Spojrzenie anioła

Okładka książki Spojrzenie anioła
Drago Jančar Wydawnictwo: Pogranicze Seria: Meridian literatura piękna
196 str. 3 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Meridian
Data wydania:
2002-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2002-01-01
Liczba stron:
196
Czas czytania
3 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
8386872357
Tłumacz:
Joanna Pomorska
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Spojrzenie anioła w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Spojrzenie anioła

Średnia ocen
6,7 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1208
425

Na półkach: , ,

Słowenia jest jednym z najbardziej zamożnych i rozwiniętych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. To niewielki lecz bardzo interesujący i zróżnicowany kraj. Przepiękne góry, czyste jeziora, morze, senne, portowe miasteczka, jak i duże metropolie. Kraj, który ma bogatą, ale bardzo trudną historię. Ukochane miejsce Drago Jančara, który urodził się w Mariborze, w 1948 roku. Z powodu „szerzenia wrogiej propagandy” w 1974 roku został aresztowany. Poniżany, szykanowany, więziony, po uwolnieniu zdecydował przeprowadzić się do do Lublany, gdzie poznał wielu wpływowych artystów i intelektualistów, krytycznie nastawionych wobec restrykcyjnej polityki kulturalnej władz komunistycznych. Zajął się pisaniem scenariuszy, nowel, opowiadań.

"Spojrzenie anioła" to jedna z jego książek, w której podróżując po różnych zakątkach świata przedstawia historie życia różnych osób, z pochodzenia Słoweńców. Są to mniej lub bardziej znane postacie, ich dramaty i traumy. Każde opowiadanie ma inny charakter, ale każde utrzymane jest w bałkańskim klimacie. Smutne, trudne, czasami mrożące krew w żyłach, brutalne, ukazujące niesprawiedliwość i zło naszego świata, a przede wszystkim traktujące o śmierci.

Kolejne ciekawe spotkanie z literaturą bałkańską za mną. Troszkę inne bo formie opowiadań, a nie powieści, ale na pewno poznawcze i dość interesujące. Zmusiło mnie do pogrzebania w internecie i doczytania wielu faktów historycznych, o których wcześniej nie słyszałam. Ja tak lubię, to mój żywioł !

Słowenia jest jednym z najbardziej zamożnych i rozwiniętych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. To niewielki lecz bardzo interesujący i zróżnicowany kraj. Przepiękne góry, czyste jeziora, morze, senne, portowe miasteczka, jak i duże metropolie. Kraj, który ma bogatą, ale bardzo trudną historię. Ukochane miejsce Drago Jančara, który urodził się w Mariborze, w 1948 roku. Z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

60 użytkowników ma tytuł Spojrzenie anioła na półkach głównych
  • 31
  • 29
24 użytkowników ma tytuł Spojrzenie anioła na półkach dodatkowych
  • 14
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki The Stranger Next Door: An Anthology from the Other Europe David Albahari, Vladimir Arsenijević, Bora Ćosić, Slavenka Drakulić, Drago Jančar, Miljenko Jergović, Ismail Kadare, Fatos Kongoli, Charles Simic, Biljana Srbljanović, Saša Stanišić, Luan Starova, Nenad Veličković, Dragan Velikić
Ocena 0,0
The Stranger Next Door: An Anthology from the Other Europe David Albahari, Vladimir Arsenijević, Bora Ćosić, Slavenka Drakulić, Drago Jančar, Miljenko Jergović, Ismail Kadare, Fatos Kongoli, Charles Simic, Biljana Srbljanović, Saša Stanišić, Luan Starova, Nenad Veličković, Dragan Velikić
Drago Jančar
Drago Jančar
Drago Jančar urodził się 13 kwietnia 1948 roku w Mariborze. Po ukończeniu studiów prawniczych pracował jako dziennikarz w mariborskim dzienniku Večer i tygodniku 7 dni. W 1974 roku został skazany na rok więzienia za "wrogą propagandę". Po trzech miesiącach pobytu w więzieniu, ułaskawiony, odbył służbę wojskową we Vranju (południowa Serbia). W latach 1979-1980 był kierownikiem literackim wytwórni filmowej Viba film w Lublanie, od 1981 jest redaktorem i sekretarzem wydawnictwa Slovenska matica tamże. W latach 1987-1991 był prezesem słoweńskiego Pen Clubu. Autor powieści: Petintrideset stopinj (Trzydzieści pięć stopni, 1974), Galjot (Galernik, 1978), Severni sij (Zorza polarna, 1984), Posmehljivo poželenje (Drwiące żądze, 1993), Zvenenje v glavi (Dźwięczenie w głowie, 1998), Katarina, pav in jezuit (Katarzyna, paw i jezuita, 2000) i zbiorów opowiadań: Romanje gospoda Houžvičke (Pielgrzymka pana Houžvički, 1971), O bledem hudodelcu (O bladym przestępcy, 1978), Smrt pri Mariji Snežni (Śmierć koło Matki Boskiej Śnieżnej, 1985), Pogled angela (Spojrzenie anioła, 1992), Augsburg in druge resnične zgodbe (Augsburg i inne prawdziwe historie, 1994), Prikazen iz Rovenske (Upiór z Rovenskiej, 1998). W 1993 roku otrzymał Nagrodę im. France Preąerna (najwyższe słoweńskie odznaczenie w dziedzinie kultury), a w 1994 roku - Europejską Nagrodę za Krótką Prozę, przyznawaną w Arnsberg (Niemcy). Jego książka Katarzyna, paw i jezuita została wyróżniona nagrodą Kresnik za najlepszą słoweńską powieść w 2000 roku. Jest autorem nagradzanych sztuk teatralnych. Mieszka w Lublanie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Marakesz Václav Pankovčín
