniej tych nazwanych. A także coś na kształt chóru w postaci dwóch włóczęgów oraz dwóch grabarzy. Z tym, że sceniczna przeróbka trudna byłaby do wystawienia, albowiem siła powieści tkwi w czym innym niż dialogi. Przede wszystkim w projekcjach myśli poszczególnych postaci, niewypowiedzianych głośno. W nich też przejawiają się punkty zwrotne fabuły, nieliczne, ale bardzo ważne. Drugą wielką zaletą jest język powieści, bogaty, poetycki, pełen metafor i alegorii, kontrastów i figur słownych. Style i sposoby obrazowania mieszają się niczym wirujące w słońcu, upale i kurzu i wzajemnie się przenikające białe pyłki dmuchawców i pierze tytułowego czerwonego koguta. Zwykłemu realizmowi, niemal naturalistycznie przedstawionemu, towarzyszą surrealistyczne wizje, baśniowe metafory oraz elementy realizmu magicznego, tym razem bałkańskiego. I nie ma w tym nic dziwnego, albowiem Miodrag Bulatović umieścił akcję w pobliżu Bijelo Polja, czyli jego rodzinnych okolic (skąd nota bene pochodził też Ćamil Sijarić, autor „Eunucha”). Owa (jugo)masala – mieszanina stylów - odzwierciedla stan świadomości czarnogórskich chłopów obu wyznań (prawosławnego i muzułmańskiego) i ich kobiet, częściej funkcjonujących w ich myślach niż w mowie. Pewne ubóstwo pojęć, wynikające z ograniczonego świata widzialnego dostępnego mieszkańcom, równoważy w pełni ich bogata wyobraźnia, symboliczna ale współgrająca z realizmem. Obie te sfery mieszały się bowiem dla nich w codziennym życiu. A wszystko rozgrywa się jednego dnia, we wsi i przebiegającej przez nią drodze. Czytelnika wprowadza na nią Mara wariatka, postać tragiczna i ważna dla dalszego rozwoju fabuły, młoda jeszcze, podobnie jak biedny najemnik Muharem, posiadacz tytułowego koguta, którego losy są osią wydarzeń realnych i wyobrażonych, niewypowiedzianych. Piękno i wielkość powieści polega na tym, że ujawnia zarówno prawdę, okrutną i miejscami odrażającą, pokazując i opisując drastyczne czyny, o których wielu woli nie mówić i udawać, że nigdy nie istniały, jaki i wewnętrzne, związane z tym przeżycia zarówno ofiar, co jest naturalne, jak i sprawców. I w nich bowiem autor widzi ludzi a nie samo czyste zło. Styl i tematyka powieści oraz sposób jej opowiadania pozwala na mnóstwo interpretacji, niczym w przypadku greckich tragedii. Niewątpliwie opowiada ona jednak o ludziach nieszczęśliwych, którzy próbują wyrwać się z tego stanu na różne sposoby. Jedni poprzez marzenia, czasem proste lecz mimo to nierealne, inni szukając zapomnienia w zabawie, alkoholu, syceniu się cudzą krzywdą, osiąganiu przemocą tego, czego bez niej nie umieli doświadczyć. Jeszcze inni poprzez fatalistyczne przyjmowanie razów czy też motywowani strachem wycofanie się we własny świat. Tym niemniej wszyscy oni cierpią na brak komunikacji oraz strach przed okazywaniem uczuć. To sprawia, że działają w sposób przeciwny nawet wobec własnych pragnień, co ich boli i nakręca do działania wbrew sobie. I każdy z bohaterów odczuwa niezaspokojoną potrzebę bliskości z drugim człowiekiem. Piękna i okrutna, smutna i wyrozumiała wobec ludzi powieść, odmalowana żywymi barwami, ruchem, zapachem i konsystencją, hałasem i ciszą, strachem, bólem i cierpieniem.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 10 5 miesięcy temu
Ogród, popiół Danilo Kiš
Ogród, popiół
Danilo Kiš