Marakesz
Václav Pankovčín
Jest w tej książce pewna nostalgia i smutek za minioną epoką, za tyglem, za karuzelą różnobarwnych postaci wiejskich kobiet i mężczyzn. Prostych ludzi – Słowaków, Żydów i Polaków – którzy żyją tak, jak żyli ich przodkowie; którzy może pragną innego, lepszego „życia wielkiego miasta”, ale boją się nieznanego, brakuje im odwagi lub po prostu pogodzili się ze swoim losem. To książka o prostym i ciężkim życiu gdzieś na dalekiej Słowacji, ale taki „Marrakesz” znajdzie się wszędzie. Te same problemy, te same oczekiwania i nadzieje. Marrakesz Vaclava Pankovica to piękna, liryczna historia, w której realizm magiczny przeplata się z poetycką prozą, humor z groteską, a czas płynie leniwie. Prócz pięknej historii nie sposób nie docenić polskiej okładki książki projektu Kamila Targosza z wykorzystaniem obrazu Andrzeja Kozyry. W tym wypadku stwierdzenie „nie oceniaj książki po okładce” zupełnie się nie sprawdza. There is a certain nostalgia and sadness in this book for a bygone era, for that melting pot, for the carousel of colorful characters—village women and men. Simple people: Slovaks, Jews, and Poles who live as their ancestors once lived; who perhaps long for a different, better “big city life,” yet fear the unknown, lack the courage, or have simply come to terms with their fate. It is a book about a simple and difficult life somewhere in distant Slovakia, but such a “Marrakesh” can be found anywhere. The same problems, the same expectations and hopes. Marrakesh by Vaclav Pankovic is a beautiful, lyrical story in which magical realism intertwines with poetic prose, humor with grotesque elements, and time flows lazily. Apart from the beautiful story, it is impossible not to appreciate the Polish book cover designed by Kamil Targosz, featuring a painting by Andrzej Kozyra. In this case, the saying “don’t judge a book by its cover” definitely does not apply.
RobertTomasz - awatar RobertTomasz
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Czasy kóz Luan Starova
Czasy kóz
Luan Starova
Za przyczyną tej książki udałam się do Macedonii czasów komunizmu. Nie była to łatwa podróż, bo czas komunizmu i jego różnych odmian w krajach Europy wschodniej i środkowej jest dla mnie okresem wielkiej niesprawiedliwości, zmarnowanych szans i upodlenia ludzi. Luan Starova opisał czasy bezpośrednio po II Wojnie Światowej i fali ideologii faszystowskiej, która pozostawiła swoje piętno na Europie i jej mieszkańcach, a następnie komunizmu stalinowskiego, który rozlewał się na "bratnie narody", aby zjednoczyć ich w "jedynej, słusznej idei", równości klas robotniczych. I tu zaczyna się opowieść o Macedonii, w której postawiono sobie za cel, iść za "wielkim bratem" i stać się wzorcowym państwem robotników. Na drodze do celu stanęli jednak pasterze i ich kozy, którzy na wezwanie partii zeszli z gór i przybyli do miasta, dosłownie zalewając je białymi kozami. Władze nie wiedziały co robić z tym fantem, jak z pasterzy zrobić robotników, którzy na dodatek mają zbudować nowoczesną i prężną gospodarkę kraju. Problem stał się wielki, ale władze lokalne czekały na jedyne słuszne decyzje z "góry", a na te wiadomo czekało się długo. Zatem w obliczu braku jasnych wytycznych kozy mogły zostać. Ta decyzja dała nieocenione korzyści dla wszystkich mieszkańców miasta, bo kozy to mleko i jego produkty, które pozwały przeżyć, albo odbić się mieszkańcom ze skrajnej biedy i ostrego niedożywienia. Kozy stały się bogactwem tych, którzy je mieli i dobrem dla tych, którzy z nich korzystali, stały się wręcz symbolem życia i przetrwania. "Czasy kóz były burzliwe nie tylko w mieście, ale w całej południowej republice. Kraj stanął w obliczu dramatycznych wyzwań. Przeciągało się "polowanie na czarownice", wytyczano kolejne fingowane procesy, dokonywano brutalnych grabieży pod przykrywką "walki klasowej", trwały niekończące się pogromy religijne i ideologiczne, polała się krew na skutek kolejnych podziałów, kolejnych cichych i głośnych likwidacji." (str. 25) Jedno co działo się na przekór temu złu to był dobroczynny strumień koziego mleka, który płynął, zbliżając ludzi do siebie, niezależnie od wyzwania, klas i narodowości. W książce mamy też wątek dwóch mężczyzn - ojca rodziny, emigranta z Albanii, intelektualisty, myśliciela, filozofa, dla którego sfera intelektualna jest najważniejsza, zaś o podstawowe potrzeby codzienne troszczy się żona. Dzieci głodują, poczęte często umierają, bo ojciec długo podejmuje decyzje. I drugi Czanga, wódz pasterzy, kóz i wszystkiego co tradycyjne i rozsądne. To silny, prawy, mądry i twardo stąpający po ziemi człowiek. Te dwie osobowości zaprzyjaźniają się i dają sobie tak wiele, że żaden by się tego nie spodziewał. "Czasy kóz" to książka zawierająca wiele mądrości, pokazująca losy kraju i jednostki. Filozoficzne rozważania przeplatają się z codziennością, paradoksy uginają od ciężaru głupoty, historia jest opluwana, zaś bieżąca sytuacja jest pełna niedomówień i niepewności. To nie była łatwa lektura, ale po przeczytaniu doceniam jej wartość.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 7 1 rok temu
Ruta Tannenbaum Miljenko Jergović
Ruta Tannenbaum
Miljenko Jergović
„Ruta Tannenbaum” jak ogon pawia mieni się od ciekawych barw i wzorów. Ma cechy familijnej sagi i stanowi antypocztówkę z przedwojennego Zagrzebia, w którym poraża liczba degeneratów, skrzywusów i straumatyzowanych frustratów. By dać dowód przykładem: rozczarowany życiem Żyd, nad którym kontrolę przejmuje katowskie, nacjonalistyczne alter ego, wyzywa kelnera, a potem z głową na stole płacze i śpi na przemian, aż go rano wyrzucą skacowanego z baru, by szlajał się dalej bez celu, z nierozwiązanymi problemami. Ta Chorwacja Jergovicia to jeden wielki psychiatryk – i to jeszcze przed 1941 r. Tylko personelu jakoś brakuje i pacjenci robią, co chcą. Rozrysowują na ścianach pentagramy i wyznają szatana uprzedzeń, ale kult bardzo szybko zażąda ofiar z własnych wyznawców. Jergović nie czuje ciśnienia, by cały czas siedzieć na main plocie; znajdzie chwilę na sporo zakulisowych historii, czasem wyjątkowo geograficznie i czasowo odległych. Uwagi o zagrzebskiej epidemii kartoflanego zatwardzenia świetnie złagodzą niesmak po gorzkich jak krople żołądkowe lose-life stories. Miljenko Jergović jest bezczelnie wręcz utalentowany, ale nawet on miał szczęście do kilku totolotkowych trafów, na przykład przypowieści o Joszui i Ezechielu-Ezechielu jako wykładni tego, dlaczego Salomon Tannenbaum (czyli kolektywna figura niektórych Żydów i mniejszości, vel wspomniany wcześniej pan z baru) stawał się chorwackim nacjonalistą. (Snajpersko trafione w punkt i jak zobrazowane!). O fabule nie chcę zbyt wiele opowiadać, bo zrobił to już wydawca. Dodam tylko, że autor na pierwszej stronie ustawia minutnik, pokazuje nam, jak ta historia się skończy i że jest deterministycznie nieunikniona – ale za to możemy popatrzeć, jak do tego doszło. Zdumiewa mnie, jak podobny jest zawsze ten mechanizm fanatycznienia, ignoranctwa i przerzucania winy; obserwujemy go nawet teraz, na szczęście nie będąc jeszcze na etapie epilogu. Przynajmniej na razie nie. Jeszcze ciekawostka na koniec: w oryginale słowo „Żyd” pisane jest małą literą (polski przekład jest już z wciśniętym shiftem).
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na 9 1 rok temu
Biały król György Dragomán
Biały król
György Dragomán
Fascynacja prozatorstwem Magdy Szabó oraz Herty Müller zaprowadziła mnie do rumuńskiego Tirgu Mures, w którym György Dragomán rozlicza się z reżimem komunistycznym ubiegłego stulecia. Wbrew założeniom o prawdopodobnym epatowaniu postacią Ceaușescu, Rumuńską Partią Pracy oraz innymi symbolami opresyjnej władzy, węgierski pisarz sięga po perspektywę dorastającego chłopca, a także jego ogromnej tęsknoty za zesłanym na przymusowe prace ojcem. Codzienność oczami dziecka jest jeszcze bardziej wstrząsająca niż starszego obserwatora rzeczywistości ze względu na prostotę, a zarazem dosłowne znaczenie wykorzystywanych słów. W „Białym królu” nie ma zawoalowanych myśli, ani symbolicznego opisywania brutalnych scen z życia powszechnego. Przemocą skażeni są dorośli, jak również rówieśnicy chłopca, co w prozie węgierskiego pisarza służy unaocznieniu skali okrucieństwa w każdym pokoleniu. Tęsknota za ojcem, której nie są w stanie zagłuszyć drwiny, a niekiedy gnębienie ze strony otoczenia, stanowi ostatni przebłysk nadziei w państwie totalitarnym, dzięki czemu narrator „Białego króla” stara się doszukiwać resztek normalności w zastanym świecie. György Dragomán rezygnuje ze środków stylistycznych, pięknych haseł oraz pokrzepiających cytatów. Wspomniane ozdobniki przeszkadzałyby w rozliczeniu Rumunii z jej ciemnej przeszłości. Autor rekompensuje ich ubogość zdaniami wielokrotnie złożonymi, co wcale nie znaczy, aby zgubił po drodze znaki interpunkcyjne lub zasady składni. György Dragomán wymusza na odbiorcy określony sposób czytania „Białego króla”, czyli jednym tchem, bez zatrzymywania oraz zbędnego analizowania terroru komunistycznego reżimu, który stanowi zamknięty rozdział historii Rumunii.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 2 lata temu