Nie pamiętam już, skąd u mnie to przekonanie, że książkę tę muszę przeczytać, a nawet się nią zachwycić? Nic innego nie wchodzi w grę. Nie pamiętam, czy mój antykwaryczny egzemplarz zdobyłem po jakiejś tu przeczytanej opinii, czy też innej jakiejś rekomendacji? Czy zachwyciła? Dostajemy powieść inicjacyjną. Dziecięcy bohater przemierza - wraz z resztą rodziny - miasto i świat za popadającym w coraz głębsze odmęty szaleństwa ojcem i to właśnie przez pryzmat dziecięcej obserwacji destrukcji (człowieka, rodziny, świata) spoglądamy na wydarzenia. Bardziej zresztą na ulotność i ułomność wydarzeń, niż na jakąś wielką narrację; bardziej impresję codzienności w krzywym zwierciadle czy dziennik szaleństwa, niż wielką epicką opowieść. Jeśli komuś zarówno figura ojca w ogóle, jak i sam ojciec jak ze statku pijanego tak już bardziej szczegółowo i podążający za nim chłopiec skojarzą się z prozą Schulza, to będzie to dobry trop, choć mniej tu może niezwykłości, mniej niepokojącej oniryczności, niż u mistrza z Drohobycza. Ja - musząc już wybierać - stawiam na prozę Schulza. Długo nie potrafię się wgryźć w trudny i wymagający skupienia tekst. Długo też jest to dla mnie jakoś o niczym. Potem zaś pojawiają się fragmenty jak te dotyczące młodzieńczych fascynacji głównego bohatera płcią przeciwną i proza nabiera wigoru. Gdy zaś docieramy do rozważań towarzyszących młodzieńcowi podczas lektury Starego Testamentu - obcujemy z literaturą najwyższych lotów, genialną bez mała… Zaczynam odmieniać wszystkie opinie towarzyszące początkowi lektury. Wielką nieobecną tej powieści jest Wojna. Dowiadujemy się od bohatera i narratora, że jesteśmy w roku 1942, a tymczasem bardzo uważnie trzeba się wczytywać w narrację, by dostrzec przemykających gdzieś chłopców z hitlerjugend, jakiś opis głodu, jakąś ciotkę Rebekę... To wojna oglądana jakby oczyma tego chłopca z “Życie jest piękne”, któremu wmówiono, że patrzy na coś zgoła innego, niż ma to miejsce rzeczywiście. Straszna wizja, choć przecież podyktowana miłością bliskich. Na pewno piękny, liryczny jest powieści język; to mała objętościowo, a wielka pod każdym innym względem proza. Ale jakoś nie do końca rezonuje ze mną. Jakoś nie tak, jak przed lekturą sądziłem, że zarezonuje… Długo zwlekałem z lekturą książki, a już w jej trakcie nie mogłem się chwilami doczekać, aż ta niewielka objętościowo pozycja się skończy… Później, gdy już nieco wgryzłem się w styl książki, zrozumiałem że tym co mi początkowo w niej przeszkadzało był mój własny brak skupienia nad lekturą. A  tak wiele w niej dzieje się poza tekstem… Zresztą i w jej finale jakoś nie mogę utrzymać wymaganego skupienia; może tekst wymaga ode mnie zbyt wiele?
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 7 1 rok temu
Dzika Europa. Bałkany w oczach zachodnich podróżników Božidar Jezernik
Dzika Europa. Bałkany w oczach zachodnich podróżników
Božidar Jezernik
Fascynująca podróż po Bałkanach z czasów panowania Imperium Osmańskiego. Tym bardziej, że oglądamy je oczyma podróżników zachodnioeuropejskich przemierzających te tereny od XVI do początku XX wieku. Słoweński autor zebrał je i pogrupował, na szczęście problemowo a nie chronologicznie czy geograficznie. Dla wielu z zachodnioeuropejskich podróżnych była to wyprawa na koniec świata, do miejsca tak obcego, że kompletnie niezrozumiałego. Niestety, wielu opisywało nie to co widziało, tylko to o czym słyszało i spodziewało się ujrzeć – np. włochate ryby, ludzi z ogonami czy też kobiety o tak długich piersiach, że „mogą one podać dziecku noszonemu