Koczownicy Nenad Veličković
Koczownicy
Nenad Veličković
Powieść „Koczownicy” autorstwa bośniackiego pisarza Nenada Veličkovicia to jedna z tych książek, które pod maską lekkiej, niemal satyrycznej formy, przemycają druzgocącą diagnozę ludzkiej kondycji w obliczu tragedii. To lektura tyleż błyskotliwa, co bolesna, osadzona w realiach oblężonego Sarajewa. Głównym bohaterem i narratorem jest młody chłopak, który wraz z rodziną oraz grupą innych cywilów znajduje schronienie w podziemiach sarajewskiego Muzeum Narodowego. W świecie na zewnątrz panuje wojna – snajperzy, głód i nieustanny ostrzał stały się codziennością. Wewnątrz muzeum czas zdaje się jednak płynąć innym rytmem. Bohaterowie stają się tytułowymi koczownikami, którzy budują namiastkę domu między eksponatami. Śpią obok szkieletów mamutów i antycznych rzeźb, starając się zachować resztki godności w warunkach, które im ją odbierają. Codzienność wypełniają im absurdalne starania o przetrwanie: zdobywanie wody, walka o jedzenie i próby zrozumienia, dlaczego świat o nich zapomniał. Muzeum, zamiast być świątynią kultury, staje się schronem, a jego martwe eksponaty wydają się momentami bardziej „ludzkie” i trwałe niż żywi ludzie ukryci w piwnicach. Recenzja: Humor w cieniu snajperów Nenad Veličković dokonuje w „Koczownikach” niezwykłego wyczynu – pisze o jednym z najmroczniejszych wydarzeń współczesnej Europy z perspektywy pełnej ironii, a nawet wisielczego humoru. Nie jest to jednak humor tani czy lekceważący. To mechanizm obronny, jedyny sposób, w jaki narrator potrafi opisać absurdalność wojny, która zamieniła jego młodość w egzystencję szczura lądowego. Najmocniejszym punktem powieści jest kontrast. Z jednej strony mamy wielką historię i dziedzictwo kulturowe zgromadzone w muzeum, z drugiej – fizjologiczny wręcz głód i strach. Autor unika patosu i wielkich słów o patriotyzmie czy nienawiści etnicznej. Skupia się na szczególe: na smaku marnego jedzenia, na dźwięku spadającego pocisku, na kruchych więziach międzyludzkich, które w obliczu zagrożenia albo się zacieśniają, albo brutalnie pękają. Warto docenić warsztat Veličkovicia – jego język jest prosty, momentami naiwny (co wynika z perspektywy bohatera), ale przez to uderzająco autentyczny. „Koczownicy” to nie tylko kronika oblężenia, to uniwersalna opowieść o tym, że kultura i sztuka w obliczu śmierci stają się jednocześnie bezużyteczne i niezbędne jako ostatni bastion człowieczeństwa. To książka krótka, ale gęsta od emocji. Zmusza do refleksji nad tym, co byśmy zrobili, gdyby nasze cywilizowane życie nagle skurczyło się do rozmiarów muzealnej piwnicy. Veličković nie daje łatwych odpowiedzi ani taniego pocieszenia, ale jego opowieść zostaje w czytelniku na bardzo długo, jak echo wystrzału w pustej sali wystawowej.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki Miljenko Jergović
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki
Miljenko Jergović
Cyt.: „Jego oczy patrzą teraz nicości w twarz, czekają, aż z którejś strony pojawi się Bóg i powie mu, że po tamtej stronie i dla ludzi wszędzie obcych znajdzie się miejsce.” Miljenko Jergović, ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” Miljenko Jergović, bośniacki poeta, prozaik i publicysta, z pochodzenia Chorwat, urodzony i wychowany w Sarajewie, od 1993 roku mieszkający i pracujący w Zagrzebiu za swoją wydaną w 2008 roku powieść „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” otrzymał cztery lata później Nagrodę Literacką Europy Wschodniej Angelus. To nagroda przyznawana w dziedzinie twórczości prozatorskiej, napisanej w języku polskim lub tłumaczonej na język polski , która od niemal dekady zyskuje na znaczeniu w świecie literackim. To dzięki tej nagrodzie polski czytelnik może odkrywać takie nazwiska jak György Spiró, Swietłana Aleksijewicz, Josef Škvorecký, Oksana Zabużko, Serhij Żadan, Varujan Vosganian, Georgi Gospodinow czy Goran Vojnović. ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” to opowieść o tajemniczej i brutalnej śmierci Srdy Kapurowej, dziewczynki żebrzącej na ulicach Zagrzebia, której pochodzenia nikt nie potrafi ustalić. Skąd pochodzi? Z Mołdawii, Rumunii, Ukrainy czy też jeszcze z innego zakątka Europy? Jak znalazła się w Zagrzebiu? Pięciu bohaterów, z których każdy opowiada swoją historię i która w jakiś sposób łączy go ze śmiercią dziewczynki. Serb urodzony w regionie Lika w Chorwacji, Chorwat, którego rodzina pochodzi z Bośni, Chorwat z Banja Luki, Chorwat, który całe swoje dzieciństwo i młodość spędził w Belgradzie i w końcu Chorwat z Sarajewa, którego dziadek przywędrował na Bałkany z Czech. Tak naprawdę ta tragiczna śmierć to w zasadzie pretekst dla Miljenko Jergovića do opowiedzenia bolesnej historii Bałkanów, tego tygla narodów który wybuchał już wiele razy. To na ostatniej dekadzie wieku XX skupia się autor, gdy w kilka lat po śmierci Josipa Broz Tity Jugosławia rozpadła się jak domek z kart i wybuchła krwawa wojna domowa. Gdy zaczęło być ważne jaką religię wyznajesz, czy w kościele katolickim broń Boże nie żegnasz się trzema palcami i najważniejsze jakiej jesteś narodowości. Przestało mieć znaczenie, że urodziłeś się na tej ziemi i tu mieszkali twoi przodkowie – nie jesteś nasz, jesteś oby. Jesteś Chorwatem czy Bośniakiem w Serbii a Serbem w Chorwacji, wracaj do siebie, wracaj do domu. I nie jest ważne, że ten twój dom był właśnie tutaj. To historia Jugosławii, jej rozpadu i krwawego konfliktu ale nie tylko. Bo Miljenko Jergović opowiada swoje historie w sposób zadziwiający i jednocześnie niezwykle piękny. Z jednej historii przechodzi niezauważenie do następnej, po niej do kolejnej i jeszcze jednej, opowiadając o skomplikowanych losach mieszkańców Bałkanów i losach Chorwacji, od czasów Austro – Węgier, Królestwa Serbów Chorwatów i Słoweńców, Niepodległego Państwa Chorwackiego Ante Pavelica, Jugosławii, wojny domowej i niepodległej Chorwacji. Opowiada o ludziach, którzy, choć żyli obok siebie zawsze byli obcy czy inni. I to o nich jest ta książka. Niezwykła, urzekająca wręcz opowieść.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 9 1 rok temu
Twierdza Meša Selimović
Twierdza
Meša Selimović
Jakże jestem wdzięczny mojemu... yyy... losowi czy mojej konstrukcji psychicznej (duszy?), że ciągnie mnie, i zawsze ciągnęło do literatury nieoczywistej, często omijanej, niezauważanej, zapominanej. O ileż uboższe, monochromatyczniejsze byłoby moje czytanie bez tych niezrównanych Słowian południowych, Ukraińców, Greków, Norwegów czy Hindusów. Także ta powieść, przeczytana uchem (bo powiedzcie sami patrząc na okładkę - czy coś tak ohydnie wydanego chciałoby się wziąć do ręki?) przyniosła mi wiele, i przeżywać mi pozwoliła, i rozmyślać, i zastygnąć czasem gdzieś między myślą a uczuciem. W pewnej mierze moralitet, prawie traktat etyczny, także esej o drogach i wyborach życiowych, a przy tym drobiazgowy obraz duszy i umysłu młodego, nad wyraz inteligentnego człowieka, którego to obrazu nie sposób ocenić jednoznacznie. Dobrze byłoby z kimś o tym podyskutować, ale z kim, skoro nikt tego nie czyta... Zanim skończyłem książkę, chciałem napisać w opinii, że przesłaniem powieści jest przestroga przed zbytnim rozstrząsaniem każdego elementu życia zamiast zwyczajnie przeżywania go, ale teraz widzę, że to nie takie proste. Że taka ścieżka też może, choć nie musi, doprowadzić do dobrego, spełnionego życia. Autor, jak widać, podaje czytelnikowi sporo wątków do rozważań, ale żadnego nie kończy konkluzją. I może to jest w powieści Selimovića najlepsze. Poza plastycznym, barwnym opisem Bośni pod panowaniem tureckim, słowiańskiego kraju przesiąkniętego kulturą i filozofią muzułmańską, arabską, przez co odczuwa się to miejsce jak jednocześnie bliskie i swojskie oraz bardzo egzotyczne, inne. No i świetne tłumaczenie Marii Krukowskiej. Tylko ta nieszczęsna okładka...
Mario - awatar Mario
ocenił na 10 7 lat temu
Koncert Muharem Bazdulj
Koncert
Muharem Bazdulj
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) Koncert zespołu jako jedno z najważniejszych wydarzeń w nowożytnej historii całego narodu i symbol powrotu do normalności po druzgocącej wojnie, która zdefiniowała postrzeganie nowopowstałego państwa w oczach światowej opinii publicznej? Brzmi nieprawdopodobnie, ale coś takiego wydarzyło się naprawdę – 23 września 1997 roku na stadionie, który 13 lat wcześniej był areną XIV Zimowych Igrzysk Olimpijskich, odbył się koncert będącej wówczas u absolutnego szczytu sławy grupy U2. Sam pamiętam to wydarzenie dość mgliście – byłem ledwie nastolatkiem, ale nie ulega wątpliwości, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń – nie tylko muzycznych – całej dekady, a dla młodego, a okrutnie już poturbowanego przez wojnę państwa było to coś w rodzaju założycielskiego mitu: i mit ten w swojej króciutkiej (zbyt krótkiej!) książce próbuje przywołać, opisać i zrozumieć Bazdulj. Zadanie to karkołomne, choć sam koncept wyjściowy wydaje się być samograjem – literatura jednak różnie radzi sobie z opisem muzyki, a z tej autor czyni siłę napędową całej opowieści. Oto bowiem obserwujemy przygotowania do koncertu, dowiadujemy się mnóstwa faktów (że po raz pierwszy od zakończenia wojny przywrócono kolej w Bośni!), danych (ile kilometrów kabli wykorzystano i ile ton sprzętu przywieźli ze sobą