na plecach sutek przez ramię lub pod pachą”. Na szczęście mamy też opisy prawdziwe, dzięki którym poznajemy szczegóły codziennego życia bałkańskich Słowian, Albańczyków, Rumunów, Greków i Turków. Możemy dowiedzieć się wiele o kuchni, zwyczajach – niekiedy szokujących jak dekorowania przez Czarnogórców ogrodzeń głowami zabitych wrogów czy zasady dotyczące spania przez rodziny w ich wioskach. Ciekawostkę stanowi tez fakt, że kawę XVI-wieczni podróżnicy opisują jako potwornie mocny i okropnie gorzki napój odurzający, spożywany przez muzułmanów w miejsce alkoholu, zabronionego przez islam. Autor przytacza mnóstwo egzotycznych opisów, zaznaczając jednak, że wiele z nich tonie obserwacje, tylko przeczytane i przetworzone relacje innych. Wyrządziły one wiele szkody miejscowej ludności, utrwalając nieprawdziwe stereotypy. W efekcie pochodzące z czasów tureckich kamienne mosty identyfikowano jako … pozostałości po Imperium Rzymskim, bo gdzieżby na tym dzikim ale bliskim Wschodzie zbudowano coś tak wartościowego. Gdy pod koniec XIX wieku król Włoch ożenił się z czarnogórską księżniczką pierwsi turyści odwiedzający je krainę „...odkryli, ku swemu zdziwieniu, że Bliski Wschód jest mniej niebezpieczny, niż wiele europejskich stolic”. Inni byli rozczarowani, że wbrew ich oczekiwaniom Albańczycy „jedli posługując się nożem i widelcem”. Z drugiej strony Bożidar Jezernik nie polemizuje z autorami, piętnującymi mieszkańców Bałkanów – niezależnie od religii i wyznania – za hołdowanie zabobonnym praktykom. Wyjaśnia też, kto i dlaczego wydrapywał oczy świętych na malowidłach w cerkwiach. Jednym słowem ani raj, ani piekło, ale za to niesamowicie piękne, egzotyczne i intrygujące miejsce, o własnej historii i tradycjach. Dzięki autorowi czyta się szybko jak świetną powieść a o treści trudno zapomnieć.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 9 1 rok temu
Koczownicy Nenad Veličković
Koczownicy
Nenad Veličković
Powieść „Koczownicy” autorstwa bośniackiego pisarza Nenada Veličkovicia to jedna z tych książek, które pod maską lekkiej, niemal satyrycznej formy, przemycają druzgocącą diagnozę ludzkiej kondycji w obliczu tragedii. To lektura tyleż błyskotliwa, co bolesna, osadzona w realiach oblężonego Sarajewa. Głównym bohaterem i narratorem jest młody chłopak, który wraz z rodziną oraz grupą innych cywilów znajduje schronienie w podziemiach sarajewskiego Muzeum Narodowego. W świecie na zewnątrz panuje wojna – snajperzy, głód i nieustanny ostrzał stały się codziennością. Wewnątrz muzeum czas zdaje się jednak płynąć innym rytmem. Bohaterowie stają się tytułowymi koczownikami, którzy budują namiastkę domu między eksponatami. Śpią obok szkieletów mamutów i antycznych rzeźb, starając się zachować resztki godności w warunkach, które im ją odbierają. Codzienność wypełniają im absurdalne starania o przetrwanie: zdobywanie wody, walka o jedzenie i próby zrozumienia, dlaczego świat o nich zapomniał. Muzeum, zamiast być świątynią kultury, staje się schronem, a jego martwe eksponaty wydają się momentami bardziej „ludzkie” i trwałe niż żywi ludzie ukryci w piwnicach. Recenzja: Humor w cieniu snajperów Nenad Veličković dokonuje w „Koczownikach” niezwykłego wyczynu – pisze o jednym z najmroczniejszych wydarzeń współczesnej Europy z perspektywy pełnej ironii, a nawet wisielczego humoru. Nie jest to jednak humor tani czy lekceważący. To mechanizm obronny, jedyny sposób, w jaki narrator