muzycy), przede wszystkim jednak obserwujemy, jak sam koncert przeżywają biorący w nim udział ludzie – nie tylko mieszkańcy Sarajewa, ale przybysze z całej byłej Jugosławii! Dla jednych to wydarzenie, które zmieni ich życie, dla innych rozczarowanie lub „kolejny koncert, nic wielkiego”, dla jeszcze innych okazja, by po raz pierwszy stanąć obok przedstawicieli wrogiego narodu i uczestniczyć razem w wielkim wydarzeniu. Obserwujemy reakcje uczestników koncertu, wraz z nimi śledzimy to, co na scenie robi Bono, jak teksty piosenek U2 rezonują z ich własnymi emocjami, wreszcie jak całe to – medialne i obserwowane przez cały świat – wydarzenie wpływa na ich poczucie tożsamości. I tylko chciałoby się, żeby książce towarzyszył... soundtrack, bo od razu ma się ochotę wysłuchać wszystkich tych utworów. Albo najlepiej całego koncertu.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 8 1 rok temu
Krzesło Eliasza Igor Štiks
Krzesło Eliasza
Igor Štiks
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) „Urodziłem się dwa razy, raz w Wiedniu w 1942 roku, drugi raz w Sarajewie pół wieku później” - to jedno z pierwszych zdań powieści, które mogłoby być początkiem zupełnie innej książki, którą chciałbym przeczytać. Takiej, w której byłoby nie metaforą, ale czymś bardziej dosłownym. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu autor nie idzie tym tropem, co nie zmienia faktu, że udaje mu się zbudować opowieść niezwykle interesującą i wciągającą od samego początku. A już zupełnie na poważnie – takiej książki było mi potrzeba po całej serii książek o Bośni wprost odnoszących się do wojny (nawet, jeśli robiły to z innej strony, jak „Koncert”). „Krzesłu Eliasza” bliżej bowiem do Reverte'a, Remarqua czy Marqueza, zachwyceni powinni być też fani Zafona, Zusaka czy Doerra – Štiks ma bowiem ambicje stworzyć „wielką powieść” o wielkich sprawach. I jeśli uwzględnimy dodatkowo, że mamy do czynienia z debiutem (!), to efekt jest znakomity. Mamy tu i narracyjny rozmach – wszyscy ci zmienni opowiadacze, szkatułkowość kompozycji, przeskoki czasowe i gatunkowe, do tego bardzo wyraźny i (co ważne!) uzasadniony podkład z wielkiej literatury, znajdziemy tu bowiem odniesienia i do „Homo Fabera” Frischa, i „Króla Edypa”, i „Odysei”, wątki mitologiczne będą zresztą wszechobecne (już na samym początku bowiem istotnym odwołaniem będzie mit o Orfeuszu). Wszystko to jednak nie jest tylko grą literacką i pokazem zdolności autora, ale rzeczywiście służy samej opowieści, ukazując ją w szerszym, niemalże kosmicznym wymiarze. A przy tym wszystkim dostajemy też bardzo konkretne obrazy: Austrii z lat 40. XX wieku, Bośni z epicentrum działań wojennych i mnóstwa momentów „pomiędzy”. Zajmujące jest też będące ramą całej opowieści „śledztwo” głównego bohatera, pisarza Richarda Richtera, który próbując poznać swoje pochodzenie, odbędzie swoją prywatną odyseję w czasie i przestrzeni – stopniowe odkrywanie tajemnicy daje naprawdę dużo satysfakcji, choć od początku przeczuwamy, do czego to wszystko zmierza (ech, te konteksty!). Świetnie napisana, nieoczywista książka – i pomyśleć, że znalazłem ją za grosze w internetach...
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 8 1 rok temu
Książka o Unie Faruk Šehić
Książka o Unie
Faruk Šehić
„Książka o Unie” to bardzo dziwne i trudne do sklasyfikowania dzieło. Jej autor, Faruk Šehić, w czasach wojny domowej w Bośni i Hercegowinie był porucznikiem, dowodzącym oddziałem składającym się ze 130 żołnierzy. Przeżyte okropieństwa usilnie stara się wyrzucić z pamięci, lecz świadomy, że słów nie można się pozbyć, ponieważ one zawsze wrócą, decyduje się napisać właśnie „Książkę o Unie”, ukochanej rzece swojego dzieciństwa i wczesnej młodości, nad którą znajdował się dom jego babci. Autor prezentuje zbiór opowiadań, które tak naprawdę nie są opowiadaniami. Tworzą fabułę, której nie ma, są za to poprzecinane naturą sceny z życia. Raz otrzymujemy wspomnienia z czasów szkolnych, za moment historię o łowieniu ryb, jedną z wielu, by za moment przejść do pierwszej połowy lat 90. i historii o dehumanizacji człowieka, gdy autor wraz z kolegami śmiali się, gdy chowano ich towarzysza broni. Jednego z wielu. Pogrzebów było w końcu tyle, ile ryb w Unie. I tym samym znów wracamy do szczęśliwych chwil młodości, gdy rok 1992 jeszcze nie nastał, wrogowie byli przyjaznymi wobec siebie sąsiadami, a dom babci stał na swoim miejscu, tuż przy rzece. I gdy młodzi ludzie jeszcze nie zdawali sobie sprawy, że w ich ukochanej Jugosławii naród Jugosłowian jest najmniej liczny ze wszystkich zamieszkujących ten kraj. W całość bardzo gęsto wplątane zostały wątki z kultury, zarówno tej popularnej, jak i wyższej, a ile gatunków ryb przedstawia