potrafi opisać absurdalność wojny, która zamieniła jego młodość w egzystencję szczura lądowego. Najmocniejszym punktem powieści jest kontrast. Z jednej strony mamy wielką historię i dziedzictwo kulturowe zgromadzone w muzeum, z drugiej – fizjologiczny wręcz głód i strach. Autor unika patosu i wielkich słów o patriotyzmie czy nienawiści etnicznej. Skupia się na szczególe: na smaku marnego jedzenia, na dźwięku spadającego pocisku, na kruchych więziach międzyludzkich, które w obliczu zagrożenia albo się zacieśniają, albo brutalnie pękają. Warto docenić warsztat Veličkovicia – jego język jest prosty, momentami naiwny (co wynika z perspektywy bohatera), ale przez to uderzająco autentyczny. „Koczownicy” to nie tylko kronika oblężenia, to uniwersalna opowieść o tym, że kultura i sztuka w obliczu śmierci stają się jednocześnie bezużyteczne i niezbędne jako ostatni bastion człowieczeństwa. To książka krótka, ale gęsta od emocji. Zmusza do refleksji nad tym, co byśmy zrobili, gdyby nasze cywilizowane życie nagle skurczyło się do rozmiarów muzealnej piwnicy. Veličković nie daje łatwych odpowiedzi ani taniego pocieszenia, ale jego opowieść zostaje w czytelniku na bardzo długo, jak echo wystrzału w pustej sali wystawowej.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Ruta Tannenbaum Miljenko Jergović
Ruta Tannenbaum
Miljenko Jergović
„Ruta Tannenbaum” jak ogon pawia mieni się od ciekawych barw i wzorów. Ma cechy familijnej sagi i stanowi antypocztówkę z przedwojennego Zagrzebia, w którym poraża liczba degeneratów, skrzywusów i straumatyzowanych frustratów. By dać dowód przykładem: rozczarowany życiem Żyd, nad którym kontrolę przejmuje katowskie, nacjonalistyczne alter ego, wyzywa kelnera, a potem z głową na stole płacze i śpi na przemian, aż go rano wyrzucą skacowanego z baru, by szlajał się dalej bez celu, z nierozwiązanymi problemami. Ta Chorwacja Jergovicia to jeden wielki psychiatryk – i to jeszcze przed 1941 r. Tylko personelu jakoś brakuje i pacjenci robią, co chcą. Rozrysowują na ścianach pentagramy i wyznają szatana uprzedzeń, ale kult bardzo szybko zażąda ofiar z własnych wyznawców. Jergović nie czuje ciśnienia, by cały czas siedzieć na main plocie; znajdzie chwilę na sporo zakulisowych historii, czasem wyjątkowo geograficznie i czasowo odległych. Uwagi o zagrzebskiej epidemii kartoflanego zatwardzenia świetnie złagodzą niesmak po gorzkich jak krople żołądkowe lose-life stories. Miljenko Jergović jest bezczelnie wręcz utalentowany, ale nawet on miał szczęście do kilku totolotkowych trafów, na przykład przypowieści o Joszui i Ezechielu-Ezechielu jako wykładni tego, dlaczego Salomon Tannenbaum (czyli kolektywna figura niektórych Żydów i mniejszości, vel wspomniany wcześniej pan z baru) stawał się chorwackim nacjonalistą. (Snajpersko trafione w punkt i jak zobrazowane!). O fabule nie chcę zbyt wiele opowiadać, bo zrobił to już wydawca. Dodam tylko, że autor na pierwszej stronie ustawia minutnik, pokazuje nam, jak ta historia się skończy i że jest deterministycznie nieunikniona – ale za to możemy popatrzeć, jak do tego doszło. Zdumiewa mnie, jak podobny jest zawsze ten mechanizm fanatycznienia, ignoranctwa i przerzucania winy; obserwujemy go nawet teraz, na szczęście nie będąc jeszcze na etapie epilogu. Przynajmniej na razie nie. Jeszcze ciekawostka na koniec: w oryginale słowo „Żyd” pisane jest małą literą (polski przekład jest już z wciśniętym shiftem).
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na 9 1 rok temu
Czasy kóz Luan Starova
Czasy kóz
Luan Starova
Za przyczyną tej książki udałam się do Macedonii czasów komunizmu. Nie była to łatwa podróż, bo czas komunizmu i jego różnych odmian w krajach Europy wschodniej i środkowej jest dla mnie okresem wielkiej niesprawiedliwości, zmarnowanych szans i upodlenia ludzi. Luan Starova opisał czasy bezpośrednio po II Wojnie Światowej i fali ideologii faszystowskiej, która pozostawiła swoje piętno na Europie i jej mieszkańcach, a następnie komunizmu stalinowskiego, który rozlewał się na "bratnie narody", aby zjednoczyć ich w "jedynej, słusznej idei", równości klas robotniczych. I tu zaczyna się opowieść o Macedonii, w której postawiono sobie za cel, iść za "wielkim bratem" i stać się wzorcowym państwem robotników. Na drodze do celu stanęli jednak pasterze i ich kozy, którzy na wezwanie partii zeszli z gór i przybyli do miasta, dosłownie zalewając je białymi kozami. Władze nie wiedziały co robić z tym fantem, jak z pasterzy zrobić robotników, którzy na dodatek mają zbudować nowoczesną i prężną gospodarkę kraju. Problem stał się wielki, ale władze lokalne czekały na jedyne słuszne decyzje z "góry", a na te wiadomo czekało się długo. Zatem w obliczu braku jasnych wytycznych kozy mogły zostać. Ta decyzja dała nieocenione korzyści dla wszystkich mieszkańców miasta, bo kozy to mleko i jego produkty, które pozwały przeżyć, albo odbić się mieszkańcom ze skrajnej biedy i ostrego niedożywienia. Kozy stały się bogactwem tych, którzy je mieli i dobrem dla tych, którzy z nich korzystali, stały się wręcz symbolem życia i przetrwania. "Czasy kóz były burzliwe nie tylko w mieście, ale w całej południowej republice. Kraj stanął w obliczu dramatycznych wyzwań. Przeciągało się "polowanie na czarownice", wytyczano kolejne fingowane procesy, dokonywano brutalnych grabieży pod przykrywką "walki klasowej", trwały niekończące się pogromy religijne i ideologiczne, polała się krew na skutek kolejnych podziałów, kolejnych cichych i głośnych likwidacji." (str. 25) Jedno co działo się na przekór temu złu to był dobroczynny strumień koziego mleka, który płynął, zbliżając ludzi do siebie, niezależnie od wyzwania, klas i narodowości. W książce mamy też wątek dwóch mężczyzn - ojca rodziny, emigranta z Albanii, intelektualisty, myśliciela, filozofa, dla którego sfera intelektualna jest najważniejsza, zaś o podstawowe potrzeby codzienne troszczy się żona. Dzieci głodują, poczęte często umierają, bo ojciec długo podejmuje decyzje. I drugi Czanga, wódz pasterzy, kóz i wszystkiego co tradycyjne i rozsądne. To silny, prawy, mądry i twardo stąpający po ziemi człowiek. Te dwie osobowości zaprzyjaźniają się i dają sobie tak wiele, że żaden by się tego nie spodziewał. "Czasy kóz" to książka zawierająca wiele mądrości, pokazująca losy kraju i jednostki. Filozoficzne rozważania przeplatają się z codziennością, paradoksy uginają od ciężaru głupoty, historia jest opluwana, zaś bieżąca sytuacja jest pełna niedomówień i niepewności. To nie była łatwa lektura, ale po przeczytaniu doceniam jej wartość.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 7 1 rok temu
Biały król György Dragomán
Biały król
György Dragomán
Fascynacja prozatorstwem Magdy Szabó oraz Herty Müller zaprowadziła mnie do rumuńskiego Tirgu Mures, w którym György Dragomán rozlicza się z reżimem komunistycznym ubiegłego stulecia. Wbrew założeniom o prawdopodobnym epatowaniu postacią Ceaușescu, Rumuńską Partią Pracy oraz innymi symbolami opresyjnej władzy, węgierski pisarz sięga po perspektywę dorastającego chłopca, a także jego ogromnej tęsknoty za zesłanym na przymusowe prace ojcem. Codzienność oczami dziecka jest jeszcze bardziej wstrząsająca niż starszego obserwatora rzeczywistości ze względu na prostotę, a zarazem dosłowne znaczenie wykorzystywanych słów. W „Białym królu” nie ma zawoalowanych myśli, ani symbolicznego opisywania brutalnych scen z życia powszechnego. Przemocą skażeni są dorośli, jak również rówieśnicy chłopca, co w prozie węgierskiego pisarza służy unaocznieniu skali okrucieństwa w każdym pokoleniu. Tęsknota za ojcem, której nie są w stanie zagłuszyć drwiny, a niekiedy gnębienie ze strony otoczenia, stanowi ostatni przebłysk