nam Šehić, tyle też w książce odniesień do światowych filozofii. Wszystko to sprawia, że „Książka o Unie” jest bez wątpienia interesującym przedstawieniem wojennej traumy i ciekawym uzupełnieniem wiedzy o losach Bośni i Hercegowiny, ale jednocześnie jest trudna w odbiorze. Myśli autora płyną z nurtem jakiejś drugiej Uny, niewidzialnej dla zwykłego czytelnika, który zaczynając przygodę z tą książką jest jak ryba – widzi haczyk, przynętę, podwodne rośliny i taflę, gdzieś nad swoją głową. Nie widzi natomiast tego, co jest dalej, a ile zobaczy, zależy tylko od jego horyzontów poznania. Po bardziej szczegółową recenzję zapraszam do siebie - https://kulturalnynihilista.pl/ksiazka-o-unie-faruk-sehic-bosnia-i-hercegowina-cz-9/
KulturalnyNihilista - awatar KulturalnyNihilista
oceniła na 6 4 lata temu
Ministerstwo bólu Dubravka Ugrešić
Ministerstwo bólu
Dubravka Ugrešić
Jak żyć po wojnie? A właściwie - po co żyć po wojnie? Jak można, po tych wszystkich krzywdach, jakich się doświadczyło i jakich się wyrządziło bliźniemu, po absolutnym zbeszczeszczeniu idei człowieczeństwa, choćby starać się, żyć normalnie? Śmiać się, zakochiwać? Czy jest to w ogóle możliwe, czy są to jedynie twarze aktorów w maskach przed nami? Czuję, że takie pytania zadaje Dubravka Ugrešić w swoim "Ministerstwie bólu". Nie wiem, czy znalazła na nie odpowiedzi, ale na pewno poprzez tę książkę udało się oddać jej oddać kwintesencję rozrywającego od środka bólu, jaki każdego dnia odczuwali uchodźcy lat dziewięćdziesiątych. Nie musieli zmagać się tylko z poczuciem wyobcowania w obcym kraju, z traumą wojny, z tym, że w jednej sali wykładowej siedzieli obok siebie kaci i ofiary, ale potrzebowali też na nowo zbudować swoją własną tożsamość. W końcu kraj, w którym się wychowali, ich mikrokosmos - Jugosławia, przestał istnieć. Dubravka trochę uratowała mi zeszły rok i przywróciła wiarę w literaturę, bo jest to dzieło przez wielkie "D". Jest to dla mnie wręcz niepojęte, jak na tak wielu stronach udało jej się zawrzeć tak wiele - właściwie wszystko. I to w jakim stylu. Piękne pióro, kompleksowe przemyślenia i złożone, do bólu ludzkie, straumatyzowane postaci. Portret psychologiczny rozpadu Jugosławii jako zjawiska. Chcę chłonąć prozę Dubravki, chcę ją poznać na wylot i jedyne, co boli, to że ona nie napisze już niczego więcej.
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na 8 1 rok temu
Katarina, paw i jezuita Drago Jančar
Katarina, paw i jezuita
Drago Jančar
Druga połowa XVIII wieku to czas wojennych zmagań nie tylko w Europie, walki o hegemonię na lądzie i na morzu obejmują dużo szersze terytorium. 1756 rok to początek wojny siedmioletniej, wpływ zaś wcześniejszych wojen guarańskich, choć toczyły się one w Ameryce Łacińskiej, dotyczył także reszty świata. Jest to także epoka pielgrzymek, ludzie starają się w ten sposób wyprosić dla siebie łaski Boże i przebaczenie grzechów. Taka właśnie wyprawa ze Słowenii do katedry w Kolonii, by ujrzeć Złotą Skrzynię wypełnioną świętymi relikwiami, łączy trzy zupełnie różne, intrygujące postacie. Katarina, córka zarządcy dóbr barona Windischa, trzydziestoletnia panna więdnąca w nudzie powszednich zajęć, pragnąca zmienić swoje życie. Franc Henrik, jeden z bratanków barona Windischa, zawsze w nienagannym stroju, wymuskany żołnierzyk, zapatrzony wyłącznie w siebie i swoją szabelkę, którą z gracją włada. Określenie „paw” pasuje do niego idealnie. Mimo tej pawiowatości Katarina wypatruje za nim oczy, w głębi duszy nim gardząc. Jest jednak jedynym w miarę interesującym młodzieńcem w otoczeniu tej spragnionej miłości dziewczyny. I w końcu Simon Lovrenc, jezuita próbujący odzyskać wiarę i równowagę po przeżyciach w Ameryce Południowej: „teraz idzie z pielgrzymami, żeby znów odnaleźć sen, żeby odnaleźć spokój, który dawała mu czerwona ziemia na misjach, świergot ptaków z tamtejszych lasów, melodie chorałów, głosy braci, śpiew indiańskich dzieci(…)”. W ten czas kontrastów ”Na jednym końcu kraju budują wielkie piece do wytopu żelaza i fabryki cukru, w kawiarniach piją kawę, którą mielą w Trieście, a na drugim w zwierzęta wstąpiły demony, przywiodły je do szaleństwa i pognały w odmęty stawów, jezior i rzek.” Co siedem lat wędrują pielgrzymi do Kolonii. Tym razem mamy szansę podążyć ich śladem, dzielić z nimi trudy i nadzieje, zobaczyć jak żyją, o czym myślą i czego się lękają. To bardzo zróżnicowana grupa, tak więc nie brakuje konfliktów. Tym bardziej, że warunki raczej spartańskie, a i pogoda rzadko kiedy dopisuje. A wówczas problemem stają się sprawy podstawowe. „Pielgrzymi całe przedpołudnie wałęsali się po górskim przysiółku, nie wiedzieli, kiedy znów wyruszą w drogę. Wszędzie pełno było błota, a ponieważ w jednym