nadziei w państwie totalitarnym, dzięki czemu narrator „Białego króla” stara się doszukiwać resztek normalności w zastanym świecie. György Dragomán rezygnuje ze środków stylistycznych, pięknych haseł oraz pokrzepiających cytatów. Wspomniane ozdobniki przeszkadzałyby w rozliczeniu Rumunii z jej ciemnej przeszłości. Autor rekompensuje ich ubogość zdaniami wielokrotnie złożonymi, co wcale nie znaczy, aby zgubił po drodze znaki interpunkcyjne lub zasady składni. György Dragomán wymusza na odbiorcy określony sposób czytania „Białego króla”, czyli jednym tchem, bez zatrzymywania oraz zbędnego analizowania terroru komunistycznego reżimu, który stanowi zamknięty rozdział historii Rumunii.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 2 lata temu
Generał martwej armii Ismail Kadare
Generał martwej armii
Ismail Kadare
"Generał martwej armii" to debiutancka powieść Ismaila Kadarego, opublikowana w 1963 roku w Albanii, w czasach reżimu Envera Hoxhy. Kadare miał wtedy niespełna trzydzieści lat. Studiował wcześniej w Moskwie w Instytucie Gorkiego, ale po zerwaniu Albanii ze Związkiem Radzieckim wrócił do kraju. Powieść stała się jego literackim wejściem na scenę - od razu wyjątkowym tekstem. Akcja rozgrywa się kilka lat po II wojnie światowej. Do Albanii przybywa włoski generał wraz z księdzem. Ich zadanie to odnalezienie i ekshumacja szczątków włoskich żołnierzy poległych podczas nieudanej inwazji na Grecję w latach 1940-41. Przez miesiące przemierzają deszczowy, surowy krajobraz Albanii, zbierając kości z gór, pól i zapomnianych mogił. Misja, która miała być patriotycznym obowiązkiem, zamienia się w doświadczenie absurdu i egzystencjalnego rozpadu. Aby zrozumieć tę powieść trzeba sięgnąć do kontekstu historycznego Albanii II wojny światowej. W 1939 roku Albania została zajęta przez faszystowskie Włochy Mussoliniego. W 1940 roku z terytorium Albanii Włosi zaatakowali Grecję -kampania zakończyła się militarną kompromitacją. Po kapitulacji Włoch w 1943 roku kraj przejęli Niemcy. W 1944 roku władzę zdobyli komuniści pod przywództwem Envera Hoxhy. Albania wyszła z wojny zniszczona, ale z silnym mitem partyzanckiego zwycięstwa. Po wojnie Albania stała się jednym z najbardziej zamkniętych i represyjnych państw Europy. Zerwała najpierw z Jugosławią, potem z ZSRR, a później nawet z Chinami. Panowała totalna izolacja międzynarodowa, wszechobecna kontrola, propaganda i tysiące betonowych bunkrów budowanych w paranoicznym lęku przed inwazją. W takim państwie Kadare pisał swoją powieść. W powieści generał przyjeżdża, by "zebrać swoich", ale zamiast godnego zamknięcia historii dostaje błoto, anonimowe kości i rozpadającą się pamięć. Ta powieść to metafora Europy po 1945 roku- kontynentu zamienionego w przestrzeń masowych grobów: Verdun, Katyń, Bałkany, obozy zagłady, fronty wschodnie i zachodnie. Kadare pokazuje, że wojna nie kończy się pokojem. Trwa w krajobrazie i pamięci długo po wojnie. Generał próbuje uporządkować przeszłość, ale kości mieszają się ze sobą, a narodowe narracje zderzają się z anonimowością śmierci. To powieść drogi, ale droga prowadzi wyłącznie przez błoto, pamięć i śmierć. Kadare nie opisuje heroizmu ani zwycięstwa. Pokazuje wojnę jako bezsensowną machinę produkującą anonimowe kości. Mówi o niej bez patosu, ukazując imperialną pychę i jej konsekwencje. Zadaje pytanie: co zostaje po historii -pomniki czy błoto? To książka o tym, że nawet zwycięzcy muszą kiedyś wrócić po swoich martwych, a wtedy okazuje się, że historia nie daje się uporządkować tak łatwo, jak chcieliby generałowie. Jest to jedna z pierwszych powieści, która uczyniła albański pejzaż literackim bohaterem: dzikim, nieprzystępnym, obcym dla przybysza z Zachodu. Choć powstała w totalitarnym państwie, nie jest wprost propagandowa. To medytacja nad klęską, odpowiedzialnością i absurdem historii, groźna dla każdej ideologii, bo pokazuje bezsens śmierci i pustkę heroicznych narracji. Bardzo warto!
Leliwaj - awatar Leliwaj
ocenił na 8 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Konsulowie ich cesarskich mości

Więcej
Ivo Andrić Konsulowie ich cesarskich mości Zobacz więcej
Ivo Andrić Konsulowie ich cesarskich mości Zobacz więcej
Ivo Andrić Konsulowie ich cesarskich mości Zobacz więcej
Więcej