miejscu przebywała przez dłuższy czas masa ludzi, pojawiło się też dużo innych nieczystości i zaczęło cuchnąć, co wielu pielgrzymów wprawiło w zły humor, zaczęły się głośne kłótnie i pretensje. Pielgrzymka to nie tylko wędrówka przez kryształową światłość, to również droga przez błoto.” To rzeczywiste i to metaforyczne. Wzniosłe i przyziemne przeplata się tu z sobą nieustannie, burząc krew. Jedni się modlą, inni opowiadają historie, ktoś tam ma widzenia, a inny trzyma się na uboczu wesołkowatego, podpitego tłumu. Spacery od ogniska do ogniska, przy których siedzą grupkami znużeni pielgrzymi, zawieranie nowych znajomości. Bywa, że wyprawa zaczyna być wręcz walką o życie, ludzie stają do zapasów z żywiołem i zdarza się, że zostają pokonani. Tu fragmenty przypominają biblijny potop, ratowanie życia w panice, w bezładzie. Krzyki i płacz zagłuszają rozpaczliwe modlitwy i pieśni zanoszone do Maryi. Jeśli Katarina szła w intencji odmiany swojego losu, zaznania w życiu czegoś więcej niźli samotna monotonia, jeśli pragnęła ziszczenia się pełnych uniesienia snów, jakie ostatnio często ją nawiedzały, to jej życzenie zostało spełnione. Przydarzyła jej się miłość. I tejże miłości poświęcono w powieści dużo uwagi, stała się wątkiem wiodącym, roztaczając nad całą resztą klimat samospalającej się pochodni, wyrzutów sumienia i nie dającego się okiełznać pożądania, krańcowo rozedrganych emocji. Życie w zakonie jezuitów zostaje nam w powieści ukazane w całej swej codzienności na przykładzie Simona, pnącego się w górę po kolejnych stopniach wtajemniczenia. Problemy jezuitów pełniących misję w Ameryce Południowej, związane z przejęciem panowania nad koloniami przez Portugalię, znamy wszyscy z klasyki kina. Zakon walczył jak lew, by utrzymać swoje status quo, bezskutecznie. Tutaj całą sytuację poznajemy z retrospekcji Simona i też przenika nas owa duszna, przytłaczająca atmosfera południowoamerykańskiego interioru, mącącego wszystkim w głowach. Potrzeba włączenia w tle niezapomnianej ścieżki dźwiękowej z „Misji”, w której Ennio Morricone objawił mistrzostwo, okazała się tak silna, że w końcu to zrobiłam i wtedy jeszcze głębiej zanurzyłam się w osiemnastowiecznym świecie Indian Guarani, lepiej pojmując ich żarliwą wiarę połączoną z dawnymi zabobonami i obyczajem. Proza Drago Jancara jest piękną powieścią drogi, w trakcie której miłość i wzajemne poznawanie się Katariny i Simona przechodzą przez różne fazy, ich znajomość pogłębia się. Wędrując z doliny w dolinę, podziwiając krajobraz, brodząc w miękkiej zieloności łąk i przysiadając w cieniu drzew na skromny posiłek kochankowie dużo rozmawiają, poznają się nie tylko dotykiem złaknionych ciał, ale też poprzez wymianę myśli, dzielenie wspólnej drogi, wysiłku i podziwu dla świata. Pod względem literackim, malowania pejzażu i nastroju, ale też filozoficznej refleksji dotyczącej natury Boga i człowieka, jest to rzecz najwyższej próby. Uczoność jezuitów zderza się tutaj z przesądami prostej ludności, która wszędzie wietrzy złe moce i szuka przed nimi Bożej ochrony. Wędrówka przez puszczę napawa ludzi lękiem, szczególnie, że i nazwa straszna: Schwarzwald. „W krajach słoweńskich ludzie od dawna bali się lasów, zawsze było w nich coś, co okazywało się złe dla człowieka, zwierzęce demony kurenty i wilkołaki od pradawnych czasów aż po dziś dzień, gdy szło się przez las, zewsząd czaiły się palące spojrzenia. To były czorty, które czyhały na twoją duszę, zabłąkane psy, dzikie świnie, świetliki, kosy (…)” Jakie jednak może mieć szanse nawet największa, najszczersza i najbardziej płomienna miłość między dziewczyną a byłym jezuitą, wobec szerzącej się wokół nietolerancji, guseł i świętej inkwizycji? Atmosfera gęstnieje więc, odkrywamy coraz więcej tajemnic dotyczących jezuickiej misji Simona, a także coraz wyraźniejszy staje się obraz bezradności pojedynczego człowieka wobec rozpędzonej machiny Kościoła. Długa, mozolna wędrówka tłumu ludzi ogarniętych religijnym zapałem, wyczerpanych wysiłkiem, wylęknionych napotkanymi oraz wyobrażonymi zagrożeniami, budzi w nich silne emocje, rozpala obawy, każe upatrywać tajemnych, wieszczych znaków. Kumuluje się to, nawarstwia, wzbiera, by w końcu znaleźć ujście, przewidywanie mocne, nieokiełznane, zmiatające wszystko po drodze. Napięcie sięga zenitu, zarówno u bohaterów, jak i u czytelnika, zamieramy w oczekiwaniu na to, co jeszcze może się wydarzyć. Wszak wszyscy wypatrują przewidzianego końca świata… Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na 9 2 lata temu

Cytaty z książki Spojrzenie anioła

Więcej
Drago Jančar Spojrzenie anioła Zobacz więcej
Drago Jančar Spojrzenie anioła Zobacz więcej
Drago Jančar Spojrzenie anioła Zobacz więcej
Więcej